Przejdź do treści

Samotne matki, czy samodzielne matki? O rodzicielstwie w pojedynkę

Samotne matki, czy samodzielne matki? O rodzicielstwie w pojedynkę
fot.Pixabay

Dopóki patrzymy z dystansu, wydaje się, że w sumie to nic strasznego – mama samotnie wychowująca dzieci. Albo samotny tata. Jeden rodzic na jedno lub kilkoro dzieci. Tak bywa w życiu. Spojrzymy, zatrzymamy się na chwilę, jakaś myśl przebiegnie przez głowę, ale potem wracamy do swoich spraw. Może też z tego powodu, że samotne rodzicielstwo wydaje się być sprawą marginalną. A nie jest, ponieważ wiadomo, że w Stanach Zjednoczonych samotne matki wychowują 22 miliony dzieci. Można sobie wyobrazić, że w Europie proporcje są podobne. To sporo. Całe społeczeństwa wychowywane są przez jednego rodzica.  Czy Ci rodzice faktycznie powinni być nazywani „samotnymi”, czy może bardziej adekwatne określenie to „samodzielni”?

Samotne rodzicielstwo może mieć wiele przyczyn

Samotne rodzicielstwo zwykle nie jest wyborem. Wiąże się z rozwodem, rozpadem związku, porzuceniem lub śmiercią partnera. W rodzicielstwo jest więc wpisane jakieś dramatyczne wydarzenie lub nawet trauma. W tle samotnego rodzicielstwa jest więc zwykle strata. A skoro strata, to też żałoba, którą trzeba przeżyć. Świadkami tego procesu są dzieci, zmagające się własną stratą.

Wydaje się, że trudności, z jakimi zmagają się samotne matki – statystycznie jest ich znacznie więcej niż samotnych ojców – są niewidoczne dla innych osób lub bagatelizowane. Bywa, że matki są postrzegane jako silne, radzące sobie i dla innych wygodniej jest nie widzieć ich trudności. Byłoby najlepiej, gdyby samotna matka nie niszczyła tego idealnego obrazu swoimi trudnościami.

Są też matki samotne z wyboru. Jednak to, że świadomie zdecydowały się na dziecko nie znaczy jeszcze, że nie jest im trudno i nie potrzebują wsparcia.

Zobacz też: Czy można żałować macierzyństwa?

Znaczenie wsparcia i dbania o siebie

Wiadomo, że o zranioną dłoń trzeba zadbać i ją odpowiednio zabezpieczyć. Wiadomo, że dłoń jest nam potrzebna i że musi być sprawna. Nie mamy tyle wyrozumiałości dla swoich emocji. Wydaje się, że można dobrze funkcjonować nie myśląc o swoich potrzebach, możliwościach, ograniczeniach. Samotne macierzyństwo może bardzo sprzyjać nadmiernym wymaganiom wobec siebie, ale też wobec dzieci. Wymaganiom związanym z szybkim „braniem się w garść”, z przekonaniem, że jeśli zacznie się myśleć o swojej sytuacji, analizować ją, nie da się dłużej normalnie funkcjonować. Tama, która dotąd powstrzymywała emocje, rozpadnie się.

Paradoksalnie energia, którą samotni rodzice wkładają w nieczucie, mogłaby zostać spożytkowana na poradzenie sobie z uczuciami, które mogą się pojawić. I tak na przykład zupełnie naturalnym i adekwatnym wydaje się, że samotna matka, która odeszła od przemocowego męża musi uznać, że była ofiarą nadużyć, zmierzyć się z bezsilnością czy gniewem. Natomiast wdowiec, który samotnie wychowuje dzieci musi zmierzyć się z uczuciami związanymi z żałobą. Trzeba uznać to, co się wydarzyło, zobaczyć swoją rolę w przeszłych wydarzeniach.

Jeśli kobieta zakończyła związek z agresywnym mężczyzną może zmagać się z zaniżonym poczuciem własnej wartości, wątpić w swoje możliwości w pracy, obawiać się, że sama sobie nie poradzi (pewnie słyszała to wiele razy podczas trwania związku), że nie będzie w stanie pogodzić pracy oraz opieki nad dziećmi. Z kolei wdowiec może zmagać z poczuciem, że na nic w życiu nie ma kontroli, że największe nieszczęście może zdarzyć w każdym momencie. I że na nic nie można się przygotować.

