Przejdź do treści

Rozwód czy trwanie w trudnym małżeństwie? Poznaj perspektywę dziecka

Czasami małżeństwo się nie udaje, pomimo prób i starań. Ludzie do siebie nie pasują, nie są ze sobą szczęśliwi, a czasami szczerze się nie znoszą. Albo gorzej. Dla dorosłych, którzy w dniu ślubu mieli dla siebie przynajmniej ciepłe uczucia, rozwód jest porażką. Nawet, jeżeli jest chciany i wyczekiwany. Jest widocznym dowodem na to, że coś ważnego się nie udało. Jeśli w małżeństwie są dzieci, jest jeszcze trudniej. Większość rodziców tkwiących w trudnych małżeństwach zmaga się z pytaniem, co jest dla dzieci lepsze, co zrobi im mniejszą krzywdę – bycie razem pomimo wszystko, czy rozwód.

Decyzja o zakończeniu związku nigdy nie powinna być podejmowana pochopnie. Tym bardziej, kiedy w grę wchodzi dobro dzieci. Czy więc można jednoznacznie powiedzieć, co jest dla dzieci lepsze?

Na linii ognia

Pewien terapeuta opowiadał na seminarium o swojej 14-letnej pacjentce, która zobowiązała go do rozmowy z jej rodzicami i namówienia ich na rozwód. To był jej warunek, bez którego nie chciała kontynuować terapii. Terapeuta był zdziwiony do czasu, kiedy faktycznie spotkał się z rodzicami dziewczynki i na własne oczy zobaczył, jak się wobec siebie zachowują, jak bardzo są raniący i jak nie do wytrzymania jest pięć minut w ich towarzystwie.

Dzieci wychowywane w rodzinie niekoniecznie przemocowej, ale pełnej napięcia, krzyku lub niewyrażonej wprost agresji, czują i widzą nieszczęście swoich rodziców. Czują brak bliskości, intymności, wsparcia. Widzą mniej lub bardziej zaciętą walkę. Nawet najmniejsze dzieci, niemowlęta, czują świat wokół nich.

Dodatkowo, dzieci czują się odpowiedzialne za to, czego doświadczają ich rodzice i co dzieje się w ich rodzinie. Jeśli rodzice się kłócą, dziecko może pomyśleć, że to przez niego. Jeśli na siebie krzyczą, może sądzić, że zrobiło coś złego. Można się zastanawiać, jaki sens ma w takiej sytuacji podtrzymywanie rodziny dla „dobra” dzieci.

Dla rozwoju dziecka przebywanie w środowisku przepełnionym napięciem lub agresją nie pozostaje bez skutków. W psychologii mówi się o tym, że dziecko internalizuje swoich rodziców. To znaczy zawiera cechy każdego z nich w sobie, ich relacje, sposób funkcjonowania i wchodzenia w interakcje z ludźmi. Jeśli rodzice są w ciągłym konflikcie, dziecko ten konflikt zinternalizuje. Może chcieć być blisko ludzi, ale nie będzie potrafiło. Będzie potrzebowało bliskości, ale będzie ją odrzucać. Jeśli na przykład sytuacja w rodzinie jest taka, że ojciec jest agresywny, krzyczy, odzywa się obraźliwie do matki, która z kolei pozostaje bierna i zdaje się w pokorze znosić obelgi, można mieć pewne przypuszczenia, jak będzie funkcjonować dziecko takiej pary. Pewnie będzie miało trudność w tworzeniu relacji; będzie się spodziewało ataku (ojciec), z którym nie będzie sobie potrafiło poradzić (jak matka).

Emocje

Bez wątpienia życie emocjonalne dzieci cierpi na skutek dorastania w rodzinie nieszczęśliwej, przemocowej lub istniejącej tylko z poczucia obowiązku. Dorośli pochodzący z tego typu rodzin cierpią z powodu depresji, zaburzeń osobowości, dystymii, które często leczą sami za pomocą alkoholu lub środków odurzających. Wcześnie uczą się, że w gruncie rzeczy nie mają na kogo liczyć, ponieważ rodzice są zajęci własnymi problemami. Dzieciństwo takich osób nie trwa zbyt długo; często muszą przedwcześnie dorosnąć, żeby na przykład zająć się emocjonalnie słabszym rodzicem lub młodszym rodzeństwem.

Bliskość i intymność

Dzieci wychowane przez walczących ze sobą rodziców nie ufają bliskim relacjom. Intymność kojarzy się z konfliktem, niechęcią, walką, intymność jest w ich doświadczeniu z zasady dysfunkcjonalna. Oznacza też, że nie można się bronić. W dorosłości unikają więc sytuacji, kiedy są bezbronni, nawet jeśli oznacza to brak bliskich relacji.

Przed decyzją o rozwodzie

Decyzja o rozwodzie prawie nigdy nie jest łatwa. Nawet bardzo złe małżeństwa miały dobre momenty, między dwojgiem ludzi istniała jakaś więź i najważniejsze- była nadzieja na coś wspólnego. Zanim więc podejmie się decyzję o rozstaniu, warto podjąć wszystkie kroki, które pozwolą upewnić się w decyzji lub zrezygnować z niej. Możliwości jest kilka.

