Przejdź do treści

Sen dobry na wszystko!

Sen dobry na wszystko!
Reguluje emocje, wzmacnia system odpornościowy, reguluje apetyt, poprawia metabolizm. – Fot. Pixabay

Reguluje emocje, wzmacnia system odpornościowy, reguluje apetyt, poprawia metabolizm, spowalnia efekty starzenia, wydłuża życie i łagodzi bolesne wspomnienia. Do tego odchudza i chroni przed rakiem oraz demencją. Nowy suplement?

Sen. Darmowe lekarstwo i panaceum na wiele schorzeń. Siedemnaście tysięcy raportów potwierdza cudowną moc snu. Jak pisze autor książki Matthew Walker – psycholog i naukowiec zajmujący się badaniem mózgu – sen nie polega tylko na utracie świadomości. Niektóre funkcje mózgu zostają odbudowane w trakcie snu, każda z faz snu zapewnia mu inne korzyści, utrata któregoś z nich prowadzi do upośledzenia funkcji mózgu – trudno więc się dziwić, że urwane nocne godziny przypomną się rano złym samopoczuciem, bólami głowy czy innymi dolegliwościami. Jego książkę powinien przeczytać każdy, bo każdy z nas przesypia pół życia i nie zdajemy sobie sprawy jak ważna to funkcja. Szerząca się epidemia niedoboru snu wywiera katastrofalny wpływ na nasze zdrowie, długość życia, bezpieczeństwo, produktywność i edukację dzieci – pisze autor.

Zobacz też: Innowacyjna maskotka wesprze sen dziecka i odciąży rodzica. Wymyśliły ją Polki

 REM czyli o czym śni dziecko w brzuchu

Ludzkie dziecko przed narodzinami śpi bez ustanku. Prawie, bo w trzecim trymestrze zaczyna się powoli „budzić”, chociaż jest to może zbyt dużo powiedziane, bo przebywający w macicy maluch spędza zaledwie 2-3 godziny w czasie czuwania, resztę doby przesypia.

Naukowcy zainteresowali się fazą REM, ponieważ odgrywa ona kluczową rolę w procesie dojrzewania mózgu m.in. dlatego, że pełni ona funkcję elektrycznego nawozu. Eksplozje aktywności elektrycznej związane ze snem REM stymulują rozwój ścieżek neuronalnych w całym mózgu. Ten proces nazywa się synapsogenezą, ponieważ dochodzi w niej do powstania milionów połączeń między neuronami (synaps). Naukowcy uważają, że naruszenie fazy REM w rozwijającym się mózgu dziecka, przed narodzinami albo po narodzinach miałoby nieprzyjemne konsekwencje. U matek spożywających duże ilości alkoholu (blokuje on wytwarzanie snu REM) w czasie ciąży stwierdzono o 200 procent mniejszy poziom żywej aktywności elektryczne, a jak pisaliśmy wcześnie przekłada się on na tworzenie synaps.

Zobacz też: Celebruj piękne momenty dzieciństwa – konkurs fotograficzny SEN DZIECKA

 Autyzm a REM

Najnowsze badania łączą niedobór snu REM ze spektrum zaburzeń autystycznych. Ponieważ u osób z autyzmem występuje nierównowaga w połączeniach synaptycznych, naukowcy zaczęli badać występowanie u nich nietypowego snu. U noworodków i małych dzieci wykazujących objawy autyzmu, albo u których został on zdiagnozowany, stwierdzono zaburzenia rytmu snu, a najbardziej znaczący jest niedobór fazy REM, którego deficyt wynosi około 30-50 % w porównaniu z dziećmi bez autyzmu. Oczywiście to, że autyzm i zaburzenia snu REM występują jednocześnie, nie oznacza, że jedno jest przyczyną drugiego i nie należy z tego wyciągać wniosków na temat przyczynowości występowania choroby.

Można tylko mieć nadzieję, że dalsze badania dadzą nadzieję na opracowanie nowych metod wykrywania autyzmu.

