Przejdź do treści

O współczesnym rodzicielstwie z Moniką Mrozowską: „Ilość dzieci nie zwalnia z tego, żeby czujnie się im przyglądać”

Fot. archiwum prywatne Moniki Mrozowskiej

Aktorka, autorka książek, promotorka zdrowego stylu życia, a przy tym mama trójki dzieci. O współczesnym rodzicielstwie, swoich dzieciach i zdrowych granicach opowiedziała nam Monika Mrozowska.

Jest pani mamą trójki dzieci, co na współczesne standardy wydaje się nie być takie oczywiste.

Monika Mrozowska: Obserwuję dwa bieguny. Na jednym z nich jest całe grono ludzi w moim wieku, albo i młodszych, którzy decydują się na posiadanie kilkorga dzieci. Nie wypadają jednak przy tym z obiegu społecznego. Ciągle spotykają się ze znajomymi, żyją aktywnie. Ciągle spotykają się ze znajomymi, żyją aktywnie. Przy czym ta aktywność ukierunkowana jest na wspólne spędzanie czasu, a nie ucieczkę od dzieci. Co więcej, absolutnie nie są to rodziny, które możemy kojarzyć z wielodzietnością.

Mam wrażenie, że wciąż panują w tym temacie pewne stereotypy.

Jest takie przekonanie, że jeżeli już decydujemy się na więcej dzieci, to dochodzi do tradycyjnego podziału. Ojciec – głowa rodziny, który zarabia oraz matka opiekująca się domowym ogniskiem. W swoim środowisku nie widzę takiego podziału. Każdy stara się realizować, chociaż w minimalnym stopniu, w życiu zawodowym i robić rzeczy, które sprawiają mu przyjemność. Przyjemność z wychowywania dzieci jest duża, ale wydaje mi się, że każda młoda matka powinna mieć świadomość, że dzieci prędzej czy później dorosną. Ona po jakimś czasie będzie zaś chciała realizować się na innych płaszczyznach. Chociaż chcę podkreślić, że jest to na pewno bardzo trudne.

W jakiejś mierze posiadanie dzieci wiąże się jednak z rezygnacją z siebie.

Na pewno leczy z egoizmu. Nagle musimy bardzo dużo czasu poświęcić drugiej osobie. Sama miewam sytuacje, gdy zastanawiam się, czy powinnam wyjść wieczorem z przyjaciółką do teatru, czy jednak powinnam poświęcić ten czas moim dzieciakom. Zawsze uważałam jednak, że żeby dobrze się czuć i mieć z macierzyństwa przyjemność, musimy mieć strefę dla siebie. Nie wynika to absolutnie z chęci odpoczynku od nich. Są jednak takie rzeczy, których się z dziećmi nie robi. Nie będę zabierać mojej 6-letniej córki na przedstawienie, które jest skierowane do widzów dorosłych. Dziwią mnie czasami reakcje młodych rodziców, którzy mówią, że musieli ze wszystkiego zrezygnować. Według mnie w dużej mierze jest to kwestia organizacji.

Być może też swego rodzaju otwartości?

Dokładnie. Kiedy urodziła się moja najstarsza córka nie mieliśmy samochodu, ale przemieszczałam się z wózkiem komunikacją miejską. Nie trzeba też mieć przy tym nieograniczonych funduszy. Moje dzieciaki tak naprawdę najbardziej cenią sobie chwile, których organizacja nie kosztowała mnie 5-ciu złotych. Jedną z najfajniejszych przygód jest dla nich wspólny piknik.

Kiedy robi się ciepło zabieram do samochodu kosz piknikowi, koc i po szkole, zamiast jechać do domu, robię im niespodziankę. To naprawdę nie są duże pieniądze i nawet jeżeli nie miałabym samochodu, wsiadłabym w autobus i tak samo do tego parku pojechała.

Pomiędzy pani dziećmi jest spora różnica wieku.

Moja najstarsza córka skończy w tym roku 14 lat, młodsza 7, a najmłodszy synek 3 lata. Różnica jest rzeczywiście spora, ale podziwiam osoby, które decydują się na dzieci w małym odstępie czasu. Tutaj miałam przynajmniej poczucie, że mogę wziąć oddech i przywyknąć do nowej sytuacji. Chociaż rozumiem też argumenty mówiące, że jak już jesteśmy „w pieluchach”, załatwimy to za jednym razem.

Tak naprawdę pani najstarsza córka spokojnie może już aktywnie włączyć się w życie rodziny.

Oczywiście, podobnie jak i młodsza. Zawsze się z tego śmiałam, ale czas przy dzieciach faktycznie nie wiadomo kiedy mija. Staram się jednak tak przeżywać życie, żeby mieć poczucie, że wyciskam z niego ile się da i nie musieć mówić: „czas ucieka”. Kiedy jednak patrzę na moją najstarsza córkę i dociera do mnie, że ona kończy w tym roku 14 lat, to naprawdę nie mam pojęcia kiedy to się stało.

