Przejdź do treści

Profilaktyka chorób odkleszczowych – ruszy nowy program Ministerstwa Zdrowia

Profilaktyka chorób odkleszczowych - rusza nowy program MZ
Szczyt aktywności kleszczy przypada między marcem, a czerwcem oraz we wrześniu. – fot.Pixabay

Kleszczom wystarczy kilka stopni na plusie, by się uaktywnić. Szczyt ich aktywności przypada między marcem, a czerwcem oraz we wrześniu. Ministerstwo zdrowia opracowało program profilaktyki boreliozy – najczęściej rozpoznawanej w Polsce choroby odkleszczowej.

Program MZ

Pilotażowy program profilaktyki chorób odkleszczowych wypracowany został w ramach  europejskiego projektu “Wiedza, Edukacja i Rozwój”. Program miałby być realizowany w latach 2019-2023. Realizatorzy programu będą wybierani na drodze konkursu, Ministerstwo nie rozpoczęło jeszcze naboru wniosków. Projekt konsultowany jest obecnie przez Agencję Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji. Jeśli ocena będzie pozytywna, wyłonieni zostaną realizatorzy programu. W związku z tym, że procedura może okazać się czasochłonna, należy się spodziewać, że rozpoczęcie programu przesunie się na przyszły rok.

Założenia programu:

  • Edukacja personelu medycznego poprawa poziomu wiedzy i świadomości z zakresu epidemiologii i profilaktyki boreliozy
  • Edukacja pacjentów poprawa poziomu wiedzy i świadomości z zakresu epidemiologii i profilaktyki boreliozy
  • Badania diagnostyczne w kierunku boreliozy
  • Konsultacje lekarskie
  • Zwiększenie liczby wykrytych przypadków boreliozy wczesnej

Idea jest taka, żeby dzięki zwiększeniu dostępu do diagnostyki, możliwości kierowania pacjentów na badania w kierunku boreliozy przez lekarzy pierwszego kontaktu oraz edukacji na temat profilaktyki i symptomów udawało się wcześniej wykrywać chorobę i skuteczniej ją leczyć. Obecnie borelioza jest zbyt często rozpoznawana w zaawansowanym stadium.

Zobacz też: Nowa Piramida Zdrowego Żywienia dla dzieci. Rodzicu, przeczytaj!

Borelioza – stadia i objawy

Borelioza (LB – Lyme borreliosis, borelioza z Lyme) to wielonarządowa choroba zapalna, która stanowi odpowiedź układu odpornościowego na zakażenie krętkiem Borrelia burgdorferi sensu lato (s.l.). Wiele przypadków boreliozy przebiega bezobjawowo. Jeśli objawy się pojawiają, są zależne od zaatakowanej tkanki, zaawansowania infekcji oraz odpowiedzi immunologicznej organizmu.

Stadia boreliozy:

  • Wczesne zlokalizowaneNajczęstszy objaw (obserwowany u 50-70% pacjentów) to rumień wędrujący – zaczerwienienie pojawiające się zwykle po tygodniu do miesiąca od ukąszenia. Rumień utrzymuje się przez kilka tygodni i znika bez leczenia, jednak nie oznacza to, że choroba znika razem z nim. Jeśli w tej fazie chora osoba nie jest leczona antybiotykami, jest duże prawdopodobieństwo, że choroba będzie się rozwijać. Z rumieniem mogą współwystępować podobne do przeziębienia objawy infekcji.
  • Wczesne rozsiane Rozwija się od kilku dni do kilku miesięcy po ukąszeniu przez kleszcza. U pacjentów nieleczonych wcześniej antybiotykami najczęściej daje objawy reumatologiczne (20–60%), neurologiczne (10–36%), kardiologiczne (4–12%). Reumatologiczne odmiany boreliozy charakteryzują się nawracającym zapaleniem pojedynczego stawu (kolanowego, biodrowego, łokciowego, nadgarstka, skokowego), zapalenie raczej nie przemieszcza się między stawami. Neuroborelioza przejawia się charakterystycznymi objawami zwanymi zespołem Bannwartha: limfocytowe zapalenie opon mózgowych, porażenie nerwów czaszkowych, często nerwu twarzowego i zapalenie korzeni nerwowych z silnymi bólami napadowymi. W kardiologicznej postaci boreliozy występują charakterystyczne zaburzenia rytmu serca.
  • Późne rozsianePojawia się po kilku miesiącach, a nawet latach od ukąszenia i może nie być poprzedzona żadnym z wymienionych objawów. Podobnie jak w fazie wczesnej rozsianej może przejawiać się objawami reumatologicznymi, kardiologicznymi, neurologicznymi. Objawy są silniejsze, mogą obejmować większą ilość stawów lub bardziej zaawansowane i wyczuwalne zmiany w funkcjonowaniu serca. Późna neuroborelioza często przejawia się zaburzeniami poznawczymi i zaburzeniami pamięci i obwodową neuropatią. Towarzyszy jej stałe uczucie zmęczenia, zaburzenia nastroju, deficyty poznawcze.
  • Zespół poboreliozowy Często przybiera formę przewlekłego, reumatycznego zapalenia tkanek miękkich (fibromilagia), przewlekłego zmęczenia i zaburzeń pamięci.

Zobacz też: Nadwaga i otyłość u dzieci to plaga współczesnych czasów? Zobacz, gdzie leży źródło problemu

Diagnostyka boreliozy

Kolejne stadia boreliozy występują tylko u części chorych, najczęściej u osób, u których nie udało się zdiagnozować fazy pierwszej i zalecić terapii antybiotykami. Problemy diagnostyczne wynikają w dużym stopniu z tego, że większość objawów nie jest specyficzna dla boreliozy. We wczesnym stadium diagnostyka opiera się na wywiadzie i obserwacji objawów. Później można rozszerzyć ją o badania serologiczne, jednak one też nie są w pełni miarodajne, zachodzi możliwość pomylenia aktywnej choroby z przebytą wcześniej infekcją (przeciwciała mogą utrzymywać się w surowicy wiele lat). Zdaniem ekspertów, nie należy leczyć osób bez objawów, tylko chorych z objawami klinicznymi i obecnością przeciwciał przeciwko Borrelia. By potwierdzić obecność tych przeciwciał, wykonuje się dwa testy: ELISA (enzyme-linked immunosorbent assay) i Western Blot.

Wiele przydatnych informacji na temat profilaktyki boreliozy i postępowania po „spotkaniu” z kleszczem znajdziecie na stronie Stowarzyszenia Chorych na Boreliozę.

Redakcja

Portal o rodzinie.

Czytamy, czyli 10 rad jak wychować mola książkowego

jak zachęcić dziecko do czytania
Statystyki czytelnictwa są zatrważające, a ci, dla których książki są ważne należą do mniejszości. – Fot. Fotolia

Statystyki czytelnictwa są zatrważające, a ci, dla których książki są ważne należą do mniejszości. Czytanie nie jest cool. Jeśli tego nie zmienimy, skutki mogą być opłakane. Jak zachęcić dziecko do  czytania? 

Nie wyobrażałam sobie życia bez książek. Co tydzień chodziłam do biblioteki i przynosiłam stosy, które ledwo mogłam unieść. Później trzeba było tylko znaleźć chwilę czasu, żeby zniknąć z pola widzenia.

Czytanie pod kołdrą z latarką było doświadczeniem prawie każdego z moich rówieśników – rodzice gonili do spania, ale jak tu spać, kiedy bohaterka opowieści właśnie odleciała na parasolce, kiedy wiatr się zmienił. Ale cóż, byliśmy zupełnie innym pokoleniem bez gier, smartfonów i komputerów, najważniejsza była kolejna historia do przeczytania.

