Przejdź do treści

Rehabilitacja neurologiczna u dzieci – kiedy nasze pociechy potrzebują fachowej pomocy?

fot. Centrum Damiana

Obserwując rozwój naszego dziecka często zastanawiamy się czy przebiega on prawidłowo. Maluchy
już od dnia narodzin potrzebują szczególnej troski. Czasem jednak, mimo codziennej pielęgnacji
i wsparcia ze strony rodziców, malec może mieć problemy z prawidłowym rozwojem
psychoruchowym (np. wzmożone czy obniżone napięcie mięśniowe, asymetria ciała).

Pomocna okazuje się wówczas rehabilitacja neurologiczna, która dzięki odpowiednim ćwiczeniom pozwala na wykształcenie poprawnych wzorców ruchowych. Na czym polega ta terapia i jakie problemy można
leczyć z jej pomocą? Na te pytania odpowiada fizjoterapeuta, terapeuta NDT Bobath, mgr Patrycja
Król z Centrum Medycznego Damiana.

Kiedy należy zapisać swoją pociechę na zajęcia rehabilitacji neurologicznej?

Rehabilitacja neurologiczna stosowana jest u dzieci i niemowląt, które zmagają się z dolegliwościami
psychoruchowymi (wady wrodzone, nabyte, zaburzenia napięcia mięśniowego i inne dolegliwości
ruchowe). Dlatego, jeśli jakieś zachowanie naszego malucha budzi nasze wątpliwości – należy
niezwłocznie skonsultować się z lekarzem pierwszego kontaktu, neurologiem lub fizjoterapeutą.

Do najczęstszych przesłanek świadczących o potrzebie zapisania naszego dziecka na zajęcia rehabilitacji neurologicznej należą m.in.:

• asymetria ciała,
• wcześniactwo,
• zaburzenia układu nerwowego (np. przepuklina oponowo-rdzeniowa, uszkodzenie splotu barkowego),
• wady narządu ruchu,
• obniżone lub wzmożone napięcie mięśniowe,
• zaburzenia i wady wymowy,
• urazy doznane np. w wypadku.

Podstawowym celem rehabilitacji neurologicznej jest podniesienie jakości życia dzieci, które z różnych
przyczyn nie mają w pełni wykształconych funkcji psychoruchowych. Problemy te mogą dotyczyć
zarówno mowy, motoryki ciała, jak i funkcji poznawczych. Dlatego tak ważne jest poznanie
odpowiednich metod, dzięki którym możliwe będzie zapewnienie dziecku powrotu do sprawności.
Pamiętajmy, że ważna jest jak najszybsza diagnostyka i wprowadzenie na jej podstawie odpowiednich
zajęć dla dzieci, które mają wpływ na ich dalsze funkcjonowanie w młodzieńczym i dorosłym życiu
komentuje mgr Patrycja Król z Centrum Medycznego Damiana.

Metody rehabilitacyjne – na czym polegają?

Kwalifikacja do rehabilitacji neurologicznej powinna zostać poprzedzona wizytą u specjalisty, który
skontroluje ogólny stan zdrowia naszego dziecka, przede wszystkim biorąc pod uwagę realne potrzeby
małego pacjenta w kontekście rozwoju psychoruchowego. Dobór sposobu leczenia i współpraca dzieci,
rodziców i fizjoterapeutów pozwoli na osiągniecie najbardziej optymalnych efektów.

Metoda NDT Bobath

U dzieci, posiadających zaburzenia napięcie mięśniowego lub wrodzone wady, które utrudniają ich
prawidłowy rozwój psychoruchowy, często stosuje się metodę NDT Bobath. Polega ona na współpracy
z fizjoterapeutą, który pomaga dziecku w wykonywaniu ruchów, ale jest tylko wsparciem (nie wykonuje
ćwiczenia w pełni za dziecko).

Metoda NDT Bobath pozwala uczyć dzieci prawidłowej postawy,
eliminując negatywne m.in. nieprawidłowe odruchy ciała.

Ważnym elementem jest również obecność rodziców dziecka podczas rehabilitacji – dzięki ścisłej współpracy z fizjoterapeutą rodzice wiedzą jak opiekować się dzieckiem także w warunkach domowych.

Metoda Vojty

Drugim stosowanym typem rehabilitacji neurologicznej u dzieci jest metoda Vojty, w której zasadniczą
pracę nad poprawą zdolności neurologicznych dzieci wykonują rodzice w warunkach domowych.

