Przejdź do treści

Program Ciąża Plus. Na czym polega i kto może z niego skorzystać?

Program Ciąża Plus
Refundacja ma obejmować leki na nadciśnienie, cukrzycę ciążową i utrzymanie ciąży // fot. Fotolia

Rząd Prawa i Sprawiedliwości przygotował projekt ustawy zakładający pomoc dla kobiet ciężarnych. Na czym polega program Ciąża Plus?

Inicjatywa o nazwie Ciąża Plus ma zagwarantować kobietom w ciąży refundację niektórych leków. Projekt ustawy w tej sprawie jest już gotowy, a jego założenia zostały w zeszły czwartek przyjęte przez Komitet Społeczny Rady Ministrów.

Wkrótce ma powstać lista leków refundowanych, na której znajdą się medykamenty najczęściej przepisywane kobietom w ciąży.

Zobacz także: Ile powinien trwać odstęp między kolejnymi ciążami? Sprawdź!

Program Ciąża Plus – które leki będą darmowe?

Refundacja będzie obejmowała leki przepisywane na receptę na: nadciśnienie, cukrzycę ciążową oraz utrzymanie ciąży.

Po wejście ustawy w życie resort zdrowia będzie mieć cztery miesiące na przygotowanie listy leków. Jak podaje Newsweek, program Ciąża Plus będzie kosztował państwo 20 mln zł rocznie.

W projekcie ustawy nie określono, od którego miesiąca ciąży ma obowiązywać refundacja. Można więc przyjąć, że przywilej powstanie w momencie stwierdzenia przez lekarza ciąży. Co ważne, w programie uwzględnione będą również ciąże uzyskane na drodze zapłodnienia pozaustrojowego metodą in vitro.

Źródło: Gazeta Pomorska, Newsweek

Anna Wencławska

Koordynatorka treści internetowych. Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego, pasjonatka obcych kultur i języków orientalnych.

W poszukiwaniu dobrego życia z atlasem szczęścia

Gdzie znaleźć szczęście
Nasza polska filozofia życia brzmi „Jakoś to będzie”. – Fot. Pixabay

Całkiem niedawno wszystko musiało być „hygge”. Duński sposób na życie wkroczył szturmem w nasze życie i był najmodniejszym trendem przez kilka ostatnich lat. Islandczycy mają swoje Þetta reddast, w RPA – ubuntu, w Walii Hvyl, w Japonii wabi-sabi. Nasza polska filozofia życia brzmi „Jakoś to będzie”.

Optymizm nie jest błahostką – pisze autorka książki „Atlas szczęścia” – jeśli przez cały czas czujemy się przygnębieni, a sytuacja zawsze jest kryzysowa, psychologiczną reakcją jest porzucenie wszelkich starań. Przekaz mediów jest jednoznaczny –zawsze i wszędzie wydarzają się tylko złe rzeczy. A przecież ludzie codziennie znajdują szczęście i nie tylko w bogatych krajach. Empatia jest kluczowa w relacjach międzyludzkich, a to, co wiemy na temat tego, co uszczęśliwia ludzi na końcu świata, jest cenna dla wszystkich. To, w jaki sposób ludzie postrzegają szczęście może być cenna dla wszystkich.

Zobacz też: Jak wychować szczęśliwe dziecko?

Kiedy Helen Russell opublikowała swoją pierwszą książkę „Życie po duńsku. Rok w najszczęśliwszym kraju na świecie”, zaczęli odzywać się do niej ludzie z najróżniejszych zakątków świata. Opisywali, jak w ich kraju rozumiane jest szczęście. Tak powstała nowa książka Helen „Atlas szczęścia”, czyli katalog kulturowych zwyczajów i mapa miejsc, w którym ludzie prowadzą dobre życie.

