Przejdź do treści

Spodziewała się córeczki. Urodziła… bliźnięta!

Kobieta w ciąży unosi w ręku dziecięcą zabawkę
fot. Pixabay

37-latka z Myślenic przez wiele miesięcy ciąży była przekonana, że niedługo przyjdzie na świat jej córeczka. Podczas porodu okazało się jednak, że ma… bliźniaki. Choć brzmi to jak żart, ta historia wydarzyła się naprawdę – i nie wynikała z zaniedbania opieki ginekologicznej.

Kobieta zdecydowała się na poród w oddalonym o godzinę drogi szpitalu w Krakowie. Gdy dotarła na izbę przyjęć, lekarze nie mieli już czasu na wykonanie szczegółowych badań – poród zdążył się rozpocząć.

37-latka została błyskawicznie przewieziona na salę porodową, gdzie zaledwie dziesięć minut później urodziła zdrową dziewczynkę. Na tym jednak akcja porodowa się nie zakończyła. Chwilę później – ku zaskoczeniu lekarzy i samej mamy – na świat przyszedł też… chłopczyk.

Poród bez alarmu

Choć nieplanowany poród bliźniąt wiązał się ze znacznym ryzykiem dla zdrowia całej trójki, na szczęście obyło się bez komplikacji. – Zwykle, gdy w naszym szpitalu mają się urodzić bliźniaki, co zdarza się dość rzadko, wiemy o tym z wyprzedzeniem. Wtedy jest alarm dla lekarzy i położnych, bo taki poród niesie za sobą mnóstwo zagrożeń – opowiedziała Gazecie Wyborczej położna Monika Wójcik.

Gdy bliźniąt nie widać na USG

Sytuacja nie byłaby aż tak niespotykana, gdyby kobieta nie wykonywała regularnych badań ginekologicznych. Tymczasem 37-latka pozostawała w czasie ciąży pod opieką ginekologa, wykonała też badanie USG. Jak to możliwe, że nie wykryło ono obecności drugiego płodu? Okazało się, że bliźnięta ułożyły się w tej samej pozycji – jedno za drugim. Na monitorze było widać tylko dziewczynkę, która znajdowała się z przodu i zasłaniała swojego nieco mniejszego brata.

Mimo wielkiego zdziwienia oboje rodzice byli bardzo szczęśliwi z narodzin dwójki maluchów. Na poznanie brata i siostry z niecierpliwością czekała też piątka ich starszego rodzeństwa.

Nietypową historią podzieliła się z czytelnikami Gazety Wyborczej krakowska położna Monika Wójcik, odznaczona w 2017 r. tytułem „Położnej na medal”.

Źródło: Gazeta Wyborcza

Przeczytaj również:„No nie wstydź się!”. O tym, jak dorośli zawstydzają dzieci

materiał prasowy

Materiał prasowy redakcja otrzymuje, gdy firmy, stowarzyszenia, fundacje i inne organizacje chcą poinformować naszych czytelników i czytelniczki o aktualnościach, wydarzeniach, eventach, nowych produktach czy konferencjach.

Dziewczynki opuszczają lekcje, bo nie mają dostępu do toalet. Zatrważający raport WaterAid

miesiączka tematem tabu
fot. Unsplash - Peter Hershey

Ponad jedna trzecia dziewczynek w Azji Południowej opuszcza zajęcia w szkole w czasie miesiączki. Często dzieje się tak z powodu braku dostępu do toalet i środków higienicznych. Wiele dziewcząt nie ma również wystarczającej wiedzy na temat miesiączki przed osiągnięciem dojrzałości płciowej – wynika z badania przeprowadzonego przez WaterAid i UNICEF.

Z badania wynika, że większość krajów tego regionu nie spełnia standardów WHO, zgodnie z którymi na 25 dziewcząt powinna przypadać co najmniej jedna toaleta.

Zobacz także: Powstała gra oswajająca dziewczynki z pierwszą miesiączką

Dramatyczne warunki w szkołach

Tymczasem w jednym z regionów Nepalu na 170 uczennic przypada tylko jedna toaleta. To utrudnia dziewczynkom uczestnictwo w zajęciach szkolnych podczas menstruacji.