Posiadanie dzieci w większym odstępie czasu może być też świetną metodą na jego „zatrzymanie”.

To prawda, skoro to najmłodsze jest takie małe… Co ciekawe, nigdy nie planowałam trójki dzieci. Gdybyśmy spotkały się 20 lat temu, raczej obstawałabym przy tym, że dzieci w ogóle nie będę mieć. Jest to najlepsza lekcja, jak bardzo życie weryfikuje nasze plany i lepiej nie wygłaszać z taką pewnością ostatecznych deklaracji.

Gdy obserwuje pani swoje dzieci, to widzi w nich więcej różnic, czy podobieństw?

Widzę podobieństwa i różnice.

Wynikają one właśnie z różnicy wieku, czy raczej z ich osobowości?

Z wieku zapewne też, ale gównie z osobowości. Jestem mamą, która stara się wychwytywać jak najwięcej różnic, żeby do każdego z dzieci mieć trochę inne podejście. Nie ma to nic wspólnego z faworyzowaniem, albo odpuszczaniem w pewnych kwestiach. Chodzi raczej o czujne przyglądanie się, co konkretnemu dziecku sprawia przyjemność, w czym jest dobre, co mogłoby w sobie rozwijać.

Łatwiej byłoby zapewne przyłożyć do każdego jedną kalkę.

Myślę, że faktycznie może pojawić się szablonowe myślenie – jedno dziecko lubi sport, drugie pchamy w to samo. Trzeba też brać poprawkę na to, że dzieciom dużo się z biegiem czasu zmienia. Moja Karolina od wczesnych lat chodziła na zajęcia sportowe, w tej chwili jest w gimnazjum i gdyby mogła, to w ogóle nie chodziłaby na WF. Nie posyłam jej więc na siłę na dodatkowe zajęcia sportowe, bo wiem, że nie będzie jej to sprawiać żadnej przyjemności. Jest za to bardzo uzdolniona plastycznie i rewelacyjnie rysuje. Chodzi na zajęcia plastyczne i widzę jak ogromną sprawia jej to przyjemność. Z kolei moja młodsza córka uwielbia w tej chwili śpiewać i tańczyć i to właśnie zajmuje jej czas. Jeżeli chodzi  o Józka, to wydaje mi się, że spróbujemy z zajęciami z piłki nożnej. Nawet będąc malusieńkim chłopcem bardzo świadomie umiał ją odbijać.

Staram się to wszystko bacznie obserwować, chociaż jestem też przy tym mamą wymagającą. Jestem konkretna i moje dzieciaki o tym wiedzą. Oczywiście w granicach rozsądku próbują się buntować, co też doceniam. Widzę, że mają charakter i pojawia się między nami wzajemna wymiana argumentów. Czasami na moją niekorzyść niestety (śmiech).

Jest to chyba jedna z frustracji rodziców.

Nie podchodzę do tego, jak do frustracji. Z przyjemnością słucham, co do mnie mówią. Staram się podchodzić do nich z pewną mądrością życiową, którą po tych moich kilku latach życia mogę im zaoferować. Z drugiej strony, zachwyca mnie ich świeżość podejścia do różnych tematów i bardzo szczere rozmowy.

Staram się też nie zapominać, że sama kiedyś byłam w ich wieku i miałam podobne dylematy. W tej chwili mogą mi się one wydawać śmieszne, ale wtedy były poważne. Bardzo często żartuję z moimi dzieciakami, ale w wielu kwestiach staram się rozmawiać z nimi poważnie. Chcę żeby miały poczucie, że dla mnie ta rozmowa też jest istotna.

Fantastycznie jest kiedy rodzic „nie zawłaszcza” dzieci, nie projektuje na nich siebie i swoich potrzeb. Ma pani wrażenie, że wiele się w tej kwestii zmieniło?

Bardzo wiele. Pomimo, że mam tolerancyjną mamę, z którą dużo rozmawiałam, to i tak wydaje mi się, że jest to naprawdę ułamek tego, co dzieje się w tej chwili. Nie oznacza to jednak wychowania bezstresowego, bez żadnych zasad i granic. Czasami mam wrażenie, że jestem taką „matką terrorystka”, ale nigdy nie staram się wprowadzać zakazów dla samego zakazywania. Zawsze staram się podać argument i konkretny powód.

To także jest pamiętanie o tym, że jesteśmy oddzielnymi ludźmi.

Nigdy nie byłam mamą, która siedziała w ciągu dnia układając klocki i wymyślając niestworzone historie. Paradoksalnie nigdy nie doprowadziłam do sytuacji, gdy moje dzieci chodziły i mówiły, że się nudzą. Każde z nich, a każde ma swój odrębny charakter, jest dzieckiem, które rewelacyjnie potrafi bawić się samodzielnie.

