Przejdź do treści

Podwójne szczęście, czyli o zmianach zachodzących po narodzinach kolejnego dziecka

Wyobraźmy sobie taką sytuację: szczęśliwe małżeństwo. Nagle mąż postanawia, że w ich życiu pojawi się nowa żona. Zamieszkają wspólnie. Mówił o tym wcześniej, ale do żony nie bardzo ta informacja docierała, nie robiła na niej żadnego wrażenia. Pewnego dnia w domu pojawia się nowa kobieta. Mąż jest wobec niej czuły i opiekuńczy, spędza z nią mnóstwo czasu. Co więcej, wszyscy dookoła mówią, że to wspaniałe, że jest nowa żona, że pewnie ta pierwsza bardzo się cieszy, „jest was teraz więcej, będzie weselej”. Nowa żona próbuje się odnaleźć w nowej rodzinie, ale jest nieporadna i ciągle trzeba jej pomagać, co też mąż chętnie robi. Pierwsza żona nie bardzo wie, co się dzieje. Czuje, że to nieuczciwe, że pojawiła się druga żona; nie wie, co takiego złego zrobiła, że mąż zdecydował się na taki krok. Złości się, denerwuje, często jest jej przykro, dużo wysiłku wkłada w to, żeby pozbyć się rywalki. Bezskutecznie. Co więcej, nikt nie rozumie, o co jej chodzi.

Jest to, oczywiście, mocne uproszczenie, ale „znawcy” twierdzą, że tak właśnie czuje się starsze dziecko, kiedy pojawia się młodsze rodzeństwo. Długoterminowo, rodzeństwo to dar dla dziecka, wspomaga jego rozwój, uczy zasad funkcjonowania społecznego, budowania bliskich więzi. Długo by wymieniać. Ale początki bywają bardzo trudne. Zwłaszcza, jeśli różnica wieku między dziećmi jest niewielka.

Tak trudno zrozumieć

Pojawienie się rodzeństwa to często najpoważniejszy wstrząs w życiu małego dziecka. Sytuacja kompletnie niezrozumiała. Skoro wszystko było dobrze, po co nam ten nowy człowiek? Rodzice siłą rzeczy poświęcają nowemu dziecku mnóstwo uwagi, zachwycają się nim, przyjmują licznych gości, którzy witają się z nowym członkiem rodziny. Dziecko może więc czuć, że młodsze rodzeństwo jest zamiast niego, że zrobiło coś nie tak, było nie takie, jak chcieliby rodzice, stąd nowe dziecko w rodzinie.

Skutki zamętu, jakie przeżywa mogą być dramatyczne. Początkowo „starszak” może sprawiać wrażenie niezainteresowanego lub wręcz odwrotnie- bardzo szczęśliwego na widok brata lub siostry. Z czasem jednak rodzice zaczynają zauważ niepokojące zachowanie – dziecko na przykład chce znowu nosić pieluszki, nawet jeśli nie potrzebuje ich od miesięcy lub lat. Chce być karmione piersią, nagle zapomina języka i zaczyna się posługiwać monosylabami. Staje się płaczliwe, rozdrażnione lub agresywne.

Janet Lansbury, autorka niezwykle poczytnego bloga pisze, że najważniejszym zadaniem rodziców, którym rodzi się kolejne dziecko jest zadbanie o pierworodne. Można to zrobić na wiele sposobów.

1. Realistyczne oczekiwania

Ponieważ pojawienie się rodzeństwa jest tak potężnym wstrząsem, nawet dziecko, które zdawało bardzo czekać na rodzeństwo może nie radzić sobie ze zmianą. Będzie przeżywać smutek, żal, żałobę, mieć wątpliwości co do relacji z rodzicami i swojej roli w rodzinie. A przede wszystkim obawiać się o utratę miłości rodziców. Emocje te są bardzo trudne, niemożliwe do nazwania przez dziecko, a często nawet przez dorosłych. Rodzice mogą być głęboko zaskoczeni natężeniem i jakością emocji dziecka, jego zachowaniami, których nigdy wcześniej nie przejawiało. Jak zwracają jednak uwagę specjaliści, niezależnie od tego, jak „źle” zachowuje się starsze dziecko, to jest właśnie czas, kiedy najbardziej potrzebuje ono wsparcia i zrozumienia.

