Przejdź do treści

Self-care bez wychodzenia z domu – 10 sposobów!

Self-care bez wychodzenia z domu
fot. pixabay.com

W dobie Instagrama wydawać się może, że self-care, czyli dbanie o siebie, to synonim takich działań jak zakup nowego ubrania, egzotyczne wakacje, masaże lub zabiegi na twarz. Obecna sytuacja pandemii to dobra okazja, aby poszukać innych rozwiązań – zadbać o swoje ciało i duszę bez wychodzenia z domu. Oto 10 sprawdzonych pomysłów!

1. Posprzątaj i zorganizuj swoje mieszkanie

Kiedy w mieszkaniu panuje bałagan, może mieć to wpływ na stan psychiczny i wywoływać poczucie przytłoczenia. To idealny czas na porządki i organizację swojej przestrzeni. Warto przeprowadzić selekcję rzeczy i sprawdzić, czy wszystko, co przechowujemy w szafach, jest nam niezbędne. Spójrz na organizację i sprzątanie swojego mieszkania jak na akt dbania o siebie i swego rodzaju uzdrowienia.

2. Zredukuj czas, który spędzasz w social mediach!

Każdy z nas, pomimo okresu izolacji, chciałby nadal pozostawać w kontakcie ze światem, ale wydaje się to również idealny moment na nawiązanie kontaktu z samym sobą. Może dzięki zredukowaniu czasu spędzanego na przeglądaniu social mediów stworzymy przestrzeń dla siebie?

3. Stwórz swoje zapiski

Zapisz swoje przemyślenia – świetny sposób na uporządkowanie myśli. Czasami to, co wypowiedziane lub napisane, staje się bardziej realne. Dzięki temu można dać również upust swoim emocjom.

4. Wyśpij się

Nigdzie się nie śpieszysz, więc wyśpij się porządnie!

5. Medytuj

Jeśli już medytowałeś, masz teraz okazję na kontynuowanie swojej praktyki. Jeśli to dla Ciebie zupełna nowość, warto wykorzystać czas, kiedy świat zwolnił swoje tempo. Medytacja idealnie redukuje stres i napięcia.

6. Zadbaj o swoją dietę

Szybkie śniadanie, kawa na wynos, lunch złapany w biegu… Poświęć ten czas, aby zadbać o to, co jesz – zrób tym samym wspaniały prezent dla swojej odporności.

Zobacz też: Self-love – czyli czego nauczyła mnie moja córka?

7. Znajdź chwilę na aktywność fizyczną

Internet przepełniony jest licznymi treningami online – joga, fitness, stretching. Każdy znajdzie coś dla siebie! Jeśli to nie twoja bajka, włącz ulubioną muzykę i po prostu potańcz.

8. Spotkaj się ze znajomymi – oczywiście online!

Nie rezygnuj z imprezy ze znajomymi lub kawy z przyjaciółką. Może jest ktoś, z kim od dawna chcesz się spotkać i porozmawiać, ale zawsze brakowało czasu?

9. Odpuść sobie

Nic nie musi być idealne. Jeżeli masz gromadkę dzieci w domu, pracujesz zdalnie, sprzątasz i gotujesz – odpuść sobie pewne rzeczy. Świat się nie zawali.

10. Zatrzymaj się na chwilę i sprawdź czego potrzebujesz

Jeśli żadna z powyższych opcji nie jest dla Ciebie, zatrzymaj się na chwilę. Zajrzyj w głąb siebie i zapytaj, czego w obecnej sytuacji potrzebujesz i jak możesz o siebie zadbać. Pamiętaj, jesteś dla siebie najlepszym drogowskazem!

Inspiracje/źródło: huffpost

Zobacz też: Jak zadbać o swoją motywację w czasie pandemii?

Paulina Skwarzyńska

Zawodowo zajmuje się marketingiem afiliacyjnym. Prywatnie mama 1,5 rocznej Michaliny, fanka rodzicielstwa bliskości, miłośniczka koni.

„Dziękujemy za Waszą pracę” – dziś śmieją się nam prosto w twarz [FELIETON]

maseczka
Fot arosoft/ 123RF

Kiedy codzienność zmienia się szybciej niż myślimy, wszystkich nas to z lekka przeraża. Zwłaszcza, jeśli nie mamy nad tym kontroli i nie wychodzi to z naszej głębi. Nie jesteśmy panami sytuacji, a tylko zwykłymi pionkami w grze. W tym przypadku grze o życie.

