Przejdź do treści

Położny mężczyzna? „Pomyślałem: czemu nie?”. Grzegorz Chajdaś o wyzwaniach i trudach zawodu

położny mężczyzna
Grzegorz Chajdaś to pierwszy zarejestrowany w Polsce położny // FOT. ANDRZEJ BANAS / POLSKA PRESS

Są wyjątkiem. Zawód wykonują nie z przypadku, a z powołania. Mężczyźni – położni. W Polsce jest ich tylko 71 pośród 37 tysięcy położnych. Grzegorz Chajdaś to pierwszy zarejestrowany położny mężczyzna w Polsce, od 25 lat pracuje w szpitalu im. Stefana Żeromskiego w Krakowie na oddziale patologii ciąży. Dlaczego zdecydował się na taki zawód?

Podczas śniadania prasowego podsumowującego kampanię i konkurs “Położna na medal” Grzegorz Hajdaś opowiedział dziennikarzom o wyzwaniach, z jakimi spotyka się na co dzień położny mężczyzna.

Kiedy narodziła się u ciebie decyzja o wybraniu zawodu położnego?

Gdybym powiedział, że było to moje powołanie życiowe lub od dziecka chciałem być położnym, to nikt by mi nie uwierzył – i miałby rację.

Kiedy kończyłem szkołę, dowiedziałem się o istnieniu szkoły dla położnych i pomyślałem – dlaczego nie…? A że życie pisze różne scenariusze – postanowiłem to zrobić.

Jak się czułeś jako jeden z nielicznych mężczyzn na studiach?

Na początku było bardzo ciężko, ponieważ nie kończyłem szkoły średniej, a technikum mechaniczne. Przez 5 lat w ogóle nie miałem styczności z takimi przedmiotami jak biologia, anatomia czy fizjologia. Kiedy zdecydowałem się rozpocząć naukę na kierunku położniczym, musiałem bardzo dużo czasu poświęcić na przygotowanie się do egzaminów.

Bardzo ciężko było również zaaklimatyzować się, ponieważ nikt nie spodziewał się, że mężczyźni mogą wybrać taki kierunek. I raczej nikt ich tam nie chciał.

Mało kto wierzył, że będziemy w stanie skończyć studium i uzyskać dyplom położnego. Jak to w życiu bywa, z biegiem czasu sensacja mija i nasza obecność na tym kierunku zaczęła być rzeczą naturalną. Choć zdarzały się sytuacje, że niektórzy traktowali nas z uśmiechem niedowierzania.

Zobacz także: Gala finałowa kampanii i konkursu „Położna na medal”

Czy miałeś na studiach innych kolegów?

Mój kierunek liczył 37 osób w tym 3 mężczyzn (łącznie ze mną).

W trakcie nauki jeden z kolegów zrezygnował. Finalnie tylko ja i drugi kolega skończyliśmy studium i uzyskaliśmy dyplom położnego. Podczas śniadania prasowego kampanii Położna na medal dowiedziałem się, że otrzymałem ten tytuł jako pierwszy mężczyzna w Polsce!

Czy tak jak Ty, Twoi koledzy nadal pracują w zawodzie?

Przez kilka lat kolega Jacek pracował w zawodzie w szpitalu powiatowym w Wadowicach, jednak po kilku latach zdecydował się na zmianę zawodu i został ratownikiem medycznym. Obecnie pracuje w zespole wyjazdowym pogotowia ratunkowego.

Pracujesz w tym zawodzie 25 lat. Co się w tym czasie zmieniło?

Przede wszystkim postęp cywilizacyjny. Technika poszła szalenie do przodu, a co za tym idzie sposoby leczenia i diagnozowania. Zaczynając moją pracę pracowałem na sprzęcie wielorazowego użytku (strzykawki, igły, rękawiczki itp.). Aparaty monitorujące stan płodu (KTG) czy diagnostyka USG nie była na porządku dziennym, jak obecnie.