Warto zdać sobie sprawę, że na wczesnym etapie życia faza REM jest zjawiskiem obowiązkowym, każda godzina snu w tej fazie się liczy, a jej zablokowanie lub zmniejszenie u nowonarodzonych zwierząt wstrzymuje lub zaburza rozwój mózgu. To z kolei skutkuje wykształceniem się upośledzonych społecznie osobników.

Dlaczego śpimy. Odkrywanie potęgi snu i marzeń sennych – Dr. Matthew Walker Wyd. Marginesy

 

Iza Farenholc

Dziennikarka i redaktorka. Pracowała jako redaktor naczelna w magazynie dla rodziców Gaga oraz współpracowała m.in. z magazynami Zwierciadło, Twój Styl, Sens, Glamour - materiały psychologiczne, recenzje książkowe, muzyczne i filmowe, wywiady, reportaże z podróży.

Rozdrażnienie, apatia, problemy z koncentracją – to może być objaw boreliozy?

Objawy boreliozy
fot. CM Damiana

Kleszcze to pajęczaki niezwykle niebezpieczne dla naszego zdrowia. „Niewinne” ukąszenie może doprowadzić do chorób, do których należą m.in. odkleszczowe zapalenie mózgu oraz borelioza. Choroby te mogą dawać bardzo niespecyficzne objawy m.in. powodować apatię, pogorszenie nastroju czy ogólne osłabienie organizmu. W którym momencie te „powszechne” dolegliwości powinny skłonić nas do wizyty u lekarza? Zapytaliśmy eksperta – lek. med. Joannę Pietroń, internistę z Centrum Medycznego Damiana.

Uważaj na kleszcze!

Marzec i kwiecień to miesiące w których, po okresie zimowym, przyroda budzi się do życia. Pojawiają się pierwsze cieplejsze dni, a my częściej opuszczamy domowe zacisze, aby delektować się promieniami słonecznymi, których tak bardzo nam brakowało. Spotkania towarzyskie na świeżym powietrzu, jazda na rowerze, długie spacery po lesie…

Poza oczywistymi korzyściami tak spędzanego wolnego czasu, musimy jednak pamiętać o środkach bezpieczeństwa i ochrony przed kleszczami, których okres aktywności rozpoczął się już w marcu. Atakują one te części naszego ciała, które pokryte są cienką i delikatną skórą (pachwiny, kolana, głowę w okolicy włosów).

Zazwyczaj nie zdajemy sobie nawet sprawy, że zostaliśmy „zaatakowani”, ponieważ moment ukłucia jest całkowicie bezbolesny (kleszcze wytwarzają substancję znieczulającą naszą skórę). Dlatego, wybierając się na spacer np. do lasu, szczególną uwagę powinniśmy zwrócić na szczelne osłonięcie naszej skóry. W tym celu wybierajmy ubrania z długimi rękawami i nogawkami, skarpety naciągajmy na spodnie, korzystajmy z wyższych butów, a na głowę załóżmy czapkę z daszkiem lub kapelusz. Ponadto pamiętajmy, że zdecydowanie lepszym wyborem będą ubrania koloru jasnego, na których łatwiej zauważyć pełzające kleszcze.

Po powrocie do domu należy dokładnie obejrzeć ciało, a w razie znalezienia kleszcza, natychmiast go usunąć za pomocą plastikowego haczyka lub pęsetki. Pamiętajmy, że kleszcza należy usunąć w całości. Jeżeli nam się to nie uda, powinniśmy niezwłocznie udać się do lekarza – komentuje Joanna Pietroń, internista z Centrum Medycznego Damiana.

Miejsce ukąszenia również warto regularnie sprawdzać, a jakiekolwiek niepokojące symptomy (m.in. rumień powiększający się obwodowo, guzek, zaczerwienienie, obrzęk), które pojawiły się w następstwie ukąszenia, zgłosić podczas wizyty w gabinecie specjalisty. Kleszcza należy usunąć jak najszybciej z ciała, ponieważ ryzyko zakażenia boreliozą zwiększa się w sytuacji, gdy kleszcz przebywa w ciele ponad 24 godziny. Chociaż nie każdy kleszcz jest nosicielem chorób, wszystkie kontakty z nimi może być potencjalne zakaźne, ponieważ pajęczaki te przenoszą groźne choroby m.in. babeszjozę, anaplazmozę, bartonellozę, gorączkę Q, tularemię czy riketsjozę.

