Przejdź do treści

O współczesnym rodzicielstwie z Moniką Mrozowską: „Ilość dzieci nie zwalnia z tego, żeby czujnie się im przyglądać”

Fot. archiwum prywatne Moniki Mrozowskiej

Aktorka, autorka książek, promotorka zdrowego stylu życia, a przy tym mama trójki dzieci. O współczesnym rodzicielstwie, swoich dzieciach i zdrowych granicach opowiedziała nam Monika Mrozowska.

Jest pani mamą trójki dzieci, co na współczesne standardy wydaje się nie być takie oczywiste.

Monika Mrozowska: Obserwuję dwa bieguny. Na jednym z nich jest całe grono ludzi w moim wieku, albo i młodszych, którzy decydują się na posiadanie kilkorga dzieci. Nie wypadają jednak przy tym z obiegu społecznego. Ciągle spotykają się ze znajomymi, żyją aktywnie. Ciągle spotykają się ze znajomymi, żyją aktywnie. Przy czym ta aktywność ukierunkowana jest na wspólne spędzanie czasu, a nie ucieczkę od dzieci. Co więcej, absolutnie nie są to rodziny, które możemy kojarzyć z wielodzietnością.

Mam wrażenie, że wciąż panują w tym temacie pewne stereotypy.

Jest takie przekonanie, że jeżeli już decydujemy się na więcej dzieci, to dochodzi do tradycyjnego podziału. Ojciec – głowa rodziny, który zarabia oraz matka opiekująca się domowym ogniskiem. W swoim środowisku nie widzę takiego podziału. Każdy stara się realizować, chociaż w minimalnym stopniu, w życiu zawodowym i robić rzeczy, które sprawiają mu przyjemność. Przyjemność z wychowywania dzieci jest duża, ale wydaje mi się, że każda młoda matka powinna mieć świadomość, że dzieci prędzej czy później dorosną. Ona po jakimś czasie będzie zaś chciała realizować się na innych płaszczyznach. Chociaż chcę podkreślić, że jest to na pewno bardzo trudne.

W jakiejś mierze posiadanie dzieci wiąże się jednak z rezygnacją z siebie.

Na pewno leczy z egoizmu. Nagle musimy bardzo dużo czasu poświęcić drugiej osobie. Sama miewam sytuacje, gdy zastanawiam się, czy powinnam wyjść wieczorem z przyjaciółką do teatru, czy jednak powinnam poświęcić ten czas moim dzieciakom. Zawsze uważałam jednak, że żeby dobrze się czuć i mieć z macierzyństwa przyjemność, musimy mieć strefę dla siebie. Nie wynika to absolutnie z chęci odpoczynku od nich. Są jednak takie rzeczy, których się z dziećmi nie robi. Nie będę zabierać mojej 6-letniej córki na przedstawienie, które jest skierowane do widzów dorosłych. Dziwią mnie czasami reakcje młodych rodziców, którzy mówią, że musieli ze wszystkiego zrezygnować. Według mnie w dużej mierze jest to kwestia organizacji.

Być może też swego rodzaju otwartości?

Dokładnie. Kiedy urodziła się moja najstarsza córka nie mieliśmy samochodu, ale przemieszczałam się z wózkiem komunikacją miejską. Nie trzeba też mieć przy tym nieograniczonych funduszy. Moje dzieciaki tak naprawdę najbardziej cenią sobie chwile, których organizacja nie kosztowała mnie 5-ciu złotych. Jedną z najfajniejszych przygód jest dla nich wspólny piknik.

Kiedy robi się ciepło zabieram do samochodu kosz piknikowi, koc i po szkole, zamiast jechać do domu, robię im niespodziankę. To naprawdę nie są duże pieniądze i nawet jeżeli nie miałabym samochodu, wsiadłabym w autobus i tak samo do tego parku pojechała.

Pomiędzy pani dziećmi jest spora różnica wieku.

Moja najstarsza córka skończy w tym roku 14 lat, młodsza 7, a najmłodszy synek 3 lata. Różnica jest rzeczywiście spora, ale podziwiam osoby, które decydują się na dzieci w małym odstępie czasu. Tutaj miałam przynajmniej poczucie, że mogę wziąć oddech i przywyknąć do nowej sytuacji. Chociaż rozumiem też argumenty mówiące, że jak już jesteśmy „w pieluchach”, załatwimy to za jednym razem.

Tak naprawdę pani najstarsza córka spokojnie może już aktywnie włączyć się w życie rodziny.

Oczywiście, podobnie jak i młodsza. Zawsze się z tego śmiałam, ale czas przy dzieciach faktycznie nie wiadomo kiedy mija. Staram się jednak tak przeżywać życie, żeby mieć poczucie, że wyciskam z niego ile się da i nie musieć mówić: „czas ucieka”. Kiedy jednak patrzę na moją najstarsza córkę i dociera do mnie, że ona kończy w tym roku 14 lat, to naprawdę nie mam pojęcia kiedy to się stało.

Posiadanie dzieci w większym odstępie czasu może być też świetną metodą na jego „zatrzymanie”.

To prawda, skoro to najmłodsze jest takie małe… Co ciekawe, nigdy nie planowałam trójki dzieci. Gdybyśmy spotkały się 20 lat temu, raczej obstawałabym przy tym, że dzieci w ogóle nie będę mieć. Jest to najlepsza lekcja, jak bardzo życie weryfikuje nasze plany i lepiej nie wygłaszać z taką pewnością ostatecznych deklaracji.

Gdy obserwuje pani swoje dzieci, to widzi w nich więcej różnic, czy podobieństw?

