Przejdź do treści

„Pilotka” – seria książek, która pokazuje, że mamy też pracują!

Fot. Wydawnictwo Poławiacze Pereł

Seria Pilotka to już trzy porządnie ilustrowane książeczki: Strażaczka, Kosmonautka i Agentka. Mówią o tym, czego wciąż niedosyt w literaturze dziecięcej – mamy też pracują zawodowo. Nie są tylko od wycierania nosa i gotowania. Są dyrygentkami, prezydentkami i chemiczkami. Każdy opis pracującej mamy to kilka zdań językowej zabawy (co się dzieje u grabarki i kosmonautki – wyśmienite!), całość konsultował słynny językoznawca, sam prof. Bańko.

Język buduje rzeczywistość

I o to chodzi – język polski się odmienia, o czym niektórzy zapominają, albo nie chcą pamiętać. I tak właśnie jest pilotka, a nie pilot, neurochirurżka, nie neurochirurg. Dlaczego to jest ważne? Bo język, którym się posługujemy wyznacza granice myślenia. Żeńskie końcówki poświadczają, że kobiety nie są tylko gościniami w tych zawodach, ich miejsce jest tam w pełni uprawnione i bezdyskusyjne.

Za wyplenieniem nazw idzie usunięcie z przestrzeni publicznej. Nazywajmy więc rzeczy, fakty i zawody adekwatnymi nazwami, tak aby żadna reakcja nie okaleczała naszych słów, myśli i naszego życia.

 

Marcin Malesiński

Pisze, czyta, recenzuje. Współpracownik wydawnictw i agencji autorskich. Oprócz tego zwykły czytelnik.

„Nie musisz rozumieć kobiet, wystarczy, że je zaliczysz”. Kontrowersyjny poradnik dla nastolatków

Książka "Za hajs matki baluj"

„Jeśli po melanżu budzisz się na kupie szmalu, to może oznaczać tylko jedno… Powinnaś szybko zrobić test na HIV” – tego typu „błyskotliwe” porady znalazły się w kontrowersyjnym poradniku młodzieżowym „Za hajs matki baluj” wydanym przez Edipresse Polska. Internauci są oburzeni, a wydawnictwo się tłumaczy.

Na początku lutego do sprzedaży trafiła książka „Za hajs matki baluj”. Z opisu książki wynika, że jest to „przewodnik dla lanserów”, których głównym celem w życiu jest „fejm, melanż, fejs i snap”.

Książka ma formę obrazkową. Jest to zbitka stock’owych fotografii opatrzonych hashtagami oraz seksistowskimi, wulgarnymi poradami i uwagami. Przykład?

Przystojniaka na imprezie nie wyrywa się na ładne oczy, musisz mieć także niezłe cycki.

Superlaski ograniczają się tylko w jedzeniu, dlatego są super.

Nie musisz rozumieć kobiet, wystarczy, że je zaliczysz.

Zobacz też: Kontrowersyjna bluza H&M. Akt rasizmu, czy rozdmuchana afera?

Książka „Za hajs matki baluj”

Szokujący poradnik liczy 224 strony. Zamieszczone w nim fotografie przedstawiają w głównej mierze młodych, imprezujących ludzi. Próżno tu doszukiwać się autora publikacji, ponieważ książka jest efektem pracy zbiorowej. A może autor wstydził się wyjawić swoje nazwisko?

„Za hajs matki baluj” to oryginalnie nazwa fanpage’a, na którym od kilku lat można śledzić relacje z imprez w różnych miastach Polski. Znajdują się tam zdjęcia z imprez i informacje o nadchodzących wydarzeniach.

Książka o tym samym tytule miała być z pewnością nawiązaniem do popularnego w mediach społecznościowych fanpage’a. Jaki cel przyświecał autorom? Z pewnością nie doszukali się go oburzeni internauci, którzy w dobitnych słowach wyrazili swoje zdanie na temat treści zawartych w młodzieżowym poradniku. Głos postanowił zabrać również wydawca publikacji.