Zobacz też: „Bo mamusi będzie przykro”. Wzbudzanie poczucia winy u dziecka, czyli kilka słów o okrutnej manipulacji

Dlaczego to takie trudne?

Jeśli rodzicielstwo w ogóle jest wyzwaniem, to samotne rodzicielstwo jest codzienną wyprawą na Mount Everest. Niezależnie od pogody, bez raków, czasem bez możliwości kontaktu ze służbami ratowniczymi. Nietrudno sobie wyobrazić, że taka właśnie wizja czasami trzyma ludzi w przemocowych lub w inny sposób krzywdzących związkach. Perspektywa samotnej odpowiedzialności za dzieci wydaje się gorsza niż znane skutki uzależnienia czy przewidywalne kłótnie.

Samotne rodzicielstwo to nie tylko konieczność zapewnienia dzieciom bytu czy codzienne kładzenie dzieci spać, bez chwili odpoczynku dopóki nie zasną. Samotne rodzicielstwo to również często konieczność wytłumaczenia dzieciom, dlaczego nie ma drugiego rodzica, dlaczego nie dzwoni albo dzwoni rzadko, dlaczego związał się z kimś innym, dlaczego wydarzył się wypadek. To też samodzielne rozmowy o dojrzewaniu, seksie, wspieranie dzieci w ich kłopotach, czyli sprawy które nie zawsze są łatwe i oczywiste. Trzeba podejmować decyzje, których skutki mogą być dalekosiężne.

Zobacz też: Jak przetrwać wczesne macierzyństwo? Poznaj kilka sposobów

Doświadczenie samotnego rodzicielstwa

Bycie samotnym rodzicem to doświadczenie nie związane jedynie z fizycznym brakiem drugiej osoby na co dzień. To również samotność emocjonalna. To codzienna odpowiedzialność, której nie można podzielić na dwa. To brak przestrzeni wewnętrznej, w której można spokojnie pomyśleć o swoich sprawach, zadbać o swoje potrzeby, bo przecież obok są dzieci, które nie mają nikogo innego, do kogo mogą się zwrócić. To wreszcie poczucie winy, że życie potoczyło się inaczej niż by się chciało i co gorsza inaczej, niż życie większości bliskich i znajomych.

Samotne rodzicielstwo to doświadczenie intensywne pod względem jakości i ilości codziennych zmagań. Nie ma nikogo, kto rodzica odciąży, ale też odciąży dziecko. Rodzic, który ma dorosłą, wyłączną relację z drugim człowiekiem będzie mógł w niej bezpiecznie radzić sobie ze swoimi trudnościami. Nie będzie choćby oczekiwał od dziecka partnerstwa.

Oczywiście, samotne rodzicielstwo wymaga niezwykłych umiejętności, zmusza do nieprzewidzianych działań i podejmowania trudnych decyzji. Tak jest, nikt nie ma wątpliwości. Ale samotnym rodzicu ciąży jeszcze jedna odpowiedzialność, być może najważniejsza –  zadbania o siebie. Bez tego prawdopodobnie będzie mu bardzo trudno w relacji z dziećmi.

Zobacz też: Twoje dziecko kłamie? To dobry znak

Katarzyna Mirecka

psycholożka i psychoterapeutka, absolwentka Uniwersytetu Nottingham. Ukończyła 4-letnie całościowe szkolenie psychoterapeutyczne w Instytucie Analizy Rasztów. Pracuje z osobami dorosłymi, dziećmi i młodzieżą, indywidualnie oraz grupowo. Od 2015 roku związana z magazynem Chcemy Być Rodzicami

Współczujące niemowlaki – czy empatia jest wrodzona?

Współczujące niemowlaki
Niemowlęta, zanim nauczą się chodzić czy mówić, potrafią ocenić postępowanie innych – Fot. Pixabay

Niemowlęta, zanim nauczą się chodzić czy mówić, potrafią ocenić postępowanie innych jako dobre lub złe, odczuwają empatię i współczucie, pocieszają i odczuwają coś, co nazywa się elementarnym poczuciem sprawiedliwości.

Do takich wniosków doszli naukowcy  z Uniwersytetu Yale analizując wyniki badań z udziałem małych dzieci. Profesor Paul Bloom, psycholog rozwojowy, badał moralność niemowląt i małych dzieci poprzez obserwację ich zachowań.