Zobacz też: Jak “zasada trzech minut” może wpłynąć na Twoją relację z dzieckiem?

Odkleszczowe zapalenie mózgu

Wymienione powyższej choroby, będące następstwem ukąszenia, stosunkowo rzadko występują w naszym kraju. Do najczęściej diagnozowanych należy m.in. odkleszczowe zapalenie mózgu (nazywane inaczej środkowo-europejskim lub wczesnoletnim).

Odkleszczowe zapalenie mózgu może rozwinąć się w naszym organizmie w ciągu 7-14 dni od momentu ukąszenia przez kleszcza. Najpierw pojawiają się tzw. „grypopodobne” objawy zwiastunowe, takie jak: gorączka, bóle głowy, mięśni i stawów, nudności, wymioty, biegunka.

U niektórych chorych po kilku dniach dobrego samopoczucia pojawiają się objawy zajęcia układu nerwowego. U większości osób istnieją dobre rokowania, jednak czasami choroba może doprowadzić do niedowładów kończyn lub zaburzeń czucia. U części pacjentów mogą pojawić się problemy z koncentracja i pamięcią.

Nie istnieje leczenie przyczynowe wirusowego zapalenia opon mózgowo-rdzeniowych, dlatego warto zadbać o profilaktykę – zachęcam wszystkich do wykonania szczepień przeciwko odkleszczowemu zapaleniu mózgu. Jej skuteczność po przyjęciu trzech dawek wynosi ok. 96 proc. – dodaje lek. med. Joanna Pietroń.

Zobacz też: „Moje dziecko nie lubi swojego ciała!” Jak możemy pomóc dzieciom w samoakceptacji?

Przesilenie wiosenne a borelioza – tak łatwo się pomylić

Inną częstą chorobą odkleszczową występującą w Polsce jest borelioza. Wywołana zostaje przez bakterię, dlatego istnieje możliwość leczenia przyczynowego. Jej charakterystycznym objawem jest tzw. rumień wędrujący, który pojawia się w ponad 50 proc. przypadków. W jaki sposób możemy zdiagnozować boreliozę u pozostałych pacjentów?

Borelioza to choroba, która często „ukrywa się” pod postacią objawów, często traktowanych jako chwilowy „spadek formy” czy symptomy tzw. przesilenia (np. wiosennego). Osoba zakażona przez kleszcza może bowiem odczuwać m.in. bóle głowy, stawów i mięśni, chroniczne przemęczenie organizmu, ogólny spadek nastroju, drażliwość, a podczas codziennych czynności trudno jej skupić się na wykonywaniu zadań (problemy z koncentracją).

Jak widzimy objawy te nie są „zarezerwowane” wyłącznie dla boreliozy. Warto jednak zaznaczyć, że borelioza nie od razu musi dawać widoczne objawy, a wykrycie choroby często następuje nawet po upływie kilku lat. Taki stan nazywany jest boreliozą późną, a jej leczenie jest wówczas zdecydowanie bardziej skomplikowane. Dlatego zawsze, kiedy staliśmy się celem ataku kleszcza i usuwaliśmy go z naszego ciała, należy zgłosić się do lekarza, który przeprowadzi badania przesiewowe w celu wykrycia ewentualnego zakażenia. Pamiętajmy, że im szybciej wykryjemy zakażenie, tym skuteczniej będziemy mogli je wyleczyć i to bez większego wpływu na stan naszego zdrowia. Wśród objawów przewlekłej boreliozy możemy wymienić m.in. dolegliwości neurologiczne, zapalenia stawów, mięśnia sercowego, czy nerwów czaszkowych. Mogą one utrzymywać się nawet przez kilka lat i to już po całkowitym wyleczeniu pacjenta. Po skończonej antybiotykoterapii leczy się je już objawowo– mówi lek. med. Joanna Pietroń, internista z Centrum Medycznego Damiana.

