Przejdź do treści

Pierwszy dzień w przedszkolu – jak się do niego przygotować? Radzi ekspertka

pierwszy dzień w przedszkolu
fot. Fotolia

Pierwszy dzień w przedszkolu nie musi być źródłem stresu. O tym, jak odpowiednio przygotować dziecko i rodzica  do pierwszych dni w nowym otoczeniu opowiedziała nam Renata Szałkiewicz – wieloletni pedagog i dyrektorka językowo-artystycznego Wilanowskiego Przedszkola w warszawskim Wilanowie. 

Adaptacja to niezwykle ważny czas w pierwszych dniach dziecka w przedszkolu. Jak się okazuje, ogromny wpływ na to, jak będzie przebiegał cały proces, mają rodzice. Co zatem zrobić, aby ułatwić dziecku start?

– Przede wszystkim nie należy dziecka straszyć – podkreśla Renata Szałkiewicz. – Warto wyjść na spacer, pokazać przedszkole, zwrócić uwagę, że bawią się tam dzieci, jest kolorowo. Mówmy dobre, pozytywne rzeczy – dodaje. Jak zwraca uwagę, to podejście rodzica jest tutaj kluczowe.

Aby ułatwić dziecku start w przedszkolu, już od początku należy uczyć malucha samodzielności. – Im bardziej samodzielne dziecko, tym adaptacja będzie krótsza – zapewnia dyrektorka Wilanowskiego Przedszkola. Jeśli do tej pory mama lub tata całkowicie wyręczali dziecko w ubieraniu butów, myciu rączek i innych czynnościach, dziecko może mieć trudności w odnalezieniu się w przedszkolnej rzeczywistości.

– Jeżeli dziecko słabo radzi sobie z czynnościami samoobsługowymi, trzeba ćwiczyć. Nie wolno jednak mówić „zrób to szybciej” albo  „ja to zrobię za ciebie”. Należy chwalić dziecko za najmniejszy nawet sukces  – wyjaśnia ekspertka.

Zobacz także: Jak słuchać dzieci? „Bycie uważnym słuchaczem bywa bardzo trudne”

Pierwszy dzień w przedszkolu – w co ubrać dziecko?

Jeżeli maluch ma problem z ubieraniem się, do przedszkola wybierajmy wygodną dla niego odzież.  Guziki, jeansy, suwaki nie są tutaj wskazane.

– Dajmy dziecku dres czy bluzeczkę, którą łatwo się zakłada – mówi Renata Szałkiewicz. – Jeżeli mówimy już o ubraniu i samoobsłudze, dobrze by było, żeby wspólnie z dzieckiem wybrać ubranie do przedszkola – dodaje.

Można razem wybrać się na zakupy i dać maluchowi wybór. Oczywiście nie pokazujemy dziecku kapci
z pięcioma sprzączkami lub sznurowadłami, tylko buty, które będą dla niego wygodne. – Dajemy wybór, który będzie bezpieczny dla dziecka – wyjaśnia pedagog.

Zobacz także: Fabryka absolwentów i zdyscyplinowanych pracowników. Czy to nadal przedszkole?!

Pierwszy dzień w przedszkolu – adaptacja

Jeżeli w przedszkolu są organizowane zajęcia adaptacyjne, warto zaufać nauczycielom. – Jeżeli nauczycielka powie, że może warto spróbować, aby rodzic wyszedł na chwilę, to nie można zaglądać co chwilę i pokazywać się dziecku. Zaufajmy, że nauczyciel poradzi sobie z sytuacją – zaznacza Renata Szałkiewicz.

Na pierwszą wizytę do przedszkola warto przyjść nieco wcześniej. – Jeżeli zaczynamy pracę o ósmej, nie przychodźmy do przedszkola za pięć ósma. Przyjdźmy na tyle wcześnie, żeby uniknąć pośpiechu. Niech wyjście do przedszkola będzie raczej spacerem – radzi pedagog. Wyścig z czasem jest bardzo stresujący zarówno dla rodzica, jak i dziecka.

Częstym błędem jest też obiecywanie dziecku nagrody w zamian za pójście do przedszkola. – To będzie coś za coś. Dziecko będzie później za każdym razem czegoś oczekiwać od rodzica – wyjaśnia Renata Szałkiewicz.

Zobacz także: Jak wybrać przedszkole? „Pierwsze rozczarowanie przyszło pierwszego dnia poszukiwań”

Pierwszy dzień w przedszkolu – zabawka

Maluch może zabrać do przedszkola swoją ulubioną zabawkę. Powinna ona jednak być przemyślana.

