Przejdź do treści

Rozwód czy trwanie w trudnym małżeństwie? Poznaj perspektywę dziecka

Czasami małżeństwo się nie udaje, pomimo prób i starań. Ludzie do siebie nie pasują, nie są ze sobą szczęśliwi, a czasami szczerze się nie znoszą. Albo gorzej. Dla dorosłych, którzy w dniu ślubu mieli dla siebie przynajmniej ciepłe uczucia, rozwód jest porażką. Nawet, jeżeli jest chciany i wyczekiwany. Jest widocznym dowodem na to, że coś ważnego się nie udało. Jeśli w małżeństwie są dzieci, jest jeszcze trudniej. Większość rodziców tkwiących w trudnych małżeństwach zmaga się z pytaniem, co jest dla dzieci lepsze, co zrobi im mniejszą krzywdę – bycie razem pomimo wszystko, czy rozwód.

Decyzja o zakończeniu związku nigdy nie powinna być podejmowana pochopnie. Tym bardziej, kiedy w grę wchodzi dobro dzieci. Czy więc można jednoznacznie powiedzieć, co jest dla dzieci lepsze?

Na linii ognia

Pewien terapeuta opowiadał na seminarium o swojej 14-letnej pacjentce, która zobowiązała go do rozmowy z jej rodzicami i namówienia ich na rozwód. To był jej warunek, bez którego nie chciała kontynuować terapii. Terapeuta był zdziwiony do czasu, kiedy faktycznie spotkał się z rodzicami dziewczynki i na własne oczy zobaczył, jak się wobec siebie zachowują, jak bardzo są raniący i jak nie do wytrzymania jest pięć minut w ich towarzystwie.

Dzieci wychowywane w rodzinie niekoniecznie przemocowej, ale pełnej napięcia, krzyku lub niewyrażonej wprost agresji, czują i widzą nieszczęście swoich rodziców. Czują brak bliskości, intymności, wsparcia. Widzą mniej lub bardziej zaciętą walkę. Nawet najmniejsze dzieci, niemowlęta, czują świat wokół nich.

Dodatkowo, dzieci czują się odpowiedzialne za to, czego doświadczają ich rodzice i co dzieje się w ich rodzinie. Jeśli rodzice się kłócą, dziecko może pomyśleć, że to przez niego. Jeśli na siebie krzyczą, może sądzić, że zrobiło coś złego. Można się zastanawiać, jaki sens ma w takiej sytuacji podtrzymywanie rodziny dla „dobra” dzieci.

Dla rozwoju dziecka przebywanie w środowisku przepełnionym napięciem lub agresją nie pozostaje bez skutków. W psychologii mówi się o tym, że dziecko internalizuje swoich rodziców. To znaczy zawiera cechy każdego z nich w sobie, ich relacje, sposób funkcjonowania i wchodzenia w interakcje z ludźmi. Jeśli rodzice są w ciągłym konflikcie, dziecko ten konflikt zinternalizuje. Może chcieć być blisko ludzi, ale nie będzie potrafiło. Będzie potrzebowało bliskości, ale będzie ją odrzucać. Jeśli na przykład sytuacja w rodzinie jest taka, że ojciec jest agresywny, krzyczy, odzywa się obraźliwie do matki, która z kolei pozostaje bierna i zdaje się w pokorze znosić obelgi, można mieć pewne przypuszczenia, jak będzie funkcjonować dziecko takiej pary. Pewnie będzie miało trudność w tworzeniu relacji; będzie się spodziewało ataku (ojciec), z którym nie będzie sobie potrafiło poradzić (jak matka).

Emocje

Bez wątpienia życie emocjonalne dzieci cierpi na skutek dorastania w rodzinie nieszczęśliwej, przemocowej lub istniejącej tylko z poczucia obowiązku. Dorośli pochodzący z tego typu rodzin cierpią z powodu depresji, zaburzeń osobowości, dystymii, które często leczą sami za pomocą alkoholu lub środków odurzających. Wcześnie uczą się, że w gruncie rzeczy nie mają na kogo liczyć, ponieważ rodzice są zajęci własnymi problemami. Dzieciństwo takich osób nie trwa zbyt długo; często muszą przedwcześnie dorosnąć, żeby na przykład zająć się emocjonalnie słabszym rodzicem lub młodszym rodzeństwem.