Program szkolny nie przewiduje zmian listy lektur, aby były one bardziej dostosowane do współczesności. Młodzi czytelnicy nawet jak zrozumieją temat książki, mogą mieć problem z archaicznym językiem – swoją drogą moje dziecko przerabia te same lektury, które miałam ja. 40 lat później! Jak w takich okolicznościach przekonać dziecko, że czytanie to czysta przyjemność i jedna z najbardziej pożądanych czynności w życiu?

Zobacz też: Każda rodzina powinna mieć tę pozycję w swojej biblioteczce. Książka „To wszystko rodzina!”

Jak zachęcić dziecko do czytania?

Oto 10 rad, jak sprawić, aby czytanie stało się nawykiem

  1. W mieszkaniu powinny być książki, gazety – jednym słowem drukowane słowo do przeczytania.
  2. Każdego dnia czytajcie razem na głos, niezależnie od wieku – możecie codziennie przeznaczyć na to kilkanaście minut, stworzyć specjalną atmosferę odpowiednią do danej książki.

Jeśli dziecko jest małe i nie umie czytać, czytaj mu codziennie jedną książkę.

  1. Wypożyczaj książki z biblioteki lub czytelni.
  2. Pozwól swojemu dziecku decydować, co chce wypożyczyć.
  3. Staraj się naprowadzać dziecko poprzez wyszukiwanie książek na temat który akurat pasjonuje dziecko.
  4. Nauczy się tego, że w książkach można znaleźć wszystko – nie tylko w google’u.
  5. Zabieraj książki, kiedy idziecie do lekarza czy w inne miejsce,  gdzie będziecie czekać. Podobnie w metrze, czy tramwaju. I samochodzie.
  6. Omawiaj z dzieckiem lektury – tłumacz, kiedy czegoś nie rozumie. Będzie mu łatwiej polubić szkolny obowiązek czytania.
  7. Chodźcie do księgarni, aby odkrywać nowości wydawnicze – czytajcie na miejscu, spędzajcie tam czas.
  8. Odwiedzajcie antykwariaty, pchle targi – szukajcie starych wydań ulubionych książek, zapomnianych autorów, wspaniałych ilustracji.
  9. Opowiadaj dziecku o przeczytanych książkach, historiach, które cię zaintrygowały w prasie etc.

Iza Farenholc

Dziennikarka i redaktorka. Pracowała jako redaktor naczelna w magazynie dla rodziców Gaga oraz współpracowała m.in. z magazynami Zwierciadło, Twój Styl, Sens, Glamour - materiały psychologiczne, recenzje książkowe, muzyczne i filmowe, wywiady, reportaże z podróży.

“This is family” – nowa kampania brytyjskiej marki River Island wychodzi naprzeciw zmianom społecznym

"This is Family" - kampania River Island
(Urodziła się w nietypowych okolicznościach, więc musi wyrosnąć na silną kobietę. Mam nadzieję, że damy jej narzędzia do tego, żeby taka się stała) – fot."This is Family", kampania River Island

“Tradycyjne” rodziny, rozumiane jako monoetniczne pary heteroseksualne, posiadające kilkoro wspólnych, biologicznych dzieci, to w tej chwili zaledwie jedna trzecia angielskiego społeczeństwa.

Różnorodność

Angielska marka odzieżowa River Island rozpoczęła kampanię marketingową, której celem jest pokazanie, że model rodziny, do którego większość z nas jest przyzwyczajona, się zmienia. W UK “tradycyjne” rodziny, rozumiane jako monoetniczne pary heteroseksualne posiadające kilkoro wspólnych, biologicznych dzieci, to w tej chwili zaledwie jedna trzecia społeczeństwa. W swojej nowej kampanii marka prezentuje inne modele rodziny i celebruje różnorodność.