Terapia małżeńska

Termin jest nieco mylący, ponieważ w gruncie rzeczy chodzi o terapię pary, bez względu na to, czy jest to związek zalegalizowany lub sakramentalny. Jest to zwykle pierwszy krok, który wykonuje się w sytuacji konfliktu lub zagrożenia rozpadem związku. Terapia stwarza przestrzeń, w której można bezpiecznie rozmawiać o istniejącej sytuacji, można dojść do źródeł konfliktu oraz znaleźć sposoby jego rozwiązania. Albo też…podjąć świadomą decyzję, że dalej wspólnie nie można iść. Jeśli nawet taka byłaby decyzja, w terapii można szukać sposobów, by ograniczyć straty w procesie rozstawania. Rodzicom, którzy mają przestrzeń dla siebie, miejsce w którym mogą swobodnie i otwarcie rozmawiać, łatwiej też będzie wspierać dzieci w procesie rozstawania.

Terapia nie daje gwarancji, że uda się utrzymać związek, ale pomaga podjąć świadomą decyzję i zminimalizować koszty, które trzeba ponieść.

Terapia indywidualna

Wchodząc w związek wnosimy doświadczenie wszystkich wcześniejszych relacji, pamięć o relacji z rodzicami oraz relacji naszych rodziców. Na fali uniesienia, miłości i nadziei łatwo o tym zapomnieć. Zwykle jednak w którymś momencie wspomnienia, które ciągle są w nas  żywe, wracają. W związku zaczynają być powtarzane te same mechanizmy, które kiedyś obserwowaliśmy i które nauczyliśmy się w stosować w życiu. Terapia indywidualna może wówczas pomocna w oddzieleniu tego, co było od tego, co jest teraz.

Grupy wsparcia

Są to mniej popularne i dostępne formy wsparcia, ale również bardzo ważne. W grupie przede wszystkim zyskujemy poczucie, że nie jesteśmy sami, że ktoś inny też przez to przeszedł i wyszedł z tego suchą stopą, że rozwód można przeżyć, że dzieci nie muszą być naznaczone na całe życie. To cenne źródło wiedzy i ulgi.

Rozwód nigdy nie jest łatwym doświadczeniem, ale też nie musi nim być małżeństwo. Jeśli są dzieci, trzeba brać pod uwagę ich dobro. Czy lepsze będzie dla nich rozwód czy trwanie w kiepskich związku to już sprawa indywidualna. Trzeba sporo czasu i poszukania w sobie uczciwej odpowiedzi.

Katarzyna Mirecka

psycholożka i psychoterapeutka, absolwentka Uniwersytetu Nottingham. Ukończyła 4-letnie całościowe szkolenie psychoterapeutyczne w Instytucie Analizy Rasztów. Pracuje z osobami dorosłymi, dziećmi i młodzieżą, indywidualnie oraz grupowo. Od 2015 roku związana z magazynem Chcemy Być Rodzicami

Dlaczego musimy sprzątać?

Dlaczego musimy sprzątać?
Co roku chcemy zaczynać coś od nowa. Dlatego zaczynamy od sprzątanie najbliższego świata. – Fot. Pixabay

Dlaczego ciągle męczy nas przymus sprzątania i to szczególnie na wiosnę? Czy uporządkowanie przestrzeni jest ważne i czy warto stać się minimalistą? Psycholog Bianca Beata Kotoro odpowiada na pytania.

Dlaczego tak bardzo zależy nam na posprzątaniu naszej przestrzeni na wiosnę?

Co roku chcemy zaczynać coś od nowa. Dlatego zaczynamy od sprzątanie najbliższego świata czyli przestrzeni, w której przebywamy. Jest to głęboko zakorzenione i bardzo potrzebne. Pytanie tylko, czy robimy to umiejętnie, ponieważ nie chodzi tylko o posprzątanie, tylko takie uporządkowanie tej przestrzeni, żeby mobilizowało nas do tego,, żeby to utrzymywać”.

Żeby za rok znowu nie obudzić się w tym samym miejscu – z nadmiarem rzeczy i podobnym bałaganem.

Nie jest to wbrew pozorom takie łatwe, ponieważ jesteśmy nauczeni sprzątania, gdzie musimy coś odkurzyć, poprzekładać, wytrzeć kurze, a nie bardzo umiemy świadomie pozbywać się rzeczy, których nie potrzebujemy. Dużo osób ma syndrom zbieracza, a panuje przecież kult dobrobytu, że dobrze jest mieć. Dużo.

Czasy i przebywanie w galeriach handlowych sprzyjają obrastaniu w rzeczy.

Tak, nabywamy je pod wpływem impulsu emocjonalnego, pod hasłem, że inni to mają, to i my musimy to mieć. Nie zastanawiamy się nad energetycznością przedmiotu, który kupujemy. Nie zadajemy sobie nawet pytania, czy on nam się podoba, czy wywołuje w nas radość. Wymieniamy stare, a dobre – na nowe, bo coś nam się znudziło albo zobaczyliśmy w reklamie. Z jednej strony mówi się o kwestiach dbania o środowisko, a z drugiej znikają usługi najróżniejszego typu – szewc, poprawki krawieckie, naprawy sprzętu – są na wymarciu.

Taniej kupić.

Nie staramy się nawet naprawiać, a jeśli nie dbamy o przedmioty, to jednocześnie uczymy się też, że nie ma co naprawiać innych rzeczy, na przykład relacji, skoro możemy je wymienić na nowe.

Przebija się skandynawski czy japoński minimalizm. Niektórzy chcą tak żyć.

Byłabym daleka od minimalizmu, skoro uwielbiamy płyty, zdjęcia, książki, figurki z podróży…

30 książek wg Marie Kondo?

