Przejdź do treści

Przesądy i zabobony dotyczące ciąży, porodu i laktacji

przesądy na temat ciąży

Przesądy i zabobony towarzyszą nam od bardzo dawna. Istnieją też takie, które dotyczą laktacji, ciąży, czy porodu. Jak je interpretować i czy mają swoje odzwierciedlenie w czasach, w których żyjemy obecnie? O dawnych przesądach opowiada Arleta Kwiatkowska-Król, położna i Ambasadorka kampanii „Położna na medal” oraz radzi jak do zabobonów podchodzić z głową.

Przesądów związanych z ciążą jest mnóstwo, a jeszcze około czterdzieści lat temu powtarzano je powszechnie. Z ust naszych babć można jeszcze dziś usłyszeć niejedną „zabobonną” ciekawostkę. Z lekkim przymrużeniem oka spójrzmy na nie, a może znajdziemy takie, z którymi każda z nas chociaż raz się spotkała.

Trudne porodu początki

Trudnego, bolesnego porodu w czasach, gdy nie znano znieczulenia, bało się wiele kobiet. Powszechnym zwyczajem stosowano masę zabiegów mających ułatwić przyjście dziecka na świat. Rozwiązywanie rzeczy splątanych, zasupłanych i otwieranie zamkniętych np. okien, czy drzwi. Uważano to za sposób na szybszy poród. Aby przyspieszyć poród kładziono siekierę pod łóżko lub nóż pod prześcieradło. Metal miał posiadać właściwości ochronne. W zamożniejszych domach kładziono pierścionek lub złoty pieniądz. Jako dobre znieczulenie stosowano placek z pszennej mąki, rozcieńczonej w zimnej wodzie, rosół ugotowany z całego koguta lub alkohol zmieszany z tłuszczem.

Łożysko

Łożysko do dziś postrzegane jest jako coś wyjątkowego. Istnieje zwyczaj wykopywania dołka w ziemi, do którego wkłada się łożysko, a w momencie pierwszych urodzin dziecka, sadzi się w nim drzewo. Są społeczności, w których istnieje ceremonia zjadania łożyska przez rodzinę dziecka. Dziś ojciec towarzyszy przy narodzinach, to codzienność. Kiedyś ojcowie, jak i inni mężczyźni, nie mogli przebywać w miejscu porodu.

Zobacz także: Odpowiedni wiek na ciążę? Nie ma takiego!

Płeć dziecka

Rozpoznawanie płci dziecka również miało swoje zabobonne podejście. Mówiono, że urodzi się dziewczynka, gdy mama podczas ciąży zbrzydła ( sądzono, że córka zabiera urodę matce) lub dużo przytyła, zwłaszcza w biodrach. Mówiono również, że na świat przyjdzie dziewczynka, gdy mama miewała poranne mdłości albo wyskoczyły jej piegi, jak również gdy miewała ochotę na słodkie i miała okrągły brzuch albo był on umiejscowiony nisko, a pierwsze ruchy płodu czuła po prawej stronie brzucha.

Mówiono, że urodzi się chłopiec, gdy mama w ciąży wypiękniała i prawie nie przytyła. Gdy miewała mdłości wieczorami i przeważała u niej ochota na pikantne lub kwaśne potrawy. Gdy miała szpiczasty brzuch lub był on umiejscowiony wysoko, a pierwsze ruchy płodu odczuwane były po lewej stronie brzucha.

Najczęściej powtarzane przesądy związane z ciążą i porodem

Do niedawna sądzono, że jeśli ciężarna się przestraszy i złapie za jakąś część ciała np. twarz, głowę, rękę, oznaczało to, że u noworodka powstanie w tym miejscu „myszka” – rodzaj znamienia powstałego na skórze. Uważano, że trzeba unikać oblizywania noża, ponieważ grozi to wykształceniem się tzw. zajęczej wargi u dziecka. Ciężarnej kobiecie się nie odmawia, ponieważ mówiło się, że tego kto odmówi, zjedzą myszy.

Nie wolno także patrzeć na zwierzęta, bo dziecko będzie pozbawione mądrości. Jeśli przyswajasz wiedzę w ciąży np. studiujesz, uczęszczasz na kurs prawa jazdy, twoje maleństwo będzie bardzo mądre. Mówiono, że farbowanie włosów w ciąży jest zakazane, ponieważ dziecko urodzi się rude, a jeśli przyszła mama pragnie by jej potomek miał kręcone włosy powinna pogłaskać barana. W czasie ciąży nie wolno było przechodzić pod rozstawioną drabiną, rozwieszonymi sznurami i chodzić na skróty, ponieważ mówiło się, że dziecko owinie się pępowiną. Sądzono, że owinięcie pępowiną grozi także dzieciom, których matki szydełkowały, robiły na drutach, haftowały, szyły albo krzyżowały nogi. Z tego samego powodu ciężarna nie powinna była nosić na szyi wisiorków, łańcuszków, czy korali.

Sądzono również, że nie wolno spoglądać przez wizjer w drzwiach, ponieważ dziecko urodzi się z wadą wzroku. Jeśli kobieta cierpiała na zgagę, oznaczało to, że dziecku rosną włosy. Wierzono również, że nie wolno kobiecie spoglądać w ogień, ponieważ maluszek będzie miał znamiona – „myszki”.

