Przejdź do treści

Pielęgnacja kikuta pępowinowego u noworodka. Zobacz porady położnej

pępek noworodka - pielęgnacja i porady
fot. materiały prasowe

Pielęgnacja pępka noworodka wydaje się wielu młodym rodzicom trudna i stresująca. Jest to spowodowane tym, że często boją się oni pielęgnować pępek bo uważają, że sprawiają ból swojemu dziecku.

W chwili pojawienia się na świecie „nowego człowieka” musi nastąpić moment rozpoczęcia przez niego samodzielnego życia poza łonem mamy. Położna lub osoba towarzysząca mamie przy porodzie, czasami nawet mama osobiście, dokonuje przecięcia pępowiny.

Pępowina łączy dziecko w brzuszku mamy z życiodajnym łożyskiem. Łożysko przyklejone do macicy mamy zapewnia dziecku przede wszystkim tlen, substancje odżywcze, a także usuwa produkty przemiany materii zapewniając dziecku prawidłowy rozwój w czasie trwania ciąży.

Warto pamiętać, że ani dno pępka, ani sam kikut nie są unerwione więc dziecko nie odczuwa dyskomfortu. Aby jednak kikut pępowinowy goił się prawidłowo, należy go odpowiednio pielęgnować. Marzena Langner – Pawliczek, położna i Ambasadorka kampanii społeczno – edukacyjnej „Położna na medal”, przedstawia porady, które rozwieją najważniejsze dylematy związane z pielęgnacją pępka noworodka.

Zobacz także: Hartowanie niemowlaka jesienią – werandowanie – poznaj porady położnej!

Metody pielęgnacji kikuta pępowinowego

Moment przecięcia pępowiny na pewno jest niebolesny zarówno dla mamy jak i dla dziecka ponieważ pępowina nie jest unerwiona. Bezpośrednio po porodzie, tzn. w chwili ustania tętnienia, na pępowinę w niewielkiej odległości od brzuszka zakłada się plastikową klamerkę. Ma ona za zadanie zamknięcie i zabezpieczenie naczyń krwionośnych i tętnic, które w pępowinie się znajdują. Dlatego pielęgnacja dna pępka i kikuta pępowiny jest bardzo ważna.

Metody i sposoby pielęgnacji kikuta pępowinowego przez wieki się zmieniały. Stosowano bakteriobójczą gencjanę, niestety wtedy obserwacja procesu gojenia była utrudniona. Spirytus, który stosowano często nieumiejętnie, drażnił skórę wokół kikuta i powodował zaczerwienienie.

Ostatnim hitem jest oktenidyna (antyseptyk) np. Oktaseptal na bazie roztworu wodnego. Preparat ten można stosować, kiedy mamy wątpliwości co do procesu gojenia. Stosujemy go raz na dobę, oczywiście wcześniej czyszcząc na sucho miejsce wokół pępka.

W 2010 roku Nadzór Krajowy w Dziedzinie Neonatologii opracował polskie zalecenia dotyczące pielęgnacji kikuta pępowinowego u noworodków, nawiązujące do zaleceń Światowej Organizacji Zdrowia. Metody pielęgnacji kikuta pępowinowego do 2010 roku nie były objęte oficjalnymi zaleceniami.

W nowych wytycznych WHO zaleca się u zdrowych noworodków tzw. pielęgnację na sucho, czyli czyszczenie dna pępka czystą wodą i następnie dokładne osuszenie, a także stosowanie antyseptyków o szerokim spektrum bakteriobójczym. Nie zaleca się stosowania preparatów z alkoholem etylowym.  Warto stosować preparaty z antyseptykami zwłaszcza gdy pojawi się zaczerwienienie lub wydzielina.

Ważne jest, by pielęgnacja była właściwa i dokładna, ponieważ ma ona zasadnicze znaczenie w procesie gojenia się i oddzieleniu kikuta pępowiny. Trzeba dbać o dno pępka i kikut pępowinowy jak o każdą ranę tak, aby nie został niczym zainfekowany. W przypadku złej pielęgnacji może dojść do zakażenia i wtedy mogą pojawić się problemy.

Zobacz także: Przesądy i zabobony dotyczące ciąży, porodu i laktacji

Pępek noworodka – pielęgnacja i porady

Pielęgnacja nie jest trudna dla rodzica ani bolesna dziecka. Warto czyścić dno pępka kilka razy dziennie na sucho, aby przyspieszyć proces gojenia.

