Przejdź do treści

Zapis chorego koszmaru. „Pęknięte miasto. Biesłan”

"Pęknięte miasto. Biesłan"
fot. lubimyczytac.pl

Od tamtych wydarzeń minęło 13 lat. Nie zdawałem sobie sprawy, że to już tyle. Pamiętam dokładnie, jakoś to wydarzenie bardziej zapadło mi w pamięć niż inne tego typu akcje. Pewnie ten sam banalny powód co u wszystkich – tam były dzieci. Jakoś tak już ten ludzki mózg skonstruowany, że jak są dzieci, to uruchamiają się inne procesy chemiczne, więc inaczej się reaguje. No bo jak zareagować na Biesłan?

Największy problem, jaki mam z działaniami terrorystycznymi, jest taki, że zamachowcy uderzają nie w tych, którzy są winni. Jestem w stanie zrozumieć nienawiść, kiedy czyjeś miasto legło w gruzach po nalocie bombowców jakiegoś aktualnego bandyckiego państwa.

Rozumiem chęć odwetu, kiedy czyjaś rodzina i przyjaciele spłonęli żywcem w zbombardowanym domu. Tylko że odwet nigdy nie trafia w polityków, którzy rozkazy do nalotu wydali i tu już się kończy moje zrozumienie.

Zobacz także: Miejsca znane, a jednak obce. „Najlepsze buty na świecie” Michała Olszewskiego

Idealny zamach terrorystyczny

Akcja w Biesłanie to idealny zamach terrorystyczny. Ci którzy mieli swoje powody do nienawiści, w odwecie za swoje dzieci wymordowali dzieci innych. Ci inni – moim zdaniem, niestety, w pełni uzasadnienie zaczęli – nienawidzić morderców.

Wszystko na Kaukazie, wszystko wśród sieci plemiennych waśni i zależności, z wielką Rosją i jej zawsze „dziwną” rolą w tle. Do tego mnóstwo niejasności, sprzecznych relacji, niezrozumiałych rozkazów.

Tak dziwne, że aż się prosi o teorię, że znowu politycy realizowali tu swoje plany, rozgrywając jednych przeciw drugim. Pozostały trupy dzieci i ruiny szkoły. I mnóstwo nowej nienawiści. Politycy nie ucierpieli.

Zobacz także: Dziesięć kawałków o wojnie. Rosjanin w Czeczenii

„Miasto pęknięte. Biesłan” – lektura wstrząsająca

„Miasto pęknięte. Biesłan” to nie jest książka idealna. Część gdzie odtwarzany jest przebieg wydarzeń to lektura wstrząsająca. Bo niby jaka ma być. To zapis jakiegoś chorego koszmaru.

Kiedy jednak autorzy przystępują do opisu swojej wizyty w mieście tragedii, książka zaczyna drażnić. Intencją było oddanie głosu rodzinom ofiar. Kiedy te nie mówią, autorzy piszą o sobie.

Dostajemy to po tym potwornym uderzeniu, jakim była relacja z ataku na szkołę zakończonego szturmem wojska. I jeszcze ta deklaracja autorów, że za ofiary… będą się modlić. Serio?

Marcin Malesiński

Pisze, czyta, recenzuje. Współpracownik wydawnictw i agencji autorskich. Oprócz tego zwykły czytelnik.

Żłobek tylko dla zaszczepionych – kolejne miasta wprowadzają regulacje

Żłobek tylko dla zaszczepionych
fot.Pixabay

W czterech dużych miastach – Warszawie, Częstochowie, Katowicach i Krakowie pierwszeństwo przyjęcia do żłobka mają zaszczepione dzieci. Władze miast uważają, że w sytuacji, w której do żłobków miejskich wciąż są kolejki, zapewnienie pierwszeństwa dzieciom szczepionym zgodnie z kalendarzem szczepień wpisuje się w działania mające na celu przekonanie rodziców do szczepienia dzieci.

Zobacz też: Już ponad tysiąc przypadków zachorowań na odrę w 2019 roku. To wina antyszczepionkowców?

Utrudnienia dla antyszczepionkowców

Faworyzowanie szczepionych dzieci ma pokazać przeciwnikom szczepień, że nieszczepienie się nie opłaca. W większości miast za zaświadczenie o szczepieniu przyznawane są dodatkowe punkty w trakcie rekrutacji do żłobka, natomiast Poznań, który planuje wprowadzić podobne regulacje będzie bardziej radykalny – tu zaszczepienie będzie warunkiem przyjęcia dziecka do placówki.

