Przejdź do treści

Pierwsze wyjście na sanki. „N. przechyla się i przewraca. Kiedy przestaje płakać, zarządza powrót do domu”

pierwsze wyjście na sanki
fot. Pixabay

Spadł śnieg. Wreszcie, ten obiecany i długo wyczekiwany. Od rana N. nie odlepiała nosa od szyby w oknie. Śniadanie trzeba było zjeść na parapecie, żeby nie przegapić ani jednej śnieżynki spadającej z nieba. Wreszcie biało, możemy iść na dwór. Czas na pierwsze wyjście na sanki!

Sanki wyglądają tak, jak te moje sprzed lat. Fajnie, że jest coś stałego. Oczywiście można dostać mnóstwo nowych modeli projektowanych w kosmicznej technologii, ale można znaleźć też takie stare. Takie wybraliśmy, chyba sentyment. Unowocześnieniem jest śpiworek przyczepiany pasami. Drewniana konstrukcja bez zmian.

Zobacz także: W oczekiwaniu na śnieg

Pierwsze wyjście na sanki i pierwsze przeszkody

Ubieranie się trwało nieco dłużej – wyprawa na sanki wymaga specjalnego stroju. Buty, ortalionowe spodnie i puchowa kurtka sprawiają, że N. wygląda, jakby dwukrotnie zwiększyła swoją objętość i nie może się ruszać.

Chciałem jakoś przeorganizować jej garderobę, ale N. się uparła, ze na sanki trzeba ubierać się właśnie w ten sposób. Żeby nie przemoknąć i móc długo bawić się na podwórku. (Sam jej to wkładałem do głowy, kiedy czekaliśmy, aż wreszcie śnieg się pojawi. Teraz trochę żałuję.)

Strój kosmonauty sprawiał, że zejście po schodach też nie należało do najłatwiejszych. Do pokonania mamy dwa pietra i dodatkowe schody do piwnicy, gdzie czekały sanki. Nie doszliśmy do połowy drogi, kiedy N. się poddała. Pozostały dystans przebyła na rękach (moich, nie jej, rzecz jasna). W końcu byliśmy na miejscu. Przed nami nowe sanki. Ze śpiworkiem.

Zobacz także: Kiedy przyjdzie zima? Zamiast śniegu mamy kredowy pył

Sanki lądują na głowie N.

Ten śpiworek to wynalazek szatana. Pasy, którymi przywiązuje się go do sanek, to tylko jedna pętla. Za to otworów w śpiworku, przez które można pętlę przewlec jest sześć. Ze stuporu wyrywa mnie mnie głos N., która zaczyna się niecierpliwość.

Pierwsze trzy próby umocowania śpiworka się nie powiodły. Jest nam już potwornie gorąco w tych zimowych kurtkach i targa nami zniecierpliwienie – mnie, bo nie mogę sobie poradzić z tymi przeklętymi pasami, N., bo ile można czekać, aż się wyjdzie na sanki. Poddaje się i po prostu przywiązuje pasy do jednego z drewnianych szczebelków. Przy pierwszej wywrotce cienki szczebelek podtrzymujący oparcie musi się wyłamać, to pewne. Mam to gdzieś.

Jedziemy – ja idę przodem i ciągnę sznurek, N. siedzi na sankach i piszczy z radości. Pierwsze dobre miejsce do zjeżdżania mamy tuż za furtką. Wystarczy wspiąć się po delikatnym zboczu. Szedłem w poprzek zbocza, żeby się nie ześlizgiwać.

Pomysł wydawał się dobry, ale jednak taki nie był. Niedoświadczona w swej pierwszej przygodzie na sankach N. przechyla się i przewraca razem z sankami. Pasy od śpiworka ciągną sanki, które lądują N. na głowie. Kiedy N. przestaje płakać, zarządza odwrót do domu. Sanki wcale nie są fajne.

Tata z Dzieckiem

Tata z dzieckiem. Pracuje, no i opiekuje się N. Pół tygodnia w pracy, pół tygodnia w domu z dzieckiem. W weekendy jedno i drugie.

Nauczyciel: autorytet, nudziarz czy rywal rodzica?