Zabiegi takie, jak np. cięcie cesarskie nie były tak powszechne jak dziś, a co za tym idzie było o wiele więcej urazów okołoporodowych, niezdiagnozowanych wad u dzieci, a nawet zgonów okołoporodowych czy w połogu.

Diametralnie zmienił się również model pacjentki. Obecnie, dzięki powszechnemu dostępowi do informacji, pacjentka posiada wysoką wiedzę na temat swoich schorzeń i dolegliwości. Fakt ten wymusza na nas nieustanne podnoszenie naszych kwalifikacji i bycie po prostu na bieżąco.

Jeśli chodzi o pracę położnej, to w dzisiejszych czasach jest ona znacznie łatwiejsza, choćby ze względu na powszechną obecność specjalistycznego sprzętu medycznego, który znacznie upraszcza wdrażanie procedur medycznych.

Zobacz także: Wybrano najlepsze położne w ramach kampanii społecznej „Położna na medal”

Co było dla Ciebie najtrudniejsze na początku pracy zawodowej?

Nie lada wyzwaniem było przełamanie bariery intymności. Ważnym aspektem mojej pracy było nawiązanie takich relacji z pacjentką, aby nie czuła ona dyskomfortu, że po drugiej stronie stoi położny, a nie położna. Stresujące były również myśli, że pozostając z pacjentką na dyżurze, odpowiadam za nią.

Bardzo często spotykam się z tym, że pacjentki nazywają mnie lekarzem. I choć za każdym razem powtarzam, że jestem położnym, pacjentki i tak mówią do mnie „panie doktorze”.

Od samego początku pracy w tym zawodzie najtrudniejszą sytuacją jest śmierć noworodka, do której nigdy nie można przywyknąć, nie ma na to klucza, jak zachować się w takiej sytuacji.

Czy mężczyzna pracujący jako położny spotyka się z wieloma problemami w swoim zawodzie?

Na pewno. Pamiętam, kiedy po otrzymaniu prawa wykonywania zawodu poszukiwałem pracy, usłyszałem od oddziałowej pewnego szpitala, że dopóki ona będzie oddziałową, mężczyzna położny nie ma tam miejsca.

Ponadto czasami daje się we znaki sfeminizowane środowisko i typowe tematy o dzieciach, gotowaniu, sprzątaniu i przepisach na sałatki. Zresztą – który mężczyzna zna przepis na sernik na zimno czy łazanki? Ja znam!

A pacjentki? Jak one reagują na Twoją obecność na oddziale?

Pracuję na oddziale patologii ciąży. Pacjentki tego oddziału bardziej skupiają się na swojej jednostce chorobowej niż na osobie, która wykonuje daną procedurę medyczną.

W momencie, kiedy kobieta widzi mój profesjonalizm i pewność w działaniu, nie jest dla niej problemem moja płeć.

Zdarzyło się, że pacjentka odmówiła współpracy z Tobą?

W mojej karierze zawodowej nie było takiej sytuacji, lecz niejednokrotnie spotykałem się z prośbą pacjentki, iż czułaby się bardziej komfortowo, gdyby dany zabieg intymny wykonywała kobieta.

W takim wypadku zawszę proszę o pomoc koleżankę, która jest razem ze mną na dyżurze.

Zobacz także: Położna na medal – jaka powinna być i czym się wyróżniać?

Czy nie czujesz, że nawiązanie współpracy z pacjentką jest dla ciebie trudniejsze niż dla położnej?

Z opinii koleżanek z pracy, jak również moich przełożonych wnioskuję, iż nie mam najmniejszych problemów z nawiązaniem współpracy z pacjentkami.

Jak wspomniałem wyżej, współpraca z niektórymi pacjentkami, biorąc pod uwagę moją płeć, jest utrudniona. W takim wypadku zawsze z pomocą przychodzą moje koleżanki.

Masz jakieś rady dla mężczyzn, którzy chcieliby zostać położnymi?

Panowie, do dzieła! Ja przetarłem wam szlaki!

Jest to piękny zawód, dający wiele satysfakcji, ale czasami dużo bólu. Niezmiernie dynamiczny i niezależnie od przepracowanych lat zaskakujący na każdym kroku i uczący dużo pokory.