Pamiętam historie, gdy moja najstarsza córka była mała i miała wywieszoną kartkę, żeby absolutnie nie wchodzić do jej pokoju. Była tam w swoim świecie i wręcz nie chciała, by ktoś jej w nim przeszkadzał. Wydaje mi się, że każdy musi mieć czas dla siebie samego i jest to potrzebne już od najmłodszych lat – poczucie, że jestem odrębnym bytem.

Przy tym, nuda szalenie rozwija.

Obserwowałam to za każdym razem, gdy dziewczyny szły do przedszkola. Nieustannie pojawiało się zdziwienie, że one są takie samodzielne. Być może wynikało to z mojego wygodnictwa, ale nigdy nie wyręczałam ich w takich czynnościach, jak ubieranie. Owszem kontrolowałam, czy chociażby są ubrane odpowiednio do pogody. Wychodzę jednak z założenia, że jeżeli dziecko będzie w stanie samo o siebie zadbać, to tylko z korzyścią dla niego.

Co do wspomnianego „terroryzmu”, promuje pani zdrowy tryb życia i świadomą kuchnię. Zastanawiam się, na ile dzieci wchodzą w to z własnej woli, a na ile po prostu muszą się w takim stylu życia odnaleźć?

Staram się przekonywać dzieci do tego, w co sama wierzę. Wiem jednak, że siłowe podchodzenie do wielu spraw nic nie da. Na pewno nauczyłam się przy nich, że pewne rzeczy muszę odpuszczać i modyfikować swoje podejście.

Moja najstarsza córka była niejadkiem. Wtedy się tym przejmowałam, ale w tej chwili Karolina jest 14-letnią dziewczyną, która poza tym, że jest wegetarianką, je wszystko i chętnie próbuj nowych smaków. Bardzo podobną sytuację mam teraz z Józkiem. Martwię się, ale już się tak nie denerwuję. Jagoda była zaś dzieckiem, które od małego jadło wszystko.

Czy każdy z nich nie je mięsa?

Tak, cała trójka. Ostatnio, żeby być już całkiem spokojną, zrobiłam im badania. Wyszły rewelacyjnie.

Warto wspomnieć, że wegetariański sposób żywienia jest rekomendowany przez wielu lekarzy.

Tak, dużo się w tej kwestii zmieniło. Gdy Karolina była mała, zdarzały się sytuacje i „wykłady” o tym, jaką robimy jej krzywdę. Naprawdę bardzo wiele się nasłuchaliśmy. Przez dłuższy czas byliśmy jednak pod opieką gastroenterologa, który prowadzi dzieci na przeróżnych dietach. Przyjeżdżaliśmy do niego ze szczegółowo wypisanym jadłospisem i zrobionymi badaniami. Dostawaliśmy dzięki temu potwierdzenie, że wszystko jest w jak najlepszym porządku. W tej chwili Karolina bardzo dobrze się uczy i bardzo dobrze wygląda. Podobnie Jagoda. Wydaje mi się, że nie ma argumentów, które mogłyby utwierdzać w przekonaniu, że dzieci na diecie wegetariańskiej są „gorzej rozwinięte”.

Fot. okładki książek Moniki Mrozowskiej

Jednak prawdo do wchodzenia z butami w wychowywanie dzieci ciągle wydaje się być niczym nieograniczone.

Przecież my to uwielbiamy! Nawet osoby, które nie mają doświadczenia i nie mają dzieci, bardzo chętnie osądzają i oceniają. Wydaje mi się, że dotyczy to nie tylko dzieci, ale absolutnie wszystkiego. Im ktoś mniej wiem, tym więcej ma do powiedzenia. Na ogół staram się to jednak puszczać mimo uszu. Widzę co się dzieje, jak wyglądają, jak się zachowują i mogę wyciągać wręcz odwrotne wnioski na temat naszego sposobu żywienia.

A gdyby któreś z dzieci powiedziało: „Mamo, zaczynam jeść mięso”?

Wydaje mi się, że dawanie dzieciom wolnej ręki, w sytuacjach niestanowiących dla nich zagrożenia, jest bardzo ważne. Gdybym widziała, że moje dzieci mają tę kwestię przemyślaną, to zakazy nie przyniosłyby nic dobrego. Dziecko, jak będzie chciało coś zrobić, to i tak to zrobi, tylko po prostu nam o tym nie powie. Jeżeli nie będziemy mieli świadomości, że w życiu naszego dziecka coś się dzieje – i nie mówię tutaj o diecie, tylko o jakichś poważniejszych kwestiach – może się to źle skończyć. Nie mówię też, żeby ślepo dziecku na wszystko pozwalać, ale wracamy do początku – trzeba rozmawiać, słuchać argumentów, wspólnie wypracowywać kompromisy.

