Przejdź do treści

Pies – najlepszy przyjaciel rodziny?

Pies – najlepszy przyjaciel rodziny?
Natalia Ciemińska, Furia i Donka – fot. archiwum prywatne

Z badań TNS OBOP wynika, że 45% gospodarstw domowych w Polsce posiada psa. Pies w wielu rodzinach traktowany jest jak jej pełnoprawny członek. Czy jednak na pewno? Od rodziny i przyjaciół nie wymagamy przecież karności i bezwzględnego posłuszeństwa. Jak dobrać psa do rodziny? Jak sprawić, aby pies nie musiał, a chciał być posłuszny? O tym i wielu innych aspektach „psiarstwa” rozmawiałam z trenerką psów Natalią Ciemińską.

Alina Windyga-Łapińska: Postanowione – chcemy mieć psa. Na co zwrócić uwagę wybierając czworonożnego przyjaciela?

Natalia Ciemińska: Przede wszystkim na nasz styl życia oraz na to, ile czasu jesteśmy w stanie poświęcić psu. Decydując się na psa rasowego, powinniśmy zawrócić uwagę cechy osobnicze rasy i to do czego te psy były przeznaczone. Nie warto patrzeć na to, jak pies wygląda, ale do czego jest stworzony.

Dobrym przykładem są rasy myśliwskie. Jeżeli chcemy np. beagle, to musimy pamiętać, że te psy miały być niezależne i biegać za tropem głośno szczekając, co oznacza, że taki pies potrzebuje naprawdę sporej aktywności, a nawet po wielu szkoleniach może pobiec za zwierzyną.

Owczarek niemiecki również jest dobrym przykładem – duży, mądry pies z seriali, służący w policji. Właśnie! I tu cały sens życia tego psa. Te psy są DO PRACY. Bez aktywności umysłowej nie każdy przedstawiciel rasy będzie grzeczny i ułożony. Dom z ogrodem nie wystarczy, pies sam się nie wybiega.

Furia fot. archiwum prywatne

Lepiej kupić psa rasowego czy też wziąć kundelka ze schroniska?

Nie ma jednej odpowiedzi. Psy rasowe przeważnie do czegoś służyły i często nadal służą. Bez odpowiedniej realizacji potrzeb, mogą stać się utrapieniem dla człowieka. Z kolei w przypadku kundelka ze schroniska nie znamy jego pochodzenia i przeszłości, ale możemy bardzo pomóc zwierzakowi.

Na pewno nie należy kupować psów tzw. w typie rasy. Tu nie chodzi o papiery i rodowód. Takie psy mogą pochodzić z nielegalnych hodowli i mieć, np. m.in. poważne problemy zdrowotne. Tyle ile zaoszczędzimy na psie, to potem wydamy u weterynarza albo pojawią się problemy behawioralne. Warto sprawdzić, czy hodowla, z której kupujemy psa, jest zarejestrowana w Związku Kynologicznym w Polsce.

Jeżeli nie decydujemy się na psa rasowego, wtedy warto poszukać kundelka. Zaletą psa z hodowli jest kontakt z hodowcą oraz profesjonalne porady, których może nam udzielić. W przypadku psa ze schroniska warto zdać się na wiedzę i doświadczenie wolontariuszy, którzy pomogą wybrać odpowiedniego pieska do rodziny.

Zobacz też: Koń terapeuta – czemu nie? Okiełznaj emocje i ściągnij cugle z Karoliną Czarnecką! WYWIAD

Jakie psy najlepiej sprawdzają się w interakcji z małymi dziećmi? Czy można wytresować psa, aby nie zrobił krzywdy dziecku?

Według mnie nie ma czegoś takiego jak pies dla dziecka. Są rasy łatwiejsze, trudniejsze, aktywne i mniej aktywne. Zawsze staram się dobierać rasę do rodziny i jej trybu życia. Nie możemy mówić, że kupujemy psa dla dziecka. To my dorośli, jesteśmy za niego odpowiedzialni. Pies jest wspólny i trzeba równo podzielić obowiązki.