Jego książka „To tylko dzieci. Narodziny dobra i zła” jest teorią rozwoju moralności, próbą wyjaśnienia wpływu genów i środowiska na to, jakim człowiekiem się stajemy. Kilkudniowe noworodki nie lubią słuchać płaczu innych, najczęściej same wtedy zaczynają płakać. Jak się okazało, nie jest to bezsensowna reakcja na sam dźwięk – niemowlęta płaczą mocniej, kiedy słyszą płacz innego dziecka. Podejrzewa się, że jest to odruch empatii, współodczuwania z dzieckiem, które przeżywa negatywne emocje.

Zobacz też: Twoje dziecko kłamie? To dobry znak

Wrodzona moralność

Wielu naukowców już wcześniej podzielało zdanie Blooma, że zmysł moralny stanowi element naszego naturalnego wyposażenia. Thomas Jefferson pisał: „Zmysł moralny, czyli sumienie, to taka sama część człowieka, jak noga czy ręka. Jest dany wszystkim ludziom, choć u jednych jest silniejszy, a u innych słabszy, tak jak siła członków bywa większa lub mniejsza”.

Czym więc obdarza nas natura od najwcześniejszych lat?

  • zmysłem moralnym – pewną zdolnością do odróżniania dobra i zła,
  • empatią i współczuciem – doświadczaniem cierpienia w obliczu bólu doznawanego przez osoby z naszego otoczenia i pragnienia ulżenia im w tym bólu,
  • elementarnym poczuciem sprawiedliwości – skłanianiem się ku równemu podziałowi zasobów,
  • podstawowym poczuciem prawości – pragnieniem, by dobre uczynki były nagradzane, a złe – karane.

Ta nasza wrodzona dobroć ma jednak swoje granice – bywamy obojętni , czujemy wrogość wobec obcych, często jesteśmy małostkowi i nietolerancyjni. Nasze emocjonalne, instynktowne reakcje, szczególnie wstręt, mogą spowodować straszliwe czyny.

Jak nauczyć dzieci empatii?

Martin Hoffman, amerykański psycholog proponuje rodzicom prosty sposób na rozbudzenie w dziecku empatii. Tę praktykę nazywa indukcją. Polega ona na tym, że jeśli dziecko kogoś skrzywdziło lub niebezpiecznie zbliża się do wyrządzenia komuś krzywdy, rodzic zachęca do przyjęcia roli tej osoby – to empatyczne kuksańce, dzięki którym młodzi ludzie wdrażani są do nawykowego przyjmowania punktu widzenia innych osób. Komunikat, który otrzymują brzmi: nie masz żadnych moralnych przywilejów.

Zobacz też: Przedszkole czy niania? Zobacz, która opcja jest korzystniejsza dla rozwoju dziecka

Często wydaje nam się, że jesteśmy niewolnikami naszych emocji, a nasze moralne sądy i działania są skutkiem mechanizmów, których nie jesteśmy świadomi i nad którymi nie jesteśmy w stanie zapanować. A prawda jest taka, że nasza moralność działa zgoła inaczej – wiemy o tym na podstawie naszego codziennego doświadczenia oraz naukowych odkryć psychologii rozwojowej – twierdzi Paul Bloom.

Iza Farenholc

Dziennikarka i redaktorka. Pracowała jako redaktor naczelna w magazynie dla rodziców Gaga oraz współpracowała m.in. z magazynami Zwierciadło, Twój Styl, Sens, Glamour - materiały psychologiczne, recenzje książkowe, muzyczne i filmowe, wywiady, reportaże z podróży.

Jak być zdrowym? Rewolucji wegańskiej ciąg dalszy.

Jak być zdrowym?
Wieloletnie badania dowiodły, jak olbrzymi wpływ na nasze zdrowie ma wykluczenie mięsa w diecie. – Fot. Pixabay

„China Study” czyli „Nowoczesne zasady odżywiania” wydano w Stanach w 2004. Ta książka zapoczątkowała światową rewolucję wegańską i potwierdziła wiele wcześniejszych odkryć dotyczących niejedzenia lub ograniczenia spożywania mięsa. 