Sposoby na szczęście

Norwegowie mają swoje FRILUFTSLIV czyli dużo czasu na łonie natury. Jak mówią mieszkańcy tego niedużego kraju – natura pozwala nakarmić duszę, bo na zewnątrz jest dużo rodzajów energii. Sporo Norwegów uprawia więc „aktywną medytację” każdego dnia, co sprzyja zdrowiu i dobremu samopoczuciu.

WABI-SABI to porzucenie wszelkich ideałów estetycznych, które wymagają perfekcji, docenianie rzeczy takimi, jakie są. Nie do uwierzenia, ale tak, to filozofia Japonii. Kintsugi, stara sztuka naprawiania potłuczonej ceramiki polega na tym, że nie tuszuje się pęknięcia, tylko się je uwypukla, często laką z dodatkiem czystego złota. Pęknięcie uważane jest za piękne. Japonia nie jest, jak wiemy uważana za zbyt szczęśliwe miejsce – wysoki odsetek samobójstw, plaga samotności, pracoholizm i depresje. Ratunkiem może być utrzymywanie więzi z przeszłością – zamiast pędu za nowością i „wspaniałą przyszłością”. Tak jak obcowanie z naturą – kąpiele leśne, wspólne podziwianie kwiatów, szczególnie wiśni – badania wykazały obniżenie ciśnienia, poziomu kortyzolu oraz zmianę aktywności mózgu, która sprzyja odprężeniu.

Zobacz też: Podróże z niemowlakiem. Pierwszy raz wyjechaliśmy, gdy córeczka miała 2 miesiące

W Syrii TARAB to emocjonalne uniesienie, zauroczenie, wywołane muzyką. Aby poczuć się szczęśliwym, musimy poszukać muzyki, która wywołuje jakieś uczucia, sprawi, że będziemy płakać i śmiać się. Tajowie mają swoje MAI PEN TAJ, tłumaczone jako „nie przejmuj się” lub „to nie ma znaczenia”. Mieszkańcy Tajlandii łagodzą w ten sposób konflikty i pozbywają się napięcia. KEYIF oznacza „nastrój, zadowolenie, upojenie”. Dla Turków to celebrowanie prostych czynności – pływania, oglądania zachodu słońca, picia herbaty, spacerów po plaży. Żyj wolniej – jedz wolniej, obserwuj oddech, ciesz się nicnierobieniem. Irlandczycy używają słowa CRAIC jako synonimu dobrej zabawy, która obejmuje muzykę i rozmowy. Najlepsze na wzmocnienie więzi, wydzielanie endorfin i poczucie szczęścia są smutne, przerażające opowieści – dobrze się bać! TAPEO pochodzi od tapas – polega na spotkaniu z przyjaciółmi, zagryzaniu dobrego wina jeszcze lepszymi przekąskami – to dla mieszkańców Hiszpanii pełnia szczęścia.

Yakosh toe benjay

Właśnie ukazała się angielska wersja „Jakoś to będzie” – Live The Polish Way Of Life”. Jaki jest nasz sposób na życie? Podobno jesteśmy szczęśliwi wbrew modom, opieramy się autorytetom i przeciwnościom losu. Bardzo ważne jest dla nas życie duchowe. Kiedy jest nam ciężko, ratuje nas sarkazm i wiara, że ze wszystkim sobie poradzimy. To nasze „Jakoś to będzie”. Nawet jeśli nie do końca wierzymy w nasze „narodowe” cechy, warto przekonać do nich cudzoziemców, a ta książka ma tę moc.

Live the polish way of life – Beata Chomątowska, Dorota Gruszka, Daniel Lis, Urszula Pieczek Wyd. Znak

Atlas szczęścia – Helen Russell Wyd. Insignis

Iza Farenholc

Dziennikarka i redaktorka. Pracowała jako redaktor naczelna w magazynie dla rodziców Gaga oraz współpracowała m.in. z magazynami Zwierciadło, Twój Styl, Sens, Glamour - materiały psychologiczne, recenzje książkowe, muzyczne i filmowe, wywiady, reportaże z podróży.

