Przejdź do treści

Położny mężczyzna? „Pomyślałem: czemu nie?”. Grzegorz Chajdaś o wyzwaniach i trudach zawodu

położny mężczyzna
Grzegorz Chajdaś to pierwszy zarejestrowany w Polsce położny // FOT. ANDRZEJ BANAS / POLSKA PRESS

Są wyjątkiem. Zawód wykonują nie z przypadku, a z powołania. Mężczyźni – położni. W Polsce jest ich tylko 71 pośród 37 tysięcy położnych. Grzegorz Chajdaś to pierwszy zarejestrowany położny mężczyzna w Polsce, od 25 lat pracuje w szpitalu im. Stefana Żeromskiego w Krakowie na oddziale patologii ciąży. Dlaczego zdecydował się na taki zawód?

Podczas śniadania prasowego podsumowującego kampanię i konkurs “Położna na medal” Grzegorz Hajdaś opowiedział dziennikarzom o wyzwaniach, z jakimi spotyka się na co dzień położny mężczyzna.

Kiedy narodziła się u ciebie decyzja o wybraniu zawodu położnego?

Gdybym powiedział, że było to moje powołanie życiowe lub od dziecka chciałem być położnym, to nikt by mi nie uwierzył – i miałby rację.

Kiedy kończyłem szkołę, dowiedziałem się o istnieniu szkoły dla położnych i pomyślałem – dlaczego nie…? A że życie pisze różne scenariusze – postanowiłem to zrobić.

Jak się czułeś jako jeden z nielicznych mężczyzn na studiach?

Na początku było bardzo ciężko, ponieważ nie kończyłem szkoły średniej, a technikum mechaniczne. Przez 5 lat w ogóle nie miałem styczności z takimi przedmiotami jak biologia, anatomia czy fizjologia. Kiedy zdecydowałem się rozpocząć naukę na kierunku położniczym, musiałem bardzo dużo czasu poświęcić na przygotowanie się do egzaminów.

Bardzo ciężko było również zaaklimatyzować się, ponieważ nikt nie spodziewał się, że mężczyźni mogą wybrać taki kierunek. I raczej nikt ich tam nie chciał.

Mało kto wierzył, że będziemy w stanie skończyć studium i uzyskać dyplom położnego. Jak to w życiu bywa, z biegiem czasu sensacja mija i nasza obecność na tym kierunku zaczęła być rzeczą naturalną. Choć zdarzały się sytuacje, że niektórzy traktowali nas z uśmiechem niedowierzania.

Zobacz także: Gala finałowa kampanii i konkursu „Położna na medal”

Czy miałeś na studiach innych kolegów?

Mój kierunek liczył 37 osób w tym 3 mężczyzn (łącznie ze mną).

W trakcie nauki jeden z kolegów zrezygnował. Finalnie tylko ja i drugi kolega skończyliśmy studium i uzyskaliśmy dyplom położnego. Podczas śniadania prasowego kampanii Położna na medal dowiedziałem się, że otrzymałem ten tytuł jako pierwszy mężczyzna w Polsce!

Czy tak jak Ty, Twoi koledzy nadal pracują w zawodzie?

Przez kilka lat kolega Jacek pracował w zawodzie w szpitalu powiatowym w Wadowicach, jednak po kilku latach zdecydował się na zmianę zawodu i został ratownikiem medycznym. Obecnie pracuje w zespole wyjazdowym pogotowia ratunkowego.

Pracujesz w tym zawodzie 25 lat. Co się w tym czasie zmieniło?

Przede wszystkim postęp cywilizacyjny. Technika poszła szalenie do przodu, a co za tym idzie sposoby leczenia i diagnozowania. Zaczynając moją pracę pracowałem na sprzęcie wielorazowego użytku (strzykawki, igły, rękawiczki itp.). Aparaty monitorujące stan płodu (KTG) czy diagnostyka USG nie była na porządku dziennym, jak obecnie.