Natomiast rolą fizjoterapeuty jest zdiagnozowanie głównego problemu, z którym zmaga się mały
pacjent, określenie najwłaściwszych ćwiczeń do wykonywania wraz z liczbą powtórzeń oraz regularna
kontrola postępów rehabilitacyjnych.

Terapię tę stosuje się np. u dzieci z zaburzeniami ruchowymi, wynikającymi z uszkodzenia mózgu czy u maluchów z obniżonym lub podwyższonym napięciem mięśniowym.

Wady wymowy

Z kolei dzieci, u których zdiagnozowano zaburzenia lub wady wymowy stosuje się terapię
neurologopodeczyną.

Głównym celem leczenia jest usprawnienie motoryki narządów mowy, poprawienie funkcji językowej, oddechowej czy fonacyjnej. Pamiętajmy jednak, że przed rozpoczęciem jakiejkolwiek rehabilitacji konieczne jest postawienie trafnej diagnostyki.

Twoje dziecko rozwija się prawidłowo? Nie zapomnij o profilaktyce

Ponadto, warto także profilaktycznie pomyśleć o prawidłowym rozwoju swojego dziecka (nawet jeśli
nie wykazuje ono żadnych zaburzeń). Istnieją specjalne ćwiczenia dla najmłodszych, które skutecznie
wspierają ich rozwój psychoruchowy, a dodatkowo stanowią formę zabawy.

Warsztaty multisensoryczne, to zajęcia rozwojowe i profilaktyczne, pozwalające zapobiegać powstawaniu
problemów z koncentracją, zaburzenia uwagi. Jest to także rodzaj zajęć przesiewowych, pozwalających
wykryć ewentualne nieprawidłowości.

Zobacz też: Przemoc wobec dzieci. Jak ją rozpoznać?

materiał prasowy

Materiał prasowy redakcja otrzymuje, gdy firmy, stowarzyszenia, fundacje i inne organizacje chcą poinformować naszych czytelników i czytelniczki o aktualnościach, wydarzeniach, eventach, nowych produktach czy konferencjach.

Pies – najlepszy przyjaciel rodziny?

Pies – najlepszy przyjaciel rodziny?
Natalia Ciemińska, Furia i Donka – fot. archiwum prywatne

Z badań TNS OBOP wynika, że 45% gospodarstw domowych w Polsce posiada psa. Pies w wielu rodzinach traktowany jest jak jej pełnoprawny członek. Czy jednak na pewno? Od rodziny i przyjaciół nie wymagamy przecież karności i bezwzględnego posłuszeństwa. Jak dobrać psa do rodziny? Jak sprawić, aby pies nie musiał, a chciał być posłuszny? O tym i wielu innych aspektach „psiarstwa” rozmawiałam z trenerką psów Natalią Ciemińską.

Alina Windyga-Łapińska: Postanowione – chcemy mieć psa. Na co zwrócić uwagę wybierając czworonożnego przyjaciela?

Natalia Ciemińska: Przede wszystkim na nasz styl życia oraz na to, ile czasu jesteśmy w stanie poświęcić psu. Decydując się na psa rasowego, powinniśmy zawrócić uwagę cechy osobnicze rasy i to do czego te psy były przeznaczone. Nie warto patrzeć na to, jak pies wygląda, ale do czego jest stworzony.

Dobrym przykładem są rasy myśliwskie. Jeżeli chcemy np. beagle, to musimy pamiętać, że te psy miały być niezależne i biegać za tropem głośno szczekając, co oznacza, że taki pies potrzebuje naprawdę sporej aktywności, a nawet po wielu szkoleniach może pobiec za zwierzyną.

Owczarek niemiecki również jest dobrym przykładem – duży, mądry pies z seriali, służący w policji. Właśnie! I tu cały sens życia tego psa. Te psy są DO PRACY. Bez aktywności umysłowej nie każdy przedstawiciel rasy będzie grzeczny i ułożony. Dom z ogrodem nie wystarczy, pies sam się nie wybiega.

Furia fot. archiwum prywatne

Lepiej kupić psa rasowego czy też wziąć kundelka ze schroniska?

Nie ma jednej odpowiedzi. Psy rasowe przeważnie do czegoś służyły i często nadal służą. Bez odpowiedniej realizacji potrzeb, mogą stać się utrapieniem dla człowieka. Z kolei w przypadku kundelka ze schroniska nie znamy jego pochodzenia i przeszłości, ale możemy bardzo pomóc zwierzakowi.