Nie możemy liczyć na to, że 8-latek sam będzie wychodził codziennie rano z psem. To może być nawet niebezpieczne, Młody pies, gdy wychodzi z dzieckiem, może pociągnąć. Pies testuje dziecko i wyczuwa słabość. Wie z kim, na ile może sobie pozwolić. Fajnie, jakby spacery były wspólnym czasem dla rodziców, dziecka i psa.

Wiele dzieci, gdy myśli o psie wyobraża sobie dużo przytulania i głaskania. Niestety to nie do końca tak jest. Oczywiście, że psa można pogłaskać i przytulić, ale na pewno nie jest to coś, co pies będzie znosił cały dzień, a w szczególności szczenię. Szczeniaczkom trudno wytrzymać ciągle przytulanie, stąd częste problemy, że pies podgryza, skacze na dziecko.

Jakie rasy sprawdzą się przy dziecku?

Tak naprawdę jak wychowamy, tak mamy, ale jeśli mamy już podać przykłady to dobrze w roli psów „rodzinnych” sprawdzają się retrievery, berneński pies pasterski.

To dziecko powinno się uczyć jak podchodzić do psa. Czasami pies próbuje odejść, a dziecko wisi na nim. Tutaj powinni wkroczyć rodzice. Tłumaczmy, że pies już ma dość, dajmy mu możliwość odejść, odpocząć.

Kolejny problem to podgryzanie podczas kontaktu z dzieckiem. Z psem powinniśmy bawić się zabawkami. Szczeniak nie kontroluje emocji, najpierw podgryzie lekko, potem mocniej. Kiełki potrafią zrobić krzywdę. Psy testują, jeżeli nie zareagujemy na lekkie ugryzienie, następnym razem spróbuje mocniej.

Donna fot. archiwum prywatne

Jak prawidłowo przeprowadzić socjalizację psa w nowym domu?

Szczeniaka powinniśmy odebrać od hodowcy w wieku 8/9 tygodni. Socjalizacja to jest oswojenie z tym, jak wygląda ten świat oraz odpowiednie przygotowanie go do życia w nim. Piesek w okresie socjalizacyjnym powinien zobaczyć jak najwięcej rzeczy, miejsc, poznać różnych ludzi, inne pieski i mieć z nimi pozytywne skojarzenia.

Jeżeli chcemy, aby w przyszłości pies wyjeżdżał z nami np. na wakacje, to musi być do tego przyzwyczajany. Trzeba jeździć z nim regularnie samochodem, niezależnie od tego, czy akurat jest gdzie. Tak samo ze sprzątaniem – nawet jeśli na początku pies będzie się bał odgłosu odkurzacza, trzeba próbować – to kwestia treningu. Pies, żeby uczyć się, jak ma się zachowywać, od początku musi być wystawiany na dany bodziec.

Jednak najważniejsze jest, aby pies od początku był uczony, że zostaje sam w domu. Często dzwonią do mnie opiekunowie szczeniaka i mówią, że piesek jest u nich od tygodnia, specjalnie wzięli urlop i jeszcze nie był sam, a za 2 dni muszą wrócić do pracy i piesek musi zostać 8 godzin w domu. To jest podstawowy błąd. Pies od pierwszych dni z nami musi zostawać sam! On musi wiedzieć, że tak wygląda jego życie, a żeby mu to ułatwić, przed zostawieniem trzeba go zmęczyć, a na czas naszej nieobecności zostawić coś pysznego do zjedzenia tak, aby miał co robić, gdy nas nie ma.

Kiedy powinniśmy rozpocząć tresurę szczeniaka? Czy możemy zrobić to sami, czy lepiej oddać się w ręce profesjonalisty? Jeżeli kurs – lepiej indywidualny czy grupowy?

Wychowanie i szkolenie psa zaczyna się od pierwszego dnia w nowym domu.