Widzę podobieństwa i różnice.

Wynikają one właśnie z różnicy wieku, czy raczej z ich osobowości?

Z wieku zapewne też, ale gównie z osobowości. Jestem mamą, która stara się wychwytywać jak najwięcej różnic, żeby do każdego z dzieci mieć trochę inne podejście. Nie ma to nic wspólnego z faworyzowaniem, albo odpuszczaniem w pewnych kwestiach. Chodzi raczej o czujne przyglądanie się, co konkretnemu dziecku sprawia przyjemność, w czym jest dobre, co mogłoby w sobie rozwijać.

Łatwiej byłoby zapewne przyłożyć do każdego jedną kalkę.

Myślę, że faktycznie może pojawić się szablonowe myślenie – jedno dziecko lubi sport, drugie pchamy w to samo. Trzeba też brać poprawkę na to, że dzieciom dużo się z biegiem czasu zmienia. Moja Karolina od wczesnych lat chodziła na zajęcia sportowe, w tej chwili jest w gimnazjum i gdyby mogła, to w ogóle nie chodziłaby na WF. Nie posyłam jej więc na siłę na dodatkowe zajęcia sportowe, bo wiem, że nie będzie jej to sprawiać żadnej przyjemności. Jest za to bardzo uzdolniona plastycznie i rewelacyjnie rysuje. Chodzi na zajęcia plastyczne i widzę jak ogromną sprawia jej to przyjemność. Z kolei moja młodsza córka uwielbia w tej chwili śpiewać i tańczyć i to właśnie zajmuje jej czas. Jeżeli chodzi  o Józka, to wydaje mi się, że spróbujemy z zajęciami z piłki nożnej. Nawet będąc malusieńkim chłopcem bardzo świadomie umiał ją odbijać.

Staram się to wszystko bacznie obserwować, chociaż jestem też przy tym mamą wymagającą. Jestem konkretna i moje dzieciaki o tym wiedzą. Oczywiście w granicach rozsądku próbują się buntować, co też doceniam. Widzę, że mają charakter i pojawia się między nami wzajemna wymiana argumentów. Czasami na moją niekorzyść niestety (śmiech).

Jest to chyba jedna z frustracji rodziców.

Nie podchodzę do tego, jak do frustracji. Z przyjemnością słucham, co do mnie mówią. Staram się podchodzić do nich z pewną mądrością życiową, którą po tych moich kilku latach życia mogę im zaoferować. Z drugiej strony, zachwyca mnie ich świeżość podejścia do różnych tematów i bardzo szczere rozmowy.

Staram się też nie zapominać, że sama kiedyś byłam w ich wieku i miałam podobne dylematy. W tej chwili mogą mi się one wydawać śmieszne, ale wtedy były poważne. Bardzo często żartuję z moimi dzieciakami, ale w wielu kwestiach staram się rozmawiać z nimi poważnie. Chcę żeby miały poczucie, że dla mnie ta rozmowa też jest istotna.

Fantastycznie jest kiedy rodzic „nie zawłaszcza” dzieci, nie projektuje na nich siebie i swoich potrzeb. Ma pani wrażenie, że wiele się w tej kwestii zmieniło?

Bardzo wiele. Pomimo, że mam tolerancyjną mamę, z którą dużo rozmawiałam, to i tak wydaje mi się, że jest to naprawdę ułamek tego, co dzieje się w tej chwili. Nie oznacza to jednak wychowania bezstresowego, bez żadnych zasad i granic. Czasami mam wrażenie, że jestem taką „matką terrorystka”, ale nigdy nie staram się wprowadzać zakazów dla samego zakazywania. Zawsze staram się podać argument i konkretny powód.

To także jest pamiętanie o tym, że jesteśmy oddzielnymi ludźmi.

Nigdy nie byłam mamą, która siedziała w ciągu dnia układając klocki i wymyślając niestworzone historie. Paradoksalnie nigdy nie doprowadziłam do sytuacji, gdy moje dzieci chodziły i mówiły, że się nudzą. Każde z nich, a każde ma swój odrębny charakter, jest dzieckiem, które rewelacyjnie potrafi bawić się samodzielnie.

Pamiętam historie, gdy moja najstarsza córka była mała i miała wywieszoną kartkę, żeby absolutnie nie wchodzić do jej pokoju. Była tam w swoim świecie i wręcz nie chciała, by ktoś jej w nim przeszkadzał. Wydaje mi się, że każdy musi mieć czas dla siebie samego i jest to potrzebne już od najmłodszych lat – poczucie, że jestem odrębnym bytem.

Przy tym, nuda szalenie rozwija.

Obserwowałam to za każdym razem, gdy dziewczyny szły do przedszkola. Nieustannie pojawiało się zdziwienie, że one są takie samodzielne. Być może wynikało to z mojego wygodnictwa, ale nigdy nie wyręczałam ich w takich czynnościach, jak ubieranie. Owszem kontrolowałam, czy chociażby są ubrane odpowiednio do pogody. Wychodzę jednak z założenia, że jeżeli dziecko będzie w stanie samo o siebie zadbać, to tylko z korzyścią dla niego.

Co do wspomnianego „terroryzmu”, promuje pani zdrowy tryb życia i świadomą kuchnię. Zastanawiam się, na ile dzieci wchodzą w to z własnej woli, a na ile po prostu muszą się w takim stylu życia odnaleźć?

Staram się przekonywać dzieci do tego, w co sama wierzę. Wiem jednak, że siłowe podchodzenie do wielu spraw nic nie da. Na pewno nauczyłam się przy nich, że pewne rzeczy muszę odpuszczać i modyfikować swoje podejście.