Rodziny jednopłciowe, wieloetniczne, adopcyjne, patchworkowe, single wychowujący dzieci – oni wszyscy stanowią większość. Zdaniem twórców kampanii, to właśnie takie rodziny widać na Londyńskiej ulicy. Mimo to, w mediach i reklamie tradycyjna rodzina jest nadreprezentowana, natomiast inne opcje są pokazywane niechętnie albo wcale. River Island, chcąc przełamać tą dysproporcję, zaprasza do współpracy ludzi, którzy wymykają się tradycyjnemu schematowi.

Wideo zapowiadające kampanię „This is family” możecie zobaczyć tutaj

Co znaczy “rodzina” w 2019 roku?

Na zdjęciach zobaczymy między innymi parę gejów z niemowlęciem, kobietę i psa, grupę roześmianych dzieci, z których jedno ma zespół Downa, różnorodną etnicznie grupę młodych mężczyzn, kobiecą parę z kilkuletnim dzieckiem, mieszane etnicznie pary heteroseksualne.  

– Nasza kampania “This is family” dąży do przekształcenia nieaktualnych etykiet i stereotypów związanych z rodziną. Jako River Island, rodzinna firma, jako priorytet traktujemy celebrację wszystkich naszych klientów, zawsze opowiadamy się za różnorodnością i inkluzywnością. Mamy nadzieję, że ta kampania będzie kontynuacja naszych dotychczasowych działań w tym kierunku – powiedziała Angela Asiedua, dyrektor marketingu River Island.

– Jako samodzielny tata wiem z pierwszej ręki jak to jest nie pasować do wzorca tradycyjnej rodziny i być wykluczonym. A moi dwaj synowie i ja stanowimy rodzinę w takim samym stopniu, co wszyscy inni. Kampania “This is Family”, którą tworzymy dla River Island celebruje moją rodzinę i wiele innych rodzin, które są pomijane – uważa Alistair Green, przedstawiciel agencji Studio Blvd, która zajmuje się produkcją kampanii.

Zobacz też: „Co teraz? Moja ukochana została matką!” Pomóżmy Karolinie wydać książkę

 

 

Olga Plesińska

Bioetyk, dziennikarka. W wolnym czasie dużo czyta, najchętniej z kotem na kolanach, jeździ na wrotkach i fotografuje.

Rodzice i terapia uzależnień dziecka – jak się w tym wszystkim odnaleźć?

Gdy dziecko zderza się z uzależnieniem, albo jakimkolwiek innym problemem, czasami wsparcie rodzica nie wystarcza. Nieraz jest on bowiem tak samo wystraszony, jak jego ukochany syn, czy córka. Terapia staje się wtedy przestrzenią, w której rodzina może poukładać się na nowo. O tym, że wcale nie jest to łatwy proces i dlaczego czasami „gorzej” tak naprawdę oznacza „lepiej”, mówi w rozmowie z nami psycholożka i psychoterapeutka Małgorzata Zembowicz-Kowalska.

Zobacz pierwszą część rozmowy„Czy moje dziecko jest uzależnione?!” – ten wywiad powinni przeczytać wszyscy rodzice!

Katarzyna Miłkowska: Bycie w terapii często samo w sobie jest trudne i nieraz wiąże się z kryzysami. Zastanawiam się, czy może pojawić się moment, w którym dziecko jest w trakcie terapii uzależnień, a ja jako rodzic czuję, że jest tylko gorzej?

Małgorzata Zembowicz-Kowalska: Myślę, że na pewno może się pojawić i co więcej, może mieć to jak najbardziej związek z realnością. Tak jak powiedziałaś, w terapii zdarzają się kryzysy. Raczej nigdy nie jest to historia o tym, że od momentu zgłoszenia się jest już tylko i wyłącznie lepiej. Terapia faktycznie, niezależnie od modalności, jest procesem dynamicznym i jak najbardziej mogą pojawiać się w niej bardzo skomplikowane etapy. Trzeba jednak wziąć pod uwagę, że jest to także proces długotrwały, więc jest czas, aby te kryzysy przepracować. Warto przy tym pamiętać, że każdy tego typu moment załamania, które udaje się w terapii ułożyć, przekłada się na trwalsze efekty po jej zakończeniu.

