Przejdź do treści

Rodzic, który chce ‘za bardzo’. Sprawdź, czy nie zatruwasz życia swojemu dziecku!

Zazwyczaj wszystko, co robisz dla potomka, wynika z bezwarunkowej miłości. Chuchasz i dmuchasz, trzymasz za rękę, dajesz z siebie wszystko, by wychowywać go na szczęśliwego człowieka. Przypadkiem możesz jednak popełniać błędy, które pewnego dnia to dziecko zaprowadzą na kozetkę. 

„Ja – toksycznym rodzicem? Nigdy w życiu!” – możesz powiedzieć, bo przecież toksyczni ludzie równa się ludzie niezrównoważeni / nieszczęśliwi / z przerośniętym ego. Tacy, którzy robią krzywdę dziecku, dusząc rodzicielskim uczuciem. Istnieją pewne – wcale nie aż tak oczywiste – sygnały, które mogą wskazywać, że jest się toksycznym rodzicem.

Toksyczny rodzic:

1. Myli bezpieczeństwo i szacunek do dziecka z „twardą miłością”

Przekonanie, że wychowanie tzw. silną ręką jest niczym innym jak oznaką dbania o dziecko. W pewnych sytuacjach to się sprawdza, ale koniec końców stosowana ciągle odbija się negatywnie na relacji rodzic – dziecko.

2. Jest zbyt krytyczny

Krytykuje dziecko za wszystko. Sądzi, że w ten nauczy się ono unikać błędów. Tymczasem takie podejście karmi wewnętrznego krytyka – dziecko będzie ciągle się obwiniać, nawet jeśli zrobi coś kompletnie błahego.

3. Żąda uwagi

Chce, by dziecko spędzało z nim każdą wolną chwilę. Tak rozumie budowanie więzi – równie istotnej, jak wiele innych elementów składających się na życie młodego człowieka.

4. Nie pozwala wyrażać nieprzyjemnych emocji

Nie chce pielęgnować emocjonalnych potrzeb dziecka i lekceważy to, co negatywne. W ten sposób gotuje dziecku przyszłość, w której nie będzie w stanie wyrazić tego, czego potrzebuje.

5. Stawia swoje uczucia na pierwszym miejscu

Może uważać, że  jest „pępkiem” rodziny, podejmuje decyzje, nie pytając o zdanie bliskich, w tym dzieci. Takie podejście nie sprzyja tworzeniu i utrzymywaniu przyjaznej relacji. Nie dając głosu albo wręcz go uciszając, wywołują w dziecku lęk, że zawsze będzie słyszeć „nie”.

6. Przerzuca odpowiedzialność za swoje szczęście

Chętnie powtarza formułkę: Nawet nie wiesz, ile dla ciebie poświęciłam /poświęciłem. Dziecko dowiaduje się de facto, że przeszkodziło w realizacji celu, który mógł odmienić życie rodzica.

Karolina Błaszkiewicz

dziennikarka. Związana z magazynem Chcemy Być Rodzicami i z serwisem natemat.pl

Dlaczego tak trudno o ojca w domu? Wyznania pełnoetatowego taty

Rola ojca w życiu dziecka
Na potrzeby tego artykułu zrobiłam małą sondę wśród tatusiów, którzy poświęcają dużo czasu swoim dzieciom. Zadałam jedno pytanie: Co Ci daje opieka na dzieckiem? – fot. Fotolia

Obywatele i Obywatelki,

Dekretem z dnia 26 maja 2019 roku Wielka Matka ogłasza powszechną mobilizację obywateli płci męskiej do Służby Domowej. Obowiązkowe zgłoszenia do jednostki porządkowej pod godłem mopa i wiadra zostają przyjmowane od dnia dzisiejszego. Z kolei oddziały bojowe terenowe uprasza się do odbioru pojazdów opancerzonych, tj. wózków dziecięcych wraz z zawartością, o świcie i nie wracanie do koszar do zapadnięcia zmroku. Uwaga! Na noc z dnia 26/27 maja planowane próbne alarmy kupowe i naloty teściowych, także uprasza się o zachowanie najwyższej czujności.

Odmaszerować!

Powyższy tekst napisałam na kursie kreatywnego pisania w zeszły weekend. W tym czasie córeczką zajmował się mąż. Dzięki temu mogłam wyjść z domu i zająć się rozwojem osobistym.