2. Negatywne emocje

Rodzice obawiają, że mówienie o „złych emocjach” będzie je inicjować, zwłaszcza jeśli tych emocji wcześniej nie było. Jednak dziecko będzie je przeżywać, czy tego chcemy, czy nie. Będzie się to manifestować na przykład w zbyt ostrych czułościach wobec maleństwa, w nagłej potrzebie skakania lub hałasowania, kiedy młodsze dziecko jest karmione lub usypiane. Warto dziecku nazywać jego emocje, również wówczas, kiedy aktualnie ich nie przejawia. Wnosić temat, mówić o tym, że niełatwo jest być starszą siostrą lub bratem, że młodsze rodzeństwo może być irytujące, ale że rodzice są obok i dziecko jest bezpieczne.

Ważne jest również nieocenianie i obserwacja starszego dziecka. Wówczas są większe szanse na wychwycenie tego, co wywołuje niechciane czy niebezpieczne zachowania. Jeśli z kolei oceniamy lub strofujemy, dziecko może uznać, że jest to potwierdzenie jego największych lęków- rodzice przestali mnie kochać, wolą brata lub siostrę.

3. Separacja

Dla wielu dzieci czas, kiedy rodzi się młodsze dziecko, jest to czas pierwszej dłuższej rozłąki z mamą. Można tę separację nieco ułatwić, organizując na przykład spotkania na skypie, zwłaszcza w przypadku nieco starszych dzieci. Można w ten sposób nawet czytać bajki czy podtrzymywać niektóre elementy codziennych rytuałów z dzieckiem.

4. Rutyna

Warto zadbać o to, żeby życie toczyło się starym rytmem. Oczywiście, bycie rodzicem noworodka wiąże się z koniecznością wprowadzenia licznych zmian. Warto jednak zadbać o to, żeby starszemu dziecku narodziny rodzeństwa nie kojarzyły się z końcem zabaw czy wyjść z rodzicami. O ile to możliwe, warto te aktywności kontynuować również po narodzinach młodszego dziecka.

5. Jeden na jeden

Wielu specjalistów podkreśla wagę zachowania aktywności, w których starsze dziecko ma niczym niezmąconą uwagę rodzica. Noworodek ma ten czas zapewniony siłą rzeczy, starsze dziecko również powinno mieć. Oznacza to, że jest to czas całkowicie poświęcony dziecku, a nie tylko związany z tym, ze noworodek zostaje pod opieką kogoś innego. Można wówczas wspólnie wyjść czy bawić się w sposób, który zaproponuje starsze dziecko.

 

Niezależnie od tego, jak wiele starań włożymy w to, żeby przygotować starsze dziecko na narodziny rodzeństwa, będzie to czas nieuniknionych trudności i zakrętów na drodze. Ale nie musi być nieprzyjemny ani szczególnie stresujący, jeśli się do niego przygotujemy.

Katarzyna Mirecka

psycholożka i psychoterapeutka, absolwentka Uniwersytetu Nottingham. Ukończyła 4-letnie całościowe szkolenie psychoterapeutyczne w Instytucie Analizy Rasztów. Pracuje z osobami dorosłymi, dziećmi i młodzieżą, indywidualnie oraz grupowo. Od 2015 roku związana z magazynem Chcemy Być Rodzicami

„Czy ktoś stosuje przemoc wobec mojego dziecka?” – jakie są sygnały ostrzegawcze i jak na nie reagować?

Przemoc może dotknąć każdego dziecka - bądźmy na nią uważni.