Czyli trzeba przygotować się na dłuższy czas, bo w miesiąc problem się nie rozwiąże, dziecko nie będzie zdrowe, a wszystko nie wróci do poprzedniego porządku?

Wiesz, raczej myślę sobie, że nawet dobrze by było, żeby nie wracało, bo rozumiem, że skądś się ten problem jednak wziął. Punkt wyjściowy lepiej więc zostawić już za sobą, ale oczywiście, zachodzące w całym systemie zmiany mogą być trudne. Na różnych ich etapach, różne osoby mogą czuć się niezadowolone i mogą chcieć się przeciwko nim buntować. Tak, z całą pewnością jest to też proces długotrwały.

Myślę sobie, że trudne może być dla rodziców, kiedy dziecko zaczyna np. wyrażać złość, a wcześniej nigdy tego nie robiło. Nic dziwnego, że może pojawić się wtedy myśl, że moje dziecko po terapii stało się trudniejsze i jest tylko gorzej. Rozumiem jednak, że wtedy jest to miejsce na pracę rodzica z samym sobą?

Tak, dlatego też najlepsze efekty dają te oddziaływania, w których bierze udział cały system. Niekoniecznie musi to być terapia rodzinna, ale np. każdy z członków rodziny chodzi na terapię własną. Każda z tych osób zyskuje dzięki temu możliwość opracowywania pojawiających się zmian pod własnym kątem. Jest to też przestrzeń na przeżywanie rożnych trudności, znajdowanie dla siebie nowych miejsc w tym zmienionym systemie, nowych środków wyrazu, czy też nowych sposobów reagowania.

Co zatem może być taką „nowością” w relacjach rodzic-dziecko?

Ważna, nie tylko jeśli chodzi o uzależnienie, ale w ogóle w konstrukcjach wychowawczych, jest przede wszystkim konsekwencja. Jeśli u rodzica pojawiają się różne niepokoje, to nieraz zaczyna on działać w panice i podejmuje różne nieprzemyślane ruchy. Może m.in. dużo grozić: „Nie wyjdziesz przez miesiąc z domu, zabiorę ci komórkę, odetnę internet„. Później de facto nigdy to się nie dzieje, albo zamiast miesiąca trwa tydzień i z czasem zupełnie się rozmywa.

Fundamentalne we współżyciu z osobą uzależnioną jest konsekwentne przestrzeganie tego, co mówimy, ale jest to też fundament, na którym w ogóle buduje się wychowanie człowieka.

Konkretniej mówiąc, chodzi o branie odpowiedzialności za własne słowa, a nieraz przecież zdarza się, że będąc w emocjach mówimy dużo za dużo. Dorośli, rodzice, opiekunowie muszą oduczyć się bezmyślnego rzucania słowami na lewo i prawo.

Lepiej zastanowić się trzy razy, co ja mam tak naprawdę do powiedzenia dziecku, żeby później miało to przełożenie na realność. Jeśli bowiem coś mówimy, a nigdy nie dotrzymujemy słowa, to dziecko po prostu przestaje nas traktować poważnie.

Wyobrażam sobie, że na początku może być płacz i krzyk: „Nie oddam telefonu, będę i tak wychodził/wychodziła„. Długoterminowo daje to jednak zapewne poczucie, że po pierwsze, faktycznie mogę liczyć na słowo rodzica i po drugie, czuję się bezpiecznie.