Bliskość i intymność

Dzieci wychowane przez walczących ze sobą rodziców nie ufają bliskim relacjom. Intymność kojarzy się z konfliktem, niechęcią, walką, intymność jest w ich doświadczeniu z zasady dysfunkcjonalna. Oznacza też, że nie można się bronić. W dorosłości unikają więc sytuacji, kiedy są bezbronni, nawet jeśli oznacza to brak bliskich relacji.

Przed decyzją o rozwodzie

Decyzja o rozwodzie prawie nigdy nie jest łatwa. Nawet bardzo złe małżeństwa miały dobre momenty, między dwojgiem ludzi istniała jakaś więź i najważniejsze- była nadzieja na coś wspólnego. Zanim więc podejmie się decyzję o rozstaniu, warto podjąć wszystkie kroki, które pozwolą upewnić się w decyzji lub zrezygnować z niej. Możliwości jest kilka.

Terapia małżeńska

Termin jest nieco mylący, ponieważ w gruncie rzeczy chodzi o terapię pary, bez względu na to, czy jest to związek zalegalizowany lub sakramentalny. Jest to zwykle pierwszy krok, który wykonuje się w sytuacji konfliktu lub zagrożenia rozpadem związku. Terapia stwarza przestrzeń, w której można bezpiecznie rozmawiać o istniejącej sytuacji, można dojść do źródeł konfliktu oraz znaleźć sposoby jego rozwiązania. Albo też…podjąć świadomą decyzję, że dalej wspólnie nie można iść. Jeśli nawet taka byłaby decyzja, w terapii można szukać sposobów, by ograniczyć straty w procesie rozstawania. Rodzicom, którzy mają przestrzeń dla siebie, miejsce w którym mogą swobodnie i otwarcie rozmawiać, łatwiej też będzie wspierać dzieci w procesie rozstawania.

Terapia nie daje gwarancji, że uda się utrzymać związek, ale pomaga podjąć świadomą decyzję i zminimalizować koszty, które trzeba ponieść.

Terapia indywidualna

Wchodząc w związek wnosimy doświadczenie wszystkich wcześniejszych relacji, pamięć o relacji z rodzicami oraz relacji naszych rodziców. Na fali uniesienia, miłości i nadziei łatwo o tym zapomnieć. Zwykle jednak w którymś momencie wspomnienia, które ciągle są w nas  żywe, wracają. W związku zaczynają być powtarzane te same mechanizmy, które kiedyś obserwowaliśmy i które nauczyliśmy się w stosować w życiu. Terapia indywidualna może wówczas pomocna w oddzieleniu tego, co było od tego, co jest teraz.

Grupy wsparcia

Są to mniej popularne i dostępne formy wsparcia, ale również bardzo ważne. W grupie przede wszystkim zyskujemy poczucie, że nie jesteśmy sami, że ktoś inny też przez to przeszedł i wyszedł z tego suchą stopą, że rozwód można przeżyć, że dzieci nie muszą być naznaczone na całe życie. To cenne źródło wiedzy i ulgi.

Rozwód nigdy nie jest łatwym doświadczeniem, ale też nie musi nim być małżeństwo. Jeśli są dzieci, trzeba brać pod uwagę ich dobro. Czy lepsze będzie dla nich rozwód czy trwanie w kiepskich związku to już sprawa indywidualna. Trzeba sporo czasu i poszukania w sobie uczciwej odpowiedzi.

Katarzyna Mirecka

psycholożka i psychoterapeutka, absolwentka Uniwersytetu Nottingham. Ukończyła 4-letnie całościowe szkolenie psychoterapeutyczne w Instytucie Analizy Rasztów. Pracuje z osobami dorosłymi, dziećmi i młodzieżą, indywidualnie oraz grupowo. Od 2015 roku związana z magazynem Chcemy Być Rodzicami

Jak być zdrowym? Rewolucji wegańskiej ciąg dalszy.

Jak być zdrowym?
Wieloletnie badania dowiodły, jak olbrzymi wpływ na nasze zdrowie ma wykluczenie mięsa w diecie. – Fot. Pixabay

„China Study” czyli „Nowoczesne zasady odżywiania” wydano w Stanach w 2004. Ta książka zapoczątkowała światową rewolucję wegańską i potwierdziła wiele wcześniejszych odkryć dotyczących niejedzenia lub ograniczenia spożywania mięsa. 

