Przejdź do treści

Zobacz, jaka przyszłość nas czeka – tak będzie wyglądał pracownik biurowy za 20 lat!

praca w biurze
Foto: Screen Youtube Fellowes Brands

Wiele godzin spędzonych za biurkiem, tysiące wysłanych maili, mało ruchu, niezdrowa dieta, ograniczony odpoczynek – wszyscy niby wiedzą o tym, że nie pozostaje to bez wpływu na nasze zdrowie. Ile jednak osób tak naprawdę stara się coś z tym zrobić? Po tym, co zobaczysz, szybko wstaniesz sprzed komputera!

Drodzy Państwo, poznajcie Emmę – waszą koleżankę z przyszłości. Jest to żywych rozmiarów figura, która powstała na bazie przewidywań ekspertów. Stworzyli oni postać, która przedstawia to, jak za 20 lat będzie wyglądało i jaki stan zaprezentuje ciało pracownika biurowego.

Pracownik biurowy = zawód wysokiego ryzyka?

Emma charakteryzuje się ziemistą cerą, do czego doprowadziło ją wieloletnie przebywanie w pomieszczeniach oświetlanych sztucznym światłem. Co więcej, zwykle klimatyzowane lub ogrzewane biura wypełnione są suchym, złej jakości powietrzem, czego skutkiem może być obrzęk zatok, częste infekcje dróg oddechowych oraz zaczerwienione oczy. Na ramionach Emmy występują zaś wypryski, które powstały w związku z codziennym stresem. Stres wiąże się też z większym napięciem mięśni, a jeśli dochodzi do tego ból pleców – ile w końcu można siedzieć wygiętym niczym precel, pochylając się nad świecącym ekranem komputera?! – trwałe przygarbienie murowane. Niewątpliwie wiąże się ono także z brakiem ruchu, co jak widać u naszej „koleżanki z przyszłości” doprowadziło m.in. do spuchniętych kostek.

Emma stanowi część raportu zleconego przez firmę Fellowes Brands. Współpracowali z nimi liczni eksperci, m.in. futurysta behawioralny William Higham. Mieli oni na celu ustalenie, jakie poniesiemy skutki zdrowotne, jeśli nie zaangażujemy się we wprowadzanie zmian w miejscach pracy. Trzeba przyznać – projekt robi ogromne wrażenie!

Jak żyć?!

Eksperci podkreślają, że w trakcie pracy biurowej powinniśmy znacznie więcej chodzić – podczas rozmów telefonicznych, w trakcie różnego rodzaju spotkań etc. Powinniśmy postawić także na naturalne światło oraz poprawę jakości powietrza. Ustrzegą nas one nie tylko przed daleko idącymi konsekwencjami, lecz także bieżącymi trudnościami, jak np. bóle głowy.

Co ważne, dzięki temu zwiększy się nasza produktywność, co jest istotną wskazówką dla pracodawców – zdrowie pracownika warte jest inwestycji, to się po prostu opłaca! Dla Emmy jest już odrobinę za późno, bowiem wiele jej kłopotów przybrało stały charakter. Na szczęście dla tych, którzy wciąż jeszcze pracują lub dopiero rozpoczynają swoją biurową ścieżkę, można wiele zrobić!

 


Źródła: huffpost.com / Fellowes

Zobacz też: Gdy praca nie daje już satysfakcji. Wypalenie zawodowe czy zwykłe zmęczenie?

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

Żałoba po śmierci bliskiej osoby – jak poradzić sobie ze stratą?

żałoba po stracie centrum medyczne damiana
fot.Centrum Medyczne Damiana

Zbliża się 1 listopada, czyli dzień, w którym szczególnie pamiętamy o naszych zmarłych bliskich. To także czas refleksji i zadumy – moment, by zwolnić i spotkać się z rodziną. Często wtedy wracamy myślami do chwil, gdy te osoby były jeszcze z nami. Wtedy także, częściej niż zazwyczaj, mówi się o temacie żałoby. Psycholożka z Centrum Damiana podpowiada, jak „zmierzyć się” ze stratą kogoś z rodziny czy przyjaciół oraz w jaki sposób pomóc tym, którzy właśnie przeżywają ten trudny i bolesny okres.

Zobacz też: Weekendowa lekcja wrażliwości – czego może nauczyć Cię świnia?

Co to jest żałoba?