Zobacz też: Dlaczego zdecydowałam się na dziecko? Z pamiętnika młodej mamy

Ekspert

Lek.med. Joanna Pietroń

Lekarz internista w Centrum Medycznym Damiana w Warszawie

materiał prasowy

Materiał prasowy redakcja otrzymuje, gdy firmy, stowarzyszenia, fundacje i inne organizacje chcą poinformować naszych czytelników i czytelniczki o aktualnościach, wydarzeniach, eventach, nowych produktach czy konferencjach.

Hejtujące matki na Facebooku. „Fotelik tego typu to dno, śmierć na miejscu”. Skąd ta zawiść?

hejtujące matki
"Złote rady" niektórych matek mogą być źródłem stresu dla innych kobiet – fot. Fotolia

Będąc w stanie błogosławionym dużo czasu poświęcałam na szukanie informacji na temat przebiegu ciąży, porodu i opieki nad maluszkiem. Zaopatrzyłam się w różnego rodzaju poradniki, zapisałam się do szkoły rodzenia oraz codziennie przeczesywałam Internet, aby znaleźć odpowiedzi na najpilniejsze pytania, np. dlaczego kłuje mnie w prawym dolnym rogu brzucha i czy to aby nie jest śmiertelne.

Dołączyłam również do grup na Facebooku dla kobiet w ciąży oraz do grupy oczekujących narodzin w tym samym miesiącu co ja. Społeczności te dawały mi wiele wsparcia i poczucie, że nie jestem sama z moimi odczuciami – inne przyszłe mamy też tak mają!

Wszystko było pięknie i spokojnie, aż do dnia narodzin maluszków. Wtedy to w niektóre matki wstąpił diabeł i zaczął się hejt.

Zobacz też: Złota jesień w rytmie baby blues – z pamiętnika mamy

Hejtujące matki

Przykładowa sytuacja – pewna mama wstawia na grupę zdjęcie niemowlaka z podpisem: „Pierwszy uśmiech Jasia, udało mi się uchwycić na zdjęciu. Czyż nie wygląda słodko?”. Na co uzyskuje kilka lajków i serduszek, oraz ogrom zarzutów:

„Dlaczego Jasio siedzi w foteliku w kurteczce? Na pewno jest mu za gorąco! Tak się nie robi.”

„Nie jest wystarczająco mocno przypięty pasami. Dziecko przypina się tam mocno jak się kocha – chcesz je zabić?!”

„Fotelik tego typu to dno, śmierć na miejscu”

Oraz nieśmiertelne: „Dlaczego nie ma czapeczki/ma czapeczkę?”

Efekt – następnego dnia załamana mama Jasia opuszcza grupę, wraz z kilkoma innymi dziewczynami, które nie zgadzają się na takie traktowanie. W poście pożegnalnym pisze, że otrzymała jeszcze wiele prywatnych nieprzyjemnych wiadomości.

Czym wytłumaczyć takie zachowanie hejtujących kobiet? One same twierdzą, że chciały dobrze, udzieliły porady w najlepszym interesie drugiej matki – no bo najwyraźniej ta nie wie, że tak się nie robi. Czy jednak mamy prawo pouczać innych w ten sposób? Nie sądzę. Nie wspominając, że skuteczność takich nauk jest wątpliwa.

Zobacz też: Czy stać mnie na dziecko?

Czy mamy prawo pouczać?

Długo myślałam nad przyczynami takiego zachowania młodych mam. Doszłam do wniosku, że może tutaj działać tzw. efekt Krugera-Dunninga, opisany przez dwóch socjologów z Uniwersytetu Corella w Stanach Zjednoczonych. Jest to zjawisko psychologiczne polegające na tym, że osoby niewykwalifikowane w jakiejś dziedzinie życia mają tendencję do przeceniania swoich umiejętności w tej dziedzinie. Z kolei prawdziwi eksperci często nie doceniają swoich kwalifikacji, ponieważ zdają sobie sprawę ze złożoności problemu i braku jednoznacznych odpowiedzi.