Często można zobaczyć dzieci przy pani boku, uczestniczycie razem w różnych projektach. Jestem ciekawa, czy wyobraża sobie pani w przyszłości wspólną pracę ze swoimi dziećmi?

Żyjemy razem, wyjeżdżamy razem, gdy pracuję nad kolejnymi książkami, dzieci się zawsze obok. Próbują, doradzają, krytykują, więc ich obecność jest naturalną koleją rzeczy. Nie wiem natomiast, czy moje dzieci chciałyby kiedyś pracować ze mną. Chciałabym dać im takie poczucie, że mogą liczyć na maksymalne wsparcie z mojej strony. Fantastyczne są rozmowy z moją 14-letnią córką, która mówi: „Mamo, a co ty byś mi radziła robić, jak już będę duża?”. Dochodzi przy tym do naprawdę odkrywczych przemyśleń, bo nigdy nie przedstawiam jej konkretnego pomysłu. Rysuję raczej przed nią jak najwięcej możliwych dróg i perspektywy, z czym mogą się one wiązać.

Rozumiem, że wciąż pozostaje to jednak jej wybór?

Tak i wydaje mi się, że takiego podejścia zabrakło w relacjach rodzicielskich mnie i moim znajomym. U mnie być może było trochę inaczej, bo liceum i studia wybierałam samodzielnie, ale przyznaję – człowiek czuje się wtedy trochę jak dziecko we mgle. Wiedziałam, że wszyscy idą do liceum, to trzeba poszukać jakiejś szkoły. Wszyscy zdają na studia, to trzeba poszukać jakiegoś kierunku. Tak naprawdę są to jednak szalenie trudne decyzje.

W wieku 19 lat ciężko jest powiedzieć, co chce się robić w życiu.

Dokładnie, a bardzo często wybory podyktowane są tym, jakie kierunki są popularne, albo gdzie wybierają się nasi znajomi. Oni zaś często idą na takie, a nie inne uczelnie, bo nalegają na to rodzice. Nie zastanawiamy się nad tym, co skończenie konkretnych studiów faktycznie może nam dać lub z drugiej strony – co może nam uniemożliwić za kolejne 4, czy 5 lat. Chciałabym żeby moje dzieci miały poczucie, że nauka to nie jest obowiązek, ale przyjemność.

Zastanawiam się też, na ile perspektywa rodzic-dziecko musi ulec pewnemu wyrównaniu. Nagle okazuje się, że to właśnie ono staje się ekspertem w danej dziedzinie i to my powinniśmy go słuchać. Wyobraża sobie pani takie sytuacje?

Nawet nie tyle wyobrażam, co tak naprawdę na co dzień jestem ich świadkiem. Szczególnie widzę to w dziedzinie nowych mediów i Internetu. Mój znajomy napisał niedawno komentarz: „Mam wrażenie, że różnica pokoleniowa między nami, a naszymi dziećmi jest taka, jak pomiędzy nami, a naszymi dziadkami.” Nie sposób się z nim nie zgodzić, bo nawet jeżeli chcielibyśmy je dogonić, byłoby to bardzo trudne. Wydaje mi się jednak, że daje nam to nowe możliwości realizowania rodzicielstwa. Dzieciaki już na etapie kilkunastu lat mogą widzieć, że to one nas czegoś uczą. Zamiast z tym walczyć, korzystajmy! Na pewno daje to też dziecku poczucie własnej wartości.

Również sprawczości – że potrafię, dam radę.

Tak, chociaż nieraz wymaga to dużego kredytu zaufania od rodzica. Widzę jednak, że im mocniej się dzieci obserwuje i daje się im swobodę realizacji, tym lepsze rezultaty to przynosi. Sama mam wrażenie, że na dużo swoim dzieciom pozwalam. Ufam im jednak i nie mam problemu z tym, żeby gdzieś je ze sobą zabierać, nawet na spotkania służbowe. Dla nich też jest to duża frajda.

Tym bardziej, że ciągle szykuje pani nowe projekty.

Pracuję teraz nad dwiema książkami. Jedna z nich dotyczy kuchni ekologicznej i za razem ekonomicznej. Pojawią się w niej dokładne wyliczenia, ile kosztują posiłki dla 4-osobowej rodziny. Chciałabym pokazać, że można przygotować zdrowe przekąski już od 5-ciu złotych, a obiady nawet od 10-ciu. Zdrowa kuchnia kojarzy się ze specjalnymi sklepami i sporym wydatkiem. To nie musi być prawdą. Mam już cały pomysł w głowie i myślę, że będzie to rzetelna pozycja. Drugą książkę napiszę wspólnie z koleżanką i dotyczyć będzie ona żywienia dzieci. Jak widać, wszystko zostaje w temacie!