Jeśli kobieta chciałaby zajść w ciąże, musi szybko usiąść na miejscu, w którym siedziała inna kobieta ciężarna. Kobieta nie powinna dzielić się jedzeniem, ponieważ po porodzie będzie miała zbyt mało pokarmu w piersiach. Sądzono też, że w ciąży nie powinno się malować, bo dziecko zejdzie na złą drogę. Krawcowa natomiast nie powinna nic przypinać szpilkami na ubraniu ciężarnej, bo mogą się pojawić problemy z urodzeniem łożyska. Sądzono, że jedzenie truskawek, powoduje powstanie „znamion truskawkowych”, które obecnie określa się jako naczyniaki.

Zobacz także: Vademecum cukrzycy ciążowej

Co wolno, a czego nie wolno?

Niegdyś uważano, że w ciąży nie powinno się robić wielu rzeczy m.in: golić nóg, ponieważ dziecko urodzi się łyse; przytulać się do włochatego psa, bo dziecko urodzi się nadmiernie owłosione; płakać, ponieważ dziecko będzie płaczliwe; czy jechać tyłem do kierunku jazdy, bo dziecko ułoży się pośladkowo. Uważano jednak za pozytywne, krzyczeć przy porodzie, bo to oznaczało, że ciężarna będzie miała w życiu jeszcze kolejne dzieci, ponieważ je w ten sposób przywołuje.

Uważano, że głaskanie i klepanie ciężarnej po brzuchu przynosi innym szczęście, a starającym się o dziecko, szybsze zajście w ciąże. Wiele zabobonów dotyczy sakramentu chrztu. Dziecko może wyjść na pierwszy spacer dopiero bo chrzcie. To ma być argument świadczący o tym, by jak najszybciej ochrzcić maleństwo.

Do becika dziecka ojciec chrzestny powinien włożyć pieniądz, by zapewnić maluchowi dobrobyt w życiu. Natomiast cukierek w beciku wróży słodkie życie. Niekiedy w rożek, którym okryte jest dziecko, rodzice wsuwali kartkę i długopis, by zapewnić chęć do nauki i dobre wykształcenie. W prezencie należy podarować srebrną łyżeczkę, kiedy wyrośnie pierwszy ząb, puka się nią w niego na szczęście. Uważano, że do wózka należy przywiązać czerwoną kokardkę, która ma chronić przed złymi spojrzeniami i rzucaniem na nie uroku.

Przesądy towarzyszyły naszym babciom przez całe życie, bardzo ich przestrzegały, obawiały się konsekwencji z ich nierespektowania. Z perspektywy naszych czasów miały fantazję nasze babki, a biedne chłopy w te wszystkie zabobony wierzyły.

Materiał został opublikowany w ramach współpracy przy kampanii „Położna na medal”.

materiał prasowy

Materiał prasowy redakcja otrzymuje, gdy firmy, stowarzyszenia, fundacje i inne organizacje chcą poinformować naszych czytelników i czytelniczki o aktualnościach, wydarzeniach, eventach, nowych produktach czy konferencjach.

Ciemne i jasne strony poczucia winy u matek

Jeśli jest coś, co jest wspólne dla wszystkich matek, to jest to poczucie winy. Wszędzie na świecie żyją kobiety, które czują, zawiodły swoje dzieci. 
fot.Pixabay

Jeśli jest coś, co jest wspólne dla wszystkich matek, to jest to poczucie winy. Wszędzie na świecie żyją kobiety, które czują, zawiodły swoje dzieci, że nie zadbały o nie wystarczająco. 

Czego nie mogą sobie wybaczyć matki?

Czasami nie mogą sobie wybaczyć, że ich dorosłe już dzieci nadużywają alkoholu, wiążą się z nieodpowiednimi ludźmi, że nie potrafią o siebie zadbać. Albo o tego, że dziecko nie zjadło ciepłego posiłku danego dnia, że nie spędziło się z nim wtorkowego popołudnia, nie przeczytało bajki na dobranoc, choć się obiecało. Albo też, że niemowlę zajmuje jej tyle czasu, że niemal nie widuje się ze swoim starszym dzieckiem.

Poczucie winy może być niszczące. Może odbierać jakąkolwiek radość z macierzyństwa. Podsyca wątpliwości i ambiwalencje, które ma w sobie matka. Żywi się jej niepewnością. Odbiera spokój nocą, nie pozwala zasnąć, odpocząć. Może tak być. Ale poczucie winy może też pełnić funkcje rozwojowe, ponieważ pozwala zobaczyć i zmienić to, co zmiany wymaga.

Poczucie winy nie pojawia się w próżni. Pojawia się wewnątrz człowieka i między ludźmi. Według badań poczucie winy może wzmacniać więź społeczną, ponieważ pomaga wczuć się w stan psychiczny innych osób, pomaga poczuć to, co mogą czuć inni. Dlatego też może być cenną wskazówką dotyczącą funkcjonowania społecznego, źródłem rozwoju osobistego i moralnego, wzmacniaczem empatii.