Na pewno nie należy kupować psów tzw. w typie rasy. Tu nie chodzi o papiery i rodowód. Takie psy mogą pochodzić z nielegalnych hodowli i mieć, np. m.in. poważne problemy zdrowotne. Tyle ile zaoszczędzimy na psie, to potem wydamy u weterynarza albo pojawią się problemy behawioralne. Warto sprawdzić, czy hodowla, z której kupujemy psa, jest zarejestrowana w Związku Kynologicznym w Polsce.

Jeżeli nie decydujemy się na psa rasowego, wtedy warto poszukać kundelka. Zaletą psa z hodowli jest kontakt z hodowcą oraz profesjonalne porady, których może nam udzielić. W przypadku psa ze schroniska warto zdać się na wiedzę i doświadczenie wolontariuszy, którzy pomogą wybrać odpowiedniego pieska do rodziny.

Zobacz też: Koń terapeuta – czemu nie? Okiełznaj emocje i ściągnij cugle z Karoliną Czarnecką! WYWIAD

Jakie psy najlepiej sprawdzają się w interakcji z małymi dziećmi? Czy można wytresować psa, aby nie zrobił krzywdy dziecku?

Według mnie nie ma czegoś takiego jak pies dla dziecka. Są rasy łatwiejsze, trudniejsze, aktywne i mniej aktywne. Zawsze staram się dobierać rasę do rodziny i jej trybu życia. Nie możemy mówić, że kupujemy psa dla dziecka. To my dorośli, jesteśmy za niego odpowiedzialni. Pies jest wspólny i trzeba równo podzielić obowiązki.

Nie możemy liczyć na to, że 8-latek sam będzie wychodził codziennie rano z psem. To może być nawet niebezpieczne, Młody pies, gdy wychodzi z dzieckiem, może pociągnąć. Pies testuje dziecko i wyczuwa słabość. Wie z kim, na ile może sobie pozwolić. Fajnie, jakby spacery były wspólnym czasem dla rodziców, dziecka i psa.

Wiele dzieci, gdy myśli o psie wyobraża sobie dużo przytulania i głaskania. Niestety to nie do końca tak jest. Oczywiście, że psa można pogłaskać i przytulić, ale na pewno nie jest to coś, co pies będzie znosił cały dzień, a w szczególności szczenię. Szczeniaczkom trudno wytrzymać ciągle przytulanie, stąd częste problemy, że pies podgryza, skacze na dziecko.

Jakie rasy sprawdzą się przy dziecku?

Tak naprawdę jak wychowamy, tak mamy, ale jeśli mamy już podać przykłady to dobrze w roli psów „rodzinnych” sprawdzają się retrievery, berneński pies pasterski.

To dziecko powinno się uczyć jak podchodzić do psa. Czasami pies próbuje odejść, a dziecko wisi na nim. Tutaj powinni wkroczyć rodzice. Tłumaczmy, że pies już ma dość, dajmy mu możliwość odejść, odpocząć.

Kolejny problem to podgryzanie podczas kontaktu z dzieckiem. Z psem powinniśmy bawić się zabawkami. Szczeniak nie kontroluje emocji, najpierw podgryzie lekko, potem mocniej. Kiełki potrafią zrobić krzywdę. Psy testują, jeżeli nie zareagujemy na lekkie ugryzienie, następnym razem spróbuje mocniej.

Donna fot. archiwum prywatne

Jak prawidłowo przeprowadzić socjalizację psa w nowym domu?

Szczeniaka powinniśmy odebrać od hodowcy w wieku 8/9 tygodni. Socjalizacja to jest oswojenie z tym, jak wygląda ten świat oraz odpowiednie przygotowanie go do życia w nim. Piesek w okresie socjalizacyjnym powinien zobaczyć jak najwięcej rzeczy, miejsc, poznać różnych ludzi, inne pieski i mieć z nimi pozytywne skojarzenia.

Jeżeli chcemy, aby w przyszłości pies wyjeżdżał z nami np. na wakacje, to musi być do tego przyzwyczajany. Trzeba jeździć z nim regularnie samochodem, niezależnie od tego, czy akurat jest gdzie. Tak samo ze sprzątaniem – nawet jeśli na początku pies będzie się bał odgłosu odkurzacza, trzeba próbować – to kwestia treningu. Pies, żeby uczyć się, jak ma się zachowywać, od początku musi być wystawiany na dany bodziec.