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

Profesjonalna diagnoza bez wychodzenia z domu? Już wkrótce umożliwią to wideowizyty lekarskie

Laptop, a przy nim stetoskop lekarski i okulary /Ilustracja do tekstu: Wideowizyty lekarskie, czyli e-przychodnia na wyciągnięcie ręki. Telemedycyna
Fot.: rawpixel /Unsplash.com

Szacuje się, że wkrótce nawet 70-80 proc. wizyt pierwszego kontaktu będzie realizowane w domu pacjenta, za pośrednictwem rozwiązań telemedycznych. Domowe testery objawów pozwolą na rozpoznanie choroby, a lekarz postawi wstępną diagnozę podczas wideowizyty lekarskiej.

Starzejące się w wysokim tempie społeczeństwo ma bezpośrednie przełożenie na wzrost zapotrzebowania na wizyty lekarskie. W takim samym tempie nie przybywa jednak lekarzy, co powoduje coraz dłuższe kolejki do gabinetów. Rozwiązaniem może się okazać telemedycyna.

– Telemedycyna jest przyszłością pod względem wstępnego i docelowego leczenia w krajach Europy Zachodniej, w krajach bogatszego świata północy. Telemedycyna […] w przyszłości będzie w 70-80 proc. realizowała wszelkie konsultacje pierwszego kontaktu, które będą wymagane w ramach rozpoznania, wstępnego przekierowania – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Marcin Grabowski, twórca iWylecz24.pl.

Wideowizyty lekarskie, czyli przychodnia na wyciągnięcie ręki

Według raportu „E-zdrowie oczami Polaków”, aż 72 proc. polskich pacjentów uważa, że lekarze zbyt dużo czasu przeznaczają na wypełnianie dokumentów. W ciągu 20-minutowej wizyty aż 16 minut zajmują takie czynności jak zapoznanie się z historią choroby czy wypisanie recepty, co oznacza, że na badania lekarzowi zostają 4 minuty. Według 65 proc. badanych współczesny system e-zdrowia jest zbyt słabo rozwinięty i nie wykorzystuje potencjału, jaki drzemie w nowoczesnych technologiach. Na rynku już pojawiają się pierwsze prywatne przychodnie realizujące wideowizyty, a do tego dostępnych jest coraz więcej domowych urządzeń pozwalających na samodzielne badania.

– Gdy mamy potrzebę badania fizykalnego, nic nie zastąpi wizyty w gabinecie. Natomiast wraz z rozwojem telemedycyny rozwija się też technologia monitoringu procesów życiowych. Może się okazać, że mając specjalnie urządzenia, które monitorują nasze procesy życiowe, możemy się sami badać. W ten sposób cukrzycy mogą zbadać poziom krwi, inni pacjenci – tętno, ciśnienie i inne rzeczy, które w połączeniu z telemedycyną mogą bardzo przyspieszyć proces wstępnego rozpoznawania – tłumaczy ekspert.

CZYTAJ TAKŻE: Śmierć łóżeczkowa dotyka kilka tysięcy dzieci rocznie. Dzięki małemu gadżetowi uda się jej uniknąć

Tester objawów zastąpi lekarza pierwszego kontaktu

Nowe technologie pojawiają się jednak nie tylko w placówkach prywatnych. Ministerstwo Zdrowia prowadzi prace nad informatyzacją powszechnej służby zdrowia. Już dziś w Siedlcach i Skierniewicach prowadzony jest pilotażowy program e-recepty, który w 2020 roku ma być wprowadzony w całym kraju. Umożliwi wystawianie recept w formie elektronicznej w każdym gabinecie lekarskim. Na wprowadzenie rozwiązań telemedycznych w publicznej służbie zdrowia będzie jednak trzeba poczekać znacznie dłużej.

– W tym momencie jest niewiele takich miejsc na świecie, które my nazywamy cyfrowym centrum zdrowia. Niewiele jest takich rozwiązań, które by te wszystkie rozwiązania łączyły. Bardziej się skupiają w tej chwili właśnie na testerze objawów, na wstępnym rozpoznaniu, gdzie w kilku stanach w USA to pełni funkcję lekarza pierwszego kontaktu. Tester objawów też bardzo mocno rozwija się w Indiach, teraz jest także z powodzeniem wprowadzany na terenie Niemiec – twierdzi Marcin Grabowski.

Według raportu mHealth Intelligence rynek telemedycyny rozwija się bardzo dynamicznie. Do 2020 roku jego wartość ma osiągnąć 49 mld dol.

