Przejdź do treści

Rodzina szczepionką na samobójstwo

Młodzi mężczyźni coraz częściej pełnią funkcję w rodzinie w sposób partnerski – fot. Pixabay

W Polsce codziennie odbiera sobie życie 15 osób, 12 z nich to mężczyźni. Na świecie w wyniku śmierci samobójczej co 60 sekund umiera mężczyzna. Dlaczego mężczyźni? Na to pytanie próbował odpowiedzieć dr hab. Adam Czabański podczas Wykładów Otwartych kampanii „Życie warte jest rozmowy”.

Samobójstwo ma ogromną moc rażenia – jest jak granat rzucony w tłum ludzi. Na początek garść statystyk:

W roku 2018 w Polsce samobójstwo popełniły 5182 osoby. To więcej niż łączna liczba śmiertelnych ofiar wypadków drogowych (2882) oraz ofiar zabójstw (513). W latach 2009-2018 samobójstwo w Polsce popełniło 58 721 osób. To jakby zniknęło z powierzchni ziemi średniej wielkości miasto takie jak np. Puławy, Bełchatów czy Ełk. Prób samobójczych jest 10 do 15 razy więcej niż samobójstw. W latach 2009-2018 w Polsce 500 000 – 750 000 prób samobójczych. To liczby odpowiadające mieszkańcom Poznania lub Krakowa. Jedno samobójstwo wiąże emocjonalnie, ekonomicznie i duchowo do 20 osób. Każdego roku w Polsce 100 000 ludzi cierpi z powodu samobójstwa bliskiej osoby.

W 2017 roku 86% samobójstw popełnili mężczyźni. Na jedną kobietę – statystycznie 6,15 mężczyzn popełnia samobójstwo. W Europie jest to stosunek 1:4.

Zobacz też: Na świecie co 60 sekund popełnia samobójstwo mężczyzna” [WIDEO]

Kryzys męskości?

Czy mamy do czynienia z kryzysem męskości? Niekoniecznie. Winne są tutaj wzorce kulturowe. Polacy mają bardzo mocno zakodowane tradycyjne role społeczne. Mężczyźni, którzy nie są w stanie im sprostać, nie wytrzymują.

Tradycyjne role społeczne zakładają, że mężczyzna pełni funkcję materialno-zabezpieczającą. Gromadzi środki na utrzymanie rodziny. Nie angażuje się w funkcje wychowawcze i emocjonalne. Zachowuje dystans od życia rodzinnego. Gdy nie pracuje, również nie zajmuje się dziećmi – odpoczywa. Kształtuje się obraz mężczyzny zdystansowanego, trochę obcego w środowisku rodzinnym

W momencie kryzysu ekonomicznego – utraty pracy, upadku biznesu – rola mężczyzny załamuje się. Istnieje wtedy ryzyko wejścia na równię pochyłą:

Problemy w pracy -> agresja lub apatia -> używki + incydenty z przemocą wobec rodziny -> separacja lub rozwód -> pogłębienie uzależnienia od używek + brak kontaktu z rodziną -> SAMOBÓJSTWO

Badania prowadzone nad mężczyznami długotrwale bezrobotnymi ukazują niepokojącą prawidłowość. Pomimo posiadania dużej ilości wolnego czasu, nie angażowali się w życie rodziny. Wstawali jak zawsze o 6 rano i cały dzień oglądali telewizję albo spacerowali.

Zobacz też: „Ludzie nie chcą umierać – nie mają siły, aby kontunuować życie” prof. Brunon Hołyst na konferencji 10 września 2019

Ratunek – zaangażowanie na rzecz rodziny

Konieczna jest zmiana statusu quo. Kobiety muszą angażować mężczyzn na rzecz rodziny, aby czuli się związani z nią. Konieczna jest praca organiczna u podstaw.

Niech wyniesie śmieci i odprowadzi dziecko do przedszkola – nawet, gdy nie ma czasu – przekonuje dr Czabański. To zaprocentuje w przyszłości. Przytacza również zatrważające dane akcji „Poczytaj mi tato” – Statystyczny ojciec rozmawia ze swoim dzieckiem średnio 7-8 minut dziennie!

W szkołach rodzenia powinny być obowiązkowe kursy typu „jak być fajnym ojcem”. Aby nie wstydzić się łez, żyć małymi sprawami, żyć na poziomie mikrostruktury społecznej.