Jestem za tym, aby każdy opiekun i jego czworonóg, odbył przynajmniej szkolenie z podstawowego posłuszeństwa. To szkolenie od około 4 miesiąca szczeniaka. Osobiście wolę szkolenia grupowe, ale wszystko zależy od potrzeb właściciela psa. Jeżeli pies mieszka głównie w ogrodzie i ma mały kontakt ze światem i potrzebujemy tylko podstawowych komend – indywidualne wystarczą. Jednak u młodych psów lub psów mieszkających w mieście – szkolenia grupowe uczą pracy w rozproszeniach, wśród innych psów, ludzi. Tego nie ma na lekcjach indywidualnych.

Prowadzę również tzw. psie przedszkole, zajęcia socjalizacyjne z psami do 4 miesiąca życia. Ćwiczymy przechodzenie przez tunel i ruchome kładki. Przyzwyczajamy do parasoli, osób w kapturach – normalnych rzeczy, których pies może się bać i np. obszczekiwać.

Moim marzeniem jest, aby każdy pies odbył szkolenie z podstawowego posłuszeństwa. Nie czekajmy, aż zaczną się problemy. Po podstawowym szkoleniu 90% psów wychodzi ze wszystkimi umiejętnościami takimi jak: siadanie, leżenie, chodzenie przy nodze, komenda na przychodzenie, nieruszanie jedzenia na zakaz, odsyłanie na miejsce. Psy uwielbiają się uczyć.

Jakie są podstawowe techniki szkolenia psów?

Techniki są różne – ja jestem za tworzeniem relacji i więzi z psem. Chcę, aby mój pies czuł się przy mnie dobrze i mnie lubił, a komendy wykonywał z radością. Nie wyobrażam sobie życia bez przywołania, odesłania na miejsce oraz nieruszania jedzenia na komendę.

Zobacz też: Kot i noworodek. Co zrobić, by zwierzak zaakceptował nowego członka rodziny?

Pies najlepszym przyjacielem człowieka – prawda czy fałsz?

Zdecydowanie prawda, aczkolwiek moim marzeniem jest, aby również było odwrotnie. Tego uczę na moich szkoleniach. No i przede wszystkim skoro jesteśmy najlepszymi PRZYJACIÓŁMI, to nimi bądźmy i szanujmy się wzajemnie. Tutaj kłania się definicja słowa przyjaźń, kontra to, czego oczekujemy od psów.

Czy Pani najlepsza ludzka przyjaciółka musi się bezwzględnie słuchać, ma być karna i pomagać pani w każdej możliwej sytuacji, mimo że pani nie ma nawet czasu na bezinteresowne wyjście na kawę?

Co to oznacza? Szanujmy gorszy dzień psa, bądźmy wyrozumiali i cierpliwi w trakcie nauki oraz  dajmy coś od siebie, tzn. weźmy chociaż raz dziennie na długi spacer, nawet gdy ma 2000 metrów działki. Moje psy mi ufają i reagują na komendy, ale nie robią tego dlatego, że są karne i wytresowane. My się po prostu lubimy, a komendy to trochę nasz język do komunikowania się. Tak powinniśmy do tego podchodzić.

Oczywiście, że czasem krzyknę, powiem nie. Psy znają granicę. Nie używam przemocy, nie daję klapsów, obchodzę się bez tego.

Pies z kotem – czy da się pogodzić?

Jestem aktualnie na tym etapie. Myślę, że wszystko zależy od tego, jakie są to zwierzęta oraz czego tak naprawdę oczekujemy od tej relacji. Nauczyć ich ignorowania siebie wzajemnie da się na pewno, a czy przyjaźnić i spać w jednym posłaniu? To już kwestia osobnicza. Mój beagle nie ma problemów z kotem, może przy nim spać, jeść jedne smakołyki i dawać sobie buziaczki noskami. Zaś border collie woli trzymać się z daleka i nie chce wchodzić w kontakt ani aby kot podchodził. Co ja na to? Ja to szanuję. Jedyne czego wymagam to, aby nie zrobiły sobie krzywdy.