Marie Kondo mówi w swoich programach i pisze w książkach –co jest mi bardzo bliskie – żeby posegregować przedmioty i zostawiać te, które lubimy, które są nam potrzebne, ale do których mamy także pozytywne nastawienie . Przedmiot wywołuje dane konotacje emocjonalne – na przykład od kogo i kiedy go otrzymaliśmy, lub dlaczego go nabyliśmy, przypominamy sobie, w jakiej wtedy byliśmy sytuacji życiowej, co z nami się działo.

Ale jak nam się zbije później ta filiżanka, którą dostaliśmy od brata, to rozpacz i bardziej boli.

Tak, ale mamy w swoim otoczeniu też inne rzeczy, które sprawiają nam radość. I to absolutnie nie chodzi o ich wyjątkowość . To nie muszą być luksusowe dary od prababci czy pradziadka. Ten komplet od kawy lubię, korzystam z niego, ale te dwa inne stoją i się kurzą. Mogę przecież zapytać znajomego, czy nie potrzebuje. Jest dużo miejsc, gdzie można to oddać – niech to trafi do ludzi, którzy się ucieszą tym drobiazgiem. Więc jeśli nasze myślenie idzie torem – robimy porządki wiosenne i musimy koniecznie wyrzucić dużo rzeczy – to nic dobrego z tego nie wyniknie.

No tak, bo wtedy wchodzimy do garderoby i musimy wyrzucić sukienkę, której nie miałyśmy na sobie dwa lata… I robi nam się smutno.

Niektórzy głoszą tę metodę, że jeśli jakiejś rzeczy nie nosiliśmy rok czy dwa, a jeżeli już trzy, to absolutnie się jej pozbywamy. Ale jeżeli to jest taka rzecz, którą lubimy i może jest szansa, że ją przerobimy albo schudniemy czy przytyjemy za moment, to jej nie wyrzucajmy. Tylko odłóżmy na górną półkę i przy segregowaniu stosujmy zasadę – zostawiam rzeczy, które sprawiają mi szeroko rozumianą radość. I mam przyjemność w ich posiadaniu. Wtedy pozbywamy się całej reszty – wyrzucamy na przysłowiowy śmietnik, ale niech to będzie miejsce, z którego ktoś, kto potrzebuje będzie mógł sobie te rzeczy wziąć, skorzystać z nich. Nam to nie jest potrzebne, ale innym może się bardzo przydać.

To jak sprzątać?

Na początku warto posegregować rzeczy tematycznie. Na przykład wszystkie ręczniki niech leżą w jednym miejscu, czy to będzie łazienka, sypialnia czy przedpokój. Wszystkie buty, wszystkich domowników w jednym miejscu. W danej szufladzie będą rzeczy tylko papiernicze – kredki, farby, długopisy.

Ułatwiamy sobie życie.

Tak, później łatwiej będzie je znaleźć, nie stracimy energii na szukanie. Te nasze metody sprzątania „po troszeczku” nie za bardzo się sprawdzają. Powinniśmy raczej przed rozpoczęciem skupić się na myśli – dzisiaj zajmuję się tylko bielizną, segreguję ją i umieszczam w jednym miejscu – najlepiej wyrzucić wszystko na łóżko, bo wtedy mamy ogląd całości i jestem w stanie dać sobie z tym radę. To na początku wydaje się trudne, ale ludzie, którzy zaczęli to robić i przeszli ten etap, zdecydowanie lepiej potrafili skupić się na relacjach i pracy. Ponieważ każdy z nas pewnie, a przynajmniej dobre 90% ma taki objaw, że kiedy mamy coś ważnego do zrobienia – mam do napisania artykuł, muszę przygotować się do egzaminu…to zaczyna sprzątać i nie zajmuje się tym co ważne na dana chwilę. A tak nie będzie wymówki i ucieczki.

Muszę zapłacić rachunki i nie robię tego teraz. A kiedy to już za mną, przychodzi ulga…

Właśnie. Uzależniamy się od adrenaliny i potrzebujemy tego ciśnienia. Jest jeszcze grupa ludzi, która odkładając coś ważniejszego na później, przykrywa to myśleniem: „teraz tego nie zrobię, bo muszę posprzątać, okna przetrzeć…”

Ugotować zupę…

I kiedy uda nam się zrobić tę ważną rzecz, to już odchodzi się od sprzątania i innych rozpraszaczy. To tylko pokazuje, jakim to jest kamuflażem. Ludzie, którzy nauczyli się porządkować swoją przestrzeń, zdają sobie sprawę, że muszę skupić się na jednej rzeczy. Czyli napisać artykuł czy zapłacić te rachunki, bo już nie mają innej wymówki.

Czyli jak mam bałagan i przez niego nie mogę się skupić, to nie jest to dobre?

Nie, bo musisz go uporządkować. I jak to zrobię, że chętnie usiądę do pisania? Nie chodzi o chętnie, tylko nie będziemy mieć tej alternatywy, co możemy innego „ważnego” zrobić. W praktyce znaczy to tyle, że możemy zmierzyć się z tym, że robimy sobie takie skoki adrenalinowe, od których się uzależniamy, w przesuwaniu pewnych czynności i maskowaniu tego.

Jak to zaplanować?

