Przejdź do treści

Gdy dziecko jest niejadkiem. Czym jest neofobia żywieniowa?

neofobia żywieniowa
Małe dzieci naturalnie lubią słodki smak – Fot. Pixabay

Neofobia żywieniowa to unikanie spożywania nowych produktów, tzw. „wybiórcze jedzenie”, które zależne jest od czynników biologicznych lub środowiskowych. Małe dzieci naturalnie lubią słodki smak, ale po okresie karmienia powinny poznawać nowe, inne smaki, przyzwyczajać kubki smakowe do nowych doznań.

W drugiej połowie pierwszego roku życia, większość niemowlaków naturalnie chce próbować różne rodzaje jedzenia – smaki, zapachy i konsystencje. Do roku dzieci już wiedzą, jakie jedzenie lubią i jak wygląda ich ulubione danie. Maluchy, którym nie daje się próbować nowych smaków i konsystencji, częściej stają się niejadkami.

Zobacz też: Nowa Piramida Zdrowego Żywienia dla dzieci. Rodzicu, przeczytaj!

Neofobia żywieniowa, czyli strach przed nowym

U dzieci powyżej 12 miesięcy może rozwinąć się neofobia żywieniowa, polegająca na tym, że nowe produkty mogą wzbudzać ich nieufność. Może to się łączyć z mechanizmem przetrwania, aby uchronić szybko przemieszczające się niemowlę przed zjedzeniem czegokolwiek trującego.

Na tym etapie dziecko może odmówić zjedzenia produktu, który dostało na talerzu, bez wstępnego spróbowania. Oprócz tego, dzieci mogą też odmówić jedzenia, które różni się wyglądem od tego, który zjada codziennie (inny rodzaj jogurtu czy inne ciastka).

Małe dzieci często będą chciały spróbować jakiegoś rodzaju produktu kilka razy,  zanim go polubią. Jeśli dziecko nie chce spróbować nowego dania, powinno widzieć, jak spożywa je rodzic.

Zobacz też: Jak wspomagać układ odpornościowy dziecka

Neofobia to całkowicie normalna faza w rozwoju niemowlaka

Jeśli entuzjastycznie nastawiony 8-miesięczny niemowlak zmienia się w odrzucające nowe smaki 13-miesięczne dziecko, nie musimy się niczego obawiać, bo to naturalny proces.

Jak przetrwać fazę neofobii i nie dopuścić do jej dalszego rozwoju:

  1. Podsuwaj dziecku nowe smaki – nie poddawaj się nawet wtedy, kiedy dany produkt (np. brokuły) odrzuciło kilka razy.
  2. Spójrz na swoją dietę. Czy przypadkiem nie obawiasz się nowego jedzenia? Czy twoje dziecko widzi, jak jesz owoce i warzywa? Pamiętaj, że twoje nawyki żywieniowe mają duży wpływ na to, co twoje dziecko w przyszłości wybierze przy stole.
  3. Nie zamartwiaj się! Szczególnie, jeśli twoje dziecko jadło z chęcią stałe posiłki od 6-go do 13-go miesiąca życia. Także, jeśli jest zdrowe i produkty, które spożywa, obejmują tzw. zróżnicowaną dietę. Postaraj się oferować dziecku najróżniejsze produkty i przede wszystkim nie wywieraj na nie presji związanej z jedzeniem.
  4. Jak najczęściej spożywaj posiłki z dzieckiem i niech to będą te same dania.

Iza Farenholc

Dziennikarka i redaktorka. Pracowała jako redaktor naczelna w magazynie dla rodziców Gaga oraz współpracowała m.in. z magazynami Zwierciadło, Twój Styl, Sens, Glamour - materiały psychologiczne, recenzje książkowe, muzyczne i filmowe, wywiady, reportaże z podróży.

Szukasz ślubnych inspiracji? Oto ślubny… dmuchany zamek!

Fot. A Wedding Wonderland Facebook

Ślub to jeden z najpiękniejszych dni w życiu – taka przynajmniej jest stwarzana wokół niego otoczka. A co gwarantuje radość i spełnienie? Dobra zabawa! Zgadza się, w trakcie ślubu także możesz poczuć się jak dziecko i szaleć ze szczęścia w miłosnym uniesieniu.

By skakać z radości!

