Przejdź do treści

Powrót do szkoły – jak możemy nauczyć nasze dzieci koncentracji?

Po wakacjach - jak uczyć dzieci koncentracji?
fot. CM Damiana

Nadszedł wrzesień, a z nim nieubłagalnie pierwszy dzwonek. Powrót do szkoły po dwumiesięcznej
przerwie to dla wielu dzieci duży szok. Zakończył się bowiem okres, kiedy mogły spędzać czas na
beztroskiej zabawie i wypoczynku, zapominając jednocześnie o obowiązkach edukacyjnych. O ile na
początku roku szkolnego dzieci mogą wykazywać mniejszy poziom skupienia, o tyle długotrwałe
i utrzymujące się zaburzenia z koncentracją mogą oznaczać problemy zdrowotne. W jaki sposób
możemy wówczas pomóc naszym dzieciom? Odpowiada Paulina Mikołajczyk, psycholog z Centrum
Medycznego Damiana.

Zobacz też: Nadszedł czas, by dziewczynki dorastały w świecie nastoletniej Lukrecji! – córka autora „Mikołajka” stworzyła swoją bohaterkę

Najtrudniejszy pierwszy krok

„Mamo, jeszcze pięć minut”,

„Nie synku, wstawaj. Za pół godziny masz autobus, a musisz jeszcze zjeść
śniadanie”.

Który z rodziców przynajmniej raz nie odbył podobnego dialogu ze swoim dzieckiem?
Przestawienie się z możliwości późniejszej pobudki na „reżim” regularnego porannego wstawania,
powrót do ustalonego harmonogramu dnia, wiele dodatkowych zajęć i często późne powroty do domu,
to dla dzieci i młodzieży duże wyzwanie.

Powrót dziecka do szkoły można porównać do powrotu osób dorosłych z urlopu do pracy. Wielu z nas
po dłuższym wypoczynku na początku nie potrafi skupić się na obowiązkach. Pamiętajmy, że dzieciom
zdecydowanie trudniej przychodzi „wskoczenie” na pełne obroty.

Oprócz wczesnego wstawania, przyswajania materiału, należy wziąć pod uwagę jeszcze jeden aspekt – dzieci po aktywnych wakacjach, zostają nagle „zmuszone” do wielogodzinnego siedzenia w szkolnych ławkach, co na początku może powodować znudzenie czy brak koncentracji – komentuje Paulina Mikołajczyk, psycholog z Centrum Medycznego Damiana.

Zobacz też: Zespół Aspergera – zrozumieć świat naszego dziecka

Powrót do szkoły i co dalej?

Powrót do szkoły, a co za tym idzie ponowne wyrobienie w sobie odpowiednich nawyków
i koncentracji, czasami może być długim procesem. Niezwykle istotna jest tutaj rola rodziców, którzy
powinni wspierać swoje dziecko i pomóc mu w adaptacji do szkoły, a jednocześnie nie wywierać na
nich dodatkowej presji.

Jako rodzice powinniśmy pamiętać, że nasze dzieci potrzebują czasu na powrót do szkolnej
rzeczywistości. Nowy rok szkolny nie oznacza, że najmłodsi mają od 1 września skupiać się wyłącznie
na nauce. Pozwólmy im wypoczywać i motywujmy je do rzeczywistego, a nie tylko pozornego
odpoczynku. Jak to zrobić? Przede wszystkim powinny być one aktywne fizycznie, zwłaszcza po wielu
godzinach spędzonych w szkolnej ławce, przy nauce czy odrabianiu prac domowych.

Aby dzieci chętniej się ruszały, możemy np. organizować rodzinne spacery, wycieczki rowerowe czy czynnie angażować się we wspólną zabawę np. w ogrodzie. Sport na świeżym powietrzu poprawia nie tylko pracę serca, ale również dzięki dostarczeniu większej dawki tlenu do organizmu, pozytywnie oddziałuje na
funkcjonowanie mózgu, co poprawia koncentrację. Kolejnym elementem jest sen, który jest niezbędny
do pełnej regeneracji organizmu po każdym dniu szkoły czy pracy. Wyspane dziecko, to szczęśliwe
dziecko, które zwiększa tym samym swoje skupienie i możliwości przyswajania przekazywanej wiedzy
– mówi Paulina Mikołajczyk, psycholog z Centrum Medycznego Damiana.