Należy pamiętać, aby przed przystąpieniem do pielęgnacji pępka umyć dokładnie ręce. Używać tylko czystych, najlepiej sterylnych gazików. Można używać również bawełnianych wacików. Nie trzeba się obawiać zamoczenia kikuta w trakcie kąpieli dziecka.

Zawsze po kąpieli należy dno pępka dokładnie wyczyścić i osuszyć. Jak najczęściej wystawiać na działanie powietrza. Nie przykrywać pieluszkami, nie zaklejać plastrem. Chronić przed podrażnieniami (guziki, zamki, napy). Zakładać luźne ubrania.

W trakcie przewijania, kiedy kikut jeszcze się utrzymuje, najlepiej używać pieluszek z wycięciem, względnie wywinąć górny pas pieluszki.

Nie należy przyspieszać oddzielania kikuta od dna mimo, że kikut już mocno się rusza. Spokojnie poczekaj aż sam spadnie.

Jak doczytałam w przeprowadzonych badaniach i często potwierdza się to w mojej praktyce, kikut oddziela się po 11-14 dniach przy pielęgnacji na sucho. Oczywiście jak wszędzie, są wyjątki. Metody pielęgnowania różnymi preparatami nie mają strategicznego wpływu na szybkość oddzielenia się kikuta od dna pępka.

Grubość pępowiny, długość pozostawionego kikuta po urodzeniu, droga porodu, kontakt z matką skóra do skóry, przebieg żółtaczki fizjologicznej, fototerapia, stosowanie tuż po urodzeniu antybiotyku z powodu jakiejkolwiek infekcji u noworodka, z badań statystycznych, które prześledziłam, mają wpływ na gojenie się kikuta pępka. Po prostu każdy z nas jest inny i potrzebuje więcej lub mniej czasu na gojenie swoich ran.

Jako ciekawostkę dodam, że statystycznie u noworodków płci żeńskiej czas gojenia jest krótszy o całe 2 dni.

Parafrazując „nie taki pępek straszny”. Trochę odwagi, delikatności, czyste ręce i będzie dobrze. W razie wątpliwości zawsze należy skontaktować się z położną bądź lekarzem.

………………………………………………………………………………………………

Położna na Medal to prowadzona od 2014 roku kampania społeczno-edukacyjna zwracająca uwagę na kwestie związane z koniecznością podnoszenia standardów i jakości opieki okołoporodowej w Polsce poprzez edukację i promocję dobrych praktyk. Istotną kwestią kampanii jest również podnoszenie świadomości społecznej na temat roli położnych w opiece okołoporodowej.

Jednym z kluczowych elementów kampanii jest konkurs na najlepszą położną w Polsce. Zgłoszenia do tegorocznej, piątej edycji konkursu przyjmowane są od 1 kwietnia do 31 lipca 2018 r. Głosy na nominowane położne można oddawać od 1 kwietnia do 31 grudnia 2018 roku. Oddawanie głosów odbywa się na stronie www.poloznanamedal2018.pl

Patronat honorowy nad kampanią i konkursem objęła Naczelna Rada Pielęgniarek i Położnych. Patronat merytoryczny sprawują: Polskie Towarzystwo Położnych, Fundacja Rodzić po Ludzku oraz Stowarzyszenie Dobrze Urodzeni. Mecenasem kampanii jest marka Alantan Plus.

materiał prasowy

Materiał prasowy redakcja otrzymuje, gdy firmy, stowarzyszenia, fundacje i inne organizacje chcą poinformować naszych czytelników i czytelniczki o aktualnościach, wydarzeniach, eventach, nowych produktach czy konferencjach.

Zobacz, jaka przyszłość nas czeka – tak będzie wyglądał pracownik biurowy za 20 lat!

praca w biurze
Foto: Screen Youtube Fellowes Brands

Wiele godzin spędzonych za biurkiem, tysiące wysłanych maili, mało ruchu, niezdrowa dieta, ograniczony odpoczynek – wszyscy niby wiedzą o tym, że nie pozostaje to bez wpływu na nasze zdrowie. Ile jednak osób tak naprawdę stara się coś z tym zrobić? Po tym, co zobaczysz, szybko wstaniesz sprzed komputera!