Dlaczego tak trudno dotrzymać obietnicę?

Dlaczego łamiemy obietnice?
fot.Pixabay

Każdy z nas coś kiedyś obiecywał. Czasami były to obietnice na całe życie, czasami dotyczyły czegoś tu i teraz. I każdy z nas doświadczył choć raz złamania obietnicy. Dlaczego tak trudno dotrzymać danego słowa?

To, co świadome i to, co nieświadome

Dotrzymywanie raz danego słowa jest wyznacznikiem tego, jak uczciwy i prawdomówny jest człowiek. Osobie dotrzymującej obietnic można ufać, można na niej polegać, można wierzyć. Na obietnicach też opieramy wiele aspektów naszego życia. Choćby małżeństwo. Obiecujemy sobie, w obecności księdza czy urzędnika, otoczeni bliskimi ludźmi, więc publicznie, że będziemy się kochać, szanować i że będziemy ze sobą do końca życia. Zwykle też wierzymy we własne słowa, ufamy własnym obietnicom oraz tym, które są nam składane.

Obietnica opiera się na świadomym przekonaniu, że czegoś chcemy, coś może zrealizować, czegoś dotrzymać. Jeśli obiecujemy kochanej osobie, że będzie z nią trwać w małżeństwie do końca życia, to całkiem możliwe, ze szczerze w to wierzymy. Wierzymy również w to, że będziemy tę osobę kochać przez wiele kolejnych lat, jeśli nie zawsze.

Obietnice opierają się na świadomym pragnieniu i założeniu, że można je zrealizować. Świadomość jest szczególnie istotna i wydaje się być wystarczającą podstawą do składania obietnic. Ale przecież oprócz świadomości, psychika człowieka żywo korzysta z nieświadomości. Jeśli świadome i nieświadome pragnienia pozostają w sprzeczności, pojawia się konflikt. Może on przybrać różne formy.

Może przebiegać bardzo gwałtownie i mieć formę objawów, takich jak lęk, depresja, zachowania kompulsywne. Z tego typu objawami ludzie zgłaszają się do psychoterapeuty lub psychiatry. Mogą być bardzo dotkliwe i co gorsza, często są niezrozumiałe, właśnie z powodu nieświadomej komponenty. Z pozoru wszystko może wydawać się jasne, decyzja czy pragnienia zdają się być oczywiste. Tak też jest w przysięgach czy obietnicach.

Dlaczego łamiemy obietnice?

Nie dotrzymujemy słowa z wielu powodów. Zmieniają się okoliczności życiowe, wygasają uczucia, zmieniają się wreszcie ludzie. Trzeba się przeprowadzić, zmienić pracę, ktoś umiera lub komuś rodzi się dziecko, ktoś zaczyna chorować. Nie można więc dotrzymać danego słowa.

To są powodu widoczne i zrozumiałe. Jednak dodatkowo każdy człowiek podlega innym, nieświadomym siłom. To, czego jesteśmy świadomi to zaledwie niewielka część wszystkich uczuć i pragnień, którym na co dzień podlegamy. Można więc chcieć być w związku małżeńskim z daną osobą, ale jednocześnie obawiać się bliskości kojarzonej z zależnością, ryzykiem nadużycia. Można kogoś kochać, a jednocześnie czuć złość lub mieć wątpliwości, czy wybór tej osoby na partnera życiowego był słuszny.

Tych wątpliwości można być przynajmniej częściowo świadomym. „Dobry z niego człowiek, mogę na nim polegać. Ale nie mamy wspólnych zainteresowań”.

Dysonans poznawczy

W psychologii znany jest termin dysonansu poznawczego. Jest to sytuacja, w której dwie konkurujące sobą, sprzeczne myśli lub pragnienia pojawiają się w umyśle. Oczywiście, nie można poddać się im obu, nie można jednocześnie mieć w głowie dwóch odmiennych myśli. Trzeba wybrać jedną. Określić swoje stanowisko. W przeciwnym razie narażamy się na nieprzyjmne uczucie utknięcia, nieszczęścia, niezadowolenia.