Moja najstarsza córka była niejadkiem. Wtedy się tym przejmowałam, ale w tej chwili Karolina jest 14-letnią dziewczyną, która poza tym, że jest wegetarianką, je wszystko i chętnie próbuj nowych smaków. Bardzo podobną sytuację mam teraz z Józkiem. Martwię się, ale już się tak nie denerwuję. Jagoda była zaś dzieckiem, które od małego jadło wszystko.

Czy każdy z nich nie je mięsa?

Tak, cała trójka. Ostatnio, żeby być już całkiem spokojną, zrobiłam im badania. Wyszły rewelacyjnie.

Warto wspomnieć, że wegetariański sposób żywienia jest rekomendowany przez wielu lekarzy.

Tak, dużo się w tej kwestii zmieniło. Gdy Karolina była mała, zdarzały się sytuacje i „wykłady” o tym, jaką robimy jej krzywdę. Naprawdę bardzo wiele się nasłuchaliśmy. Przez dłuższy czas byliśmy jednak pod opieką gastroenterologa, który prowadzi dzieci na przeróżnych dietach. Przyjeżdżaliśmy do niego ze szczegółowo wypisanym jadłospisem i zrobionymi badaniami. Dostawaliśmy dzięki temu potwierdzenie, że wszystko jest w jak najlepszym porządku. W tej chwili Karolina bardzo dobrze się uczy i bardzo dobrze wygląda. Podobnie Jagoda. Wydaje mi się, że nie ma argumentów, które mogłyby utwierdzać w przekonaniu, że dzieci na diecie wegetariańskiej są „gorzej rozwinięte”.

Fot. okładki książek Moniki Mrozowskiej

Jednak prawdo do wchodzenia z butami w wychowywanie dzieci ciągle wydaje się być niczym nieograniczone.

Przecież my to uwielbiamy! Nawet osoby, które nie mają doświadczenia i nie mają dzieci, bardzo chętnie osądzają i oceniają. Wydaje mi się, że dotyczy to nie tylko dzieci, ale absolutnie wszystkiego. Im ktoś mniej wiem, tym więcej ma do powiedzenia. Na ogół staram się to jednak puszczać mimo uszu. Widzę co się dzieje, jak wyglądają, jak się zachowują i mogę wyciągać wręcz odwrotne wnioski na temat naszego sposobu żywienia.

A gdyby któreś z dzieci powiedziało: „Mamo, zaczynam jeść mięso”?

Wydaje mi się, że dawanie dzieciom wolnej ręki, w sytuacjach niestanowiących dla nich zagrożenia, jest bardzo ważne. Gdybym widziała, że moje dzieci mają tę kwestię przemyślaną, to zakazy nie przyniosłyby nic dobrego. Dziecko, jak będzie chciało coś zrobić, to i tak to zrobi, tylko po prostu nam o tym nie powie. Jeżeli nie będziemy mieli świadomości, że w życiu naszego dziecka coś się dzieje – i nie mówię tutaj o diecie, tylko o jakichś poważniejszych kwestiach – może się to źle skończyć. Nie mówię też, żeby ślepo dziecku na wszystko pozwalać, ale wracamy do początku – trzeba rozmawiać, słuchać argumentów, wspólnie wypracowywać kompromisy.

Często można zobaczyć dzieci przy pani boku, uczestniczycie razem w różnych projektach. Jestem ciekawa, czy wyobraża sobie pani w przyszłości wspólną pracę ze swoimi dziećmi?

Żyjemy razem, wyjeżdżamy razem, gdy pracuję nad kolejnymi książkami, dzieci się zawsze obok. Próbują, doradzają, krytykują, więc ich obecność jest naturalną koleją rzeczy. Nie wiem natomiast, czy moje dzieci chciałyby kiedyś pracować ze mną. Chciałabym dać im takie poczucie, że mogą liczyć na maksymalne wsparcie z mojej strony. Fantastyczne są rozmowy z moją 14-letnią córką, która mówi: „Mamo, a co ty byś mi radziła robić, jak już będę duża?”. Dochodzi przy tym do naprawdę odkrywczych przemyśleń, bo nigdy nie przedstawiam jej konkretnego pomysłu. Rysuję raczej przed nią jak najwięcej możliwych dróg i perspektywy, z czym mogą się one wiązać.

Rozumiem, że wciąż pozostaje to jednak jej wybór?

Tak i wydaje mi się, że takiego podejścia zabrakło w relacjach rodzicielskich mnie i moim znajomym. U mnie być może było trochę inaczej, bo liceum i studia wybierałam samodzielnie, ale przyznaję – człowiek czuje się wtedy trochę jak dziecko we mgle. Wiedziałam, że wszyscy idą do liceum, to trzeba poszukać jakiejś szkoły. Wszyscy zdają na studia, to trzeba poszukać jakiegoś kierunku. Tak naprawdę są to jednak szalenie trudne decyzje.

W wieku 19 lat ciężko jest powiedzieć, co chce się robić w życiu.

Dokładnie, a bardzo często wybory podyktowane są tym, jakie kierunki są popularne, albo gdzie wybierają się nasi znajomi. Oni zaś często idą na takie, a nie inne uczelnie, bo nalegają na to rodzice. Nie zastanawiamy się nad tym, co skończenie konkretnych studiów faktycznie może nam dać lub z drugiej strony – co może nam uniemożliwić za kolejne 4, czy 5 lat. Chciałabym żeby moje dzieci miały poczucie, że nauka to nie jest obowiązek, ale przyjemność.