Co może uratować mężczyzn przed samobójstwem?

  • partnerstwo w rodzinach
  • rewitalizacja komunikacji wewnątrzrodzinnej
  • wzmocnienie roli ojca w rodzinie

Mężczyzna skoncentrowany na rodzinie, w razie problemów, ma więcej lin ratunkowych.

Na koniec –  optymistyczna pointa – młodzi mężczyźni coraz częściej pełnią funkcję w rodzinie w sposób partnerski. Żyją życiem swojej rodziny. Na równi zarabiają, sprzątają i zajmują się dziećmi. Oby tak dalej!

Alina Windyga-Łapińska

Dziennikarka portalu Współczesna Rodzina. Absolwentka resocjalizacji na Uniwersytecie Warszawskim. Kilka lat pracowała w dziale HR zagranicznych firm produkcyjnych, po urlopie macierzyńskim postanowiła nie wracać i zajęła się pisaniem.

Biegi 300 km po górach? No problem! Krystian Pietrzak: „ Każdy jest w stanie zrobić coś podobnego” [PODCAST]

Fot. archiwum Krystiana Pietrzaka

Ile najwięcej zdarzyło Ci się przebiec za jednym razem? 5-10 km? A może masz za sobą maraton? Za każdy kilometr oczywiście wielki szacunek, ale nie ma co ukrywać… trudno porównywać takie długości z dystansem 300 km: „Biegam w ekstremalnie długich, ale też głównie górskich biegach, tzn. przez Alpy – 350, 120, 140 km i dużo przewyższeń. Portugalia nie jest górzysta, stąd też był to dla mnie „szybki” bieg. 300 km zajęło mi 58 godzin, 17 minut” – o swoich ostatnich zawodach, początkach trenowania i możliwościach, jakie ma każdy z nas opowiada Krystian Pietrzak. Biegacz ultra, czyli sportowiec gotowy na nadludzki wysiłek!

Katarzyna Miłkowska: Rozumiem, że droga do tego typu biegania jest stopniowa. Czy 10 lat temu miałeś już w sobie pomysł, że chcesz zająć się bieganiem ultra?

Krystian Pietrzak: Zdecydowanie nie. Zanim zacząłem biegać maraton – co też wyszło przez przypadek – nawet nie wyobrażałem sobie, że istnieją takie dystanse. Studiowałem na AWF-ie w Warszawie, więc mam pojęcie o sporcie, bieganiu. Trenowałem wyczynowo sprint, stąd też zdawałem sobie sprawę, że gdzieś ten maraton jest i może kiedyś chciałbym go pobiec, ale nie było jakiegoś konkretnego celu. Teraz jest to już 8 lat tego typu biegania, jednak gdybyś 9 lat temu zapytała zapytała, czy przebiegnę maraton, prawdopodobnie bym Ci odpowiedział: „Maraton? Jako sprinter? Raczej nie.”

To rzeczywiście trochę się zmieniło.

Nigdy nie mów nigdy.

Krystian Pierzak

Fot. archiwum Krystiana Pietrzaka

No właśnie! Ale czy trzeba być aktywnym od dziecka – bo rozumiem, że u Ciebie zaczęło się to wcześnie – czy można jednak wystartować trochę później i mimo wszystko dojść do etapu, kiedy to bieganie jest rzeczywiście ulta?

Na sport nigdy nie jest za późno – na to nigdy nie było i nie będzie za późno. Twierdzę, ze każdy jest w stanie zrobić coś podobnego. Jest to oczywiście zależne od pewnych elementów. Mi pomogła moja wiedza, wykształcenie i pasja. Bycie sprawnym dzieckiem, sprawnym młodzieńcem i mężczyzną pomogło mi myśleć o tym, żeby robić coś takiego, jak maraton czy ultra. Co więcej, sam siebie do tego wykształciłem – nie mam trenera, a wszystkie moje osiągnięcia wynikały z tego, co ja sam już wiem na ten temat, z błędów, które sam popełniłem, z których wiele się nauczyłem.