– Dziewczynki mają niezaprzeczalne prawo do edukacji, które tracą, gdy nie mogą uczęszczać na zajecia z powodu braku produktów sanitarnych i czystych toalet w szkołach – powiedział Tim Wainwright, dyrektor generalny WaterAid.

– Rządy muszą zapewnić, że w każdej szkole będzie czysta woda, przyzwoite toalety i dobry poziom higieny – dodał.

Zobacz także: Użyła tamponu, straciła obie nogi. Poznaj dramatyczną historię modelki

Miesiączka tematem tabu

Braki edukacji na temat miesiączki są duże w tym regionie świata. Na Sri Lance aż dwie trzecie dziewcząt przyznaje, że nie miało żadnych informacji na temat menstruacji, zanim nie zaczęło miesiączkować.

– To może być szkodliwe w regionie, w którym istnieje tabu wokół menstruacji – uważa Therese Mahon, współautorka raportu. W kulturze niektórych krajów Azji Południowej kobiety podczas miesiączki są wykluczane z życia publicznego i nie mają wstępu do miejsc kultu.

Temat ten jest rzadko poruszany otwarcie, przez co dziewczęta utrzymywane są w niewiedzy i podlegają wykluczeniu. W konsekwencji wiele z nich cierpi na infekcje i choroby, ponieważ nie wie, w jaki sposób utrzymać higienę.

W kilku krajach Azji Południowej zaczęto już wprowadzać do szkół informacje na temat miesiączkowania, jednak, jak zaznaczają autorzy raportu, wciąż jest wiele do zrobienia.

Źródło: Reuters

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

Twoje dziecko ma problemy z nauką? Powodem mogą być nietypowe zaburzenia słuchu!

Mali chlopcy robią gesty trzech mądrych małp /Ilustracja do tekstu: Zaburzenia CAPD, APD
Fot.: Pixabay.com

Z badań naukowych wynika, że dzieci z rozpoznanymi trudnościami w uczeniu się, dysleksją, zespołem zaburzeń uwagi i zachowania często mają również problemy z przetwarzaniem słuchowym typu centralnego (CAPD). Oznacza to, że nie są w stanie zrozumieć wszystkiego, co słyszą, w taki sam sposób, jak ich rówieśnicy.

Zaburzenia przetwarzania słuchowego (APD), zwane również centralnymi zaburzeniami przetwarzania słuchowego (CAPD), to problemy, z którymi boryka się około 5% dzieci w wieku szkolnym. Objawami tego schorzenia są m.in.:

  • nieprawidłowe rozumienie poleceń ze słuchu,
  • nieprawidłowa podzielność uwagi słuchowej,
  • zaburzenia koncentracji.

Rodzice zazwyczaj nie zdają sobie sprawy z problemu i niesłusznie mają pretensje do dziecka o zbyt słabe postępy w nauce.

CZYTAJ TEŻ: „W oczekiwaniu na dziecko” – poradnik dla przyszłych matek i ojców

Słyszymy mózgiem

Rozpoznanie zaburzeń przetwarzania słuchowego polega na badaniu audiologicznym. Właściwie przeprowadzone badanie powinno całościowo oceniać słyszenie, a nie tylko skupiać się na ostrości słuchu.

– Słyszenie to nie tylko zauważenie dźwięku, ale przede wszystkim jego zrozumienie. Zadaniem ucha jest przekazanie jak najpełniejszej informacji o otaczającym świecie dźwięków, natomiast mózg musi ją odpowiednio przetworzyć i zinterpretować. Prawdą jest więc stwierdzenie, że słyszymy mózgiem, a ucho jest tylko częścią układu słuchowego – mówi dr n. med. Małgorzata Topolska, otolaryngolog, otolaryngolog dziecięcy, audiolog i foniatra współpracująca z Humana Medica Omeda.

W celu rozpoznania CAPD niezbędne jest wykonanie panelu badań skierowanych na ocenę centralnych procesów słuchowych.