Źródło: newseria.pl

POLECAMY TAKŻE: Wyprawka 300 plus. Jak dostać pieniądze na wyprawkę dla dziecka? Zobacz, gdzie i kiedy należy złożyć wniosek

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na UW. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

Maria Skłodowska-Curie najbardziej wpływową kobietą w historii. Wyprzedziła Margaret Thatcher i Maryję

Czarno-białe zdjęcie: Maria Skłodowska-Curie
Fot.: Wikimedia Commons

Maria Skłodowska-Curie, polska naukowczyni, pionierka badań nad promieniowaniem i dwukrotna zdobywczyni nagrody Nobla, wygrała w plebiscycie na najbardziej wpływową kobietę w historii. „Ma na swoim koncie niezwykle różnorodne osiągnięcia” – podkreślono w uzasadnieniu jej nominacji.

Plebiscyt „100 kobiet, które zmieniły świat” został zorganizowany przez BBC History z okazji setnej rocznicy wprowadzenia w Wielkiej Brytanii praw wyborczych dla kobiet. Nominacje do tytułu najbardziej wpływowej kobiety w historii zgłosiło 10 znanych historyczek (każda zaproponowała po 10 nazwisk). Ostatecznego wyboru dokonali czytelnicy magazynu. To dzięki ich głosom zwyciężczynią została Maria Skłodowska-Curie.

Najbardziej wpływowa kobieta w historii: Maria Skłodowska-Curie

Maria Skłodowska-Curie urodziła się w 1867 r. w Warszawie, gdzie ukończyła gimnazjum. Z uwagi na brak rozwiązań prawnych, które umożliwiałyby jej kontynuację nauki na polskim uniwersytecie, wyjechała do Paryża, by podjąć studia na Sorbonie. To tam – jako prekursorka radiochemii – rozwinęła swoją karierę naukową i poznała przyszłego męża – Piotra Curie.

Niezwykłe dokonania, które słynna Polka ma na swoim koncie, uwzględniają odkrycie dwóch nowych pierwiastków – radu i polonu, a także rozwój teorii promieniotwórczości i technik rozdzielania izotopów promieniotwórczych. Analizy, które prowadziła, były kluczowe dla zastosowania zdjęć rentgenowskich w chirurgii. Z inicjatywy polskiej chemiczki prowadzono też pierwsze badania nad leczeniem raka za pomocą promieniotwórczości.

Maria Skłodowska-Curie: dwa Noble mimo dyskryminacji

Za swoje zasługi dla nauki Maria Skłodowska-Curie została dwukrotnie wyróżniona nagrodą Nobla: w 1903 r. (w dziedzinie fizyki; wraz z mężem Pierre’em Curie i Henrim Becquerelem) oraz w 1911 r. (w dziedzinie chemii; samodzielnie – już po śmierci męża). Przejąwszy stanowisko nauczycielskie po tragicznej śmierci Pierre’a, Maria stała się również pierwszą kobietą, która rozpoczęła nauczanie na Sorbonie. Jako pierwsza przedstawicielka tej płci spoczęła też w paryskim Panteonie – w dowód uznania zasług naukowych.

Pomimo ogromnych sukcesów Maria Skłodowska-Curie spotykała się z niechęcią męskiego środowiska naukowego we Francji i nigdy nie otrzymała należytych korzyści finansowych za swoją pracę. Pod koniec lat 20. ub.w. podupadła na zdrowiu. Zmarła 4 lipca 1934 r. z powodu złośliwej anemii i choroby popromiennej, ale o jej dokonaniach świat pamięta do dziś.

Nominację Skłodowskiej-Curie do prestiżowego plebiscytu zgłosiła Patricia Fara, prezeska Brytyjskiego Stowarzyszenia Historii Nauki. Jak uzasadniła swój wybór, słynna Polka nie tylko dokonała ogromnego wkładu w rozwój nauki, ale też z odwagą przezwyciężała społeczno-polityczne przeciwności, które stały na jej drodze do kariery naukowej.

– W Polsce jej rodzina cierpiała pod rosyjskim reżimem. We Francji uznano ją za podejrzaną jako cudzoziemkę. I oczywiście gdziekolwiek się nie udała, była dyskryminowana jako kobieta – zaznaczyła Patricia Fara.

CZYTAJ TAKŻE: Zakaz noszenia spódniczek w brytyjskich szkołach. Nowoczesny pomysł czy dyskryminacja?

Najbardziej wpływowe kobiety w historii: Rosa Parks, Emmeline Pankhurst

Na drugim miejscu podium najbardziej wpływowych kobiet w historii znalazła się Rosa Parks, afroamaerykańska działaczka na rzecz praw człowieka, określana jako „matka ruchu praw obywatelskich” i symbol walki z segregacją rasową w USA. To dzięki jej aktywnemu sprzeciwowi amerykański sąd uznał, że przepisy w sprawie segregacji rasowej w autobusach są niezgodne z konstytucją Stanów Zjednoczonych.

Pierwszą trójkę zwyciężczyń plebiscytu uzupełniła Emmeline Pankhurst, współzałożycielka ruchu sufrażystek, skupiającego działaczki walczące o przyznanie Brytyjkom praw wyborczych. Motto Pankhurst brzmiało:

„rozbita szyba to najcenniejszy dziś argument w polityce”.