Zobacz też: Mansplaining – czyli panowie, którzy objaśnią nam świat. Uff bez nich byśmy zginęły!

Edipresse się tłumaczy

Książka „Za hajs matki baluj” to eksperyment wydawniczy, w którym podjęliśmy dość odważną próbę przeniesienia współczesnej komunikacji elektronicznej w świat tradycyjny, by nie powiedzieć konserwatywny, za jaki uchodzi dzisiaj książka w tej grupie odbiorców, czyli młodych ludzi w wieku 18-25 lat. Tą publikacją chcieliśmy też zwrócić uwagę na język i zachowanie obecne w tej grupie wiekowej – tłumaczy się Edipresse. Jak podkreśla wydawca, książka nie jest poradnikiem edukacyjnym dla młodzieży, a testy w niej zawarte „nie są niczym nowym”.

„Jesteśmy zaskoczeni, choć z drugiej strony też zadowoleni, że książka o tak śladowym nakładzie wywołała dyskusję” – czytamy dalej. Poradnik można było kupić m.in. w Empiku i Smyku (!).

Internauci nie pozostawili suchej nitki na wydawcy seksistowskiego czytadła.

„Hmmm… 18-25 to docelowa grupa odbiorców? Wydaje mi się, że zarówno w internecie, jak i na półkach Empika te teksty trafiają do dużo młodszych osób i wywołują dużo większe szkody, niż niektórzy myślą” – napisała jedna z użytkowniczek Facebooka.

„Ta książka narobi wiele nieodwracalnych szkód wśród młodych ludzi a wydawnictwo uważa, że to jest ok. Co nie zmienia faktu, że bardzo zawiodłam się na empiku i zastanowię się dwa razy zanim tam wejdę – stwierdziła inna internautka.

Po skandalu wywołanym publikacją młodzieżowego poradnika wydawca zdecydował o wycofaniu książki ze sprzedaży.

Źródło: ASZdziennik, Wirtualne Media, NOIZZ

Anna Wencławska

Koordynatorka treści internetowych. Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego, pasjonatka obcych kultur i języków orientalnych.

„Siedem dni” – skłaniająca do refleksji na temat przemocy w szkole powieść dla nastolatków

"Siedem dni" może służyć jako antyprzemocowa lektura edukacyjna – fot. Empik

Powieść „Siedem dni” (Zielona Sowa) często określana jako obowiązkowa lektura dla nastolatków, to obraz szkolnej codzienności z perspektywy prześladowcy (Kez) i jej ofiary (Jess). Książka autorstwa Eve Ainsworth wyrosła z przekonania, że każda historia ma dwie strony, a dręczyciele również mogą być ofiarami.  

O Autorce

Eve Ainsworth – brytyjska pisarka, która dzięki codziennej pracy z dziećmi i młodzieżą, potrafi w wyjątkowo przejmujący sposób opowiedzieć o problemach współczesnych nastolatków. Autorka książek „Siedem dni” (debiut), „Krzywda. Historia moich blizn”, „Troska” oraz „Zadurzenie”.

Jako młoda dziewczyna Eve Ainsworth lubiła opowiadać historyjki ptakom w ogrodzie. Gdy nauczyła się pisać – otworzył się przed nią nowy świat. Od tego czasu pisze niemal bez przerwy. Zajęła się też wsparciem duchowym oraz pedagogicznym dla uczniów lokalnej szkoły ponadpodstawowej.

Nastoletnia młodzież, z którą przyszło jej pracować, wpłynęła na jej sposób myślenia i codziennie dostarczała inspiracji. Zawodowe doświadczenia Eve Ainsworth sprawiły, że zaczęła pisać mocne i przejmujące powieści współczesne – takie, w których młodzi ludzie odnajdują swój świat.