Miesiące mijają, a koncentracji brak?

Po upływie pierwszych tygodni roku szkolnego koncentracja naszego dziecka powinna, pod wpływem
powyższych działań, ukierunkować się na obowiązki związane ze szkołą. Co jednak w sytuacji, gdy
zauważymy, że objawy (brak koncentracji, wycofanie) nie ustępują, a nasza pociecha nadal nie może
w pełni skupić się na szkole, a nauka ją męczy?

Z wymienionymi powyżej objawami, takimi jak brak koncentracji czy niemożliwość skupienia się na
nawet najprostszych czynnościach, jeżeli oczywiście utrzymują się przez dłuższy czas lub dodatkowo
nasilają, powinniśmy zgłosić się z dzieckiem do specjalistycznej poradni, aby zasięgnąć porady
wykwalifikowanego terapeuty integracji sensorycznej.

Jeżeli bowiem integracja sensoryczna, czyli w największym skrócie właściwa „interpretacja” bodźców, jest zaburzona u dziecka, to nie tylko zaobserwujemy wycofanie, apatię czy brak koncentracji, ale może to również rzutować na dalsze funkcjonowanie i nieprawidłowy odbiór otaczającej rzeczywistości. Terapeuta na podstawie wywiadu medycznego i badań, zleci dalszą diagnostykę.

Jeżeli zostanie stwierdzone zaburzenie integracji sensorycznej, specjalista za pomocą odpowiednich ćwiczeń w taki sposób będzie stymulował zmysły dziecka, aby jednocześnie leczyć, jak i zapewnić zabawę podczas przebywania w gabinecie. Praca oczywiście nie kończy się na wizycie specjalisty. Bardzo istotna jest tutaj rola rodziców, którzy część ćwiczeń powinni wykonywać ze swoimi pociechami w domu. Tylko regularność może przynieść rezultaty – pierwsze efekty jesteśmy w stanie zaobserwować już po dwóch miesiącach.

Terapia może trwać około roku, a praca specjalisty (1-2 w tygodniu) oraz rodziców z pewnością przyniesie oczekiwane rezultaty– kończy Paulina Mikołajczyk, psycholog z Centrum Medycznego Damiana.

Zobacz też: 6 sprawdzonych technik wychowawczych

materiał prasowy

Materiał prasowy redakcja otrzymuje, gdy firmy, stowarzyszenia, fundacje i inne organizacje chcą poinformować naszych czytelników i czytelniczki o aktualnościach, wydarzeniach, eventach, nowych produktach czy konferencjach.

„Na świecie co 60 sekund popełnia samobójstwo mężczyzna” – Światowy Dzień Zapobiegania Samobójstwom [WIDEO]

10 września obchodzony jest Światowy Dzień Zapobiegania Samobójstwom. Kampania „Życie warte jest rozmowy” w tym roku bierze pod lupę samobójstwa mężczyzn. Statystyki są zatrważające: na świecie co 60 sekund popełnia samobójstwo mężczyzna. W Polsce w wyniku śmierci samobójczej codziennie umiera 12 meżczyzn.

Zobacz też: Depresja – choroba naszych czasów. Ogólnopolski Dzień Walki z Depresją

„Życie warte jest rozmowy”

Według statystyk WHO co 40 sekund z powodu samobójstwa ginie na świecie jedna osoba. Daje to około 800 tysięcy ofiar na rok, większość z nich to mężczyźni. W ciągu dekady samobójczą śmiercią umiera około 8 milionów ludzi. To ponad czterokrotna liczba mieszkańców Warszawy. W Polsce codziennie odbiera sobie życie 15 osób, 12 z nich to mężczyźni. Na świecie w wyniku śmierci samobójczej co 60 sekund umiera mężczyzna. – piszą twórcy kampanii na stronie internetowej suicydologia.org

Kampania „Życie warte jest rozmowy” powstała z myślą o przełamywaniu tabu samobójstwa i w celu edukacji społeczeństwa w zakresie zapobiegania samobójstwom i reagowania na niepokojące symptomy pojawiające się u osób z bliskiego otoczenia.

Zobacz też: Od czego może się uzależnić Twoje dziecko i co ma do tego depresja?