Autorytet nauczyciela spada. Czy można to zmienić? /Na zdjęciu: Nauczyciel wskazuje na tablicy napisany kredą wzór: e=mc2
Fot.: JeShoots.com

Za nami początek nowego roku szkolnego. Przeważnie oznacza to dla dzieci początek intensywnego okresu nauki i zdobywania nowych umiejętności, ale też otwierania się na nowe autorytety. Przez lata takim autorytetem był dla uczniów nauczyciel. Z roku na rok nauczyciele tracą jednak uznanie w oczach swoich wychowanków. Z czego to wynika?

Jak zauważa Michał Zawadka, autor książek motywacyjnych, do spadku autorytetu nauczyciela przyczyniają się m.in. nowe technologie i brak chęci rozwoju wśród samych nauczycieli. W świecie internetu, telewizji i idoli kreowanych przez social media pedagodzy ze swoimi przestarzałymi metodami nauczania nie są w stanie dotrzeć do uczniów i zaszczepić w nich pasji do nauki. Nie pomagają również rodzice, którzy przy dzieciach podważają autorytet nauczycieli.

– Nauczyciel dzisiaj nie ma monopolu na wiedzę. Bardzo często jest tak, że młody człowiek przychodzi do nauczyciela, wiedząc dużo więcej od niego, bo np. podróżował od dziecka z rodzicami, a nauczyciel nigdy nie wyjechał za granicę. I on ma go uczyć o świecie? Młody człowiek widział te miejsca na własne oczy, a nauczyciel widział je tylko na mapie, zdjęciach czy filmach w internecie. Dzisiaj nauczyciel stoi przed ogromnym wyzwaniem, jak tę wiedzę przekazać – mówi agencji informacyjnej Newseria Michał Zawadka, autor książek motywacyjnych.

Autorytet nauczyciela spada. Ile w tym winy samych dydaktyków?

W dynamicznie zmieniającej się mentalności młodego pokolenia, kształtowanej przez internetową kulturę, nauczycielowi nie jest łatwo budować swój autorytet wśród uczniów i zdobyć ich uznanie. Specjalista uważa, że część winy ponoszą za to sami nauczyciele.

– Upadek autorytetu jest spowodowany także przez to, że nauczyciele […] wymagają od młodzieży dostosowania się do starych czasów. Tu jest dysonans i konflikt pokoleniowy z powodu brak umiejętności zainteresowania się tym, jak wygląda świat młodzi ludzi. Przez to, że nauczyciele często są przeciwko uczniom, a nie razem z nimi, nie ciągną ich za sobą. Potrzebne jest przede wszystkim inne podejście nauczyciela do wiedzy: cały czas się rozwijam, patrzę, w jakim kierunku idą młodzi ludzie, i jestem ich przewodnikiem, pokazuję im wartości i drogę, a nie mówię, jak mają zrobić – mówi Michał Zawadka w rozmowie z agencją informacyjną Newseria.

CZYTAJ TEŻ: Nauki ścisłe nie muszą być nudne. Polscy uczniowie wykorzystali je w kosmicznych wynalazkach

Polska szkoła jest archaiczna. „System powinien iść w kierunku doświadczania”

Zawadka podkreśla, że wiele razy zetknął się z sytuacją, kiedy nauczyciele są zamknięci na wszelkie nowości i nie chcą się rozwijać.

– Toczący się kamień nie obrasta mchem. Ci, którzy przysiadają i mówią „nie da się”, obrosną mchem i ominą ich uczniowie, powiedzą: nie chcę iść za tym człowiekiem, on dla mnie nie jest ciekawy, ja mogę sobie sprawdzić dużo więcej w sieci – mówi Michał Zawadka w rozmowie z agencją Newseria. – Trzeba zmieniać system edukacji, a nie dostosowywać dzisiejsze pokolenie, by pracowało w realiach sprzed kilku dekad.

Zdaniem Michała Zawadki, polska szkoła jest archaiczna, a system edukacji – mocno przestarzały. Ekspert zwraca też uwagę na problem obniżenia prestiżu instytucji szkoły. Z jednej strony jest to skutek coraz bardziej powszechnego wśród uczniów przekonania, że teoretyczna wiedza jest mało przydatna, z drugiej – kolejne reformy szkolnictwa skutkują obniżeniem wymagań wobec młodych ludzi.

– Moim zdaniem, system edukacji powinien iść w kierunku doświadczania i nie udowadniać młodemu człowiekowi, czego on nie umie, ale pokazać mu to i zaszczepić chęć do odkrywania – mówi Michał Zawadka.