Zobacz też: Rodzice vs. rodzice: „Zauważyłem, że rodzice nie mówią do dzieci. Prawdziwymi adresatami słów są inni dorośli”

Rola ojca w życiu dziecka

Dzisiaj chciałabym zwrócić uwagę na TATUSIÓW. A raczej ich brak w codziennym życiu dziecka. Każdego dnia spaceruję po osiedlu i widzę te same mamy z wózkami. Tatusiów brak – są w pracy albo zbawiają świat w inny sposób. Czasami pojawiają się w weekendy lub późnym popołudniem. Nieswojo przemykają alejkami wpatrzeni w ekran smartfona. Skąd ta dysproporcja? Dlaczego tak trudno o Ojca Domu? Przecież urlop rodzicielski, jak sama nazwa wskazuje, jest dla rodzica – niezależnie od tego jakiej płci jest.

Mój mąż wziął dwa miesiące urlopu rodzicielskiego i obecnie razem zajmujemy się córeczką. Dzięki jego obecności mam czas m.in. na pisanie tego tekstu. Tak też można! Współdzielić opiekę nad dzieckiem. Mariusz pracuje w szanowanej instytucji państwowej z ponad 70-letnią tradycją. Branża typowo męska. I uwaga – jest PIERWSZYM pracownikiem-mężczyzną w swojej pracy, który wziął urlop rodzicielski. Tak małą część – dwa miesiące z ośmiu (urlop rodzicielski trwa 8 miesięcy i poprzedzony jest 5 miesiącami macierzyńskiego), i to wspólnie ze mną. A i tak kadrowe nie mogły wyjść ze zdziwienia.

Zobacz też: Podróże z niemowlakiem. „Pierwszy raz wyjechaliśmy, gdy córeczka miała 2 miesiące”

Tata na pełen etat

Muszę przyznać, że osobiście nie znam żadnego taty, który zajmowałby się dzieckiem na pełen etat (oprócz Mirka – męża Basi, o której pisałam ostatnio). Znam za to przypadki, kiedy to ojciec nagle dostaje awans w pracy i przez nadgodziny widuje swoje dziecko rano i wieczorem, śpiące. Moja feministyczna dusza zgłasza sprzeciw!

Na potrzeby tego artykułu zrobiłam małą sondę wśród tatusiów, którzy poświęcają dużo czasu swoim dzieciom. Zadałam jedno pytanie: Co Ci daje opieka na dzieckiem?

Mariusz powiedział: „Dużo czasu spędzonego z dzieckiem buduje bliską więź. Jestem świadkiem pierwszego śmiechu, pierwszych słów i kroków. Cieszę się, że nic mi nie ucieka, sporo mogę zaobserwować – dużo pięknych, pierwszych chwil w rozwoju dziecka. Opiekując się dzieckiem spędzam z nim dużo czasu, odciążam partnerkę. Dzięki temu ona jest mniej zmęczona i zdenerwowana, co odpłaca mi się z nawiązką. W ciągu dnia dużo spacerujemy i zwiedzamy ciekawe miejsca w Warszawie, na co rzadko kiedy miałem czas przedtem”.

Pełnoetatowy tata, Mirek wyznał: „Opieka nad dzieckiem powoduje, że czuję się spełniony jako ojciec. Czuję odpowiedzialność za malucha, który jest kruchy i bezbronny, sam na tym etapie sobie nie poradzi. Istotne dla mnie poczucie więzi, w końcu bawię małego człowieka, który jest częścią mnie samego. Ważne jest da mnie, aby nie wyręczać się osobami trzecimi”.

Także Drogie Mamusie – w dniu Waszego święta, życzę Wam trochę zdrowego egoizmu i zadbania o siebie, o rozum i serce. Bo cytując Katharine Hadley: „Kiedy decydujesz się na dziecko, zgadzasz się, że od tej chwili, Twoje serce będzie przebywało poza Twoim ciałem”.

Alina HRabina

Zawodowo związana z branżą HR. Obecnie na urlopie macierzyńskim. Mieszka w Warszawie, chętnie odbywa podróże małe i duże.

Adoptowali chłopca, który miał być tym „najtrudniejszym” – dwóch ojców, jedno ogromne szczęście!

Gavin ma dwóch ojców - uśmiech nie schodzi mu z twarzy.

