Przejdź do treści

Program Aktywna Rodzina zamiast 500 plus? To propozycja Nowoczesnej

Program Aktywna Rodzina
fot. Pixabay

Nowoczesna chce zmienić 500 plus na program Aktywna Rodzina – zapowiedziała na antenie Polsat News przewodnicząca partii Katarzyna Lubnauer. 

Nowy, alternatywny do rządowego program zakłada comiesięczną wypłatę w wysokości 250 zł na każde (w tym także pierwsze) dziecko. Jak zauważyła Lubnauer „w tej chwili programem 500 plus objętych jest 57 proc. dzieci”.  Program Aktywna Rodzina swoim działaniem objąłby natomiast 97 proc. dzieci.

Zobacz także: Rzucają prace w korporacjach, by urodzić trzecie dziecko

Program Aktywna Rodzina – kto skorzysta?

Z programu mogłyby skorzystać tylko rodziny, w których pracuje choć jedno z rodziców. Rodziny, w których nikt nie pracuje, powinny być pod opieką pomocy społecznej – zauważa Lubnauer.

Warto dodać, że z obecnego programu 500 plus wyłączone są rodziny z jednym dzieckiem, chyba, że dochód rodziny w przeliczeniu na osobę nie przekracza 800 zł.

Źródło: Ofemin

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

Czy terapią grupową możemy wyleczyć złamane serce?

Grupa - terapia grupowa
Fot. Pixabay.com

Freud mówił, że zdrowie to zdolność do miłości i pracy. Mówił również, że u podstaw psychoanalizy leży leczenie poprzez miłość. Ci, którzy przeszli dobrą terapię, wiedzą, że w procesie leczenia pojawia się wiele ciepłych uczuć do terapeuty. Ten obcy człowiek staje się z czasem dla nas bardzo ważny – w końcu powierzamy mu sprawy, do których nie przyznawaliśmy się nawet nam samym. I całe szczęście, że tak się dzieje, ponieważ między innymi z powodu trudności w doświadczaniu uczuć trafiamy na terapię. Drugi najważniejszy powód to relacje z innymi – pokiereszowane, niestałe, poplątane, niesatysfakcjonujące albo nawet nieistniejące.

W wieku 36 lat Jerzy miał na koncie nieudane małżeństwo oraz kilka krótkich związków. Nie miał problemu z poznawaniem kobiet oraz wchodzeniem w relacje. Był pewny siebie, potrafił o siebie zadbać, wiedział też, jakiej kobiety szukał. I takie kobiety znajdował, jednak po kilku miesiącach coś się zaczynało psuć. A skoro się psuło, związek się kończył. Czasem on odchodził, czasem zostawiano jego. Po rozpadzie ostatniego związku, który wydawał się tym na zawsze (a skończył się jak zwykle), zaczął się zastanawiać. Rozpoczął więc terapię – najpierw indywidualną, potem analizę grupową.

Z różnych przyczyn psychoterapia grupowa nie cieszy się dużym zainteresowaniem pacjentów. Jest uważana za mniej korzystną i płytszą. Często nawet psychoterapeuci uważają psychoterapię oraz analizę grupową za metody drugorzędne w leczeniu pacjentów. Psychoanaliza co jakiś czas jest nawet wysyłana na śmietnik historii jako zbyt wymagająca i niepoparta żadnymi metodami. Niesłusznie – i ze szkodą dla pacjentów.

Wczesne doświadczenia i późniejsze związki

Psychoanaliza jest wyjątkowo pomocna w wyjaśnieniu, w jaki sposób nasze pierwsze relacje przekładają się na późniejsze, dorosłe związki z ludźmi. Bo że taki związek istnieje, trudno zaprzeczyć. Ale trudno również go dostrzec. I właśnie tutaj pomocna staje się analiza grupowa – forma psychoterapii grupowej oparta na psychoanalizie.

Odwołując się do słów W.R. Fairbairna, można powiedzieć, że psychoanaliza pokazuje, w jaki sposób dzieci uczą się tworzyć więzi z innymi ludźmi, przyglądając się swojej rodzinie. Jeśli wszystko układa się w niej względnie dobrze, uczymy się pozytywnych wzorców relacji. Jeśli rodzinie daleko do ideału, bardzo trudno nam potem zaufać innym ludziom i kochać.