Zabiegi takie, jak np. cięcie cesarskie nie były tak powszechne jak dziś, a co za tym idzie było o wiele więcej urazów okołoporodowych, niezdiagnozowanych wad u dzieci, a nawet zgonów okołoporodowych czy w połogu.

Diametralnie zmienił się również model pacjentki. Obecnie, dzięki powszechnemu dostępowi do informacji, pacjentka posiada wysoką wiedzę na temat swoich schorzeń i dolegliwości. Fakt ten wymusza na nas nieustanne podnoszenie naszych kwalifikacji i bycie po prostu na bieżąco.

Jeśli chodzi o pracę położnej, to w dzisiejszych czasach jest ona znacznie łatwiejsza, choćby ze względu na powszechną obecność specjalistycznego sprzętu medycznego, który znacznie upraszcza wdrażanie procedur medycznych.

Zobacz także: Wybrano najlepsze położne w ramach kampanii społecznej „Położna na medal”

Co było dla Ciebie najtrudniejsze na początku pracy zawodowej?

Nie lada wyzwaniem było przełamanie bariery intymności. Ważnym aspektem mojej pracy było nawiązanie takich relacji z pacjentką, aby nie czuła ona dyskomfortu, że po drugiej stronie stoi położny, a nie położna. Stresujące były również myśli, że pozostając z pacjentką na dyżurze, odpowiadam za nią.

Bardzo często spotykam się z tym, że pacjentki nazywają mnie lekarzem. I choć za każdym razem powtarzam, że jestem położnym, pacjentki i tak mówią do mnie „panie doktorze”.

Od samego początku pracy w tym zawodzie najtrudniejszą sytuacją jest śmierć noworodka, do której nigdy nie można przywyknąć, nie ma na to klucza, jak zachować się w takiej sytuacji.

Czy mężczyzna pracujący jako położny spotyka się z wieloma problemami w swoim zawodzie?

Na pewno. Pamiętam, kiedy po otrzymaniu prawa wykonywania zawodu poszukiwałem pracy, usłyszałem od oddziałowej pewnego szpitala, że dopóki ona będzie oddziałową, mężczyzna położny nie ma tam miejsca.

Ponadto czasami daje się we znaki sfeminizowane środowisko i typowe tematy o dzieciach, gotowaniu, sprzątaniu i przepisach na sałatki. Zresztą – który mężczyzna zna przepis na sernik na zimno czy łazanki? Ja znam!

A pacjentki? Jak one reagują na Twoją obecność na oddziale?

Pracuję na oddziale patologii ciąży. Pacjentki tego oddziału bardziej skupiają się na swojej jednostce chorobowej niż na osobie, która wykonuje daną procedurę medyczną.

W momencie, kiedy kobieta widzi mój profesjonalizm i pewność w działaniu, nie jest dla niej problemem moja płeć.

Zdarzyło się, że pacjentka odmówiła współpracy z Tobą?

W mojej karierze zawodowej nie było takiej sytuacji, lecz niejednokrotnie spotykałem się z prośbą pacjentki, iż czułaby się bardziej komfortowo, gdyby dany zabieg intymny wykonywała kobieta.

W takim wypadku zawszę proszę o pomoc koleżankę, która jest razem ze mną na dyżurze.

Zobacz także: Położna na medal – jaka powinna być i czym się wyróżniać?

Czy nie czujesz, że nawiązanie współpracy z pacjentką jest dla ciebie trudniejsze niż dla położnej?

Z opinii koleżanek z pracy, jak również moich przełożonych wnioskuję, iż nie mam najmniejszych problemów z nawiązaniem współpracy z pacjentkami.

Jak wspomniałem wyżej, współpraca z niektórymi pacjentkami, biorąc pod uwagę moją płeć, jest utrudniona. W takim wypadku zawsze z pomocą przychodzą moje koleżanki.