Za jej przyzwoleniem inne sufrażystki wybijały szyby w oknach mieszkań polityków, którzy byli przeciwni realizacji postulatu przyznania praw wyborczych kobietom. Podczas I wojny światowej zorganizowała kampanię na rzecz włączania kobiet do pracy zawodowej.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Kobietka ze złączonymi kolankami. Czy moje ciało jest naprawdę MOJE?!

 20 najbardziej wpływowych kobiet według głosów czytelników BBC History:

  1. Maria Skłodowska-Curie
  2. Rosa Parks
  3. Emmeline Pankhurst
  4. Ada Lovelace
  5. Rosalind Franklin
  6. Margaret Thatcher
  7. Angela Burdett-Coutts
  8. Mary Wollstonecraft
  9. Florence Nightingale
  10. Marie Stopes
  11. Eleonora Akwitańska
  12. Maryja z Nazaretu
  13. Jane Austen
  14. Budyka
  15. Diana, księżna Walii
  16. Amelia Earhart
  17. Królowa Wiktoria
  18. Josephine Butler
  19. Mary Seacole
  20. Matka Teresa z Kalkuty

Źródło: historyextra.com

POLECAMY RÓWNIEŻ: Pearl Jam wspiera Ogólnopolski Strajk Kobiet. Niezwykły gest muzyków podczas koncertu w Krakowie

 

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na UW. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

Hummus zdetronizuje schabowego? Polacy odchodzą od tradycyjnych smaków

Produkty wegetariańskie: słupki warzyw w kubeczkach
Fot.: Alexandra Andersson /Unsplash.com

Ponad połowa społeczeństwa deklaruje zmniejszenie spożycia produktów pochodzenia zwierzęcego na rzecz żywności roślinnej. W Europie już co dziesiąty wprowadzany na rynek produkt jest wegetariański. Choć Polacy to mięsożercy, stopniowo i u nas rośnie zapotrzebowanie na roślinne produkty i dania – zarówno w sklepach, jak i w restauracjach.

Z danych GUS wynika, że statystyczny Polak zjada w ciągu roku ok. 70 kg mięsa. Choć większość osób nie wyobraża sobie obiadu bez kotleta schabowego, liczba wegetarian stale rośnie. Szacunki mówią, że już kilka procent Polaków całkowicie zrezygnowało z mięsa w diecie.

Już co 14 Polak stawia na dietę wyłącznie roślinną

Według badań firmy Mintel, wegetarian w Polsce jest obecnie 8 proc., a wegan – 7 proc. Dużo osób świadomie rezygnuje z codziennego spożywania mięsa i decyduje się na 1–2 zielone dni w tygodniu. To zaś wymusza zmiany w handlu i gastronomii.

– Jest całkiem sporo restauracji stricte wegetariańskich. Przodują Warszawa i inne duże miasta w Polsce, jak Kraków, Poznań czy Rzeszów. Jeśli chodzi o producentów żywności, to już od parunastu lat mamy kilka firm w Polsce, które skupiają się w swojej ofercie na produktach roślinnych – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Maciej Otrębski, przedstawiciel kampanii RoślinnieJemy.

CZYTAJ TEŻ: Zdrowa, roślinna i niebanalna. Poznaj dietę wege!

Bezmięsne przysmaki w sklepie i restauracji

Przybywa też restauracji, w których roślinożercy mogą znaleźć coś dla siebie. Amerykański portal HappyCow podaje, że tylko w Warszawie działa 158 wegańskich i wegetariańskich restauracji. Dużo jest ich też w Krakowie (98), Wrocławiu (76), Poznaniu (53), Gdańsku (47) czy Katowicach (38).

– Ciekawym spostrzeżeniem jest to, że coraz więcej firm, dla których produkty wegetariańskie nie są w głównym obszarze zainteresowań, kieruje na nie swoją uwagę. Świetnym przykładem jest Sokołów, jedna z większych firm z branży mięsnej, która wprowadziła opcję roślinną, czyli całą linię produktów skierowanych do osób, które chcą jeść bardziej roślinnie – mówi Maciej Otrębski.

Produkty wegetariańskie na fali wznoszącej

Z danych portalu RoślinnieJemy wynika, że już nawet połowa Polaków deklaruje zmniejszenie spożycia produktów pochodzenia zwierzęcego na rzecz produktów roślinnych. Tym samym rośnie zapotrzebowanie na produkty wegetariańskie. Firma Mintel w raporcie „Innowacyjność vs. zdrowie. Szanse dla marek spożywczych” wskazuje, że w Europie co dziesiąty produkt wprowadzany na rynek jest oznaczany jako wegetariański. W Niemczech jest ich nawet 14 proc.