Na początku warto zastanowić się, czym tak naprawdę jest żałoba. Najczęściej jest ona rozumiana jako przeżywanie smutku, cierpienia i bólu po utracie bliskiej osoby. Poza znacznym spadkiem formy psychicznej, w procesie żałoby widoczne są także zmiany fizyczne, zmiany w zachowaniu czy w sposobie myślenia. Do najczęstszych dolegliwości należy, obniżenie nastroju, uczucie ciągłego zmęczenia, obniżenie odporności organizmu, problemy ze snem, pamięcią czy zmniejszony apetyt.

Żałoba i przeżywanie straty to bardzo trudny i wymagający czas dla każdego człowieka. Pojawiających się wtedy uczuć, najczęściej bardzo negatywnych, chciałoby się uniknąć, ale, niestety nie da się „przeskoczyć”. To okres, przez który trzeba przejść, pogodzić się ze stratą i jakby nauczyć się żyć na nowo. Pamiętajmy, że każdy przeżywa żałobę na swój sposób.

Zależy to od bardzo wielu zmiennych – przede wszystkim od zażyłości relacji z utraconą osobą, ale także od naszej osobowości i stylu radzenia sobie z trudnymi  sytuacjami. Proces powrotu „do normalności” również może przybierać różną intensywność i tempo. Uczucia towarzyszące stracie mogą pojawiać się falami i z upływem czasu tracą na natężeniu.

Zobacz też: „Przeproś!”, czyli jak uczyć dzieci empatii

Żałoba ma zazwyczaj kilka etapów – nie od razu możliwe jest powrócenie do równowagi i codziennego, zdrowego funkcjonowania

FAZA I – szok i zaprzeczanie

To pierwszy, bardzo burzliwy etap, który następuje tuż po śmierci bliskiej osoby. Często pojawiającą się wtedy reakcja jest zaprzeczeniem temu, co się stało. Zazwyczaj cała uwaga skupia się wówczas na formalnościach pogrzebowych – szczególnie, że często człowiek nie dopuszcza do swojej świadomości tragicznych wydarzeń, zwłaszcza jeśli do śmierci doszło nagle.

FAZA II – dezorganizacja zachowania

Jest to etap, w którym często trudno jest się na czymkolwiek skupić. Codzienne obowiązki schodzą na dalszy plan, aktywność i poziom energii spadają. Wśród dominujących emocji pojawiają się smutek, nieporadność czy przerażenie.

FAZA III – etap doświadczania złości

W tej fazie, osoby w żałobie zazwyczaj odczuwają złość, którą kierują wobec siebie, rodziny, losu czy Boga. Pojawia się także poczucie zazdrości wobec innych osób, których takie nieszczęście nie dotknęło.

FAZA IV – pogrążenie w depresji

To moment wyciszenia i wycofania. Wśród pojawiających się emocji najsilniej oddziałują smutek i żal. Żałobnik czuje się wtedy bardzo samotny, ma wrażenie, że nikt z otoczenia nie jest w stanie go zrozumieć – w konsekwencji zamyka się w sobie, odsuwa od innych ludzi i trudno jest mu cieszyć się codziennością.


FAZA V – czas na akceptację straty

Końcowym etapem wychodzenia z żałoby jest faza akceptacji utracenia bliskiego. Powoli codzienne funkcjonowanie wraca do normy, poziom energii i aktywności wzrastają. W tym okresie osoba zazwyczaj jest już gotowa, by na nowo interesować się życiem towarzyskim czy podejmować nowe role.

 

Wsparcie – czego potrzebuje osoba pogrążona w żałobie?

Człowiek w żałobie przede wszystkim potrzebuje wsparcia, cierpliwości i akceptacji. Powinniśmy pozwolić mu przeżywać trudne emocje, nie bać się z nim rozmawiać – nawet na tematy związane ze śmiercią.

Nasza bliska osoba powinna wiedzieć, że może na nas liczyć, że zostanie wysłuchana i nie będziemy go oceniać ani krytykować. Czasem wystarczy sama obecność i troska, jednak bardzo ważna jest także baczna obserwacja jego zachowania.

Zarówno stłumienie smutku i żalu, jak i nadmierna koncentracja na nich mogą być bardzo niebezpieczne. Jeśli osoba przeżywająca żałobę nie radzi sobie z nową codziennością, co przejawia się np. zaniedbywaniem obowiązków czy w zachowaniach destrukcyjnych (np. nadużywanie alkoholu), to powinniśmy takim reakcjom przeciwdziałać i nie bagatelizować ich.