Masz jakieś rady dla mężczyzn, którzy chcieliby zostać położnymi?

Panowie, do dzieła! Ja przetarłem wam szlaki!

Jest to piękny zawód, dający wiele satysfakcji, ale czasami dużo bólu. Niezmiernie dynamiczny i niezależnie od przepracowanych lat zaskakujący na każdym kroku i uczący dużo pokory.

Ruszyła właśnie piąta, jubileuszowa edycja kampanii „Położna na medal”. Co chciałbyś przekazać położnym, które będą brały udział w konkursie na najlepszą położną w Polsce? Czy zastanawiasz się nad tym, aby również wziąć w nim udział? J

Drogie koleżanki, trzymam za Was kciuki! Czasami warto udowodnić sobie i innym, że jest się dobrym w tym co się robi! Sam jeszcze nie wiem, czy będę brał udział w konkursie. Czas pokaże.

——————————————————————————————————————————–

 

Położna na Medal to prowadzona od 2014 roku kampania społeczno-edukacyjna zwracająca uwagę na kwestie związane z koniecznością podnoszenia standardów i jakości opieki okołoporodowej w Polsce poprzez edukację i promocję dobrych praktyk. Istotną kwestią kampanii jest również podnoszenie świadomości społecznej na temat roli położnych w opiece okołoporodowej.

Jednym z kluczowych elementów kampanii jest konkurs na najlepszą położną w Polsce. Zgłoszenia do tegorocznej, piątej edycji konkursu przyjmowane są od 1 kwietnia do 31 lipca 2018 r. Głosy na nominowane położne można oddawać od 1 kwietnia do 31 grudnia 2018 roku. Oddawanie głosów odbywa się na stronie www.poloznanamedal2018.pl

Patronat honorowy nad kampanią i konkursem objęła Naczelna Rada Pielęgniarek i Położnych. Patronat merytoryczny sprawują: Polskie Towarzystwo Położnych, Fundacja Rodzić po Ludzku oraz Stowarzyszenie Dobrze Urodzeni. Mecenasem kampanii jest marka Alantan Plus.

materiał prasowy

Materiał prasowy redakcja otrzymuje, gdy firmy, stowarzyszenia, fundacje i inne organizacje chcą poinformować naszych czytelników i czytelniczki o aktualnościach, wydarzeniach, eventach, nowych produktach czy konferencjach.

Pierwsza wizyta u psychoterapeuty – 3 pytania, których możesz się spodziewać

Pierwsza wizyta u psychoterapeuty

Pierwsza wizyta u psychoterapeuty może wiązać się z dużym zdenerwowaniem, co jest jak najbardziej naturalne. Jeśli znajdujemy się w sytuacji dotąd dla nas nieznanej, nic dziwnego, że budzić się może lęk, zawstydzenie, być może podejrzliwość – warto pozwolić tym wszystkim emocjom dojść do głosu. Co jednak ważne, jednocześnie możemy też ułatwić sobie to doświadczenie i dowiedzieć się, czego tak naprawdę możemy się podczas takiej sesji spodziewać.

Motywacja do zgłoszenia się po psychoterapeutyczne wsparcie może być bardzo różna. Czasami ludzie decydują się na taki krok, ponieważ czują, że „stoją w miejscu”, innym razem zjawiają się w gabinecie terapeuty będąc w głębokim kryzysie. Niezależnie od tego, w którym momencie Ty się na to decydujesz, jest to jak najbardziej w porządku – pamiętaj, nie ma czegoś takiego jak „zbyt błahy” powód. Konsultacje psychoterapeutyczne są m.in. właśnie od tego, żeby się tym powodom przyjrzeć i zastanowić, co się właściwie dzieje i co dziać się będzie w tym kierunku dalej. Z taką perspektywą wiąże się też część pytań, które mogą paść podczas pierwszej sesji.