Mimo wszystko jestem w stanie powiedzieć, że dla każdego możliwe jest zrobienie czegoś, co na początku wydaje mu się niemożliwe. Zależy to od punktu widzenia, ponieważ w mojej ocenie jest to kwestia pewnego wyobrażenia – czy jestem w stanie sobie wyobrazić, że to zrobię? Później jest to już tylko kwestia znalezienia do tego drogi albo osoby, która może w tym pomóc.

Wysłuchaj podcastu z Krystianem Pietrzakiem! Dowiesz się z niego znacznie więcej:

  • o trudnościach, z jakimi mierzy się biegacz ultra,
  • o emocjach związanych z 300-kilometrowym biegiem,
  • o początkach biegania – bo (podobno) każdy z nas może pobić własne wyobrażenia!

 


Krystian Pietrzak

Fot. archiwum Krystiana Pietrzaka

Krystian Pietrzak

Fot. archiwum Krystiana Pietrzaka

Zobacz też: Sport od najmłodszych lat – Diablo Włodarczyk: „Powinniśmy dziecko wspierać, popychać do przodu i służyć mu pomocą”

 

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

Alternatywka, czyli parę słów o języku młodych

Młodzieżowe Słowo Roku
Konkurs na Młodzieżowe Słowo Roku odbywa się od 2016 r.

Polacy nie gęsi, iż swój język mają. – napisał przed wiekami klasyk. Swój język ma też polska młodzież, o czym każdy rodzic wiedzieć powinien. Jeśli po powrocie z pracy słyszysz Eluwina! z ust dziecka, spokojnie – ono po prostu się wita. A Ty powinieneś/powinnaś przeczytać poniższy tekst.

Od 2016 roku Wydawnictwo Naukowe PWN organizuje konkurs na Młodzieżowe Słowo Roku. Jest wybierane przez internautów, a więc i nastolatki. Ich kreatywność zdaje się nie mieć granic: zastąpiły anglosaski weekend swojskim dwudzionkiem, wyrazu dzban używają w charakterze obelgi (o kimś tępym, mało rozgarniętym), a przymiotnik masny służy im do określenia czegoś fajnego lub… tłustego. Słowa zgłoszone do plebiscytu zostają przeanalizowane przez językoznawców, a sam konkurs ma na celu nie tylko zabawę. Z jednej strony dobrze świadczy o wyobraźni polskich nastolatków, z drugiej – stanowi odpowiedź na falę anglicyzmów przenikających do naszego języka.

Zobacz też: WOŚP vs. wyzwania!

Pociśnij (czytaj) dalej…

Spragnionych wiedzy na temat młodzieżowego slangu odsyłamy do internetowego słownika miejski.pl. Liczy setki, jeśli nie tysiące wyrazów. Nie każdy z nich wymaga szczegółowej definicji, bo np. taki zwyklak (ktoś nader przeciętny) ma na tyle przejrzystą budowę, iż mówi sam za siebie. Rodziców o bardziej socjologicznym zacięciu z pewnością zainteresuje fakt, że język dzieci dostosowuje się do obrazu współczesnego społeczeństwa. Jesteś mamadżerką (młodą matką na stanowisku menadżerskim)? Nic, tylko pogratulować! Nie lubisz, gdy twoja pociecha spędza długie godziny z telefonem w ręku, więc dajesz jej szlaban? A czy sama przypadkiem nie cierpisz na smartficę (chorobliwe uzależnienie od telefonu komórkowego)? Pamiętaj – bierze przykład z ciebie.

Zobacz też: Świąteczna depresja

…i nie lachaj się (nie śmiej się) z nas

Jak wydać, młodzież jest wrażliwa na zmiany zachodzące w naszym otoczeniu. Ukuła nawet nieco kpiarskie określenie odjaniepawlić, którym niejako dystansuje się od kultu polskiego papieża i kościoła w ogóle. Na podstawie przytoczonych wyrazów łatwo wysnuć wniosek, iż powinniśmy ostrożnie oceniać język nastolatków. To prawda, że bywa kąśliwy, a nawet wulgarny w odniesieniu do rzeczywistości. Ale to właśnie my, ludzie dojrzali, ją kształtujemy. Dzieci są bardzo świadome. Prześmiewczo odnoszą się do wyścigu szczurów i kwestii politycznych. Słysząc młodzieżowy slang, możemy wzruszyć ramionami: jakie to dziwaczne i głupie. Tyle tylko, że on jest jak zwierciadło, w którym odbija się nasz świat – świat dorosłych.