natalia ciemińska

Ekspert

Natalia Ciemińska

Trenerka psów w Centrum Szkolenia Psów Luna w Konstancinie-Jeziornie, prywatnie opiekunka dwóch suczek Furii (border collie) i Donki (beagle). Szkoleniem psów interesuje się od najmłodszych lat, a własna szkoła to jej spełnione marzenie.
Centrum Szkolenia Psów Luna
www.szkoleniepsowluna.pl
www.facebook.com/szkoleniepsowluna

Alina Windyga-Łapińska

Dziennikarka portalu Współczesna Rodzina. Absolwentka resocjalizacji na Uniwersytecie Warszawskim. Kilka lat pracowała w dziale HR zagranicznych firm produkcyjnych, po urlopie macierzyńskim postanowiła nie wracać i zajęła się pisaniem.

Targi Mamaville – sezon wiosna 2020 czas start!

Targi Mamaville

Targi Mamaville już od sześciu lat tworzą wyjątkową przestrzeń dla kobiet w ciąży, mam, rodzin z dziećmi i wszystkich zainteresowanych tematyką rodzicielstwa. Już 01. marca rusza kolejna edycja – bądź tam z nami! 

TARGI MAMAVILLE TO:
STREFA ZAKUPÓW

Ubrania dla kobiet w ciąży czy po porodzie,
Idealna wyprawka dla Waszego malucha,
Akcesoria i dodatki do pokoju dla Waszego dziecka,
Wózki czy foteliki,
Zabawki, wydawnictwa,
Ubrania, buty, czapki, kurtki i cały asortyment dziecięcy – od niemowlaka do starszaka.

STREFA EDUKACYJNA

Jednak Targi Mamaville, to nie tylko dzieo pełen zakupów, ale też dzieo pełen ciekawych wrażeo
jakimi są bezpłatne zajęcia dla dzieci (w tym słynne „gordonki” ) oraz wykłady dla rodziców
prowadzone przez znanych i cenionych ekspertów.

STREFA ATRAKCJI DLA DZIECI

Do Waszej dyspozycji będzie bezpłatna, duża i oryginalna strefa atrakcji dla najmłodszych, w której dzieci razem z Wami będą mogli eksplorować świat nowych zabaw.

STREFA MAMY I DZIECKA

Mając także na uwadze specyfikę potrzeb kobiet po porodzie organizatorzy zapewniają przemyślaną przestrzeń do nakarmienia czy przewinięcia dziecka. Dokładają wszelkich starao, by w tej strefie
zawsze było przytulnie i pięknie!

STREFA RELAKSU

Ważnym elementem targów Mamaville jest czas na relaks w specjalnie przygotowanej strefie chillout, gdzie na wygodnych leżakach i pufach będziecie mogli odpocząć i dobrze zjeść. Tu spotkacie lokalnych wystawców, foodtrucki oraz różnorodne stoiska także wegetariańskie i wegańskie.
Przekraczając próg targów otrzymacie bezpłatny Mamaville Magazine, w którym zaprezentują się
wybrane marki dostępne na naszych targach (wraz z kodami rabatowymi) oraz przeczytacie
inspirujące artykuły czy porady ekspertów. Jednym zdaniem – trzeba tu być, aby doświadczyć krainy
Mamaville i dobrej energii jaką ze sobą niesie.

Mamaville skupia marki kreatywnych mam, zgodnie z ideą aktywizacji przedsiębiorczości kobiet, wspierania polskich źródeł pochodzenia towarów, naturalnych surowców i autorskich projektów.

KALENDARIUM
  • Kraków / 01.03 / Kraków Expo
  • Gdańsk / 08.03 / Amber EXPO
  • Wrocław / 29.03 / Stadion Wrocław
  • Warszawa / 05.04 / EXPO XXI
  • Katowice / 19.05 / MCK
  • Poznań ShopUp / 23.05 / Stary Browar

 

Redakcja

Portal o rodzinie.

Kiedy najtrudniej być rodzicem?

być rodzicem
być rodzicem

Zobaczysz, jak dorośnie, dopiero wtedy da ci popalić. Czym tu się męczyć, kiedy siedzi się w domu z niemowlakiem? Poczekaj aż będziesz mieć co najmniej dwójkę. Najgorsze dopiero przed tobą.