Czy zastanawialiście się kiedyś, dlaczego większość kierowców uważa, że jeździ lepiej od innych (i klnie na czym świat stoi przedzierając się przez miejską dżungle)? Czy w takim razie ktoś w ogóle jeździ źle? To jest klasyczny przykład działania tego błędu poznawczego.

Mamy niemowlaków, siłą rzeczy, są początkujące w opiece nad dzieckiem. Żadna nie ukończyła studiów z macierzyństwa, bo też takich nie ma. Bazujemy na przekazie pokoleń oraz wiedzy książkowej. Porady bywają nieaktualne lub sprzeczne ze sobą. Jesteśmy zmęczone, często niedoceniane, bo przecież „tylko siedzimy w domu z dzieckiem”; sfrustrowane i z niską samooceną. Pokusa pouczenia i wystąpienia w roli „wiedzącej” może być kusząca. Sama nie raz gryzę się w język, aby nie uraczyć kogoś jakąś swoją nieproszoną mądrością.

Podsumowując, uważam, że czasem, cytując serial Doktor House, ignorancja jest błogosławieństwem. O ile marchewka ze słoika, zamiast eko-warzywa z własnego ogródka, nikogo nie zabiła, to stres i ciągłe nerwy – a i owszem.

Alina HRabina

Zawodowo związana z branżą HR. Obecnie na urlopie macierzyńskim. Mieszka w Warszawie, chętnie odbywa podróże małe i duże.

Szukasz ślubnych inspiracji? Oto ślubny… dmuchany zamek!

Fot. A Wedding Wonderland Facebook

Ślub to jeden z najpiękniejszych dni w życiu – taka przynajmniej jest stwarzana wokół niego otoczka. A co gwarantuje radość i spełnienie? Dobra zabawa! Zgadza się, w trakcie ślubu także możesz poczuć się jak dziecko i szaleć ze szczęścia w miłosnym uniesieniu.

By skakać z radości!

Powiedzenie „tak” swojej drugiej połówce to bardzo poważna sprawa, która wpływa na całe życie. Wiadomo, dorosłe decyzje pociągają za sobą dorosłe konsekwencje. Nie wyklucza to jednak nieustannej troski o swoje wewnętrzne dziecko! To w końcu dzięki niemu możemy być spontaniczni, możemy się bawić, śmiać i skakać – dosłownie.

Jednym ze swego rodzaju symboli dziecięcej zabawy jest dmuchany zamek. Wesołe miasteczka, place zabaw, urodzinowe imprezy maluchów to miejsca, w których tego typu atrakcje nie budzą zdziwienia. Ale ślub?! Owszem! Przecież wesele to znakomita okazja do szaleństw, czyż nie?

Co więcej, nie jest to tylko wymysł naszej fantazji, ale realna propozycja organizatorów ślubów i współpracujących z nimi firm. Póki co, przykłady pochodzą z Wielkiej Brytanii, ale zapewne i u nas pomysł ten zyska swoich fanów na szerszą skalę. Jeśli bowiem lubisz oryginalność, jest to niewątpliwie coś dla ciebie! Proponowane na śluby zamki są zrobione oczywiście z białego koloru. Do tego proponowane są różne ozdobne kwiatki, czy też zdjęcia, które mogą zostać powieszone po bokach i obok konstrukcji.

Niech tyle radości młoda para ma przez całe życie!

A przeznaczenie takiej atrakcji? Zdecydowanie nie jest to tylko i wyłącznie zabawa dla najmłodszych gości. Jak widać na zdjęciach prezentowanych przez właścicieli zamków, w dużej mierze bawią się w nich ci nieco starsi uczestnicy imprezy – z pannami i panami młodymi na czele. Chociaż tutaj trzeba uważać, bowiem podobno w tym sezonie będą królować długie welony, a w połączeniu z dmuchanym zamkiem może stanowić to mieszankę co najmniej wybuchową!

Gdyby jednak wyobrazić sobie tradycyjne weselne zabawy na takim zamku, być może przypadłyby one do gustu nawet tym mniej zainteresowanym nimi gościom? Już samo łapanie bukietu i muszki byłoby ciekawym wyścigiem. Co jednak pewne, cała masa uśmiechów gwarantowana, a to chyba własnie o radość chodzi w tym dniu najbardziej!