Każdego dnia w Polsce śmiercią samobójczą ginie 15 osób. W 2017 roku zmarło w ten sposób 5276 Polaków – to więcej, niż w wyniku wypadków drogowych. Jednak o przeciwdziałaniu tym tragediom – o zrozumieniu ich przyczyn i poszukiwaniu rozwiązań – mówi się niewspółmiernie rzadziej, niż o bezpieczeństwie na drogach. Przepisy bezpiecznego ruchu zna niemal każdy, ale jak rozpoznać i uratować samobójcę nie słyszał prawie nikt. – piszą twórcy

Zdaniem ekspertów z Polskiego Towarzystwa Suicydologicznego, aby skutecznie zapobiegać samobójstwom, trzeba między innymi wiedzieć, w jaki sposób rozmawiać zarówno z osobami w kryzysie, które mogą myśleć o odebraniu sobie życia, jak i osobami z ich otoczenia.

Zobacz też: Jedno samobójstwo to tragedia aż 135 osób. Zwykle można jej zapobiec

Wykłady Otwarte –  Światowy Dzień Zapobiegania Samobójstwom

Obchodzony 10 września Światowy Dzień Zapobiegania Samobójstwom jest okazją do podjęcia tego tematu w szerszym gronie. Twórcy kampanii po raz kolejny zapraszają ekspertów, którzy w ciągu krótkich wykładów omówią konkretne aspekty problemu i wyzwań prewencyjnych.

Po każdej prezentacji słuchacze będą mieli okazję zadać pytania oraz porozmawiać z prelegentem. Przez cały czas trwania wydarzenia, każda potrzebująca rozmowy osoba będzie mogła skorzystać z konsultacji u dyżurujących w Pokojach Wsparcia specjalistów. Udział w wydarzeniu jest bezpłatny.

Wydarzenie odbędzie się 10 września w Bibliotece Uniwersyteckiej przy ulicy Dobrej 55 w Warszawie w godzinach 10-15. Gościem wykładów będzie Ambasador Kampanii, aktor Michał Czernecki. Wydarzenie poprowadzi dziennikarka Magdalena Juszczyk.

 

Rejestrację na wydarzenie znajdziesz tutaj.

Redakcja

Portal o rodzinie.

Ciąża prowadzi do długotrwałych zmian w ludzkim mózgu – dowodzą naukowcy

Ciąża prowadzi do długotrwałych zmian w ludzkim mózgu
fot.Pixabay

Kobiety doświadczają silnych i doskonale widocznych zmian w ciele w trakcie ciąży – to oczywisty fakt. W tym samym czasie zachodzą jednak niewidoczne zmiany w mózgu, które utrzymują się trwale. Ciąża zmienia rozmiar i strukturę obszarów mózgu, które są odpowiedzialne za myśli, uczucia, intencje i przekonania – uważają autorzy badania, które zostały opublikowane w magazynie Nature Neuroscience. 

Ciąża zmienia mózg

W trakcie ciąży w ciele kobiety zachodzą radykalne zmiany hormonalne, ciało adaptuje się do nowej sytuacji. Jak się okazuje, zmienia się również mózg. Naukowczynie z  Leiden University w Holandii ustaliły to obserwując mózgi kobiet przed i po pierwszej ciąży oraz dokonując porównania z grupą kontrolną składającą się z kobiet, które nie są w ciąży i nie mają dzieci.  

25 kobiet, które niedawno zaszły w ciążę  pierwszy raz w życiu i 19 partnerów tych kobiet poddało się badaniu mózgu metodą obrazowania MRI. Po zakończeniu ciąży ta sama grupa ludzi została przebadana MRI ponownie. W grupie kontrolnej znajdowało się 20 kobiet i 17 mężczyzn, którzy nie mają dzieci, zostali przebadani MRI w tych samych momentach. 

Okazało się, że ciąża powoduje zmniejszenie objętości substancji szarej w obszarach mózgu odpowiedzialnych za zdolności społeczne i empatię. Na podstawie tych różnic naukowcy byli w stanie odróżnić kobiety, które niedawno były w ciąży lub są w ciąży obecnie od tych, które nie są w ciąży i nie mają dzieci.

Zobacz też: Zespół Aspergera – zrozumieć świat naszego dziecka

Więź z dzieckiem i świadomość społeczna

Kobiety, które wykazywały największe zmiany w mózgu osiągnęły wyższe wyniki w teście więzi z dzieckiem – twierdzą badaczki.  Zmiany utrzymywały się przez pierwsze dwa lata macierzyństwa. Główna badaczka, dr Eliseline Hoekzema przyznaje, że jej zespół nie badał struktur mózgu matek po upływie dwóch lat od porodu, jednak nie wyklucza, że zmiany mogę utrzymywać się dłużej. 