Etapy rodzicielstwa

Każdy etap rodzicielstwa ma swoje cienie i blaski. Na każdym jest coś, co jest przyjemne i odkrywcze oraz to, co jest bardzo trudne, nużące, irytujące lub wręcz niezrozumiałe. Kolejne etapy rodzicielstwa wiążą się z własnymi wyzwaniami, podobnie jak kolejne etapy rozwoju człowieka.

Opieka nad niemowlęciem wiąże się na przykład ze zmęczeniem, chronicznym niewyspaniem, znużeniem, zależnością i powtarzalnością. Cykl przebierania, przewijania i karmienia powtarza się wielokrotnie całą dobę.

Dwulatek odkrywa swoją niezależność i egzekwuje ją z żelazną konsekwencją. To, czego chce dwulatek bardzo często zmienia się z prędkością światła. Rodzic często nie nadąża, a zamiast tego zaczyna odczuwać frustrację związaną z rozmijającymi się jego i dziecka potrzebami.

Początki szkoły to głównie wyzwania związane z rosnącymi wymaganiami naukowymi.

Zobacz też: Jak “zasada trzech minut” może wpłynąć na Twoją relację z dzieckiem?

Kiedy najtrudniej być rodzicem? Wiek nastoletni nadciąga!

No i wreszcie okres nastoletni i wczesna młodość dzieci. Czas, który rodzice wspominają po latach jako wyjątkowo trudny. Czas, kiedy zmiany zachodzące w dziecku są tak duże i zaskakujące, że trudno poznać tego nowego człowieka, z którym przecież mieszka się całe jego życie. To jest też czas, kiedy dziecko z jednej strony zaczyna czuć swoją dorosłość, a z drugiej jest faktem dorastania przerażone. Tyle tylko, że nie pokazuje swojego przerażenia. Nie ujawnia, jak bardzo się boi, jak bardzo jest pogubione, jak silny jest konflikt pomiędzy tym, żeby się rozwijać i tym, żeby zostać w punkcie, w którym się jest. Przejście z dzieciństwa w dorosłość jest niebywale trudnym momentem. Być może najtrudniejszym w życiu człowieka i takim też jest bycie rodzicem nastolatka.

Sprawę dodatkowo utrudnia fakt, że nastolatek wcale nie ma ochoty mówić o swoich trudnościach. Nie ma ochoty, nie potrafi lub nie ma zaufania, że zostanie wysłuchany. Trudno więc domyślić się, że coś się z nim dzieje, że z czymś sobie nie radzi. Widać na przykład, że idzie mu gorzej w szkole. Czasem widać nie najlepsze decyzje, które podejmuje. To, co widać gołym okiem jest często nieprzyjemne. Nawet na bardzo podstawowym poziomie. Słynny bałagan w pokoju nastolatka może odzwierciedlać jego bałagan wewnętrzny.

Z kolei rosnąca potrzeba niezależności wiąże się z rosnącym proporcjonalnie dystansem pomiędzy dorastającym dzieckiem a jego rodzicem. Niemal z dnia na dzień ukochane i bliskie dziecko, staje się obce, aroganckie, opryskliwe dla rodziców.

Dlatego też nastoletnie dziecko czy młodego dorosłego trudno lubić, trudno mu współczuć, na pewno trudno go zrozumieć. Rodzic musi zachować otwarty umysł w czasach, kiedy nic nie jest proste ani przewidywalne. Dokładnie tak, jak w świecie nastolatka.

Zobacz też: Jak blisko to zbyt blisko. Czy rodzice i dzieci mogą się przyjaźnić?