Ruszyła właśnie piąta, jubileuszowa edycja kampanii „Położna na medal”. Co chciałbyś przekazać położnym, które będą brały udział w konkursie na najlepszą położną w Polsce? Czy zastanawiasz się nad tym, aby również wziąć w nim udział? J

Drogie koleżanki, trzymam za Was kciuki! Czasami warto udowodnić sobie i innym, że jest się dobrym w tym co się robi! Sam jeszcze nie wiem, czy będę brał udział w konkursie. Czas pokaże.

——————————————————————————————————————————–

 

Położna na Medal to prowadzona od 2014 roku kampania społeczno-edukacyjna zwracająca uwagę na kwestie związane z koniecznością podnoszenia standardów i jakości opieki okołoporodowej w Polsce poprzez edukację i promocję dobrych praktyk. Istotną kwestią kampanii jest również podnoszenie świadomości społecznej na temat roli położnych w opiece okołoporodowej.

Jednym z kluczowych elementów kampanii jest konkurs na najlepszą położną w Polsce. Zgłoszenia do tegorocznej, piątej edycji konkursu przyjmowane są od 1 kwietnia do 31 lipca 2018 r. Głosy na nominowane położne można oddawać od 1 kwietnia do 31 grudnia 2018 roku. Oddawanie głosów odbywa się na stronie www.poloznanamedal2018.pl

Patronat honorowy nad kampanią i konkursem objęła Naczelna Rada Pielęgniarek i Położnych. Patronat merytoryczny sprawują: Polskie Towarzystwo Położnych, Fundacja Rodzić po Ludzku oraz Stowarzyszenie Dobrze Urodzeni. Mecenasem kampanii jest marka Alantan Plus.

materiał prasowy

Materiał prasowy redakcja otrzymuje, gdy firmy, stowarzyszenia, fundacje i inne organizacje chcą poinformować naszych czytelników i czytelniczki o aktualnościach, wydarzeniach, eventach, nowych produktach czy konferencjach.

Weekendowa lekcja wrażliwości – czego może nauczyć Cię świnia?

Azyl dla świń Chrumkowo
fot. Chrumkowo

Rodzinne weekendy i wakacje mogą być źródłem przyjemności nie tylko dla nas, ale też dla kogoś poza nami. By tak się stało, możemy połączyć aktywne spędzanie czasu z dziećmi z działaniem na rzecz jakiejś organizacji lub instytucji. Niektórzy decydują się na spacery z psami ze schroniska, albo rodzinne sprzątanie lasu. Inni wolą wybrać się do azylu dla zwierząt i pomóc w opiece nad nimi. Rodzinne robienie “czegoś dobrego”, w porównaniu do innych aktywności, ma pewną dodatkową wartość: pozwala dzieciom zdobyć nowe doświadczenia, uczy je szacunku do zwierząt i przyrody, buduje pozytywny wzorzec postępowania – pokazuje im, że pomaganie innym jest fajną rzeczą, którą mogą robić również same w przyszłości. Miejscem, w którym dziecko może to odkryć jest Azyl „Chrumkowo”, gdzie mieszka 29 świń, kozy, pies i dwie kobiety, które trzymają pieczę nad całym gospodarstwem.

Zobacz też: Dziecko i pies czyli 10 powodów, dlaczego warto powiększyć rodzinę

Azyl dla zwierząt – co to takiego?

Azyl, jak sama nazwa wskazuje, jest miejscem, w którym zwierzęta mogą żyć spokojnie i bezpiecznie, w zgodzie ze swoimi gatunkowymi potrzebami. W odróżnieniu od zoo, gospodarstwa ekologicznego, czy agroturystyki, w azylu zwierzęta nie są atrakcją, ani nie są hodowane dla mięsa, wełny czy jajek. Zwierzęta w azylu nie są dla ludzi, to ludzie są tam dla zwierząt. Idea jest taka, by dać bezpieczny dom potrzebującym: psom, kotom, koniom, zwierzętom fermowym i gospodarskim. Zwierzęta w azylu mają imiona, dostają możliwie najwięcej wolności w warunkach, które możliwie najlepiej pozwalają im realizować ich naturalne zachowanie.