Powiedzenie „tak” swojej drugiej połówce to bardzo poważna sprawa, która wpływa na całe życie. Wiadomo, dorosłe decyzje pociągają za sobą dorosłe konsekwencje. Nie wyklucza to jednak nieustannej troski o swoje wewnętrzne dziecko! To w końcu dzięki niemu możemy być spontaniczni, możemy się bawić, śmiać i skakać – dosłownie.

Jednym ze swego rodzaju symboli dziecięcej zabawy jest dmuchany zamek. Wesołe miasteczka, place zabaw, urodzinowe imprezy maluchów to miejsca, w których tego typu atrakcje nie budzą zdziwienia. Ale ślub?! Owszem! Przecież wesele to znakomita okazja do szaleństw, czyż nie?

Co więcej, nie jest to tylko wymysł naszej fantazji, ale realna propozycja organizatorów ślubów i współpracujących z nimi firm. Póki co, przykłady pochodzą z Wielkiej Brytanii, ale zapewne i u nas pomysł ten zyska swoich fanów na szerszą skalę. Jeśli bowiem lubisz oryginalność, jest to niewątpliwie coś dla ciebie! Proponowane na śluby zamki są zrobione oczywiście z białego koloru. Do tego proponowane są różne ozdobne kwiatki, czy też zdjęcia, które mogą zostać powieszone po bokach i obok konstrukcji.

Niech tyle radości młoda para ma przez całe życie!

A przeznaczenie takiej atrakcji? Zdecydowanie nie jest to tylko i wyłącznie zabawa dla najmłodszych gości. Jak widać na zdjęciach prezentowanych przez właścicieli zamków, w dużej mierze bawią się w nich ci nieco starsi uczestnicy imprezy – z pannami i panami młodymi na czele. Chociaż tutaj trzeba uważać, bowiem podobno w tym sezonie będą królować długie welony, a w połączeniu z dmuchanym zamkiem może stanowić to mieszankę co najmniej wybuchową!

Gdyby jednak wyobrazić sobie tradycyjne weselne zabawy na takim zamku, być może przypadłyby one do gustu nawet tym mniej zainteresowanym nimi gościom? Już samo łapanie bukietu i muszki byłoby ciekawym wyścigiem. Co jednak pewne, cała masa uśmiechów gwarantowana, a to chyba własnie o radość chodzi w tym dniu najbardziej!

Fot. Mr Bouncy Castle Facebook

Fot. Mr Bouncy Castle Facebook

Zobacz też: Jak się nie starzeć?

Źródło foto: Mr Bouncy Castle Facebook / A Wedding Wonderland Facebook

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

Nasza inteligencja hormonalna – dlaczego warto ją odkryć?

Badania dowodzą, że posiadamy inteligencję hormonalną. – Fot. Pixabay

Badania wskazują, że kobiety w czasie owulacji częściej spotykają się z mężczyznami, więcej flirtują, a zespół napięcie przedmiesiączkowego mógł powstać w toku ewolucji po to, żeby kobiety mogły odrzucić nieodpowiednich partnerów. Dzięki „Ukrytej inteligencji hormonów” możemy na nowo odkryć własne ciało i dowiedzieć się jak podejmować bardziej świadome decyzje dotyczące m.in. seksu, małżeństwa czy przyjaźni.

Doktor Martie Haselton jest doktorem nauk humanistycznych i wykłada psychologię na Uniwersytecie Kalifornijskim oraz zajmuje się badaniem wpływu cyklu owulacyjnego na kobiecą seksualność. Badania dowodzą, że posiadamy inteligencję hormonalną, a nasze hormony mają wpływ na wszystko, począwszy od wyboru partnerów, popędu i rywalizacji, poprzez zmiany zachodzące w czasie ciąży i macierzyństwa oraz do „kolejnego rozdziału” naszego życia czyli do „menopauzy”, w którym – jak przekonuje autorka – „otwiera się przed nami możliwość nowych doświadczeń niezwiązanych z reprodukcją”. Stawia dość odważną na dzisiejsze czasy tezę, że to biologia czyni nas mężczyznami lub kobietami i że na ogół ludzi przyciąga płeć przeciwna.