Świat każdego z nas w dużej mierze zbudowany jest na tym, jakie sygnały dostajemy z zewnątrz. Gdy ludzie są nam przychylni, czujemy się akceptowani, nasze granice są szanowane i mamy szansę na wyrażanie własnego zdania, dużo łatwiej jest nam budować zdrowe Ja. Niestety dzieci, które mierzą się z przemocą, często są tego wszystkiego pozbawione. Jak poznać, że nasze dziecko doznaje przemocy – także tej rówieśniczej – i co powinniśmy wtedy zrobić?

Radzenie sobie z emocjami jest bardzo trudne nawet dla dorosłych. Dzieci dopiero się tego uczą, co oznacza, że ich pełnym prawem jest nieumiejętność konstruktywnego z nich korzystania. Podobnie jak niewiedza dotycząca tego, gdzie przebiegają granice, których nikt nie powinien wobec nich przekraczać. Wiedzę zarówno o emocjach, granicach, jak i o samych sobie budują na bazie tego, co dostają od najbliższych im dorosłych, szczególnie rodziców, a później także od rówieśników i innych znaczących w ich środowisku osób. Stąd też bardzo łatwo jest postawić dziecko w pozycji ofiary, na co jednak my – dorośli – nie powinniśmy dawać przyzwolenia!

Co powinno mnie zaniepokoić?

Niepokojących sygnałów wysyłanych przez dziecko może być bardzo wiele. Zależą one zarówno od tego, jaki dziecko ma temperament, jak i chociażby od przekazów, które poznało. Jeśli chłopczyk od małego słyszy: „Chłopaki nie płaczą”, to trudno wymagać od niego, aby pozwolił sobie na sygnalizowanie w ten sposób bezradności, bezsilności, smutku, wstydu – a co ważne, w dużej mierze właśnie takie emocje mogą towarzyszyć najmłodszym, którzy są odrzucani, szykanowani lub ośmieszani przez kolegów z klasy, czy jakąkolwiek inną grupę.

Wiele dzieci nie przyjdzie do rodziców, wychowawców, czy innych opiekunów i nie powie wprost, że czują się odepchnięte lub ktoś z klasy robi im krzywdę. Dlatego też warto mieć szczególną uważność na tego typu objawy:

  • Brak chęci chodzenia do szkoły lub na dane zajęcia, na których pojawia się przemoc.
  • Objawy somatyczne – gorączka, ból brzucha, wymioty (np. przed wyjściem do szkoły), zmiany skórne etc.
  • Niechęć do robienia rzeczy, które dotąd sprawiały dziecku przyjemność.
  • Milczenie, częste przebywanie w samotności.
  • Niechęć do zabawy z innymi dziećmi, do korzystania z rozrywek, wychodzenia na imprezy urodzinowe.
  • Koszmary, trudności ze snem.
  • Brak apetytu.
  • To, co widać na pierwszy rzut oka: siniaki, zadrapania, rozerwane ubrania, ginące rzeczy.
  • Złość, frustracja, napięcie – lęk i wstyd często przykryte są właśnie złością!
  • Robienie sobie krzywdy, zachowania autodestrukcyjne.
  • Obniżenie ocen w szkole – pojawiają się trudności w koncentracji, co może wiązać się m.in. z tym, że w umyśle dziecka nie ma już miejsca na naukę i rozwój. Jego zdolności poznawcze skupione są raczej na przetrwaniu w danej grupie i wyszukiwaniu sygnałów, które mogłyby zwiastować kolejne akty przemocy. W związku z tym, mogą pojawiać się także tendencje unikowe. Przykładowa myśl: „Ostatnio, kiedy zgłosiłem się do odpowiedzi, na przerwie zabrali i porwali mi zeszyty. Lepiej nie będę się odzywał i udam, że mnie tu w ogóle nie ma”.

Pamiętaj!