Wbić do kalendarza czy zapisać, w jakich godzinach pracujemy – a potem co dziennie 3 godziny, a w weekend nawet 7-8 godzin to segregowanie i porządkowanie. Każdy ma swój sposób, swoją metodę, ale zdecydowanie musi być plan, którego powinniśmy się trzymać. Musimy odczarować mit, bo kiedy usłyszymy hasło „wiosenne porządki” to widzimy kolejne 3-5 dni wypełnione sprzątaniem. A prawda jest taka, że jeżeli chcemy 50-60 metrowe mieszkanie posprzątać i posegregować to zajmie to nam około miesiąca. Trzeba sobie dać tę przestrzeń, że to nie będzie tak szybko. Z tym porządkowaniem to jest tak, że jeśli sobie zaplanujemy segregowanie przestrzeni zewnętrznej, żeby skupić się na tej wewnętrznej, to musimy przyjrzeć się swoim przekonaniom, które mamy na temat rzeczy, dbania o przedmioty, porządkowania. Bo oczywiście ta granica, w której traktuje się dom jak muzeum, jest bardzo cienka. Żeby była jasność – ten dom ma być do mieszkania. Zastanowić się, skąd mamy nawyki dotyczące sprzątania – czy przejęliśmy je od mamy czy od babci. Jak to przekonanie, że w sobotę zawsze trzeba sprzątnąć mieszkanie.

A najlepiej zacząć od piątku.

Tak, a jeśli tego nie zrobię, to mam wyrzuty sumienia. Bez zajrzenia w głąb siebie nie ruszymy do przodu, bo będzie to blokada, która na to nie pozwoli. Warto, tak jak przyroda się odradza, iść za tym cyklem, abyśmy mogli zrobić nasze wewnętrzne odrodzenie. Żebyśmy nie mówili sobie: teraz muszę posprzątać – i to jest okropne, straszne i wisi nade mną, to kara za bycie dorosłym. Z takim nastawieniem to się nie uda. Powinniśmy je robić z myślą, że są one do zrobienia, i będziemy mieli z tego korzyść, a nie uciemiężenie.

Jednym słowem to krok do dalszej drogi. A jak nauczyć nasze dzieci radzenia sobie ze sprzątaniem, żeby nie miały traumy.

Jeśli dzieci wychowują się w domu, w którym dba się o porządek, to będą umiały go utrzymać. Ja bym nie mówiła do 3-latka „ale masz tutaj bałagan, trzeba posprzątać”, tylko raczej, „kiedy wstajemy i idziemy myć ząbki, to tak samo powinniśmy wygładzić pościel, ułożyć ją”. Po zabawie mówimy: „a teraz bawimy się w układanie w pudełku, na półce”. Wszelkie badania pokazują, że jeśli było to zaszczepione od najmłodszych lat, to ten nawyk zostaje. Nawet jak w okresie nastoletnim mamy wrażenie jako rodzice, że nie. Modelowania poprzez naszą postawę jest kluczowe. Ważne jest, żeby dzieci dostawały dobry przekaz dotyczący sprzątania czy segregowania. To nie ma być kara.

Ekspert

Bianca Beata Kotoro
Psychoseksuolog, psychoonkolog, terapeuta, psycholog społeczny. Wykładowca na uczelniach wyższych i Uniwersytetach III Wieku. Dyrektor Instytutu Psychologiczno- Psychoseksuologicznego Terapii i Szkoleń „Beata Vita” w Warszawie, gdzie prowadzi terapię oraz szkolenia. Autorka m.in. programu ogólnopolskiego dla młodzieży: „100 % MNIE BEZ ZAGŁUSZACZY” oraz projektu dla kadry i rodziców „Ważne Sprawy Przedszkolaka” czy „Trudne tematy dla mamy i taty”.

 

 

 

Iza Farenholc

Dziennikarka i redaktorka. Pracowała jako redaktor naczelna w magazynie dla rodziców Gaga oraz współpracowała m.in. z magazynami Zwierciadło, Twój Styl, Sens, Glamour - materiały psychologiczne, recenzje książkowe, muzyczne i filmowe, wywiady, reportaże z podróży.

Rozdrażnienie, apatia, problemy z koncentracją – to może być objaw boreliozy?

Objawy boreliozy
fot. CM Damiana

Kleszcze to pajęczaki niezwykle niebezpieczne dla naszego zdrowia. „Niewinne” ukąszenie może doprowadzić do chorób, do których należą m.in. odkleszczowe zapalenie mózgu oraz borelioza. Choroby te mogą dawać bardzo niespecyficzne objawy m.in. powodować apatię, pogorszenie nastroju czy ogólne osłabienie organizmu. W którym momencie te „powszechne” dolegliwości powinny skłonić nas do wizyty u lekarza? Zapytaliśmy eksperta – lek. med. Joannę Pietroń, internistę z Centrum Medycznego Damiana.

Uważaj na kleszcze!

Marzec i kwiecień to miesiące w których, po okresie zimowym, przyroda budzi się do życia. Pojawiają się pierwsze cieplejsze dni, a my częściej opuszczamy domowe zacisze, aby delektować się promieniami słonecznymi, których tak bardzo nam brakowało. Spotkania towarzyskie na świeżym powietrzu, jazda na rowerze, długie spacery po lesie…

Poza oczywistymi korzyściami tak spędzanego wolnego czasu, musimy jednak pamiętać o środkach bezpieczeństwa i ochrony przed kleszczami, których okres aktywności rozpoczął się już w marcu. Atakują one te części naszego ciała, które pokryte są cienką i delikatną skórą (pachwiny, kolana, głowę w okolicy włosów).

Zazwyczaj nie zdajemy sobie nawet sprawy, że zostaliśmy „zaatakowani”, ponieważ moment ukłucia jest całkowicie bezbolesny (kleszcze wytwarzają substancję znieczulającą naszą skórę). Dlatego, wybierając się na spacer np. do lasu, szczególną uwagę powinniśmy zwrócić na szczelne osłonięcie naszej skóry. W tym celu wybierajmy ubrania z długimi rękawami i nogawkami, skarpety naciągajmy na spodnie, korzystajmy z wyższych butów, a na głowę załóżmy czapkę z daszkiem lub kapelusz. Ponadto pamiętajmy, że zdecydowanie lepszym wyborem będą ubrania koloru jasnego, na których łatwiej zauważyć pełzające kleszcze.