W związku z tym, że zwierzęta w azylu nie są w żaden sposób wykorzystywane, osoby prowadzące takie miejsce nie zarabiają na nich pieniędzy. Utrzymują się zwykle, w zależności od statusu prawnego azylu, z darowizn, 1% podatku, pracy wolontariuszy lub własnych pieniędzy założycieli. Niektórzy darczyńcy przekazują karmę dla zwierząt, inni materiały budowlane lub potrzebny w gospodarstwie sprzęt, jeszcze inni pieniądze.

Wolontariusze pomagają karmić zwierzęta, sprzątać ich zagrody, budować lub remontować coś na terenie azylu. Właśnie w taki sposób można rodzinnie pomóc w azylu w wolnym czasie. A przy okazji pogłaskać krowę, przytulić świnię lub pobiegać z kozą. Poznać zwierzęta i zobaczyć je w warunkach, w których są szczęśliwe.

Azyl dla świń “Chrumkowo”

Azyl dla Świń Chrumkowo (klik)  powstał prawie dwa lata temu. Obecnie mieszka w nim 29 świń: świnie hodowlane, wietnamki, mangalice. “Chrumkowo” zosało założone przez dwie kobiety – Katarzynę i Dobrawę. Dlaczego stworzyły “Chrumkowo”?

Z miłości do świń. Dlatego, że świnie to cudowne, mądre i bardzo emocjonalne zwierzęta. Trzeba tylko dać im szansę i chcieć je poznać

 

Azyl dla Świń Chrumkowo

fot. Chrumkowo

Obie są wegankami (nie jedzą produktów pochodzenia zwierzęcego, takich jak mięso, nabiał, miód, nie noszą skóry ani wełny). Azyl  powstał na wykupionym kawałku ziemi w okolicy Torunia. Nie było tam budynków gospodarskich, ogrodzenia, domków dla świń. Katarzyna i Dobrawa założyły zbiórkę w Internecie i z pomocą ludzi zbudowały wszystko od zera. Ich największym marzeniem jest uratowanie jak największej liczby świń i stworzenie im warunków do wspaniałego, świńskiego życia. Miejsce, które stworzyły ma też misję edukacyjną:

Można przyjechać i pobyć ze świniami żyjącymi w normalnych warunkach, na powietrzu, na słońcu i zobaczyć jakie są wspaniałe, zabawne, czyste, jak kochają życie. Po takim spotkaniu świnie przestają już kojarzyć się wyłącznie z kotletem czy kiełbasą. Stają się pięknymi, czującymi istotami. One zasługują na dobre życie, na podmiotowe traktowanie, dokładnie tak samo jak psy czy koty – mówią Katarzyna i Dobrawa.

Wśród podopiecznych Katarzyny i Dobrawy są dwie lochy z młodymi. Opiekunki opowiadają o relacjach rodzinnych świń, o tym jak silna jest więź między lochą a prosiętami, również, gdy dzieci już dorosną. Świnie w warunkach azylu mają szansę zawierać przyjaźnie, tworzyć relacje społeczne i angażować się w życie stada. W “Chrumkowie” lochy mają możliwość komfortowego karmienia prosiąt tak długo, jak tego potrzebują. Prosięta są cały czas przy matce,  locha otacza je opieką, uczy “świńskich” zachowań.

Azyl dla Świń Chrumkowo

fot. Chrumkowo

Katarzyna i Dobrawa podkreślają, że ich celem jest danie świniom tego, co odbiera im przemysłowa hodowla, gdzie świnie rodzą i karmią prosięta w ciasnych kojcach porodowych, załatwiają się tam, gdzie śpią i jedzą (naturalnie świnie oddzielają te strefy, gdy tylko mają możliwość). W warunkach hodowli przemysłowej prosięta są zabierane od matek po około czterech tygodniach, same zaś po kilku dniach znów są zapładniane i rodzą kolejne dzieci lub trafiają do rzeźni. Świnie hodowane na mięso (tak zwane tuczniki) przetrzymywane są na powierzchni 1 m² do momentu, aż osiągną “masę ubojową” 110-135 kg, po czym trafiają do rzeźni.