Doktor T. Colin Campbell i jego współpracownicy na podstawie wieloletnich badań dowiedli, jak olbrzymi wpływ na nasze zdrowie ma wykluczenie lub ograniczenie mięsa w diecie. Rewolucja wegańska dotarła także do naszego kraju. Warszawa jest na czele miejsc najbardziej przyjaznym weganom na świecie, a 43 % Polaków przyznaje się do tego, że stara się ograniczyć spożycie mięsa lub nie jeść go w ogóle. Jak dowodzą prognozy społeczne , ten trend będzie się umacniał.

Dzisiaj, kilkanaście lat od żywieniowej rewolucji doktora Campbella, kiedy dodatkowo zdajemy sobie sprawę, że losy planety zależą od tego, czy produkcja zwierząt hodowlanych będzie wyglądała tak jak wygląda od kilkudziesięciu lat, wydaje się, że jedynym ratunkiem może być ograniczenie lub zmiana diety. Wzmożone emisje amoniaku, siarkowodoru, tlenków azotu i siarki, gazów cieplarnianych stanowią ważny czynnik wzrostu zanieczyszczeń powietrza. Emisje fosforu i azotu związane z olbrzymią ilością niewłaściwie zagospodarowanych odchodów powodują poważne zanieczyszczenie wód i gleby. Jedząc codziennie mięso pochodzące z intensywnej hodowli szkodzimy także sobie.

Zobacz też: Dieta długowieczności

Zmiana diety może zmienić nasze życie – twierdzi dr Thomas Campbell, syn doktora T.Colina Campbella, który pomagał ojcu w pisaniu „Nowoczesnych zasad odżywiania”. Wykładowca klinicznej medycyny i lekarz rodzinny należy do nowego pokolenia lekarzy, którzy wierzą w to, że dzięki odpowiedniej diecie możemy nie tylko skutecznie schudnąć, ale przede wszystkim żyć zdrowiej i dłużej.

Książka dr Thomasa Campbella „Plan Campbella” to rzeczywiście prosty plan wprowadzenia wyników badań naukowych do codziennej diety. Przekonują się o tym jego pacjenci, którzy przychodzą do jego gabinetu z chronicznymi chorobami cywilizacyjnymi takimi jak cukrzyca czy choroby krążenia (udowodniono, że wysokowęglowodanowa dieta bogata w ziarna zdecydowanie i szybko odwraca rozwój cukrzycy i wielu innych chorób).

Zobacz też: Alergia czy nietolerancja pokarmowa,jak je odróżnić?

Autor mierzy się z mitami i tematami poruszanymi w debacie dotyczącej zdrowego odżywiania takimi jak: gluten, zboża, białko, kwasy tłuszczowe omega-3, suplementy. Jak pisze „leczyłem wielu pacjentów cierpiących na choroby wynikające ze złego trybu życia. I chociaż każdy przypadek był inny, prawie wszyscy zyskali na wprowadzeniu zdrowszej diety (…) Pacjenci zasługują na lepsze traktowanie, zasługują na to, żeby wiedzieć, jak zrzucić wagę, zmniejszyć ból, zredukować dawki leków lub odstawić je całkowicie. Powinni również wiedzieć, jak opóźnić rozwój pewnych chorób, lub nawet je cofnąć jedynie dzięki zmianie składu posiłków. Chciałbym, aby każdy wiedział, jak być zdrowym.”      Czy to nie są argumenty, żeby chociaż spróbować?

Na podstawie książki „Plan Campbella” dr Thomas Campbell wyd. Galaktyka

 

 

Iza Farenholc

Dziennikarka i redaktorka. Pracowała jako redaktor naczelna w magazynie dla rodziców Gaga oraz współpracowała m.in. z magazynami Zwierciadło, Twój Styl, Sens, Glamour - materiały psychologiczne, recenzje książkowe, muzyczne i filmowe, wywiady, reportaże z podróży.

Jak kobiety podejmują decyzje?

Dla wielu z nas intuicja to nagłe uczucie, które wykracza poza dane. – Fot.Pixabay

To, że mężczyźni i kobiety w różny sposób podejmują decyzje, wiadomo nie od dzisiaj. Jak się okazuje, kobiety są równie stanowcze jak mężczyźni, tylko ich decyzje często są kwestionowane. Therese Huston, autorka książki „Jak kobiety podejmują decyzje” rozprawia się z mitami dotyczącymi tego tematu. Podtytuł książki brzmi: „Co jest prawdą, a co mitem oraz jakie strategie są najlepsze?”.