Matki noworodków miały mniej substancji szarej w obszarach odpowiedzialnych za inteligencję emocjonalną i umiejętności społeczne. Badaczki uważają, że można ten fakt interpretować dwojako: jako spadek funkcji tych obszarów lub jako podniesienie jakości połączeń nerwowych, swojego rodzaju optymalizacja sieci neuronów. 

Wcześniejsze badania dowiodły, że cieńsza warstwa istoty szarej oznacza większe kompetencje społeczne i empatię. Badaczki skłaniają się ku tej drugiej interpretacji, którą dodatkowo potwierdzają wyniki badań relacji matek z dziećmi.

Zobacz też: Olejek esencjonalny z rozmarynu poprawia pamięć

Zapomnieć o bólu

Z kolei CNN cytuje psychiatrę z Uniwersytetu Yale, Dr. Kim Yonkers’a, według którego utrata istoty szarej może implikować deficyty pamięci u matek. Co z kolei można interpretować jako biologiczny mechanizm mający na celu szybkie wymazanie wspomnienia o bólu porodowym i trudach ciąży.

Jeszcze inny naukowiec, Dr. David Van Essen uważa, że zmniejszenie się objętości substancji szarej może być pozorne. Takie wrażenie jego zdaniem może sprawiać przyrost otoczek mielinowych, co oznaczałoby przyspieszenie przekazywania impulsów nerwowych w mózgach matek.

Terapia autyzmu?

Zaskakującym pomysłem jest wykorzystanie tego mechanizmu do terapii innych zaburzeń powodujących problemy z bliskością i kompetencjami społecznymi oraz niski poziom empatii. Jeden z naukowców spekulował, że być może, kiedy zjawisko zostanie lepiej poznane, terapia żeńskimi hormonami ciążowymi mogłaby być efektywna w przypadku pacjentów cierpiących na np. autyzm. 

Póki co nie ma wystarczających danych, by zacząć pracę nad tego rodzaju terapią, jednak dr. Hoekzema przypomina, że podobne badania prowadzone były na szczurach i być może warto byłoby je kontynuować we wspomnianym kierunku. 

Źródło: CNN

Zobacz też: Sposób na „złośliwe oprogramowanie raka” – rewolucyjne odkrycie Polaków

Redakcja

Portal o rodzinie.

Jak wzmocnić odporność dziecka? Oto 5 naturalnych produktów – czy znasz je wszystkie?

Jak wzmocnić odporność dziecka - poznaj produkty, które w naturalny sposób wspierają układ immunologiczny!

Dużym wsparciem dla rozwijającego się układu immunologicznego dziecka jest odpowiednia dieta, która wraz z aktywnością fizyczną stanowi podstawę codziennej troski o zdrowie. Chcąc zatem jak najlepiej wykorzystać tak ogromny potencjał, warto poznać produkty, które rzeczywiście zadziałają immunostymulująco – sprawdź, jak wzmocnić odporność dziecka!

1. Propolis (kit pszczeli)

Propolis może poszczycić się licznymi składnikami odznaczającymi się dużą aktywnością biologiczną. Jest źródłem witamin – A, C, E które są silnymi antyoksydantami. Dostarcza organizmowi także inne istotne przeciwutleniacze – flawonoidy. Posiada w swoim składzie mikroelementy, m.in. bardzo ważny dla odporności cynk oraz takie substancje prozdrowotne, jak chociażby kwas salicylowy.

Ciekawostka – pochodne wspomnianego tu hydroksykwasu (tj. kwasu salicylowego) stanowią ważny element aspiryny!

2. Imbir

Imbir świetnie sprawdza się m.in. w problemach związanych z układem trawiennym (zaparcia, niestrawność) – co ciekawe, ponieważ działa również przeciwwymiotnie, nieraz wchodzi w skład środków stosowanych w przypadku choroby lokomocyjnej.

Jeśli zaś skupimy się na wirusowych infekcjach dróg oddechowych (potocznie nazywanych przeziębieniem), imbir pomoże w łagodzeniu takich objawów, jak ból gardła, czy gorączka. Swój udział mają w tym m.in. olejki eteryczne i gingerole – działają przeciwzapalnie, przeciwwirusowo, aseptycznie, a także łagodzą ból.