Co jednak ważne, każdy terapeuta jest inny – specjaliści pracują w różnych nurtach, inaczej prowadzą konsultacje, co innego może być z ich punktu widzenia ważne. Jeśli więc któreś z wymienionych tu pytań nie pada, jest to jak najbardziej w porządku. Przedstawione tu wątki są tylko wskazówką „jak może być”, a nie „jak na pewno będzie” – zachowaj więc otwartość na to, że rozmowa może potoczyć się w zupełnie innym kierunku. Daj sobie i terapeucie na to przestrzeń.

1. Co sprawiło, że zdecydował/a się Pan/i na wizytę?

Jest to istotna wskazówka dla terapeuty, która wiele może powiedzieć o istocie problemu, z jakim się zmagasz. Jeśli jest to sprawa dotyczące głównie obecnego czasu – jak np. trudne rozstanie, utrata pracy, wypadek – terapia będzie wyglądała inaczej niż w przypadku, gdy Twój problem dotyczy wielomiesięcznego poczucia lęku, czy też chęci pracy nad doświadczeniami z przeszłości.

Co więcej, jeśli na wizytę namówił Cię partner/żona/przyjaciel, a sam nie jesteś przekonany, czy jest to dobry pomyśl, warto o tym porozmawiać – pierwsza sesja to odpowiedni moment, by się nad tym pochylić.

Zobacz też: Rodzice i terapia uzależnień dziecka – jak się w tym wszystkim odnaleźć?

2. Czy kiedykolwiek wcześniej miał/a Pan/i kontakt z terapią?

Jest to pytanie ważne z kilku względów. Po pierwsze, jeżeli miałeś już kontakt z psychoterapią, zapewne masz w związku z nią jakieś odczucia – czy dobrze wspominasz to doświadczenie? Czy znalazłeś dzięki temu potrzebne wsparcie? Jeśli tak, to co uważasz za szczególnie pomocne w swoim przypadku? A może raczej wolałbyś o tym zapomnieć i nie ufasz tego typu relacji? Są to niezwykle cenne wskazówki dla terapeuty, z którym spotkasz się teraz.

Po drugie, jeśli masz już takie doświadczenie za sobą, zapewne mniej więcej wiesz, jak terapia lub konsultacje w gabinecie psychoterapeutycznym w ogóle mogą wyglądać. Osoby będące w takiej sytuacji po raz pierwszy potrzebują więcej wskazówek. Gdy terapeuta dowie się, że jest to dla Ciebie zupełna nowość, prawdopodobnie poświęci więcej czasu na wyjaśnienie, jak wygląda generalna struktura terapii, czego można się po takich spotkaniach spodziewać, nad czym się w takiej relacji pracuje etc.

Co ważne, nie bój się o to wszystko pytać! Jeśli czujesz informacyjny niedosyt w tym zakresie, śmiało zadaj nurtujące Cię pytania. Jak najbardziej możesz zapytać również o wykształcenie, certyfikaty niezbędne do pracy psychoterapeutycznej oraz doświadczenie danego terapeuty – są to informacje, które każdy specjalista powinien Ci przekazać.

3. Jak dotąd radził/a sobie Pan/i z problemami?

Każdy z nas ma mniej lub bardziej konstruktywne strategie radzenia sobie w trudnych sytuacjach. Może zdarzyć się też tak, że owszem, dana strategia była bardzo skuteczna i konstruktywna, ale na ten moment stała się już niewystarczająca. Opowiedzenie o tym, co nam pomaga i jak staraliśmy się dotąd sobie radzić, może nie tylko wiele o nas powiedzieć, lecz także dać cenne wskazówki terapeucie. Od razu będzie można przyjrzeć się chociażby temu, które strategie warto wzmacniać, które prawdopodobnie lepiej byłoby osłabić – a może zupełnie trzeba poszukać dla nas czegoś nowego?