Jednak najważniejsze jest, aby pies od początku był uczony, że zostaje sam w domu. Często dzwonią do mnie opiekunowie szczeniaka i mówią, że piesek jest u nich od tygodnia, specjalnie wzięli urlop i jeszcze nie był sam, a za 2 dni muszą wrócić do pracy i piesek musi zostać 8 godzin w domu. To jest podstawowy błąd. Pies od pierwszych dni z nami musi zostawać sam! On musi wiedzieć, że tak wygląda jego życie, a żeby mu to ułatwić, przed zostawieniem trzeba go zmęczyć, a na czas naszej nieobecności zostawić coś pysznego do zjedzenia tak, aby miał co robić, gdy nas nie ma.

Kiedy powinniśmy rozpocząć tresurę szczeniaka? Czy możemy zrobić to sami, czy lepiej oddać się w ręce profesjonalisty? Jeżeli kurs – lepiej indywidualny czy grupowy?

Wychowanie i szkolenie psa zaczyna się od pierwszego dnia w nowym domu.

Jestem za tym, aby każdy opiekun i jego czworonóg, odbył przynajmniej szkolenie z podstawowego posłuszeństwa. To szkolenie od około 4 miesiąca szczeniaka. Osobiście wolę szkolenia grupowe, ale wszystko zależy od potrzeb właściciela psa. Jeżeli pies mieszka głównie w ogrodzie i ma mały kontakt ze światem i potrzebujemy tylko podstawowych komend – indywidualne wystarczą. Jednak u młodych psów lub psów mieszkających w mieście – szkolenia grupowe uczą pracy w rozproszeniach, wśród innych psów, ludzi. Tego nie ma na lekcjach indywidualnych.

Prowadzę również tzw. psie przedszkole, zajęcia socjalizacyjne z psami do 4 miesiąca życia. Ćwiczymy przechodzenie przez tunel i ruchome kładki. Przyzwyczajamy do parasoli, osób w kapturach – normalnych rzeczy, których pies może się bać i np. obszczekiwać.

Moim marzeniem jest, aby każdy pies odbył szkolenie z podstawowego posłuszeństwa. Nie czekajmy, aż zaczną się problemy. Po podstawowym szkoleniu 90% psów wychodzi ze wszystkimi umiejętnościami takimi jak: siadanie, leżenie, chodzenie przy nodze, komenda na przychodzenie, nieruszanie jedzenia na zakaz, odsyłanie na miejsce. Psy uwielbiają się uczyć.

Jakie są podstawowe techniki szkolenia psów?

Techniki są różne – ja jestem za tworzeniem relacji i więzi z psem. Chcę, aby mój pies czuł się przy mnie dobrze i mnie lubił, a komendy wykonywał z radością. Nie wyobrażam sobie życia bez przywołania, odesłania na miejsce oraz nieruszania jedzenia na komendę.

Zobacz też: Kot i noworodek. Co zrobić, by zwierzak zaakceptował nowego członka rodziny?

Pies najlepszym przyjacielem człowieka – prawda czy fałsz?

Zdecydowanie prawda, aczkolwiek moim marzeniem jest, aby również było odwrotnie. Tego uczę na moich szkoleniach. No i przede wszystkim skoro jesteśmy najlepszymi PRZYJACIÓŁMI, to nimi bądźmy i szanujmy się wzajemnie. Tutaj kłania się definicja słowa przyjaźń, kontra to, czego oczekujemy od psów.

Czy Pani najlepsza ludzka przyjaciółka musi się bezwzględnie słuchać, ma być karna i pomagać pani w każdej możliwej sytuacji, mimo że pani nie ma nawet czasu na bezinteresowne wyjście na kawę?

Co to oznacza? Szanujmy gorszy dzień psa, bądźmy wyrozumiali i cierpliwi w trakcie nauki oraz  dajmy coś od siebie, tzn. weźmy chociaż raz dziennie na długi spacer, nawet gdy ma 2000 metrów działki. Moje psy mi ufają i reagują na komendy, ale nie robią tego dlatego, że są karne i wytresowane. My się po prostu lubimy, a komendy to trochę nasz język do komunikowania się. Tak powinniśmy do tego podchodzić.

Oczywiście, że czasem krzyknę, powiem nie. Psy znają granicę. Nie używam przemocy, nie daję klapsów, obchodzę się bez tego.

Pies z kotem – czy da się pogodzić?