Adopcja to doświadczenie, z którym wiąże się cała masa trudnych emocji, ogrom wyzwań i nie zawsze łatwe zakręty do pokonania. Oto mężczyźni, którzy mają w sobie na tyle odwagi, że bez wahania postanowili stworzyć rodzinę małemu Gavinowi – jak wyglądała ich droga, jakie są tego koszta i ile trzeba mieć w sobie miłości, by sprostać tak niebagatelnemu zadaniu?

Greg i Paul spotkali się w 2012 roku i po około trzech miesiącach zamieszkali wspólnie w Rhode Island (USA). Obaj wiedzieli, że chcą mieć dzieci, co oczywiście wywoływało w nich także wiele lęku. Pomimo tego, było to ich ogromne pragnienie. Pierwszą myślą, aby spełnić swoje marzenie, była surogacja. Kiedy jednak zaczęli szukać konkretnych informacji i odkryli, że będzie wiązało się to z kosztem około 75-150 tys. dolarów, zdecydowali, że za te same pieniądze mogą uczynić życie jednego dziecka naprawdę niesamowitym.

Tak wiele do przejścia…

Dowiedzieliśmy się, że Rhode Island prowadzi program pilotażowy o nazwie Become an Anchor [red. Zostań kotwicą/opoką]. Był to szybki kurs dla osób pragnących zostać rodziną zastępczą lub adoptować. Pozwala to w jeden weekend ukończyć wszystkie wymagane zajęcia, by móc to zrobić” – opowiada Paul i przyznaje, że było to wręcz „brutalne doświadczenie”. Zajęcia trwały nawet po kilkanaście godzin, ale dzięki nim dowiedzieli się o obowiązującym prawie, strukturach wsparcia etc. W ciągu szkolenia wylali też dużo łez i wiele razy śmiali się do rozpuku – ogrom emocji! Po ukończonym kursie spełnili wszystkie inne wymagania i w końcu mogli zająć się wybranym przez siebie dzieckiem… dokładnie – wybranym.

Agencja zastępcza połączyła ich z pięciorgiem dzieci, które według nich najbardziej pasują do rodziny. Z danej piątki mężczyźni mieli wybrać jedno: „Czuliśmy się surrealistycznie wobec takiego wyboru, to tak, jak wybieranie psa lub kota. Trochę niepokojąca była obserwacja, jak to działa” – z lekką goryczą przyznaje Paul. Nie zmienia to oczywiście faktu, że para podjęła się tego zadania.

Pierwszym dzieckiem był Gavin. Miał ciężką historię nadużyć pojawiających się na wielu płaszczyznach. Ma ADHD, ODD i PTSD. Na początku powiedziano nam, że będzie najtrudniejszym dzieckiem i będzie wymagał najwięcej czasu, uwagi i cierpliwości. Następnie przedstawiono nam fakty o pozostałych dzieciach. Nie sądzę, żebyśmy nawet teraz mogli powiedzieć, co to było. Coś w historii Gavina przemówiło do mnie, utknęło mi w głowie i nie mogłem się tego pozbyć – opowiada Paul w rozmowie z boredpanda.

Siła idzie w świat!

Ich historię świat poznał dzięki zdjęciu umieszczonym w sieci – byli na nim w koszulkach rodem z bajki Disney’a. Podbiło ono internet, czego mężczyźni zupełnie się nie spodziewali. Zrobili je zaraz po ukończeniu procesu, a jako że chwilę później wyjeżdżali do Disneyland’u, pomyśleli, że będzie to zabawny akcent.

Po publikacji fotki dostali ogromną ilość wsparcia dla tego, co zrobili. Nie obyło się też bez hejtu i bardzo negatywnych komentarzy, ale: „Nic nie zmieni tego, co robimy i zrobiliśmy już w tym względzie. Bardzo lubię myśleć, że być może jakiś dzieciak, który zmaga się ze swoją seksualnością lub ma rodziców tej samej płci, postrzeże tę historię, jako coś możliwego. Coś, co jest akceptowane i czego nie ma się co wstydzić” – podsumowuje Paul. Zarówno zdjęcie w koszulkach: „Dziś zostałem tatą” oraz „Dziś zyskałem dwóch ojców” jest dowodem na to, że mały Gavin w końcu odnalazł swoja rodzinę, jak i pozostałe fotografie, które prezentowane są filmiku:

Bez oceniania

Ich historia zapewne jest kolejną, która budzi wiele kontrowersji. Warto jednak w tym kontekście przytaczać sprawdzone informacje, a nie opierać się tylko i wyłącznie na opinii: „Jak pokazują badania, dzieci z rodzin homoseksualnych nie różnią się praktycznie niczym od dzieci z rodzin hetero. Ewentualna różnica polega na tym, że dzieci lesbijek lub gejów mają wyższy poziom dobrostanu psychicznego, a to na „zdrowy rozum” wydaje się być walorem. (*Fedewa, Black i Ahn, 2015)” – pisałam w portalu „Chcemy Być Rodzicami„.  Biorąc pod uwagę małego Gavina, jego uśmiech zdaje się potwierdzać owy „dobrostan”. Pamiętajmy więc, by czasami zbyt szybko nie wydawać sądów, zbyt wiele mogą one przynieść krzywdy.