Po powrocie do domu należy dokładnie obejrzeć ciało, a w razie znalezienia kleszcza, natychmiast go usunąć za pomocą plastikowego haczyka lub pęsetki. Pamiętajmy, że kleszcza należy usunąć w całości. Jeżeli nam się to nie uda, powinniśmy niezwłocznie udać się do lekarza – komentuje Joanna Pietroń, internista z Centrum Medycznego Damiana.

Miejsce ukąszenia również warto regularnie sprawdzać, a jakiekolwiek niepokojące symptomy (m.in. rumień powiększający się obwodowo, guzek, zaczerwienienie, obrzęk), które pojawiły się w następstwie ukąszenia, zgłosić podczas wizyty w gabinecie specjalisty. Kleszcza należy usunąć jak najszybciej z ciała, ponieważ ryzyko zakażenia boreliozą zwiększa się w sytuacji, gdy kleszcz przebywa w ciele ponad 24 godziny. Chociaż nie każdy kleszcz jest nosicielem chorób, wszystkie kontakty z nimi może być potencjalne zakaźne, ponieważ pajęczaki te przenoszą groźne choroby m.in. babeszjozę, anaplazmozę, bartonellozę, gorączkę Q, tularemię czy riketsjozę.

Zobacz też: Jak “zasada trzech minut” może wpłynąć na Twoją relację z dzieckiem?

Odkleszczowe zapalenie mózgu

Wymienione powyższej choroby, będące następstwem ukąszenia, stosunkowo rzadko występują w naszym kraju. Do najczęściej diagnozowanych należy m.in. odkleszczowe zapalenie mózgu (nazywane inaczej środkowo-europejskim lub wczesnoletnim).

Odkleszczowe zapalenie mózgu może rozwinąć się w naszym organizmie w ciągu 7-14 dni od momentu ukąszenia przez kleszcza. Najpierw pojawiają się tzw. „grypopodobne” objawy zwiastunowe, takie jak: gorączka, bóle głowy, mięśni i stawów, nudności, wymioty, biegunka.

U niektórych chorych po kilku dniach dobrego samopoczucia pojawiają się objawy zajęcia układu nerwowego. U większości osób istnieją dobre rokowania, jednak czasami choroba może doprowadzić do niedowładów kończyn lub zaburzeń czucia. U części pacjentów mogą pojawić się problemy z koncentracja i pamięcią.

Nie istnieje leczenie przyczynowe wirusowego zapalenia opon mózgowo-rdzeniowych, dlatego warto zadbać o profilaktykę – zachęcam wszystkich do wykonania szczepień przeciwko odkleszczowemu zapaleniu mózgu. Jej skuteczność po przyjęciu trzech dawek wynosi ok. 96 proc. – dodaje lek. med. Joanna Pietroń.

Zobacz też: „Moje dziecko nie lubi swojego ciała!” Jak możemy pomóc dzieciom w samoakceptacji?

Przesilenie wiosenne a borelioza – tak łatwo się pomylić

Inną częstą chorobą odkleszczową występującą w Polsce jest borelioza. Wywołana zostaje przez bakterię, dlatego istnieje możliwość leczenia przyczynowego. Jej charakterystycznym objawem jest tzw. rumień wędrujący, który pojawia się w ponad 50 proc. przypadków. W jaki sposób możemy zdiagnozować boreliozę u pozostałych pacjentów?

Borelioza to choroba, która często „ukrywa się” pod postacią objawów, często traktowanych jako chwilowy „spadek formy” czy symptomy tzw. przesilenia (np. wiosennego). Osoba zakażona przez kleszcza może bowiem odczuwać m.in. bóle głowy, stawów i mięśni, chroniczne przemęczenie organizmu, ogólny spadek nastroju, drażliwość, a podczas codziennych czynności trudno jej skupić się na wykonywaniu zadań (problemy z koncentracją).

Jak widzimy objawy te nie są „zarezerwowane” wyłącznie dla boreliozy. Warto jednak zaznaczyć, że borelioza nie od razu musi dawać widoczne objawy, a wykrycie choroby często następuje nawet po upływie kilku lat. Taki stan nazywany jest boreliozą późną, a jej leczenie jest wówczas zdecydowanie bardziej skomplikowane. Dlatego zawsze, kiedy staliśmy się celem ataku kleszcza i usuwaliśmy go z naszego ciała, należy zgłosić się do lekarza, który przeprowadzi badania przesiewowe w celu wykrycia ewentualnego zakażenia. Pamiętajmy, że im szybciej wykryjemy zakażenie, tym skuteczniej będziemy mogli je wyleczyć i to bez większego wpływu na stan naszego zdrowia. Wśród objawów przewlekłej boreliozy możemy wymienić m.in. dolegliwości neurologiczne, zapalenia stawów, mięśnia sercowego, czy nerwów czaszkowych. Mogą one utrzymywać się nawet przez kilka lat i to już po całkowitym wyleczeniu pacjenta. Po skończonej antybiotykoterapii leczy się je już objawowo– mówi lek. med. Joanna Pietroń, internista z Centrum Medycznego Damiana.