Doktor T. Colin Campbell i jego współpracownicy na podstawie wieloletnich badań dowiedli, jak olbrzymi wpływ na nasze zdrowie ma wykluczenie lub ograniczenie mięsa w diecie. Rewolucja wegańska dotarła także do naszego kraju. Warszawa jest na czele miejsc najbardziej przyjaznym weganom na świecie, a 43 % Polaków przyznaje się do tego, że stara się ograniczyć spożycie mięsa lub nie jeść go w ogóle. Jak dowodzą prognozy społeczne , ten trend będzie się umacniał.

Dzisiaj, kilkanaście lat od żywieniowej rewolucji doktora Campbella, kiedy dodatkowo zdajemy sobie sprawę, że losy planety zależą od tego, czy produkcja zwierząt hodowlanych będzie wyglądała tak jak wygląda od kilkudziesięciu lat, wydaje się, że jedynym ratunkiem może być ograniczenie lub zmiana diety. Wzmożone emisje amoniaku, siarkowodoru, tlenków azotu i siarki, gazów cieplarnianych stanowią ważny czynnik wzrostu zanieczyszczeń powietrza. Emisje fosforu i azotu związane z olbrzymią ilością niewłaściwie zagospodarowanych odchodów powodują poważne zanieczyszczenie wód i gleby. Jedząc codziennie mięso pochodzące z intensywnej hodowli szkodzimy także sobie.

Zobacz też: Dieta długowieczności

Zmiana diety może zmienić nasze życie – twierdzi dr Thomas Campbell, syn doktora T.Colina Campbella, który pomagał ojcu w pisaniu „Nowoczesnych zasad odżywiania”. Wykładowca klinicznej medycyny i lekarz rodzinny należy do nowego pokolenia lekarzy, którzy wierzą w to, że dzięki odpowiedniej diecie możemy nie tylko skutecznie schudnąć, ale przede wszystkim żyć zdrowiej i dłużej.

Książka dr Thomasa Campbella „Plan Campbella” to rzeczywiście prosty plan wprowadzenia wyników badań naukowych do codziennej diety. Przekonują się o tym jego pacjenci, którzy przychodzą do jego gabinetu z chronicznymi chorobami cywilizacyjnymi takimi jak cukrzyca czy choroby krążenia (udowodniono, że wysokowęglowodanowa dieta bogata w ziarna zdecydowanie i szybko odwraca rozwój cukrzycy i wielu innych chorób).

Zobacz też: Alergia czy nietolerancja pokarmowa,jak je odróżnić?

Autor mierzy się z mitami i tematami poruszanymi w debacie dotyczącej zdrowego odżywiania takimi jak: gluten, zboża, białko, kwasy tłuszczowe omega-3, suplementy. Jak pisze „leczyłem wielu pacjentów cierpiących na choroby wynikające ze złego trybu życia. I chociaż każdy przypadek był inny, prawie wszyscy zyskali na wprowadzeniu zdrowszej diety (…) Pacjenci zasługują na lepsze traktowanie, zasługują na to, żeby wiedzieć, jak zrzucić wagę, zmniejszyć ból, zredukować dawki leków lub odstawić je całkowicie. Powinni również wiedzieć, jak opóźnić rozwój pewnych chorób, lub nawet je cofnąć jedynie dzięki zmianie składu posiłków. Chciałbym, aby każdy wiedział, jak być zdrowym.”      Czy to nie są argumenty, żeby chociaż spróbować?

Na podstawie książki „Plan Campbella” dr Thomas Campbell wyd. Galaktyka

 

 

Iza Farenholc

Dziennikarka i redaktorka. Pracowała jako redaktor naczelna w magazynie dla rodziców Gaga oraz współpracowała m.in. z magazynami Zwierciadło, Twój Styl, Sens, Glamour - materiały psychologiczne, recenzje książkowe, muzyczne i filmowe, wywiady, reportaże z podróży.

Filozofia wolnego życia

Filozofia wolnego życia
Przyznanie się do tego, że nie potrzebujemy tych wszystkich rzeczy, którymi się otaczamy, to niełatwa sprawa. – Fot. Pixabay

„Powoli. Jak żyć we własnym rytmie” jest próbą odpowiedzi na pytanie, dlaczego mniejszy konsumpcjonizm prowadzi do większego zadowolenia – to przede wszystkim poradnik, jak to zadowolenie osiągnąć.

