Przejdź do treści

Self-love – czyli czego nauczyła mnie moja córka?

Self-love akceptacja siebie miłość
fot. 123rf.com

Pojawienie się na świecie dziecka to oczywiście rewolucja. Dzień zaczyna być ułożony pod jego potrzeby – wszystko na początku staje na głowie, ponieważ musimy wypracować wspólny rytm z nowym członkiem rodziny. Jednak poza zmianami oczywistymi, dokonują się także te bardziej niewidoczne z zewnątrz. To właśnie one są PRZEŁOMOWE i nie dotyczą codziennych rytuałów, planu dnia czy braku snu.

Kochaj, nie krytykuj!

Te najważniejsze zmiany dokonały się w mojej głowie, za sprawą małej istoty, która wypełniła mnie bezwarunkową miłością i od której codziennie ową bezwarunkową miłość dostaję. Nie ma dla niej znaczenia czy jestem pomalowana, szczupła i modnie ubrana. Najważniejsze dla niej jest nasze wspólne bycie razem, wzajemne zainteresowanie i pełna akceptacja. Moja córka mnie nie ocenia, kocha tu i teraz całą sobą. Dlaczego więc ja bywam dla siebie surowa, krytykuję siebie za wiele rzeczy? Większość tej krytyki dokonuje się w mojej głowie, ale – niestety – część słów zostaje wypowiedzianych też na głos…

Dostrzegłam w pewnym momencie zderzenie tych dwóch spojrzeń. Moje akceptujące dziecko i ja – najwierniejszy krytyk mojej osoby. Czy chcę, żeby taki obraz mamy miała przed oczami – kobiety „niewystarczającej”? Czy chcę, żeby na tej podstawie budowała również obraz siebie? Nie chcę. Nie chcę również sama widzieć takiego obrazu mojej osoby. Te małe oczy, nieskażone światem ocen, mówią codziennie: „Jesteś wspaniała taka, jaka jesteś”.

Zrodziło się we mnie postanowienie. Będę pracować nad akceptacją: moich wad i zalet, dobrych i złych dni, moich słabości. Będę dla siebie dobra. W końcu, będę szanowała i zauważała swoje potrzeby! I to był chyba dla mnie najważniejszy krok – uświadomienie sobie, że dopiero kiedy zaspokoję moje potrzeby, będę gotowa odpowiadać na potrzeby moich bliskich.

Zobacz też: Jak dbać o zdrowie psychiczne dzieci podczas pandemii?

Nie jestem egoistką! Jestem ważna

Sposób w jaki jesteśmy wychowywani, komunikaty, jakie odbieramy na co dzień w mediach, szkole, od znajomych, stawiają nasze potrzeby na drugiej pozycji. Ważniejsze jest podobanie się innym, bycie lubianym i zaspokajanie potrzeb świata zewnętrznego – żeby przypadkiem nie wyjść na egoistkę… Jak pod koniec dnia sami czujemy się z sobą? Warto zadać sobie to pytanie i szczerze na nie odpowiedzieć, potem przytulić siebie i zadbać o swoje potrzeby.

W moim przypadku nie dokonała się jakaś nagła, magiczna zmiana. To codzienna praca i codzienne przypominanie sobie o tym, że JESTEM WAŻNA. W kryzysowych momentach zastanawiam się, jakie potrzeby nie są we mnie zaspokojone. Potem staram się nimi zaopiekować. Bywa, że wymaga to prośby o pomoc i czasami to ona jest najtrudniejsza – warto jednak dokonać tego wysiłku, zawalczyć dla siebie i o siebie, a finalnie również o swoich bliskich. Taka przewrotność… Ten „egoizm” może być pożyteczny nie tylko dla mnie, lecz także dla mojej rodziny. Jeśli zadbam o siebie, będę w stanie zadbać też o innych.

Zobacz też: Jak rozmawiać z dziećmi o pandemii?

Paulina Skwarzyńska

Zawodowo zajmuje się marketingiem afiliacyjnym. Prywatnie mama 1,5 rocznej Michaliny, fanka rodzicielstwa bliskości, miłośniczka koni.

Czy przetrwamy pandemię?

pandemia
Fot - pixabay

Książka Sonii Shah „Epidemia. Od dżumy przez HIV po ebolę” ukazała się rok temu, kiedy nikt nie podejrzewał, że rozedrgany i pędzący świat stanie w ciągu jednego popołudnia. Kiedy piszę te słowa, liczba zmarłych na koronowirusa wynosi 230 tys. na całym świecie. Jakie mechanizmy rządzą epidemią, co robimy źle i dlaczego nadal przenosimy wirusy? Nie ma prostej odpowiedzi i wiele powinniśmy się dowiedzieć – tę książkę powinien przeczytać każdy.