– Zabawka nie może być duża. W swojej karierze miałam już różne doświadczenia. Kiedyś dziecko przyniosło metrową żyrafę. Pamiętam też sytuację, gdy przedszkolak przyszedł ze zwiniętym dywanem, puszką pasztetu czy parówkami w paczce. W takiej sytuacji rodzic powinien znów dać dziecku bezpieczny dla niego wybór: bierzesz tę albo tamtą zabawkę. Najlepszą opcją będzie niewielka przytulanka, którą dziecko będzie mogło mieć przy sobie – zaznacza ekspertka.

Do przedszkola nie należy brać wielu zabawek, ponieważ mogą się one po prostu zgubić. – To kolejny stres dla dziecka. Ostatnio była u nas sytuacja, że dziecko przyszło z miniaturową, plastikową zabaweczką. Niestety zgubiła się gdzieś w klockach. Była ogromna rozpacz. Dziewczynkę odebrała babcia, jednak wkrótce obie wróciły, żeby poszukać zguby. Niestety zabawka się nie znalazła. Babcia mówiła potem, że wnuczka przez pół nocy płakała – opowiada dyrektorka Wilanowskiego Przedszkola.

Zobacz także: Szybciej nie znaczy lepiej. Czy warto przyspieszać rozwój dziecka?

Pierwszy dzień w przedszkolu – trudne pożegnania

Kolejnym, bardzo popularnym błędem popełnianym przez rodziców jest przedłużanie momentu pożegnania z dzieckiem.

– Odprowadźmy dziecko do sali i zostawmy pod opieką nauczycielki. Nie pozwalajmy sobie na to, żeby pożegnanie trwało zbyt długo – radzi ekspertka. Często w tym momencie w rodzicach wzbiera się strach, pojawiają się łzy. – Dziecko nie może tego widzieć, bo w ten sam sposób będzie odbierać sytuację – dodaje. Ważna jest tutaj konsekwencja.

Warto, aby w pierwszym tygodniu dziecko odbierać wcześniej z przedszkola. – Jeżeli obiecuję dziecku, że przyjdę po nie po obiedzie, to przychodzę po obiedzie. Nie może być tak, że dziecko po tym obiedzie czeka jeszcze godzinę, półtorej. Musimy być uczciwi wobec dziecka, bo inaczej będzie się czuło zaniepokojone, że rodzic go oszukał – wyjaśnia pedagog.

Nie wolno również składać dziecku obietnicy typu: przyjdę za chwilę. – Proszę pamiętać, że małe dziecko nie ma poczucia czasu – mówi Renata Szałkiewicz. W rozmowie z dzieckiem należy używać konkretów. Warto tu posługiwać się sformułowaniami typu: „przyjdę po ciebie po obiedzie”, „przyjdę po leżakowaniu”, itp.

Jeżeli rodzic jest zagubiony i nie umie odnaleźć się w nowej sytuacji, o pomoc zawsze może zwrócić się do nauczyciela. – Można poprosić o poradę. W przedszkolach są też psychologowie. Nie należy się bać, warto korzystać z tego rodzaju pomocy – mówi ekspertka. – Rodzice różnie reagują. Różne są sytuacje w domu, w pracy. My to rozumiemy i dlatego w naszym przedszkolu psycholog jest do dyspozycji praktycznie cały czas – podkreśla.

Zobacz także: Kiedy rodzic pracuje, czyli o opiece nad dziećmi poza domem

Pierwszy dzień w przedszkolu – nic na siłę

Kolejnym, często powtarzanym błędem jest wypytywanie dziecka na siłę o wrażenia z pobytu w przedszkolu.

– Czasem dziecko nie chce opowiadać, albo nie umie jeszcze wyrazić swoich myśli. W związku z tym nie zmuszajmy go do mówienia. Można dziecku w tym nieco pomóc, nakierować, mówiąc np.: pewnie świetnie się dziś bawiłeś? – radzi ekspertka. – Na pewno nie pytajmy też co chwilę dziecka, co jadło w przedszkolu. Dla niejadka tego typu pytanie może się okazać ogromnym stresem – przestrzega.

Jeżeli rodzic ma jakieś uwagi na temat przedszkola, nie powinien ich wyrażać przy dziecku. – Z uwagami idźmy do nauczyciela. Nigdy nie wolno krytykować przedszkola przy dziecku. Według dziecka każde następne przedszkole będzie niedobre, bo przecież mama mówiła, że ta instytucja jest zła. Trudniej będzie mu później zaufać  – wyjaśnia ekspertka.

Przede wszystkim konsekwencja

Kluczem do udanej adaptacji jest konsekwencja. Jeżeli rodzic wprowadzi powyższe zasady na początku „przedszkolnej” drogi swojego dziecka, powinien trzymać się ich przez cały czas.