Katarzyna Mirecka

psycholożka i psychoterapeutka, absolwentka Uniwersytetu Nottingham. Ukończyła 4-letnie całościowe szkolenie psychoterapeutyczne w Instytucie Analizy Rasztów. Pracuje z osobami dorosłymi, dziećmi i młodzieżą, indywidualnie oraz grupowo. Od 2015 roku związana z magazynem Chcemy Być Rodzicami

„Po prostu bądź” – czy rzeczywiście widzimy dzieci?

bycie blisko dziecka
Fot Roman Samborskyi / 123RF

Czy i co mogą robić rodzice, by wspierać rozwój swoich dzieci? Tego typu artykułem New York Times przywitał w tym roku swoich czytelników. Jego autorami są Dana Siegela oraz Tiny Payne Bryson, wybitni badacze z zakresu psychologii dziecka. Co ważne, ich tekst jest nie tylko ciekawy, lecz przede wszystkim ważny. Przypomina bowiem o istotnych sprawach – co pomaga dzieciom stać się pewnymi się siebie i względnie szczęśliwymi ludźmi?

Za dużo, za bardzo, za często…

Podręczników na temat wychowania dzieci jest mnóstwo. Jeszcze więcej jest różnorodnych form aktywności i zajęć dodatkowych, na które rodzice zapisują nawet niemowlęta. Rodzice na całym świecie czują rosnącą presję, by zapewnić swoim dzieciom określone doświadczenia i wykształcenie. Autorzy artykułu nazywają ten typ rodziców „rodzicami-helikopterami” – nieustannie krążącymi nad dziećmi, sprawdzającymi ich każdy ruch, pozornie z oddali. Jest to bardzo intensywny rodzaj rodzicielstwa, oparty na skupieniu na dziecku, nierzadko nadmiernym, męczącym zarówno dla najmłodszych, jak i rodziców.

Coraz więcej badań potwierdza, że ten rodzaj rodzicielstwa niekoniecznie jest optymalny, jak zauważają autorzy. Na podstawie badań oraz obserwacji Siegel i Bryson stawiają tezę, że tym, co najbardziej pomaga dzieciom rozkwitać, jest obecność ich rodziców. „Nie musisz wiedzieć dokładnie, co robić. Po prostu bądź” – podkreślają.

Zobacz też: Helicopter parenting – dobre intencje, które prowadzą do kiepskich rezultatów

„Po prostu bądź” – co to właściwie oznacza?

Idea „zjawiania się”, czy też bycia, jak mówią autorzy, nie jest szczególnie nowa, choć na pewno jest niedoceniana. Rodzice mogą czuć potrzebę, by działać. W działaniu łatwiej odnaleźć sens niż w oglądaniu i czekaniu. Działanie prawdopodobnie da jakiś efekt. Wydarzy się coś mierzalnego, co będzie można ocenić, określić. Samo bycie może być kojarzone z brakiem zainteresowania czy zaangażowania.

Siegel i Bryson mówią natomiast, że „zjawianie się” to obecność, bycie całym sobą, pełne zaangażowanie w moment z dzieckiem: „Kiedy się zjawiamy, jesteśmy psychicznie i emocjonalnie dostępni dla dziecka”. Jednocześnie podkreślają, że nikt nie może być w pełni obecny cały czas. Warto jednak starać się o to możliwie jak najczęściej. Choćby dlatego, że ma to również wartość reparacyjną. Każdy rodzic co jakiś czas zawodzi swoje dzieci, sprawia im przykrość, jest niesprawiedliwy. Obecność owo bycie – pomaga to naprawić. Właśnie to, nie działanie, jak sugerują Siegel i Bryson. I przytaczają długoterminowe badania – jednym z najlepszych wskaźników pomagających określić, co szczególnie sprzyja rozwojowi dzieci, co pomaga im stać się szczęśliwymi ludźmi, odnajdującymi się z różnych grupach społecznych, potrafiącymi stworzyć trwałe relacje, a nawet odnoszącymi sukcesy zawodowe i naukowe, jest doświadczenie bycia w relacji z wrażliwymi opiekunami, zapewniającymi czułą opiekę we wczesnych latach życia.