Jestem aktualnie na tym etapie. Myślę, że wszystko zależy od tego, jakie są to zwierzęta oraz czego tak naprawdę oczekujemy od tej relacji. Nauczyć ich ignorowania siebie wzajemnie da się na pewno, a czy przyjaźnić i spać w jednym posłaniu? To już kwestia osobnicza. Mój beagle nie ma problemów z kotem, może przy nim spać, jeść jedne smakołyki i dawać sobie buziaczki noskami. Zaś border collie woli trzymać się z daleka i nie chce wchodzić w kontakt ani aby kot podchodził. Co ja na to? Ja to szanuję. Jedyne czego wymagam to, aby nie zrobiły sobie krzywdy.

natalia ciemińska

Ekspert

Natalia Ciemińska

Trenerka psów w Centrum Szkolenia Psów Luna w Konstancinie-Jeziornie, prywatnie opiekunka dwóch suczek Furii (border collie) i Donki (beagle). Szkoleniem psów interesuje się od najmłodszych lat, a własna szkoła to jej spełnione marzenie.
Centrum Szkolenia Psów Luna
www.szkoleniepsowluna.pl
www.facebook.com/szkoleniepsowluna

Alina Windyga-Łapińska

Dziennikarka portalu Współczesna Rodzina. Absolwentka resocjalizacji na Uniwersytecie Warszawskim. Kilka lat pracowała w dziale HR zagranicznych firm produkcyjnych, po urlopie macierzyńskim postanowiła nie wracać i zajęła się pisaniem.

Grając, dbasz o mózg

Coraz popularniejsze planszówki są świetnym pretekstem do spotkań z rodziną i znajomymi. Ale nie tylko. Co dzieje się z naszym mózgiem, kiedy gramy? Dlaczego powinniśmy grać z babciami i dziadkami? Na nasze pytania odpowiada Piotr Milewski, wykładowca w Katedrze Badania i Projektowania Gier w Bydgoszczy.

Dlaczego powinniśmy grać w planszówki?

Badania jasno pokazują, że dzięki graniu zwiększa się szybkość myślenia, łatwiej stawiamy czoło problemom i do tego polepszamy naszą pamięć. Dotyczy to także starszych osób – emerytów, ludzi po 70-tym roku życia, którzy zaczęli grać w gry towarzyskie i planszowe, łamigłówki, układać układanki, rozwiązywać krzyżówki. Badania wykazały spowolnienie demencji starczej i innych schorzeń związanych z wiekiem Jak się okazuje, nigdy nie jest za późno, bo nasz mózg zmienia się przez całe życie. Gry, które wymagają logicznego myślenia, ćwiczą go – rozwijają obszary dobrze rozwinięte i pobudzają te, których używamy rzadziej. W wielu grach stykamy się z przeszkodami, których nie napotykamy w naszym codziennym życiu. Dzięki temu przełamujemy rutynę i utrzymujemy nasz mózg w dobrej formie.

Jest Pan specjalistą od gier jakiego rodzaju?

Przedmioty, których uczę, to gry edukacyjne, gry planszowe i karciane. A także gry miejskie i gry z elementami rzeczywistości rozszerzonej.

Zobacz też: Grajmy, zwłaszcza w planszówki

Zachęcamy nasze dzieci do gry w planszówki, a zabraniamy gier wideo. Słusznie?

To, co łączy wszystkie gry wideo – bo istnieje tutaj rozbieżność gatunkowa oczywiście  – jest taka, że gramy w nie raczej w samotności. Kontakt z drugim człowiekiem w tym wypadku jest raczej ograniczony. Jeśli chodzi o planszówki czy gry karciane – odkładając wszelkie pasjanse – to one zawsze wymagają obecności drugiej osoby. I to jest szalenie istotne. Po pierwsze dlatego, że kultura nam się zmieniła, bo tego drugiego człowieka mamy znacznie mniej niż kiedyś, więcej rzeczy robimy zdalnie, komunikacja też stała się bardziej cyfrowa – częściej piszemy niż dzwonimy do kogoś. Nie uczymy się umiejętności społecznych. Nasza edukacja jest pod tym względem fatalna, ponieważ zmusza nas do zdobywania jakiejś wiedzy o charakterze kognitywnym czyli faktograficznym, konkretnym. Nie przygotowuje nas niestety do tego, jak  – gdy pójdziemy do pracy, gdzie czekają nas nowe zadania i gdzie będziemy „musieli się odnaleźć” – przyjąć nowe role społeczne. Szkoła traktuje nas jak takie indywidualne wiadra, w które trzeba nalać wiedzę, ale zupełnie nie uczy nas tego, jak później będziemy te nabytą wiedzę stosować. Nie tylko na sobie samych, ale przede wszystkim z innymi ludźmi. A tego uczą nas właśnie gry.