Zobacz też: Wakacje po polsku, czyli Janusz i Grażyna nad morzem. 

 

 

Olga Plesińska

Bioetyk, dziennikarka. W wolnym czasie dużo czyta, najchętniej z kotem na kolanach, jeździ na wrotkach i fotografuje.

Cesarka a alergia

Cesarka a alergia
Cesarskie cięcie sprawia, że dziecko przychodzi na świat w zbyt sterylnych warunkach – Fot. Pixabay

Cesarskie cięcie sprawia, że dziecko przychodzi na świat w zbyt sterylnych warunkach – uważa najstarszy praktykujący lekarz w Wielkiej Brytanii. To może być przyczyną coraz większej ilości alergii u dzieci i dorosłych. Wielu lekarzy w Polsce jest podobnego zdania i zaleca cesarkę tylko w okolicznościach zagrażających życiu dziecka lub matki.

Brytyjski doktor Bill Frankland, pionier badań nad wpływem pyłków na alergię i zwolennik teorii o niszczącym wpływie zbyt restrykcyjnego dbania o higienę, przekonuje, że dzisiejsza epidemia alergii nie jest spowodowana genetycznymi uwarunkowaniami, tylko środowiskiem w którym żyjemy.

Rosnąca ilość cesarskich cięć na życzenie i rezygnacja z karmienia piersią to prosta droga do problemów z prawidłowym funkcjonowaniem systemu odpornościowego u dziecka – ostrzega lekarz – co wiąże się także większą ilością występowania alergii.

Zobacz też: Hipnoporód – sposób na rodzenie bez bólu?

Cesarka a alergia

Pytany, co mogą zrobić rodzice, aby zapobiec chorobom dziecka odpowiada: „Genetyka odpowiada za 30 % alergii, reszta to sprawa środowiska i otoczenia, w ktorym rozwija się dziecko.. Zawsze pytam, czy rodzice lub dziadkowie palą papierosy?

Jak długo dziecko było karmione piersią? Dlaczego niemowlak ma nadwagę? Czy rodzina mieszka niedaleko głównej drogi i dlatego dziecko jest skazane na zanieczyszczone powietrze? Czy poród odbył się naturalnie?

Zobacz też: Położny mężczyzna?  Grzegorz Chajdaś o wyzwaniach i trudach zawodu

Musimy pamiętać, że cesarka jest zbyt sterylnym początkiem życia dla małego dziecka

W ostatnich latach w Polsce liczba porodów wzrosła z 18 % do 37%. Według Światowej OrganizacjI Zdrowia (WHO) 10-15% porodów powinno odbywać się za pomocą cesarskiego cięcia. Zwykle jest on wykonywany w momencie zagrożenia zdrowia matki lub dziecka.

Zwolennicy naturalnego porodu przekonują, że dziecko urodzone przy pomocy cesarskiego cięcia, bez przejścia przez kanał rodny, nie ma szansy na to, aby w jego organizmie pojawiły się niezbędne bakterie, pozwalające na prawidłowe funkcjonowanie systemu odpornościowego.

W Wielkiej Brytanii problem alergii dotyka ponad 44 % dorosłej populacji. Polacy w zastraszającym tempie doganiają Brytyjczyków

Źródło: The Telegraph

Iza Farenholc

Dziennikarka i redaktorka. Pracowała jako redaktor naczelna w magazynie dla rodziców Gaga oraz współpracowała m.in. z magazynami Zwierciadło, Twój Styl, Sens, Glamour - materiały psychologiczne, recenzje książkowe, muzyczne i filmowe, wywiady, reportaże z podróży.