„Epidemiolodzy twierdzą, że za kilkadziesiąt lat wybuchnie pandemia, która może zabić 165 milionów osób. Przewaga liczebna drobnoustrojów nad nami już teraz wynosi sto tysięcy do jednego. Czy jesteśmy w stanie wygrać tę nierówną walkę?” – czytam na okładce książki. Czy to już? Czy tak, jak przepowiedziała autorka, chorobotwórczy drobnoustrój lub patogen, który wywoła na świecie kolejną pandemię, czaił się wśród nas kilka miesięcy temu? Czy to właśnie koronawirus, który już zabił tysiące i zrujnował życie milionom? A może to dopiero próba przed czymś o wiele groźniejszym?

Zobacz też: Jak rozmawiać z dziećmi o pandemii?

Bakteria cholery to jeden z niewielu patogenów – obok dżumy, grypy, ospy prawdziwej i HIV – które nawet współcześnie zachowały zdolność do wywoływania epidemii. Do tej pory wywołała ich aż siedem, ostatnia wybuchła na Haiti w 2010 roku. Częstotliwość występowania epidemii była poważnym wyzwaniem dla polityków i organizacji społecznych. Międzynarodowa współpraca, skuteczne zarządzanie na szczeblu lokalnym i społeczna spójność były warunkami, które pozwalały na opanowanie choroby. Przez 100 lat epidemie dotykały wielkie miasta, takie jak Nowy Jork, Paryż czy Londyn i wyglądało na to, że wreszcie udało się ich pozbyć. Aby do tego doszło, konieczne było wprowadzenie zmian, które obejmowały budownictwo, zarządzaniem wodą pitną oraz odpadami, działalnością służby zdrowia, stosunkami międzynarodowymi i podniesieniem wiedzy o zdrowiu oraz chorobach.

Zbyt późna reakcja

Jak pisze autorka, to, jak radziły sobie współczesne społeczeństwa z ogniskami nowych chorób, nie wróży dobrze. Wirus ebola pojawił się w Nowej Gwinei w 2014 roku i gdyby opanowano go u źródła we wczesnym stadium rozwoju, jego rozprzestrzenianie się byłoby zahamowane. Tymczasem pojawił się on w sąsiednich krajach, wywołując zakażenie u ponad 26 tysięcy ludzi. W 2009 pojawiła się nowa odmiana grypy H1N1, na którą zmarło ponad 0,5 miliona osób. Pierwsze przypadki koronawirusa, powodującego COVID-19, pojawiły się w Chinach w okolicy 17 listopada – gdyby wtedy odpowiednio zareagowano, być może nie musielibyśmy borykać się z pandemią. Przynajmniej nie na taką skalę.

Zobacz też: Bezsenność vs koronawirus – jak spać spokojnie w czasach pandemii?

Książka Sonii Shah śledzi podróż (od dzikich terenów kolonialnej Azji Południowej, przez XIX- wieczne slumsy Nowego Jorku, aż po dżungle Afryki Środkowej i współczesne podmiejskie podwórka domowe na amerykańskim Wschodnim Wybrzeżu) patogenów wywołujących choroby, które w przypadku cholery i jej potomków zaczyna się w organizmach otaczających nas dzikich zwierząt.

Sonia Shah – Epidemia. Od dżumy poprzez HIV po ebolę. Wyd. Znak

Iza Farenholc

Dziennikarka i redaktorka. Pracowała jako redaktor naczelna w magazynie dla rodziców Gaga oraz współpracowała m.in. z magazynami Zwierciadło, Twój Styl, Sens, Glamour - materiały psychologiczne, recenzje książkowe, muzyczne i filmowe, wywiady, reportaże z podróży.

Czemu tak trudno nie dotykać twarzy?

Dotykanie twarzy
Dotykanie twarzy może przyczyniać się do zakażenia koronawirusem – pixabay.com

Powstał szereg zaleceń, mających ograniczyć rozprzestrzenianie się koronawirusa. Jedno z najważniejszych mówi, aby nie dotykać twarzy. Dlaczego tak trudno go przestrzegać?

Odstępy między ludźmi w miejscach publicznych, mycie rąk przed wejściem do sklepów, obowiązek chodzenia w maseczkach… lista zakazów i nakazów jest długa. Zanim nabrały charakteru prawnego, naukowcy musieli precyzyjnie określić, jakimi drogami rozprzestrzenia się koronawirus. Tak doszli do wniosku, że dotykanie twarzy jest jednym z ryzykownych zachowań. Niestety, jak dowodzą badania – często robimy to nieświadomie.