Oprah Winfrey nazywa intuicję „wewnętrznym GPS-em, prowadzącym cię dokładnie na północ”, cichym głosikiem, który usłyszysz tylko wtedy, kiedy usiądziesz i będziesz nadsłuchiwać”. Dla wielu z nas intuicja to nagłe uczucie, które wykracza poza dane, z których doskonale zdajemy sobie sprawę – to silne przekonanie, które zdecydowanie każe wyłączyć się z zewnętrznego świata i dostroić do wewnętrznego głosu.

Therese Houston, autorka książki „Jak kobiety podejmują decyzje” pisze, że to świadomość, że coś wiemy i najlepsze jest to, że jest to coś, co nie wymaga żadnego wysiłku. Czasami silnie zdajemy sobie sprawę, że powinniśmy jej posłuchać, a jeśli ją zignorujemy, mamy wyrzuty sumienia, że postąpiłyśmy wbrew sobie.

Zobacz też:  Rewolucyjne kobiety z bajek Disney’a – te ilustracje MUSISZ zobaczyć!

Jak nie poddawać się stereotypom?

Jednak wbrew przekonaniu, że kobiety posługują się intuicją w miejscu pracy, badania pokazują, że niekoniecznie jest to prawdą.

Christopher Allinson i John Hayes, profesorowie zarządzania z Uniwersytetu w Leeds przeanalizowali dane, dotyczące tego zagadnienia. Okazało się, że kobiety wcale nie posługiwały się intuicją. Wręcz przeciwnie. Jeśli ktoś myśli bardziej analitycznie i systematycznie w miejscu pracy, to zdecydowanie są to kobiety. Wiele kobiet uważa, że muszą mieć wszystko dopięte na ostatni guziki, zanim przedstawią swój pomysł, jeśli chcą być wysłuchane przez mężczyzn, z którymi pracują. Dochodzi do tego stereotypowe postrzeganie męskich i kobiecych reakcji na stres. Od zawsze kobietom przypisuje się uleganie emocjom i chaotyczne postępowanie, a mężczyznom stoicyzm i opanowanie. Zagrożenie stereotypem powoduje powstawanie różnic między kobietami i mężczyznami, których w innym przypadku by nie było.

Zestresowana kobieta nie załamuje się, tylko skupia

Jak pokazują badania, mężczyźni wcale nie działają pod presją spokojniej i bardziej racjonalnie niż kobiety. Jaki stąd wniosek? Therese radzi, aby w momencie znalezienia się w stresującej sytuacji, kiedy zauważysz, że mężczyźni zmierzają ku ryzykownemu rozwiązaniu, które dla ciebie wydaje się ryzykowne – warto się odezwać i zaproponować swój pomysł. Wątpliwości? Jeśli się pojawią, trzeba pracować nad ich usunięciem, ponieważ skupianie się na nich prowadzi do odciągnięcia uwagi od podjęcia decyzji. Po usunięciu zagrożenia kobiety podejmują decyzję równie szybko jak mężczyźni.

Zobacz też: Nie bójmy się menopauzy

Jak pisze autorka książki w podsumowaniu „My, kobiety, musimy wysyłać sobie samym wiadomości. Świat zasypuje nas komunikatami wyrażającymi wątpliwości, a my możemy im się przeciwstawić dzięki własnemu zrozumieniu sytuacji i wnikliwemu myśleniu. Często nasz osąd jest znacznie lepszy niż nam się wydaje i niż pamiętamy, i potrzebujemy tylko delikatnego przypomnienia ze strony nas samych, jakie mądre – i czasem odważne – JESTEŚMY.

Theresa Huston – Jak kobiety podejmują decyzje. Wyd. Rebis

Iza Farenholc

Dziennikarka i redaktorka. Pracowała jako redaktor naczelna w magazynie dla rodziców Gaga oraz współpracowała m.in. z magazynami Zwierciadło, Twój Styl, Sens, Glamour - materiały psychologiczne, recenzje książkowe, muzyczne i filmowe, wywiady, reportaże z podróży.

Dziecko dwóch kobiet ma prawa obywatela Polski – przełomowy wyrok Sądu Administracyjnego w Krakowie

Dziecko dwóch kobiet ma prawa obywatela Polski - przełomowy wyrok Sądu Administracyjnego w Krakowie
fot.Pixabay

Dziecko dwóch kobiet ma prawa obywatela Polski. Wojewódzki Sąd Administracyjny w Krakowie ocenił na początku czerwca, że transkrypcja brytyjskiego aktu urodzenia dziecka dwóch Polek była zgodna z prawem. Sąd oddalił skargę prokuratora na decyzję kierownika urzędu stanu cywilnego. Kobiety figurują w akcie urodzenia jako rodzice dziecka.