Zobacz też: Nastolatek w domu, czyli 6 najlepszych książek o dorastaniu

„Siedem dni”

Właśnie z tej pracy wyłonił się pomysł na książkę „Siedem dni”, która porusza problem przemocy w szkole. To opowieść o relacji dwóch bohaterek – Kez i Jess. Pierwsza z nich wydaje się idealną nastolatką – z pięknym domem, świetnym chłopakiem i mnóstwem przyjaciół.

Druga jest zakompleksioną dziewczyną ze sporą nadwagą i problemami w domu. Jess jest zastraszana przez swoją rówieśnicę Kez. Z tego powodu jej szkolne życie zmienia się w piekło. Wprawdzie Kez również ma mnóstwo problemów, ale pociesza ją fakt, że jest lepsza od Jess – a przynajmniej tak myśli…

Zobacz też: „Nie musisz rozumieć kobiet, wystarczy, że je zaliczysz”. Kontrowersyjny poradnik dla nastolatków

Obowiązkowa lektura

„Siedem dni” może służyć jako antyprzemocowa lektura edukacyjna. Przedstawia perspektywę ofiary i dręczyciela, pokazuje ukryte motywy zachowań i ich konsekwencje. Przy tym jest napisana przystępnym dla młodzieży językiem i opowiada o współczesnej rzeczywistości. Dzięki temu młodym czytelnikom łatwo jest się z bohaterkami utożsamić.

W piątek 22 lutego o godzinie 18 w Empik Arkadia odbędzie się otwarte spotkanie z autorką książki, Eve Ainsworth.

materiał prasowy

Materiał prasowy redakcja otrzymuje, gdy firmy, stowarzyszenia, fundacje i inne organizacje chcą poinformować naszych czytelników i czytelniczki o aktualnościach, wydarzeniach, eventach, nowych produktach czy konferencjach.

Dostęp do antykoncepcji w Polsce – jak wypadamy na tle innych Europejskich krajów?

Dostęp do antykoncepcji w Polsce - jak wypadamy na tle innych Europejskich krajów?

Polska jest ciemną plamą na mapie Europy jeśli chodzi o dostęp do antykoncepcji i wiedzy na jej temat – wynika z raportu CONTRACEPTION ATLAS 2019 wykonywanego co roku przez Europejskie Forum Parlamentarne oraz seksuologów.

Zobacz też: Jak komórka, tablet i komputer wpływają na dziecko? Cyberchoroby plagą XXI wieku

Dostęp do antykoncepcji

W tym roku wynik Polski to 31,5% (w 2018 roku 44,8%), jeśli chodzi o dostęp do nowoczesnych metod antykoncepcyjnych*, edukacji o antykoncepcji oraz  konsultacji i świadczeń medycznych związanych z antykoncepcją i zdrowiem prokreacyjnym. Jesteśmy ostatni w Europie, zaraz za Węgrami (44,9%), Andorą (47, 9%) i Grecją (48,8%)

Refundacja lub dofinansowanie antykoncepcji jest w Polsce na niższym niż w innych krajach europejskich poziomie. Nie mamy też refundacji programów edukacyjnych oraz pakietów świadczeń związanych z antykoncepcją dla młodzieży poniżej 19 roku życia. Antykoncepcja hormonalna, w tym antykoncepcja awaryjna, jest wydawana wyłącznie na receptę.

Zobacz też: Nie da się zmierzyć WSZYSTKICH ciał jedną miarą – nie róbmy sobie tego!

Dostęp do informacji

Wskaźnik dostępu do informacji online na temat antykoncepcji wynosi w Polsce 43,4%. Jest to istotny spadek w porównaniu z zeszłym rokiem, kiedy wyniósł 62,5%. Nie ma łatwo dostępnych źródeł informacji o cenach środków antykoncepcyjnych, ani wykazu miejsc, w których można określone środki dostać. Wszystkie informacje, które są dostępne pochodzą ze źródeł pozarządowych.

Reszta Europy

Według ostatnich badań, w całej Europie około 69% kobiet stosuje wybraną formę antykoncepcji. Co zaskakujące, jednocześnie aż 43% (co druga!) ciąż to tak zwana “wpadka”.