Dzieciaki, jesteście wspaniałe! Poradnik dla dzieci (i nauczycieli)

Poradnik dla dzieci i nauczycieli
Wymiatasz! Świetny poradnik jak wzmocnić dziecko – Fot. Pixabay

„Wymiatasz! Uwierz w siebie i odważ się zostać mistrzem, w czym tylko zechcesz” to tytuł świetnej książki, która pomoże dzieciom dostrzec swoje mocne strony i nauczy, jak dążyć do celu.

Twoje dziecko narzeka , że nie radzi sobie z matematyką, nie za szybko biega za piłką, a czytanie je nudzi? Okazuje się, że bycia dobrym w czymś, czyli wymiatania, można się nauczyć.

Ten poradnik dla dzieci i młodzieży pokazuje, jak odpowiednie nastawienie do nauki i życia może pomóc w spełnieniu marzeń.

Angielski tytuł książki brzmi „You are awesome”, co w kontekście zawartości książki  i mechanizmu wzmacniania dzieci, wydaje się korzystniejszy, ale rozumiem, że wydawca miał problem z przetłumaczeniem tytułu tak, żeby był neutralny dla chłopców i dziewczynek. A „wymiatasz” to modne i coraz częściej używane słowo.

Zobacz także: „Jakie to proste” czyli jak zrozumieć matmę?

Prawdziwe historie wymiataczy

Dzieci poznają prawdziwe historie wymiataczy, wśród których są m.in. David Beckham, siostry Brontë Mozart czy Jay-Z. Autor rozprawia się z mitem, że wystarczy sam talent, żeby odnieść sukces –przedstawiając historie znanych i mechanizm zdobycia światowej sławy.

Benjamin Franklin powiedział, że „wszyscy ludzie o wysokich kompetencjach nieustannie szukają sposobów na dalszą naukę, rozwój i podnoszenie kwalifikacji”. Smutna prawda jest taka, że jeśli nie dbamy o swój mózg – nie uczymy się nowych rzeczy, niewłaściwie się odżywiamy, żyjemy w stresie – jego funkcjonowanie jest mocno zaburzone.

Trudno zmienić nawyki, ale jest to możliwe. I to dosyć szybko. Jeśli pozbędziemy się blokad, tego, co nam przeszkadza, łatwiej będzie pracować nad celem, dojść do perfekcji. Warto poznać ten mechanizm! Dobrze byłoby, żeby tę książkę przeczytali nauczyciele – wzmacnianie uczniów, ich zapału i kreatywności powinno być głównym zadaniem szkoły.

Zobacz także: Czytamy, czyli 10 rad jak wychować mola książkowego

Poradnik dla dzieci i nauczycieli

Dzisiaj liczy się sukces – każde dziecko musi go odnieść! Uczą tego media społecznościowe i niestety – szkoła z przeładowanym programem. Ta książka pokazuje, że sukces równa się spełnienie oraz miłość do tego, co się robi – najważniejsza jest pasja!

A sukces to przede wszystkim duży wysiłek i oswojenie strachu przed porażką. Jak zapewniają autorzy – ta książka to właśnie bliskie spotkania trzeciego stopnia z sukcesem. Stopień po stopniu droga do celu – nauczenie się tego nie jest trudne, szczególnie dzisiaj, kiedy wiemy, jak można zmienić pracę naszego mózgu i co za tym idzie – nasze myślenie.

Drużyna Wymiataczy to Matthew Syed – mistrz tenisa stołowego i autor bestsellerów, Matt Whyman – specjalista od porad osobistych, Kathy Weeks – trenerka nastawienia oraz autor rysunków Toby Triumph.

 

 

Iza Farenholc

Dziennikarka i redaktorka. Pracowała jako redaktor naczelna w magazynie dla rodziców Gaga oraz współpracowała m.in. z magazynami Zwierciadło, Twój Styl, Sens, Glamour - materiały psychologiczne, recenzje książkowe, muzyczne i filmowe, wywiady, reportaże z podróży.