Rodzina to nie tylko rodzice, to również rodzeństwo. Właśnie analiza grupowa pomaga odtworzyć pierwotną sytuację rodzinną: poczuć znowu, jak to jest, kiedy pojawia się nowa osoba w rodzinie lub gdy jest się młodszym lub starszym dzieckiem. Przypomnieć sobie uczucie odrzucenia, którego doświadczyliśmy, kiedy pojawiło się nasze młodsze rodzeństwo, i wiele innych uczuć, które w terapii indywidualnej trudno przywołać.

Relacja terapeutyczna w psychoterapii grupowej

Wiele badań wskazuje, że tym, co w terapii leczy, jest relacja. Nie rodzaj interwencji terapeutycznej, ale właśnie relacja. W grupie pacjenci mają szansę stworzyć wiele takich relacji w tym samym czasie. Grupa jest realna; w określonym miejscu i czasie spotyka się kilkoro osób o podobnych doświadczeniach i trudnościach. Można z siebie czerpać, patrzeć, jak inni sobie radzą, i poczuć akceptację. To niezwykle cenne doświadczenie korektywne.

Pacjenci częstą fantazjują, że trafią do grupy, w której są osoby bardziej chore od nich. Albo po prostu chore. Trudno przyznać, że my sami mamy problemy i również jesteśmy pacjentami potrzebującymi pomocy.

Jak działa analiza grupowa?

Jerzy nie był przekonany do analizy grupowej. Nie wiedział, w jaki sposób wysłuchiwanie problemów innych ludzi ma mu pomóc w poprawie jego życia uczuciowego. Miał też żal do terapeutki, że się go pozbywa. Nie rozumiał, dlaczego wysyła go do grupy, w której będzie miał z nią znacznie mniejszy kontakt. Przecież uczestnicy grupy to nie profesjonaliści, więc jak mogą pomóc? Jak grupa może leczyć?

Przez kilka pierwszych tygodni chodził na spotkania głównie z poczucia obowiązku. Jednak kolejne rozmowy z uczestnikami grupy uświadomiły mu, że w zasadzie nigdy wcześniej nikt go tak naprawdę nie słuchał. Miał znajomych, całkiem sporo nawet, ale każdy z nich miał swoje sprawy, a rozmowy były dość płytkie.

Kolejny moment przełomowy przyszedł, kiedy jeden z uczestników grupy opowiadał o swoim małżeństwie. Jerzy uświadomił sobie wówczas, że reaguje na swoje partnerki bardzo podobnie do swojego znajomego z grupy – kiedy relacja stawała się bliska, zaczynał szukać wad w swoich partnerkach. Stawał się oschły, złośliwy i nieprzyjemny. Choć na świadomym poziomie bardzo pragnął stabilnego związku, w gruncie rzeczy był przerażony bliskością. Nie wierzył, ze ktokolwiek może naprawdę chcieć z nim być, że go nie porzuci, nie oszuka. W kolejnych miesiącach zaczął opowiadać grupie, jak wyglądało małżeństwo jego rodziców, mówił o licznych zdradach ojca i ciągle wiszącym widmie rozwodu rodziców. Jego terapia w grupie trwała trzy lata. Na krótko przed jej zakończeniem wszedł w związek z kobietą i po raz pierwszy od bardzo dawna miał poczucie, że tym razem naprawdę może się udać.

Polecamy również: 5 mechanizmów obronnych, które większość z nas stosuje – jak mogą wpłynąć na związek?

Katarzyna Mirecka

psycholożka i psychoterapeutka, absolwentka Uniwersytetu Nottingham. Ukończyła 4-letnie całościowe szkolenie psychoterapeutyczne w Instytucie Analizy Rasztów. Pracuje z osobami dorosłymi, dziećmi i młodzieżą, indywidualnie oraz grupowo. Od 2015 roku związana z magazynem Chcemy Być Rodzicami

Rozpędzić czarne chmury

Smutny mim spogląda przez okno
Fot.: Pixabay.com

Każdego dnia aż 15 Polaków odbiera sobie życie. W skali roku umiera w ten sposób blisko 5500 osób – kilkakrotnie więcej niż w wypadkach komunikacyjnych. Wielu dramatom można byłoby zapobiec, zwiększając dostępność specjalistycznej opieki psychiatrycznej i edukując pacjentów na temat możliwości uzyskania pomocy.