Zobacz też: Dlaczego zdecydowałam się na dziecko? Z pamiętnika młodej mamy

Ekspert

Lek.med. Joanna Pietroń

Lekarz internista w Centrum Medycznym Damiana w Warszawie

materiał prasowy

Materiał prasowy redakcja otrzymuje, gdy firmy, stowarzyszenia, fundacje i inne organizacje chcą poinformować naszych czytelników i czytelniczki o aktualnościach, wydarzeniach, eventach, nowych produktach czy konferencjach.

Jak rozmawiać z dzieckiem o seksie?

Jak rozmawiać z dzieckiem o seksie
Strachy i lęki wynikają z niewiedzy. – Fot. Pixabay

Nie da się ukryć, że to trudny temat. Ale jeśli będziemy wiedzieć, jak taka rozmowa ma przebiegać i jaką wiedzę możemy przekazać naszemu dziecku – w zależności od tego, w jakim jest wieku – tym łatwiej „przerobimy” wspólną lekcję. O szczegóły takiej rozmowy pytamy psycholożkę Biancę Beatę Kotoro.

Jak rozmawiać z dzieckiem o seksie?

Z dziećmi w jakim wieku?

Kiedy padnie pytanie. Kiedy zapyta 3-latek na przykład.

Z 3-latkiem nie rozmawiałabym o seksie i z 7-latkiem nadal jeszcze nie. Ale w kwestii rozwoju psychoseksualnego, szeroko rozumianego, o biologii, fizjologii, różnicach płciowych, jak najbardziej. Oczywiście dochodzi do tego jeszcze, co masz na myśli, kiedy mówisz seks – bo jeśli seks znaczy płeć w twoim pytaniu, to jak najbardziej.

Płeć, zdecydowanie.

Dzieci do 6-go roku są bardzo zmysłowe, bardzo cielesne, zadają dużo pytań – stąd dzisiaj w mediach to posądzenie o seksualizację małych dzieci. One są ciekawe świata, chcą poznawać go na każdym poziomie, chcą wiedzieć, co dzieje się z nimi, z ich ciałem. Jeśli my nie mamy tego kawałka poukładanego w sobie, to unikamy tematu i gubimy się. Do 6-go roku dużo się dzieje. Małe dzieci postrzegają płeć przez atrybuty – ubiór, fryzurę. Ważne, żeby wtedy wiedziały – nieważne jak wyglądam – ważne, że czuję się chłopcem lub dziewczynką.

Dla dzieci nie ma pytań tabu, jeśli rozmawiamy z nimi otwarcie.

Kiedy jesteśmy nago w łazience, w saunie, na basenie z dzieckiem, to ono nas obserwuje, patrzy i zadaje pytania – i to jest w porządku, musimy zaspokoić jego ciekawość, należałoby za nim podążać

A kiedy dziecko zacznie się wstydzić, albo my się wstydzimy?

To jest kwestia tego, że wstyd przed 11-go roku życia jest drukiem społecznym, a wstyd biologiczny pojawia się między 10 a 12 rokiem życia.

Zobacz też: Anja Rubik na czele rewolucji. Szykuje rzetelną edukację seksualną dla młodzieży

I wtedy właśnie zamykają nam łazienkę przed nosem.

Uważam, że należy to uszanować, oczywiście dwustronnie. Jeśli ustaliliśmy z dzieckiem, że nie wchodzimy do łazienki, kiedy ono tam jest, to oczekujemy tego samego od dziecka – to zasada, która ma działać – w ten sposób uczymy się nawzajem wspólnego poszanowania swoich granic. Za 5 czy 6 lat one się znowu odczarują z tego i przechadzanie się nago przed rodzicem będzie czymś normalnym.

Mamo, czy seks jest przyjemny – pyta 6 latek?

Tak, dla dorosłych ludzi, którzy się kochają, jest. Tylko ja bym się zastanowiła, skąd ono to słowo wzięło, co dla niego znaczy.

A jeśli dziecko zobaczy uprawiających seks rodziców?

No cóż, dla dziecka w wieku 5-7 lat, które nie było wcześniej nadużyte, nie oglądało pornografii – akt seksualny będzie odbierało jako akt agresji – w zależności, kto będzie aktywną stroną. Skojarzenie będzie jedno, dlatego trzeba będzie ten temat „przerobić” z dzieckiem na spokojnie – powiedzieć, że rodzice się bardzo kochają – ale tak jak dzieci się bawią, łaskoczą, całują –okazują sobie miłość właśnie w taki sposób. Rozmawiajmy o fizjologii, ale nie wkraczajmy w tłumaczenie aktu seksualnego.

Pomyśl tylko: rozmawiać z dziećmi o akcie seksualnym? No nie.

Rozmawia się przecież z przedszkolakami o akcie poczęcia

Tak, ale my, dorośli wrzucamy te pojęcia do jednego worka. Tłumaczymy: kiedy mama i tata postanowili cię mieć, to rozebrali się, przytulili, z siusiaka taty wydostały się takie ruchome nasionka, które weszły do dziurki mamusi i znalazły jajeczko.

To jest mechanizm, który nie ma nic wspólnego z kwestią aktu seksualnego, tylko czysta, techniczna przestrzeń i nie ma problemu, żeby ją dziecku przekazać. Jak ono będzie miało już wszystkie narzędzia, wiedzę i będzie wchodzić w okres dorastania – zacznie rozumieć pojęcia abstrakcyjne i metaforyczne – to wtedy będzie można mu zacząć dokładnie wyjaśniać pojęcia.

Ważne, aby dopasować to nasze tłumaczenie do etapu rozwoju dziecka.