Zobacz też: Jak “zasada trzech minut” może wpłynąć na Twoją relację z dzieckiem?

Pozytywne skutki poczucia winy

Nie ma wątpliwości, że takie istnieją! Poczucie winy może wskazać matce obszary funkcjonowania lub relacji z dziećmi, które wymagają przyjrzenia się, albo naprawy. Czasami po prostu mamy powody, by  odczuwać poczucie winy. W tym rozumieniu poczucie winy jest jak alarm, który startuje, kiedy coś się dzieje w relacji z dzieckiem. Może się pojawiać, kiedy mniej lub bardziej świadomie je krzywdzimy, kiedy w jakiś sposób je zaniedbujemy. To też się przecież zdarza.

Poczucie winy wspiera też matki w ciągłym doskonaleniu się, w stawaniu się coraz lepszymi rodzicami. Poczucie winy motywuje. Jest nieprzyjemnym uczuciem, którego pozbyłybyśmy się z radością. Ale jest też uczuciem, wobec którego nie można pozostać obojętną. Zaczynamy się przyglądać i zastanawiać, co i jak mogłybyśmy zrobić inaczej wobec naszych dzieci.

Może wreszcie pomóc naprawić relację z dziećmi – naszymi najwierniejszymi i najbardziej spostrzegawczymi obserwatorami. O ile nie jest zalana uczuciami, nad którymi nie ma kontroli, matka może przyznać, że popełniła błąd.

Dziecko widzi wówczas, że rodzic jest niedoskonały, co jemu samemu pozwala być niedoskonałym. Widzi również, że błędy można naprawiać. Widzi wreszcie, że ludzie podlegają emocjom i że są to tylko emocje, których nie trzeba się bać. To lekcje, których wartość jest nie do przecenienia.

Zobacz też: Biżuteria antykoncepcyjna – pierwsze testy przeszła pomyślnie! Na jakiej zasadzie ma działać?

Ciemna strona poczucia winy

Poczucie winy ma też drugą, ciemną, niszcząca stronę. Może być uczuciem bardzo dotkliwym, możemy mieć wielką potrzebę pozbycia się go. Ciężko wówczas nam znaleźć w sobie przestrzeń na to, by zobaczyć, czego tak naprawdę dotyczy to uczucie.

Bywa też tak, że poczucie winy jest używane jako broń, można dojść w tej dziedzinie do mistrzostwa. Rodzic może podejmować próby zmiany swoich zachowań, może zachowywać się tak, jakby dobro dziecka było dla niego najwyższą wartością, gdy tymczasem otoczenie widzi zupełnie coś innego. Dlatego też poczucie winy może być orężem używanym w celu realizacji potrzeb rodzica, nie dziecka.

Matka, która:

  • jest szczególnie wrażliwa na krytykę,
  • mocno wątpi w swoje kompetencje rodzicielskie,
  • tkwi w nieudanym związku z ojcem dziecka lub
  • ma nie najlepszą więź z własna matką,
  • widzi swoją winę w sytuacjach, na które nie ma wpływu

 

Matka może mieć „skłonności” do tkwienia w poczuciu winy. Może też sięgać po poczucie winy w celu ukarania siebie, wychodząc z założenia, że jeśli nie może rzeczy naprawić albo chociaż poprawić, jeśli czuje się bezsilna, słaba, uwikłana w nieprzyjemne sytuacje, przynajmniej może w swoim mniemaniu „ponieść konsekwencje”.

Jeśli matka ma poczucie, że nie spełnia oczekiwań – własnych lub cudzych – może sięgać po poczucie winy, jako po dowód na to, że się stara, że jest zaangażowana.

Zobacz też: Dlaczego zdecydowałam się na dziecko? Z pamiętnika młodej mamy

Dążenia matek

Rodzicielstwo jest ciągłym dążeniem do lepszego. Poradniki, które zalewają rynek wydawniczy, docierają też do rodziców. Mówią, jak należy postępować, by wychować szczęśliwe, kompetentne, asertywne, ambitne dziecko.

Te poradniki wyznaczają pewien, mniej lub bardziej niedościgniony, standard. Po poradniki sięgają zwykle osoby, które mają poczucie, że sobie nie radzą. Schemat działania jest prosty: jeśli nie można posługiwać się własnymi, uwewnętrznionymi przekonaniami (ponieważ na przykład wątpi się w ich słuszność), trzeba szukać ich na zewnątrz (na przykład w poradnikach).

Rodzice zaczynają dążyć do określonego celu, chcąc dać swoim dzieciom to, co jest dla nich najlepsze, to, co najlepiej wyposaży je na resztę życia. A kiedy to się nie udaje, kiedy okazuje się, że mimo wysiłków dziecko średnio sobie radzi, kiedy wpada w kłopoty, jest nieszczęśliwe, w rodzicach budzi się poczucie winy.

Fantazja o byciu idealnym rodzicem idealnych dzieci – jak z poradnika lub rad koleżanek – rozbudza poczucie winy. Nie tylko w rodzicach, w dzieciach również. One także czują, że nie spełniają oczekiwań, zawodzą rodziców, są niewystarczające.