Mama i tata to najważniejsze osoby w życiu malucha i to oni stanowią wzór do naśladowania. Jeżeli rodzic rozsądnie podejdzie do procesu adaptacji, zapewni dziecku psychiczny i emocjonalnie komfort.

– Wszystkim rodzicom życzę powodzenia i dużo wytrwałości – mówi na zakończenie rozmowy Renata Szałkiewicz.

Anna Wencławska

Koordynatorka treści internetowych. Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego, pasjonatka obcych kultur i języków orientalnych.

Praca zmianowa w ciąży grozi późnym porodem i mniejszą masą urodzeniową dziecka

praca zmianowa w ciąży
Nieregularne pory snu i posiłków zaburzają metabolizm, sprzyjają rozwojowi otyłości i cukrzycy typu II – fot. Fotolia

Jeżeli nawet na wczesnym etapie ciąży pracowałaś na zmiany, twoja ciąża może trwać dłużej i istnieje duże prawdopodobieństwo, że dziecko urodzi się z niższą masą urodzeniową – dowodzą najnowsze badania naukowe przeprowadzone przez ekspertów z University of Adelaide.

Jak podkreślają badacze, praca zmianowa w ciąży zakłóca naturalny rytm organizmu. Nieregularne pory snu i posiłków zaburzają metabolizm, sprzyjają rozwojowi otyłości i cukrzycy typu II.

Zobacz też: Palenie w ciąży przyczynia się do powstania zeza u dziecka

Praca zmianowa w ciąży – dlaczego jest niebezpieczna?

Jak się okazuje, negatywne skutki pracy zmianowej odczuwa nie tylko kobieta, ale również rozwijające się w macicy dziecko. Eksperci zauważają, że skutkiem nieregularnego trybu życia matki jest niedożywienie płodu, co z kolei wiąże się z jego niższą masą urodzeniową, zwiększoną podatnością na infekcje i ryzykiem problemów z oddychaniem. Zdarzają się również opóźnienia porodu.

Lekarze już od dawna podejrzewali, że zmianowy system pracy jest szkodliwy dla kobiet spodziewających się dziecka. Do tej pory nie było jednak wiadomo, od którego momentu obciążająca praca może wpłynąć na losy ciąży. Okazuje się, że zaburzenia rytmu dobowego negatywnie oddziałują na rozwój płodu i zdrowie dziecka już na bardzo wczesnym etapie ciąży.

Zobacz też: Rakotwórcza żywność, po którą sięgasz każdego dnia. Zobacz sam!

Za model posłużyły owce

Wyniki badań zostały opublikowane na łamach magazynu „The Journal of Psysiology”. Eksperyment przeprowadzili naukowcy z University of Adelaide’s Robinson Research Institute i South Australian Health and Medical Research Institute. Eksperci zbadali zachowanie ciężarnych owiec.

Zwierzęta przez jakiś czas żyły w warunkach imitujących warunki pracy zmianowej– w ciągu kilku tygodni zmieniono pory gaszenia świateł i karmienia owiec. Następnie badacze zmierzyli poziom glukozy we wczesnym i późnym stadium ciąży zwierząt i zważyli nowo narodzone owieczki.

Okazało się, że życie w warunkach imitujących pracę zmianową wiązało się z pogorszeniem tolerancji glukozy na wczesnym etapie ciąży, mniejszą masą urodzeniową jagniąt i z dłuższym okresem ciąży w przypadku ciąży mnogiej.

Źródło: blogs.adelaide.edu.au, Ofemin

Anna Wencławska

Koordynatorka treści internetowych. Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego, pasjonatka obcych kultur i języków orientalnych.

Jak znaleźć szczęście? Radzi guru gwiazd

Jak znaleźć szczęście
Tu i teraz czyli jak cieszyć się codziennością – Fot. Pixabay

Czytanie książek to terapia sama w sobie, dla ludzi w każdym wieku. Lektura szczególnej książki na pewnym etapie życia zmieniła niejednego człowieka, wskazała drogę, uczyniła życie łatwiejszym. Książki Eckharta Tolle uczą jak przeżywać życie tu i teraz.

Dzięki książkom niemieckiego przewodnika duchowego, Oprah Winfrey i Jim Carrey poradzili sobie z depresją i jak sami przyznają, autor bestsellerowej książki „Potęga teraźniejszości” stał się ich życiowym guru. Nic dziwnego, bo jego książki czytają ludzie na całym świecie i właśnie dzięki nim doznają oświecenia, czyli przemiany. „Klucz do wyzwolenia tkwi w bieżącej chwili”.