Jak poinformowali naukowcy z Polskiego Towarzystwa Psychiatrycznego (PTP), w Polsce na leczenie psychiatryczne przeznacza się zaledwie 3,4% budżetu służby zdrowia, podczas gdy średnia europejska wynosi ok. 6%. Dodatkowym problemem jest utrudniony dostęp do lekarzy. Na 1 mln ludności mamy zaledwie 90 psychiatrów, a oczekiwanie na wizytę trwa często ponad miesiąc. Te wyniki plasują nas na przedostatniej pozycji w Unii Europejskiej. Rozdźwięk między Polską a innymi krajami UE jest ogromny – Finlandia ma 236 lekarzy tej specjalizacji na 1 mln obywateli, Szwecja – 231, a Holandia – 230.

– Najtrudniejsza sytuacja jest w psychiatrii dziecięcej, ponieważ mamy zaledwie 402 lekarzy tej specjalności. Na dodatek jest małe zainteresowanie tą dziedziną wśród lekarzy – zaznaczył prof. dr hab. n. med. Piotr Gałecki, konsultant krajowy w dziedzinie psychiatrii, podczas warszawskiej konferencji PTP.

Więcej jest w naszym kraju psychologów i psychoterapeutów, ale tylko część z nich oferuje swoje świadczenia w ramach umowy z NFZ. To sprawia, że na wizytę u nich oczekuje się nawet pół roku. Tymczasem w wielu kryzysach i zaburzeniach psychicznych niezwykle ważna jest szybka diagnoza, a tuż po niej – podjęcie odpowiedniego leczenia.

Depresja – (nie)męski problem

Czy fakt, że nie zawsze udaje się dotrzeć z pomocą do potrzebujących, wynika tylko ze zbyt małej dostępności specjalistów? Z pewnością nie. Dla wielu osób problemy natury psychicznej są wciąż tematem tabu. Pokutuje przeświadczenie, że osoba, która korzysta z pomocy psychiatry, to nieudacznik lub „wariat”. A w zasadzie – „wariatka”, bo w społecznej świadomości zaburzenia zdrowia psychicznego, w szczególności depresja, dotyczą tylko kobiet.

Najdramatyczniej w tym kontekście przedstawia się jednak sytuacja mężczyzn – to oni stanowią bowiem liczniejszą grupę wśród samobójców (ponad 80%). W 2016 r. targnęło się na życie 4 638 panów; aż 633 z nich było między 55. a 59. rokiem życia. Za wieloma z tych przypadków stały prawdopodobnie kryzysy psychiczne i depresja.

Wielu chorych nieumiejętność poradzenia sobie z życiowymi trudnościami określa jako „niemęską”. A gdy na horyzoncie pojawiają się poważne kłopoty osobiste, finansowe lub zawodowe, umiejętność zwrócenia się po pomoc jest niezwykle istotna.

– Rozmowa z osobą, której ufamy, jest pierwszym krokiem na ścieżce leczenia depresji. Podzielenie się swoimi przemyśleniami, obawami, że mamy depresję. Kolejnym krokiem jest poszukanie odpowiedniej pomocy specjalistycznej. Można zacząć do lekarza pierwszego kontaktu, skorzystania z rekomendowanych i certyfikowanych ośrodków pomocy psychologicznej czy psychoterapeutycznej – wyjaśnia nam Anna Krajewska, psycholożka i doradczyni zawodowa. – Przy większości depresji konieczne jest też podjęcie leczenia farmakologicznego. Niezbędna jest więc wizyta u lekarza specjalisty w celu doboru odpowiedniego leku przeciwdepresyjnego – dodaje.

Psychiatrzy podkreślają jednak, że coraz więcej pacjentów szuka rozwiązania „na skróty” i omija kroki, które są kluczowe, by uzyskać satysfakcjonujący efekt terapeutyczny.

– W latach 2008-2016 nastąpił znaczny wzrost sprzedaży leków antydepresyjnych – aż o 30%. Tymczasem leki i psychoterapia powinny być stosowane w procesie leczenia w zależności od indywidualnej sytuacji i potrzeb osoby leczonej, a nie zastępować psychoterapię w każdej sytuacji. Ich przyjmowanie zawsze musi odbywać się pod ścisłą kontrolą specjalisty – mówił podczas spotkania prof. Gałecki.