Nie możemy mieć kontroli nad każdym aspektem życia, nad przeszłością, genetyką. Nawet najbardziej wrażliwa matka nie może sprawić (na szczęście!), żeby jej niemowlę nigdy nie płakało. A dzieci będą miały swoje kłopoty i trudności, niezależnie od tego, jak bardzo rodzice będą się starać. Będzie się tak działo, choćby dlatego, że są odrębnymi ludźmi, ze swoją osobowością i swoim prawem do błędów.

Zobacz też: Własne komórki macierzyste pomagają dzieciom chorym na autyzm

 

 

 

Ekspert

Katarzyna Mirecka

psycholożka i psychoterapeutka, absolwentka Uniwersytetu Nottingham. Ukończyła 4-letnie całościowe szkolenie psychoterapeutyczne w Instytucie Analizy Rasztów. Pracuje z osobami dorosłymi, dziećmi i młodzieżą, indywidualnie oraz grupowo. Od 2015 roku związana z magazynem Chcemy Być Rodzicami

Katarzyna Mirecka

psycholożka i psychoterapeutka, absolwentka Uniwersytetu Nottingham. Ukończyła 4-letnie całościowe szkolenie psychoterapeutyczne w Instytucie Analizy Rasztów. Pracuje z osobami dorosłymi, dziećmi i młodzieżą, indywidualnie oraz grupowo. Od 2015 roku związana z magazynem Chcemy Być Rodzicami

Czy ekspresowa szkoła rodzenia przygotuje Cię do porodu?

Ekspresowa szkoła rodzenia
Z pomocą zagubionym rodzicom przychodzą szkoły rodzenia, które przygotowują na przyjście na świat nowego człowieka – fot. materiały prasowe

Każda przyszła mama pragnie jak najlepiej przygotować się na przyjście na świat potomka. Nie chodzi tylko o wyprawkę i zestaw ubranek dla maluszka, ale także o wiedzę jak przebiega poród i jak opiekować się noworodkiem w pierwszych tygodniach jego życia.

Nie ma co ukrywać – pojawienie się dziecka w rodzinie to prawdziwa rewolucja dla rodziców, zwłaszcza gdy rodzicami zostaną po raz pierwszy. Z pomocą zagubionym rodzicom przychodzą szkoły rodzenia, które przygotują Was na przyjście na świat nowego człowieka.

Zobacz też: Dziewiąty miesiąc ciąży – czego się spodziewać?

Ekspresowa szkoła rodzenia w Salve Medica R Warszawa

Alternatywą dla trwających kilka tygodni zajęć jest ekspresowa szkoła rodzenia. Jest to oferta skierowana do tych osób, które z powodu braku czasu nie mogą pozwolić sobie na regularne uczestnictwo w zajęciach standardowo trwających dwa miesiące lub nie pomyśleli wcześniej o skorzystaniu z zajęć w szkole rodzenia, a ich upragniony potomek już za miesiąc pojawi się na świecie.

Ekspresowa szkoła rodzenia w Salve Medica R Warszawa to skondensowana wiedza przekazywana podczas 5 spotkań w okresie 2 tygodni. Zajęcia odbywają się w formie kameralnych spotkań i warsztatów z położną i licencjonowaną doradczynią laktacyjną mgr Alicją Truszkowską.

Autorski program Ekspresowej Szkoły Rodzenia w Salve Medica R obejmuje te same zagadnienia, które omawiane są na zajęciach trwających kilka tygodni, dzięki czemu rodzice mogą posiąść pełną wiedzę jak podczas uczestnictwa w pełnowymiarowych programach.

Osoby biorące udział w zajęciach mają możliwość uczestniczenia w całych warsztatach lub wybranych blokach tematycznych. Zajęcia prowadzone są w małych grupach, co pozwala na bardziej indywidualny, efektywny i dostosowany do potrzeb uczestników charakter zajęć.

Zobacz też: Jak przetrwać wczesne macierzyństwo? Poznaj kilka sposobów

Co nam daje szkoła rodzenia?

Udział w zajęciach pozwala posiąść nową wiedzę i sprawi, że przyszli rodzice poczują się pewniej w roli, w której przyjdzie im się pełnić po upływie 9 miesięcy ciąży. Szkoła rodzenia pozwoli także zaktualizować wiedzę dotyczącą standardów opieki nad noworodkiem kobietom, które rodziły kilka lat temu.

Szkoła rodzenia to miejsce, w którym przyszli rodzice mogą po raz pierwszy doświadczyć, jak wygląda kąpiel noworodka, jak należy go przewijać czy otulać oraz wiele więcej.

Wszystkie te rzeczy dla kobiety spodziewającej się pierwszego dziecka mogą wydawać się skomplikowane, a udział w zajęciach sprawi, że będzie czuć się pewnie i bezpiecznie oswajając się z nowymi obowiązkami wynikającymi z faktu zostania mamą. Szkoła rodzenia to także możliwość nawiązania kontaktu z innymi mamami, które dzielą te same obawy.

Zobacz też: Szybciej nie znaczy lepiej. Czy warto przyspieszać rozwój dziecka?