Co więcej, jest to też dobry moment, żeby powiedzieć o takich działaniach jak np. sięganie po alkohol, narkotyki, jedzenie. Tak, to także są strategie radzenia sobie z problemami, które stanowią ważną wskazówkę do dalszej pracy terapeutycznej.

Pierwsza wizyta u psychoterapeuty – ważny krok

Jest to zaledwie kilka podstawowych pytań, które mogą pojawić się w trakcie pierwszego spotkania w gabinecie psychoterapeutycznym. Będzie ich zapewne o wiele więcej – jedne będą trudniejsze, inne mogą wydać się zbędne. Warto jednak do każdego z nich podejść z ciekawością i autentycznością.

Co jednak ważne, jeśli nie chcesz o czymś mówić, zawsze możesz postawić znak „stop”. Jeśli na ten moment to za trudne, w porządku, daj taki sygnał terapeucie. Przez te kilkadziesiąt minut sesji pozwól sobie o siebie zadbać – to jest czas dla Ciebie.

Zobacz też: Uzależnienia, depresja, bezsilność – co jest po drugiej stronie gabinetu? Terapeuta: „To my sami jesteśmy narzędziem naszej pracy”

Inspiracje: huffpost.com / psychcentral.com

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

Problemy z nauką u dzieci. Kilka słów o tym, czym jest SZRUS

SZRUS to nie choroba lecz pewne dysfunkcje wymagające od dziecka oraz rodziców i nauczycieli więcej pracy i zaangażowania – fot. 123rf

Twoje dziecko niechętnie czyta, ma trudności z liczeniem, pisze niekształtne i mało czytelne literki, a ty nie wiesz jaka, jest tego przyczyna. Warto się zainteresować się tematem. U coraz większej liczby dzieci rozpoznaje się specyficzne zaburzenia rozwoju umiejętności szklonych – SZRUS. Do grupy tych trudności zaliczamy między innymi: dysleksję, dysortografię, dysgrafię oraz dyskalkulię. Wymienione dysfunkcje mogą występować pojedynczo lub w połączeniu.

Zobacz też: 20 dobrych rad dla rodziców od najsłynniejszego pedagoga w Polsce

Problemy z nauką u dzieci

Dysleksja – specyficzne trudności w czytaniu. Dziecko przejawia dużą niechęć do czytania. Ma bardzo wolne tempo, które charakteryzuje się przedłużonym etapem głoskowania, pojawia się duża liczba błędów. Występuję również problem ze zrozumieniem przeczytanego tekstu.

Dysortografia –jest to trudność w pisaniu, która charakteryzuję się dużą liczbą popełnianych przez dziecko błędów ortograficznych (mimo, że zna ono zasady pisowni). Dziecko ma również problemy w pisaniu ze słuchu oraz z pamięci. Dysortografia cechuję się wolnym tempem pisania, pismem lustrzanym, myleniem oraz opuszczeniem liter.

Dysgrafia – charakteryzuje się zaburzeniami manualnymi. Brak koordynacji wzrokowo – ruchowej powoduje u dziecka pisanie niekształtnych, nieestetycznych i mało czytelnych liter. Często litery są zbyt zagęszczone i nie są odpowiednio zapisywane w liniaturze.

Dyskalkulia – dotyczy trudności związanych z umiejętnościami arytmetycznymi. Występują problemy z odczytywaniem symboli matematycznych w tym cyfr, znaków oraz liczb. Zaburzone są zdolności wykonywania podstawowych działań matematycznych (dodawania, odejmowania, mnożenia i dzielenia). Możemy również zauważyć, że dziecku sprawia trudność ułożenie malejąco lub rosnąco liczb i przeliczanych elementów.

Zobacz też: Powrót do szkoły – jak możemy nauczyć nasze dzieci koncentracji?

Jak wspierać nasze dziecko?

Bardzo ważna jest diagnoza, którą można wykonać w poradniach psychologiczno-pedagogicznych. Szybkie rozpoznanie ułatwi nam podjęcie odpowiednich działań nakierowanych na wspieranie naszego dziecka.