Na czele tegorocznego rankingu, podobnie jak w zeszłym roku, znajdują się:  Portugalia, Belgia, Luksemburg, UK, Niemcy, Francja, Szwajcaria i Holandia. Najwyższy wynik – 91% przypada UK i Belgii.

Nowoczesne metody antykoncepcyjne*

Zgodnie z definicją Światowej Organizacji Zdrowia, nowoczesne metody antykoncepcyjne to: doustna antykoncepcja hormonalna, wkładka domaciczna, zastrzyki z progesteronem, kombinowane zastrzyki antykoncepcyjne, implanty domaciczne, antykoncepcja awaryjna, plastry antykoncepcyjne, krążki dopochwowe, kapturki, męskie i damskie prezerwatywy, wazektomia oraz sterylizacja.

Raport CONTRACEPTION ATLAS 2019 znajduje się tutaj.

Olga Plesińska

Bioetyk, dziennikarka. Zawodowo interesuje się prawami człowieka i etyką medyczną. W czasie wolnym dużo czyta - najchętniej z kotem na kolanach, trenuje roller derby i fotografuje.

Kevin sam na obozie. Czyli kilka słów o tym, jak spakować walizkę dziecka na zimowy wyjazd

Jak spakować dziecko na obóz?
Podczas pakowania walizki dziecka na obóz należy pamiętać o kilku ważnych zasadach – fot. Fotolia

Trwają ferie zimowe. Zanim opiekunowie przejmą kontrolę nad waszymi pociechami, a wy rozpoczniecie delektowanie się wolnością, musicie odkurzyć walizki i przygotować dziecko do samodzielnej wyprawy. Na obozie nie będzie mamy i taty, którzy są mistrzami improwizacji i z każdej podbramkowej sytuacji wychodzą obronna ręką. Instruktorzy, choć doświadczeni i słusznie przejęci rolą, będą mieli na głowie zdecydowanie więcej niż jedno lub dwoje dzieci. Ułatwmy wszystkim zadanie i spakujmy walizkę dziecka tak, aby niczego w niej nie zabrakło. 

Pamiętając, że dzieci na obozie będą brały udział w zajęciach sportowo-rekreacyjnych i każdy dzień będzie bardzo aktywny, zadbajcie o wyposażenie dziecka w wygodne rzeczy, które sprawdzają się podczas zimowych aktywności (narty, łyżwy, zabawy na śniegu), podczas zajęć plastycznych i sportowych w hali lub świetlicy.

Co zrobić, aby przygotowania do wyjazdu nie stały się koszmarem?

Nie zostawiajcie przygotowań na ostatnią chwilę!

Postarajcie się już kilkanaście dni przed wyjazdem sprawdzić, co będzie potrzebne dziecku na wyjazd. Bieganie po skarpety narciarskie na 15 minut przed zamknięciem sklepu nie ułatwi wam zadania, a na pewno wprowadzi nerwową atmosferę, w której łatwo o czymś zapomnieć.

Zacznijcie od listy potrzebnych rzeczy!

Możecie o nią poprosić organizatora wyjazdu, który często stara się ułatwić rodzicom proces przygotowań. Jeśli takiej nie ma, zróbcie ją sami, sugerując się zajęciami zaproponowanymi w ofercie.

Sprawdźcie czego brakuje, z czego dziecko wyrosło od ostatniego zimowego wyjazdu, ustalcie, co poprzednim razem sprawdziło się dobrze, a z czego lepiej zrezygnować.

Jeśli nadal będziecie mieli wątpliwości, najlepiej dopytać organizatora (przykład listy pod artykułem).

Wybierzcie odpowiednią torbę!

Kiedy już zaopatrzycie się w potrzebny sprzęt i pozostałe rzeczy z listy, czas na wybranie odpowiedniego bagażu. Niezależnie od tego, jakim środkiem transportu dzieci będą się poruszać w drodze na wypoczynek, najlepiej sprawdzi się torba z kółkami i wygodną rączką.