„Cztery S”

Siegel i Bryson mówią o „czterech s”, które pomagają osiągnąć ten stan: safe, seen, soothed, secure. Dzieci czują się:

  1. bezpiecznie (safe), kiedy czują się zaopiekowane i chronione,
  2. widziane (seen), kiedy czują, że rodzic jest zaangażowany i akceptuje je takimi, jakimi są,
  3. ukojone (soothed), kiedy mają poczucie, że rodzic będzie przy nich, kiedy będą doświadczać cierpienia oraz
  4. zabezpieczone (secure), kiedy wcześniejsze warunki zostały spełnione i relacja została zbudowana.

Większość współczesnych rodziców zdaje sobie sprawę, że dzieciom należy zapewnić poczucie bezpieczeństwa i chętnie wspierają, kiedy dziecku dzieje się jakakolwiek krzywda. Jednak mają kłopot z widzeniem dzieci takimi, jakie one są.

Czy JA to TY? Czy TY to JA?

Siegel i Bryson jako przykład niewidzenia dzieci przytaczają popychanie maluchów w kierunku określonych osiągnięć – syn niespełnionego sportowo taty ma grać w piłkę, a córka matki, która nie ukończyła studiów, ma mieć same piątki. Być może dzieci te rzeczywiście mają jakieś zainteresowania sportowe, być może ta dziewczynka jest zdolna i niezależnie od wszystkiego będzie miała dobre oceny. Być może nawet nie ma nic złego w rozwoju talentów w ogóle. Problem polega jednak na tym, że to, co przede wszystkim zaprząta umysł rodziców, to ich własne sprawy, ich niespełnione oczekiwania. Sami mogą nie mieć już szansy ich zrealizować, a dziecko wydaje się naturalnym spadkobiercą.

Siegel i Bryson mówią tak: są dzieci, które przez większość swojego życia nie są widziane. Nigdy nie czują się zrozumiane. Rzadko doświadczają sytuacji, kiedy ktoś chce poczuć ich uczucia, przyjąć ich perspektywę, kogo interesują ich zainteresowania, kto chciałby się dowiedzieć, czego nie lubią.

Wyobraź sobie, jak czują się te dzieci – niewidziane i samotne. Kiedy myślą o swoich nauczycielach, kolegach, a nawet rodzicach, jedna myśl przebiega przez ich głowy: Oni mnie nie rozumieją.

Zobacz też: Rozstania i powroty, pęknięcia i naprawa, czyli o zmienności relacji z dziećmi

Poszukaj w sobie źródła

Można się zastanawiać, co powoduje, że rodzice nie są w stanie naprawdę zobaczyć swoich dzieci, również rodzice mający dobre zamiary. Można sobie wyobrazić, że wynika to patrzenia na dzieci przez pryzmat własnych potrzeb czy obaw. Być może wynika to z chęci uniknięcia wewnętrznych konfliktów i kategoryzowania: „on jest typem sportowca”, „ona jest nieśmiały”, „z niej będzie artystka”. Wiadomo, że takie kategoryzowania może mieć miejsce nawet na etapie ciąży, zanim jeszcze rzeczywiste dziecko przyjdzie na świat.

Myśl, że dziecko – człowieka – trzeba widzieć takim, jakim ono jest, nie wydaje się szczególnie oryginalna. Przecież każdy to wie, prawda? A jednak z jakiegoś powodu obserwujemy rozwój rodzicielstwa skupionego bardziej na działaniu, widzimy coraz więcej dzieci biorących udział w coraz liczniejszych formach aktywności pozaszkolnej. Dzieci, nad którymi stoi rodzic, pilnujący, sprawdzający, korygujący. Rodzic wymagający, ale czy widzący?

Link do artykułu: parenting.nytimes.com

Zobacz też: Najlepsze, co możesz dać swojemu dziecku? Nuda! – sprawdź dlaczego

Katarzyna Mirecka

psycholożka i psychoterapeutka, absolwentka Uniwersytetu Nottingham. Ukończyła 4-letnie całościowe szkolenie psychoterapeutyczne w Instytucie Analizy Rasztów. Pracuje z osobami dorosłymi, dziećmi i młodzieżą, indywidualnie oraz grupowo. Od 2015 roku związana z magazynem Chcemy Być Rodzicami

Witaminy a zdrowie psychiczne – o czym musisz pamiętać w swojej diecie?