Zastanawiam się też, na ile perspektywa rodzic-dziecko musi ulec pewnemu wyrównaniu. Nagle okazuje się, że to właśnie ono staje się ekspertem w danej dziedzinie i to my powinniśmy go słuchać. Wyobraża sobie pani takie sytuacje?

Nawet nie tyle wyobrażam, co tak naprawdę na co dzień jestem ich świadkiem. Szczególnie widzę to w dziedzinie nowych mediów i Internetu. Mój znajomy napisał niedawno komentarz: „Mam wrażenie, że różnica pokoleniowa między nami, a naszymi dziećmi jest taka, jak pomiędzy nami, a naszymi dziadkami.” Nie sposób się z nim nie zgodzić, bo nawet jeżeli chcielibyśmy je dogonić, byłoby to bardzo trudne. Wydaje mi się jednak, że daje nam to nowe możliwości realizowania rodzicielstwa. Dzieciaki już na etapie kilkunastu lat mogą widzieć, że to one nas czegoś uczą. Zamiast z tym walczyć, korzystajmy! Na pewno daje to też dziecku poczucie własnej wartości.

Również sprawczości – że potrafię, dam radę.

Tak, chociaż nieraz wymaga to dużego kredytu zaufania od rodzica. Widzę jednak, że im mocniej się dzieci obserwuje i daje się im swobodę realizacji, tym lepsze rezultaty to przynosi. Sama mam wrażenie, że na dużo swoim dzieciom pozwalam. Ufam im jednak i nie mam problemu z tym, żeby gdzieś je ze sobą zabierać, nawet na spotkania służbowe. Dla nich też jest to duża frajda.

Tym bardziej, że ciągle szykuje pani nowe projekty.

Pracuję teraz nad dwiema książkami. Jedna z nich dotyczy kuchni ekologicznej i za razem ekonomicznej. Pojawią się w niej dokładne wyliczenia, ile kosztują posiłki dla 4-osobowej rodziny. Chciałabym pokazać, że można przygotować zdrowe przekąski już od 5-ciu złotych, a obiady nawet od 10-ciu. Zdrowa kuchnia kojarzy się ze specjalnymi sklepami i sporym wydatkiem. To nie musi być prawdą. Mam już cały pomysł w głowie i myślę, że będzie to rzetelna pozycja. Drugą książkę napiszę wspólnie z koleżanką i dotyczyć będzie ona żywienia dzieci. Jak widać, wszystko zostaje w temacie!

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

Jak przygotować się do pierwszego wiosennego spaceru z noworodkiem? Poznaj porady położnej!

pierwszy spacer z noworodkiem

Nareszcie wiosna! Słońce swoimi promieniami zagląda do mieszkań zachęcając do wędrówek z maluszkiem. Pierwszy spacer z noworodkiem to bardzo duże wyzwanie dla rodziców.

Wielu z nich szczególnie debiutujących w tej roli ma wiele pytań i wątpliwości dotyczących ubioru, pory wyjścia, czy czasu trwania pierwszego spaceru. Monika Wójcik, położna i Ambasadorka kampanii społeczno – edukacyjnej „Położna na medal” przedstawia porady, które rozwieją najważniejsze dylematy związane z pierwszym spacerem.

Werandowanie noworodka wiosną

Większość rodziców pierwszy spacer z maleństwem poprzedza werandowaniem. To nic innego, jak ubranie dziecka w taki sposób, jak na spacer i otworzenie okna w pomieszczeniu gdzie się znajduje.

Proces ten można powtarzać codziennie, wydłużając jego czas. Jednak patrząc za okno na tak sprzyjającą aurę, wydaje mi się, że werandowanie można spokojnie pominąć na rzecz spaceru. I

le powinien trwać? Nie ma sztywnych ram czasowych, zwłaszcza w dniach, gdy temperatura jest przyjemna i sam rodzic nie odczuwa dyskomfortu związanego z pogodą.

Jeśli urodziłaś w okresie letnim, gdzie upały zmuszały Cię do otwierania okien już na oddziale położniczym, można przyjąć, że werandowanie macie już za sobą. Nieraz spotkałam się z taką sytuacją, że mamy wychodząc po trzech dniach ze szpitala kładły maluszka do wózka w samym body, przykrywały cienkim kocykiem (lub pieluszką flanelową) i na nogach wracały do domu. Oczywiście nie miały do przejścia połowy miasta, tylko mieszkały na osiedlu naprzeciw szpitala.

Jednak: kwiecień plecień, co przeplata… dlatego trochę inaczej sprawa wygląda, jeśli urodziłaś maluszka wczesną wiosną. Wszystko zależy od pogody.

Zobacz także: Hartowanie niemowlaka jesienią – werandowanie – poznaj porady położnej!

Pierwszy spacer z noworodkiem. O której godzinie wyjść?

Jednym z podstawowych problemów jest wybór godziny wyjścia na spacer. Znaczenie ma temperatura oraz wilgotność powietrza (im jest ona wyższa, tym mocniej dziecko będzie odczuwać chłód) i wiatr (gdy jest porywisty, spacer lepiej zastąpić werandowaniem).

W chłodnych miesiącach zalecane jest wczesne popołudnie, między 12:00 a 14:00, ponieważ jest wtedy najcieplej. Z drugiej strony, gdy pogoda jest zmienna, idealna może okazać się na przykład czwarta po południu, gdy przestanie siąpić wiosenny kapuśniaczek.