Bartosz Jaster

Absolwent Uniwersytetu Warszawskiego, pasjonat i badacz historii, miłośnik literatury faktu. Członek Fundacji Rozszczepowe Marzenia, niosącej pomoc dzieciom z wadami wrodzonymi.

Oparzenie – co o nim wiedzieć i jak pomóc ratować innych?

oparzenie

Oparzenia i pojawiające się po ich blizny to problem dotyczący wielu osób. Osób, które nieraz zmagać się muszą z ogromnym bólem, ograniczeniami w poruszaniu się, rozwoju (jeśli do wypadku dojdzie we wczesnych latach życia), nieraz problemami finansowymi, ponieważ rehabilitacje i potrzebne operacje zabierają wiele środków, a także trudnościami na tle psychicznym. Warto wiedzieć więc o oparzeniach jak najwięcej!

Do oparzenia dojść może na wiele sposobów. Zwykle jego przyczyną jest wysoka temperatura, uraz termiczny, wpływ substancji chemicznych, silnego tarcia czy prądu. Co ważne, są to szczególnie częste urazy wśród dzieci – dane wskazują, że najczęściej ulegają im dzieci poniżej 5. roku życia.

Zobacz też: Odwodnienie u dzieci – jak działają rotawirusy [INFOGRAFIKA]

Oparzenia – objawy, rozpoznanie, skutki

W kontekście sposobu postępowania oraz ewentualnego dalszego leczenia, szczególnie ważny jest stopień poparzenia – stosujemy do tego odpowiednią, czterostopniową skalę:

  • I Stopień– oparzenie powierzchowne (objawy to zaczerwienienie oraz intensywny ból)
  • II Stopień – oparzenie pośredniej grubości (poza intensywnym bólem pojawiają się pęcherze wypełnione płynem surowiczym)
  • III Stopień – oparzenie pełnej grubości (skóra staje się twarda i woskowata, nie obserwuje się jednak bólu, co jest wynikiem uszkodzenia nerwów)
  • IV Stopień – oparzeniu ulegają głębsze struktury (występuje zwęglenie lub martwica tkanek, np. ścięgien i mięśni)

W pierwszym przypadku gojenie trwa około tygodnia, a po ranie nie pozostają blizny. Nie jest wymagane przy tym specjalistyczne wsparcie medyczne. W przypadku oparzenia II stopnia jest to już okres 2-3 tygodni, a jeżeli przebiega w prawidłowy sposób, również nie powinno skutkować trwałymi zmianami w wyglądzie skóry (jeśli oparzenie II stopnia przekracza 10 proc. powierzchni ciała, konieczna może być terapia w warunkach szpitalnych).

Zupełnie inaczej przebiega jednak proces gojenia oparzeń głębokich – zajmuje kilka tygodni, pozostają po nim trwałe ślady, czego konsekwencją mogą być przykurcze wymagające specjalistycznego leczenia (operacji, rehabilitacji etc.).

Jak reagować na oparzenia?

Podstawą jest zaopatrywanie poszkodowanej osoby w bezpiecznym miejscu – tak, by człowiek niosący pomoc był bezpieczny. Oparzenie w pierwszej kolejności należy schłodzić oraz poddać zabezpieczeniu przy pomocy sterylnego opatrunku (chłodzenie zimną wodą powinno trwać minimum 15 minut).

Jeśli zaś osoba płonie, należy ją położyć, co już samo w sobie powinno osłabić siłę działania ognia. W gaszeniu pomaga też przetaczanie poszkodowanego po ziemi, gaszenie kocem lub oblewanie wodą.

Pomóż zawalczyć!

Niestety, jak to zostało wyżej wspomniane, oparzeniom ulegają najczęściej małe dzieci. Tak też było w przypadku Basi, która w wieku 3 lat poparzyła się wrzącą wodą. Oparzenie objęło 40 proc. powierzchni ciała, a około 30 proc. stanowiły poparzenia III stopnia. Dziś dziewczyna jest nastolatką i potrzebuje kolejnych operacji, bowiem blizny ograniczają jej ruch i dalszy rozwój. Do tej pory przeszła dwie, lecz to wciąż nie koniec. Rodzice dzielnie walczą o jej zdrowie, zawalczmy i my! >>KLIK<<

oparzenie

Zobacz też: Rehabilitacja neurologiczna u dzieci – kiedy nasze pociechy potrzebują fachowej pomocy?