Mózg i hormony

Dzisiejszy feminizm zakłada, że mężczyźni i kobiety są tacy sami i mają identyczne cele. Jeśli kobiety są niedostatecznie reprezentowane na przykład w karierze technologicznej, nie wynika to z wyborów zawodowych, tylko z seksizmu i dyskryminacji w miejscu pracy. I chociaż zakłada, że mężczyźni i kobiety są inni, to założenie że różnimy się tylko z powodów naszych hormonów wydaje się uproszczeniem. To raczej nasz mózg unieważnia nasze hormony, ponieważ nasze zachowanie kształtuje kontekst społeczny.

Zobacz też: Filozofia wolnego życia

Gdyby mężczyźni mieli miesiączkę….

Przez lata uważano kobiety za „zbyt hormonalne”, aby sprawować urząd prezydenta. Gloria Steinem w eseju „If Men Could Menstruate” („Gdyby mężczyźni mogli miesiączkować”) dowodziła, że gdyby mężczyźni mieli okres, byłby on źródłem męskiej dumy. „Przedmioty zaopatrzenia higienicznego byłyby refundowane z budżetu państwa i bezpłatnie” – pisała. Nie mówiąc o prestiżu płynącym z używania podpasek i robieniu na nich pieniędzy – możemy tylko wyobrazić sobie bilboardy z „tamponami Paula Newmana, czy podpaskami Johna Wayne’a”.

Zobacz też: Używajmy wyobraźni czyli psychoterapia z Katarzyną Miller

Przekonanie, że zachowanie kobiet można wytłumaczyć biologicznymi uwarunkowaniami, powoduje powstrzymuje je przed odnoszeniem sukcesów oraz skazuje na ograniczenie ich roli do macierzyństwa i spotkanie ze „szklanym sufitem”.

Co radzi autorka kobietom? „Poznawajcie fakty naukowe, poznawajcie siebie, bo tylko wtedy będziecie mogły podejmować najbardziej świadome decyzje”.

Nasza inteligencja hormonalna – dlaczego warto ją odkryć? Dr Martie Haselton wyd. Prószyński i S-ka

Iza Farenholc

Dziennikarka i redaktorka. Pracowała jako redaktor naczelna w magazynie dla rodziców Gaga oraz współpracowała m.in. z magazynami Zwierciadło, Twój Styl, Sens, Glamour - materiały psychologiczne, recenzje książkowe, muzyczne i filmowe, wywiady, reportaże z podróży.

Używajmy wyobraźni czyli psychoterapia z Katarzyną Miller

Używajmy wyobraźni czyli psychoterapia z Katarzyną Miller
W terapii najlepsze jest to, że można zmieniać swoją przeszłość – Fot. Pixabay

Ci, którzy nie mają odwagi pójść na terapię mogą poszukać swojego problemu w najnowszej książce Katarzyny Miller. I znaleźć odpowiedź! Filozofka, poetka, psycholożka i psychoterapeutka z trzydziestoletnim doświadczeniem, dzieli się z czytelnikami historiami swoich pacjentów.

Nie do końca pacjentów, którzy siedzą u niej na kozetce, bo w książce „Droga Kasiu, jak żyć lepiej?” psycholożka odpowiada na listy kobiet i mężczyzn, którzy szukają u niej pomocy w trudnych sytuacjach życiowych, ale możemy sobie wyobrazić, że z takimi właśnie problemami trafiają do jej gabinetu.

Zobacz też: Samotność doskwiera też w wielkim mieście. Polska psycholożka znalazła na nią sposób

„Szukaj swojego psychoterapeuty tak długo, aż go znajdziesz, tak jak szukasz dobrego partnera” mówi w jednym z wywiadów jedna z najbardziej znanych psycholożek w naszym kraju, wulkan pozytywnej energii, którą dzieli się ze swoimi pacjentami i nie tylko z nimi. Uważa, że storytelling ma moc i dzieli się swoimi przeżyciami, doświadczeniami – wystarczy zajrzeć do jej książki „Bez cukru, proszę”, w której opowiada o swoim dzieciństwie, rodzicach, lękach i radzeniu sobie z życiem. To nie ekshibicjonizm, tylko chęć niesienia pomocy ludziom.