Zobacz tCzy Polacy są homofobami? Raport nie pozostawia złudzeń

*Fedewa, A.L., Black, W.W., Ahn, S. (2015). Children and Adolescents With Same-Gender Parents: A Meta-Analytic Approach in Assessing Outcomes. Journal of GLBT Family Studie, 11 (5), 1-34.

Źródło: boredpanda

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

„Czy ktoś stosuje przemoc wobec mojego dziecka?” – jakie są sygnały ostrzegawcze i jak na nie reagować?

Przemoc może dotknąć każdego dziecka - bądźmy na nią uważni.

Świat każdego z nas w dużej mierze zbudowany jest na tym, jakie sygnały dostajemy z zewnątrz. Gdy ludzie są nam przychylni, czujemy się akceptowani, nasze granice są szanowane i mamy szansę na wyrażanie własnego zdania, dużo łatwiej jest nam budować zdrowe Ja. Niestety dzieci, które mierzą się z przemocą, często są tego wszystkiego pozbawione. Jak poznać, że nasze dziecko doznaje przemocy – także tej rówieśniczej – i co powinniśmy wtedy zrobić?

Radzenie sobie z emocjami jest bardzo trudne nawet dla dorosłych. Dzieci dopiero się tego uczą, co oznacza, że ich pełnym prawem jest nieumiejętność konstruktywnego z nich korzystania. Podobnie jak niewiedza dotycząca tego, gdzie przebiegają granice, których nikt nie powinien wobec nich przekraczać. Wiedzę zarówno o emocjach, granicach, jak i o samych sobie budują na bazie tego, co dostają od najbliższych im dorosłych, szczególnie rodziców, a później także od rówieśników i innych znaczących w ich środowisku osób. Stąd też bardzo łatwo jest postawić dziecko w pozycji ofiary, na co jednak my – dorośli – nie powinniśmy dawać przyzwolenia!

Co powinno mnie zaniepokoić?

Niepokojących sygnałów wysyłanych przez dziecko może być bardzo wiele. Zależą one zarówno od tego, jaki dziecko ma temperament, jak i chociażby od przekazów, które poznało. Jeśli chłopczyk od małego słyszy: „Chłopaki nie płaczą”, to trudno wymagać od niego, aby pozwolił sobie na sygnalizowanie w ten sposób bezradności, bezsilności, smutku, wstydu – a co ważne, w dużej mierze właśnie takie emocje mogą towarzyszyć najmłodszym, którzy są odrzucani, szykanowani lub ośmieszani przez kolegów z klasy, czy jakąkolwiek inną grupę.

Wiele dzieci nie przyjdzie do rodziców, wychowawców, czy innych opiekunów i nie powie wprost, że czują się odepchnięte lub ktoś z klasy robi im krzywdę. Dlatego też warto mieć szczególną uważność na tego typu objawy:

  • Brak chęci chodzenia do szkoły lub na dane zajęcia, na których pojawia się przemoc.
  • Objawy somatyczne – gorączka, ból brzucha, wymioty (np. przed wyjściem do szkoły), zmiany skórne etc.
  • Niechęć do robienia rzeczy, które dotąd sprawiały dziecku przyjemność.
  • Milczenie, częste przebywanie w samotności.
  • Niechęć do zabawy z innymi dziećmi, do korzystania z rozrywek, wychodzenia na imprezy urodzinowe.
  • Koszmary, trudności ze snem.
  • Brak apetytu.
  • To, co widać na pierwszy rzut oka: siniaki, zadrapania, rozerwane ubrania, ginące rzeczy.
  • Złość, frustracja, napięcie – lęk i wstyd często przykryte są właśnie złością!
  • Robienie sobie krzywdy, zachowania autodestrukcyjne.
  • Obniżenie ocen w szkole – pojawiają się trudności w koncentracji, co może wiązać się m.in. z tym, że w umyśle dziecka nie ma już miejsca na naukę i rozwój. Jego zdolności poznawcze skupione są raczej na przetrwaniu w danej grupie i wyszukiwaniu sygnałów, które mogłyby zwiastować kolejne akty przemocy. W związku z tym, mogą pojawiać się także tendencje unikowe. Przykładowa myśl: „Ostatnio, kiedy zgłosiłem się do odpowiedzi, na przerwie zabrali i porwali mi zeszyty. Lepiej nie będę się odzywał i udam, że mnie tu w ogóle nie ma”.