Nie są to oczywiście wszystkie możliwe znaki, które mogą świadczyć o doznawanej przez dziecko przemocy. Co jednak należy pamiętać, zawsze sygnałem alarmowym powinna być nagła zmiana. Jeśli dziecko w krótkim czasie rezygnuje ze swoich przyzwyczajeń, odmienia zachowanie, czy środowisko, zawsze powinniśmy starać się poszukać przyczyny. Być może jest to tylko kolejny etap rozwoju i nie ma się o co martwić. W tak ważnych sprawach, nie powinno się jednak zachowywać bierności.

Co mogę zrobić?

Jak zatem reagować? Przede wszystkim rozmową – to ona jest podstawą wszystkiego. Co istotne, nigdy nie jest za późno na jej podjęcie. Owszem, jeśli wcześniej nie udawało nam się komunikować w bliski i otwarty sposób, może być to dużym wyzwaniem. Kiedy jednak dziecko znajduje się w kryzysie, nawet jeśli jest to dla nas trudne, powinniśmy podjąć szczerą rozmowę.

Ważne, aby dziecko czuło się w relacji z rodzicem, czyli osobą będącą dla niego bazą, bezpiecznie. Powinno móc powiedzieć rodzicowi o „słabości, porażce, byciu nie do zaakceptowania” – co nieraz czują osoby doświadczające przemocy – i nie musiało obawiać się z tego powodu odrzucenia ze strony mamy lub taty. Dziecko musi mieć przestrzeń na wyrażenie swoich emocji, na łzy i zakomunikowanie potrzeb, np. „przytul mnie”. Pokazanie dziecku, że jesteś obok, że przyjmujesz te wszystkie emocje i jak najbardziej je akceptujesz, uczy dziecko, że jego uczucia są ważne, zasadne i nie są one obojętne dla innych.

Dziecko musi dostać zapewnienie, że jest kochane i może na rodzica liczyć. Co ważne, powinno też usłyszeć, że nikt nie ma prawa stosować wobec niego przemocy, a to, czego doświadcza, nie powinno mieć miejsca. Dziecko musi dostać jasny sygnał, że nie zasłużyło na takie traktowanie oraz że nie ma w tym jego winy. Co więcej, musi wiedzieć, że rodzic ma siłę i sprawczość, które pozwolą mu tę sytuację rozwiązać. Dziecko może się na nim oprzeć i zaufać, że rodzic sobie z takim problemem poradzi.

Przemoc wobec dzieci? Akcja-reakcja!

Co istotne, w razie pojawienia się podejrzeń o przemocy, nie czekaj z reakcją! Po pierwsze, czasami nie wiesz, ile to już może trwać. Po drugie, trzeba to błędne koło, które ma tendencję do nakręcania się, jak najszybciej zatrzymać. Reaguj więc także na zewnątrz – porozmawiaj z innymi rodzicami z klasy twojego dziecka lub skonsultuj się z wychowawcą. A jeśli to nie pomoże, być może potrzebna będzie rozmowa z dyrektorem szkoły?

Jeśli jednak czujesz, że i ciebie ta sytuacja przerasta, a twoje dziecko być może potrzebuje także innego wsparcia, nie bój się prosić o pomoc. Od tego są psychologowie, aby ułatwić tego typu procesy – bo tak, radzenie sobie z przemocą jest procesem. Przeważnie bowiem zakończenie krzywdzących zachowań, wcale nie jest równoznaczne zakończeniu związanych z nimi emocji. Daj na to czas zarówno dziecku, jak i sobie.

Zobacz też: „Moje dziecko nie lubi swojego ciała!” Jak możemy pomóc dzieciom w samoakceptacji?

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

Tak wygląda smutek psa, który stracił rodzinę – jego historia chwyta za serce!