Tak, bo konsekwentna postawa jest kluczowa i to dotyczy zarówno sytuacji trudnych, jak i tych przyjemnych. Jeżeli obiecuję ci, że pójdziemy dzisiaj do kina, to po prostu to robimy. Nie chodzi tu zatem o znak plus, minus, czy jakkolwiek będziemy to rozumieć, tyko o sam fakt konsekwencji. Uczymy wtedy dziecko, że nasze słowo ma prawdziwą wartość i tak jak powiedziałaś, jest to tym samym budowanie poczucia bezpieczeństwa. To jest zaś podstawą dla zdrowego rozwoju.

Czyli i tak wracamy do tego, że rodzic musi popracować przede wszystkim sam ze sobą.

Musi być ze sobą dogadany i musi też wiedzieć, na co go stać. Musi być świadomy tego, co może powiedzieć, bo sam od siebie jest to później w stanie wyegzekwować. Jeśli jednak wie, że nie da sobie z czymś rady, lepiej żeby miał tego świadomość i nie rzucał słów na wiatr. Podkreślam po raz kolejny, tu nawet nie chodzi o to, żeby cokolwiek egzekwować od dziecka, tylko od samego siebie.

Myślę teraz o poczuciu bezsilności. Jeśli odczuwamy ją w takim momencie, to chyba po prostu trzeba to uznać i powiedzieć dziecku, że nie jestem w stanie czegoś zrobić.

Zgadza się, a jeśli do tego sytuacja jest intensywna, możemy też zakomunikować, że to jest dla mnie strasznie trudne, muszę chwilę pomyśleć i wrócę do ciebie. Wcale nie musimy reagować od razu.

Będę w takim razie adwokatem diabła – Ale jak to?! Przecież jestem rodzicem, jestem dorosły, więc nie mogę pokazać dziecku słabości. Muszę wszystko wiedzieć!

Podałaś właśnie idealny przepis na popełnienie całej masy błędów. Jeśli zaś pozwolimy sobie przez chwilę odetchnąć, do czego absolutnie mamy prawo, to jest to jak najbardziej okej. Szczególnie jeśli to nazwiemy i pokażemy, że jest to trudne i potrzebujemy czasu na zastanowienie. Jest to też przy okazji budowanie w dziecku zdrowych nawyków. Dajemy tym samym przykład, że warto jest być blisko siebie, myśleć i przewidywać skutki tego, co robimy.

Być może, kiedy dziecko zderzy się wtedy z zewnętrznymi zagrożeniami, będzie mu też łatwiej pozwolić sobie na taki moment zastanowienia.

Dokładnie, bo przecież wcale nie musi, jak ten koń z klapkami na oczach, iść bezmyślnie za innymi. Może dojść do wniosku, że wcale nie chce uciekać na wagary, czy sięgać po tę substancję.

Zastanawiałam się w trakcie naszej rozmowy, czy może jest jakiś kontrast pomiędzy pracą z rodzicem, który podejrzewa, że jego dziecko jest uzależnione, od pracy z rodzicem, który ma już co do tego pewność. Widzę teraz, że tak naprawdę w jego indywidualnej pracy nie robi to chyba żadnej różnicy.

Nie robi absolutnie żadnej. Nie chcę w żaden sposób oczywiście umniejszać problemowi realnego uzależnienia, bo w sferze faktów są to ogromne różnice. Podejrzenie może być bowiem związane z zupełnie czymś innym, np. zawodem miłosnym i dlatego dziecko schudło, słucha smutnej muzyki i zamyka się w pokoju, przy czym wtedy zupełnie nie ma to nic wspólnego z alkoholem, czy narkotykami. Realne uzależnienie jest bezsprzecznie inną historią. Natomiast jeśli chodzi o przeżycie rodzica, to w obu tych przypadkach musi on poradzić sobie ze stresem, z niepokojem, z lękiem.

Czyli wspólny jest fakt, że chcąc poradzić sobie z uzależnieniem dziecka, albo tak naprawdę jakimkolwiek jego problemem, rodzic powinien zacząć od siebie.