ZOBACZ TAKŻE: Pierwszy dzień w przedszkolu. Jak się do niego przygotować? Radzi ekspertka

Nauczyciel powinien umieć powiedzieć: jestem autorytetem

Ekspert podkreśla również, że autorytet nauczyciela buduje wiele czynników. Najważniejsze to: charakter i osobowość pedagoga, jego predyspozycje, wiedza oraz umiejętność stworzenia relacji społecznych, czyli rola, jaką nauczyciel pełni w grupie uczniów. Może być więc słabo przygotowanym, niewzbudzającym szacunku belfrem, ale też liderem potrafiącym egzekwować realizowanie zadań.

Michał Zawadka zauważa też, że autorytet nauczyciela spada przez nastawienie rodziców.

– Rodzice zaczynają być bardzo roszczeniowi. […] Nie oddają kompetencji, nie delegują zadania: jesteś nauczycielem, więc pracuj z moim dzieckiem, ja będę z tobą się komunikował, informował i rozliczał, ale nie będę ci mówił, jak masz pracować, bo to ty jesteś nauczycielem – podkreśla Zawadka. – Oczywiście, są nauczyciele, którzy nie chcą się rozwijać, i wtedy ingerencja rodziców jest potrzebna. Ale nauczyciel powinien umieć im powiedzieć: jestem autorytetem, w taki sposób pracuję z waszymi młodymi dziećmi i powinniście mi zaufać.

Źródło: newseria.pl

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ: Rodzicom powiedział, że idzie do szkoły. W rzeczywistości poleciał na Bali

Redakcja

Portal o rodzinie.

Energia z serca ziemi. Pobudź ciało i umysł podczas wSPAniałych zabiegów

fot. Manor House SPA

Puls Serca Ziemi to naturalne i najważniejsze oddziaływanie elektromagnetyczne na organizm człowieka. Dostrajanie się do rosnących wibracji ziemi pobudza umysł i ciało, zwiększa potencjał intelektualny, poprawia samopoczucie.

Puls Serca Ziemi – naturalne zjawisko fizyczne nazywane od nazwiska odkrywcy rezonansem Schumanna – aktywnie wpływa na struktury planety i reguluje rytm życia wszystkich organizmów żywych, w tym człowieka. Przez lata był uważany za stały i wynosił 7,83 Hz, czyli tyle, ile normalna częstotliwość ludzkiego serca. To także częstotliwość w zakresie fal alfa mózgu człowieka, która przekłada się bezpośrednio na cały organizm i jego prawidłowe funkcjonowanie. Współgranie tych częstotliwości harmonizuje ciało i uspokaja umysł.

Częste migreny i odczuwasz zmęczenie? To może wynikać ze zmian w magnetycznym polu ziemi

Gdy magnetyczne pole ziemskie słabnie (jak dzieje się to obecnie), zwiększa się rezonans Ziemi. W ludzkim organizmie zachodzą analogiczne procesy. Wyższe częstotliwości mają realny wpływ na poprawę działania mózgu, który zaczyna pracować szybciej, precyzyjniej i wydajniej. Wraz z większą prędkością pracy mózgu wzrasta wykorzystanie jego możliwości. Wyższe wibracje są odpowiedzialne także za inspirację i kreatywność, ponadto pobudzając umysł i ciało do intensywnej pracy, mogą odwrócić psychiczne i fizyczne zmęczenie, które często wynika ze stresu i pracy pod presją czasu.

Obserwowany ostatnio wzrost częstotliwości pola jonosferycznego Ziemi może się wiązać z emocjonalnym i fizycznym dyskomfortem. Wiele osób cierpi na nieokreślonego pochodzenia migreny, skoki ciśnienia, nadmierną senność, wędrujące bóle ciała czy wyczerpanie organizmu. Dostrojenie się do dobroczynnych dla zdrowia i samopoczucia częstotliwości pozwala przywrócić naturalny, prawidłowy rytm organizmu. Taki efekt można osiągnąć przy pomocy specjalnej platformy wibracyjnej, która opiera się na potwierdzonym badaniami działaniu częstotliwości rezonansowych Schumanna.