Zobacz też: Techniki wspomagania rozrodu na świecie – jak wygląda Polska na tle innych państw?

Precedensowa sprawa

Prokurator, mimo, że nie wniósł jeszcze oficjalnej skargi na kierownika urzędu stanu cywilnego, argumentował, że transkrypcja wykonana przez urzędnika była sprzeczna z „podstawowymi zasadami porządku prawnego RP” i niezgodna z wcześniejszym orzecznictwem. Dotąd sądy pierwszej instancji odmawiały transkrypcji zagranicznych aktów urodzenia dzieci par jednopłciowych, opierając się na klauzuli porządku publicznego.

Dotąd orzekano, że transkrypcja aktu urodzenia dziecka, w którym figurują rodzice tej samej płci jest sprzeczna z Kodeksem rodzinnym i opiekuńczym, co podtrzymywało wcześniejsze decyzje urzędów stanu cywilnego i wojewodów.

Zobacz też: Prawa reprodukcyjne – z czego wynikają i jak działają w praktyce?

Prawa obywatelskie dziecka

Odmowa transkrypcji brytyjskiego aktu urodzenia byłaby szkodą dla dziecka, ograniczyłaby bowiem jego obywatelskie prawa z powodu płci rodziców, na którą dziecko nie ma wpływu. Syn Polek ma pięć lat, urodził się w Wielkiej Brytanii, na mocy decyzji Sądu Administracyjnego zyskał także polskie obywatelstwo.

Pełnomocnik matek oraz Rzecznik Praw Obywatelskich i Helsińska Fundacja Praw Człowieka argumentowali, że oznacza dyskryminację dziecka i jest niezgodna z prawem, także unijnym.

Prawo w Wielkiej Brytanii

W Anglii i Walii pary jednopłciowe mają prawo zawierać małżeństwa od 2014 roku, Irlandia Północna nie zezwala na zawieranie małżeństw, ale respektuje te zawarte za granicą. Od 2005 roku we wszystkich krajach Zjednoczonego Królestwa pary jednopłciowe mogą zawierać związki partnerskie. Pary jednopłciowe mogą adoptować dzieci oraz korzystać z metod wspomaganego rozrodu, w tym in vitro, surogacji i dawstwa komórek.

Zobacz też: Adoptowali chłopca, który miał być tym „najtrudniejszym” – dwóch ojców, jedno ogromne szczęście!

Olga Plesińska

Bioetyk, dziennikarka. W wolnym czasie dużo czyta, najchętniej z kotem na kolanach, jeździ na wrotkach i fotografuje.

Mama inna niż wszystkie – rzuciła pracę i otworzyła kawiarnię będąc w ciąży

Biznes dla mamy
Basia jest dla mnie przykładem mamy innej niż wszystkie – fot. Fotolia

Pierwszy raz zobaczyłam ją w listopadzie zeszłego roku. Skromnie ubrana na ciemno, z długimi czekoladowymi włosami spiętymi w kucyk. Krzątała się na zapleczu kawiarni, ciepłym uśmiechem nieśmiało witała gości. „Dzień dobry, jestem Basia” zagaiła, „Na co ma Pani ochotę?” zapytała. Zamówiłam cappuccino i bezę. Od pierwszego kęsa ciasto zasmakowało mi, a następnie poprzez żołądek skradło moje serce.

Mieszkam na nowym osiedlu na pograniczu Warszawskiego Mokotowa i Ursynowa. Jest to dość specyficzne miejsce; niektórzy twierdzą, że to taka typowa sypialnia, bo oprócz nowych bloków niewiele jest tu lokali usługowych, sklepów i gastronomii, ogólnie miejsc do życia.

Bardzo dużo jest za to młodych matek; „gang wózkowy” nieodmiennie okupuje alejki i krąży dookoła osiedlowego jeziorka. Jako, że czasami jestem odludkiem (ciężkie życie introwertyka…) oraz uwielbiam czytać, to czekałam, aż powstanie w okolicy miejsce dla mnie i córeczki na chłodne przedpołudnia i dni.