Zasada zawsze jest taka sama – wydolny, sprawdzający się rodzic to rodzic, który dba przede wszystkim sam o siebie. Tylko wtedy ma bowiem realnie coś do zaoferowania. Jeśli jesteśmy dobrze poukładani ze sobą, to mamy zasoby, którymi możemy obdzielać innych.

Zobacz też: Bo macierzyństwo po prostu jest trudne

Małgorzata Zembowicz-Kowalska
psycholożka, psychoterapeutka, specjalistka terapii uzależnień. Prowadzi konsultacje psychologiczne, terapię indywidualną, grupową, terapię par oraz terapię uzależnień. Zajmuję się również prowadzeniem zajęć treningowych, psychoedukacyjnych oraz działalnością szkoleniową i dydaktyczną – www.malgorzatazembowicz.pl

 

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

Niewidzialne matki. Dlaczego nikt nie pamięta o ich potrzebach?

potrzeby matki

„Nie ma czegoś takiego, jak niemowlę. Jest para, matka i dziecko”, mówił Donald Winnicott, jeden z najsłynniejszych psychoanalityków dziecięcych i pediatra. Mówił więc o tym, że niemowlę potrzebuje opiekuna- zwykle matki- żeby przeżyć. Fizycznie, bo potrzebuje kogoś, kto je nakarmi, ubierze, zadba o jego bezpieczeństwo, ale też psychicznie. Jednocześnie, wraz z dzieckiem rodzi się jego matka.

Czasami ten proces jest relatywnie nieskomplikowany – matka i dziecko harmonijnie wchodzą w relację.  Ale bywa też tak, że macierzyństwo jest udręką. Matka patrzy na dziecko i wcale nie jest szczęśliwa, czuje natomiast lęk, smutek, przerażenie, ma poczucie, że jej życie się skończyło. Ma wreszcie poczucie winy. Uczucia, których doświadczają matki niemowląt są złożone. A to, jak rozpoczną podróż w macierzyństwo nie pozostanie bez znaczenia dla niej oraz jej dzieci.

Zobacz też: Jak przetrwać wczesne macierzyństwo? Poznaj kilka sposobów

Oczekiwania

Oczekiwanie społeczne, by matka automatycznie odnalazła się w nowej roli zdaje się być bardzo wyraźne. Noworodek jest badany, oglądany, testowane są jego odruchy, niemal natychmiast trafia pod opiekę pediatry i położnej środowiskowej. Jest jasne, że o potrzeby dziecka trzeba zadbać, że to jest szczególny moment w jego życiu.

Nieco inaczej jest z matką. Wprawdzie również objęta się opieką okołoporodową, ale trudno nie odnieść wrażenia, że sprawdzane jest jej ciało – w jaki sposób goi się po porodzie, jak wraca do normy po ciąży.

Być może właśnie w oczekiwaniu, że ciało „wróci do nomy”, że kobieta w naturalny sposób odnajdzie się w rzeczywistości z dzieckiem jest problem. Bo przecież zarówno ciąża, poród, jak i pojawienie się dziecka to dla niej gigantyczna zmiana. Nie tylko społeczeństwo ma oczekiwania. Kobieta wobec siebie również.

Zobacz też: Czy można żałować macierzyństwa?

Lęki

Zaczyna się na długo przed narodzinami dziecka, być może nawet przed ciążą, ale pierwsze przeczucie, że dzieje się coś niezwykłego pojawiają się wraz z pozytywnym testem ciążowym. Bywa radość, bywa poczucie, że coś się udało, że ciąża to sukces, czasem wyczekany. Ale bywa -wcale nierzadko- że kobieta zaczyna odczuwać różnego rodzaju lęki.