Fot. Mr Bouncy Castle Facebook

Fot. Mr Bouncy Castle Facebook

Zobacz też: Jak się nie starzeć?

Źródło foto: Mr Bouncy Castle Facebook / A Wedding Wonderland Facebook

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

Alergia czy nietolerancja pokarmowa – jak je odróżnić?

Alergia czy nietolerancja
Niepożądane reakcje organizmu na pewne produkty są bardzo powszechne. – Fot. Pixabay

Niepożądane reakcje organizmu na pewne produkty są bardzo powszechne, ale większość z nich wynika bardziej z nietolerancji pokarmowej niż z alergii. Nietolerancja pokarmowa może wywoływać podobne objawy jak w przypadku alergii. Pewnie dlatego często się je myli. Warto wybrać się do lekarza, aby poprawnie zdiagnozować problem. 

Prawdziwa alergia powoduje reakcję systemu odpornościowego, która wpływa na wiele organów, co powoduje wiele objawów. W niektórych przypadkach alergiczna reakcja może być bardzo silna, a nawet zagrażająca życiu. W przeciwieństwie do nich, objawy nietolerancji są mniej groźne i najczęściej wiążą się z problemami z trawieniem.

Zobacz też: Dieta dla mózgu

Przyczyny nietolerancji pokarmowej

Jeśli cierpisz na nietolerancję pokarmową, możesz jeść niewielkie ilości jedzenia powodującego problemy, a nawet zapobiec reakcji. W przypadku nietolerancji mleka, możesz wypić mleko bez laktozy lub zażyć tabletki z enzymem – laktazą, które pomogą w trawieniu mleka.

Przyczyny nietolerancji mogą być następujące:

1.Brak enzymu wspomagającego trawienie

Najbardziej powszechnym przykładem jest nietolerancja laktozy.

2. Zespół drażliwego jelita

Objawy tej przypadłości to ból i wzdęcia brzucha, problemy z   wypróżnieniem, biegunka.

3. Wrażliwość na dodatki do jedzenia.

Przykładem mogą być suszone owoce, do których w celu konserwacji dodawane są siarczyny. Puszkowane jedzenie oraz wino mogą powodować atak astmy.

4. Wpływ stresu

Czasami nawet samo myślenie o jedzeniu może powodować problemy z trawieniem. Dlaczego tak się dzieje? Ciągle trwają badania na ten temat, ale wiadomo, że jelita nazywa się drugim mózgiem.

5. Celiakia

To choroba, która postrzegana jest jako alergia, ponieważ zaburza pracę systemu immunologicznego. Objawy najczęściej dotyczą układu pokarmowego i ludzie cierpiący na tę chorobę nie są narażeni na wstrząs anafilaktyczny. Tę chroniczną chorobę powoduje gluten, białko znajdujące się głównie w pszenicy oraz innych zbożach (jęczmień, żyto, owies).

Zobacz też: Dieta, która pomoże nam zakwitnąć na wiosnę!

Leczenie

Jeśli dokuczają ci dolegliwości po spożyciu niektórych produktów, warto odwiedzić lekarza i sprawdzić, czy cierpisz na nietolerancję lub alergię. Jeśli to alergia, pamiętaj, że może się ona wiązać z zagrażającą życiu alergiczną reakcją (anafilaksja) – nawet, jeśli poprzednie reakcje nie były uciążliwe. Nauczysz się, jak reagować w przypadku wystąpienia alergii.

W przypadku nietolerancji lekarz może zaproponować dietę lub zastosować leczenie, które pomoże zlikwidować objawy.

Źródło: Mayo Clinic

 

Iza Farenholc

Dziennikarka i redaktorka. Pracowała jako redaktor naczelna w magazynie dla rodziców Gaga oraz współpracowała m.in. z magazynami Zwierciadło, Twój Styl, Sens, Glamour - materiały psychologiczne, recenzje książkowe, muzyczne i filmowe, wywiady, reportaże z podróży.