CZYTAJ TAKŻE: Wakacje w energetycznym SPA

Zadbaj o wSPArcie terapii w Manor House SPA

Zabiegi na platformie wibracyjnej zostały ostatnio wprowadzone w Gabinetach Bioodnowy hotelu Manor House SPA. Niosą one liczne korzyści, m.in. zmniejszenie poziomu stresu, poprawę koncentracji i zmysłu równowagi, stymulację pracy układu limfatycznego, wzmacnianie układu odpornościowego organizmu i aktywności pracy jelit, aktywowanie krążenia i mikrocyrkulacji oraz produkcji mazi międzystawowej, rozluźnienie napiętych mięśni, kręgosłupa i stawów oraz niwelowanie bólów pleców, a także wzmocnienie mięśni szkieletowych i stabilności ruchowej.

Podczas zabiegu dynamiczne ruchy wprawiają ciało w przyjemne, harmonijne wibracje, a jednoczesny dopływ wiązki ciepła do powierzchni pleców wpływa na rozluźnienie partii tych mięśni. Częstotliwości wibracji są ustawiane pod indywidualne cechy fizyczne osoby korzystającej z tej metody (pomiędzy 7,8 Hz do 23 Hz). Terapia jest polecana zwłaszcza osobom uskarżającym się na uporczywe, przewlekłe zmęczenie wynikające z przepracowania, stresu czy niedoboru snu.

Może też być stosowana profilaktycznie u wszystkich osób dbających o zdrowie lub w leczeniu osteoporozy, cukrzycy i zaburzeń metabolizmu kostnego. Jest to również doskonałe wsparcie innych terapii (wpływa na wzrost ich skuteczności), ponieważ metoda ta minimalizuje, a czasem nawet znosi różnorodne dolegliwości, oddziałując na układ mięśniowo-stawowy i kostny, stabilizując kręgosłup, zwiększając siłę mięśniową i wzmacniając kości.

Zabiegi z wykorzystaniem rezonansu Schumanna to jedna z wielu oryginalnych metod i energetycznych terapii stosowanych w Biowitalnym SPA kompleksu hotelowego Manor House SPA**** Pałac Odrowążów***** w mazowieckich Chlewiskach. To także najlepszy polski hotel dla dorosłych, przyjazny weganom i alergikom. Jest nazywany Polskim Centrum Biowitalności ze względu na wysokie oddziaływanie energetyczne występujące na jego terenie – ponad 30 000 jedn. Bovisa, podczas gdy neutralny poziom dla człowieka to 6 500 jednostek w tej skali.

Więcej informacji na stronie Manor House.

POLECAMY RÓWNIEŻ: Biegasz latem? O tym MUSISZ pamiętać!

materiał prasowy

Materiał prasowy redakcja otrzymuje, gdy firmy, stowarzyszenia, fundacje i inne organizacje chcą poinformować naszych czytelników i czytelniczki o aktualnościach, wydarzeniach, eventach, nowych produktach czy konferencjach.

Dla niektórych dzieci plecak to niejedyny ciężar w szkole. Możesz je odciążyć

SOS Wioski Dziecięce promuje tolerancję /Na zdjęciu: Anna Dereszowska i uczniowie uczestniczący w lekcji SOS Wioski Dziecięce
Fot.: Natalia Łyczko

Powrót do szkoły to czas radosnego gromadzenia kolorowych piórników, akcesoriów oraz pachnących nowością książek i zeszytów, które szczelnie wypełniają wnętrze tornistra. Ale dla niektórych dzieci wypełniony po brzegi plecak to niejedyny ciężar, z którym mierzą się przed przestąpieniem szkolnego progu. Znacznie trudniejszy do udźwignięcia jest ciężar emocjonalny, wynikający z trudnej sytuacji rodzinnej, nierównego startu w życie i strachu przed kolejnym ciosem: brakiem zrozumienia ze strony rówieśników. Takimi dziećmi są m.in. podopieczni Stowarzyszenia SOS Wioski Dziecięce, którzy – z naszą pomocą – mogą znaleźć w szkole bezpieczną przestrzeń.

Najtrudniejszy pierwszy krok

Kwestia wykluczenia rówieśniczego jest coraz częstszym problemem w polskich szkołach. Z objawami braku akceptacji spotykają się też dzieci z rodzin zastępczych oraz zagrożonych rozpadem. Wynika to najczęściej ze strachu przed innością, który towarzyszy ich klasowym kolegom, i niewiedzy, jak nawiązać kontakt z dzieckiem, którego historia jest trudniejsza od ich własnej.