Raz, dwa, trzy, cztery, pięć – liczę w myślach zmieniając raz po raz ruchy dłoni przy myciu. Tu wierzch dłoni, tam kciuki, następnie palce i przestrzenie między nimi. Raz, dwa, trzy, cztery, pięć. Umyte, opłukane, wysuszone ręcznikiem. Ayliffe’a stosowałam do tej pory tylko w pracy, a teraz to moja codzienność. Zakładam rękawiczki, nakładam maseczkę na twarz i biorę klucze. Zamykam za sobą, wiedząc, że mieszkanie zobaczę ponownie za 13 godzin. Biorę głęboki wdech i staram się wewnętrznie uspokoić, bo wiem, co za chwilę zobaczę – nieodpowiedzialność, brak zrozumienia i poszanowania mojej pracy.

Przystankowa reklama dumnie krzyczy hasłem: „Dziękujemy za Waszą pracę” – z początku się uśmiechałam, kiedy widziałam ją po raz pierwszy. Dzisiaj już nawet na nią nie patrzę. Patrzę za to na ludzi i ich zachowanie.

Od momentu kiedy weszły obostrzenia noszenia maseczek, mam wrażenie, że ludzie albo dokładnie nie wiedzą, jak ich używać, albo śmieją się szyderczo nam-medykom w twarz, uważając, że nic im nie grozi.

Wsiadam do autobusu i patrzę w szybę licząc przystanki. Jeszcze 6. Obce mi twarze zakryte materiałem wcale nie napawają mnie optymizmem – odsłonięty nos, maska zahaczona gdzieś na jednym uchu, ktoś inny osłania brodę. Nie tak, nie tak to miało wyglądać.

Pięć przystanków do końca – wsiadają nowi pasażerowi. Jedni okręceni szalikami po same oczy, inni z samymi przyłbicami – bez masek, bo po co?

Mam jeszcze cztery przystanki do pracy i napawa mnie refleksja – co jeśli wirus byłby widoczny? Jeśli byłby jedną wielką czerwoną kulką – czy obcy mi ludzie, jadący w autobusie, nie przykładaliby jednak do tego większej uwagi? Nie wiem, może wtedy zauważyliby, że to nie jest takie błahe zagrożenie.

Trzy przystanki. Ludzie kaszlą, smarkają i kichają – jedni w rękaw, inni w maseczkę, jeszcze inni w kawałek rękawa. Najlepiej reagują Ci, którzy kichają w zgięcie łokcia, ale mają maseczkę na sobie. Zakryty nos, usta, jednorazowe rękawiczki, które gdzieś pokątnie szybko zmieniają. Uśmiecham się wtedy do nich delikatnie, dziękując im za to.

Dwa przystanki. Myślę, jak by tu wyedukować ludzi, żeby jednak nosili maski poprawnie. Żeby zakrywali nos i usta. Nos przede wszystkim, bo on jest najczęściej zapominany w całym tym rozgardiaszu. Czy to chodzi tylko o materiał, z jakiego są zrobione, czy może jednak o sam przymus ich noszenia? Co ludzi bardziej denerwuje?

Jeden przystanek. Mam ochotę stanąć na środku autobusu i zademonstrować, jak poprawnie te maseczki założyć. Boję się, że wyszłabym na idiotkę.

– Proszę Pana, niech Pan poprawi maseczkę – słyszę gdzieś z dalszej części autobusu – Trzeba ją nosić na ustach i na nosie, a nie na brodzie.
– Daj mi spokój kobieto, sobą się zajmij! – jakiś mężczyzna prycha i kręci głową.

„Chłopie, popraw tą maskę – myślę sobie – Lepiej, żebyś nie trafił do mnie na Intensywną. Nie chcę, żebyś wiedział, co to jest laryngoskop i do czego on służy. Ani to, jaką rurką mogą Cię zaintubować, kiedy twoje płuca przestaną poprawnie funkcjonować. Nie chciałabym, żeby Cię interesowało to, że będę musiała odessać cię z wydzieliny cewnikiem, a zabieg ten do najmilszych wcale nie należy.”