Fot: Humane Society for Hamilton County (Indiana) FB

Jeśli ktokolwiek ma wątpliwości, czy zwierzęta odczuwają emocje, powinien zobaczyć te zdjęcia. Oto Ritter, który z powodów losowych musiał opuścić swój rodzinny dom. Opiekujący się nim ludzie starali się ze wszystkich sił okazać mu jak najwięcej miłości i wsparcia. Żal i poczucie opuszczenia były jednak zbyt silne – patrząc na zwierzaka, widać to jak na dłoni.

Siedzenie przy ścianie, spuszczony łeb, wzrok bity w ziemię – kiedy tylko Ritter, 4-letni buldog amerykański, zostawał sam w swojej klatce, taki właśnie obraz prezentował. Obraz, który chwyta za serce nawet „najtwardszych” ludzi. Podobnie, jak cała historia psiaka. Trafił bowiem do schroniska po tym, jak jego rodzina straciła dom i nie miała dłużej możliwości sprawowania nad nim opieki. Nad nim oraz jego psim rodzeństwem, Corky. Całe to doświadczenie było przepełnione ogromnym smutkiem z obu stron. Patrząc na Rittera, więź pomiędzy nim a najbliższymi mu dotąd ludźmi, musiała być naprawdę bardzo silna.

Jak wiele psów był on osłupiały, zdenerwowany i załamany” – mówi Megan Bousley z Humane Society for Hamilton County, gdzie trafił psiak. „Nie rozumieją one, dokąd poszła ich rodzina, a do tego są zdezorientowane i przerażone nowym, głośnym otoczeniem” – jej słowa cytuje The dodo.

Samotność Rittera niewątpliwie musiała być bardzo dotkliwa, bo gdy tylko wychodził z klatki i miał kogoś w swoim towarzystwie, odzyskiwał siły oraz chęć do zabawy. Pracownicy schroniska widzieli to bardzo dokładnie i coraz trudniej było im to unieść. Unieść widok cierpienia tak silnie przywiązanego do ludzi zwierzaka. Opublikowali więc jego zdjęcie na Facebooku z nadzieją, że dzięki temu znajdzie dom, na który przecież tak bardo zasługuje.

Siła social mediów

Post ze zdjęciem Rittera udostępniono ponad 3000 razy! Zobaczyła go także Sophie, która od dłuższego czasu przygotowywała się na przygarnięcie psa. Z decyzją czekała tylko na przeprowadzkę do większego domu, gdzie będzie miała miejsce dla zwierzaka silnej postury – nic dodać, nic ująć, Ritter! Tak też zareagowała Sophie, kiedy po raz pierwszy zobaczyła post o swoim przyszłym psiaku.

Plan z przeprowadzką miała już zrealizowany. Od tego czasu przeglądała więc co rano stronę oraz Facebook organizacji Humane Society for Hamilton County’s (oprócz schronisk – m.in. tego, w którym znalazł się Ritter – zajmuje się ona także adopcją, organizacją opieki tymczasowej dla zwierząt, wolontariatem etc.). Widząc fotkę Rittera, wiedziała, że to jest to!

Kiedy pewnego ranka zobaczyłam zdjęcie i opis Rittera, natychmiast napisałam do swojej siostry, że musimy pojechać do niego zaraz po pracy” – mówi Sophie. „Dwie godziny później, siostra odpisałam mi, że post na Facebooku zyskuje ogromną popularność. Opowiedziałam szefowi o sytuacji, a on odparł, żebym od razu wyszła z pracy i pojechała do schroniska! Szef też jest miłośnikiem psów” – dodaje.

Początkowe obawy Sophie szybko zostały rozwiane, a Ritter momentalnie wyczuł w niej „swojego człowieka”. Kobieta złożyła podanie o adopcję, a kilka dni później mogła już zabrać swojego nowego przyjaciela do domu. Tak oto Ritter, z najsmutniejszego psa internetowego świata, stał się zwierzakiem uśmiechającym się od ucha do ucha – zdjęcia nie pozostawiają złudzeń!