Aby przeciwdziałać izolacji społecznej uczniów opuszczonych lub osieroconych przez rodziców, stowarzyszenie SOS Wioski Dziecięce uruchomiło wyjątkową kampanię informacyjną „Lekcję życia odrabiam sam”. Jej celem jest promowanie tolerancji i pokazanie, że mimo pewnych różnic, więcej nas łączy niż dzieli.

W  ramach akcji w jednej z warszawskich szkół podstawowych odbyła się wyjątkowa lekcja pokazowa „#JestemZSOS”, którą poprowadziła mama SOS Halina Kozacka oraz ambasadorka Stowarzyszenia Anna Dereszowska. W wydarzeniu wzięli udział młodzi uczniowie, którzy mieli szansę dowiedzieć się, jak wygląda praca stowarzyszenia SOS Wioski Dziecięce. Zrozumiały też, z jakimi trudnościami społecznymi spotykają się dzieci, które na wczesnym etapie życia musiały wziąć odpowiedzialność za swój los.

CZYTAJ TEŻ: Miejsca znane, a jednak obce. „Najlepsze buty na świecie” Michała Olszewskiego

Cenna lekcja (nowego) życia

Jak podczas spotkania zaznaczyły przedstawicielki SOS Wiosek Dziecięcych, dopiero pod opieką organizacji, w rodzinnym otoczeniu, pełnym ciepła, szacunku i uwagi, wiele takich dzieci odzyskuje szansę na spokojny rozwój i edukację. Przy wsparciu zastępczych rodziców SOS, a także specjalistów – pedagogów i psychologów, powoli odzyskują radość z dzieciństwa. Ale do właściwego wsparcia potrzebują też akceptacji rówieśników. Właśnie dlatego tak ważne jest, by w szkole wykazywać się wyrozumiałością i szukać w rówieśniku podobieństw, nie różnic.

‐ Zarówno maluchy będące pod opieką rodziców SOS, jak i te, których rodziny otrzymują wsparcie prowadzonego przez nas profilaktycznego „Programu umacniania rodziny”, niosą ze sobą ciężki bagaż emocjonalny. Chociaż robimy wszystko, by pomóc im się z nim uporać, proces odbudowy wiary w siebie jest bardzo długi. Każdego dnia nasze dzieci muszą stawiać czoła także nowym wyzwaniom, takim jak brak akceptacji ze strony rówieśników, poczucie samotności i niezrozumienia w szkole – podkreśla Barbara Rajkowska, dyrektor krajowa Stowarzyszenia SOS Wioski Dziecięce w Polsce.

Lekcje „#JestemzSOS” mogą odbyć się w każdej szkole na terenie kraju. Wystarczy wejść na stronę https://wioskisos.org/jestemzsos/ i zgłosić swoją placówkę do udziału w projekcie.


SOS Wioski Dziecięce to międzynarodowa organizacja dobroczynna. Jej działalność opiera się na dostarczaniu kompleksowego wsparcia opuszczonych i osieroconych dzieci, a także umacnianie rodzin zagrożonych rozpadem. Przedstawiciele polskiego oddziału SOS Wioski Dziecięce skutecznie realizują tę misję już od ponad 30 lat.

POLECAMY RÓWNIEŻ: Policjantka nakarmiła piersią głodne dziecko.”Nie wahałam się ani sekundy”

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na UW. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

Pierwszy dzień w przedszkolu – jak się do niego przygotować? Radzi ekspertka

pierwszy dzień w przedszkolu
fot. Fotolia

Pierwszy dzień w przedszkolu nie musi być źródłem stresu. O tym, jak odpowiednio przygotować dziecko i rodzica  do pierwszych dni w nowym otoczeniu opowiedziała nam Renata Szałkiewicz – wieloletni pedagog i dyrektorka językowo-artystycznego Wilanowskiego Przedszkola w warszawskim Wilanowie. 

Adaptacja to niezwykle ważny czas w pierwszych dniach dziecka w przedszkolu. Jak się okazuje, ogromny wpływ na to, jak będzie przebiegał cały proces, mają rodzice. Co zatem zrobić, aby ułatwić dziecku start?

– Przede wszystkim nie należy dziecka straszyć – podkreśla Renata Szałkiewicz. – Warto wyjść na spacer, pokazać przedszkole, zwrócić uwagę, że bawią się tam dzieci, jest kolorowo. Mówmy dobre, pozytywne rzeczy – dodaje. Jak zwraca uwagę, to podejście rodzica jest tutaj kluczowe.