Zaburzenia przetwarzania słuchowego to jedna z przyczyn trudności w nauce i złej koncentracji. CAPD może współistnieć z innymi zaburzeniami – takimi, jak: opóźniony rozwój mowy, specyficzne zaburzenia rozwoju językowego, zaburzenia uwagi, specyficzne trudności w nauce oraz dysleksja – zaznacza dr Małgorzata Topolska.

Badania wskazują, że ok. 30% dzieci z dysleksją oraz 40-50% dzieci z trudnościami w nauce ma objawy zaburzeń typu centralnego. Warto mieć świadomość, że APD dotyczy także ludzi dorosłych.

Kiedy wykonać diagnostykę w kierunku APD?

Na specjalistyczną diagnostykę powinniśmy zgłosić się z dzieckiem, gdy dostrzeżemy u niego charakterystyczne objawy APD. Obejmują one m.in.:

  • nieprawidłowe rozumienie mowy w warunkach hałasu, np. w klasie szkolnej, na ulicy czy w samochodzie,
  • nieprawidłową podzielność uwagi w złych warunkach akustycznych,
  • złe zrozumienie zniekształconej mowy, zaburzenie rozumienia dłuższych wypowiedzi, zmęczenie słuchowe, zaburzenia percepcji muzyki.

Po wykonaniu specjalistycznych badań dzieci, u których istnieje podejrzenie APD, kierowane są do poradni psychologiczno-pedagogicznych.

– Na podstawie wyników jest tam dobierana i realizowana rehabilitacja zaburzonych procesów słuchowych występujących u dziecka – mówi dr Małgorzata Topolska.

Postępowanie rehabilitacyjne u dorosłych jest planowane indywidualnie.

Diagnostyka CAPD: warto poszukać specjalistycznego ośrodka

Diagnostyka APD nie jest powszechnie dostępna. Jeśli jednak zajdzie podejrzenie, że problem ten może dotyczyć naszego dziecka, warto poszukać odpowiedniego ośrodka. Prawidłowo postawiona diagnoza pozwoli na dopasowanie odpowiedniej terapii i rehabilitacji oraz podniesie jakość życia dziecka.

Badania słuchu w kierunku APD oferuje m.in. Humana Medica Omeda w Białymstoku.

POLECAMY RÓWNIEŻ: Jak słuchać dzieci? Bycie uważnym słuchaczem bywa bardzo trudne

materiał prasowy

Materiał prasowy redakcja otrzymuje, gdy firmy, stowarzyszenia, fundacje i inne organizacje chcą poinformować naszych czytelników i czytelniczki o aktualnościach, wydarzeniach, eventach, nowych produktach czy konferencjach.

Zabrałeś dziecku pieniądze z komunii? Uważaj, grożą ci prawne konsekwencje!

pieniądze z komunii
fot. Pixabay

Zbliża się okres komunijny. Oprócz rowerów, zegarków i innych klasycznych prezentów, wiele dzieci dostanie też gotówkę. Pieniądze z komunii często przejmują rodzice. Okazuje się, że często jest to niezgodne z prawem.

„Gdzie są moje pieniądze z komunii”? zastanawia się wielu młodych dorosłych. I chociaż to nie o prezenty chodzi w sakramencie Pierwszej Komunii Świętej, upominki dla dzieci stały się już tradycją.

Równie często co prezenty, dzieci dostają koperty z pieniędzmi, które „na przechowanie” przejmują rodzice. Bywa, że pieniądze rozpływają się w magiczny sposób i zostają przejęte np. na rzecz domowego budżetu.

Zobacz także: Barbie, która inspiruje i przełamuje stereotypy. Wizerunku użyczy jej m.in. Martyna Wojciechowska

Za przywłaszczone pieniądze z komunii możesz iść do więzienia

Oczywiście nie ma niczego złego w przechowywaniu pieniędzy dziecka przez rodziców, ponieważ nieletni nie mają prawa rozporządzać swoim majątkiem. Jednak jedynie za zgodą dziecka opiekunowie mogą rozporządzać jego pieniędzmi. Jeżeli za te środki kupią małoletniemu np. rower, czy zabawki, nic złego się nie stanie.