Co ważne, ze względu na intensywny smak, imbiru nie powinno podawać się dzieciom zanim skończą rok. Następnie również należy zachować umiar i wprowadzać go do diety malucha stopniowo.

3. Zioła

Fitoterapia (ziołolecznictwo) to oddzielna gałąź medycyny, co wskazuje na poparte badaniami dowody dotyczące skuteczności oddziaływania tego typu roślin. W zakresie odporności warto stosować je zarówno w przypadku leczenia zaistniałej już infekcji, jak i w ramach prewencji. 

Jakie zioła pomagają wzmocnić układ immunologiczny dziecka?

  • Bez czarny
  • Jeżówka purpurowa
  • Rumianek
  • Tymianek
  • Szałwia i inne.

Pamiętaj jednak, że zioła – pomimo naturalnego pochodzenia i szerokiej dostępności – także mają swoje przeciwwskazania do stosowania. Przede wszystkim jest to ewentualna alergia. Jeżeli zatem dziecko miało lub ma problemy z różnego typu uczuleniami (zwłaszcza związanymi z produktami roślinnymi), należy stosować tego typu wsparcie z odpowiednią dozą uwagi – najlepiej pod okiem specjalisty.

Zobacz też: Olejek esencjonalny z rozmarynu poprawia pamięć

4. Czosnek

W aptekach i sklepach zielarskich dostępne są środki, np. w formie kapsułek lub syropów, które bazują właśnie na tym produkcie. Czosnek powinno się jednak spożywać przede wszystkim w świeżej formie, ponieważ wtedy jego aktywność jest największa. Jak przemycić go dziecku? Świetnie sprawdza się jako składnik sosu do sałatek – co ważne, nie musimy poddawać go wtedy obróbce termicznej (gotowanie, pieczenie, smażenie czosnku znacznie zmniejsza jego walory terapeutyczne).

Dlaczego warto podawać dziecku – jak i sobie – czosnek? Działa on bowiem przeciwbakteryjnie (wykazują na niego wrażliwość m.in. bakterie Salmonelli), przeciwgrzybiczo, przeciwzapalnie, przeciwnowotworowo, immunomodulująco, a także wspierająco dla układu sercowo-naczyniowego. 

5. Rokitnik

Jest to roślina, która stanowi znakomite źródło “królowej odporności” – witaminy C. Dane wskazują, iż w 100 g owoców znajduje się nawet 600 mg kwasu askorbinowego! Rokitnik dostarcza organizmowi również m.in. flawonoidy, aminokwasy, sole mineralne, nienasycone kwasy tłuszczowe oraz liczne mikroelementy. 

Wszystko to sprawia, że rokitnik jest niezwykle silnym środkiem wspomagającym odporność, jak i również ułatwiającym walkę z bieżącymi objawami przeziębienia i grypy. Co ważne w przypadku dzieci, podawany jest w wielu formach, w tym także pod postacią dżemów, syropów i soków – takimi witaminami nawet największy niejadek nie pogardzi!

Konsultacja merytoryczna – Aneta Łańcuchowska

Dyplomowany dietetyk kliniczny, blogerka kulinarna na anetalancuchowska.pl i kucharka telewizyjna.
Jako ekspert w zakresie żywienia oraz gotująca dietetyczka, zapraszana cyklicznie do wszystkich największych telewizji śniadaniowych w Polsce.

Jak wzmocnić odporność dziecka – źródła:

Dymarska, E., Grochowalska, A., Krauss, H., Chęcińska-Maciejewska, A., Naturalne modyfikatory odpowiedzi immunologicznej, Problemy Higieny i Epidemiologii 2016, 97(4): 297-307 [dostęp: 02.05.2019] LINK

Krzysik, M., Biernat, J., Grajeta, H., Wpływ wybranych składników odżywczych pożywienia na funkcjonowanie układu odpornościowego Cz. II. Immunomodulacyjne działanie witamin i pierwiastków śladowych na organizm człowieka, Advances in Clinical and Experimental Medicine, 2007, vol. 16, nr 1, s. 123–133 [dostęp: 02.05.2019] LINK

Kwiecień, M., Winiarska-Mieczan, A., Czosnek jako zioło kształtujące właściwości prozdrowotne, Problemy Higieny i Epidemiologii2011, 92(4): 810-812  [dostęp: 30.04.2019] LINK

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

“Łatwo jest przypiąć komuś łatkę lenia albo pustej lali” – Kaya Szulczewska i Ciałopozytyw! Czy soma już całkiem zgubiła psyche?!