Drodzy Państwo, poznajcie Emmę – waszą koleżankę z przyszłości. Jest to żywych rozmiarów figura, która powstała na bazie przewidywań ekspertów. Stworzyli oni postać, która przedstawia to, jak za 20 lat będzie wyglądało i jaki stan zaprezentuje ciało pracownika biurowego.

Pracownik biurowy = zawód wysokiego ryzyka?

Emma charakteryzuje się ziemistą cerą, do czego doprowadziło ją wieloletnie przebywanie w pomieszczeniach oświetlanych sztucznym światłem. Co więcej, zwykle klimatyzowane lub ogrzewane biura wypełnione są suchym, złej jakości powietrzem, czego skutkiem może być obrzęk zatok, częste infekcje dróg oddechowych oraz zaczerwienione oczy. Na ramionach Emmy występują zaś wypryski, które powstały w związku z codziennym stresem. Stres wiąże się też z większym napięciem mięśni, a jeśli dochodzi do tego ból pleców – ile w końcu można siedzieć wygiętym niczym precel, pochylając się nad świecącym ekranem komputera?! – trwałe przygarbienie murowane. Niewątpliwie wiąże się ono także z brakiem ruchu, co jak widać u naszej „koleżanki z przyszłości” doprowadziło m.in. do spuchniętych kostek.

Emma stanowi część raportu zleconego przez firmę Fellowes Brands. Współpracowali z nimi liczni eksperci, m.in. futurysta behawioralny William Higham. Mieli oni na celu ustalenie, jakie poniesiemy skutki zdrowotne, jeśli nie zaangażujemy się we wprowadzanie zmian w miejscach pracy. Trzeba przyznać – projekt robi ogromne wrażenie!

Jak żyć?!

Eksperci podkreślają, że w trakcie pracy biurowej powinniśmy znacznie więcej chodzić – podczas rozmów telefonicznych, w trakcie różnego rodzaju spotkań etc. Powinniśmy postawić także na naturalne światło oraz poprawę jakości powietrza. Ustrzegą nas one nie tylko przed daleko idącymi konsekwencjami, lecz także bieżącymi trudnościami, jak np. bóle głowy.

Co ważne, dzięki temu zwiększy się nasza produktywność, co jest istotną wskazówką dla pracodawców – zdrowie pracownika warte jest inwestycji, to się po prostu opłaca! Dla Emmy jest już odrobinę za późno, bowiem wiele jej kłopotów przybrało stały charakter. Na szczęście dla tych, którzy wciąż jeszcze pracują lub dopiero rozpoczynają swoją biurową ścieżkę, można wiele zrobić!

 


Źródła: huffpost.com / Fellowes

Zobacz też: Gdy praca nie daje już satysfakcji. Wypalenie zawodowe czy zwykłe zmęczenie?

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

Piersi są sztuką! A jak Ty widzisz kobiece ciało? – „Żywicielki, litograficzna kolekcja piersi”

Żywicielki
Żywicielki, litograficzna kolekcja piersi || Fot. Dawid Ścigalski

Jak traktujesz swoje piersi, jak je postrzegasz, czym dla Ciebie są? Czujesz dla nich podziw, czy raczej wolałabyś ich w ogóle nie widzieć? Czy lubisz ich kształt? Czy odczuwasz ich ciężar? Piersi to jeden z symbolicznych, bazowych wręcz atrybutów kobiecości, a mimo wszystko tak rzadko się nad nimi zastanawiamy. Wystawa „Żywicielki, litograficzna kolekcja piersi” jest do tego znakomitą okazją!

Litografia to technika graficzna, której podstawą jest druk płaski wykonywany na kamieniu litograficznym. Służy on za swego rodzaju matrycę, dzięki czemu powstały obraz można później wielokrotnie powielać.

Kamień i piersi? Owszem, okazało się, że technika ta pozwala znakomicie odwzorować naturalne kobiece kształty – blisko 40 kobiet zostawiło ślad swojego biustu na kamieniu litograficznym. Jak napisała Justyna Mazur, autorka projektu: „Kamień był matką obrazu piersi konkretnej kobiety, służył do odbijania na papier takich samych odbitek” – wynikiem tej pracy jest kolekcja prawie 400 printów, które zobaczyć i zakupić będzie można już 24. listopada w Galerii Sztuki OFF FRAME w Krakowie.