Urzędnicy zapewniają, że kłopoty z przyjęciem do żłobka będą miały tylko dzieci, które nie zostały zaszczepione z powodu światopoglądu rodziców, nie dotyczy to dzieci, które nie są szczepione ze względów medycznych. W założeniu jest to odpowiedź na sytuację epidemiologiczną w kraju. W 2019 roku odnotowano rekordową liczbę zachorowań na odrę. Przeczytacie o tym tutaj.

W maju pojawił się projekt obywatelski ustawy, który miał regulować kwestię przyjmowania nieszczepionych dzieci do publicznych żłobków, jednak nie uzyskał wymaganej ustawowo liczby podpisów. Póki co należy się spodziewać kolejnych rozwiązań na poziomie miejskim i wojewódzkim.

Zobacz też: “Szczepimy bo myślimy” – obywatelska inicjatywa na rzecz obowiązkowych szczepień


Działanie na rzecz szczepienia dzieci

Można zapytać, czy ograniczenia w dostępie do żłobka dla nieszczepionych dzieci są faktycznie skuteczną formą działania na rzecz podniesienia odporności populacyjnej.

W teorii, żłobek powinien być dostępny dla wszystkich potrzebujących dziennej opieki nad dzieckiem rodzin, każde dziecko ma prawo do miejsca w placówce.  Rzeczywistość wygląda inaczej. Jednak to, że w praktyce rząd nie wywiązuje się ze swojego obowiązku nie oznacza, że nad źle działający system instytucji mają być nadpisywane kolejne przepisy, dodatkowo ograniczające dostęp do żłobków.

Z drugiej strony, rodzice dzieci nieszczepionych z powodów medycznych mają uzasadnione prawo oczekiwać, że ich dzieci nie będą z żłobku narażone na zarażenie się chorobami takimi, jak odra.  

Są jakieś alternatywy?

Być może niezaszczepione dzieci powinne uczęszczać do oddzielnych placówek? Co jednak z narażeniem ich zdrowia i życia? Czy powinno się tworzyć prawo, które umożliwia narażanie dzieci na niebezpieczeństwo?

Idąc o krok dalej – czy powinno się egzekwować obowiązek szczepień (obowiązek wynika z art. 5 ustawy z dnia 5 grudnia 2008 r. o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi) i doprowadzać do szczepienia dzieci bardziej bezpośrednimi metodami, niż upomnienia i grzywny, które stosowane są obecnie?

Kwestia postępowania z nieszczepionymi dziećmi i ich rodzicami rodzi więcej pytań niż odpowiedzi. Jednak nie zapominajmy, że rozwiązania powinny zostać znalezione niezwłocznie, spadek odporności populacyjnej to zagrożenie dla całego naszego społeczeństwa.

(Więcej informacji o prawie wobec szczepień i o postępowaniu wobec rodziców, którzy uchylają się od obowiązku szczepienia dzieci znajdziecie tutaj.)

Zobacz też: Bezpłatne szczepienia przeciw pneumokokom. Rodzicu, spiesz się!

Olga Plesińska

Bioetyk, dziennikarka. W wolnym czasie dużo czyta, najchętniej z kotem na kolanach, jeździ na wrotkach i fotografuje.

Przygotuj ciało na plażę? Nie! Jesteś wystarczająca taka, jaka jesteś

Przygotuj ciało na plażę? Nie! Jesteś wystarczająca taka, jaka jesteś
fot.123rf

Sezon plażowy zaczyna się na dobre. Choć tak naprawdę to nie ma dużego znaczenia, bo o przygotowywaniu ciała na lato można przeczytać o dowolnej porze roku. Podobnie o sposobach na odzyskanie płaskiego brzucha i talii osy już po dwóch tygodniach od porodu. Jak to zrobić radzą gwiazdy, im się udało, więc musi się udać również Tobie. Nie udało się? Widocznie coś z Tobą nie tak: nie dość się starasz, jesteś zbyt mało zdyscyplinowana, nie dbasz o siebie. Jak sobie radzić z tego rodzaju komunikatami?

Zobacz też: Weronika Rosati założyła fundację “Siła Kobiety”. Będzie wspierać ofiary przemocy

Jesteś wystarczająca!