Nierzadko konieczne okazuje się wsparcie psychologa, psychoterapeuty czy psychiatry, który pomoże poradzić sobie z tym trudnym doświadczeniem

Pamiętajmy jednak, że każdy z nas jest inny, a przeżywanie żałoby to sprawa bardzo indywidualna. Może się zdarzyć, że nie wszystkie fazy żałoby wystąpią, co nie oznacza, że nie przeżyliśmy utraty drugiej osoby. Każdy człowiek ma inny styl radzenia sobie z trudnymi sytuacjami, dlatego jego zachowanie nie powinno być odgórnie klasyfikowane. Powyższe informacje mają na celu jedynie przybliżenie emocji, które zazwyczaj pojawiają się po utracie kogoś bliskiego.

Zobacz też: Czy dzieci powinny brać udział w polowaniach? Psychologiczny punkt widzenia

Ekspert

Marta Kobylińska

Psycholożka w Centrum Medycznym Damiana.

materiał prasowy

Materiał prasowy redakcja otrzymuje, gdy firmy, stowarzyszenia, fundacje i inne organizacje chcą poinformować naszych czytelników i czytelniczki o aktualnościach, wydarzeniach, eventach, nowych produktach czy konferencjach.

Karny jeżyk. Czy to dobra metoda wychowawcza?

Dr Siegal mówi dalej, że dzieci odstawione na karny jeżyk często nie tylko nie uspokajają się, ale czują się jeszcze bardziej rozzłoszczone – fot. Canva

Popularna aktorka komediowa, Kristen Bell i jej mąż Dax Shepard czasami zwierzają się w mediach, jakie wartości są dla nich ważne, jeśli chodzi o wychowanie dzieci, jak postępują, jakie mają przekonania. Podczas jednego z wywiadów Kristen powiedziała, że jedna z zasad w ich domu jest taka, że „mama i tata nie reagują na krzyki i płacze dzieci. Reagujemy dopiero, kiedy się uspokoją”. 

Bell i Shepard nie wydają się być odosobnieni w tych poglądach. Dzieci krzyczą, płaczą, rzucają rzeczami, wypowiadają nieprzyjemne słowa. Każdy rodzic ma w zanadrzu historię z serii „a moje dziecko w sklepie/ w przedszkolu/ na placu zabaw….”, po której następuje opis niesamowitego wybuchu dziecięcej furii, zakończonego wyniesieniem młodzieży z miejsca akcji. Oczywiście wbrew jego lub jej woli, co spotęgowało wybuch.

Bywa też tak, że dzieci wybuchają częściej niż statystycznie jest to „akceptowalne”. Mówimy wtedy, że są niegrzeczne, nie potrafią się zachować, zastanawiamy się, co z nimi jest nie tak, a przede wszystkim, jak ukrócić zachowania, które wywołują w dorosłych dyskomfort i narażają rodziców na krytykę za nieumiejętność zapanowania nad dzieckiem.

Karny jeżyk – dobry czy zły pomysł?

Jakiś czas temu niezwykle popularne były programy telewizyjne typu „Superniania”” , w których osoby z różnym przygotowaniem i doświadczeniem uczyły rodziców, jak mają sobie radzić z trudnymi zachowaniami dzieci.

Jeden z pomysłów zakładał, że dziecko powinno mieć w domu miejsce, do którego powinno być odsyłane, kiedy zachowa się w sposób nieodpowiedni lub niegrzeczny – miał to być na przykład karny jeżyk. Idea była taka, że dziecko miało mieć czas i przestrzeń, żeby przemyśleć swoje zachowanie i uspokoić się, a po wszystkim wrócić do rodzica i przeprosić.

Idea karnego jeżyka (czy też time out) ma swoich zwolenników i krytyków. Wydaje się też, że trwale wrosła do repertuaru metod wychowawczych. Z jakim skutkiem?

Zobacz też: Przemoc wobec dzieci. Jak ją rozpoznać?

Złe zachowanie, czyli co?

Dzieci uczą się samokontroli. Nie rodzimy się z tą umiejętności. Każdy z nas potrzebuje czasu i wielu prób, by poczuć się pewnie i bezpiecznie.

Pierwsze doświadczenia, kiedy zalewają nas emocje (a wraz z nimi również na przykład hormony) i różne objawy płynące z ciała, mogą być przerażające. Dlatego też jest w zasadzie jasne, że na przykład niemowlęta mogą potrzebować pomocy w uspokojeniu się. Potrzebują bliskości dorosłej osoby, która nie wpada razem z nimi w przerażenie czy rozpacz, jest spokojna i wie, że głód, niepokój czy ból miną.