Przestrzeń na cielesność

Wydawać by się mogło, że właściwie nie ma o czym mówić! Ot, kawałek ciała i tyle – czy oby na pewno? Ten „kawałek ciała” towarzyszy nam przez całe życie, nieustannie ulega zmianom, na różnych etapach pełni różne funkcje, podlega wielu presjom, działaniom, komentarzom, oczekiwaniom. Wyjątkowość całego tego procesu podkreśla w opublikowanym na Facebooku opisie wystawy pisarka Anna Ciarkowska:

Nosimy swoje piersi, tak, jak się nosi ciężar, obowiązek, odznakę; jak się nosi bieliznę, dziecko na rękach, znamię, torbę podróżną, elegancką kopertówkę; jak się nosi imię. Nosimy nie myśląc o nich i zapominamy, że istnieją, aż do chwili, kiedy dotykamy ich ukradkiem i jest w tym dotyku czułość albo lęk, niepewność albo miłość. Teraz ten dotyk jest pieśnią. Jeśli więc śpiewamy ciało, to piersi śpiewamy tym samym głosem, którym śpiewamy łono; głosem zmiennym, którego nie umie zapisać żadna nuta, żaden znak, który nie pochodzi z ciała.

Te grafiki zdecydowanie z ciała pochodzą. Są odwzorowaniem różnorodności, jaka wiąże się z kobiecymi piersiami, tak jak i z każdym innym aspektem kobiecości, aspektem człowieczeństwa. Warto te różnice widzieć, rozumieć, podkreślać, podziwiać i jednocześnie doceniać. Tym bardziej, że wystawa dedykowana jest bliskim autorce kobietom, które zmagają się z rakiem piersi. Zgadza się, pamiętajmy o tym – nie wszystkie ciała da się zmierzyć jedną miarą.

Żywicielki, litograficzna kolekcja piersi

 

Źródło: Facebook wydarzenia

Zobacz też: Gigantyczne piersi na londyńskich dachach – powiedz STOP stygmatyzacji!

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

10 rzeczy, których nauczyłem się po Twojej śmierci – wzruszający post brytyjskiego taty

10 rzeczy, których nauczyłem się po Twojej śmierci - wzruszający post brytyjskiego taty
fot. Richard Pringle

3- letni synek Richarda Pringle z UK zmarł tragicznie około roku temu. Pogrążony w żałobie tata udostępnił w social media poruszający post. Stworzył listę rzeczy, których nauczył się po śmierci chłopca. Zamierza kierować się nimi wychowując dwójkę dzieci, która mu pozostała. 

Richard Pringle, tata z Wielkiej Brytanii, po śmierci 3 letniego synka stworzył listę 10 rzeczy, których nauczył się po jego śmierci.

Oto ona:

1. Nigdy nie całujesz i nie przytulasz za dużo.

2. Zawsze masz czas. 

Jeśli coś robisz, to przestań na chwilę, choćby na minutkę i skup się na dziecku. Nic nie jest bardziej istotne od niego, naprawdę możesz to na chwilę odłożyć.

3. Rób dużo zdjęć i nagrywaj tak wiele filmików, jak to tylko możliwe. 

Życie jest nieprzewidywalne. Pewnego dnia może to być jedyne, co ci zostanie.

4. Nie dawaj pieniędzy, dawaj swój czas. 

Myślisz, że wydatki są ważne? Nie są. Ważne jest to, co robisz. Skaczcie po kałużach, biegajcie, chodźcie na spacery, pływajcie w morzu, budujecie bazy, bawcie się! Nie potrafię sobie przypomnieć tego, co kupiłem Hughie’mu. Pamiętam tylko to, co razem robiliśmy…

5. Śpiewajcie. 

Śpiewajcie razem. Moje najwspanialsze wspomnienia to te, kiedy on siedzi w moich ramionach albo obok mnie w samochodzie i śpiewamy razem nasze ulubione piosenki. Wspomnienia tworzy też muzyka.

Zobacz też: Pierwsza wizyta u psychoterapeuty – 3 pytania, których możesz się spodziewać

6. Ciesz się najprostszymi rzeczami. 

Wieczorami, usypianiem, czytaniem bajek. Wspólnymi kolacjami czy leniwymi niedzielami. Celebrujcie najzwyklejsze chwile. One są tym, za czym tęsknię najbardziej. Nie pozwól, aby ten czas umknął niezauważony.