Aby ułatwić dziecku start w przedszkolu, już od początku należy uczyć malucha samodzielności. – Im bardziej samodzielne dziecko, tym adaptacja będzie krótsza – zapewnia dyrektorka Wilanowskiego Przedszkola. Jeśli do tej pory mama lub tata całkowicie wyręczali dziecko w ubieraniu butów, myciu rączek i innych czynnościach, dziecko może mieć trudności w odnalezieniu się w przedszkolnej rzeczywistości.

– Jeżeli dziecko słabo radzi sobie z czynnościami samoobsługowymi, trzeba ćwiczyć. Nie wolno jednak mówić „zrób to szybciej” albo  „ja to zrobię za ciebie”. Należy chwalić dziecko za najmniejszy nawet sukces  – wyjaśnia ekspertka.

Zobacz także: Jak słuchać dzieci? „Bycie uważnym słuchaczem bywa bardzo trudne”

Pierwszy dzień w przedszkolu – w co ubrać dziecko?

Jeżeli maluch ma problem z ubieraniem się, do przedszkola wybierajmy wygodną dla niego odzież.  Guziki, jeansy, suwaki nie są tutaj wskazane.

– Dajmy dziecku dres czy bluzeczkę, którą łatwo się zakłada – mówi Renata Szałkiewicz. – Jeżeli mówimy już o ubraniu i samoobsłudze, dobrze by było, żeby wspólnie z dzieckiem wybrać ubranie do przedszkola – dodaje.

Można razem wybrać się na zakupy i dać maluchowi wybór. Oczywiście nie pokazujemy dziecku kapci
z pięcioma sprzączkami lub sznurowadłami, tylko buty, które będą dla niego wygodne. – Dajemy wybór, który będzie bezpieczny dla dziecka – wyjaśnia pedagog.

Zobacz także: Fabryka absolwentów i zdyscyplinowanych pracowników. Czy to nadal przedszkole?!

Pierwszy dzień w przedszkolu – adaptacja

Jeżeli w przedszkolu są organizowane zajęcia adaptacyjne, warto zaufać nauczycielom. – Jeżeli nauczycielka powie, że może warto spróbować, aby rodzic wyszedł na chwilę, to nie można zaglądać co chwilę i pokazywać się dziecku. Zaufajmy, że nauczyciel poradzi sobie z sytuacją – zaznacza Renata Szałkiewicz.

Na pierwszą wizytę do przedszkola warto przyjść nieco wcześniej. – Jeżeli zaczynamy pracę o ósmej, nie przychodźmy do przedszkola za pięć ósma. Przyjdźmy na tyle wcześnie, żeby uniknąć pośpiechu. Niech wyjście do przedszkola będzie raczej spacerem – radzi pedagog. Wyścig z czasem jest bardzo stresujący zarówno dla rodzica, jak i dziecka.

Częstym błędem jest też obiecywanie dziecku nagrody w zamian za pójście do przedszkola. – To będzie coś za coś. Dziecko będzie później za każdym razem czegoś oczekiwać od rodzica – wyjaśnia Renata Szałkiewicz.

Zobacz także: Jak wybrać przedszkole? „Pierwsze rozczarowanie przyszło pierwszego dnia poszukiwań”

Pierwszy dzień w przedszkolu – zabawka

Maluch może zabrać do przedszkola swoją ulubioną zabawkę. Powinna ona jednak być przemyślana.

– Zabawka nie może być duża. W swojej karierze miałam już różne doświadczenia. Kiedyś dziecko przyniosło metrową żyrafę. Pamiętam też sytuację, gdy przedszkolak przyszedł ze zwiniętym dywanem, puszką pasztetu czy parówkami w paczce. W takiej sytuacji rodzic powinien znów dać dziecku bezpieczny dla niego wybór: bierzesz tę albo tamtą zabawkę. Najlepszą opcją będzie niewielka przytulanka, którą dziecko będzie mogło mieć przy sobie – zaznacza ekspertka.