Mózg powinien rozwijać się w szkole.

Rozwija się lewa półkula, odpowiedzialna za zdolności językowe, za liczenie, analizę. Natomiast prawa półkula, która odpowiada za kreatywność i wyobraźnię, syntezę  oraz łączenie różnych elementów czy nowe pomysły, jest wyraźnie zaniedbywana. Wyrzucono ze szkoły wszystkie przedmioty artystyczne, jedna godzina plastyki tygodniowo tego nie załatwi. Jednym słowem nie dostarczamy żadnej pożywki naszej kreatywnej stronie. Nie ma teatru, muzyki, kompozycji, prac ręcznych.

Grywalizacja jest terminem, który na stale wchodzi do wielu dziedzin życia: biznesu, psychologii, edukacji.

Tak, to jeden z przedmiotów, który wykładałem na uczelni. To słowo- wytrych, którym przykrywa się wiele rzeczy. Grywalizacja to stosowanie mechanizmów pochodzących z gier w sytuacjach nie będących grami, w celu zwiększenia zaangażowania użytkownika. Ja jestem zwolennikiem nurtu game-based learning, czyli edukacji poprzez grę. Analizujemy gry, które są zaprojektowane w celu stricte rozrywkowym, sprawdzamy czego uczymy się, gdy staramy się wygrać… A potem sprawdzamy, czy te umiejętności przypadkiem nie pokrywają się z efektami kształcenia jakiegoś przedmiotu. Najpopularniejszy przykład takiego zastosowania to tłumaczenie zasad prawdopodobieństwa na przykładzie gier karcianych.

Wielu biznesmenów m.in. Bill Gates mówi w wywiadach, że zawsze grał w planszówki i nadal gra z rodziną. Czyli za mało gramy i zbyt demonizujemy gry wideo?

Zdecydowanie. Ostatnie badania pokazały, że sprawcy masowych strzelanin w Stanach Zjednoczonych grali statystycznie rzadziej i krócej niż ich rówieśnicy. Tyle na temat tego, że gry powodują przemoc.

No właśnie. Wielu rodziców tak myśli.

Ja w takim wypadku zawsze pytam, w jakie gry grali naziści, Kaligula, Neron i uczestnicy Pierwszej Krucjaty Ludowej roku 1096 -go.

Jakie jest marzenie specjalisty od gier?

Chciałbym, żebyśmy odeszli od tych klasycznych gier, żeby nie męczyć dzieci tym nieszczęsnym chińczykiem i nie grać ciągle w Czarnego Piotrusia. Pojawiło się całe mnóstwo gier karcianych i zachęcam do tego, żeby wypróbowywać nowe tytuły, które się pojawiają na rynku, bo są świetnie zaprojektowane. Są angażujące, wymagające i mogą rosnąć razem z graczem, który z wiekiem będzie się uczył taktyki i strategii oraz będzie poznawał kolejne warstwy danej gry. I nie wszystkie mają instrukcje rozmiaru nowelki. Warto je wypróbować!

 

Iza Farenholc

Dziennikarka i redaktorka. Pracowała jako redaktor naczelna w magazynie dla rodziców Gaga oraz współpracowała m.in. z magazynami Zwierciadło, Twój Styl, Sens, Glamour - materiały psychologiczne, recenzje książkowe, muzyczne i filmowe, wywiady, reportaże z podróży.

Jak pomóc osobie z depresją? Na pewno nie tymi słowami!

Jak pomóc osobie z depresją
Jak pomóc osobie z depresją? Na pewno nie na siłę, a z dużą dawką empatii i uważności.

Depresja to choroba niepatrząca na wiek, płeć, status społeczny – może dotknąć każdego. I coraz częściej dotyka. Dane są alarmujące, a świat nie nadąża z łataniem dziur, jakie w związku z tą chorobą powstają. Co jednak ważne, powinniśmy „łatać” je wspólnie, bo zapewne każdy z nas (nawet jeśli o tym nie wie) ma w swoim otoczeniu osobę chorą. Jak zatem pomóc osobie z depresją i owo „łatanie” wziąć w swoje ręce?