Związki romantyczne są dobrym przykładem tego, jak trudno dotrzymać obietnice. Na świadomym poziomie można czuć miłość i przywiązanie do partnera. To może wydawać się wystarczająco silną podstawą do budowania intymnej relacji. Jednak z jakiegoś powodu jedna z osób zaczyna czuć coraz większą rozpacz, niezadowolenie, smutek. Niekoniecznie jednak są to uczucia, które od razu są dostępne świadomości. Być może pojawia się niechęć do partnera, złość.

Możliwość rozmowy o pojawiających się uczuciach pomaga im przedostać się do świadomości. Wnioski niekoniecznie będą takie, na jakie początkowo miało się nadzieję. Czasami da się uratować związek, czasem nie. Ale można podejmować świadome decyzje.

Ten sam mechanizm dotyczy dotrzymywania codziennych obietnic, takich jak zobowiązania zawodowe, deadliny, czy egzaminy. „Ten projekt jest do zrobienia na następny piątek? Nie ma problemu”. Ale w czwartek okazuje się, że problem jednak jest, a projekt jest co najwyżej rozpoczęty. Kto nie uczył się do egzaminu w ostatniej chwili? Ilu osobom ostatecznie egzaminu nie udało się zdać, choć się „uczyły”? Być może pojawiające się trudnością wiążą się z tym, że z jednej strony rzeczywiście chcemy dokończyć projekt lub zdać egzamin. Z drugiej jednak możemy nieświadomie czuć niechęć do osoby projekt zlecającej, być może zdany egzamin będzie oznaczał koniec studiów i konieczność szukania pracy?

Czy zatem warto?

Czy w takim razie w ogóle warto cokolwiek obiecywać? Wydaje się, że tak. Obietnice i zobowiązania są ważnym elementem umowy społecznej. Obiecując, pokazujemy ludziom, że są dla nas ważni. Zobowiązujemy się do starań, do myślenia o innych, o ich pragnieniach i potrzebach. Zobowiązujemy się do starań. I chyba tyle wystarczy.

Katarzyna Mirecka

psycholożka i psychoterapeutka, absolwentka Uniwersytetu Nottingham. Ukończyła 4-letnie całościowe szkolenie psychoterapeutyczne w Instytucie Analizy Rasztów. Pracuje z osobami dorosłymi, dziećmi i młodzieżą, indywidualnie oraz grupowo. Od 2015 roku związana z magazynem Chcemy Być Rodzicami

Marsjanie i Wenusjanki idą do łóżka?

Czy teorie Greya są aktualne? – Fot. Pixabay

Metafora użyta w tytule weszła do kultury popularnej, ale teoria Greya, że kobiety i mężczyźni komunikują się na zupełnie inne sposoby, znalazła się na liście największych mitów psychologii popularnej. Czy książka Greya oraz jej kontynuacja „Marsjanie i Wenusjanki w sypialni” będzie tylko materiałem dla badaczy, prowadzącymi badania nad tematem „Jak wyglądał seks w latach 90-tych?”.

Książka Johna Greya „Mężczyźni są z Marsa, kobiety z Wenus” została opublikowana w 1994 roku i z miejsca stała się bestsellerem na całym świecie, który sprzedał się w nakładzie 50 milionów egzemplarzy. Bezdyskusyjnie to najlepiej sprzedający się poradnik o relacjach damsko-męskich w ostatnich kilkunastu latach.

Autor stworzył metaforę (Mężczyźni z Marsa, kobiety z Wenus), która miała być kluczem do zrozumienia podstawowych różnic psychologicznych między płciami. I kiedy rzeczywiście czasami zastanawiamy się, skąd wzięli się niektórzy mężczyźni i ich podejście do życia, to chyba lepiej uświadomić sobie, że mózgi mamy takie same, a różnice w codziennym biorą się z zupełnie innych powodów.