Media karmią nas wyidealizowanymi wizerunkami kobiecego ciała, a wzorce, które są nam podawane są nierealistyczne i nieosiągalne – niby wiemy to wszystkie, jednak wiedza i emocje to dwie różne sprawy. Mimo, że rozum nam mówi, że nie powinnyśmy się tym przejmować, często wpadamy w kompleksy, staramy się dążyć do perfekcji za wszelką cenę. Salony kosmetyczne, kliniki medycyny estetycznej, fitness cluby – wszyscy prześcigają się w pomysłach na to, co jeszcze powinnyśmy zrobić, żeby wyglądać szczuplej, młodziej, lepiej. Zawsze jest coś, co można poprawić. Tylko po co?

Ciała kobiet zmieniają się w ciąży i po ciąży – to jest fakt. Pojawiają się rozstępy na brzuchu, udach, piersiach, skóra się rozciąga, zmienia się nasza strefa intymna. Oczekiwanie, że po ogromnym wysiłku, jakim jest ciąża, organizm natychmiast wróci do stanu “sprzed”, jest fizycznie niemożliwe do spełnienia. Oczywiście, znajdą się celebrytki wynajmą najlepszych trenerów, fotografów, wizażystki i pokażą światu zdjęcia idealnej sylwetki. W czasie, kiedy będą ćwiczyć i poddawać się zabiegom, opiekunki zajmą się ich dziećmi. Bo stać je na to, żeby za to zapłacić. Czy powrót do formy wymaga od nich dyscypliny i wysiłku? Z pewnością.

Jednak wiele z nas, nawet, jeśli bardzo by tego chciała, nie ma możliwości podjęcia takiego wyzwania. Bo musi zająć się dzieckiem, bo nie ma pieniędzy, bo w ciąży lub w trakcie porodu pojawiły się komplikacje. A może nigdy nie była szczupła, ani wysportowana. I nie ma w tym nic złego. Każda z nas jest wystarczająca taka, jaka jest. Jesteśmy różne i to jest piękne.

Zobacz też: Perfekcyjne fotki vs. rzeczywistość: „To zdjęcie naprawdę pokazuje, jak wyglądałam po porodzie” – mocne słowa blogerki!

Szukaj pozytywnych komunikatów

W polskim internecie pojawia się coraz więcej profili, które pokazują różnorodność kobiecych ciał i wspierają kobiety w procesie samoakceptacji.

Dla wielu osób to wyzwalające móc podzielić się czymś co jest dla nich wstydliwe, a przy tym dać siłę innym osobom, które mają podobne ciała/ kompleksy. Dzięki temu przestajemy czuć się osamotnione/osamotnieni.

Nadajemy naszym ciałom inny status. Stają się ważne. To już nie jest tylko coś wstydliwego, co uważamy za niedoskonałe, zbędne, ale to coś co się liczy, co ma sens, co naprawdę pomaga innym. Nagle ta część ciała staje się doceniona i potrzebna.

Myślę, że to ma silnie terapeutyczny aspekt. Dla mnie osobiście to świetna terapia, to naprawdę pomaga napisała Kaya Szulczewska, założycielka profilu Ciałopozytyw na Instagramie.

ciałopozytyw

Ciałopozytyw to odpowiedź na potrzebę stworzenia bezpiecznego miejsca, gdzie można bez lęku, anonimowo podzielić się swoim zdjęciem, historią i nie bać się negatywnej oceny. Podobnych miejsc jest w sieci więcej. Czasem wystarczy do nich zajrzeć, żeby poczuć się lepiej, znaleźć wsparcie i zobaczyć, że nasze doświadczenia są bardzo podobne do doświadczeń innych kobiet. Nie jesteśmy idealne i to jest absolutnie w porządku!  

Ja osobiście przestałam czytać “urodowe poradniki”, z premedytacją omijam takie treści, odwracam wzrok od reklam, które wprawiają mnie w złe samopoczucie, czy kompleksy. Nie chcę na to patrzeć, bo czuję, że ktoś stara mi się wmówić coś nieprawdziwego. Wybieram treści, które pomagają mi w samoakceptacji i docenianiu mojego ciała za jego sprawność, mądrość, za to, że codziennie mi służy.

Sposobów na zmianę postrzegania ciała jest wiele, a już samo szukanie jest krokiem naprzód w stronę samoakceptacji! Wracają do urlopu i plaży – Twoje ciało jest gotowe już teraz. Nie zapomnij zabrać kremu z filtrem i nakrycia głowy. 

Zobacz też: Owłosione kobiece ciało – kontrowersja, czy natura? Te zdjęcia łamią tabu!