– U nas jeszcze jest daleko do tak dobrej statystyki, natomiast dostrzegamy pewne ruchy w tym kierunku. Nowi producenci chcą wprowadzać produkty stricte roślinne. Pojawiają się też osoby, które chcą zza granicy importować produkty skierowane do wegan i wegetarian. Warto zaznaczyć, że mówimy tutaj nie tylko o wąskim segmencie konsumentów, do których kierowane są te produkty, lecz także o osobach, które chcą ograniczać spożycie mięsa – zaznacza przedstawiciel kampanii RoślinnieJemy.

Produkty wegetariańskie można kupić nie tylko w sklepach ekologicznych. Także supermarkety i dyskonty wprowadzają je do swojej oferty, a ich sprzedaż systematycznie rośnie. Tym bardziej że coraz rzadziej trafiają na półki zdrowej żywności. Badania London School of Economics pokazują, że produkty oznaczone symbolem vegan przeniesione z działu z produktami dla wegetarian do głównego działu z żywnością zwiększyły swą sprzedaż ponaddwukrotnie.

Źródło: newseria.pl

POLECAMY RÓWNIEŻ: Masz wpływ na odporność swojego dziecka. Sprawdź, na co zwrócić uwagę! [INFOGRAFIKA]

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na UW. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

„Wyprawka 300 plus”. Jak dostać pieniądze na wyprawkę dla dziecka? Zobacz, gdzie i kiedy należy złożyć wniosek

wyprawka 300 plus
fot. Pixabay

W tym roku w życie wchodzi rządowy program „Wyprawka 300 plus, dobry start”. Świadczenie ma być przyznawane raz w roku i przysługuje każdemu uczącemu się dziecku, które nie ukończyło 18. roku życia. Jakie są zasady programu i jakie wnioski należy wypełnić, aby otrzymać wyprawkę?

Premier Mateusz Morawiecki oświadczył podczas czerwcowej konwencji Prawa i Sprawiedliwości, że rządowy program ma pomóc w dobrym starcie wszystkim uczniom. Pieniądze na szkolną wyprawkę dla dziecka mają być wypłacane wszystkim rodzicom, którzy złożyli wniosek, niezależnie od dochodów.

Zobacz: Premia za urodzenie drugiego dziecka? Tak rząd chce zachęcić do prokreacji

„Wyprawka 300 plus” – jak złożyć wniosek?

Wniosek o „Wyprawkę 300 plus” od 1 lipca można złożyć drogą elektroniczną poprzez zalogowanie na portalu Emp@tia Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej. Na stronie należy odszukać wniosek „Dobry start”. W odpowiednie miejsca trzeba następnie wprowadzić dane: adres e-mail, PESEL swój i dzieci, adres szkoły i nr rachunku, na który ma być przelewane świadczenie) i wypełnić kolejne wymagane pola.

Wniosek można również złożyć logując się na stronie swojego banku. W zakładce formularzy należy odnaleźć wniosek „Dobry start”. Można również wykorzystać certyfikat zaufany, który wykorzystujemy podczas rozliczania się przez internet z urzędem skarbowym.

UWAGA! Wniosku przez internet nie można składać na dzieci umieszczone w pieczy zastępczej. Rodziny zastępcze, osoby prowadzące rodzinne domy dziecka, dyrektorzy placówek opiekuńczo-wychowawczych, dyrektorzy regionalnych placówek opiekuńczo-terapeutycznych, osoby uczące się będące osobami usamodzielnianymi w rozumieniu ustawy o wspieraniu rodziny i systemie pieczy zastępczej, powinny złożyć wniosek bezpośrednio w powiatowym centrum pomocy rodzinie.

Taki sam wniosek od 1 sierpnia do 30 listopada można składać również tradycyjnie- podczas wizyty w urzędzie lub drogą pocztową.

Termin składania wniosków upływa 30 listopada danego roku. Świadczenie ma być wypłacane jednorazowo, w ciągu dwóch miesięcy od złożenia wniosku.

Zobacz także: Kodeks rodzinny: dziecko będzie pod większą ochroną. A co z matką?

Wyprawka 300 plus – kto może złożyć wniosek?

Wniosek o „Wyprawkę 300 plus, dobry start” może złożyć:

  • rodzic
  • opiekun prawny
  • opiekun faktyczny dziecka
  • rodzina zastępcza
  • osoby prowadzące rodzinny dom dziecka
  • dyrektor placówki opiekuńczo-wychowawczej
  • dyrektor regionalnej placówki opiekuńczo-terapeutycznej
  • osoba ucząca się (pełnoletnia osoba ucząca się, niepozostająca na utrzymaniu rodziców w związku z ich śmiercią lub w związku z ustaleniem wyrokiem sądowym lub ugodą sądową prawa do alimentów z ich strony)

Źródło: „Dziennik Zachodni”, „Gazeta Krakowska”

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.