Ciałopozytyw i jego twórczyni Kaya Szulczewska - jak znaleźć spójność pomiędzy emocjami a ciałem?

Soma i psyche – rozstrzał, który stworzyła nie tylko terminologia medyczna, ale też kultura, panujące w społeczeństwie stereotypy, wszelkiego rodzaju lęki, obawy, nieustanne oceny. Nic więc dziwnego, że tak trudno jest nam połapać się we własnych emocjach względem ciała, ale i odwrotnie – jak to właśnie ciało wpływa na sferę psyche. Kiedy jednak napływają łzy, nie sposób dłużej unikać tematu: „Każdy ma za sobą swoją indywidualną, długą drogę i żadna z nich nie jest ani gorsza, ani lepsza” – o wspólnych poszukiwaniach najlepszej dla każdego z nas ścieżki, mówi Kaya Szulczewska, twórczyni Ciałpozytywu.

Katarzyna Miłkowska: Ciałopozytyw to siłą rzeczy głównie treści związane z cielesnością. Jednak tematy, o których w ostatnim czasie rozmawiała Pani ze swoimi obserwatorkami i obserwatorami, w dużej mierze przejął wątek emocji. Konkretnie mówiąc, pojawił się temat płaczu – skąd pomysł, a może właściwie potrzeba, żeby o tym mówić?

Kaya Szulczewska: Ciałopozytyw z założenia miał być miejscem do omawiania różnorodnych wątków. Wątków związanych zarówno z szeroko pojmowaną cielesnością, ale także i psychiką – w moim rozumieniu świata są to elementy nieodłączne. Idąc więc tym tropem, od początku wiedziałam, że Ciałopozytyw nie będzie ograniczał się tylko do kwestii wyglądu zewnętrznego, ale zajmę się również psychoedukacją, w tym właśnie normalizowaniem emocji. Są one naszą codziennością, ale te trudne – jak np. smutek i towarzyszący mu płacz – nieraz stanowią swego rodzaju tabu. Nie umiemy sobie z nimi radzić, często też ich po prostu nie akceptujemy – zarówno u siebie, jak i u innych.

Będę zatem „adwokatem diabła” – ale to przecież takie „nie-Instagramowe”!

To prawda, płacz i smutek to coś, czego raczej nie widzimy w medium takim jak Instagram. Stanowi ono raczej platformę, która nastawiona jest na kreowanie wyidealizowanych obrazów życia. Normalizowanie tej przestrzeni jest zatem kolejnym argumentem, wskazujący na potrzebę otwartej rozmowy o tak trudnych stanach.

No dobrze, w pewnym sensie tłumaczy to osobom zaskoczonym niektórymi tematami obecnymi na Ciałopozytywie, dlaczego tak wiele przestrzeni zajmują emocje, a nie stricte ciało – nie da się tych części od siebie oderwać. Mam jednak wrażenie, że współczesny świat postanowił działać zupełnie na przekór i mimo wszystko owo oderwanie wykreować, a następnie na siłę w nim żyć.

Być może coś w tym jest. W moim odczuciu, kultura, w której żyjemy, nie tylko mocno oddziela psychikę od ciała, ale też poddaje je wartościowaniu. Wiele piszących do mnie osób doświadcza czegoś w rodzaju bagatelizowania ich problemów psychicznych. Dostawałam też liczne wiadomości mówiące o tym, iż ludzie wstydzą się okazywania pełnego wachlarza emocji w obecności bliskich.

Co więcej, odbija się to także w drugą stronę – część osób przyznała, iż nie wie, jak radzić sobie w momencie, gdy to nie oni płaczą, ale za to są świadkami tego typu reakcji.

Skoro jesteśmy przy perspektywie płaczu jako reakcji – także tej z zakresu fizjologii – niewątpliwie wiele osób nauczonych jest, by łzy hamować (to przecież „wstyd i okazanie słabości!”). Jeżeli podobnie podejdziemy chociażby do wymagań względem wagi – musi być niska, bo tylko wtedy jest dobra – to w zasadzie okazuje się, że baza jest ta sama. „Przejmij kontrolę nad swoim ciałem i dopasuj je do potrzeb świata zewnętrznego!” – w tłumaczeniu: zatrzymaj łzy i pilnuj każdego kilograma. Widzę tu niesamowite podobieństwo!