Czego dowiesz się w szkole rodzenia?

23-27 tydzień ciąży to przeważnie czas, w którym pary przeważnie rozpoczynają zajęcia w szkole rodzenia. Zazwyczaj cały program trwa kilka tygodni i wymaga kilkunastu spotkań.

Program szkoły rodzenia standardowo obejmuje:

  • Omówienie III trymestru ciąży i przygotowanie do porodu (rozwój dziecka w III trymestrze, zmiany fizyczne i psychiczne u kobiet i mężczyzn, badania w ostatnich tygodniach przed porodem – USG, KTG, wyprawka do szpitala)
  • fazy porodu (objawy zbliżającego się porodu, wyjazd do szpitala, poród aktywny, techniki radzenia sobie z bólem
  • połóg (jak długo trwa, zmiany jakie zachodzą w ciele kobiety, planowanie kolejnego dziecka, seksualność po porodzie, metody antykoncepcji w okresie karmienia piersią)
  • laktacja (techniki i mechanizmy sterujące karmieniem piersią, jak radzić sobie z nawałem czy zastojem pokarmu, karmienie alternatywne)
  • pielęgnacja noworodka (praktyczna nauka kąpania, pielęgnacji  i masażu dziecka)

Szkoła rodzenia to doskonałe miejsce dla przyszłych rodziców, aby dobrze przygotowali się do nowej roli. Pozwala zdobyć wiedzę i umiejętności w zakresie prawidłowej pielęgnacji nowo narodzonej pociechy, aby mogli bez stresu podołać nowemu życiowemu wyzwaniu.

Ekspert

Mgr Alicja Truszkowska

Położna, Instruktorka Szkoły Rodzenia, Doradczyni Laktacyjna CDL.

Redakcja

Portal o rodzinie.

„Przeproś!”, czyli jak uczyć dzieci empatii

Jak uczyć dzieci empatii
Jeśli dziecko „ma przeprosić”, zwykle wynika to stąd, że zawstydzony jest dorosły – fot. Fotolia

Znakomity psychoterapeuta dziecięcy, Peter Fonagy uważa, że wiele trudności psychicznych dzieci i młodzieży wynika z tego, że w kulturze zachodniej rodzice kładą nacisk na rozwój self, natomiast w innych kulturach priorytetem jest rozumienie innych. Mówi, że część dzieci wyrasta w przekonaniu, że są centrum wszechświata, co utrudnia im radzenie sobie z wyzwaniami życia codziennego.

Umiejętność myślenia o tym, co czują inni i reagowania na to jest ważna z kilku powodów. Na przykład ułatwia życie w grupie czy społeczeństwie. Ułatwia współpracę, planowanie, wspólne działania. Zjednuje przyjaciół, pomaga budować i podtrzymywać ważne relacje. Wrażliwość na potrzeby innych –  o ile nie jest przesadna – wiąże się też zwykle z umiejętnością rozpoznawania własnych uczuć i stanów psychicznych.

Większość rodziców czuje więc, że rozwijanie empatii u dzieci jest ważne. Tyle tylko, że sposób, w jaki często to robią przynosi skutki odwrotne od zamierzonych.

Zobacz też:  „Bo mamusi będzie przykro”. Wzbudzanie poczucia winy u dziecka, czyli kilka słów o okrutnej manipulacji

O co w tym tak naprawdę chodzi?

Przeproś kolegę.

Antoś nie będzie chciał się z tobą bawić, jeśli go nie przeprosisz.

Przeproś, nie udawaj.

Nie wstyd ci? Idź i ją przeproś.

Tak mniej więcej wyglądają reakcje dorosłych, kiedy dzieci są w konflikcie, powiedzą do dorosłej osoby coś lub w sposób, który ta uzna za obraźliwy, odburkną. Często wówczas w rodzicach czy opiekunach pojawia się potrzeba „korygowania” zachowania.

Jednak, jeśli się przyjrzeć, niekoniecznie wynika ona z myśli, że dziecko potrzebuje wsparcia w nabyciu bardziej konstruktywnych czy prospołecznych zachowań. Bardziej prawdopodobne, że to dorosły czuje się zawstydzony lub też na przykład:

  • Uważa, że zachowanie dziecka odzwierciedla jego umiejętności wychowawcze
  • Że zachowanie dziecka pokazuje, że jest zaniedbane lub dostaje zły przykład
  • Że to dorosły ma rację – w myśl zasady, że świat, w którym dzieci miałyby głos, stałby się chaosem
  • Że musi być zachowana hierarchia, w której dziecko powinno słuchać starszych
  • Że dorosły ma kontrolę nad sytuacją (i dzieckiem)

Ta lista mogłaby by dłuższa. Jeśli dziecko „ma przeprosić”, zwykle wynika to stąd, że zawstydzony jest dorosły. Nie ma to więc wiele wspólnego z możliwościami do oceny sytuacji przez dziecko czy tym bardziej jego autentyczną i szczerą chęcią, by przeprosić.

Co więcej, widzimy tylko fragment sytuacji, nie jesteśmy jej częścią. Może więc zagniewanie dziecka ma uzasadnienie? Może wydarzyła się sytuacja, którą przeżywa jako raniącą czy krzywdzącą i reaguje tak, jak zareagowałby każdy człowiek, niezależnie od wieku?