Nie możesz jej jednak znaleźć, dopóki jesteś swoim umysłem” – pisze Eckhart Tolle. Szczególnie dzisiaj, w czasach nieokiełznanego konsumpcjonizmu i pędu, kiedy myślimy o przeszłości, a tkwimy myślami w nieuporządkowanej przeszłości – narażeni jesteśmy na ciągłe myślenie, które staje się rodzajem przymusu. „Nie móc przestać myśleć to straszliwa przypadłość…ten nieustanny zgiełk umysłu uniemożliwia nam dotarcie do sfery wewnętrznego bezruchu i ciszy, nieodłącznie związanej z Istnieniem” – pisze Tolle w „Potędze teraźniejszości”.

Zobacz też: Szczęście – A MOŻE STARASZ SIĘ ZA BARDZO?

Tu i teraz czyli jak znaleźć szczęście

We współczesnej psychoterapii „tu i teraz” jest najsilniejszym i jednocześnie najprostszym narzędziem do odkrywania problemów pacjenta – dzielenie się przychodzącą w danym momencie myślą oraz obserwacja przychodzących emocji pozwala na szybsze i trafniejsze postawienie diagnozy. Pisał o tym także znany psychoterapeuta Irvin Yalom. Aby być wolnym – uważa Tolle – należy uświadomić sobie, że nie jesteśmy myślicielami, a myśl jest tylko znikomym aspektem niezmierzonych rejonów inteligencji.

Gdy zaczniemy obserwować naszego wewnętrznego myśliciela, jesteśmy w stanie uruchomić wyższy poziom świadomości, który pozwoli w uświadomieniu, że wszystko, co naprawdę ważne: miłość, piękno, twórczość, radość, spokój wewnętrzny ma źródło w czymś głębszym niż umysł, który jest tylko narzędziem. Jeśli potrafimy to dostrzec, zaczynamy się budzić, przychodzi oświecenie.

Oświeceniem nazywa – naturalny stan autentycznie odczuwanej jedności z istnieniem, rodzaj odnalezienia własnej natury, która wymyka się wszelkim nazwom i formom. Brak tej więzi oznacza wrażenie osobności – oddzielenia od samego siebie i od otaczającego świata. Jesteśmy fragmentem, nie całością i tak siebie widzimy. Ten obraz powoduje lęki, co skutkuje konfliktami wewnętrznymi i zewnętrznymi. Poza tym w oświeceniu nie ma miejsca na cierpienie, na które jesteśmy podatni, kiedy myślimy. Myśli mogą zaprowadzić nas tam, gdzie wcale nie chcemy być.

Zobacz też: Co nas uszczęśliwia? Relacje, relacje, relacje! 

Codzienność czyli praktykowanie medytacji

Tolle pisze, że możemy także medytować, czyli skupiać się na teraźniejszości, na obecnej chwili. Kiedy idziesz po schodach, myjesz ręce, wsiadasz do samochodu – ćwicz umiejętność codziennej medytacji czyli skupienia się na tej jednej rzeczy i wyłączania myślenia – nie analizuj, tylko obserwuj. Twórczość wszystkich artystów powstaje ze stanu, w której umysł znika. Obserwuj także swoje emocje, bo są one reakcją ciała na działania umysłu.

Jak napisała Oprah, która jego książki ma zawsze w zasięgu ręki: „Ta książka odmieni twoje myślenie…  A rezultat? Więcej radości – już teraz!

Źródło: Eckhart Tolle – Potęga teraźniejszości

Iza Farenholc

Dziennikarka i redaktorka. Pracowała jako redaktor naczelna w magazynie dla rodziców Gaga oraz współpracowała m.in. z magazynami Zwierciadło, Twój Styl, Sens, Glamour - materiały psychologiczne, recenzje książkowe, muzyczne i filmowe, wywiady, reportaże z podróży.

„Moje dziecko nie lubi swojego ciała!” Jak możemy pomóc dzieciom w samoakceptacji?

Jestem gruba, mam wystający brzuch, jestem słabeuszem, nie mam żadnych mięśni… tak, każde z tych zdań może wypowiadać dziecko. Co my, dorośli, możemy zrobić, aby ochronić dzieci przed tak negatywną wizją obrazu własnego ciała?