Tak, na pewno jakiś rodzaj analogii istnieje. Bazuje na pewnych wzorcach narzuconych przez kulturę, które dotyczą zarówno wyglądu, jak i właśnie okazywania emocji, uczuć, słabości, mówienia o intymnych sprawach etc.

Co istotne, w dużej mierze schematy owych zachowań są też uzależnione od płci – mężczyznom nie wypada płakać, kobietom zaś okazywać agresji. Pewne cechy i zachowania kulturowo przypisujemy określonej grupie osób, a przez to zamykamy się na rozmaite, szerokie formy ekspresji. Czy słusznie?

Myślę, że jednak poza byciem jednostką dookreśloną przez konkretne kategorie, przede wszystkim jesteśmy ludźmi i warto poznać cały wachlarz dostępnych nam emocji. Dobrze jest nauczyć się z nimi mądrze pracować, co nie znaczy wyparcia, a raczej transformowanie ich w coś budującego lub – jak w przypadku płaczu – w coś, co nas po prostu rozładowuje i oczyszcza. 

Zobacz też: „Zostaw to ciało w świętym spokoju!” – Agata Ziemnicka i Kobiety bez diety! Dlaczego dla własnego dobra lepiej się w ogóle się odchudzać?

Czyli znów łączymy cielesność i psychikę w jedno – jeśli tłumimy uczucia i nie dajemy im żadnego zdrowego ujścia, to narastające napięcie musi przejąć ciało. Koniec końców odczuwamy różnego rodzaju bóle, pojawiają się choroby, mięśnie są w nieustannym dyskomforcie…

Zdecydowanie, wyuczone tłumienie uczuć, emocji i nieumiejętność radzenia sobie z nimi odbijają się na ciele w bardzo negatywny sposób. Problemy psychiczne mogą wpłynąć m.in. na postrzeganie ciała, na jego możliwości, a co za tym idzie – także na nasz wygląd i funkcjonowanie organizmu. Warto wspomnieć w tym momencie o randze samoświadomości, z czym nieodłącznie wiąże się znajomość własnych stanów psychicznych. Kiedy jesteśmy otwarte na swoje uczucia i dostrzegamy moment, gdy dzieje się z nami coś naprawdę złego, możemy sięgnąć po profesjonalną pomoc. Nie mając pełnego kontaktu ze sobą, łatwo jest przegapić punkt, w którym owa profesjonalna interwencja lekarska lub psychologiczna stają się niezbędne.

Dlatego też chciałabym, aby obserwujące mnie osoby mogły spróbować odnaleźć własną spójność pomiędzy tym, co cielesne, a tym, co psychiczne. Zaakceptować nie tylko to, jakie mają ciało, ale też towarzyszące im emocje i uczucia. Chciałabym, aby nauczyły się żyć z tym, co mają i jednocześnie traktowały siebie z troską oraz miłością – zarówno ciało, jak i psychikę, do których warto jest podejść bez presji osiągnięcia konkretnego celu, ale raczej z uważnością nastawioną na całościowe działanie na swoją korzyść.

Dojście do tego może by długą, mozolną i niezwykle bolesną drogą. Znów widzę przykład w płaczu – zdarza się przecież, że ludzie nie ronią łez latami, co może być związane z ogromnymi blokadami, ciężkimi przeżyciami i wieloletnimi wręcz traumami. Później – np. w trakcie terapii, czyli teoretycznie pracy nad psychiką – nagle zaczyna współpracować też ciało, a wieloletnie łzy znajdują ujście. W takich momentach zastanawiam się, co jest pierwsze – czy to ciało podąża za psychiką, czy jednak psyche za somą?

Na linii ciało-psychika zachodzi bardzo wiele reakcji i są one ze sobą powiązane w naprawdę skomplikowany sposób. Nie jest to prosty mechanizm, albo też taki, który do tego uproszczenia da się w ogóle sprowadzić. Nie jestem naukowczynią zajmującą się psychofizjologią, aby to wszystko objaśniać. Nie będę więc się w to zagłębiać – zostańmy przy tym, że owo połączenie po prostu jest.