Zobacz też: Współczujące niemowlaki – czy empatia jest wrodzona?

Jak uczyć dzieci empatii?

Wielu dorosłych ma również doświadczenie bycia zawstydzanym i pouczanym w sytuacjach społecznych.  Nie mieli okazji dowiedzieć się, dlaczego postępowali w sposób, który spotykał się z krytyka i nakazem przeproszenia. Ale co ważniejsze, jako dzieci nie mieli okazji podjąć własnych decyzji, mających naprawić trudną sytuację.

Żeby „przepraszam” było szczere, musi być osobistą decyzją. Musi wypływać z wnętrza człowieka. Żeby przeprosić, trzeba mieć świadomość, własną, którą nabywa się z wiekiem i doświadczeniem, że kogoś się zraniło, czy też że ktoś na skutek naszych działań cierpi.

W przeciwnym razie jest to puste słowo. Dziecko przymuszane – niezależnie od tego, czy w łagodny, niemal niezauważalny sposób, czy też całkiem bezpośrednio – uczy się, że ktoś za nie podejmuje decyzje i że same sobie nie może ufać. Nie może też poznać swoich emocji.

Zobacz też: Empatia w rodzicielstwie. Skąd wynika nasze poczucie winy?

Co w zamian?

To, co najtrudniejsze, czyli modelowanie. Żeby dziecko mogło być empatyczne i szczerze przepraszać, samo musi tego doświadczać. Musi również widzieć, jak najważniejsi dla niego ludzie innych traktują z empatią.

Warto dziecku tłumaczyć sytuacje społeczne. Można je omawiać, opisywać i przede wszystkim nazywać, zarówno wydarzenia, jak i uczucia, które mogły się pojawić w dziecku.

Z czasem nauczy się ono reagować na uczucia innych ludzi. Nauczy się rozpoznawać ich stany psychiczne, podobnie jak własne.

Czy nazwiemy to uczeniem dziecka manier, czy rozwijaniem empatii, chodzi o budowanie relacji. Tej z dzieckiem, ale również dziecka z samym sobą. Rzecz w zaufaniu do dziecka.

Ważna jest również zgoda, jaką dorosły musi mieć w sobie na to, by postępować czasem inaczej niż większość. W wierze w to, że jego przekonania są słuszne, że jego relacja z dzieckiem wystarczająco silna i wspierająca.

Mogłoby się wydawać, że oczywista czynność związana z przypominaniem dziecku o tym, że trzeba przepraszać za wyrządzone szkody, nie powinna budzić wątpliwości. Nie ma powodu sądzić, ze jest czymś więcej niż zwykłym elementem wychowania. A jednak bez wątpienia jest.26

Katarzyna Mirecka

psycholożka i psychoterapeutka, absolwentka Uniwersytetu Nottingham. Ukończyła 4-letnie całościowe szkolenie psychoterapeutyczne w Instytucie Analizy Rasztów. Pracuje z osobami dorosłymi, dziećmi i młodzieżą, indywidualnie oraz grupowo. Od 2015 roku związana z magazynem Chcemy Być Rodzicami

Dlaczego musimy sprzątać?

Dlaczego musimy sprzątać?
Co roku chcemy zaczynać coś od nowa. Dlatego zaczynamy od sprzątanie najbliższego świata. – Fot. Pixabay

Dlaczego ciągle męczy nas przymus sprzątania i to szczególnie na wiosnę? Czy uporządkowanie przestrzeni jest ważne i czy warto stać się minimalistą? Psycholog Bianca Beata Kotoro odpowiada na pytania.

Dlaczego tak bardzo zależy nam na posprzątaniu naszej przestrzeni na wiosnę?

Co roku chcemy zaczynać coś od nowa. Dlatego zaczynamy od sprzątanie najbliższego świata czyli przestrzeni, w której przebywamy. Jest to głęboko zakorzenione i bardzo potrzebne. Pytanie tylko, czy robimy to umiejętnie, ponieważ nie chodzi tylko o posprzątanie, tylko takie uporządkowanie tej przestrzeni, żeby mobilizowało nas do tego,, żeby to utrzymywać”.

Żeby za rok znowu nie obudzić się w tym samym miejscu – z nadmiarem rzeczy i podobnym bałaganem.

Nie jest to wbrew pozorom takie łatwe, ponieważ jesteśmy nauczeni sprzątania, gdzie musimy coś odkurzyć, poprzekładać, wytrzeć kurze, a nie bardzo umiemy świadomie pozbywać się rzeczy, których nie potrzebujemy. Dużo osób ma syndrom zbieracza, a panuje przecież kult dobrobytu, że dobrze jest mieć. Dużo.

Czasy i przebywanie w galeriach handlowych sprzyjają obrastaniu w rzeczy.