7. Zawsze całuj na dobranoc wszystkich tych, których kochasz. 

Nawet jeśli zasną, idź i pocałuj. Nigdy nie wiesz, czy to nie będzie ostatni raz…

8. Sprawiajcie razem, aby nawet nudne czynności były zabawą – wycieczki po zakupy, podróże samochodem, wyjścia do sklepu. 

Żartujcie, śmiejcie się, bawcie się i cieszcie się sobą! Życie jest za krótkie na to, aby się nie bawić.

9. Pisz relacje. 

Zapisuj wszystko, co Twoje dziecko kocha, lubi, robi. Notuj wszystkie zabawne rzeczy, które ono mówi. Dzieci są takie urocze. Niestety, my zaczęliśmy to robić dopiero po stracie Hughie’ego. Chcielibyśmy pamiętać wszystko. Teraz robimy to Hettie. Te wspomnienia zostanie zapisane już na zawsze… Kiedyś będziesz rozkoszować się tymi wszystkim chwilami, znów… Nic nie umknie Twojej pamięci.

10. Jesteś ogromnym szczęściarzem.

Jeśli masz swoje dziecko przy sobie, aby pocałować je na dobranoc, aby zjeść z nim śniadanie, aby odprowadzić je do szkoły czy wysłać na studia, aby patrzeć, jak bierze ślub… Jesteś ogromnym szczęściarzem. Masz wszystko. Nie zapominaj o tym!!!!

Link do oryginalnego posta znajdziesz tutaj. 

 

Redakcja

Portal o rodzinie.

Klaps skuteczną metodą wychowawczą? Poznaj psychologiczny punkt widzenia

Badania przeprowadzone przez SW Research na zlecenie rp.pl opublikowane w 2018 roku pokazują, że połowa badanych akceptuje dawanie dzieciom klapsów – fot. 123rf

Nie wolno bić dzieci. To jasne, prawda? Jeśliby ktoś zapomniał, przypomni Kodeks Karny. Z klapsami sprawa już nie jest taka prosta. Niedawno przez media przetoczyła się dyskusja o tym, że klaps jest skuteczną metodą wychowawczą, do której ma prawo każdy rodzic. W odpowiedzi na tezy niektórych publicystów, między innymi psycholodzy zwracali uwagę na to, że klaps jest formą przemocy fizycznej.

Mogłoby się wydawać, że dziś, kiedy tyle wiadomo o rozwoju psychiki, o rozwoju dzieci, ich możliwościach i ograniczeniach, jakakolwiek forma bicia dziecka będzie jednoznacznie piętnowana. A jednak nie jest. A jednak nierzadkie są głosy, że dawanie klapsów jest prawem opiekuna.

Klaps jako metoda wychowawcza i inne kary fizyczne

Badania przeprowadzone przez SW Research na zlecenie rp.pl opublikowane w 2018 roku pokazują, że połowa badanych akceptuje dawanie dzieciom klapsów. Klapsy dają częściej mężczyźni (57%) niż kobiety (38%), częściej są to osoby po 50 roku życia, mieszkający w małych miastach.

Światełkiem w tunelu ma być informacja, że w 2008 roku dawanie klapsów dzieciom akceptowało aż 78% społeczeństwa.

Podobne sytuacja wygląda za oceanem. Tam również obserwuje się stały trend związany z coraz rzadszym sięganiem po kary fizyczne wobec dzieci (obecnie według różnych danych metody te stosuje około 65% społeczeństwa).

Jednak co ciekawe, większość badań to ankiety, a więc to rodzice oceniają, czy i w jaki sposób karzą fizycznie swoje dzieci. Jednak kiedy w innych badaniach kazano matkom nosić urządzenia nagrywające przez kilka godzin dziennie, okazało się, że matki biją dzieci dwa razy częściej niż deklarowały.

Coraz więcej krajów oficjalnie zakazuje bicia dzieci. Ten ruch zdaje się przynosić efekty, ponieważ coraz mniej dzieci ginie z rąk rodziców, którzy „tylko dali kilka klapsów”.

Zobacz też: Ile wymagać od dzieci?

Dlaczego dzieci są bite?

Powodów, dla których dorośli sięgają po przemoc fizyczną – a klapsy niewątpliwie są przemocą wobec dzieci – jest wiele. Zmęczenie, frustracja, bezsilność, złość, pragnienie, by jakieś zachowanie lub sytuacja natychmiast się skończyły – to najczęstsze i najbardziej oczywiste świadome powody.