Latem lepiej wyjść rano, około godziny 9 lub 10, kiedy nie ma jeszcze dokuczliwego upału.
Przed wyjściem z domu warto, żebyś sprawdziła pieluszkę maluchowi, nakarmiła go oraz posmarowała kremem twarz i miejsca, które będą miały bezpośredni kontakt ze słońcem.

Wybór kosmetyku warto omówić z pediatrą, gdyż opinie co do stosowania kremów z filtrami UV w grupie małych niemowląt są podzielone. Uważa się jednak, iż decydując się na taki kosmetyk, należy wybierać te, które zawierają filtry mineralne, nie chemiczne. Przy czym, należy pamiętać, iż należy unikać bezpośredniej ekspozycji na promieniowanie słoneczne w godzinach, gdy słońce jest najbardziej aktywne.

Pierwszy spacer z noworodkiem. Jak ubrać dziecko?

Kolejny „spacerowy dylemat” to: jak ubrać dziecko na spacer? Odpowiedź jest niby prosta – w zależności od pogody. W zimniejsze dni stanowczo wystarczy podwójna warstwa spodnich ubranek i cienki kombinezon, który powinien być luźny, bo powietrze pomiędzy nim a pozostałymi ciuszkami pełni funkcję izolatora. Twój maluszek początkowo prawie w ogóle się nie rusza więc jego rączki i nóżki muszą być dobrze przykryte.

Na główkę- czapka, taka żeby uszy i czoło były zakryte. Dodatkowo, możesz zabrać ze sobą dwa kocyki. Jeden ułożyć na spód wózka, żeby od dołu nie podwiewało, a drugim dodatkowo okryć dziecko (w razie konieczności).

W naszym społeczeństwie nadal mamy tendencje do przegrzewania dzieci. Lepiej jest okryć dziecko dodatkowym kocykiem, gdy zauważymy ze jest mu zimno, niż rozbierać go na zewnątrz, kiedy jest całe przepocone.

W cieplejsze czy upalne dni ubieramy znacznie mniejszą liczbę ubranek i okryć. „Przegrzanie” noworodka i małego niemowlęcia może prowadzić do odwodnienia. W upalne dni wystarczy body i pieluszka, którą można przykryć dziecko. Nie ma żadnych powodów, dla których dziecko w temperaturze 28 stopni miałoby leżeć w czapeczce, zwłaszcza w głębokiej gondoli wózka.

Zobacz także: Jak przetrwać wczesne macierzyństwo? Poznaj kilka sposobów

Jak długo powinien trwać pierwszy spacer?

Pierwszy spacer nie powinien być dłuższy niż pół godziny (dotyczy to dni, gdy jest bardzo zimno i sama odczuwasz dyskomfort ze spaceru). Jeśli dziecko jest niespokojne i płacze, możesz spacer skrócić, ale tak dzieje się rzadko – dzieci zazwyczaj uwielbiają spacery i po prostu je przesypiają.

O długości spaceru decyduje zachowanie dziecka i Twoje samopoczucie. Pamiętaj, nie zasłaniaj twarzy dziecku pieluszką tetrową! Jest to bardzo niebezpieczne, ponieważ może dojść do ograniczenia dziecku ilości tlenu.

Dokąd wybrać się z pierwszy spacer?

Ponieważ pierwszy spacer z noworodkiem trwa zazwyczaj krótko (większość rodziców obawia się zachowania dziecka), powinien on odbyć się w pobliżu domu. Kiedy jednak po kilku dniach będziemy mogli wybrać się z maluchem na dłuższy spacer, zaleca się aby wybrać się w ciche, zielone, z dala od zgiełku, miejsce np. do  parku. Szczególnie na początku należy unikać dużych skupisk z ludźmi. Wycieczki do hipermarketów nie są dobrym pomysłem.

Zawsze świeżo upieczonym mamom powtarzam, że do całego rytuału wyjścia na spacer powinny dorzucić sprawdzenie jakości powietrza w danej miejscowości gdzie mieszkają. Niestety, w okresie grzewczym zanieczyszczenie jest tak duże, że może zniwelować wszelkie korzyści ze spaceru zarówno dla ciebie jak i dla dziecka.

Położna na Medal to prowadzona od 2014 roku kampania społeczno-edukacyjna zwracająca uwagę na kwestie związane z koniecznością podnoszenia standardów i jakości opieki okołoporodowej w Polsce poprzez edukację i promocję dobrych praktyk. Istotną kwestią kampanii jest również podnoszenie świadomości społecznej na temat roli położnych w opiece okołoporodowej.

Jednym z kluczowych elementów kampanii jest konkurs na najlepszą położną w Polsce. Zgłoszenia do tegorocznej, piątej edycji konkursu przyjmowane są od 1 kwietnia do 31 lipca 2018 r. Głosy na nominowane położne można oddawać od 1 kwietnia do 31 grudnia 2018 roku. Oddawanie głosów odbywa się na stronie www.poloznanamedal2018.pl

Patronat honorowy nad kampanią i konkursem objęła Naczelna Rada Pielęgniarek i Położnych. Patronat merytoryczny sprawują: Polskie Towarzystwo Położnych, Fundacja Rodzić po Ludzku oraz Stowarzyszenie Dobrze Urodzeni. Mecenasem kampanii jest marka Alantan Plus.

materiał prasowy

Materiał prasowy redakcja otrzymuje, gdy firmy, stowarzyszenia, fundacje i inne organizacje chcą poinformować naszych czytelników i czytelniczki o aktualnościach, wydarzeniach, eventach, nowych produktach czy konferencjach.