Psychiatra też lekarz

Eksperci z PTP podkreślają, że do poprawy sytuacji pacjentów ze schorzeniami psychicznymi konieczna jest zmiana społecznej świadomości – w odniesieniu do samych jednostek chorobowych, ale i łączącej się z nimi opieki lekarskiej.

– To, jak mówimy o psychiatrii i lekarzach psychiatrach, może mieć wpływ na to, czy chory zwróci się do nas o pomoc – podkreślają przedstawiciele PTP.

Jak zatem oswoić temat opieki psychiatrycznej? Z pewnością pomogą w tym działania edukacyjne – tych zaś, na szczęście, jest coraz więcej.

Jedną z ciekawych inicjatyw w tym zakresie jest kampania społeczna, która ma na celu destygmatyzację osób z rozpoznaniem schizofrenii paranoidalnej. W filmie, sfinansowanym ze środków samorządu województwa mazowieckiego i Mazowieckiego Centrum Polityki Społecznej, przedstawiono prawdziwe historie pacjentów.

Realny wkład w edukację w zakresie zdrowia psychicznego wnosi także poradnik „Nie bój się psychiatry. Jak wspierać zdrowie psychiczne dorastających dzieci”, wydany przez Instytut Psychiatrii i Neurologii w Warszawie. Publikację, sfinansowaną ze środków państwa w ramach kampanii społecznej „Nie bój się psychiatry”, otrzymały m.in. placówki edukacyjne dla młodzieży. To szczególnie ważna grupa odbiorców – Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) zwraca bowiem uwagę, że wiele zaburzeń zdrowia psychicznego rozwija się już przed 14. rokiem życia.

Przykładem dobrych praktyk są też dwa specjalistyczne poradniki: dla chorych na zespół natręctw oraz dla osób cierpiących na chorobę afektywną dwubiegunową i ich rodzin. Publikacje (w formacie PDF), autorstwa śląskiego specjalisty w dziedzinie psychiatrii, udostępniono bezpłatnie na stronie Centrum Psychiatrii w Katowicach.

Kiedy jeszcze nie wiemy, co nam dolega, we wstępnym rozpoznaniu problemu może nam pomóc internetowy test „Miej to z głowy”, opracowany przez zespół specjalistów m.in. z zakresu psychiatrii, psychologii i doradztwa zawodowego. Narzędzie to powstało z myślą o przedstawicielach grup zawodowych, które są najbardziej narażone na stres, wypalenie zawodowe, lęki i depresję, ale może skorzystać z niego każdy. Pamiętajmy jednak, że sam test nie zastąpi nam rzetelnej diagnozy lekarskiej.

Źródło: PTP, dziennik.pl, politykazdrowotna.com, krytykapolityczna.com, portalemedyczne.pl

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na UW. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

Powstała gra oswajająca dziewczynki z pierwszą miesiączką

gra oswajająca dziewczynki z pierwszą miesiączką
fot. Fotolia

Zdarza się, że miesiączka nadal stanowi temat tabu w wielu domach.  Dziewczynki często swoją wiedzę czerpią z internetu lub z opowieści koleżanek. Naprzeciw temu problemowi wyszli studenci projektowania graficznego, którzy stworzyli ciekawy projekt.

Gra, która oswaja dziewczynki z pierwszą miesiączką nazywa się po prostu „Okres”, a jej twórcami są pomysłowi studenci.  Gra utrzymana jest w kolorystyce różów i czerwieni i opiera się na prostym słownictwie.

Zobacz także: Zabawki roku wybrane! Testowały dzieci gwiazd a w jury zasiedli celebryci

„Okres” – gra oswajająca dziewczynki z pierwszą miesiączką

W zestawie znajdziemy wykonany z tworzywa sztucznego układ rozrodczy kobiety w proporcjach 1:1. Wokół niego po okręgu roztacza się plansza, a za pionki służą nam plastikowe tampony.