Zobacz też: Jak rozmawiać z dzieckiem o seksie?

Dzisiaj nie sposób brać na serio porad typu: „Kiedy kobieta ubiera się w różowy jedwab lub koronki, jest gotowa na seks jako romantyczny wyraz czułości, a ostatecznie na szalone zapomnienie się” albo „kiedy kobieta wkłada starą, rozciągniętą koszulę, najwyraźniej nie ma nastroju. To jest odpowiednia pora na przytulanie. Mężczyzna może po prostu się przysunąć i czule ją pieścić, ale nie powinien się podniecać

Niezrażony krytyką terapeuta małżeński i rodzinny, krótko po swoim bestsellerze wydał książkę o sypialnianych perturbacjach mężczyzn i kobiet. Zapowiedź „Marsjanek i Wenusjanek w sypialni” nie wróży niczego dobrego.

„Autor pokazuje, jak poprzez drobne zmiany w podejściu do seksu i za pomocą kilku prostych technik rozpalić pożądanie, uszczęśliwić partnera i stworzyć wspaniały, romantyczny związek. Naprawdę? Lata 90-te? Brzmi, jak z 50- tych. Momentami jest śmiesznie: „zasadniczo dla uzyskania orgazmu mężczyźnie wystarczają dwie do trzech minut stymulacji. Na ogół jest to bardzo proste, równie łatwe jak potrząśnięcie puszką z piwem”. I wszystko staje się jasne.

Zobacz też: Anja Rubik na czele rewolucji. Szykuje rzetelną edukację seksualną dla młodzieży

Marsjanie i Wenusjanki idą do łóżka

Autorzy książki „50 Great Myths of Popular Psychology” wskazują, że Gray, mimo praktyki terapeutycznej, na potwierdzenie swoich teorii nie przytacza systematycznych badań, a te, które znajdują się w książce, nie dowodzą znaczących różnic w komunikowaniu się mężczyzn i kobiet.

Jedna z badaczek teorii Graya stworzyła metaforę książki – „mężczyźni są z Dakoty Północnej, kobiety z Dakoty Południowej” i to chyba najlepiej określa jego teorie.

Wkroczyliśmy w zupełnie inny świat i poradniki, w których radość oraz szczęście w związku może pojawić się właściwie tylko po zaspokojeniu mężczyzny, bardzo się zestarzały. Bardzo. I pozostały materiałem do badań terenowych nad przeszłością. Chyba, że ktoś chciałby zabawić się w powrót do lat 90-tych. W sypialni.

Iza Farenholc

Dziennikarka i redaktorka. Pracowała jako redaktor naczelna w magazynie dla rodziców Gaga oraz współpracowała m.in. z magazynami Zwierciadło, Twój Styl, Sens, Glamour - materiały psychologiczne, recenzje książkowe, muzyczne i filmowe, wywiady, reportaże z podróży.

Jak być miłym hejterem? Czyli konstruktywna krytyka zawsze w cenie!

Jak być miłym hejterem
Doradzając drugiej osobie, tak naprawdę doradzasz sam sobie będącym w podobnej sytuacji – fot. Fotolia

Mój ostatni artykuł o hejtujących mamach wywołał duże kontrowersje. Część czytelników zgodziła się z nim, część oburzyła, że jak to?! Widzę, że ktoś coś robi źle i naraża dziecko, trzeba reagować! I racja – znieczulica to jedna z najgorszych plag dzisiejszego społeczeństwa.

Dlatego postanowiłam napisać poradnik miłego hejtera, inaczej jak krytykować i doradzać, aby nie zostać posądzonym o hejt.

Dlaczego krytykuję?