Hotel i spa przyjazne weganom. Prestiżowa nagroda dla Manor House

Znak V dla Manor House
fot. materiały prasowe

Znak nadawany przez Fundację Viva potwierdza, że Manor House prowadzi hotel i usługi SPA przyjazne weganom.

W sobotę, 12 maja br. w Domu Kultury Praga w Warszawie odbyła się uroczysta Gala magazynu VEGE, podczas której przedstawiciele Fundacji Międzynarodowy Ruch Na Rzecz Zwierząt Viva! wręczyli „symbole Vivy”.

Prestiżowe wyróżnienie

Wśród wyróżnionych już po raz piąty znalazła się spółka Manor House, która otrzymała certyfikat za prowadzenie hotelu Manor House SPA,  a w szczególności za bufet śniadaniowy i restaurację z menu dla wegan oraz firmowe wegańskie zabiegi na twarz, biust i ciało.

Tegoroczne Grand Prix Vege otrzymał raper Bisz (B.O.K), a oprawę muzyczną wydarzenia zapewniła Alicja Janosz z muzykami. Gala była inauguracją XII edycji Ogólnopolskiego Tygodnia Wege – największego i najstarszego wydarzenia promującego wegetarianizm i weganizm w Polsce.

W okresie od 12 do 20 maja 2018 r. w kilkunastu miastach Polski odbywają się różne spotkania, wykłady, debaty, pokazy kulinarne i akcje związane z tematyką VEGE – od otwierających tydzień wegański Międzynarodowych Targów Roślinnego Stylu Życia VeggieWorld Warszawa, po bieg wegański, który odbędzie się 20 maja br. w Warszawie.

Zobacz także: Manor House SPA najlepszym luksusowym hotelem w Europie wśród historycznych obiektów

Znak V dla Manor House

Znak V oznacza produkt odpowiedni dla Vegan. Aby otrzymać symbol Vivy trzeba przejść bardzo ścisłą weryfikację, która jest prowadzona przez najlepszych fachowców, technologów żywienia, dietetyków, producentów kosmetyków i suplementów.

Oznacza produkt godny zaufania dla osób, dla których wartością jest to z czego ten produkt powstał i w jakich warunkach. Rangę znaku Vivy podnosi fakt, że jest on przyznawany bezpłatnie przez niezależną komisję ekspertów.

– Manor House SPA od lat jest znany z oferty dedykowanej weganom. Prawie 6 lat temu wprowadziliśmy w hotelowej restauracji kartę wegańską, która niezmiennie cieszy się dużą popularnością Gości, nie tylko wegan. Równocześnie w Gabinetach Bioodnowy naszego Biowitalnego SPA opracowaliśmy specjalne zabiegi pielęgnacyjne z myślą o potrzebach wegan i wegetarian – mówi Grażyna Wrona, Prezes Manor House SPA.

– Menu SPA dla Wegan obejmuje relaksujące kąpiele, naturalne okłady, aromatyczne masaże oraz zabiegi na ciało poprawiające urodę, samopoczucie i zdrowie. Dopełnieniem są naturalne wegańskie kosmetyki 
w pokojach hotelowych, które wspomagają codzienną pielęgnację ciała. Prowadzone przez nas działania wspierają wegański styl bycia opierający się na poszanowaniu życia wszystkich istot. Jest on bliski promowanej w naszym kompleksie holistycznej filozofii i wynikającej z niej harmonii z samym sobą, otaczającym światem i siłami natury – dodaje.

Wręczenie znaku V dla Manor House

Wręczenie znaku V dla Manor House // fot. materiały prasowe

Zobacz także: Gdzie to zrobić – czyli najlepszy obiekt na organizację szkoleń, konferencji i eventów

W zgodzie z naturą i samym sobą

Manor House SPA słynie m.in. z koncertów na gongi i misy tybetańskie, biowitalnych terapii, leczniczych kąpieli ofuro w wysokich wannach, odmładzającego programu Holistycznej Akademii Alchemia Zdrowia® czy energetycznego Ogrodu Medytacji.

Ważnym krokiem w stronę zdrowego odżywiania jest opracowana w hotelowej kuchni autorska „Dieta Życia”, która jest oparta na kilku stylach odżywiania, w tym na diecie mnichów tybetańskich z szerokim wyborem potraw białkowych, węglowodanowych i neutralnych oraz diecie zgodnej z grupą krwi. Według niej ważne jest nie tylko co jemy i w jakiej ilości, ale też w jakiej kolejności, o której porze dnia i w połączeniu z jakimi składnikami.

Co ważne, w kompleksie hotelowym Manor House SPA**** Pałac Odrowążów***** wszystkie dania są przygotowywane z wykorzystaniem zdrowych, ekologicznych produktów i krystalicznie czystej wody ożywionej metodami Grandera i dr. Keshego. W restauracji serwuje się tę wodę do picia, na jej bazie powstają też ciepłe napoje. Zastosowanie jej w hotelowym w basenie doskonale wpływa na włosy i skórę – nawet tę najbardziej wrażliwą. Cenią ją zwłaszcza osoby z problemami alergicznymi.

Najlepszy hotel dla dorosłych

Manor House SPA jest pierwszym w Polsce i – wg Perfect SPA Awards 2017 – najlepszym w kraju hotelem dla dorosłych (przyjmuje Gości powyżej 12 roku życia). Kompleks w mazowieckich Chlewiskach wyróżnia także najlepsze polskie holistyczne SPA oraz specjalna oferta dla wegan i alergików.