Do przedszkola nie należy brać wielu zabawek, ponieważ mogą się one po prostu zgubić. – To kolejny stres dla dziecka. Ostatnio była u nas sytuacja, że dziecko przyszło z miniaturową, plastikową zabaweczką. Niestety zgubiła się gdzieś w klockach. Była ogromna rozpacz. Dziewczynkę odebrała babcia, jednak wkrótce obie wróciły, żeby poszukać zguby. Niestety zabawka się nie znalazła. Babcia mówiła potem, że wnuczka przez pół nocy płakała – opowiada dyrektorka Wilanowskiego Przedszkola.

Zobacz także: Szybciej nie znaczy lepiej. Czy warto przyspieszać rozwój dziecka?

Pierwszy dzień w przedszkolu – trudne pożegnania

Kolejnym, bardzo popularnym błędem popełnianym przez rodziców jest przedłużanie momentu pożegnania z dzieckiem.

– Odprowadźmy dziecko do sali i zostawmy pod opieką nauczycielki. Nie pozwalajmy sobie na to, żeby pożegnanie trwało zbyt długo – radzi ekspertka. Często w tym momencie w rodzicach wzbiera się strach, pojawiają się łzy. – Dziecko nie może tego widzieć, bo w ten sam sposób będzie odbierać sytuację – dodaje. Ważna jest tutaj konsekwencja.

Warto, aby w pierwszym tygodniu dziecko odbierać wcześniej z przedszkola. – Jeżeli obiecuję dziecku, że przyjdę po nie po obiedzie, to przychodzę po obiedzie. Nie może być tak, że dziecko po tym obiedzie czeka jeszcze godzinę, półtorej. Musimy być uczciwi wobec dziecka, bo inaczej będzie się czuło zaniepokojone, że rodzic go oszukał – wyjaśnia pedagog.

Nie wolno również składać dziecku obietnicy typu: przyjdę za chwilę. – Proszę pamiętać, że małe dziecko nie ma poczucia czasu – mówi Renata Szałkiewicz. W rozmowie z dzieckiem należy używać konkretów. Warto tu posługiwać się sformułowaniami typu: „przyjdę po ciebie po obiedzie”, „przyjdę po leżakowaniu”, itp.

Jeżeli rodzic jest zagubiony i nie umie odnaleźć się w nowej sytuacji, o pomoc zawsze może zwrócić się do nauczyciela. – Można poprosić o poradę. W przedszkolach są też psychologowie. Nie należy się bać, warto korzystać z tego rodzaju pomocy – mówi ekspertka. – Rodzice różnie reagują. Różne są sytuacje w domu, w pracy. My to rozumiemy i dlatego w naszym przedszkolu psycholog jest do dyspozycji praktycznie cały czas – podkreśla.

Zobacz także: Kiedy rodzic pracuje, czyli o opiece nad dziećmi poza domem

Pierwszy dzień w przedszkolu – nic na siłę

Kolejnym, często powtarzanym błędem jest wypytywanie dziecka na siłę o wrażenia z pobytu w przedszkolu.

– Czasem dziecko nie chce opowiadać, albo nie umie jeszcze wyrazić swoich myśli. W związku z tym nie zmuszajmy go do mówienia. Można dziecku w tym nieco pomóc, nakierować, mówiąc np.: pewnie świetnie się dziś bawiłeś? – radzi ekspertka. – Na pewno nie pytajmy też co chwilę dziecka, co jadło w przedszkolu. Dla niejadka tego typu pytanie może się okazać ogromnym stresem – przestrzega.

Jeżeli rodzic ma jakieś uwagi na temat przedszkola, nie powinien ich wyrażać przy dziecku. – Z uwagami idźmy do nauczyciela. Nigdy nie wolno krytykować przedszkola przy dziecku. Według dziecka każde następne przedszkole będzie niedobre, bo przecież mama mówiła, że ta instytucja jest zła. Trudniej będzie mu później zaufać  – wyjaśnia ekspertka.

Przede wszystkim konsekwencja

Kluczem do udanej adaptacji jest konsekwencja. Jeżeli rodzic wprowadzi powyższe zasady na początku „przedszkolnej” drogi swojego dziecka, powinien trzymać się ich przez cały czas.

Mama i tata to najważniejsze osoby w życiu malucha i to oni stanowią wzór do naśladowania. Jeżeli rodzic rozsądnie podejdzie do procesu adaptacji, zapewni dziecku psychiczny i emocjonalnie komfort.

– Wszystkim rodzicom życzę powodzenia i dużo wytrwałości – mówi na zakończenie rozmowy Renata Szałkiewicz.

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.