Na początek – zacznij od siebie, tj. odpowiedz sobie na pytanie DLACZEGO? Jakie są moje motywy postępowania? Czy krytykuję, aby krytykować i pokazać, że wiem co najlepsze dla mojego dziecka (i wszystkich innych)? Czy też naprawdę zależy mi na tym, aby druga osoba zmieniła swoje postępowanie, dla JEJ dobra?

Jeżeli to pierwsze to zalecam nie odzywanie się i pracę nad samooceną, ewentualnie inwestycję w dobrego psychoterapeutę. A może założysz bloga, gdzie będziesz dzielić się swoją ekspercką wiedzą? Oczywiście tylko z tymi, którzy będą chcieli to przeczytać.

Jeżeli interesuje Cię druga opcja to mam dla Ciebie złą wiadomość – musisz pokonać GADA. Tak, dobrze czytasz. Małego, oślizłego, z łuskami, czasami nawet ziejącego ogniem. Mieszkającego głęboko w ludzkiej głowie.

Zobacz też: Dlaczego tak trudno o ojca w domu? Wyznania pełnoetatowego taty

Jak pokonać gada?

Wszyscy jesteśmy zwierzętami i o naszym przetrwaniu zadecydował nasz pierwotny gadzi mózg, który automatycznie podpowiada nam – wróg czy nie-wróg? Uciekać, atakować czy udawać martwego? Gad nienawidzi krytyki i uwielbia zjadać odważnych na drugie śniadanie. Jeżeli nie chcesz skończyć jak Daenerys w Grze o Tron to lepiej się go słuchać.

Najlepszy sposób na rozprawienie się ze smokiem to… uwierzenie w niego i danie mu prawa do istnienia. Musisz zaakceptować to, że ktoś może mieć inne zdanie niż Ty, a przede wszystkim musisz dać mu odczuć, że akceptujesz go w całości, taki jaki jest. To już połowa sukcesu, przepis na uśpienie czujności gada i dotarcie do mózgu człowieczego, zwanego też rozumem.

Ta część naszego ciała zwykle zdolna jest przyjmować logiczne argumenty. Chociaż walka na słowa też nie jest najlepszym pomysłem na ten moment. Aby przekonać kogoś do zmiany zdania warto na początku… przyznać mu rację! Na pewno jesteś w stanie znaleźć jakiś punkt wspólny, choćby to były „dobre chęci” lub ogólnie pojęta „troska o dziecko”. Jeżeli nie, możesz spróbować wczuć się w drugą osobę, aby stwierdzić, że „będąc na jej miejscu, mając taki, a nie inny bagaż doświadczeń i wiedzę, być może twierdziłbyś tak samo”. Przy okazji parafrazujesz argument drugiej osoby, upewniasz się, że dobrze rozumiesz i dajesz prawo do własnej opinii.

Zobacz też: Mama inna niż wszystkie – rzuciła pracę i otworzyła kawiarnie będąc w ciąży

Pozytywne zakończenie

Teraz, gdy opadły emocje i smok smacznie śpi w swojej jaskini, nadszedł czas na zdefiniowanie różnic – bo ogólnie zgadzacie się już i może nawet trochę lubicie, tylko różnicie się w jednym detalu. Przedstaw swoje stanowisko jasno i zaproponuj rozwiązanie. Zapytaj drugą osobę o zdanie.

Uff, dotarliśmy do końca rozprawy. Ale czy warto? Musisz sam ocenić. Doradzając drugiej osobie, tak naprawdę doradzasz sam sobie będącym w podobnej sytuacji. Czy jesteś w stanie wziąć pod uwagę wszystkie zmienne? A co z konsekwencjami działań? Może najlepszym rozwiązaniem jest po prostu wysłuchać i przytulić. „Dobre rady – zawsze w cenie”. Jednak to nie Ty zapłacisz rachunek.

Alina HRabina

Zawodowo związana z branżą HR. Obecnie na urlopie macierzyńskim. Mieszka w Warszawie, chętnie odbywa podróże małe i duże.