Często spotykam się z rodzicami, którzy mówią, że nie widzą problemu żeby dziecku powiedzieć, jak dorośli uprawiają seks. Ja zawsze wtedy mówię ok, tylko żeby dziecko to zrozumiało. Bo ma zerojedynkowe postrzeganie świata, obrazowo przerzuca wszystkie słowa, które mówimy. I nie rozumie abstrakcyjnego i metaforycznego myślenia. To są trudności nie w sensie pruderii, tylko tego, żeby tłumaczyć dziecku pewne zjawiska adekwatnie do etapu rozwojowego.

Zobacz też Nastolatek w domu, czyli 6 najlepszych książek o dorastaniu

A kiedy dowiemy się, że dziecko obejrzało pornografię?

Musimy usiąść i porozmawiać. Przede wszystkim zdobyć informację, jaki to był konkretnie film. Nie wyciągać od dziecka, co widziało, tylko samemu go obejrzeć – czy to była kwestia trójkątów, czworokątów, dwojga ludzi, ludzi tej samej płci, czy przeciwnej, czy było to agresywne, z dziećmi, ze zwierzętami – to wszystko ma znaczenie, bo powinniśmy odnieść się do tych obrazów, które dziecko widziało.

Powiedzieć dziecku, że to tak nie wygląda, że sytuacja jest podobna do bajek, które ogląda. Że ludzie nie potrafią latać, a tam latają. I w filmach pornograficznych podobnie, rzeczywistość tak nie wygląda – to bardzo trudna rozmowa, ale zamiatanie tego pod dywan jest kiepskim pomysłem. Obraz już został wdrukowany i żeby dziecko z ciekawości nie sięgało po kolejne rzeczy, potrzebna jest mądrość dorosłego, który powie: nie tak to wygląda, to jest niefajne.

Powinniśmy wytłumaczyć, że są rzeczy tylko dla dorosłych, że trzeba odczekać, dorosnąć – po kolei dochodzić do kolejnych etapów. Musimy wziąć głęboki wdech i zmierzyć się z tym.

Dlaczego rodzice zrzucają odpowiedzialność na szkołę, nie rozmawiają z dziećmi? W szkole mojego syna WDŻ prowadzi katechetka….

Panuje jakieś takie społeczne przeświadczenie, że rozmowa o seksualności będzie pobudzać dzieci. Idąc tym tokiem myślenia, nie powinniśmy uczyć dzieci chemii, bo tworzymy potencjalnych terrorystów i zabójców. Wiedza powoduje, że dzieciaki się nie boją. Strachy i lęki wynikają z niewiedzy. I jeśli mamy sytuację, że pseudonaukowe hasła daje się społeczeństwu, takie na przykład, że rozmawianie o poczęciu powoduje, że dzieci będą bardziej rozwiązłe, to mamy obraz rzeczywistości. Wystarczy przecież popatrzeć na badania, które pokazują, że im większą wiedzę będą mieć nastolatki na temat seksu, tym mniej będą eksperymentować. Zawsze oczywiście znajdą się wyjątki, bo zawsze były. Jeśli zostawimy tylko stronę techniczną, bez rozmowy, to rezultaty będą opłakane.

Ekspert

Bianca Beata Kotoro
Psychoseksuolog, psychoonkolog, terapeuta, psycholog społeczny. Wykładowca na uczelniach wyższych i Uniwersytetach III Wieku. Dyrektor Instytutu Psychologiczno- Psychoseksuologicznego Terapii i Szkoleń „Beata Vita” w Warszawie, gdzie prowadzi terapię oraz szkolenia. Autorka m.in. programu ogólnopolskiego dla młodzieży: „100 % MNIE BEZ ZAGŁUSZACZY” oraz projektu dla kadry i rodziców „Ważne Sprawy Przedszkolaka” czy „Trudne tematy dla mamy i taty”.

Iza Farenholc

Dziennikarka i redaktorka. Pracowała jako redaktor naczelna w magazynie dla rodziców Gaga oraz współpracowała m.in. z magazynami Zwierciadło, Twój Styl, Sens, Glamour - materiały psychologiczne, recenzje książkowe, muzyczne i filmowe, wywiady, reportaże z podróży.

Dzieciaki do czytania! 10 książek na wiosnę

Dzieciaki do czytania
Chociaż zaczyna się wiosna i dzieci zaczną wreszcie spędzać więcej czasu na świeżym powietrzu, warto je przekonać, aby poświęciły 10 do 20 minut na codzienne czytanie. – Fot. Materiały prasowe

Chociaż zaczyna się wiosna i dzieci zaczną wreszcie spędzać więcej czasu na świeżym powietrzu, warto je przekonać, aby poświęciły 10 do 20 minut na codzienne czytanie. To pozwoli im na wyrobienie nawyku, który po krótkim czasie stanie się koniecznością. A książki, które polecamy, to nasz wiosenny wybór – świetne nowości!

I ty możesz zmienić świat. 42 inspirujące historie o niezwykłych dzieciach – Karolina Grabarczyk Wyd. Media Rodzina

Malala Yousafzai, Jan Mela, Jack Andraka, Bronisława Śmidowicz, Anna Frank, Thomas Edison.    To zaledwie kilkoro dzieci, spośród 42, które dokonały wielkich rzeczy, nie zważając na biedę, w której dorastały czy chorobę. W dzieciach tkwi olbrzymia siła, dlatego warto je inspirować od najmłodszych lat.