Przyznanie się do tego, że nie potrzebujemy tych wszystkich rzeczy, którymi się otaczamy, to niełatwa sprawa. Metki, ciuchy z najnowszej kolekcji modnego projektanta, torebka, bez której nie można pokazać się na spotkaniu, na którą wzięłyśmy kredyt? Jaki to ma sens? Jak powiedział kiedyś amerykański aktor Will Rogers: „kupujemy rzeczy, na które nas nie stać, żeby zaimponować ludziom, których nie lubimy. I to codziennie”. Wolne życie, według autorki książki, to dziwne połączenie bycia gotowym na coś i na rezygnację z czegoś, przejmowania się więcej i przejmowania się mniej.

Zobacz też: Sen dobry na wszystko!

We wstępie do książki „Powoli. Jak żyć we własnym rytmie” Brooke McAlary pisze „Sześć lat temu pozornie byłam kobietą sukcesu, która realizuje się na wszystkich frontach. Miałam wspaniałego męża, zdrową i energiczną roczną córeczkę, spodziewałam się drugiego dziecka, z powodzeniem prowadziłam firmę specjalizującą się w ręcznie robionej biżuterii, nadzorowałam remont naszego domu i właśnie wróciłam z zagranicznych wakacji.” Co się wydarzyło, że autorka, która teoretycznie „ma to wszystko” wywróciła swoje życie do góry nogami i zdecydowała, że potrzebuje czasu, żeby leżeć na trawie i patrzeć na przepływające chmury?

Jak zwolnić?

Kiedy Brooke urodziła drugie dziecko, zdiagnozowano u niej depresję poporodową i jak opowiada, była albo wściekła i zgorzkniała albo zachowywała się jak robot. Do tego miała myśli samobójcze. W końcu wylądowała w gabinecie psychiatry, które zasugerował jej zmianę rytmu – zamiast ciągłego biegu, zwolnienie. Wtedy odkryła blog Leo Babauty Zen Habits. To był przełom. Jak pisze, to właśnie on zmienił jej życie, a do tego okazało się, że tym sposobem na życie podążają miliony, którzy twierdzą, że ograniczenie – przedmiotów, stresów, zobowiązań i nacisków – powoduje wzrost energii, wolności, radości.

Zobacz też: Rok w ogrodzie czyli sposób na codzienną medytację

Pierwszym krokiem było pozbycie się rzeczy – udało jej się pozbyć około 20 tys. przedmiotów, aż przerodziło się (prawie) w obsesję minimalizmu. Następnym mówienie „nie” i docenienie „nicnierobienia” oraz odróżnienie zachcianek od potrzeb, co pozwoliło na zaprzestanie bezmyślnego wydawania pieniędzy.

Dzisiejszy świat nie jest łatwy – media społecznościowe, katalogi, influencerzy, programy telewizyjne, trendseterzy wmawiają, że idealna sylwetka, wspaniale urządzone mieszkanie i zagraniczne podróże są kluczem do szczęścia – bez tego nie jesteśmy nic warci.

Brooke McAlary przekonuje, że kiedy tylko przestała przejmować się tym, co sądzą inni, odkryła, czym jest zadowolenie. A przy okazji odkryła, jaką ilością bzdur jesteśmy codziennie atakowani.  Jak pisze: „nie ma jednej słusznej drogi. Liczy się tylko to, co sprawdza się w twoim przypadku”

 

Iza Farenholc

Dziennikarka i redaktorka. Pracowała jako redaktor naczelna w magazynie dla rodziców Gaga oraz współpracowała m.in. z magazynami Zwierciadło, Twój Styl, Sens, Glamour - materiały psychologiczne, recenzje książkowe, muzyczne i filmowe, wywiady, reportaże z podróży.

In vitro. Rozmowy intymne – książka Małgorzata Rozenek

Warto poznać Małgorzatę Rozenek z innej strony. – Fot. Albert Zawada

Cztery lata temu ukazała się świetna książka Karoliny Domagalskiej „Nie przeproszę, że urodziłam. Historie rodzin z in vitro”. Na rynku ukazał się kolejny, ważny tytuł – książka napisana przez Małgorzatę Rozenek-Majdan pt: „In vitro. Rozmowy intymne”.