W środku jest również książeczka objaśniająca funkcjonowanie układu rozrodczego kobiety i karty. Na tychże kartach pojawiają się hasła typu „weź gorącą, relaksującą kąpiel”, albo „ups, poplamiłaś się”. Bezpośredniość i przejrzystość gry oswaja dziewczynki z tematyką pierwszej miesiączki.

Wygrywa ten, kto pierwszy okrąży planszę. W domyśle – ten, kto pierwszy zrozumie funkcjonowanie kobiecego układu rozrodczego.

Gra już wkrótce pojawi się w sprzedaży.

gra oswajająca dziewczynki z miesiączką

fot. Glamour

gra oswajająca dziewczynki z pierwszą miesiączką

fot. Glamour

Źródło: Glamour

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

Kim Kardashian znów została mamą! Córeczkę urodziła surogatka

Kim Kardashian
Fot.: Instagram (@kimkardashian)

Kim Kardashian i Kanye West powitali na świecie swoje trzecie dziecko. Zdrową dziewczynkę, której imienia jeszcze nie zdradzono, urodziła znanej parze wynajęta surogatka.

Dziewczynka urodziła się 15 stycznia, ważąc 3,4 kg. Dumna mama, która wraz z mężem była obecna podczas porodu, ogłosiła radosną nowinę na swojej stronie internetowej:

– Kanye i ja z radością informujemy, że przyszła na świat nasza zdrowa, piękna córeczka. Jesteśmy niesamowicie wdzięczni naszej surogatce, która pomogła nam spełnić marzenie, dając najpiękniejszy z prezentów – napisała Kim Kardashian.

Kim Kardashian: Surogacja była „jedynym rozwiązaniem”

Nowo narodzona córeczka jest trzecim dzieckiem Kardashian i Westa – i jedynym, które przyszło na świat dzięki pomocy surogatki. Ich pierwsza córka, North West, urodziła się w 2013 roku, a dwa lata później na świecie pojawił się syn, Saint.

Przypomnijmy, że u 37-letniej Kim Kardashian występuje stosunkowo rzadkie zaburzenie przyczepu łożyska zwane łożyskiem przyrośniętym. Podczas dwóch jej poprzednich porodów doszło do wielu komplikacji; celebrytka przeżyła też niedawno poronienie. Lekarz prowadzący stanowczo odradził jej kolejne ciąże, sugerując, że byłyby znacznym zagrożeniem dla jej życia i zdrowia. Właśnie dlatego słynna para zdecydowała się na wynajęcie surogatki.

– To było jedyne rozwiązanie – mówiła Kim w reality show Z kamerą u Kardashianów.

Znalezienie surogatki o odpowiednim profilu (psychologicznym i medycznym) nie było jednak zadaniem łatwym. Nim trafili na kobietę, która zdobyła ich zaufanie, minęło wiele miesięcy – ale ostateczny wybór okazał się strzałem w dziesiątkę. Media donoszą, że panie nawet się zaprzyjaźniły.

Trudne doświadczenie

Kim Kardashian podkreśliła, że surogacja – wbrew opinii wielu osób – nie jest drogą na skróty. Jak szczerze przyznała, niełatwo było jej zaakceptować fakt, że jej dziecko nosi inna kobieta.

– To zupełnie inne doświadczenie. Uważam, że nawet trudniejsze, bo nie masz nad tym kontroli – mówiła podczas występu w listopadowym odcinku programu Entertainment Weekly. – Świadomość, że udało mi się utrzymać ciąże przy dwójce poprzednich dzieci, a przy trzecim nie byłam w stanie tego zrobić, jest dla mnie trudna – dodała.

Na szczęście ta wyboista droga do rodzicielstwa nie zabrała parze radości z oczekiwania na małą córeczkę. Kim Kardashian i Kanye West od dawna marzyli o tym, by powiększyć rodzinę, i cieszą się, że dzięki rozwojowi medycyny było to możliwe.

– Jestem bardzo szczęśliwa, że technologia dziś nam na to pozwala – podkreślała przed narodzinami drugiej córki.

Źródło: people.com, thesun.co.uk

materiał prasowy

Materiał prasowy redakcja otrzymuje, gdy firmy, stowarzyszenia, fundacje i inne organizacje chcą poinformować naszych czytelników i czytelniczki o aktualnościach, wydarzeniach, eventach, nowych produktach czy konferencjach.