Okazuje się jednak, że również starsze dzieci potrzebują czasu, żeby móc opisać swoje uczucia, by móc powiedzieć, że są głodne, zmęczone, wystraszone, zamiast to pokazywać. Im młodsze dziecko, tym możliwości komunikacji werbalnej są mniejsze.

Dlatego też skupiając się na zachowaniu, oceniając je jako choćby niegrzeczne, nieuprzejme, złośliwe, bardzo łatwo przeoczyć to, co najważniejsze, czyli przyczynę. Bo zawsze najważniejsza jest przyczyna. A zachowanie jest jedynie dostępną dziecku formą komunikacji.

Samodzielnie czy samotnie?

Posyłając dziecko do kąta (czy bardziej humanitarnie- na karny jeżyk) pozbawiamy się szansy na zrozumienie sytuacji i swojej reakcji. Jeśli dziecko krzykiem lub płaczem opowiada o jakiejś swojej trudności, kolejny raz zrobi samo zwyczajnie dlatego, że nie potrafi inaczej.

Wybitny psychiatra Dan Siegal mówi o doświadczeniu time out jako o izolującym i porzucającym. Wnioski, do których dziecko może samodzielnie dojść będą raczej wiązały się z przekonaniem, że zostało odepchnięte, skarcone, że za błąd grozi kara, nie wybaczenie czy zrozumienie. A jeśli ma się trudny czas, nie można liczyć nawet na rodzica. W tym sensie karny jeżyk promuje raczej rozbudzenie uczuć związanych z samotnością i odrzuceniem niż samodzielnym osiąganiem wniosków i naprawą.

Dr Siegal mówi dalej, że dzieci odstawione na karny jeżyk często nie tylko nie uspokajają się, ale czują się jeszcze bardziej rozzłoszczone.

Zobacz też: DOBRO i ZŁO – w jaki sposób dzieci uczą się je odróżniać i jakie to ma konsekwencje dla ich zachowania?

Czy można inaczej?

Artykuł, który Dan Siegal oraz Tina Payne Bryson opublikowali w 2014 roku w magazynie Time wprowadził wiele kontrowersji. Padła w nim błędna sugestia, że uczucia  związane z odrzuceniem pobudzają te same obszary mózgu co nadużycie. A więc, że odrzucenie, jakiego doświadcza dziecko „odstawione do kąta” jest równe nadużyciu.

Siegal i Bryson musieli potem tłumaczyć, że time out może być pomocną techniką, jeśli stosowany jest krótko, rzadko, jest częścią strategii, po która sięga rodzić próbujący przerwać określone zachowanie dziecka, a na koniec rodzic tłumaczy dziecku, co się wydarzyło.

Ryzyko

Kąt, karny jeżyk – jakkolwiek to nazwiemy, wiąże się z tym, że rodzic wycofuje swoją uwagę, zainteresowanie i chęć bycia w tym momencie w kontakcie z dzieckiem. Nawet gdyby ktoś powiedział, że nie jest to ignorowanie dziecka, ale tego, konkretnego zachowania, nadal stosowanie zasady time out może wiązać się z poważnymi konsekwencjami. Bo przecież nawet jeśli ignorujemy jakieś zachowanie, ignorujemy również jakiś problem, który za zachowaniem stoi.

Wydaje się to oczywiste w przypadku dorosłych. Płaczącego dorosłego zapytamy, co się stało. Nie polecimy mu, żeby przestał jęczeć czy się mazać, bo dopiero wówczas będziemy mogli porozmawiać. Dlaczego więc stosujemy inne standardy wobec dzieci?

Katarzyna Mirecka

psycholożka i psychoterapeutka, absolwentka Uniwersytetu Nottingham. Ukończyła 4-letnie całościowe szkolenie psychoterapeutyczne w Instytucie Analizy Rasztów. Pracuje z osobami dorosłymi, dziećmi i młodzieżą, indywidualnie oraz grupowo. Od 2015 roku związana z magazynem Chcemy Być Rodzicami

Piersi są sztuką! A jak Ty widzisz kobiece ciało? – „Żywicielki, litograficzna kolekcja piersi”

Żywicielki
Żywicielki, litograficzna kolekcja piersi || Fot. Dawid Ścigalski

Jak traktujesz swoje piersi, jak je postrzegasz, czym dla Ciebie są? Czujesz dla nich podziw, czy raczej wolałabyś ich w ogóle nie widzieć? Czy lubisz ich kształt? Czy odczuwasz ich ciężar? Piersi to jeden z symbolicznych, bazowych wręcz atrybutów kobiecości, a mimo wszystko tak rzadko się nad nimi zastanawiamy. Wystawa „Żywicielki, litograficzna kolekcja piersi” jest do tego znakomitą okazją!