Uwarunkowania społeczne

„To jeden z najpowszechniejszych odruchów u dosłownie każdego człowieka” – stwierdził psycholog Kevin Chapman z kliniki psychiatrycznej w Louisville w stanie Kentucky, którego słowa cytuje LiveScience. Dotykamy twarzy podczas wykonywania dziesiątek codziennych czynności: poprawiania włosów, nakładania makijażu, mycia zębów itp. Mamy bowiem potrzebę dbania o swój wygląd. I tak np. reszki jedzenia między zębami mogą świadczyć o tym, że ktoś nie troszczy się o higienę oraz własną prezencję. Dotykanie twarzy jest zatem czymś, co wynika częściowo z uwarunkowań społecznych.

Zobacz też:  Stres przed egzaminem – jak sobie z nim poradzić?

Dotykanie twarzy? Może stać za tym stres

Nasze emocje mają bezpośrednie przełożenie na zachowania, także te nie w pełni świadome, jak np. obgryzanie paznokci czy właśnie pocieranie twarzy. Część z nich wynika ze stresu i służy zredukowaniu odczuwanego napięcia. Trudno uniknąć ich w codziennym życiu. Badania wykazały, że studenci  dotykali swojej twarzy średnio 23 razy w ciągu godzinnej lektury magazynu „American Jurnal of Infection Control”! Co prawda według Centrum Kontroli i Zapobiegania Chorobom (CDC) dotykanie twarzy nie jest głównym źródłem zakażeń koronawirusem, ale wciąż znajduje się wśród zachowań niezalecanych.

Higiena przede wszystkim

Paradoksalnie, gdy ktoś mówi nam, aby czegoś nie robić, od razu o tym myślimy, a w konsekwencji nieraz czujemy nieodpartą potrzebę złamania zakazu. Zdaniem Chapmana, nie ma innej rady, niż uświadomienie sobie faktu wykonywania pewnych czynności i zredukowanie ich do niezbędnego minimum. Na szczęście wiele rzeczy, jak np. upinanie włosnów, można zrobić bez przykładania palców do ust czy nosa. Podstawą jest higiena: warto mieć stale pod ręką (np. w torebce) małą butelkę płynu dezynfekującego i korzystać z niej za każdym razem, gdy w miejscu publicznym musimy dotknąć twarzy. Częste mycie rąk to nawyk, który może wyłącznie przysłużyć się zdrowiu – i to nie tylko naszemu.

Na podstawie: LiveScience

Bartosz Jaster

Absolwent Uniwersytetu Warszawskiego, pasjonat i badacz historii, miłośnik literatury faktu. Członek Fundacji Rozszczepowe Marzenia, niosącej pomoc dzieciom z wadami wrodzonymi.

Czy powinniśmy martwić się tym, co pies widzi na ekranie telewizora?

pies telewizor

Kiedy dzieci pójdą spać, rodzice bardzo często zmieniają kanał telewizyjny na taki, w którym mogą pojawić się elementy przemocy. Podczas oglądania drastycznych scen, właściciele psów nie wyprowadzają swoich czworonożnych przyjaciół z pokoju. Jednak może zauważyliście, że podczas oglądania przez Was telewizji, pies także patrzy się z zaciekawieniem w ekran? Co widzi i czuje w tym momencie? Przeczytajcie!

Czy pies rozumie to, co wyświetla się na ekranie telewizora?

Chronimy dzieci przed niebezpiecznymi scenami, by nie rozbudzać w nich strachu, lęku i oszczędzić im nocnych koszmarów. A co z psami? Niektórzy właściciele czworonogów przyznają, że niejednokrotnie zauważyli, że pies wystawiał kły i szczekał, gdy na ekranie telewizora pojawiło się inne zwierzę.

Zgodnie z artykułem opublikowanym w National Geographic autorstwa Liz Langley, w dziale zatytułowanym „Dziwne i dzikie”, psy mogą przetwarzać obrazy podobnie jak ludzie. Czworonogi nie tylko rejestrują obrazy telewizyjne, one są wystarczająco inteligentne, by rozpoznawać zwierzęta na ekranie, podobnie jak w prawdziwym życiu. Niektóre psy są wyraźnie podekscytowane, gdy usłyszą szczekanie – nie tylko same zaczynają szczekać, ale także podbiegają do telewizora.

Widzenie psów

Podczas gdy człowiek widzi trichromatycznie, psy widzą jedynie dichromatycznie, co oznacza, że rozpoznają barwę żółtą i niebieską. Ponadto ich oczy rejestrują zdecydowanie szybciej – wyjaśnia Langley.