Tak, nabywamy je pod wpływem impulsu emocjonalnego, pod hasłem, że inni to mają, to i my musimy to mieć. Nie zastanawiamy się nad energetycznością przedmiotu, który kupujemy. Nie zadajemy sobie nawet pytania, czy on nam się podoba, czy wywołuje w nas radość. Wymieniamy stare, a dobre – na nowe, bo coś nam się znudziło albo zobaczyliśmy w reklamie. Z jednej strony mówi się o kwestiach dbania o środowisko, a z drugiej znikają usługi najróżniejszego typu – szewc, poprawki krawieckie, naprawy sprzętu – są na wymarciu.

Taniej kupić.

Nie staramy się nawet naprawiać, a jeśli nie dbamy o przedmioty, to jednocześnie uczymy się też, że nie ma co naprawiać innych rzeczy, na przykład relacji, skoro możemy je wymienić na nowe.

Przebija się skandynawski czy japoński minimalizm. Niektórzy chcą tak żyć.

Byłabym daleka od minimalizmu, skoro uwielbiamy płyty, zdjęcia, książki, figurki z podróży…

30 książek wg Marie Kondo?

Marie Kondo mówi w swoich programach i pisze w książkach –co jest mi bardzo bliskie – żeby posegregować przedmioty i zostawiać te, które lubimy, które są nam potrzebne, ale do których mamy także pozytywne nastawienie . Przedmiot wywołuje dane konotacje emocjonalne – na przykład od kogo i kiedy go otrzymaliśmy, lub dlaczego go nabyliśmy, przypominamy sobie, w jakiej wtedy byliśmy sytuacji życiowej, co z nami się działo.

Ale jak nam się zbije później ta filiżanka, którą dostaliśmy od brata, to rozpacz i bardziej boli.

Tak, ale mamy w swoim otoczeniu też inne rzeczy, które sprawiają nam radość. I to absolutnie nie chodzi o ich wyjątkowość . To nie muszą być luksusowe dary od prababci czy pradziadka. Ten komplet od kawy lubię, korzystam z niego, ale te dwa inne stoją i się kurzą. Mogę przecież zapytać znajomego, czy nie potrzebuje. Jest dużo miejsc, gdzie można to oddać – niech to trafi do ludzi, którzy się ucieszą tym drobiazgiem. Więc jeśli nasze myślenie idzie torem – robimy porządki wiosenne i musimy koniecznie wyrzucić dużo rzeczy – to nic dobrego z tego nie wyniknie.

No tak, bo wtedy wchodzimy do garderoby i musimy wyrzucić sukienkę, której nie miałyśmy na sobie dwa lata… I robi nam się smutno.

Niektórzy głoszą tę metodę, że jeśli jakiejś rzeczy nie nosiliśmy rok czy dwa, a jeżeli już trzy, to absolutnie się jej pozbywamy. Ale jeżeli to jest taka rzecz, którą lubimy i może jest szansa, że ją przerobimy albo schudniemy czy przytyjemy za moment, to jej nie wyrzucajmy. Tylko odłóżmy na górną półkę i przy segregowaniu stosujmy zasadę – zostawiam rzeczy, które sprawiają mi szeroko rozumianą radość. I mam przyjemność w ich posiadaniu. Wtedy pozbywamy się całej reszty – wyrzucamy na przysłowiowy śmietnik, ale niech to będzie miejsce, z którego ktoś, kto potrzebuje będzie mógł sobie te rzeczy wziąć, skorzystać z nich. Nam to nie jest potrzebne, ale innym może się bardzo przydać.

To jak sprzątać?

Na początku warto posegregować rzeczy tematycznie. Na przykład wszystkie ręczniki niech leżą w jednym miejscu, czy to będzie łazienka, sypialnia czy przedpokój. Wszystkie buty, wszystkich domowników w jednym miejscu. W danej szufladzie będą rzeczy tylko papiernicze – kredki, farby, długopisy.

Ułatwiamy sobie życie.

Tak, później łatwiej będzie je znaleźć, nie stracimy energii na szukanie. Te nasze metody sprzątania „po troszeczku” nie za bardzo się sprawdzają. Powinniśmy raczej przed rozpoczęciem skupić się na myśli – dzisiaj zajmuję się tylko bielizną, segreguję ją i umieszczam w jednym miejscu – najlepiej wyrzucić wszystko na łóżko, bo wtedy mamy ogląd całości i jestem w stanie dać sobie z tym radę. To na początku wydaje się trudne, ale ludzie, którzy zaczęli to robić i przeszli ten etap, zdecydowanie lepiej potrafili skupić się na relacjach i pracy. Ponieważ każdy z nas pewnie, a przynajmniej dobre 90% ma taki objaw, że kiedy mamy coś ważnego do zrobienia – mam do napisania artykuł, muszę przygotować się do egzaminu…to zaczyna sprzątać i nie zajmuje się tym co ważne na dana chwilę. A tak nie będzie wymówki i ucieczki.