Na naszym podwórku

Opisana tu historia działa się w Stanach. Co jednak ważne, także i u nas zwierzaki doświadczają fantastycznych happy end’ów, a social media działają w tej sprawie równie prężnie. Przykładem może być np. Fundacja Rasowy Kundel, która pomaga znaleźć zwierzakom zarówno domy tymczasowe, jak i stałe.

Fantastyczną robotę robi w tej kwestii także wspierająca Fundację blogerka, Kasia Gandor. Poza byciem wnikliwym i sprawdzonym źródłem wiedzy naukowej, dostarcza ona obserwatorom, czytelnikom, widzom także potencjału swojego dobrego serducha. Tworzy bowiem dla psiaków dom tymczasowy, a swoje zasięgi przekłada na znajdowanie im docelowej rodziny – być może to tylko efekt uboczny, ale chociażby ostatnio, dzięki jej InstaStories, jedna z psinek znalazła dom.

Tak, sieć ma w tej kwestii dużą moc i szybko potrafi ogromny smutek przemienić w duże szczęście niejednego zwierzaka!

Zobacz też: Dziecko i pies, czyli 10 powodów, dlaczego warto powiększyć rodzinę

Źródło: The dodo

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

W poszukiwaniu dobrego życia z atlasem szczęścia

Gdzie znaleźć szczęście
Nasza polska filozofia życia brzmi „Jakoś to będzie”. – Fot. Pixabay

Całkiem niedawno wszystko musiało być „hygge”. Duński sposób na życie wkroczył szturmem w nasze życie i był najmodniejszym trendem przez kilka ostatnich lat. Islandczycy mają swoje Þetta reddast, w RPA – ubuntu, w Walii Hvyl, w Japonii wabi-sabi. Nasza polska filozofia życia brzmi „Jakoś to będzie”.

Optymizm nie jest błahostką – pisze autorka książki „Atlas szczęścia” – jeśli przez cały czas czujemy się przygnębieni, a sytuacja zawsze jest kryzysowa, psychologiczną reakcją jest porzucenie wszelkich starań. Przekaz mediów jest jednoznaczny –zawsze i wszędzie wydarzają się tylko złe rzeczy. A przecież ludzie codziennie znajdują szczęście i nie tylko w bogatych krajach. Empatia jest kluczowa w relacjach międzyludzkich, a to, co wiemy na temat tego, co uszczęśliwia ludzi na końcu świata, jest cenna dla wszystkich. To, w jaki sposób ludzie postrzegają szczęście może być cenna dla wszystkich.

Zobacz też: Jak wychować szczęśliwe dziecko?

Kiedy Helen Russell opublikowała swoją pierwszą książkę „Życie po duńsku. Rok w najszczęśliwszym kraju na świecie”, zaczęli odzywać się do niej ludzie z najróżniejszych zakątków świata. Opisywali, jak w ich kraju rozumiane jest szczęście. Tak powstała nowa książka Helen „Atlas szczęścia”, czyli katalog kulturowych zwyczajów i mapa miejsc, w którym ludzie prowadzą dobre życie.

Sposoby na szczęście

Norwegowie mają swoje FRILUFTSLIV czyli dużo czasu na łonie natury. Jak mówią mieszkańcy tego niedużego kraju – natura pozwala nakarmić duszę, bo na zewnątrz jest dużo rodzajów energii. Sporo Norwegów uprawia więc „aktywną medytację” każdego dnia, co sprzyja zdrowiu i dobremu samopoczuciu.