Coś o czym warto jednak pamiętać, nawet z punktu widzenia laika, to fakt, iż część tłumionych emocji może odbijać się w ciele w bardzo nieoczywisty sposób, a nam zwykle zdarza się oceniać ludzi bardzo powierzchownie. Nie mamy jednak zazwyczaj pojęcia, jakie za danym wyglądem i ciałem stoją historie, emocje, być może problemy psychiczne. Często bagatelizujemy wpływ psychiki na wygląd, wydając mocne sądy. Nieraz widać to w przypadku krytyki wysyłanej w stronę grubych osób, czy też kobiet, które miały dużo operacji plastycznych. Łatwo jest przypiąć komuś łatkę lenia albo pustej lali. Kiedy jednak posłuchamy tych osób, okazuje się, że każda z nich ma za sobą długą, niepowtarzalną drogę i co najważniejsze, żadna z owych ścieżek nie jest ani gorsza, ani lepsza.

Cialopozytywność ma na celu uczenie właśnie tego rodzaju szacunku. Zachęca do pozostawania otwartym na rozmaite historie skrywane przez ciało, a także dawanie wolności i przestrzeni do wyborów, jakie ludzie podejmują względem ich własnej cielesności. Nawet jeśli te wybory są dla nas niezrozumiałe.

Zobacz też: Owłosione kobiece ciało – kontrowersja, czy natura? Te zdjęcia łamią tabu!

To ciekawe, kiedy stopień po stopniu schodzimy w dalsze części rozmowy, okazuje się, że od samego początku rozmawiamy o czymś znacznie głębszym, niż tylko widoczny na zewnątrz wizerunek. Mam wrażenie, że podobnie rozwija się też Ciałopozytyw. Krok po kroku prowadzi Pani swoich obserwatorów i obserwatorki do coraz głębszych zakamarków myślenia, czucia, konfrontacji z samymi sobą. Czy jest to jakiś zauważalny przez Panią proces?

Droga Ciałopozytywu to w zasadzie po części i moja prywatna podróż. Co więcej, myślę, że ta osobista strona Cialopozytywu, moja otwartość i szczerość, to ważny element sukcesu, jaki w tej przestrzeni odnoszę – widzę, że ludzie bardzo to doceniają. Za istotne uważam także to, że ukończyłam kursy coachingu i w taki też sposób staram się ten profil prowadzić. 

W taki, czyli jaki?

Staram się zadawać dużo pytań, a przy tym pomagać moim widzkom i widzom samodzielnie znaleźć na nie odpowiedź. Nikomu nie chcę narzucać jakiejś konkretnej drogi, czy wyglądu. Owszem, promuję zdrowe postawy, ale nie forsuję jedynej słusznej formy wizerunku zewnętrznego, czy też działań, jakie ostatecznie dany człowiek „powinien” podjąć w związku ze swoim ciałem. To właśnie dzięki temu kontakt robi się tak głęboki – cała ta przestrzeń staje się bowiem sumą wspólnej podróży do wnętrza. Staje się też miejscem, w którym możemy dzielić się z innymi odkryciami, jakich dokonaliśmy na przebytej przez nas drodze do samoakceptacji. Wszystko to napędza do jeszcze głębszych poszukiwań.

Razem zawsze raźniej.

Rzeczywiście mam wrażenie, że wiele osób czuje się w tym kontekście samotnymi – nie widzą w mediach emocji, ani też ciał podobnych do swoich. Wywołuje to w nich myśl, że są jedynymi osobami na świecie z danym kompleksem. Kiedy jednak okazuje się, że więcej osób ma podobne ciała i związane z nimi doświadczenia, coś pęka. Solidarność, wsparcie i brak oceniania sprawiają, że kompleksy powoli się rozpuszczają – to, co kiedyś budziło w nas niepokój, staje się czymś normalnym.

W zasadzie myślę, że to właśnie jest esencją akceptacji – jeśli coś akceptujemy, przestaje to budzić w nas napięcie. Staje się powszednie, naturalne i nie musimy już o tym myśleć. Póki co dostaję jednak codziennie kilkadziesiąt wiadomości i wiem, że jest ogromna potrzeba poruszenia jeszcze wielu tematów. Tematów, które owego napięcia nieustannie budzą zdecydowanie zbyt wiele.

Zobacz też: Nie da się zmierzyć WSZYSTKICH ciał jedną miarą – nie róbmy sobie tego!

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.