Co ciekawe, stworzone zostały specjalne kanały telewizyjne dedykowane psom, które oferują programy ze znacznie większą liczbą klatek na sekundę, a także schematem kolorów zaprojektowanym z uwzględnieniem dichormatycznego widzenia.

Zobacz też: Koń terapeuta – czemu nie? Okiełznaj emocje i ściągnij cugle z Karoliną Czarnecką! WYWIAD

Masz wrażenie, że Twój pies podczas oglądania telewizji wydaje się być czasami w ogóle niezainteresowany? Langley uważa, że czworonogi, podobnie jak niektóre osoby, po pewnym czasie stają się znieczulone na telewizję, nawet gdy w programie pojawia się inne zwierzę. Co ciekawe, psy rasy pasterskiej, np. teriery, bardziej reagują na obiekty poruszające się po ekranie telewizora, podczas gdy psy gończe, wyróżniające się ostrością węchową, nie są nimi aż tak zainteresowane.

Badanie przeprowadzone w 2013 roku dowodzi, że nasi czworonożni przyjaciele potrafią wybrać zdjęcia psów spośród twarzy ludzi i innych zwierząt – dzikich i domowych. Psy rozpoznają podobieństwa pomiędzy osobnikami należącymi do tego samego gatunku.

Niektórzy właściciele psów, którzy zauważyli, że ich czworonożni przyjaciele reagują na treści telewizyjne, zaczęli dbać, by nie narażać ich na przemoc lub niebezpieczne obrazy. Z kolei inni postanowili się tym zupełnie nie przejmować. Do której grupy Ty należysz?

Źródła: psychologytoday, thebatk

Zobacz też: Pies – najlepszy przyjaciel rodziny?

Rolka, która łączy ludzi – towar pożądany nie tylko w Polsce

Kai Forman, student i animator, wpadł na pomysł zabawnego projektu jednoczącego ludzi z całego świata. Jego głównym elementem jest… papier toaletowy.

Założenia były bardzo proste: obywatele różnych państw nakręcą kilkusekundowe klipy, na których łapią rolkę papieru toaletowego, a następnie wyrzucają ją poza kadr. Najlepiej w jakiś zabawny sposób lub w nietypowym przebraniu. Pomysł „chwycił”, więc po trzech tygodniach Kai mógł zmontować z nadesłanych filmików jeden dłuższy, trwający koło trzech minut. Jaki cel ma ta zabawa? Jej autor wyjaśnia, że czuł się przytłoczony codziennym zalewem negatywnych informacji: „Wiedziałem, że ludzie na całym świecie doświadczają tego samego, co ja. Chciałem zrobić coś pozytywnego, co pokazałoby naszą jedność”.

Odbijam śmiało rolkę

Młody filmowiec wyszukał w internecie około 200 osób, z których ostatecznie 50 zgodziło mu się pomóc. I zrobiło to w naprawdę kreatywny sposób! Paryżanka odbijająca rolkę patelnią czy Szwed ubrany w torbę z Ikei potrafią wywołać uśmiech na twarzy. Niektórzy ludzie mają do siebie naprawdę spory dystans… niestety obecnie trzeba go zachowywać także w stosunku do innych. Choć materiał wydaje się banalny – zarówno w założeniach, jak i pod względem technicznym – trudno nie docenić stojącej za nim idei. Film cieszy się zresztą sporym powodzeniem na Reddicie: pierwszego dnia ponad 97.000 osób dało mu tamtejszy odpowiednik „lajka”. Zdobył też 185 pięć odznak.

Zobacz też:  Zdalne nauczanie w Polsce w czasach koronawirusa

To jeszcze nie koniec

Dla tych, którzy chcieliby stać się częścią tego międzynarodowego projektu, mamy dobre wieści: Kai zamierza nakręcić podobny film, tyle że dłuższy i generalnie bardziej „rozbudowany”. Miałby bowiem obejmować wszystkie kraje świata. Nic nie stoi zatem na przeszkodzie, żeby zostać reprezentantem Polski w osobliwej dziedzinie, jaką jest rzut rolką papieru toaletowego. Nie każdy ma szansę biegać po murawie czy skakać jak Małysz, ale – jak widać – zawsze znajdzie się dziedzina, w której można się wykazać.

Zobacz też: Drodzy tatusiowie, warto spędzać czas z dziećmi –najnowsze badania pokazują dlaczego!

Inspiracja: boredpanda.com

Bartosz Jaster

Absolwent Uniwersytetu Warszawskiego, pasjonat i badacz historii, miłośnik literatury faktu. Członek Fundacji Rozszczepowe Marzenia, niosącej pomoc dzieciom z wadami wrodzonymi.