Możemy zmieniać przeszłość

W terapii najlepsze jest to, że można zmieniać swoją przeszłość – twierdzi psychoterapeutka. Pamiętać ją, szanować, to, co się wydarzyło, ale jednocześnie nadawać jej nowe znaczenie. Jak pisze w jednym z listów w książce „Droga Kasiu, jak żyć lepiej?”, psychoterapia polega na powrocie pamięcią do jakichś wydarzeń z przeszłości i próbie wyobrażenia sobie tego, czego człowiekowi wtedy zabrakło, na przykład osoby, której potrzebował, a jej wtedy nie było, a także tego, co chciałby, żeby ta osoba w tamtym momencie zrobiła, a nie zrobiła.

Ta książka to świetny poradnik, rady Katarzyny Miller pomogą czytelnikowi i czytelniczce odkryć i nazwać to, co boli. Co zrobić, kiedy spotkamy w pracy toksyczne osoby, czujemy się niespełnieni i rozczarowani, opuszczają nas przyjaciele, boimy się przyznać, że na co dzień nosimy maskę uprzejmości, boimy się wyjść ze swojej sfery komfortu, nasze dzieci się kłócą. I wiele innych problemów, które pomaga rozwiązać.

Zobacz też: Samotność doskwiera też w wielkim mieście. Polska psycholożka znalazła na nią sposób

Siła wyobraźni

Katarzyna Miller twierdzi, że wszystko jesteśmy sobie w stanie wyobrazić. Oczywiście nie możemy żyć tylko wyobraźnią, bo brakowałoby nam realności. Ale jeśli połączymy realność z wyobraźnią, to będziemy mieli świetny zestaw. Wyobraźnia pozwala bardzo kreatywnie radzić sobie z tym, na co nie mamy wpływu – pisze psychoterapeutka. I pamiętajmy że, jak pisze „zło zawsze mija, dobro zawsze wraca

Wydawnictwo Literackie

Iza Farenholc

Dziennikarka i redaktorka. Pracowała jako redaktor naczelna w magazynie dla rodziców Gaga oraz współpracowała m.in. z magazynami Zwierciadło, Twój Styl, Sens, Glamour - materiały psychologiczne, recenzje książkowe, muzyczne i filmowe, wywiady, reportaże z podróży.

„Przeproś!”, czyli jak uczyć dzieci empatii

Jak uczyć dzieci empatii
Jeśli dziecko „ma przeprosić”, zwykle wynika to stąd, że zawstydzony jest dorosły – fot. Fotolia

Znakomity psychoterapeuta dziecięcy, Peter Fonagy uważa, że wiele trudności psychicznych dzieci i młodzieży wynika z tego, że w kulturze zachodniej rodzice kładą nacisk na rozwój self, natomiast w innych kulturach priorytetem jest rozumienie innych. Mówi, że część dzieci wyrasta w przekonaniu, że są centrum wszechświata, co utrudnia im radzenie sobie z wyzwaniami życia codziennego.

Umiejętność myślenia o tym, co czują inni i reagowania na to jest ważna z kilku powodów. Na przykład ułatwia życie w grupie czy społeczeństwie. Ułatwia współpracę, planowanie, wspólne działania. Zjednuje przyjaciół, pomaga budować i podtrzymywać ważne relacje. Wrażliwość na potrzeby innych –  o ile nie jest przesadna – wiąże się też zwykle z umiejętnością rozpoznawania własnych uczuć i stanów psychicznych.

Większość rodziców czuje więc, że rozwijanie empatii u dzieci jest ważne. Tyle tylko, że sposób, w jaki często to robią przynosi skutki odwrotne od zamierzonych.

Zobacz też:  „Bo mamusi będzie przykro”. Wzbudzanie poczucia winy u dziecka, czyli kilka słów o okrutnej manipulacji

O co w tym tak naprawdę chodzi?

Przeproś kolegę.

Antoś nie będzie chciał się z tobą bawić, jeśli go nie przeprosisz.

Przeproś, nie udawaj.

Nie wstyd ci? Idź i ją przeproś.

Tak mniej więcej wyglądają reakcje dorosłych, kiedy dzieci są w konflikcie, powiedzą do dorosłej osoby coś lub w sposób, który ta uzna za obraźliwy, odburkną. Często wówczas w rodzicach czy opiekunach pojawia się potrzeba „korygowania” zachowania.