Powinniśmy dołożyć wszelkich starań, aby nasze dziecko zarówno w szkole jak i w domu miało zapewnione odpowiednie wsparcie. Uzyskane zalecenia muszą być respektowane przez rodziców oraz nauczycieli, by dziecko miało poczucie wsparcia i zrozumienia.

Możemy pomagać naszemu dziecku realizując z nim dodatkowe ćwiczenia w domu, szkole, a nawet w specjalistycznych poradniach. Ważna jest systematyczna praca z dzieckiem, cierpliwość, zrozumienie oraz chęć do wspólnego pokonywania trudności.

SZRUS to nie choroba lecz pewne dysfunkcje wymagające od dziecka oraz rodziców i nauczycieli więcej pracy i zaangażowania.

Dzieci ze specyficznymi zaburzeniami rozwoju umiejętności szkolnych, poświęcając więcej czasu na naukę oraz ćwiczenia mają taką samą możliwość uzyskiwania bardzo dobrych wyników w nauce jak ich rówieśnicy.

Zobacz też: Jak wspierać odporność dziecka – 11 skutecznych sposobów i jeden wątpliwy

Drodzy Rodzice, zapamiętajcie!

  1. SZRUS to nie choroba, to pewne dysfunkcje.
  2. Starajcie się zrozumieć wasze dziecko – szukajcie pomocy u specjalistów.
  3. Nie wstydźcie się i bądźcie otwarci na pomoc i wsparcie.
  4. Rozmawiajcie z nauczycielami i opiekunami o trudnościach i sposobach radzenia sobie z nimi.
  5. Bądźcie cierpliwi i poświęcajcie waszym dzieciom więcej czasu.
  6. Unikajcie negatywnej oceny i porównywania do rówieśników.
  7. Chwalcie, wspierajcie i doceniajcie najdrobniejsze sukcesy waszego dziecka.

Aleksandra Nosarzewska

Studentka V roku psychologii klinicznej na Uniwersytecie SWPS. Jej pasją jest psychologia dziecka oraz pedagogika. Na co dzień współpracuje z dziećmi z zaburzeniami ze spektrum autyzmu.

Hashtag #BABCING – czyli jak być babcią w XXI wieku!

#babcing

Chociaż czasy się zmieniają, instytucja babci nie traci na wartości. Owszem, inne mogą być dziś formy spędzania czasu z wnukami lub też rodzaj kontaktu (jeśli mieszkamy na drugim końcu świata z pomocą przychodzą social media i Skype), ale nic nie zmienia faktu, że relacja z babcią wciąż jest jednym z ważniejszych „parasoli ochronnych” roztaczanych nad dziećmi. Dlaczego #babcing jest aż tak istotny i czy w XXI wieku naprawdę wciąż go potrzebujemy?

Tak, zgadza się – #babcing! Jest to hashtag, który zdobywa w sieci coraz większą popularność, a dzieje się to za sprawą Beaty Boruckiej vel Mądra Babcia. Blogerka, autorka książki, no i przede wszystkim – co w tym kontekście odkrywcze zapewne nie jest – babcia trojga wnucząt. Jak pisze na swojej stronie:

Drogie Babcie, zorientowałam się, że w bezkresnej sieci nie ma nic dla nas! A To błąd! Jest nas rzesza i mamy niemałą rolę w kształtowaniu nowych „człowieków” – nie sposób się z nią nie zgodzić.

XXI wiek – czy nadąża za babciami?

Biorąc pod uwagę babcie w internecie, faktycznie tego typu przestrzeni brak. Blogi młodych mam, strony parentingowe, idealne Instagramowe stylizacje maluszków – tego mamy pod dostatkiem. Jeśli jednak szukamy źródeł odnoszących się do pokolenia wyżej, śmiało możemy porównać to do polowania na igłę w stogu siana. A szkoda, ponieważ dzisiejsze babcie to kobiety doskonale obeznane z siecią, które często odbiegają od stereotypu starszej pani siedzącej w fotelu i robiącej na drutach ciepły szalik dla wnucząt (żeby nie było – to też jest super!).