Wysiadam. Idę chodnikiem i mam szeroko otwarte oczy ze zdziwienia, jak ludzie potrafią grać bohaterów, choć wcale nimi nie są. Jeszcze chwilę temu stali na balkonach i klaskali nam w podzięce za to, że jesteśmy i ratujemy im życie, a dziś śmieją się nam prosto w twarz.

Jak powinna być założona maseczka? Powinna zakrywać szczelnie nos i usta – gumka lub wiązania za uszami. Jednorazowa wyrzucona po każdym użytkowaniu do kosza, a bawełniana wyprana w 90 stopniach i wyprasowana. Dłonie, odziane w rękawiczki jednorazowe, nie powinny dotykać maseczki, a jeśli to się wydarzy – po zdjęciu rękawiczek należy je umyć i zdezynfekować. Nic trudnego. Trzeba tylko trochę rozwagi i samodyscypliny, aby w spokoju przetrwać ten gorący czas.

Zobacz też: Bezsenność vs koronawirus – jak spać spokojnie w czasach pandemii?

 

Agnieszka Wasilewska

Ekspert

Agnieszka Wasilewska

Pielęgniarka oddziału Anestezjologii i Intensywnej Terapii, a także pedagog z kilkuletnim doświadczeniem. Artystyczna dusza z empatią na dłoniach. Miłośniczka czerwonej herbaty i wieczornej medytacji.

Redakcja

Portal o rodzinie.

Czemu tak trudno nie dotykać twarzy?

Dotykanie twarzy
Dotykanie twarzy może przyczyniać się do zakażenia koronawirusem – pixabay.com

Powstał szereg zaleceń, mających ograniczyć rozprzestrzenianie się koronawirusa. Jedno z najważniejszych mówi, aby nie dotykać twarzy. Dlaczego tak trudno go przestrzegać?

Odstępy między ludźmi w miejscach publicznych, mycie rąk przed wejściem do sklepów, obowiązek chodzenia w maseczkach… lista zakazów i nakazów jest długa. Zanim nabrały charakteru prawnego, naukowcy musieli precyzyjnie określić, jakimi drogami rozprzestrzenia się koronawirus. Tak doszli do wniosku, że dotykanie twarzy jest jednym z ryzykownych zachowań. Niestety, jak dowodzą badania – często robimy to nieświadomie.

Uwarunkowania społeczne

„To jeden z najpowszechniejszych odruchów u dosłownie każdego człowieka” – stwierdził psycholog Kevin Chapman z kliniki psychiatrycznej w Louisville w stanie Kentucky, którego słowa cytuje LiveScience. Dotykamy twarzy podczas wykonywania dziesiątek codziennych czynności: poprawiania włosów, nakładania makijażu, mycia zębów itp. Mamy bowiem potrzebę dbania o swój wygląd. I tak np. reszki jedzenia między zębami mogą świadczyć o tym, że ktoś nie troszczy się o higienę oraz własną prezencję. Dotykanie twarzy jest zatem czymś, co wynika częściowo z uwarunkowań społecznych.

Zobacz też:  Stres przed egzaminem – jak sobie z nim poradzić?

Dotykanie twarzy? Może stać za tym stres

Nasze emocje mają bezpośrednie przełożenie na zachowania, także te nie w pełni świadome, jak np. obgryzanie paznokci czy właśnie pocieranie twarzy. Część z nich wynika ze stresu i służy zredukowaniu odczuwanego napięcia. Trudno uniknąć ich w codziennym życiu. Badania wykazały, że studenci  dotykali swojej twarzy średnio 23 razy w ciągu godzinnej lektury magazynu „American Jurnal of Infection Control”! Co prawda według Centrum Kontroli i Zapobiegania Chorobom (CDC) dotykanie twarzy nie jest głównym źródłem zakażeń koronawirusem, ale wciąż znajduje się wśród zachowań niezalecanych.

Higiena przede wszystkim

Paradoksalnie, gdy ktoś mówi nam, aby czegoś nie robić, od razu o tym myślimy, a w konsekwencji nieraz czujemy nieodpartą potrzebę złamania zakazu. Zdaniem Chapmana, nie ma innej rady, niż uświadomienie sobie faktu wykonywania pewnych czynności i zredukowanie ich do niezbędnego minimum. Na szczęście wiele rzeczy, jak np. upinanie włosnów, można zrobić bez przykładania palców do ust czy nosa. Podstawą jest higiena: warto mieć stale pod ręką (np. w torebce) małą butelkę płynu dezynfekującego i korzystać z niej za każdym razem, gdy w miejscu publicznym musimy dotknąć twarzy. Częste mycie rąk to nawyk, który może wyłącznie przysłużyć się zdrowiu – i to nie tylko naszemu.