Czym właściwie jest obraz własnego ciała? Nasuwającą się odpowiedzią jest oczywiście to, co widzimy w lustrze. I tak, to też jest jego składowa. Wiąże się on jednak ze znacznie szerszą perspektywą, czyli np. tym, jakie mamy przekonania o własnym ciele. Przekonania te mogą zaś bazować na wspomnieniach związanych właśnie z ciałem, czy też na założeniach, które chcemy lub musimy przy jego „użyciu” spełniać. To wszystko wiąże się też nierozerwalnie z emocjami, jakie odczuwamy wobec swojego ciała. Co pojawia się w nas na myśl o własnej wadze, wzroście, kształcie sylwetki etc. Wpływ na obraz ciała ma też sposób w jaki doświadczamy jego ruchu, na ile czujemy, że możemy mieć w tym czasie nad nim kontrolę. Na ile z nami „współpracuje”.

Wiele z tych odczuć i przekonań budujemy na podstawie przekazu, jaki dostajemy od najmłodszych lat. Główny wpływ mają na nas w tym czasie informacje pochodzące od znaczących dla nas ludzi – rodziców, dziadków, opiekunów. Później dochodzi do tego wpływ społeczeństwa, kultury, kręgu znajomych.

Nie zawsze niestety ten przekaz jest pozytywny, a jako że obraz własnego ciała jest nierozerwalnie związany z naszą generalną samooceną oraz z tym, jak kształtuje się nasze zdrowie – także psychiczne – może okazać się, że mamy duży problem. Jaki? Niska samoocena, wycofanie z kontaktu z ludźmi z powodu poczucia niezadowolenia i wstydu dotyczącego własnego ciała, aż po depresję i zaburzenia odżywiania.

Niezadowolenie z własnego ciała jest jednym z bazowych przekonań świadczących właśnie o zaburzeniach odżywiania, które w samych tylko Stanach Zjednoczonych mogą dotykać w ciągu życia nawet 20 milionów kobiet i 10 milionów mężczyzn (źródło danych: NEDA)! Jest to choroba wpływająca na całościowe funkcjonowanie człowieka, zabierając zdrowie, radość, relacje. Co ważne, jest to jedna z chorób psychicznych, które zbierają największe śmiertelne żniwo… Stąd tak ważna jest świadomość tego, że powinniśmy starać się budować w dzieciach pozytywny obraz i podejście do ciała już od najmłodszych lat.

Zobacz też: Nowa Piramida Zdrowego Żywienia dla dzieci. Rodzicu, przeczytaj!

Jak to zrobić?

Powinniśmy zacząć od siebie. Zastanowić się, jakie ja mam podejście do ciała? Jak oceniam swoje ciało? Jakie mam z nim problemy? Co w nim lubię? Czego nie lubię? Jak o nim mówię? Dzieci wszystko to obserwują, słyszą i chłoną.

Starajmy się zwracać uwagę na to, aby dzieci nie były świadkami, gdy sami wobec siebie jesteśmy  krytyczni i narzekamy na własną sylwetkę: „Nie założę tej sukienki, mój brzuch jest w niej ogromny. Muszę schudnąć 5 kilogramów!”. Co widzi i słyszy dziecko? „Muszę być chudsza/chudszy. Nie mogę nosić sukienki, jeśli wystaje mi brzuch. Nielubienie swojego ciała jest normą. Ciało wzbudza negatywne emocje, jest słabością, powinnam/powinienem mówić o nim źle„. Modelowanie takiego podejścia na pewno nie ułatwi dziecku zbudowania pozytywnego obrazu własnego ciała.

Starajmy się raczej podkreślać dobre strony własnego ciała, a najlepiej przykładać większą wagę do tego, co jest istotniejsze w budowaniu zdrowej samoocenie – czy byłam dobra dla innych? Czy spełniam swoje pasje? Czy uprawiam sport, który sprawia mi przyjemność, a nie ma spalić milion kalorii, żebym tylko mogła osiągnąć niższą wagę? Czy jem sałatkę, ponieważ chcę poczuć się dobrze i dostarczyć swojemu organizmowi zdrowych składników, czy dlatego że ograniczam kalorie? Pozytywna samoocena może być zdecydowanie oparta na innych obszarach życia, niż tylko perfekcyjne ciało. Ono samo w sobie gwarancją szczęścia nie jest – warto, aby dziecko to wiedziało.

Pokaż też, że zmiany zachodzące w ciele dziecka, są czymś normalnym. Kiedy dziewczynka zaczyna dojrzewać, może niepokoić ją zmiana sylwetki. Rozmawiaj o tym, co się dzieje i że nie jest to nic złego. Buduj pozytywny obraz kobiecości – tutaj ponownie wracamy jednak do tego, w co sama naprawdę wierzysz i jak sama do tego podchodzisz. Dzieci szybko wyczuwają bowiem fałsz. Warto na początku przepracować to ze sobą.