Jednak, jeśli się przyjrzeć, niekoniecznie wynika ona z myśli, że dziecko potrzebuje wsparcia w nabyciu bardziej konstruktywnych czy prospołecznych zachowań. Bardziej prawdopodobne, że to dorosły czuje się zawstydzony lub też na przykład:

  • Uważa, że zachowanie dziecka odzwierciedla jego umiejętności wychowawcze
  • Że zachowanie dziecka pokazuje, że jest zaniedbane lub dostaje zły przykład
  • Że to dorosły ma rację – w myśl zasady, że świat, w którym dzieci miałyby głos, stałby się chaosem
  • Że musi być zachowana hierarchia, w której dziecko powinno słuchać starszych
  • Że dorosły ma kontrolę nad sytuacją (i dzieckiem)

Ta lista mogłaby by dłuższa. Jeśli dziecko „ma przeprosić”, zwykle wynika to stąd, że zawstydzony jest dorosły. Nie ma to więc wiele wspólnego z możliwościami do oceny sytuacji przez dziecko czy tym bardziej jego autentyczną i szczerą chęcią, by przeprosić.

Co więcej, widzimy tylko fragment sytuacji, nie jesteśmy jej częścią. Może więc zagniewanie dziecka ma uzasadnienie? Może wydarzyła się sytuacja, którą przeżywa jako raniącą czy krzywdzącą i reaguje tak, jak zareagowałby każdy człowiek, niezależnie od wieku?

Zobacz też: Współczujące niemowlaki – czy empatia jest wrodzona?

Jak uczyć dzieci empatii?

Wielu dorosłych ma również doświadczenie bycia zawstydzanym i pouczanym w sytuacjach społecznych.  Nie mieli okazji dowiedzieć się, dlaczego postępowali w sposób, który spotykał się z krytyka i nakazem przeproszenia. Ale co ważniejsze, jako dzieci nie mieli okazji podjąć własnych decyzji, mających naprawić trudną sytuację.

Żeby „przepraszam” było szczere, musi być osobistą decyzją. Musi wypływać z wnętrza człowieka. Żeby przeprosić, trzeba mieć świadomość, własną, którą nabywa się z wiekiem i doświadczeniem, że kogoś się zraniło, czy też że ktoś na skutek naszych działań cierpi.

W przeciwnym razie jest to puste słowo. Dziecko przymuszane – niezależnie od tego, czy w łagodny, niemal niezauważalny sposób, czy też całkiem bezpośrednio – uczy się, że ktoś za nie podejmuje decyzje i że same sobie nie może ufać. Nie może też poznać swoich emocji.

Zobacz też: Empatia w rodzicielstwie. Skąd wynika nasze poczucie winy?

Co w zamian?

To, co najtrudniejsze, czyli modelowanie. Żeby dziecko mogło być empatyczne i szczerze przepraszać, samo musi tego doświadczać. Musi również widzieć, jak najważniejsi dla niego ludzie innych traktują z empatią.

Warto dziecku tłumaczyć sytuacje społeczne. Można je omawiać, opisywać i przede wszystkim nazywać, zarówno wydarzenia, jak i uczucia, które mogły się pojawić w dziecku.

Z czasem nauczy się ono reagować na uczucia innych ludzi. Nauczy się rozpoznawać ich stany psychiczne, podobnie jak własne.

Czy nazwiemy to uczeniem dziecka manier, czy rozwijaniem empatii, chodzi o budowanie relacji. Tej z dzieckiem, ale również dziecka z samym sobą. Rzecz w zaufaniu do dziecka.

Ważna jest również zgoda, jaką dorosły musi mieć w sobie na to, by postępować czasem inaczej niż większość. W wierze w to, że jego przekonania są słuszne, że jego relacja z dzieckiem wystarczająco silna i wspierająca.

Mogłoby się wydawać, że oczywista czynność związana z przypominaniem dziecku o tym, że trzeba przepraszać za wyrządzone szkody, nie powinna budzić wątpliwości. Nie ma powodu sądzić, ze jest czymś więcej niż zwykłym elementem wychowania. A jednak bez wątpienia jest.26

Katarzyna Mirecka

psycholożka i psychoterapeutka, absolwentka Uniwersytetu Nottingham. Ukończyła 4-letnie całościowe szkolenie psychoterapeutyczne w Instytucie Analizy Rasztów. Pracuje z osobami dorosłymi, dziećmi i młodzieżą, indywidualnie oraz grupowo. Od 2015 roku związana z magazynem Chcemy Być Rodzicami