Współczesne babcie to w dużej mierze kobiety świadome swojej siły, nieustannie nastawione na rozwój i poszerzanie perspektyw. Wiedzą, jak wiele mogą wnieść w życie swoich dzieci oraz wnucząt, a przy tym mają też szansę jednoczesnej realizacji na wielu innych płaszczyznach. Dzisiejszy świat nie ogranicza ich już tylko do jednej roli, co sprawia, że mogą pełnić ją jeszcze głębiej i dojrzalej!

Zobacz też: Co nas uszczęśliwia? Relacje, relacje, relacje! – PSYCHOLOGIA

#Babcing – bajki na bok!

W porządku, brzmi to jak świat idealny, a przecież rzeczywistość może wyglądać zgoła odmiennie – trudne relacje z rodzicami często zniechęcają do wprowadzania ich w życie własnych dzieci. Zadry i żale z dzieciństwa, znikomy kontakt, rozpady związków etc. Co więcej, sama babcia może nie chcieć angażować się w swoją nową rolę i ma pełne prawo do podejmowania autonomicznych decyzji w tym zakresie! Warto jednak pamiętać, że dobrze jest robić to świadomie.

Nawet jeśli relacja babcia-rodzice-wnuki do najłatwiejszych nie należy, można nad nią pracować i szukać różnych form odnalezienia się w tej skomplikowanej rodzinnej rzeczywistości. Można stawiać granice i badać, czy to właśnie w tym miejscu są one okej. Można próbować, sprawdzać – jak najbardziej!

Relacje to w końcu przestrzeń, którą nieustannie kształtujemy i mamy na nią ogromny wpływ. Co jednak przy tym ważne, owy wpływ (w rozumieniu: odpowiedzialność) powinni mieć na swoich barkach tylko i wyłącznie dorośli, na co często wskazuje Beata Borucka. To w dużej mierze „układy” panujące pomiędzy nimi umożliwiają lub utrudniają budowanie związku babcia-wnuki. Związku, który jeśli jest stworzony na dojrzałych, silnych fundamentach, ugruntowuje bazę na całe życie.

Tak, Mądre Babcie potrzebne są nam wszystkim – nawet w XXI wieku! Czy Ty też tak to widzisz?

Inspiracja: Facebook Mądra Babcia

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

Rodzina szczepionką na samobójstwo

Młodzi mężczyźni coraz częściej pełnią funkcję w rodzinie w sposób partnerski – fot. Pixabay

W Polsce codziennie odbiera sobie życie 15 osób, 12 z nich to mężczyźni. Na świecie w wyniku śmierci samobójczej co 60 sekund umiera mężczyzna. Dlaczego mężczyźni? Na to pytanie próbował odpowiedzieć dr hab. Adam Czabański podczas Wykładów Otwartych kampanii „Życie warte jest rozmowy”.

Samobójstwo ma ogromną moc rażenia – jest jak granat rzucony w tłum ludzi. Na początek garść statystyk:

W roku 2018 w Polsce samobójstwo popełniły 5182 osoby. To więcej niż łączna liczba śmiertelnych ofiar wypadków drogowych (2882) oraz ofiar zabójstw (513). W latach 2009-2018 samobójstwo w Polsce popełniło 58 721 osób. To jakby zniknęło z powierzchni ziemi średniej wielkości miasto takie jak np. Puławy, Bełchatów czy Ełk. Prób samobójczych jest 10 do 15 razy więcej niż samobójstw. W latach 2009-2018 w Polsce 500 000 – 750 000 prób samobójczych. To liczby odpowiadające mieszkańcom Poznania lub Krakowa. Jedno samobójstwo wiąże emocjonalnie, ekonomicznie i duchowo do 20 osób. Każdego roku w Polsce 100 000 ludzi cierpi z powodu samobójstwa bliskiej osoby.