Co istotne, za określeniem „łatanie” stoi wspieranie bliskiej nam osoby, empatyczne reagowanie na jej problemy, pomoc w sytuacjach kryzysowych i po prostu bycie – bez oceniania, krytykowania, unieważniania jej stanu, emocji czy doświadczeń. W żadnym wypadku nie jest to równoznaczne z braniem pełnej odpowiedzialności za chorego/chorą, bowiem warto, aby to „reguła maski tlenowej” wiodła tu prym. Jak w samolocie – najpierw rodzic zakłada ją sobie, dopiero później dziecku. Analogicznie jest tutaj – osoba chcąca nieść wsparcie powinna mieć pod kontrolą przede wszystkim swój stan. Pomoc własnym kosztem nie będzie skuteczna tak, jak by mogła być. Rodzi zwykle o wiele więcej frustracji i zwiększa ryzyko wypowiedzenia słów, które pomocne na pewno nie będą.

Jak pomóc osobie z depresją? Tych słów unikaj!

1. Wszystko jest kwestią nastawienia.

2. Inni mają gorzej i jakoś sobie radzą.

3. Leki nie są rozwiązaniem – to sama chemia.

4. Musisz się rozruszać – poćwicz, wyjdź gdzieś, pojedź na wakacje.

5. Dlaczego wcześniej nie mówiłeś/aś, że coś się dzieje?

6. Z Tobą to zawsze jakiś problem…

7. Zobacz, jak mama cierpi, kiedy widzi Cię w takim stanie – nie rób jej tego.

Powyższe zdania mają ze sobą wiele wspólnego. Po pierwsze, kilka z nich ewidentnie przerzuca „winę” za depresję na chorego. Jeśli się nad tym zastanowić, żadnego sensu w tym oczywiście nie ma – czy naprawdę ludzie sami z siebie chcą doprowadzać się do stanu często związanego z niechęcią życia, smutkiem i brakiem jakichkolwiek sił?

Po drugie, część z nich ma w sobie całkowitą niewiarę w powagę sytuacji. Bagatelizuje cierpienie chorego – wręcz zabiera mu do niego prawo, a absolutnie każdy je ma! Po trzecie, pokazywanie osobie z depresją, jak jest dla świata trudna i ile bólu sprawia swoim cierpieniem innym jest niezwykle zagrażające.

Po czwarte, nie stygmatyzujmy leków, które jak najbardziej owym rozwiązaniem mogą być! Jeśli bliska nam osoba dostała receptę, raczej starajmy się dbać o to, by regularnie przyjmowała zaleconą farmakoterapię, a nie zasiewajmy w niej dodatkowe wątpliwości – i tak ma ich zbyt wiele.

Po piąte, nie narzucajmy na siłę swoich rozwiązań. Każdy jest inny, ma inne granice, potrzeby, upodobania, temperament. Radzenie introwertykowi, aby poprawiał sobie humor wyjściem na imprezę, może nie być pomocne… Co przy tym ważne, szanujmy „nie” i nie obrażajmy się, jeśli spotkamy się z odmową czy wręcz wybuchem trudnych do zniesienia emocji. Wcale nie muszą być skierowane przeciwko nam. Zły nastrój, drażliwość, smutek czy płaczliwość mogą być elementem choroby – miejmy to na uwadze.

Zobacz też: Pierwsza wizyta u psychoterapeuty – 3 pytania, których możesz się spodziewać

Przyjmując pomocną dłoń

Powyższe słowa tworzą zaledwie kilka zdań. Zastanawiając się jednak głębiej nad tym, jak pomóc osobie z depresją, powinniśmy stworzyć książkę – dwie, trzy, pięć, a najlepiej oddzielną publikacją dla każdego indywidualnego przypadku. Jest to bowiem na tyle skomplikowane, że naprawdę każdy z nas w zderzeniu z depresją – swoją czy bliskiego – ma pełne prawo odczuwać zagubienie. Jeśli nas ono przerasta lub po prostu czujemy, że potrzebujemy dowiedzieć się o opisywanej tu chorobie więcej, nie bójmy się prosić o pomoc specjalistów. Psycholog, psychoterapeuta czy psychiatra niosą wsparcie także bliskim osób chorujących – bo pytanie: „jak pomóc osobie z depresją” nie powinno pozostać bez odpowiedzi!

Zobacz też: Dlaczego tak trudno zdecydować się na terapię?

Inspiracja: forumprzeciwdepresji.plhuffpost.com

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

Grajmy, zwłaszcza w planszówki

Wprawdzie zimowe wieczory niedługo się kończą, ale w planszówki można grać przez cały rok. A do tego są ciągle w modzie! W naszym subiektywnym rankingu gier przedstawiamy te, które od lat bawią i uczą oraz kilka nowości. Nie zapominajmy, że gry to świetna okazja do spotkania!