Pamiętaj też o tym, aby nie traktować jedzenia jako kary, czy nagrody. Może to stać się potencjalnym polem, w którym dziecko będzie szukało kontroli i w przyszłości samo siebie będzie nim karało, lub nagradzało. Przez to jedzenie może łatwiej stać się także sposobem rozładowywania emocji.

Zachęcaj swoje dziecko do zrównoważonego jedzenia, poznawania smaków, zapewniaj mu dostęp do zróżnicowanych i zbilansowanych posiłków. Pokazuj, że restrykcyjne odżywianie oparte tylko na kilku wybranych produktach, czy jakieś szczególne diety (jeśli nie są związane ze wskazówkami zdrowotnymi), nie zapewniają szczęścia, ani spełnienia. Mogą mieć za to negatywne konsekwencje zdrowotne.

Zachęcaj dziecko do zapoznawania się ze swoim organizmem – jakie ciało daje mu wskazówki? Kiedy pojawia się w nim sygnał głodu, kiedy czuje sytość? Pozwól dziecku iść za intuicją własnego ciała (co nie oznacza, by nie reagować, gdy wydaje nam się, że owa intuicja „jest na zakręcie”).

Pokazuj dziecku różne ciała np. w mediach, czy social mediach (zobacz tutaj >>KLIK<<). Niech dziecko widzi, że nie ma jednego ideału, a każde ciało wymaga szacunku i ma swoją ogromną wartość. Pokazuj, że różnimy się rozmiarem, wzrostem, wagą, kolorem skóry i jest to naturalne. Zapoznawaj dziecko z różnicami, jakie pomiędzy ludźmi występują, jako czymś, co jest zupełnie normalne i nie powinno się na tej podstawie nikogo oceniać, krytykować, komentować.

Zachęcaj też dziecko do otwartego mówienia o swoim ciele. Stwórz pomiędzy wami przestrzeń, w której będzie miejsce na pytania, wątpliwości, ale też niezadowolenia. Wysłuchaj go, pokaż akceptację i wsparcie. Wyjaśni, co może stać za tym niezadowoleniem, np. właśnie wpływ kultury. Pokaż, jaką to może stwarzać presję i dlaczego warto być tego świadomym.

Zapewnij dziecko też o tym, że to jak najbardziej w porządku, jeśli zdarza się jej/jemu czuć się ze sobą nie za dobrze. To też jest normalne. Daj przestrzeń na te wszystkie uczucia i otocz je miłością. Pomóż dziecku radzić sobie z tymi trudnymi emocjami, a jeśli trzeba, weź na siebie za nie odpowiedzialność  – dziecko ma jeszcze czas, by się tego nauczyć.

Warto też, żebyś jako dorosły wiedział, jakie są niepokojące sygnały świadczące o tym, że być może relacje dziecka z jedzeniem i z własnym ciałem nie są zdrowe. Co może świadczyć o zaburzeniach odżywiania? Czy mogę mieć kontakt właśnie z tym problemem? Bądźmy uważni na dzieci i reagujmy kiedy trzeba. Nie bagatelizujmy też ich problemów: „Wyrośnie z tego” – nie, to tak nie działa. Samo z siebie z tego „nie wyrośnie”, musimy dać dziecku na to szansę. Wcześniej dajmy jednak szansę samym sobie.

 

Zobacz też: Jaka matka, taka córka – „Bardziej narażone na ANOREKSJĘ są córki matek cierpiących na to zaburzenie”

Inspiracja: NEDA

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

Kevin sam na obozie. Czyli kilka słów o tym, jak spakować walizkę dziecka na zimowy wyjazd

Jak spakować dziecko na obóz?
Podczas pakowania walizki dziecka na obóz należy pamiętać o kilku ważnych zasadach – fot. Fotolia

Trwają ferie zimowe. Zanim opiekunowie przejmą kontrolę nad waszymi pociechami, a wy rozpoczniecie delektowanie się wolnością, musicie odkurzyć walizki i przygotować dziecko do samodzielnej wyprawy. Na obozie nie będzie mamy i taty, którzy są mistrzami improwizacji i z każdej podbramkowej sytuacji wychodzą obronna ręką. Instruktorzy, choć doświadczeni i słusznie przejęci rolą, będą mieli na głowie zdecydowanie więcej niż jedno lub dwoje dzieci. Ułatwmy wszystkim zadanie i spakujmy walizkę dziecka tak, aby niczego w niej nie zabrakło. 

Pamiętając, że dzieci na obozie będą brały udział w zajęciach sportowo-rekreacyjnych i każdy dzień będzie bardzo aktywny, zadbajcie o wyposażenie dziecka w wygodne rzeczy, które sprawdzają się podczas zimowych aktywności (narty, łyżwy, zabawy na śniegu), podczas zajęć plastycznych i sportowych w hali lub świetlicy.