Rodzic zwykle czuje i wie, że jest zmęczony, poirytowany i uważa, że zachowanie dziecka jego irytację wywołuje lub pogłębia. Rodzice miewają również kłopoty z kontrolą własnych impulsów. Działają, zamiast zatrzymać się i zastanowić. Często sami mają doświadczenie, że nikt nie myślał o ich sprawach, nie brał pod uwagę ich sytuacji, nie szukał przyczyn zachowania, a zamiast tego działał.

Jednak są też powody nieświadome. Własne dziecko można kochać, to na pewno, ale można też go bardzo nie lubić, a wręcz czuć do niego nienawiść.

Donald Winnicott, brytyjski psychoanalityk zwracał na to uwagę wiele lat temu. Powodów, zdaniem Winnicotta, dla których matka może czuć niechęć do swojego bardzo małego, a nawet nienarodzonego dziecka jest wiele. Między innymi: ciąża może być zagrożeniem dla jej zdrowia i życia, śmiercią matki może zakończyć się poród, niemowlę uszkadza jej brodawki podczas karmienia wywołując ból, matka staje się niewolnicą niemowlęcia, musi być nieustannie dostępna i zrezygnować z własnych aktywności. To tylko kilka powodów.

Można więc sobie wyobrazić, że za fizycznym karceniem dzieci stoją złożone powody. Nie można też pominąć osobistych doświadczeń rodzica, który zwyczajnie może nie znać innych sposobów reagowania na różne zachowania dziecka niż bicie czy dawanie klapsów.

Zobacz też: Przemoc wobec dzieci. Jak ją rozpoznać?

Czy rzeczywiście bicie i klapsy są takie złe?

Klapsy zdają się przynosić szybkie rezultaty. Co więcej, trudno kwestionować „mądrość”, która przechodzi z pokolenia na pokolenie. Klaps wydaje się być bardzo wyrazistą formą przekazu. Nie ma mocniejszego argumentu i wydawałoby się, że jeśli się chce, żeby dziecko coś „zrozumiało”, żeby poczuło wagę słów rodzica lub poniosło konsekwencje swojego zachowania, kara fizyczna jest naturalnym krokiem.

Jednak rzeczywistość jest taka, że kary fizyczne i niewinne z pozoru klapsy przynoszą jedynie szkodę, nie ma z nich żadnego realnego pożytku. Zbyt wiele razy media informowały o kolejnym skatowanym dziecku, którego rodzic chciał je tylko ukarać i dał kilka klapsów. Takie jest ryzyko związane z karą fizyczną, takie jest niebezpieczeństwo klapsów.

W złości łatwo stracić kontrolę. Złość niepostrzeżenie może przejść w furię i dorosły nie ma już przed sobą 6 -letniego syna, nie widzi już swojej 4-letniej córki, traci kontakt z rzeczywistością i z dzieckiem.

Badania pokazują również, że kary fizyczne stosowane wobec dzieci (w tym klapsy) osłabiają relację pomiędzy rodzicem i dzieckiem, prowadzą do wzrostu zachowań związanych z nadużywaniem substancji psychoaktywnych, zwiększają ryzyko depresji, czy poważnych nadużyć wobec dziecka.

Klaps zawsze jest naruszeniem dziecka. Niezależnie z jakich pobudek wynika. Zawsze jest też wyrazem braku szacunku tak do dziecka, jak jego sposobów komunikowania się. Im młodsze dziecko, tym mniejsze ma kompetencje językowe, ale również poznawcze czy emocjonalne, żeby wprost wyrazić swoje uczucia, obawy, żeby opisać stan, w którym się znajduje. Pokazuje. W tym sensie zachowanie zawsze jest komunikacją. Zachowanie jest tym, co widać, ale ważniejsze jest to, co nie jest widoczne. Pacyfikując zachowanie, odbieramy sobie i dzieciom szanse na porozumienie.

Katarzyna Mirecka

psycholożka i psychoterapeutka, absolwentka Uniwersytetu Nottingham. Ukończyła 4-letnie całościowe szkolenie psychoterapeutyczne w Instytucie Analizy Rasztów. Pracuje z osobami dorosłymi, dziećmi i młodzieżą, indywidualnie oraz grupowo. Od 2015 roku związana z magazynem Chcemy Być Rodzicami