Gdy do domu przyszła za mną przyjaźń – Paul Griffin Wyd. Nasza Księgarnia

Niezwykła powieść, nagrodzona wieloma nagrodami. Historia Bena, chłopca który większość swojego dzieciństwa spędził w domu dziecka. Od życia ucieka w książki, uwielbia Gwiezdne Wojny i pewnego dnia przygarnia bezpańskiego psa, który odmieni jego życie. 8+

Zobacz też: Dzieciaki, jesteście wspaniałe! Poradnik dla dzieci (i nauczycieli)

Amelka Kieł – Laura Ellen Anderson Wyd. Literackie

Przygody niesfornej wampirzycy w świecie Nokturnii, w którym rządzi ciemność. Gdyby nie ten świat i charakterystyczne zęby, Amelka byłaby zwykłą dziewczynką, która nie lubi sprzątać pokoju, nie cierpi podłych potworów, ale uwielbia bawić się z przyjaciółmi i rozpieszczać Dyńkę. Pełna humoru gotycka opowieść o perypetiach trochę innej dziewczynki. Właśnie ukazał się 3 tom coraz bardziej lubianej opowieści. 7+

Widmo z Głogowego Wzgórza – Edward Fenton Wyd. Dwie Siostry

To książka dla wielbicieli kryminałów i historii o duchach, ukazująca się w serii Mistrz Ilustracji (tym razem Zbigniew Piotrowski). Tajemniczy list, który dostaje główny bohater James od swoich kuzynów Amandy i Obiego jest prośbą o pomoc. W domu na odludziu, do którego się przeprowadzili, dzieją się dziwne rzeczy, które oczywiście przydarzają się tylko dzieciom. To, co dzieci lubią najbardziej – wspaniale napisana historia z tajemnicą i dreszczykiem. +8

Sto godzin nocy – Anna Woltz Wyd. Dwie Siostry

Niemożliwe staje się możliwe dla Emilii December de Wit. Mimo tego, że ma dopiero 14 lat , po burzliwym skandalu związanym z ojcem, udaje jej się uciec z Amsterdamu do Nowego Jorku. Wymarzone miasto nie okaże się wybawieniem, tym bardziej, że uderzy w nie huragan Sandy – co złego może się jeszcze przytrafić niesfornej nastolatce? 10+

Sufrażystki i sufrażetki. Walka o równość – David Roberts Wyd. Egmont

Lektura obowiązkowa dla dziewczynek i chłopaków – równouprawnienie to gorący temat w naszym kraju, w którym 100 lat po przyznaniu praw wyborczych kobietom, ciągle niewiele zmienia się w myśleniu o ich samostanowieniu i prawie decydowania o własnym życiu. Te historie są dowodem na to, jak wielka była potrzeba wolności – i jak trudno było ją zdobyć. Dlatego trzeba ją chronić, a takie książki (wspaniałe wydanie!) przyczyniają się do tego. I wzmacniają. + 7

Zobacz też: Czytamy, czyli 10 rad jak wychować mola książkowego

Cześć Ziemio! – Anna Fiske Wyd. Dwie Siostry

Dzieci to uwielbiają! Wyszukiwanki uczą je spostrzegawczości i uważności, a do tego ćwiczą wzrok. Dużo się dzieje – to szalona podróż dookoła świata, która zaczyna się od listu w butelce, który wysyła Lajla z Dubaju. Czy komuś uda się go przeczytać? Kto kogo spotka? Co ważnego przytrafi się pewnym ludziom? Fascynujące! +3

Marzycielka – Jessie Burton Wyd. Literackie

Dwanaście księżniczek traci matkę, która ginie w wypadku samochodowym – jej pasją były szalone przejażdżki. To ona uczyła dziewczynki kochać naukę i cieszyć się wolnością. Kiedy jej zabrakło, ojciec król zakazuje księżniczkom oddychać pełną piersią, zamyka je w komnacie, aby oduczyły się żyć, tak jak chciały. Nie wie, że w pomieszczeniu jest przejście do innego świata. Co to za świat i co odnajdą w nim zagubione księżniczki? Przepiękna opowieść dla wszystkich, którzy wybierają własną drogę. Szczególnie dla dziewczynek. Mniejszych i większych. +7

No to gramy! Muzyczna awantura od Little Richarda do Björk – Marianna Oklejak Wyd. Egmont

Prawdziwa muzyczna encyklopedia dla małych wielbicieli muzyki – ciekawy zbiór ciekawostek. Zaczyna się od Bacha, a później jest już naprawdę rockandrollowo. Kogo tu nie ma! Rolling Stonesi, Beatlesi, Michael Jackson, Marianne Faithfull, Bob Dylan – jeśli przy okazji czytania będziemy puszczać dzieciom kawałki artystów, wyjdzie z tego niezła lekcja muzyki – na pewno lepsza niż w szkole! + 5

Paul, wychowany na paryskich przedmieściach zna tylko reguły miejskiej dżungli. Kiedy trafia na wieś przyroda go oczarowuje. Zajmuje się nim Borel, łowczy okręgu, ale chłopca bardziej fascynuje sprytny kłusownik, z którym się zaprzyjaźnia. Pewnego dnia spotyka potężnego jelenia. Pragnie ochronić go przed ludźmi i przypadkowo dowiaduje się prawdy o swoim pochodzeniu. Wspaniała historia nie tylko o miłości do natury. +8

Iza Farenholc

Dziennikarka i redaktorka. Pracowała jako redaktor naczelna w magazynie dla rodziców Gaga oraz współpracowała m.in. z magazynami Zwierciadło, Twój Styl, Sens, Glamour - materiały psychologiczne, recenzje książkowe, muzyczne i filmowe, wywiady, reportaże z podróży.