W 2017 roku 86% samobójstw popełnili mężczyźni. Na jedną kobietę – statystycznie 6,15 mężczyzn popełnia samobójstwo. W Europie jest to stosunek 1:4.

Zobacz też: Na świecie co 60 sekund popełnia samobójstwo mężczyzna” [WIDEO]

Kryzys męskości?

Czy mamy do czynienia z kryzysem męskości? Niekoniecznie. Winne są tutaj wzorce kulturowe. Polacy mają bardzo mocno zakodowane tradycyjne role społeczne. Mężczyźni, którzy nie są w stanie im sprostać, nie wytrzymują.

Tradycyjne role społeczne zakładają, że mężczyzna pełni funkcję materialno-zabezpieczającą. Gromadzi środki na utrzymanie rodziny. Nie angażuje się w funkcje wychowawcze i emocjonalne. Zachowuje dystans od życia rodzinnego. Gdy nie pracuje, również nie zajmuje się dziećmi – odpoczywa. Kształtuje się obraz mężczyzny zdystansowanego, trochę obcego w środowisku rodzinnym

W momencie kryzysu ekonomicznego – utraty pracy, upadku biznesu – rola mężczyzny załamuje się. Istnieje wtedy ryzyko wejścia na równię pochyłą:

Problemy w pracy -> agresja lub apatia -> używki + incydenty z przemocą wobec rodziny -> separacja lub rozwód -> pogłębienie uzależnienia od używek + brak kontaktu z rodziną -> SAMOBÓJSTWO

Badania prowadzone nad mężczyznami długotrwale bezrobotnymi ukazują niepokojącą prawidłowość. Pomimo posiadania dużej ilości wolnego czasu, nie angażowali się w życie rodziny. Wstawali jak zawsze o 6 rano i cały dzień oglądali telewizję albo spacerowali.

Zobacz też: „Ludzie nie chcą umierać – nie mają siły, aby kontunuować życie” prof. Brunon Hołyst na konferencji 10 września 2019

Ratunek – zaangażowanie na rzecz rodziny

Konieczna jest zmiana statusu quo. Kobiety muszą angażować mężczyzn na rzecz rodziny, aby czuli się związani z nią. Konieczna jest praca organiczna u podstaw.

Niech wyniesie śmieci i odprowadzi dziecko do przedszkola – nawet, gdy nie ma czasu – przekonuje dr Czabański. To zaprocentuje w przyszłości. Przytacza również zatrważające dane akcji „Poczytaj mi tato” – Statystyczny ojciec rozmawia ze swoim dzieckiem średnio 7-8 minut dziennie!

W szkołach rodzenia powinny być obowiązkowe kursy typu „jak być fajnym ojcem”. Aby nie wstydzić się łez, żyć małymi sprawami, żyć na poziomie mikrostruktury społecznej.

Co może uratować mężczyzn przed samobójstwem?

  • partnerstwo w rodzinach
  • rewitalizacja komunikacji wewnątrzrodzinnej
  • wzmocnienie roli ojca w rodzinie

Mężczyzna skoncentrowany na rodzinie, w razie problemów, ma więcej lin ratunkowych.

Na koniec –  optymistyczna pointa – młodzi mężczyźni coraz częściej pełnią funkcję w rodzinie w sposób partnerski. Żyją życiem swojej rodziny. Na równi zarabiają, sprzątają i zajmują się dziećmi. Oby tak dalej!

Alina Windyga-Łapińska

Dziennikarka portalu Współczesna Rodzina. Absolwentka resocjalizacji na Uniwersytecie Warszawskim. Kilka lat pracowała w dziale HR zagranicznych firm produkcyjnych, po urlopie macierzyńskim postanowiła nie wracać i zajęła się pisaniem.