Warto poznać Małgorzatę Rozenek z innej strony. Kiedy nie jest celebrytką z pierwszych stron prasy brukowej, ale kobietą z krwi i kości, która niejedno przeszła. Już we wstępie pisze, że gdyby nie in vitro, nie byłaby mamą dwóch wspaniałych synów. To wielka nadzieja dla wielu kobiet, starających się o dziecko. Małgorzata Rozenek sama kilkakrotnie przeszła procedury, więc temat zna od podszewki . „Dlatego – jak mówi – nie może milczeć i czuje, że powinna zabrać głos. Jak pisze „za drzwiami laboratorium kliniki leczenia niepłodności kryje się magia. Magia rodzicielstwa”.

Zobacz też: Gwen Stefani w ciąży! Wraz z partnerem zdecydowali się na metodę in vitro

To, że w naszym kraju odmawia się rodzicom tej metody, jest barbarzyństwem. Prawie 1,5 miliona ludzi boryka się z problemem niepłodności i mimo tego, że na całym świecie, dzięki tej metodzie urodziło się 8 milionów dzieci, w Polsce ten temat zagarnęli ci, którzy nie powinni się wtrącać – Kościół i politycy. In vitro dla większości starających się o dziecko jest życiowym tematem numer jeden i to, co się dzieje wokół tego, nie jest atmosferą normalnej rozmowy.

Trzynaście rozmów, które prowadzi Małgorzata Rozenek, to spotkania z lekarzami, embriologami, księdzem oraz  kobietami, które mają za sobą różne doświadczenia z in vitro. Niektóre wywiady sprawiają, że włos jeży się na głowie – zmiany, które nastąpiły niedawno dotyczące in vitro są przerażające – jak chociażby ta, że singielkom odbiera się prawo do leczenia niepłodności. Prawo dotyczy nas wszystkich, więc koniecznie trzeba je znać. Nigdy nie wiadomo, co może nas spotkać.

JĘZYK IN VITRO

Marta Górna, przewodnicząca zarządu Stowarzyszenia na rzecz Leczenia Niepłodności i Wspierania Adopcji „Nasz Bocian” zdaje sobie sprawę, jak ważny jest język, którym mówi się o in vitro, dlatego planuje wydać słowniczek w formie ulotek. „ Dzisiaj wszyscy już wiemy, że nie należy mówić „sztuczne zapłodnienie”, „sztuczna inseminacja”, lecz „zapłodnienie pozaustrojowe”, „inseminacja domaciczna”. Naciskamy, żeby nie mówić „ciąża naturalna”, lecz „ciąża spontaniczna”, bo przecież każda ciąża jest naturalna, ciąże sztuczne po prostu nie istnieją. Chcemy działać wszędzie tam, gdzie pojawia się język, który może być oceniający czy wartościujący. … Coraz rzadziej zdarza nam się czytać o „bezpłodności”, tam, gdzie mówimy o „niepłodności”. Bezpłodność jest nieodwracalna, niepłodność można leczyć”.

Zobacz też: Małgorzata Rozenek o in vitro: to skomplikowana procedura

PRAWO DO POWIEDZENIA „STOP”

Każda historia jest inna, są rodzice, którzy się poddają, nie mają siły na dalsze procedury. „Dla niektórych ludzi ten silny pozytywny doping jest agresywny, bo powoduje presję: „walcz!”. Co znaczy „walcz”? A może już nie mam siły walczyć? Może po dziesięciu latach, pięciu kredytach mam dosyć i chcę, by pozwolono mi w spokoju podjąć decyzje dotyczące mojego ciała, mojego życia, mojej przyszłości? Może chcę znowu odnaleźć siebie, swoje przyjemności, odnaleźć swojego partnera? Musimy pozwolić każdemu, by wyznaczył własną granicę. To jest bardzo osobista, intymna decyzja. Mamy różne możliwości finansowe, różną odporność psychiczną, różne sytuacje życiowe, zawodowe, rodzinne. Niektórych trudności mobilizują, innych wręcz przeciwnie. Mamy prawo zrobić tylko tyle, ile możemy czy po prostu chcemy coś zrobić bez szkody dla siebie.”

Małgorzata Rozenek-Majdan. „In vitro. Rozmowy intymne”. PRÓSZYŃSKI I S-KA

 

Iza Farenholc

Dziennikarka i redaktorka. Pracowała jako redaktor naczelna w magazynie dla rodziców Gaga oraz współpracowała m.in. z magazynami Zwierciadło, Twój Styl, Sens, Glamour - materiały psychologiczne, recenzje książkowe, muzyczne i filmowe, wywiady, reportaże z podróży.