Zobacz też: Podróże z niemowlakiem. „Pierwszy raz wyjechaliśmy, gdy córeczka miała 2 miesiące”

Nowa kawiarnia na osiedlu

Pewnego dnia na osiedlowym forum internetowym przeczytałam doniesienie, że obok przedszkola otworzyła się kawiarnia. Zaraz następnego dnia zaciekawiona poszłam to sprawdzić – i faktycznie jest! Pod dumnym szyldem „Słodkie Chwile”. Weszłam do środka, ujrzałam eleganckie wnętrze, królewskie fotele obite aksamitem, pudrowo-różowe ściany z uroczymi kwiatowymi dekoracjami. Pod oknem znajdował się kącik dla dzieci z malutkimi meblami z Ikei i drewnianymi zabawkami. Zaraz obok stolik i fotel jakby stworzony dla mnie. Szybko zajęłam miejsce i zostałam tam na kolejne tygodnie.

Z czasem zaczęłam zauważać coraz więcej szczegółów. Pod bluzką właścicielki Basi wyraźnie zarysowywał się brzuszek, bynajmniej nie była to ciąża spożywcza. Zapytałam i potwierdziła „Tak, jestem w ciąży, to 7 miesiąc, oczekuje dziewczynki”. Fajnie, będzie kolejna koleżanka dla Laryski – pomyślałam. A za chwilę – ta to musi mieć doświadczenie w branży i mnóstwo ludzi do pomocy, skoro zdecydowała się otworzyć własny biznes w ciąży. Większość kobiet spodziewających się dziecka idzie na zwolnienie i kończy wszelkie projekty, a nie zaczyna. Wtedy jeszcze nie wiedziałam jak bardzo się myliłam. Basia była z zawodu prawnikiem, a pierwszą kawę zaparzyła w swojej własnej kawiarni.

Niespodziewanie w grudniu Słodkie Chwile nie zostały otwarte jak zawsze z rana, przez kolejne kilka dni było ciemno w środku. Brak było jakiejkolwiek informacji, a na osiedlowym forum pojawiły się pytania bez odpowiedzi. W końcu Basia poprzez Facebooka powiadomiła nas, że znajduje się w szpitalu na oddziale patologii ciąży. Jej nienarodzone dziecko jest w niebezpieczeństwie i najprawdopodobniej urodzi się dużo wcześniej, niż zakładano. Kawiarnia na razie pozostanie zamknięta.

Zobacz też: Złota jesień w rytmie baby blues – z pamiętnika mamy

Awantura o Basię

Minęło kilka miesięcy i z radością zauważyłam, że „Słodkie Chwile” są ponownie otwarte. Zostałam stałym gościem. Po trochu poznałam historię Basi, która wtedy była już mamą 3-miesięcznej dziewczynki. Bardzo tęskniła za małą będąc w pracy i nie kryła roztrzęsienia obecną sytuacją. W ciągu dnia córeczka zostawała w domu pod opieką taty. Dom był daleko, Basia codziennie dojeżdżała z Warki, stolicy jabłek, gdzie wychowała się w rodzinie sadowników.

Prawie 12 lat przepracowała w sądzie w Warszawie. Spędzała długie godziny pochylona nad grubymi tomami akt, pisząc uzasadnienia wyroków. Nie mając życia osobistego, wolne chwile poświęcała na pomaganiu rodzeństwu w wychowaniu ich dzieci i prowadzeniu gospodarstwa. Cały czas w służbie innym, nic dla siebie. Tylko praca i obowiązki. Aż nie wytrzymała, posypało się zdrowie. Lata też już nie te, 40-tka za pasem. Basia potrzebowała przerwy.

Wtedy to wpadła na pomysł otworzenia kawiarnio-bawialni dla dzieci. Zawsze lubiła pracę z najmłodszymi, w weekendy dorabiała jako animatorka zabaw i była pewna, że sobie poradzi. Znalazła wspólniczkę, lokal, zainwestowała oszczędności życia. Zaczęła remont i szukanie inspiracji na targach cukierniczych w Polsce i zagranicą. W międzyczasie wspólniczka odeszła, rodzina zawiodła, pieniądze skończyły się. Pozostał partner Mirek i… okazało się, że Basia jest w ciąży. Także w bólach rodziły się dwie istoty życia – dziecko i biznes.

Basia jest dla mnie przykładem mamy innej niż wszystkie. Innego modelu rodziny, gdzie ojciec również dobrze opiekuje się niemowlakiem na pełen etat. Kobiety, która ma odwagę walczyć o swoje marzenia. Czy wygra? Nie wiadomo. Ale zawsze będę jej gorąco kibicować.

Alina HRabina

Zawodowo związana z branżą HR. Obecnie na urlopie macierzyńskim. Mieszka w Warszawie, chętnie odbywa podróże małe i duże.