Potwierdzają to certyfikaty: symbol Vivy i międzynarodowy znak jakości ECARF – jak dotąd przyznany tylko trzem hotelom w Polsce – za szczególną troskę o potrzeby osób zmagających się z alergiami. To prestiżowe wyróżnienie wiąże się z możliwością posługiwania się  tytułem „Hotel przyjazny dla osób z alergiami”.

Więcej informacji na: www.manorhouse.pl

materiał prasowy

Materiał prasowy redakcja otrzymuje, gdy firmy, stowarzyszenia, fundacje i inne organizacje chcą poinformować naszych czytelników i czytelniczki o aktualnościach, wydarzeniach, eventach, nowych produktach czy konferencjach.

Dziś Międzynarodowy Dzień Dziecka Zaginionego. Oto najgłośniejsze w historii przypadki zaginięć dzieci

Międzynarodowy Dzień Dziecka Zaginionego
fot. Pixabay

25 maja obchodzimy Międzynarodowy Dzień Dziecka Zaginionego. To czas, w którym wspomina się najmłodszych zaginionych i wspiera ich rodziny. To również dzień, w którym świętujemy odnalezienie zaginionych nieletnich.

Historia Międzynarodowego Dnia Dziecka Zaginionego rozpoczęła się 25 maja 1979. To właśnie wtedy w Stanach Zjednoczonych zaginął sześcioletni Etan Patz. Tego dnia pierwszy raz wyszedł sam na przystanek autobusowy na Manhattanie, skąd miał jechać do szkoły. Nigdy nie dotarł jednak na miejsce i przepadł bez śladu.

Zobacz także: UNICEF alarmuje: dla 48 mln dzieci codzienne życie jest koszmarem

Najgłośniejsze historia zaginionego dziecka

Zdjęcie Etana po raz pierwszy w historii kraju trafiło na kartony z mlekiem, co miało pomóc śledczym w odnalezieniu dziecka.

Głównym podejrzanym w sprawie był cieśla Othneil Miller. Dzień przez zaginięciem Etana podarował chłopcu dolara za pomoc w warsztacie. Uwagę FBI zwrócił fakt, że tuż po zniknięciu dziecka w warsztacie cieśli wylano betonową podłogę. Policja zaniedbała jednak ten wątek i nie sprawdzono tropu.

Szczątków dziecka nie odnaleziono. Od roku 2011 Etana Patza oficjalnie uznano za zmarłego.

Etan Patz, fotografia zrobiona przez jego ojca- Stanleya Patza // Wikipedia CC BY 3.0

Wakacje z tragicznym finałem

Jedną z najgłośniejszych tego typu spraw w Europie było porwanie Madeleine McCann. W chwili zaginięcia (3 maja 2007 roku) 4-letnia dziewczynka przebywała z rodzicami w kurorcie Praia da Luz w regionie Algarve w Portugalii. Zaginęła, kiedy rodzice wyszli na kolację.

Na poszukiwania dziewczynki brytyjskie władze wydały niemal 2 mln funtów, jednak te starania nie przyniosły żadnych efektów. W 2007 roku w kręgu podejrzanych o porwanie Madeleine znaleźli się jej rodzice – Kate i Gry. Rok później śledczy uznali jednak, że nie ma dowodów na popełnienie przez nich przestępstwa.

Po lewej stronie zdjęcie Madeleine. Po prawej wizualizacja, jak wyglądałaby w wieku dziewięciu lat // Wikipedia

Zobacz także: Dziewczynki opuszczają lekcje, bo nie mają dostępu do toalet. Zatrważający raport WaterAid

Porwanie w drodze do szkoły

Innym, bardzo głośnym przypadkiem zaginięcia dziecka była sprawa Nataschy Kampusch. 2 marca 1998 roku 10-letnia Natascha została porwana w drodze do szkoły. Po pewnym czasie policja zawiesiła poszukiwania, a terapeutka poleciła matce dziewczynki wykupienie dla dziecka miejsca na cmentarzu.

Niespodziewanie, 23 sierpnia 2006 roku w wieku 18, Natascha Kampusch została odnaleziona. Zdołała uciec od oprawcy, który przetrzymywał ją w piwnicy swojego domu na przedmieściach Wiednia. Wolfgang Priklopil, bo tak nazywał się porywacz, więził dziewczynkę dokładnie przez 3096 dni. Po jej ucieczce popełnił samobójstwo.

Natascha Kampusch miała 18 lat, kiedy uciekła od swojego oprawcy // Facebook – Natascha Kampusch

Międzynarodowy Dzień Dziecka Zaginionego – statystyki

Według policyjnych statystyk w 2017 r. na terenie Warszawy oraz okolicy, zaginęły 1544 osoby, w tym 594 małoletnie – co stanowi 38,5 %. Najwięcej zaginionych dzieci miało pomiędzy 14 a 17 lat – było ich 402. W wieku 7-13 lat zaginęło 117. Aż 75 dzieci zaginionych miało mniej niż 6 lat.

Zaginięcie zdarza się nagle, bez żadnych wcześniejszych sygnałów. Może dotyczyć każdego człowieka, niezależnie od płci, statusu społeczno-ekonomicznego, a zwłaszcza wieku.

Zobacz także: 12 mln dziewczynek na świecie wychodzi za mąż w dzieciństwie. Czy uda się to zmienić?

Co robić w przypadku zaginięcia dziecka?

Jeśli zaginie ktoś bliski bardzo ważna jest współpraca z policją i innymi służbami lub instytucjami uczestniczącymi w poszukiwaniach. Nieprawdziwa jest informacja, zwłaszcza w przypadku osoby dorosłej, o konieczności odczekania 24 a nawet 48 godzin, aby zgłosić, że bliski nie wrócił do domu.