Źródła:

mp.pl

– Burzec, A., Mess, E.,  Ornat, M., Pirogowicz, I., Oparzenia u dzieci – rodzaje, ocena ciężkości oraz zasady postępowania. Współczesne Pielęgniarstwo i Ochrona Zdrowia Vol. 6, Nr 3 | 2017 [dostęp: 02.01.2020] LINK

Redakcja

Portal o rodzinie.

Jak blisko to zbyt blisko. Czy rodzice i dzieci mogą się przyjaźnić?

Parentyfikacja to odwrócenie ról - rodzic staje się zależnym dzieckiem – fot. 123rf

Matka zawsze najpierw kojarzy się z czułością, opieką i oddaniem dziecku. Takie skojarzenia ma każdy z nas, niezależnie od tego, czy matczynej opieki doświadczył, czy też nie. Swietłana Aleksijewicz w „Cynkowych chłopcach” pisze, że każdy z młodych żołnierzy na chwilę przed śmiercią lub w momencie największego cierpienia wzywał matkę.

Chcemy wierzyć, że matka będzie zawsze, że zawsze będzie zainteresowana i pomocna. A przecież nie zawsze tak jest.

Kultura dostarcza nam różnych przykładów matek, których zachowanie dalekie jest od opiekuńczego. Rafał, filmowy syn Krystyny Jandy z „Kochanków mojej matki” jest niedożywiony i zaniedbany, ale jego cierpienie jest znacznie bardziej dotkliwe. Oglądanie matki z kolejnymi mężczyznami jest stałą częścią jego dorastania. Joan Crawford sportretowana w  „Najdroższej mamusi” jest narcystyczna, być może nawet psychotyczna, a na pewno okrutna wobec swoich dzieci. Porzuca je emocjonalnie, wpada w furie, jej dzieci nigdy nie mogą poczuć się bezpiecznie przy matce, która nie ma żadnej kontroli nad swoimi emocjami.

Różne formy zaniedbania

Ale są też innego rodzaju nadużycia wobec dzieci, znacznie mniej drastyczne, a jednak skutkujące poważnymi konsekwencjami. Zaniedbanie, którego doświadcza wiele dzieci wiąże się z tym, że są niewidziane. Oznacza to, że ich potrzeby są nie dostrzegane zupełnie lub błędnie rozumiane. Bywa, że matki są nadmiernie krytyczne wobec dzieci lub mają oczekiwania nieadekwatne do ich możliwości. Czasami rodzice mają wyobrażenia, że dzieci są zbyt małe, by coś rozumieć lub też, że z pewnymi sytuacjami radzą sobie lepiej niż dorośli. Może się wydawać, że najważniejsze to zapewnić dziecku opiekę, fizyczną obecność dorosłego, które zadba o jego podstawowe potrzeby. Jednak poważnym zaniedbaniem wobec dziecka jest na przykład przenoszenie go z miejsca na miejsce, wspieranie się pomocą ze strony zmieniających się dorosłych, nieznanych dziecku.

Czasami rodzice wymagają od dzieci dowodów miłości, przywiązania lub też chcą zmusić dzieci do posłuszeństwa. Robią to często w bardzo manipulacyjny sposób. Czasami bardzo już dorośli ludzie opowiadają, jak mama „umierała” na ich oczach, kiedy byli niegrzeczni czy chcieli coś osiągnąć, jak chorowała, bo dziecko zachowywało się w sposób, którego nie mogła znieść.

Zobacz też: Matki i córki – trudne relacje

Matki i córki

Relacje matki i córki jest specyficzna. Córka patrząc na matkę uczy się różnych życiowych ról. Jeśli ta relacja jest wystarczająco dobra, to różnego rodzaje niepowodzenia, rozczarowania i zawody można zaakceptować. Ale jeśli nie, to nie tylko będzie to trudna relacja, ale również odnalezienie się w roli kobiety, matki, żony, czy przyjaciółki będzie dla córki trudne. Odrzucając matkę, może również odrzucić siebie w różnych rolach.