Na podstawie: LiveScience

Bartosz Jaster

Absolwent Uniwersytetu Warszawskiego, pasjonat i badacz historii, miłośnik literatury faktu. Członek Fundacji Rozszczepowe Marzenia, niosącej pomoc dzieciom z wadami wrodzonymi.

Jak zadbać o swoją motywację w czasie pandemii?

koronawirus a motywacja
fot. pixabay.com

Pandemia zmieniła nasze dotychczasowe życie. Wiele osób w czasie jej trwania stara się utrzymać codzienną motywację – lub stara się na nowo zmotywować – do podejmowania działań. Jest to trudny i wymagający czas, który zmusza nas do reorganizacji wielu życiowych obowiązków.

Czym jest motywacja?

Motywacja to gotowość do podjęcia pewnych działań, które po określonym czasie przynoszą skutki. Zazwyczaj wyznaczamy sobie określony kierunek działania, który dzięki motywacji, możemy w różnym stopniu zrealizować.

Zobacz też: Porażka matką sukcesu! Dlaczego nie chcemy dzielić się tym, co nam nie wyszło?

Jak wzmacniać swoją motywację?

Motywacja jest bardzo istotna. Pomaga w prawidłowym funkcjonowaniu naszej sfery psychicznej i fizycznej. Jest potrzebna do realizowania między innymi: pracy, nauki czy aktywności ruchowej. Aktualna sytuacja, w której się znaleźliśmy, może w różnym stopniu działać na ową motywację. Niestety, ograniczenie przestrzeni oraz wprowadzone ogólne obostrzenia mogą mieć negatywny wpływ na poziom efektywności naszego działania.

Jak w tej sytuacji możemy sobie pomóc?

  • Stwórzmy swój plan – nadanie struktury dnia, pomaga realizować założenia przyjęte na poszczególne dni. Zaplanujmy dokładnie godzinę pobudki, czas posiłków, wyznaczmy ramy czasowe swojej pracy oraz czasu wolnego. To bardzo istotne, ponieważ „rytuał dnia” wpłynie pozytywnie na naszą wydajność. Da nam poczucie kontroli oraz odpowiedniej organizacji.
  • Zaplanujmy przestrzeń do pracy – niezwykle ważne jest miejsce, w którym wykonujemy daną pracę. W przestrzeni domowej stwórzmy własne stanowisko, np. przy biurku/stole, które pomoże nam wywiązać się ze swoich obowiązków, przewidzianych na dany dzień. Unikajmy pracy w miejscu, w którym śpimy, lub w którym się relaksujemy, np. na łóżku. Wpłynie to na jakość pracy oraz zwiększy naszą motywację.
  • Zadbajmy o naszą estetykę – praca zdalna może wpływać demotywująco na nasz wygląd. Dlatego warto zwrócić uwagę na to, jak wyglądamy oraz, w jakim stopniu o siebie dbamy. Prozaiczne codzienne zabiegi higieniczne powinny być przestrzegane, ponieważ będą one wpływać znacząco na naszą samoocenę i nasze samopoczucie.
  • Zwróćmy uwagę na dietę oraz aktywność fizyczną – to, co może pomóc nam w przestrzeganiu rytmu dnia to wprowadzenie odpowiedniej diety oraz sportu. Utrzymywanie swojego ciała w dobrej kondycji przekłada się na psychiczny dobrostan. Aktywność fizyczna pozytywnie wpływa na poczucie własnej wartości. Jednocześnie stawia przed nami cele, które dzięki motywacji jesteśmy w stanie zrealizować. To istotny czynnik, o którym warto pamiętać i który warto dodać do swojego życia.

Zobacz też: Bezsenność vs koronawirus – jak spać spokojnie w czasach pandemii?

Aleksandra Nosarzewska

Studentka V roku psychologii klinicznej na Uniwersytecie SWPS. Jej pasją jest psychologia dziecka oraz pedagogika. Na co dzień współpracuje z dziećmi z zaburzeniami ze spektrum autyzmu.