Po wyjściu z autokaru dziecko bez większych kłopotów może przetoczyć torbę w miejsce zakwaterowania. Średniej wielkości plecak świetnie sprawdzi się w podróży jako bagaż podręczny. Schowamy do niego kanapki, coś do picia na drogę, ulubioną książkę, karty do gry i inne gadżety, które umilą dziecku podróż.

W czasie trwania obozu plecak przyda się do zapakowania butów narciarskich na stok lub na wycieczkę.

Zobacz też: Motywuj mnie mamo i wspieraj mnie tato. 5 pomysłów jak zmotywować rodzinę do aktywności fizycznej.

Podzielcie rzeczy na grupy!

Zdecydowanie łatwiej jest pakować rzeczy dzieląc je na grupy. Na przykład: osobno bielizna, spodnie, bluzy, t-shirty, sprzęt do jazdy na nartach, ręczniki, itd.

Każdą grupę włóż do osobnej torby foliowej. Młodszemu dziecku warto te torby również podpisać. Po otwarciu walizki natychmiast zobaczy, gdzie ma piżamę lub skarpetki na zmianę.

Taki sposób pakowania ułatwi zachowanie porządku w obozowej szafie i pozwoli na sprawne przebieranie się między zajęciami.

Rozsądnym rozwiązaniem jest również oznaczenie rzeczy na metkach flamastrem. Dziecko po takim oznaczeniu łatwo rozpozna swoją garderobę. Zwiększy to prawdopodobieństwo, że wszystkie rzeczy wrócą po wyjeździe do domu i nie zwiększymy ilości prania o bluzę kolegi😊. Nie zapomnijcie o torbie na brudne rzeczy (najlepiej bawełnianej, w której wyschną też te wilgotne).

Pakujcie torbę razem z dzieckiem!

Chcąc przyspieszyć udrękę pakowania nie róbcie tego w nocy, kiedy dziecko już śpi i nie przeszkadza.

Zamiast zarywać noc spakujcie torbę w dzień, razem z dzieckiem, które chętnie wybierze ulubione koszulki czy dres, w którym jest mu najwygodniej.

Mały obozowicz powinien wiedzieć, gdzie wspólnie schowaliście przybory toaletowe, klapki pod prysznic, w której kieszeni znajdzie chusteczki do nosa i czy ma ze sobą krem ochronny.

Nie pakujcie leków do torby!

Pamiętajcie, że dzieci mogą przyjmować leki tylko od osoby dorosłej. Może je podawać obsługa medyczna ośrodka lub opiekun.

Jeśli dziecko przyjmuje leki na stałe lub jeszcze przez kilka dni musi wspomagać się po przebytej niedawno chorobie, zapakujcie je w zamykany woreczek podpisany imieniem i nazwiskiem dziecka. Do środka włóżcie zapisaną na kartce instrukcję podawania leku (nazwa, dawkowanie dzienne oraz do kiedy dziecko ma przyjmować lek).

Tak przygotowane lekarstwa przekażcie opiekunowi w dniu wyjazdu, krótko wyjaśniając sytuację. Bardziej szczegółowo powinniście opisać temat w karcie kwalifikacyjnej, którą organizator zapewne przekazał wam do wypełnienia znacznie wcześniej. W tej samej karcie powinniście wyrazić zgodę na podawanie wymienionych leków.

Zobacz też: Rodzina aktywna fizycznie. Przestań się lenić!

Pieniądze na drobne wydatki

Pamiętajcie, by pieniądze rozmienić na małe nominały. Porozmawiajcie z dzieckiem wskazując dzienny limit, który pozwoli mu spokojnie dotrwać do końca obozu zachowując płynność finansową😊. W przeciwnym razie już trzeciego dnia będziecie robić przekaz pocztowy lub przelewać dodatkową kwotę na rachunek wychowawcy.