Litografia to technika graficzna, której podstawą jest druk płaski wykonywany na kamieniu litograficznym. Służy on za swego rodzaju matrycę, dzięki czemu powstały obraz można później wielokrotnie powielać.

Kamień i piersi? Owszem, okazało się, że technika ta pozwala znakomicie odwzorować naturalne kobiece kształty – blisko 40 kobiet zostawiło ślad swojego biustu na kamieniu litograficznym. Jak napisała Justyna Mazur, autorka projektu: „Kamień był matką obrazu piersi konkretnej kobiety, służył do odbijania na papier takich samych odbitek” – wynikiem tej pracy jest kolekcja prawie 400 printów, które zobaczyć i zakupić będzie można już 24. listopada w Galerii Sztuki OFF FRAME w Krakowie.

Przestrzeń na cielesność

Wydawać by się mogło, że właściwie nie ma o czym mówić! Ot, kawałek ciała i tyle – czy oby na pewno? Ten „kawałek ciała” towarzyszy nam przez całe życie, nieustannie ulega zmianom, na różnych etapach pełni różne funkcje, podlega wielu presjom, działaniom, komentarzom, oczekiwaniom. Wyjątkowość całego tego procesu podkreśla w opublikowanym na Facebooku opisie wystawy pisarka Anna Ciarkowska:

Nosimy swoje piersi, tak, jak się nosi ciężar, obowiązek, odznakę; jak się nosi bieliznę, dziecko na rękach, znamię, torbę podróżną, elegancką kopertówkę; jak się nosi imię. Nosimy nie myśląc o nich i zapominamy, że istnieją, aż do chwili, kiedy dotykamy ich ukradkiem i jest w tym dotyku czułość albo lęk, niepewność albo miłość. Teraz ten dotyk jest pieśnią. Jeśli więc śpiewamy ciało, to piersi śpiewamy tym samym głosem, którym śpiewamy łono; głosem zmiennym, którego nie umie zapisać żadna nuta, żaden znak, który nie pochodzi z ciała.

Te grafiki zdecydowanie z ciała pochodzą. Są odwzorowaniem różnorodności, jaka wiąże się z kobiecymi piersiami, tak jak i z każdym innym aspektem kobiecości, aspektem człowieczeństwa. Warto te różnice widzieć, rozumieć, podkreślać, podziwiać i jednocześnie doceniać. Tym bardziej, że wystawa dedykowana jest bliskim autorce kobietom, które zmagają się z rakiem piersi. Zgadza się, pamiętajmy o tym – nie wszystkie ciała da się zmierzyć jedną miarą.

Żywicielki, litograficzna kolekcja piersi

 

Źródło: Facebook wydarzenia

Zobacz też: Gigantyczne piersi na londyńskich dachach – powiedz STOP stygmatyzacji!

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

Zajady – czym właściwie są i jak z nimi walczyć?

zajady
Zajady - co jest przyczyną ich powstawania i jak z nimi walczyć?

Któż z rodziców nie martwił się pojawiającymi się u dzieci zajadami? U niektórych maluchów występują one rzadko, inne zmagają się z nimi względnie często, co szczególnie zwraca uwagę. Co ważne, zajady wystąpić mogą także u dorosłych, bowiem podłoże ich powstawania zwykle jest niezależne od wieku. Co zatem warto wiedzieć o zajadach, jakie są przyczyny ich występowania oraz sposoby zwalczania?

Zajady to nic innego jak stan zapalny pojawiający się w kącikach ust, który występuje pod postacią zmiany ułożonej w promieniste, szczelinowe, zaczerwienione pęknięcia. Towarzyszy im ból i dyskomfort, który związany jest m.in. z dużą ruchomością owego obszaru – mówienie, kaszel,jedzenie etc. Co więcej, kąciki ust mają częsty kontakt ze śliną, napojami,pożywieniem, które nie ułatwiają gojenia, a do tego nieustannie narażone są na czynniki zewnętrzne.