Koronawirus ma z czym konkurować – oto najgorsze epidemie i pandemie w dziejach

najgorsze epidemie i pandemie
Epidemie nękały ludzkość od zarania dziejów. || – fot. 123rf.com

Choć pandemia koronawirusa ogarnęła cały świat, nie jest na szczęście tak groźna jak plagi, które nękały ludzkość w przeszłości. Oto najgorsze epidemie i pandemie w dziejach – wiedzieliście o nich?

1. Prehistoria: ok. 3000 p.n.e.

W północnozachodnich Chinach badacze odkryli liczące 5000 lat ruiny wioski, którą nawiedziła nieznana choroba. Zmarłych grzebano razem. Zdaniem archeologów i antropologów, epidemia szerzyła się zbyt szybko, aby dokonać godnego pochówku. Stanowisku nadano nazwę Hamin Mangha. Podobne odkrycia miały miejsce w innej wiosce, Miaozigou, co świadczy prawdopodobnie o tym, że prehistoryczna zaraza rozprzestrzeniła się w całym regionie.

2. Zaraza ateńska: 430 rok p.n.e.

Wiemy o niej dzięki zapiskom Tukidydesa – słynnego historyka, autora „Wojny peloponeskiej”. Ateny, będące wówczas militarną potęgą, toczyły wojnę ze Spartą. Niespodziewanie w pierwszym z państw-miast zaczęła szerzyć się nieznana zaraza, zbierająca obfite żniwo. Tukidydes podejrzewał, że choroba pochodzi z Etiopii. Nie znano na nią lekarstwa. Była jednakowo groźna dla ludzi starych i młodych.

3. Dżuma Justyniana: ok. 541-542

Choroba rozprzestrzeniła się w całej Europie i doprowadziła do wyludnienia znacznej części kontynentu. Za czasów Justyniana Bizancjum było mocarstwem; m.in. z powodu epidemii zaczęło podupadać. Co ciekawe, sam Justynian (znany choćby z tego, że wybudował słynną świątynię Hagia Sophia) zachorował na dżumę i przeżył.

Zobacz też: Czy przetrwamy pandemię?

4. Czarna śmierć: 1346-1353

Według niektórych szacunków doprowadziła do tego, że populacja Europy zmniejszyła się nawet o połowę. Dziś wiadomo, że za rozprzestrzenianie się dżumy odpowiadały m.in. pchły żerujące na gryzoniach. Czarna śmierć zapoczątkowała także powolny upadek gospodarki opartej na poddaństwie: po wygaśnięciu pandemii trudniej było znaleźć chętnych (i zdolnych) do pracy.

5. Epidemia cocoliztil: 1545-1548

Przykład na to, że śmiercionośne pandemie szerzyły się nie tylko w Azji i Europie. Cocolitzil znacząco przyczyniła się do wymarcia całej populacji Azteków. Chorobę przywlekli do Nowego Świata europejscy konkwistadorzy; rdzenna ludność nie była na nią uodporniona. Współcześni naukowcy ustalili, że pod tajemniczą nazwą – Cocolitzil – kryła się jedna z odmian salmonelli.

6. Grypa hiszpanka: 1918-1920

Dziś trudno sobie to wyobrazić, ale na hiszpankę zachorowało 500 milionów (!) ludzi na całym świecie, z czego jedna piąta zmarła. Organizmy wielu ofiar były osłabione po trudnym okresie I wojny światowej. Pandemia, wbrew swojej nazwie, wcale nie zaczęła się w Hiszpanii. Po prostu tamtejsza prasa, nieobjęta cenzurą w trakcie wojny, jako pierwsza zaczęła donosić o zgonach spowodowanych przez nieznaną dotąd chorobę.

Powyższy przegląd jest oczywiście niepełny. Wśród innych, powszechnie znanych epidemii/pandemii, można bowiem wymienić także: wielką zarazę w Londynie (1665-1666), dżumę w Marsylii (1720-1723), Rosji (1770-1772), a z bardziej współczesnych: AIDS, świńską grypę czy afrykańską ebolę.

Na podstawie:

livescience.comnaukawpolsce.pap.plnewsweek.pl

Bartosz Jaster

Absolwent Uniwersytetu Warszawskiego, pasjonat i badacz historii, miłośnik literatury faktu. Członek Fundacji Rozszczepowe Marzenia, niosącej pomoc dzieciom z wadami wrodzonymi.