Olga Plesińska

Bioetyk, dziennikarka. W wolnym czasie dużo czyta, najchętniej z kotem na kolanach, jeździ na wrotkach i fotografuje.

Weronika Rosati założyła fundację “Siła Kobiety”. Będzie wspierać ofiary przemocy

Fundacja Siła Kobiet Weroniki Rosati
fot.AdobeStock

W kwietniu w Wysokich Obcasach ukazał się głośny wywiad prof. Magdaleny Środy z Weroniką Rosati, w którym aktorka opowiadała o swoim doświadczeniu przemocy ze strony byłego partnera i ojca jej córki. Teraz założyła fundację, by wspierać kobiety, które doświadczają przemocy domowej.

Zobacz też: Standardy edukacji seksualnej WHO to zagrożenie dla dzieci?

Pomoc dla kobiet

– Chcę motywować kobiety do tego, by dostrzegły, że są ofiarami, a potem zmieniały swoje życie – powiedziała Wyborczej Weronika Rosati. Do współpracy zaprosiła znane kobiety: Magdalenę Środę, Karolinę Korwin-Piotrowską, Elizę Michalik, Gabrielę Lazarek. Do działań mają dołączyć między innymi Katarzyna Grochola, Agata Buzek, Sonia Bohosiewicz i Ewa Minge.

Rosati planuje zatrudnić psychologów, terapeutów, etyków i prawników, by być w stanie zaoferować kompleksową pomoc kobietom, które doświadczają przemocy. Jej zdaniem sprawca przemocy ma zawsze jakiś rodzaj przewagi: fizyczną, finansową, ekonomiczną czy społeczną.

Jej fundacja ma motywować kobiety do wyrwania się z przemocowej sytuacji, poprzez dawanie im narzędzi, które pomogą im osiągnąć pewność siebie i  je “uwłasnowolnić”.

Zobacz też: Jednorazowe pobicie to nie przemoc domowa? Premier Morawiecki odpowiada

Użytek z przywileju

Weronika Rosati mówi wprost o tym, że zdaje sobie sprawę ze swojej uprzywilejowanej pozycji względem wielu innych doświadczających przemocy kobiet. Chodzi przede wszystkim o zarobki i status społeczny.

Aktorka postanowiła zająć się pomocą kobietom, które są w gorszej niż ona sytuacji i poza ogromną pracą emocjonalną, jakiej wymaga uświadomienie sobie, że jest się ofiarą i podjęcie działania, muszą mierzyć się z innymi trudnościami, na przykład ekonomicznymi.

Weronika Rosati chce także prowadzić działania edukacyjne, zmierzające do zmiany społecznego postrzegania kobiet – ofiar przemocy oraz kobiet, które samodzielnie wychowują dziecko.  

Zobacz też: Przemoc nasza domowa – jak ją rozpoznać?

 

 

 

Olga Plesińska

Bioetyk, dziennikarka. W wolnym czasie dużo czyta, najchętniej z kotem na kolanach, jeździ na wrotkach i fotografuje.

W poszukiwaniu dobrego życia z atlasem szczęścia

Gdzie znaleźć szczęście
Nasza polska filozofia życia brzmi „Jakoś to będzie”. – Fot. Pixabay

Całkiem niedawno wszystko musiało być „hygge”. Duński sposób na życie wkroczył szturmem w nasze życie i był najmodniejszym trendem przez kilka ostatnich lat. Islandczycy mają swoje Þetta reddast, w RPA – ubuntu, w Walii Hvyl, w Japonii wabi-sabi. Nasza polska filozofia życia brzmi „Jakoś to będzie”.

Optymizm nie jest błahostką – pisze autorka książki „Atlas szczęścia” – jeśli przez cały czas czujemy się przygnębieni, a sytuacja zawsze jest kryzysowa, psychologiczną reakcją jest porzucenie wszelkich starań. Przekaz mediów jest jednoznaczny –zawsze i wszędzie wydarzają się tylko złe rzeczy. A przecież ludzie codziennie znajdują szczęście i nie tylko w bogatych krajach. Empatia jest kluczowa w relacjach międzyludzkich, a to, co wiemy na temat tego, co uszczęśliwia ludzi na końcu świata, jest cenna dla wszystkich. To, w jaki sposób ludzie postrzegają szczęście może być cenna dla wszystkich.

Zobacz też: Jak wychować szczęśliwe dziecko?