Pamiętaj!

Nie są to oczywiście wszystkie możliwe znaki, które mogą świadczyć o doznawanej przez dziecko przemocy. Co jednak należy pamiętać, zawsze sygnałem alarmowym powinna być nagła zmiana. Jeśli dziecko w krótkim czasie rezygnuje ze swoich przyzwyczajeń, odmienia zachowanie, czy środowisko, zawsze powinniśmy starać się poszukać przyczyny. Być może jest to tylko kolejny etap rozwoju i nie ma się o co martwić. W tak ważnych sprawach, nie powinno się jednak zachowywać bierności.

Co mogę zrobić?

Jak zatem reagować? Przede wszystkim rozmową – to ona jest podstawą wszystkiego. Co istotne, nigdy nie jest za późno na jej podjęcie. Owszem, jeśli wcześniej nie udawało nam się komunikować w bliski i otwarty sposób, może być to dużym wyzwaniem. Kiedy jednak dziecko znajduje się w kryzysie, nawet jeśli jest to dla nas trudne, powinniśmy podjąć szczerą rozmowę.

Ważne, aby dziecko czuło się w relacji z rodzicem, czyli osobą będącą dla niego bazą, bezpiecznie. Powinno móc powiedzieć rodzicowi o „słabości, porażce, byciu nie do zaakceptowania” – co nieraz czują osoby doświadczające przemocy – i nie musiało obawiać się z tego powodu odrzucenia ze strony mamy lub taty. Dziecko musi mieć przestrzeń na wyrażenie swoich emocji, na łzy i zakomunikowanie potrzeb, np. „przytul mnie”. Pokazanie dziecku, że jesteś obok, że przyjmujesz te wszystkie emocje i jak najbardziej je akceptujesz, uczy dziecko, że jego uczucia są ważne, zasadne i nie są one obojętne dla innych.

Dziecko musi dostać zapewnienie, że jest kochane i może na rodzica liczyć. Co ważne, powinno też usłyszeć, że nikt nie ma prawa stosować wobec niego przemocy, a to, czego doświadcza, nie powinno mieć miejsca. Dziecko musi dostać jasny sygnał, że nie zasłużyło na takie traktowanie oraz że nie ma w tym jego winy. Co więcej, musi wiedzieć, że rodzic ma siłę i sprawczość, które pozwolą mu tę sytuację rozwiązać. Dziecko może się na nim oprzeć i zaufać, że rodzic sobie z takim problemem poradzi.

Przemoc wobec dzieci? Akcja-reakcja!

Co istotne, w razie pojawienia się podejrzeń o przemocy, nie czekaj z reakcją! Po pierwsze, czasami nie wiesz, ile to już może trwać. Po drugie, trzeba to błędne koło, które ma tendencję do nakręcania się, jak najszybciej zatrzymać. Reaguj więc także na zewnątrz – porozmawiaj z innymi rodzicami z klasy twojego dziecka lub skonsultuj się z wychowawcą. A jeśli to nie pomoże, być może potrzebna będzie rozmowa z dyrektorem szkoły?

Jeśli jednak czujesz, że i ciebie ta sytuacja przerasta, a twoje dziecko być może potrzebuje także innego wsparcia, nie bój się prosić o pomoc. Od tego są psychologowie, aby ułatwić tego typu procesy – bo tak, radzenie sobie z przemocą jest procesem. Przeważnie bowiem zakończenie krzywdzących zachowań, wcale nie jest równoznaczne zakończeniu związanych z nimi emocji. Daj na to czas zarówno dziecku, jak i sobie.

Zobacz też: „Moje dziecko nie lubi swojego ciała!” Jak możemy pomóc dzieciom w samoakceptacji?