SCRABBLE

To najpopularniejsza gra słowna na świecie.  Ta kultowa układanka to świetna zabawa słowami – można grać w Scrabble Junior (polecamy maluchom do nauki polskiego), niedawno ukazał się Scrabble Harry Potter.

MONOPOLY

Gdyby przyznawać Oscara za udział w filmach, na pewno zdobyłaby go gra Monopoly – hollywoodzcy bohaterowie najczęściej grają właśnie w nią. Nic dziwnego, bo uznano ją za najlepszą grę planszową na świecie  zarówno dla dzieci, jak i dorosłych. Chociaż przez chwilę można być milionerem lub stracić fortunę

DIXIT

Przepiękna graficznie gra skojarzeń. Każdy może stać się bajarzem i snuć magiczne opowieści  Porusza wyobraźnię!

WSIĄŚĆ DO POCIĄGU

Nie tylko zwiedzasz i poznajesz stolice krajów, ale musisz odkryć, która droga jest najkrótsza. W serii znajdziesz podróż dookoła świata, pojeździsz po Europie, lepiej poznasz Polskę. Familijna gra dla każdego.

Zobacz też: Pomysły na bezkosztowe gry i zabawy-w to mi graj! 

IMAGO

Dla znudzonych wielbicieli kalamburów polecamy IMAGO – wielokrotnie nagradzaną grę, która porusza wyobraźnię. Za pomocą 61 przezroczystych kart z narysowanymi prostymi elementami pokazujesz hasło, reszta zgaduje. Dużo śmiechu!

PĘDZĄCE ŻÓŁWIE

To już wieloletni hit, rodzinna gra, która ciągle podbija serca młodych (i nie tylko!) graczy. Poruszamy się na skorupach konkurencyjnych żółwi, ukrywając własną tożsamość. Wyścig życia!

RYZYK – FIZYK

Jedna z najpopularniejszych gier quizowych z najróżniejszymi pytaniami z wielu dziedzin. Wygrywasz, obstawiając właściwe odpowiedzi i odpowiednio ryzykując. Idealna na imprezę!

PAN TU NIE STAŁ

Gra dla tych, którzy marzą o powrocie do przeszłości oraz dla tych, którzy nie za bardzo wiedzą czym był PRL. Wystarczy powiedzieć, że gracze są cinkciarzami i chcą jak najwięcej zarobić na nielegalnej wymianie walut.

Zobacz też: Grając, dbasz o mózg

S.T.E.M 

Nazwa jest skrótem od Science, Technology, Eingeenering, Maths, czyli Nauka, Technologia, Inżynieria, Matematyka. To łamigłówki i gry rodzinne zaprojektowane tak, aby poprzez zabawę uczyć odkrywania, kreowania i budowania. Wielbiciele manualnych zabaw mają do wyboru dwie serie metalowych i drewnianych łamigłówek o różnych tematach i zróżnicowanym stopniu trudności: Einstein, Great Minds. Wśród debiutujących gier znalazły się także takie, które rozkręcą każdą imprezę: „Avocado Smash!”, „Sumo Slam!”, „Nie przeszkadzać” czy „Caffeine Hit!”. WAvocado Smash!” liczy się refleks i spostrzegawczość. „Sumo Slam!” to gra zręcznościowa polegająca na rzucaniu zawodnikami sumo tak, aby zatrzymali się w jak najlepiej punktującym układzie i nie wypadli poza ring. „Nie przeszkadzać” wymaga od graczy podejmowania decyzji, co by zrobili w zilustrowanej na karcie sytuacji za zamkniętymi drzwiami. A w „Caffeine Hit!” – zawierającej w zestawie kubek do kawy wielokrotnego użytku – zawodnicy muszą zrobić „sałatkę punktową”, zbierając karty z różnymi napojami i obniżając punktację przeciwnikom. Kolekcję uzupełniają gry „Statek, Kapitan i Załoga”, „Peach Snaps”, „Nope!”.

 

Iza Farenholc

Dziennikarka i redaktorka. Pracowała jako redaktor naczelna w magazynie dla rodziców Gaga oraz współpracowała m.in. z magazynami Zwierciadło, Twój Styl, Sens, Glamour - materiały psychologiczne, recenzje książkowe, muzyczne i filmowe, wywiady, reportaże z podróży.