Najmłodsze dzieci chętnie trzymają pieniądze u opiekunów. Jeśli wybierzecie takie rozwiązanie, postępujcie podobnie. Pieniądze włóżcie do koperty podpisanej imieniem i nazwiskiem dziecka. Warto napisać na niej również kwotę.

Opiekun każdego dnia może wydawać dziecku odliczoną kwotę. Pieniądze nie zginą w torbie, nie wpadną za łóżko i w ten sposób unikniemy zmartwienia i zamieszania związanego z poszukiwaniem zaginionego portfela.

Telefon na obozie

Najczęściej organizator określa wyraźnie, czy można zabrać telefon, a jeśli tak, to w jakich dniach i godzinach dzieci będą mogły z niego korzystać.

Zasady powinny dotyczyć wszystkich dzieci w danej grupie niezależnie od tego, jak znoszą rozłąkę z rodziną. Dzieci, które nie mają swoich telefonów na obozie, mogą zadzwonić z telefonu opiekuna, z którym stały kontakt mogą mieć też rodzice.

Przykładowa lista – co zabrać na obóz narciarski:
  • STREFA NARCIARZA: bielizna termoaktywna, skarpety narciarskie x 2, rękawiczki x 2, kominiarka pod kask, szalik lub komin, gogle, kask, narty, buty narciarskie, kije. Narty i kije najlepiej przewozić w pokrowcu, który ułatwia przenoszenie i przechowywanie sprzętu na miejscu.
  • STREFA HIGIENY: przybory toaletowe: mydło najlepiej w płynie, szampon, szczotka i pasta do zębów, grzebień lub szczotka do włosów, mała suszarka, ręcznik kąpielowy x 1, ręcznik do rąk i twarzy x 1, piżama, gumki do związania włosów w czasie zajęć, krem ochronny na mróz, chusteczki higieniczne x 2.
  • STREFA ODZIEŻY I OBUWIA: bielizna (majtki i skarpetki) przynajmniej jedna zmiana na każdy dzień pobytu, rajstopy x 3, ciepła bluza x 2, t-shirt na każdy dzień, bluzki z długim rękawem x 3, ciepła czapka (oprócz kominiarki pod kask), dres, spodnie długie x 2, koszulka na zajęcia plastyczne x 1 (którą można po obozie wyrzucić). Buty: klapki pod prysznic, śniegowce lub inne buty zimowe, które sprawdzą się w trakcie zabaw na śniegu i spacerów, kapcie do chodzenia w ośrodku.
  • BAGAŻ PODRĘCZNY: w zależności od czasu podróży kanapki, woda niegazowana lub naturalny sok w małych zakręcanych butelkach, ulubiony pluszak, książka, coś do rysowania, mała poduszka do autokaru…
  • LEKARSTWA: lekarstwa z opisem podawania leku w woreczku do przekazania opiekunowi w dniu wyjazdu
  • DOKUMENTY: w zależności od rodzaju wyjazdu: w kraju organizator może poprosić o zabranie legitymacji szkolnej. Jeśli jest to wyjazd za granicę koniecznie trzeba spakować lub przekazać opiekunowi dowód osobisty lub paszport.
    CZEGO NIE ZABIERAMY określa zwykle organizator, najczęściej: elektroniki typu laptop, tablet, konsola, duży aparat fotograficzny, nie wskazana jest nadmierna ilość słodyczy „na zapas”. Można zabrać mp3 do słuchania muzyki.

Rodzicom życzę cierpliwości i powodzenia, a dzieciom wesołej zabawy! 😊

 

Dorota Malikowska

Absolwentka Wyższej Szkoły Trenerów Sportu, trener szermierki. Kilkukrotnie nagradzana przez Ministra Edukacji za osiągnięcia szkoleniowe w dziedzinie sportu i kultury fizycznej. Organizator wypoczynku dla dzieci i młodzieży wg autorskiego programu EduAkcja Sport Sztuka Rozwój.