W wypadku zaginięcia dziecka zawiadomienie policji pod numer 112 powinno być natychmiastowe. Każda informacja jest ważna – szczegóły udostępnione służbom mają wpływ na szybkość odnalezienia osoby.

Policji należy przekazać wszystkie ważne zdarzenia lub okoliczności mogące pomoc w odnalezieniu osoby. Nawet przy założeniu, że nie mają one znaczenia – nie należy filtrować przekazywanych informacji. W momencie rozpoczęcia poszukiwania osoba zgłaszająca zaginięcie jest najważniejszym źródłem informacji!

Spot z podstawowymi radami, jak postępować w sytuacji zaginięcia bliskiej osoby jest emitowany w warszawskiej komunikacji.

Źródło: polityka.pl, tvn24, gazeta.pl, um.warszawa.pl

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

Chcesz zapobiec nadwadze i otyłości? Postaw na zdrowe nawyki!

Kobieta je kanapkę /Chcesz zapobiegać otyłości? Postaw na zdrowe nawyki?
Fot.: Gardie Design & Social Media Marketing/Unsplash.com

Otyłość jest obecnie jedną z najczęściej występujących chorób cywilizacyjnych. Szacuje się, że w 2025 roku może na nią cierpieć aż 2,7 mld ludzi, czyli co czwarta osoba na świecie. Jak się przed nią uchronić? Najważniejszym krokiem jest trwała zmiana nawyków żywieniowych. 

Intensywny tryb życia i natłok codziennych obowiązków nie sprzyjają zdrowemu odżywianiu. Często nawet nie mamy czasu zastanowić się, jak nasza dieta powinna wyglądać. Tymczasem konsekwencją tych zaniedbań może być otyłość, której skala – wg danych Światowej Organizacji Zdrowia – rośnie zarówno wśród dorosłych, jak i dzieci. Dlatego warto już dziś zmienić nawyki żywieniowe całej rodziny, by ustrzec się przed tą chorobą.

Eksperci programu edukacyjnego „Porcja pozytywnej energii” zebrali 5 złotych zasad, które pomogą nam żyć zdrowo.

Odżywiaj się regularnie

Jedz 3-5 posiłków dziennie i nie podjadaj pomiędzy nimi. Regularne posiłki dostarczą twojemu organizmowi optymalną ilość energii oraz uchronią cię przed sięganiem po bezwartościowe przekąski.

Ogranicz spożycie cukru

Unikaj dosładzanych produktów. Nie jest to zadanie łatwe, ponieważ cukier kryje się niemal wszędzie. Możemy go znaleźć nawet w wędlinach i ketchupie. Często ukrywa się m.in. pod postacią syropu glukozowo-fruktozowego, syropu z agawy lub syropu ryżowego. Dlatego aby go wytropić, czytaj składy kupowanych produktów.

Ponadto zamiast dosładzanych jogurtów smakowych wybierz jogurt naturalny i dodaj do niego świeże owoce, np. truskawki, brzoskwinie, ananasa. Możesz też zdecydować się na owoce suszone.

Wybieraj jak najmniej przetworzone produkty

​Zawierają one wiele składników, które są szkodliwe dla naszego zdrowia, jak wspomniany cukier, sól, tłuszcz, konserwanty, wzmacniacze smaku i zapachu, barwniki czy emulgatory.

Jedz produkty jak najmniej przetworzone, z krótkim składem, sezonowe, naturalne i ze sprawdzonych źródeł.

Jedz pięć porcji warzyw i owoców dziennie

Warzywa i owoce to bogactwo witamin i składników mineralnych, które pozwalają na prawidłowe funkcjonowanie naszego organizmu i chronią przed wieloma chorobami. Zawarty w nich błonnik wpływa na prawidłową pracę układu pokarmowego i stanowi pożywkę dla naszej mikroflory jelitowej.

Pamiętaj o ruchu

Mimo że ta zasada nie odnosi się bezpośrednio do odżywiania, to jest integralnym elementem zdrowego stylu życia. Nie musisz spędzać godzin na siłowni wielu godzin czy biegać kilkunastu kilometrów każdego ranka. Wystarczy, że wybierzesz się na 30-minutowy spacer (szczególnie, że według najnowszych badań sprzyja on płodności), pojeździsz na rowerze lub pójdziesz na basen. Ważne, abyś robił to regularnie: przynajmniej 4-5 razy w tygodniu.

Zadbaj o zdrowe nawyki już w dzieciństwie!

Właściwe nawyki żywieniowe oraz zasady zdrowego stylu życia warto wpajać od najmłodszych lat, żeby w dorosłym życiu stosowanie ich było naturalne i proste. Taki jest cel zainicjowanego przez markę Crispy Natural programu edukacyjnego „Porcja pozytywnej energii”. W piątej edycji wydarzenia, która właśnie trwa, najmłodsi Polacy (przedszkolacy oraz uczniowie szkół podstawowych) odkryją tajniki zdrowego odżywiania. Pomogą im w tym eksperci: dietetycy Patrycja Szachta i Łukasz Sieńczewski oraz blogerka kulinarna Ewelina Brodnicka.

Szczegóły akcji na stronie: www.porcjapozytywnejenergii.pl.

materiał prasowy

Materiał prasowy redakcja otrzymuje, gdy firmy, stowarzyszenia, fundacje i inne organizacje chcą poinformować naszych czytelników i czytelniczki o aktualnościach, wydarzeniach, eventach, nowych produktach czy konferencjach.