Muszę zapłacić rachunki i nie robię tego teraz. A kiedy to już za mną, przychodzi ulga…

Właśnie. Uzależniamy się od adrenaliny i potrzebujemy tego ciśnienia. Jest jeszcze grupa ludzi, która odkładając coś ważniejszego na później, przykrywa to myśleniem: „teraz tego nie zrobię, bo muszę posprzątać, okna przetrzeć…”

Ugotować zupę…

I kiedy uda nam się zrobić tę ważną rzecz, to już odchodzi się od sprzątania i innych rozpraszaczy. To tylko pokazuje, jakim to jest kamuflażem. Ludzie, którzy nauczyli się porządkować swoją przestrzeń, zdają sobie sprawę, że muszę skupić się na jednej rzeczy. Czyli napisać artykuł czy zapłacić te rachunki, bo już nie mają innej wymówki.

Czyli jak mam bałagan i przez niego nie mogę się skupić, to nie jest to dobre?

Nie, bo musisz go uporządkować. I jak to zrobię, że chętnie usiądę do pisania? Nie chodzi o chętnie, tylko nie będziemy mieć tej alternatywy, co możemy innego „ważnego” zrobić. W praktyce znaczy to tyle, że możemy zmierzyć się z tym, że robimy sobie takie skoki adrenalinowe, od których się uzależniamy, w przesuwaniu pewnych czynności i maskowaniu tego.

Jak to zaplanować?

Wbić do kalendarza czy zapisać, w jakich godzinach pracujemy – a potem co dziennie 3 godziny, a w weekend nawet 7-8 godzin to segregowanie i porządkowanie. Każdy ma swój sposób, swoją metodę, ale zdecydowanie musi być plan, którego powinniśmy się trzymać. Musimy odczarować mit, bo kiedy usłyszymy hasło „wiosenne porządki” to widzimy kolejne 3-5 dni wypełnione sprzątaniem. A prawda jest taka, że jeżeli chcemy 50-60 metrowe mieszkanie posprzątać i posegregować to zajmie to nam około miesiąca. Trzeba sobie dać tę przestrzeń, że to nie będzie tak szybko. Z tym porządkowaniem to jest tak, że jeśli sobie zaplanujemy segregowanie przestrzeni zewnętrznej, żeby skupić się na tej wewnętrznej, to musimy przyjrzeć się swoim przekonaniom, które mamy na temat rzeczy, dbania o przedmioty, porządkowania. Bo oczywiście ta granica, w której traktuje się dom jak muzeum, jest bardzo cienka. Żeby była jasność – ten dom ma być do mieszkania. Zastanowić się, skąd mamy nawyki dotyczące sprzątania – czy przejęliśmy je od mamy czy od babci. Jak to przekonanie, że w sobotę zawsze trzeba sprzątnąć mieszkanie.

A najlepiej zacząć od piątku.

Tak, a jeśli tego nie zrobię, to mam wyrzuty sumienia. Bez zajrzenia w głąb siebie nie ruszymy do przodu, bo będzie to blokada, która na to nie pozwoli. Warto, tak jak przyroda się odradza, iść za tym cyklem, abyśmy mogli zrobić nasze wewnętrzne odrodzenie. Żebyśmy nie mówili sobie: teraz muszę posprzątać – i to jest okropne, straszne i wisi nade mną, to kara za bycie dorosłym. Z takim nastawieniem to się nie uda. Powinniśmy je robić z myślą, że są one do zrobienia, i będziemy mieli z tego korzyść, a nie uciemiężenie.

Jednym słowem to krok do dalszej drogi. A jak nauczyć nasze dzieci radzenia sobie ze sprzątaniem, żeby nie miały traumy.

Jeśli dzieci wychowują się w domu, w którym dba się o porządek, to będą umiały go utrzymać. Ja bym nie mówiła do 3-latka „ale masz tutaj bałagan, trzeba posprzątać”, tylko raczej, „kiedy wstajemy i idziemy myć ząbki, to tak samo powinniśmy wygładzić pościel, ułożyć ją”. Po zabawie mówimy: „a teraz bawimy się w układanie w pudełku, na półce”. Wszelkie badania pokazują, że jeśli było to zaszczepione od najmłodszych lat, to ten nawyk zostaje. Nawet jak w okresie nastoletnim mamy wrażenie jako rodzice, że nie. Modelowania poprzez naszą postawę jest kluczowe. Ważne jest, żeby dzieci dostawały dobry przekaz dotyczący sprzątania czy segregowania. To nie ma być kara.

Ekspert

Bianca Beata Kotoro
Psychoseksuolog, psychoonkolog, terapeuta, psycholog społeczny. Wykładowca na uczelniach wyższych i Uniwersytetach III Wieku. Dyrektor Instytutu Psychologiczno- Psychoseksuologicznego Terapii i Szkoleń „Beata Vita” w Warszawie, gdzie prowadzi terapię oraz szkolenia. Autorka m.in. programu ogólnopolskiego dla młodzieży: „100 % MNIE BEZ ZAGŁUSZACZY” oraz projektu dla kadry i rodziców „Ważne Sprawy Przedszkolaka” czy „Trudne tematy dla mamy i taty”.

 

 

 

Iza Farenholc

Dziennikarka i redaktorka. Pracowała jako redaktor naczelna w magazynie dla rodziców Gaga oraz współpracowała m.in. z magazynami Zwierciadło, Twój Styl, Sens, Glamour - materiały psychologiczne, recenzje książkowe, muzyczne i filmowe, wywiady, reportaże z podróży.