Witaminy a zdrowie psychiczne
Fot: ra2studio / 123RF

Powszechnie wiadomo, że niedobór witamin źle wpływa na organizm. Okazuje się jednak, że skutki tego niedostatku mogą negatywnie oddziaływać również na ludzką psychikę.

Witaminy vs. zdrowie układu nerwowego i psychiki

Warto zdawać sobie sprawę z tego, jak duże znaczenie dla funkcjonowania ludzkiego umysłu mają witaminy. Przykładowo, witamina D pozytywnie wpływa na ponad 1000 genów odpowiedzialnych za samopoczucie, sen, motywację oraz pamięć. Co więcej, wspomaga wydzielanie dopaminy i serotoniny w mózgu, czyli tzw. hormonów szczęścia. Łatwo stąd wysnuć wniosek, że niedostateczna ilość witaminy D w organizmie sprzyja depresji i poirytowaniu. Podobne, równie niepożądane skutki, wywołuje niedobór witaminy B12. Odgrywa ona ważną rolę przy powstawaniu czerwonych krwinek, które „transportują” tlen; gdy komórki otrzymują go zbyt mało, człowiekowi stale towarzyszy m.in. poczucie zmęczenia, nawet jeśli jest wyspany.

Witamina B6 także ma niebagatelne znaczenie dla prawidłowego funkcjonowania mózgu i układu nerwowego. Dzieje się tak, ponieważ bierze udział w tworzeniu wielu neuroprzekaźników, takich jak wspomniana już serotonina.

Oczywiście wpływ wszystkich wymienionych witamin na organizm jest znacznie większy. Gdy którejś brakuje – ciało zwykle nas o tym informuje. Wysypka, zmiany koloru skóry, wypadanie włosów, bóle mięśni, kości, pleców, obniżona odporność… objawów jest wiele. Zdrowa, zbilansowana dieta pozwala ich uniknąć i stanowi naturalną alternatywę dla suplementacji, której z kolei nie warto przeceniać. Fakt, że ktoś zmaga się z depresją, nie musi być spowodowany brakiem witamin. Kupiona w aptece multiwitamina nie jest cudownym remedium na wszelkie problemy z nastrojem, może jedynie wspomóc naturalne procesy zachodzące w ludzkim ciele. Te zaś w największej mierze zależą od trybu życia.

Minerały idą z pomocą!

Oprócz witamin istnieje jeszcze szereg minerałów niezbędnych do prawidłowego funkcjonowania organizmu. W kontekście zdrowia psychicznego warto wyróżnić chociażby magnez, który pomaga w redukcji stresu, obniża nerwowość, a także poprawia koncentrację. Z tego powodu zaleca się go osobom wykonującym pracę umysłową.

Również cynk sprawia, że łatwiej skupić się na wykonywanym zadaniu. Gdy człowiekowi brakuje tego pierwiastka, męczą go stany apatii. Trudniej mu też zapamiętywać nowe informacje, ponieważ cynk odgrywa ważną rolę w komunikacji zachodzącej między neuronami.

Żelazo z kolei – tak jak witamina B12 – jest niezbędne w procesie „dystrybucji” tlenu do poszczególnych narządów i komórek ciała. Przyczynia się także do powstawania wspomnianych już hormonów, serotoniny i dopaminy. Oprócz witamin i minerałów warto spożywać także kwasy Omega-3, wspomagające prawidłową pracę mózgu – na zdrowie!

Zobacz też: Kwasy omega-3 – sposób na odporność! Co musisz o nich wiedzieć i gdzie możesz je znaleźć?

Na podstawie: huffpost.com

Bartosz Jaster

Absolwent Uniwersytetu Warszawskiego, pasjonat i badacz historii, miłośnik literatury faktu. Członek Fundacji Rozszczepowe Marzenia, niosącej pomoc dzieciom z wadami wrodzonymi.