Przyczyny powstawania zajadów

Źródła tego typu należą do kilku kategorii, stąd też w trakcie ich obserwacji lub idąc dalej – diagnostyki – należy wziąć pod uwagę różne hipotezy. Za przyczyny występowania zajadów uważa się:

  • Infekcje – za zakażenie odpowiadają najczęściej grzyby Candida albicans lub bakterie, np. gronkowiec złocisty (Staphylococcus aureus). Ich namnażanie ułatwia środowisko panujące w kącikach ust, które cechuje się dużą wilgotnością.
  • Niedokrwistość – występuje przede wszystkim na podłożu niedoborów żelaza (Fe), inaczej nazywamy ją anemią. Zwykle dochodzi do niej z powodu zbyt niskiego poziomu Fe w pożywieniu lub zaburzeń w jego wchłanianiu. Poza zajadami anemii może towarzyszyć też suchość, szorstkość i bladość skóry, zły stan włosów i paznokci (łamliwość), ogólne zmęczenie, obniżona odporność, zawroty głowy, zaburzenia rytmu serca. Stan ten wymaga odpowiedniej diagnostyki (badania z krwi) oraz podawania preparatów żelazowych, których dawki powinny być ustalane pod okiem lekarza.
  • Niedobory witamin – głównie dotyczy to witamin z grupy B. Przede wszystkim warto zwrócić uwagę na witaminę B2 oraz B9 (kwas foliowy). Zbyt niski poziom pierwszej z nich to m.in. pękające i łuszczące się wargi czy właśnie stany zapalne zlokalizowane w jamie ustnej lub na wargach i języku. Jeśli zaś poziom kwasu foliowego jest zbyt niski, objawy mogą obejmować różne układy organizmu, m.in. powodować opisaną wyżej niedokrwistość.
  • Nieodpowiednia higiena jamy ustnej – należy pamiętać nie tylko o myciu zębów, lecz także regularnych przeglądach dentystycznych. Stany zapalne zębów mogą bowiem prowadzić do poważnych powikłań, np. zakażenia zatok.
  • Osłabienie odporności – dużą rolę odgrywają tu zarówno pierwotne niedobory odporności, jak i wtórne. Co więcej, zaburzenia w pracy układu immunologicznego nieraz wiążą się z większą częstotliwością antybiotykoterapii, które mogą zaburzać florę bakteryjną jamy ustnej, czym przyczyniają się do rozwoju m.in. wspomnianej wyżej grzybicy.

Zobacz też: Jak wzmocnić odporność dziecka? Oto 5 naturalnych produktów – czy znasz je wszystkie?

Jak walczyć z zajadami?

Podstawą jest rozpoznanie przyczyny powstawania zajadów i zajęcie się jej leczeniem. Na pewno ważna jest w tym kontekście odpowiednia dieta, która nie tylko wesprze odporność, lecz także uzupełni ewentualne niedobory witamin, zwłaszcza z grupy B (wskazana może być suplementacja). Warto przy tym pamiętać, że jeśli chodzi o rozwój kandydozy, sprzyja jej spożywanie dużej ilości węglowodanów. W celu łagodzenia stanów zapalnych pomocne są także płukanki z ziół, np. z rumianku, który dodatkowo zadziała antyseptycznie.

Jeśli zaś mamy podejrzenie, że nas lub nasze dziecko dotknęła infekcja czy anemia, konieczna jest diagnostyka w tym kierunku oraz leczenie przyczynowe. Wszelkie wątpliwości powinien więc rozwiać lekarz – zajadów lepiej nie bagatelizować!

Źródła:

Jarosz, M. [red. nauk.], Normy żywienia dla populacji polskiej – nowelizacja, Instytut Żywności i Żywienia, 2012 [dostęp: 03.12.2019] LINK

Wacińska-Drabińska, M., Gajdzik-Plutecka, D., Olczak-Kowalczyk, D. Grzybica jamy ustnej, diagnostyka i leczenie. Nowa Stomatologia 3/2009, s. 74-81 [dostęp: 03.12.2019] LINK

Gajdzik-Plutecka, D., Wacińska-Drabińska, M., Olczak-Kowalczyk, D. Grzybica jamy ustnej – patogeneza, obraz kliniczny. Nowa Stomatologia 1-2/2009, s. 17-20 [dostęp: 03.12.2019] LINK

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.