Tym, co chroni córki przed różnymi formami nadużyć ze strony matki są granice. Wiele kobiet zna uczucie, kiedy matka zwierza się jej z problemów z mężem, a jej ojcem. Wiele kobiet regularnie odbiera telefony od matek narzekających na swoich mężów, płaczących z bezsilności, przeklinających każdy dzień z nim spędzony. Słuchają jak ich matki cierpią, ale też są wciągane w intymną relację rodziców, do której nie chcą i nie powinny mieć takiego dostępu.

Jest to dość częsty sposób, w jaki granice pomiędzy matkami i córkami mogą zostać zachwiane. Co też tym trudniej zauważyć, że dzieci, nawet już bardzo dorosłe chcą pomagać swoim rodzicom, chcą by czuli oni się możliwie jak najlepiej, nawet jeśli odbywa się to ich, dzieci, kosztem.

Dziecko jako przedłużenie rodzica

Rodzice szczególnie narcystyczni traktują swoje dzieci jako przedłużenie siebie. Oczekują, że dzieci będą zachowywały się w określony sposób, miały określone osiągnięcia i przede wszystkim nieustannie odpowiadały na potrzeby rodzica. Narcystyczna matka może dawkować swoją miłość i zainteresowanie dzieckiem w zależności od tego, jakie ma ono osiągnięcia lub wycofywać się z relacji, jeśli na przykład dziecko zechce realizować swoje potrzeby. Może posunąć się do różnych, najbardziej skrajnych manipulacji, żeby uzyskać to, czego chce. Bycie blisko z takim rodzicem często skutkuje utratą poczucia własnej wartości, a nawet poczucia, kim się jest i czego się pragnie. Nawet kiedy narcystyczny rodzic wycofuje się z życia dziecko, ponieważ ono dorasta, jest ciągle obecny w kolejnych relacjach. Nadal szuka się pochwał, nadal jest się przekonanym, że na miłość trzeba zasłużyć, podobnie jak na bycie widzianym i słyszanym.

Zobacz też: Czy dobrze zrobiłam? Czyli o tym, że można żałować decyzji o macierzyństwie

Odwrócenie ról

Czasami rodzice szczerze kochają swoją dzieci. Zdają się robić wszystko, by o nie dbać, ale jednocześnie nie są zdolni podejmować pewnych decyzji, nie potrafią zadbać o siebie samych, czasem nawet na bardzo podstawowym poziomie. Są bardzo nieporadni i nieszczęśliwi, a jednocześnie nie potrafią pomóc sobie inaczej niż korzystając ze wsparcia ze strony dziecka. Przejmuje ono wówczas rolę pocieszyciela, opiekuna, doradcy. Zajmuje się na przykład chorym rodzicem lub też wysłuchuje smutków depresyjnej matki.

Na pozór w tego typu rodzinach relacje mogą wydawać się poprawne i bardzo bliskie. Dziecko może zdawać się być nadmiernie dojrzałe, ale jednocześnie otrzymuje z tego powodu liczne pochwały. Jest utrzymywane w tej pozycji. Sytuacja taka wiąże się z odwróceniem ról w rodzice – rodzic w jakimś sensie staje się zależnym dzieckiem, a rzeczywiste dziecko staje się dorosłe. Zjawisko to nazywa jest w psychologii parentyfikacją. Osoby, które parentyfikacji doświadczyły często przez całe życie zmagają się z rolą pocieszyciela i ratownika, gdziekolwiek pójdą i w jakiejkolwiek relacji z drugim człowiekiem się znajdą.

Pomiędzy rodzicami i dziećmi nie ma równości. Jakkolwiek byśmy tego pragnęli, niezależnie od tego, jak bardzo chciałoby się blisko ze ojcem czy matką, granice pomagają nam zyskać zdrową niezależność. Rodzice natomiast zawsze pozostaną rodzicami i zawsze w relacji z nimi będzie rodzaj zależności. Inaczej niż w przyjaźni. W relacji z przyjacielem obie strony mają podobne prawa, oczekiwania, wyobrażanie, możliwości.

Katarzyna Mirecka

psycholożka i psychoterapeutka, absolwentka Uniwersytetu Nottingham. Ukończyła 4-letnie całościowe szkolenie psychoterapeutyczne w Instytucie Analizy Rasztów. Pracuje z osobami dorosłymi, dziećmi i młodzieżą, indywidualnie oraz grupowo. Od 2015 roku związana z magazynem Chcemy Być Rodzicami