WABI-SABI to porzucenie wszelkich ideałów estetycznych, które wymagają perfekcji, docenianie rzeczy takimi, jakie są. Nie do uwierzenia, ale tak, to filozofia Japonii. Kintsugi, stara sztuka naprawiania potłuczonej ceramiki polega na tym, że nie tuszuje się pęknięcia, tylko się je uwypukla, często laką z dodatkiem czystego złota. Pęknięcie uważane jest za piękne. Japonia nie jest, jak wiemy uważana za zbyt szczęśliwe miejsce – wysoki odsetek samobójstw, plaga samotności, pracoholizm i depresje. Ratunkiem może być utrzymywanie więzi z przeszłością – zamiast pędu za nowością i „wspaniałą przyszłością”. Tak jak obcowanie z naturą – kąpiele leśne, wspólne podziwianie kwiatów, szczególnie wiśni – badania wykazały obniżenie ciśnienia, poziomu kortyzolu oraz zmianę aktywności mózgu, która sprzyja odprężeniu.

Zobacz też: Podróże z niemowlakiem. Pierwszy raz wyjechaliśmy, gdy córeczka miała 2 miesiące

W Syrii TARAB to emocjonalne uniesienie, zauroczenie, wywołane muzyką. Aby poczuć się szczęśliwym, musimy poszukać muzyki, która wywołuje jakieś uczucia, sprawi, że będziemy płakać i śmiać się. Tajowie mają swoje MAI PEN TAJ, tłumaczone jako „nie przejmuj się” lub „to nie ma znaczenia”. Mieszkańcy Tajlandii łagodzą w ten sposób konflikty i pozbywają się napięcia. KEYIF oznacza „nastrój, zadowolenie, upojenie”. Dla Turków to celebrowanie prostych czynności – pływania, oglądania zachodu słońca, picia herbaty, spacerów po plaży. Żyj wolniej – jedz wolniej, obserwuj oddech, ciesz się nicnierobieniem. Irlandczycy używają słowa CRAIC jako synonimu dobrej zabawy, która obejmuje muzykę i rozmowy. Najlepsze na wzmocnienie więzi, wydzielanie endorfin i poczucie szczęścia są smutne, przerażające opowieści – dobrze się bać! TAPEO pochodzi od tapas – polega na spotkaniu z przyjaciółmi, zagryzaniu dobrego wina jeszcze lepszymi przekąskami – to dla mieszkańców Hiszpanii pełnia szczęścia.

Yakosh toe benjay

Właśnie ukazała się angielska wersja „Jakoś to będzie” – Live The Polish Way Of Life”. Jaki jest nasz sposób na życie? Podobno jesteśmy szczęśliwi wbrew modom, opieramy się autorytetom i przeciwnościom losu. Bardzo ważne jest dla nas życie duchowe. Kiedy jest nam ciężko, ratuje nas sarkazm i wiara, że ze wszystkim sobie poradzimy. To nasze „Jakoś to będzie”. Nawet jeśli nie do końca wierzymy w nasze „narodowe” cechy, warto przekonać do nich cudzoziemców, a ta książka ma tę moc.

Live the polish way of life – Beata Chomątowska, Dorota Gruszka, Daniel Lis, Urszula Pieczek Wyd. Znak

Atlas szczęścia – Helen Russell Wyd. Insignis

Iza Farenholc

Dziennikarka i redaktorka. Pracowała jako redaktor naczelna w magazynie dla rodziców Gaga oraz współpracowała m.in. z magazynami Zwierciadło, Twój Styl, Sens, Glamour - materiały psychologiczne, recenzje książkowe, muzyczne i filmowe, wywiady, reportaże z podróży.

Jak bronić się przed kosmetycznymi oszustwami

Czy parabeny są groźne
Spróbujmy mądrze dbać o urodę. – Fot. Pixabay

Podtytuł książki, w której dowiemy się czy rzeczywiście upiększamy się, używając kremów, odżywek, toników i wielu innych kosmetyków, na które wydajemy fortunę, brzmi „Jak bronić się przed kosmetycznymi oszustwami i mądrze dbać o urodę”.