Co zrobić, aby przygotowania do wyjazdu nie stały się koszmarem?

Nie zostawiajcie przygotowań na ostatnią chwilę!

Postarajcie się już kilkanaście dni przed wyjazdem sprawdzić, co będzie potrzebne dziecku na wyjazd. Bieganie po skarpety narciarskie na 15 minut przed zamknięciem sklepu nie ułatwi wam zadania, a na pewno wprowadzi nerwową atmosferę, w której łatwo o czymś zapomnieć.

Zacznijcie od listy potrzebnych rzeczy!

Możecie o nią poprosić organizatora wyjazdu, który często stara się ułatwić rodzicom proces przygotowań. Jeśli takiej nie ma, zróbcie ją sami, sugerując się zajęciami zaproponowanymi w ofercie.

Sprawdźcie czego brakuje, z czego dziecko wyrosło od ostatniego zimowego wyjazdu, ustalcie, co poprzednim razem sprawdziło się dobrze, a z czego lepiej zrezygnować.

Jeśli nadal będziecie mieli wątpliwości, najlepiej dopytać organizatora (przykład listy pod artykułem).

Wybierzcie odpowiednią torbę!

Kiedy już zaopatrzycie się w potrzebny sprzęt i pozostałe rzeczy z listy, czas na wybranie odpowiedniego bagażu. Niezależnie od tego, jakim środkiem transportu dzieci będą się poruszać w drodze na wypoczynek, najlepiej sprawdzi się torba z kółkami i wygodną rączką.

Po wyjściu z autokaru dziecko bez większych kłopotów może przetoczyć torbę w miejsce zakwaterowania. Średniej wielkości plecak świetnie sprawdzi się w podróży jako bagaż podręczny. Schowamy do niego kanapki, coś do picia na drogę, ulubioną książkę, karty do gry i inne gadżety, które umilą dziecku podróż.

W czasie trwania obozu plecak przyda się do zapakowania butów narciarskich na stok lub na wycieczkę.

Zobacz też: Motywuj mnie mamo i wspieraj mnie tato. 5 pomysłów jak zmotywować rodzinę do aktywności fizycznej.

Podzielcie rzeczy na grupy!

Zdecydowanie łatwiej jest pakować rzeczy dzieląc je na grupy. Na przykład: osobno bielizna, spodnie, bluzy, t-shirty, sprzęt do jazdy na nartach, ręczniki, itd.

Każdą grupę włóż do osobnej torby foliowej. Młodszemu dziecku warto te torby również podpisać. Po otwarciu walizki natychmiast zobaczy, gdzie ma piżamę lub skarpetki na zmianę.

Taki sposób pakowania ułatwi zachowanie porządku w obozowej szafie i pozwoli na sprawne przebieranie się między zajęciami.

Rozsądnym rozwiązaniem jest również oznaczenie rzeczy na metkach flamastrem. Dziecko po takim oznaczeniu łatwo rozpozna swoją garderobę. Zwiększy to prawdopodobieństwo, że wszystkie rzeczy wrócą po wyjeździe do domu i nie zwiększymy ilości prania o bluzę kolegi😊. Nie zapomnijcie o torbie na brudne rzeczy (najlepiej bawełnianej, w której wyschną też te wilgotne).

Pakujcie torbę razem z dzieckiem!

Chcąc przyspieszyć udrękę pakowania nie róbcie tego w nocy, kiedy dziecko już śpi i nie przeszkadza.

Zamiast zarywać noc spakujcie torbę w dzień, razem z dzieckiem, które chętnie wybierze ulubione koszulki czy dres, w którym jest mu najwygodniej.

Mały obozowicz powinien wiedzieć, gdzie wspólnie schowaliście przybory toaletowe, klapki pod prysznic, w której kieszeni znajdzie chusteczki do nosa i czy ma ze sobą krem ochronny.

Nie pakujcie leków do torby!

Pamiętajcie, że dzieci mogą przyjmować leki tylko od osoby dorosłej. Może je podawać obsługa medyczna ośrodka lub opiekun.

Jeśli dziecko przyjmuje leki na stałe lub jeszcze przez kilka dni musi wspomagać się po przebytej niedawno chorobie, zapakujcie je w zamykany woreczek podpisany imieniem i nazwiskiem dziecka. Do środka włóżcie zapisaną na kartce instrukcję podawania leku (nazwa, dawkowanie dzienne oraz do kiedy dziecko ma przyjmować lek).