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

Jak bronić się przed kosmetycznymi oszustwami

Czy parabeny są groźne
Spróbujmy mądrze dbać o urodę. – Fot. Pixabay

Podtytuł książki, w której dowiemy się czy rzeczywiście upiększamy się, używając kremów, odżywek, toników i wielu innych kosmetyków, na które wydajemy fortunę, brzmi „Jak bronić się przed kosmetycznymi oszustwami i mądrze dbać o urodę”.

Bezpośrednią inspiracja do napisania książki było znalezienie przez autorkę ekologicznego produktu o nazwie „Niemydło”. Dziennikarka naukowa, która ma dyplom w biotechnologii i doktorat z neurobologii, postanowiła prześwietlić parabeny, siarczany i inne składniki znajdujące się w centrum dyskusji o ich bezpieczeństwie i ocenić, na ile są one uzasadnione. Beatrice Mautino w swojej książce sprawdza także przepisy prawne, które pozwalają zrozumieć drogę, jaką musi przebyć kosmetyk, aby został dopuszczony do handlu.

Czy parabeny są groźne? 

Z chemicznego punktu widzenia parabeny są pochodnymi kwasu p-hydroksybenzoesowego. Mają działanie przeciwmikrobowe i od sześćdziesięciu lat wykorzystuje się je w przemyśle kosmetycznym, farmaceutycznym i spożywczym.

Istnieją różne rodzaje parabenów i różnie oddziaływują one na mikroorganizmy, ale ich funkcją jest przedłużanie życia produktom. Od dziesięcioleci dodawano je do większości kosmetyków i nikogo nie niepokoiła ich obecność.

Sytuacja zmieniła od momentu, kiedy w czasopiśmie naukowym „Journal Of Applied Toxicology” ukazał się artykuł „Stężenia parabenów w nowotworach piersi”. Philippa Darbre poddała badaniom dwadzieścia pacjentek chorujących na raka piersi. Na ich podstawie stwierdzono określone stężenia parabenów w komórkach rakowych. Odkryto, że parabeny naśladują działanie estrogenów w ludzkim organizmie, a to one mogą przyczyniać się do powstawania raka piersi.

Zobacz też: Najzdrowszy produkt na świecie

Jak się okazało, badanie obarczone było błędem, ponieważ u badanych pacjentek przebadano wyłącznie komórki rakowe, nie uwzględniając komórek zdrowych. Nie przedstawiono także dowodów na to, że parabeny wchłaniane są przez tkanki, następnie zdefiniować mechanizm komórkowy, który wiąże je z wystąpieniem choroby nowotworowej.

Kiedy publikacja badań Philippy Darbre ukazał się, wywołując prawdziwą burzę, biochemiczka oświadczyła: „Ale przecież nigdy nie mówiliśmy, że parabeny powodują raka piersi”. Jak pisze autorka książki –Historia pseudonauki, a raczej – nauki źle uprawianej, wybrakowana jest małym „ale”.

A jeśli chodzi o parabeny? Jak się okazało, nie ma wystarczających danych, które pozwoliłyby uznać je za bezpieczne bez żadnych wątpliwości. Jak na razie parabeny oczyszczono z oskarżeń o wywoływanie raka piersi, uznano za bezpieczne i zalecono dalsze monitorowanie.

 Co to jest kosmetyk?

To substancja lub mieszanina „przeznaczona do kontaktu z zewnętrznymi częściami ciała ludzkiego (…) lub z zębami oraz błonami śluzowymi”, której celem jest utrzymanie ich w czystości, perfumowanie, zmiana ich wyglądu, ochrona, utrzymywanie w dobrej kondycji”. Tyle definicja. Co robi z nami reklama i marketing, ile pieniędzy wyrzucamy codziennie na coś, co nie działa – na przykład kosmetyki na cellulit czy luksusowe kremy. Jednym słowem jak dajemy się nabić w butelkę, której zawartość nic nam nie daje poza przyjemnością. Książka Mautino to skarbnica wiedzy, dzięki której oszczędzimy nie tylko zdrowie, ale i pieniądze. 

Źródło: Bez parabenów. Jak bronić się przed kismetycznymu oszustwami i mądrze dbać o urodę. Wyd. Literackie

Iza Farenholc

Dziennikarka i redaktorka. Pracowała jako redaktor naczelna w magazynie dla rodziców Gaga oraz współpracowała m.in. z magazynami Zwierciadło, Twój Styl, Sens, Glamour - materiały psychologiczne, recenzje książkowe, muzyczne i filmowe, wywiady, reportaże z podróży.