Kiedy Helen Russell opublikowała swoją pierwszą książkę „Życie po duńsku. Rok w najszczęśliwszym kraju na świecie”, zaczęli odzywać się do niej ludzie z najróżniejszych zakątków świata. Opisywali, jak w ich kraju rozumiane jest szczęście. Tak powstała nowa książka Helen „Atlas szczęścia”, czyli katalog kulturowych zwyczajów i mapa miejsc, w którym ludzie prowadzą dobre życie.

Sposoby na szczęście

Norwegowie mają swoje FRILUFTSLIV czyli dużo czasu na łonie natury. Jak mówią mieszkańcy tego niedużego kraju – natura pozwala nakarmić duszę, bo na zewnątrz jest dużo rodzajów energii. Sporo Norwegów uprawia więc „aktywną medytację” każdego dnia, co sprzyja zdrowiu i dobremu samopoczuciu.

WABI-SABI to porzucenie wszelkich ideałów estetycznych, które wymagają perfekcji, docenianie rzeczy takimi, jakie są. Nie do uwierzenia, ale tak, to filozofia Japonii. Kintsugi, stara sztuka naprawiania potłuczonej ceramiki polega na tym, że nie tuszuje się pęknięcia, tylko się je uwypukla, często laką z dodatkiem czystego złota. Pęknięcie uważane jest za piękne. Japonia nie jest, jak wiemy uważana za zbyt szczęśliwe miejsce – wysoki odsetek samobójstw, plaga samotności, pracoholizm i depresje. Ratunkiem może być utrzymywanie więzi z przeszłością – zamiast pędu za nowością i „wspaniałą przyszłością”. Tak jak obcowanie z naturą – kąpiele leśne, wspólne podziwianie kwiatów, szczególnie wiśni – badania wykazały obniżenie ciśnienia, poziomu kortyzolu oraz zmianę aktywności mózgu, która sprzyja odprężeniu.

Zobacz też: Podróże z niemowlakiem. Pierwszy raz wyjechaliśmy, gdy córeczka miała 2 miesiące

W Syrii TARAB to emocjonalne uniesienie, zauroczenie, wywołane muzyką. Aby poczuć się szczęśliwym, musimy poszukać muzyki, która wywołuje jakieś uczucia, sprawi, że będziemy płakać i śmiać się. Tajowie mają swoje MAI PEN TAJ, tłumaczone jako „nie przejmuj się” lub „to nie ma znaczenia”. Mieszkańcy Tajlandii łagodzą w ten sposób konflikty i pozbywają się napięcia. KEYIF oznacza „nastrój, zadowolenie, upojenie”. Dla Turków to celebrowanie prostych czynności – pływania, oglądania zachodu słońca, picia herbaty, spacerów po plaży. Żyj wolniej – jedz wolniej, obserwuj oddech, ciesz się nicnierobieniem. Irlandczycy używają słowa CRAIC jako synonimu dobrej zabawy, która obejmuje muzykę i rozmowy. Najlepsze na wzmocnienie więzi, wydzielanie endorfin i poczucie szczęścia są smutne, przerażające opowieści – dobrze się bać! TAPEO pochodzi od tapas – polega na spotkaniu z przyjaciółmi, zagryzaniu dobrego wina jeszcze lepszymi przekąskami – to dla mieszkańców Hiszpanii pełnia szczęścia.

Yakosh toe benjay

Właśnie ukazała się angielska wersja „Jakoś to będzie” – Live The Polish Way Of Life”. Jaki jest nasz sposób na życie? Podobno jesteśmy szczęśliwi wbrew modom, opieramy się autorytetom i przeciwnościom losu. Bardzo ważne jest dla nas życie duchowe. Kiedy jest nam ciężko, ratuje nas sarkazm i wiara, że ze wszystkim sobie poradzimy. To nasze „Jakoś to będzie”. Nawet jeśli nie do końca wierzymy w nasze „narodowe” cechy, warto przekonać do nich cudzoziemców, a ta książka ma tę moc.

Live the polish way of life – Beata Chomątowska, Dorota Gruszka, Daniel Lis, Urszula Pieczek Wyd. Znak

Atlas szczęścia – Helen Russell Wyd. Insignis

Iza Farenholc

Dziennikarka i redaktorka. Pracowała jako redaktor naczelna w magazynie dla rodziców Gaga oraz współpracowała m.in. z magazynami Zwierciadło, Twój Styl, Sens, Glamour - materiały psychologiczne, recenzje książkowe, muzyczne i filmowe, wywiady, reportaże z podróży.