Bezpośrednią inspiracja do napisania książki było znalezienie przez autorkę ekologicznego produktu o nazwie „Niemydło”. Dziennikarka naukowa, która ma dyplom w biotechnologii i doktorat z neurobologii, postanowiła prześwietlić parabeny, siarczany i inne składniki znajdujące się w centrum dyskusji o ich bezpieczeństwie i ocenić, na ile są one uzasadnione. Beatrice Mautino w swojej książce sprawdza także przepisy prawne, które pozwalają zrozumieć drogę, jaką musi przebyć kosmetyk, aby został dopuszczony do handlu.

Czy parabeny są groźne? 

Z chemicznego punktu widzenia parabeny są pochodnymi kwasu p-hydroksybenzoesowego. Mają działanie przeciwmikrobowe i od sześćdziesięciu lat wykorzystuje się je w przemyśle kosmetycznym, farmaceutycznym i spożywczym.

Istnieją różne rodzaje parabenów i różnie oddziaływują one na mikroorganizmy, ale ich funkcją jest przedłużanie życia produktom. Od dziesięcioleci dodawano je do większości kosmetyków i nikogo nie niepokoiła ich obecność.

Sytuacja zmieniła od momentu, kiedy w czasopiśmie naukowym „Journal Of Applied Toxicology” ukazał się artykuł „Stężenia parabenów w nowotworach piersi”. Philippa Darbre poddała badaniom dwadzieścia pacjentek chorujących na raka piersi. Na ich podstawie stwierdzono określone stężenia parabenów w komórkach rakowych. Odkryto, że parabeny naśladują działanie estrogenów w ludzkim organizmie, a to one mogą przyczyniać się do powstawania raka piersi.

Zobacz też: Najzdrowszy produkt na świecie

Jak się okazało, badanie obarczone było błędem, ponieważ u badanych pacjentek przebadano wyłącznie komórki rakowe, nie uwzględniając komórek zdrowych. Nie przedstawiono także dowodów na to, że parabeny wchłaniane są przez tkanki, następnie zdefiniować mechanizm komórkowy, który wiąże je z wystąpieniem choroby nowotworowej.

Kiedy publikacja badań Philippy Darbre ukazał się, wywołując prawdziwą burzę, biochemiczka oświadczyła: „Ale przecież nigdy nie mówiliśmy, że parabeny powodują raka piersi”. Jak pisze autorka książki –Historia pseudonauki, a raczej – nauki źle uprawianej, wybrakowana jest małym „ale”.

A jeśli chodzi o parabeny? Jak się okazało, nie ma wystarczających danych, które pozwoliłyby uznać je za bezpieczne bez żadnych wątpliwości. Jak na razie parabeny oczyszczono z oskarżeń o wywoływanie raka piersi, uznano za bezpieczne i zalecono dalsze monitorowanie.

 Co to jest kosmetyk?

To substancja lub mieszanina „przeznaczona do kontaktu z zewnętrznymi częściami ciała ludzkiego (…) lub z zębami oraz błonami śluzowymi”, której celem jest utrzymanie ich w czystości, perfumowanie, zmiana ich wyglądu, ochrona, utrzymywanie w dobrej kondycji”. Tyle definicja. Co robi z nami reklama i marketing, ile pieniędzy wyrzucamy codziennie na coś, co nie działa – na przykład kosmetyki na cellulit czy luksusowe kremy. Jednym słowem jak dajemy się nabić w butelkę, której zawartość nic nam nie daje poza przyjemnością. Książka Mautino to skarbnica wiedzy, dzięki której oszczędzimy nie tylko zdrowie, ale i pieniądze. 

Źródło: Bez parabenów. Jak bronić się przed kismetycznymu oszustwami i mądrze dbać o urodę. Wyd. Literackie

Iza Farenholc

Dziennikarka i redaktorka. Pracowała jako redaktor naczelna w magazynie dla rodziców Gaga oraz współpracowała m.in. z magazynami Zwierciadło, Twój Styl, Sens, Glamour - materiały psychologiczne, recenzje książkowe, muzyczne i filmowe, wywiady, reportaże z podróży.