Jest to doświadczenie znacznie większej ilości kobiet, niż mogłoby się wydawać. Na mniej lub bardziej świadomym poziomie dociera do nas, że życie się zmieni w sposób nieprzewidywalny, że wraz z dzieckiem pojawi się nieznana dotąd odpowiedzialność, obawy o jego zdrowie czy bezpieczeństwo. I bezsilność, bo nawet jeśli ma się najlepsze chęci, można dziecko ochronić tylko w niewielkim stopniu.

Ale oprócz lęku o dziecko, kobiety często mają też poczucie, że wraz z macierzyństwem w ich życiu będą miały miejsce poważne utraty. Być może będzie musiała zmienić lub ograniczyć pracę, przynajmniej czasowo. To może się przełożyć na konieczność sięgnięcia po wsparcie – finansowe, ale też emocjonalne – ojca dziecka lub innych bliskich ludzi. U wielu kobiet może to wywoływać uczucia związane z zależnością przeżywaną jako upokarzająca i ograniczająca, a nie dająca oparcie.

Ciąża uruchamia wiele fantazji, pragnień i lęków. Pojawienie się dziecka również. Dodatkowo, wraz z dzieckiem w matce ożywają jej najbardziej pierwotne wspomnienia. Dzisiejsza matka też kiedyś była niemowlęciem. Też kiedyś ktoś się nią opiekował, zaspokajał – lub nie- jej potrzeby, był blisko – lub nie- kiedy odczuwała lęk lub ból. Ktoś pozwalał jej – lub nie- po swojemu odkrywać świat, bez lęku, ufając w jej możliwości. I teraz matka znajduje się w sytuacji, kiedy może korzystać z zasobów, które ma. Jeśli natomiast są one ubogie lub pokawałkowane, jeśli nie miała dobrej relacji z matką lub innym dorosłym, będzie jej bardzo trudno w rodzicielstwie.

Zobacz też: Dlaczego rodzicielstwo jest trudne?

Potrzeby matki

No bo co się właściwie dzieje z matką? Kim jest ta kobieta, której właśnie urodziło się dziecko? Co czuje? I dlaczego nie możemy o niej zapominać?

Z dnia na dzień musi dostosować się do rzeczywistości, w której jej potrzeby nie są najważniejsze, kiedy z wielu powodów musi je odłożyć na bliżej nieokreśloną przyszłość. Jest to trudne również dlatego, że matka z poświęcenia i rezygnacji z siebie ma czerpać radość. Nie ma w matczynej codzienności miejsca na zmęczenie, znużenie, wątpliwości.

Na głębszym poziomie matka niemowlęcia na co dzień styka się z bardzo pierwotnymi uczuciami, własnymi i dziecka. Jest jednocześnie w „tu i teraz”, kiedy opiekuje się dzieckiem i w przeszłości, kiedy sama była niemowlęciem. Może więc sama czuć jak „mała dziewczynka”, jak osoba, która potrzebuje wsparcia i z niepokojem patrzeć na siebie jak na opiekunkę niemowlęcia.

Wspomniany wcześniej Winnicott wskazywał na rolę na ojca dziecka w tej sytuacji, który opiekuje się matką dziecka tak, jak ona opiekuję się dzieckiem. Ale wsparcie dla matek małych dzieci powinno być wielopoziomowe i znacznie bardziej rozległe niż dzieje się to w tej chwili. Wizyty patronażowe mogą stać się doskonałą okazją do rozmowy z matką. Kolejne wizyty z dzieckiem u pediatry również.

Bo jeśli zapomnimy o niej, zapomnimy też o dziecku. I koło zaburzeń, nieszczęścia i samotności będzie toczyć się dalej.

Katarzyna Mirecka

psycholożka i psychoterapeutka, absolwentka Uniwersytetu Nottingham. Ukończyła 4-letnie całościowe szkolenie psychoterapeutyczne w Instytucie Analizy Rasztów. Pracuje z osobami dorosłymi, dziećmi i młodzieżą, indywidualnie oraz grupowo. Od 2015 roku związana z magazynem Chcemy Być Rodzicami