Gotówka nie może zostać przeznaczona na remont domu, wycieczkę, czy zakup telewizora. Jest to przywłaszczenie majątku, czyli przestępstwo. Za takie zachowanie może grozić nawet kara więzienia, o czym mówi kodeks rodzinny i opiekuńczy.

Źródło: Interia Mam Dziecko

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

Będzie krótszy tydzień pracy dla rodziców? Tego chcą twórcy projektu „Godzina dla rodziny”

Bizneswoman w garsonce spogląda na zegarek /Ilustracja do tekstu: Godzina dla rodziny: krótszy tydzień pracy dla rodziców
Fot.: Andrea Natali/Unsplash.com

Polskie Stronnictwo Ludowe przygotowało projekt „Godzina dla rodziny”, który zakłada korzystniejsze warunki zatrudnienia dla wielu pracowników. Jeśli uda się wprowadzić go w życie, rodzice dzieci, które nie ukończyły 15. roku życia, spędzą w pracy o 5 godz. tygodniowo mniej.

Zgodnie z założeniami projektu „Godzina dla rodziny”, czas pracy osoby zatrudnionej, która jest rodzicem lub opiekunem dziecka do 15. roku życia, nie mógłby przekraczać 7 godzin dziennie. Oznacza to, że standardowy tydzień liczyłby 35 godz. zamiast obecnych 40 godz. Skrócenie godzin pracy nie miałoby przełożenia na zarobki – wynagrodzenie pozostałoby na tym samym poziomie, co w przypadku pracy 8-godzinnej.

Jak wyjaśniają posłowie PSL, proponowana ustawa ma być odpowiedzią na potrzeby polskich rodzin.

– Polacy są jednym z najciężej pracujących narodów w Europie. Od przeciętnego obywatela Unii Europejskiej pracujemy średnio o 3 godziny więcej. Taka sytuacja odbija się na naszym życiu rodzinnym, a szczególnie na najmłodszych. Coraz mniej czasu spędzamy właśnie z naszymi pociechami – czytamy na stronie Polskiego stronnictwa Ludowego.

Warto przypomnieć, że podobny projekt trafił do Sejmu już w zeszłym roku. Zakładał on jednak skrócenie czasu pracy tylko tym rodzicom, których dzieci nie ukończyły 10. roku życia. Projekt nie został wówczas przyjęty – większością głosów odrzucili go posłowie PiS. Niepowodzenia nie zraziły jednak działaczy PSL. Podczas pierwszego czytania nowej wersji dokumentu ponownie zawalczą o korzystniejsze zasady zatrudnienia dla rodziców.

CZYTAJ TEŻ: Kiedy rodzic pracuje, czyli o opiece nad dziećmi poza domem

Godzina dla rodziny kontra godzina dla każdego

Co ciekawe, pod obywatelskim projektem o podobnej treści zbiera obecnie podpisy partia Razem. Jej propozycja również zakłada skrócenie tygodnia pracy do 35 godz., ale dla wszystkich pracowników. Jak argumentują działacze Razem, obecnie polski czas pracy wypada niekorzystnie na tle Europy i uniemożliwia pracownikom należyty wypoczynek.

– Przedstawiliśmy pięć projektów, które będziemy chcieli zrealizować, jak wejdziemy do Sejmu w kolejnej kadencji. (…) Projektem, który będziemy chcieli przedłożyć, jest 35-godzinny tydzień pracy. Uważamy, że ludzie w Polsce i tak pracują bardzo dużo – najwięcej w Europie. Prawda jest taka, że my się zaharowujemy – tłumaczyła Marcelina Zawisza z partii Razem w rozmowie z WP Telewizją.

O skrócenie czasu pracy, jednak wyłącznie dla rodziców dzieci do lat 12., apeluje też OPZZ. Czy którąś z tych propozycji uda się wprowadzić w życie? Tego zapewne dowiemy się wkrótce.

POLECAMY: Rzucają prace w korporacjach, by urodzić trzecie dziecko

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na UW. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.