Ciemna strona kawy

Ciemna strona kawy
Zapominamy jednak o tym, że kofeina jest narkotykiem stymulującym. – Fot. Pixabay

Kofeina. Ciągle słyszymy o najnowszych badaniach na jej temat, głównie o jej korzystnym działaniu na nasz organizm. Podobno redukuje ryzyko depresji, cukrzycy, choroby Alzheimera i depresji. Zapominamy jednak o tym, że kofeina jest narkotykiem stymulującym, a dzisiaj kawę (czasem codziennie) piją już dzieci i młodzież. 

Autor książki „Dlaczego śpimy. Odkrywanie potęgi snu i marzeń sennych”, podkreśla, że kofeina nie jest suplementem diety, tylko najpowszechniej stosowanym (i nadużywanym) psychoaktywnym stymulantem na świecie. Poziom kofeiny we krwi osiąga najwyższą wartość około 0,5 godziny po spożyciu. Jeśli wypijamy kawę po kolacji, około 19.30, oznacza to, że o 1.30 w nocy, połowa tej kofeiny nadal będzie aktywnie krążyć w naszej tkance mózgowej. Do 1.30 nasz mózg tylko w połowie oczyści się z kofeiny, którą mu dostarczyliśmy. Nie powinniśmy lekceważyć jej reszty, która będzie zanikała jeszcze przez pół nocy. To kofeina – nie tylko ta w kawie, napojach energetycznych czy herbacie, ale także w gorzkiej czekoladzie i lodach – jest jednym z powodów kłopotów z zaśnięciem, co może skutkować bezsennością. Sen nie przyjdzie łatwo, ani nie będzie miał łagodnego przebiegu – mózg nadal będzie próbował uporać się z działaniem kofeiny.

Zobacz teżSuplementy szkodzą czy pomagają?

Jak działa kofeina?

Adenozyna to substancja chemiczna, która odkłada się w mózgu podczas czuwania – im dłużej nie śpimy, tym więcej adenozyny odkłada się w naszym mózgu. Im jej poziom wyższy, tym bardziej chce nam się spać i u większości ludzi dzieje się tak po 12-16 godzinach. Kofeina jest związkiem chemicznym, który wycisza sygnał wysyłany przez adenozynę i pod jej wpływem stajemy się czujniejsi i bardziej rozbudzeni. Jednym słowem, kofeina blokuje sygnał dotyczący senności, który w normalnych warunkach zostałby przesłany do mózgu. Przez to mamy fałszywe poczucie rozbudzenia mimo wysokiego poziomu adenozyny. Gdyby nie kawa, spalibyśmy smacznie. Dr Matthew Walker, psycholog i naukowiec uważa, że spożycie kofeiny jest jednym z najdłuższych i największych niesformalizowanych testów medycznych w historii ludzkości.

Zobacz też: Dieta dla mózgu

Jeśli więc siedzimy do późnych godzin nocnych, wspomagając się kawą, powinniśmy być gotowi na późniejszy tzw. „zjazd kofeinowy”, który polega na potężnej fali senności, powiększonej o większe ilości adenozyny, która czekała na pozbycie się kofeiny z organizmu. Pamiętajmy także o tym, że nie ma bezkofeinowej kawy – każda zawiera kofeinę. jeśli wypijemy trzy bezkofeinowe, to tak jakbyśmy wypili jedno espresso.

Pić czy nie pić – oto jest pytanie. Mała filiżanka espresso pewnie nam nie zaszkodzi, ale jeśli do listy negatywnego wpływu kofeiny na nasz organizm dodamy wypłukiwanie magnezu i wysoką cenę, to może warto zastanowić się nad sensem picia kolejnej kawy.

Źródło: Dr. Matthew Walker „Dlaczego śpimy. Odkrywanie potęgi snu i marzeń sennych”. Wyd. Marginesy

 

 

Iza Farenholc

Dziennikarka i redaktorka. Pracowała jako redaktor naczelna w magazynie dla rodziców Gaga oraz współpracowała m.in. z magazynami Zwierciadło, Twój Styl, Sens, Glamour - materiały psychologiczne, recenzje książkowe, muzyczne i filmowe, wywiady, reportaże z podróży.