Tak przygotowane lekarstwa przekażcie opiekunowi w dniu wyjazdu, krótko wyjaśniając sytuację. Bardziej szczegółowo powinniście opisać temat w karcie kwalifikacyjnej, którą organizator zapewne przekazał wam do wypełnienia znacznie wcześniej. W tej samej karcie powinniście wyrazić zgodę na podawanie wymienionych leków.

Zobacz też: Rodzina aktywna fizycznie. Przestań się lenić!

Pieniądze na drobne wydatki

Pamiętajcie, by pieniądze rozmienić na małe nominały. Porozmawiajcie z dzieckiem wskazując dzienny limit, który pozwoli mu spokojnie dotrwać do końca obozu zachowując płynność finansową😊. W przeciwnym razie już trzeciego dnia będziecie robić przekaz pocztowy lub przelewać dodatkową kwotę na rachunek wychowawcy.

Najmłodsze dzieci chętnie trzymają pieniądze u opiekunów. Jeśli wybierzecie takie rozwiązanie, postępujcie podobnie. Pieniądze włóżcie do koperty podpisanej imieniem i nazwiskiem dziecka. Warto napisać na niej również kwotę.

Opiekun każdego dnia może wydawać dziecku odliczoną kwotę. Pieniądze nie zginą w torbie, nie wpadną za łóżko i w ten sposób unikniemy zmartwienia i zamieszania związanego z poszukiwaniem zaginionego portfela.

Telefon na obozie

Najczęściej organizator określa wyraźnie, czy można zabrać telefon, a jeśli tak, to w jakich dniach i godzinach dzieci będą mogły z niego korzystać.

Zasady powinny dotyczyć wszystkich dzieci w danej grupie niezależnie od tego, jak znoszą rozłąkę z rodziną. Dzieci, które nie mają swoich telefonów na obozie, mogą zadzwonić z telefonu opiekuna, z którym stały kontakt mogą mieć też rodzice.

Przykładowa lista – co zabrać na obóz narciarski:
  • STREFA NARCIARZA: bielizna termoaktywna, skarpety narciarskie x 2, rękawiczki x 2, kominiarka pod kask, szalik lub komin, gogle, kask, narty, buty narciarskie, kije. Narty i kije najlepiej przewozić w pokrowcu, który ułatwia przenoszenie i przechowywanie sprzętu na miejscu.
  • STREFA HIGIENY: przybory toaletowe: mydło najlepiej w płynie, szampon, szczotka i pasta do zębów, grzebień lub szczotka do włosów, mała suszarka, ręcznik kąpielowy x 1, ręcznik do rąk i twarzy x 1, piżama, gumki do związania włosów w czasie zajęć, krem ochronny na mróz, chusteczki higieniczne x 2.
  • STREFA ODZIEŻY I OBUWIA: bielizna (majtki i skarpetki) przynajmniej jedna zmiana na każdy dzień pobytu, rajstopy x 3, ciepła bluza x 2, t-shirt na każdy dzień, bluzki z długim rękawem x 3, ciepła czapka (oprócz kominiarki pod kask), dres, spodnie długie x 2, koszulka na zajęcia plastyczne x 1 (którą można po obozie wyrzucić). Buty: klapki pod prysznic, śniegowce lub inne buty zimowe, które sprawdzą się w trakcie zabaw na śniegu i spacerów, kapcie do chodzenia w ośrodku.
  • BAGAŻ PODRĘCZNY: w zależności od czasu podróży kanapki, woda niegazowana lub naturalny sok w małych zakręcanych butelkach, ulubiony pluszak, książka, coś do rysowania, mała poduszka do autokaru…
  • LEKARSTWA: lekarstwa z opisem podawania leku w woreczku do przekazania opiekunowi w dniu wyjazdu
  • DOKUMENTY: w zależności od rodzaju wyjazdu: w kraju organizator może poprosić o zabranie legitymacji szkolnej. Jeśli jest to wyjazd za granicę koniecznie trzeba spakować lub przekazać opiekunowi dowód osobisty lub paszport.
    CZEGO NIE ZABIERAMY określa zwykle organizator, najczęściej: elektroniki typu laptop, tablet, konsola, duży aparat fotograficzny, nie wskazana jest nadmierna ilość słodyczy „na zapas”. Można zabrać mp3 do słuchania muzyki.

Rodzicom życzę cierpliwości i powodzenia, a dzieciom wesołej zabawy! 😊

 

Dorota Malikowska

Absolwentka Wyższej Szkoły Trenerów Sportu, trener szermierki. Kilkukrotnie nagradzana przez Ministra Edukacji za osiągnięcia szkoleniowe w dziedzinie sportu i kultury fizycznej. Organizator wypoczynku dla dzieci i młodzieży wg autorskiego programu EduAkcja Sport Sztuka Rozwój.