Przejdź do treści

TK wypowie się ws. aborcji w Polsce. O włączenie do postępowania apelują międzynarodowe ekspertki

Dłonie lekarza, który uzupełnia dokumentację medyczną; obok laptop, szklanka wody' naprzeciwko: dłonie pacjentki /Ilustracja do tekstu: Women on Waves przeciw zaostrzeniu przepisów ws aborcji w Polsce. Chcą włączenia w postępowanie TK
Fot.: RawPixel /Unsplash.com

Women on Waves i Sisterhood Network połączyły siły, by zapobiec zaostrzeniu przepisów antyaborcyjnych w Polsce. Działanie międzynarodowych organizacji jest odpowiedzią na rozpatrywany przez Trybunał Konstytucyjny wniosek o stwierdzenie niekonstytucyjności przesłanki, która dopuszcza terminację ciąży ze względu na poważne wady płodu. Wedle grupy posłów, którzy są autorami wniosku, przesłanka ta rzekomo narusza prawo każdego człowieka do życia, gwarantowane przez ustawę zasadniczą.

Przypomnijmy, że polska ustawa, która weszła w życie w 1993 roku, zezwala na terminację ciąży w trzech przypadkach:

  • gdy ciąża stanowi zagrożenie dla życia lub zdrowia kobiety (bez względu na okres ciąży),
  • gdy badania wskazują na wysokie ryzyko ciężkiego i nieodwracalnego uszkodzenia płodu (do momentu osiągnięcia przez płód zdolności do samodzielnego funkcjonowania poza organizmem kobiety),
  • gdy ciąża jest wynikiem czynu zabronionego (do 12. tygodnia).

Mimo to prawa polskich pacjentek często nie są respektowane. Holenderska fundacja Women on Waves i szwedzka nieformalna grupa Sisterhood Network wskazują, że każdego miesiąca setki kobiet zwracają się do nich z prośbą o wsparcie w terminacji ciąż z powodu wad płodu. Pomocy tej odmawia im polski personel medyczny – choć spełniają wąskie ustawowe kryteria ustawowej aborcji.

CZYTAJ TEŻ: Pearl Jam wspiera Ogólnopolski Strajk Kobiet. Niezwykły gest muzyków podczas koncertu w Krakowie

Międzynarodowe ekspertki przeciwne zaostrzeniu przepisów ws. aborcji w Polsce

Tymczasem grupa posłów (m.in. PiS i Kukiz’15) przed blisko rokiem złożyła skargę do Trybunału Konstytucyjnego, której pozytywne rozpatrzenie jeszcze mocniej ograniczyłoby wolności i prawa kobiet w Polsce. Zgodnie z treścią złożonego wniosku, przesłanka dopuszczająca aborcję, gdy płód ma zespół wad (np. zespół Downa), miałaby być niezgodna z konstytucją. Postępowanie w tej sprawie rozpoczęło się w sierpniu br. Naciski środowisk kościelnych i prawicowych oraz bieżąca sytuacja polityczna wywołują obawy o wynik tych analiz. Zagrożenie dostrzegają też zagraniczne organizacje stojące na straży praw kobiet do swobód i zdrowia.

– Aby powstrzymać tę kolejną już próbę wprowadzenia całkowitego zakazu aborcji do (i tak już bardzo surowego) prawa antyaborcyjnego, Women on Waves złożyła wniosek o przystąpienie do toczącego się postępowania w Trybunale Konstytucyjnym – czytamy w komunikacie skierowanym do mediów.

Do wniosku dołączona została opinia Amicus curiae sporządzona przez uznane ekspertki w dziedzinie praw reprodukcyjnych i praw człowieka: prof. Joannę N. Erdman (Wydział Prawa i Polityki Zdrowotnej w Schulich School of Law na Uniwersytecie Dalhousie) oraz prof. Rebeccę J. Cook (Wydział Prawa, Wydział Medycyny oraz Połączone Centrum Bioetyki na Uniwersytecie Toronto; współdyrektorka Międzynarodowego Programu Prawa w Dziedzinie Zdrowia Reprodukcyjnego i Seksualnego).

– Sporządzona opinia odwołuje się do konsensusu przyjętego w międzynarodowych aktach prawnych. Stanowi on, iż należy dążyć do dekryminalizacji aborcji we wszystkich przypadkach – czytamy w komunikacie prasowym sygnowanym przez Women on Waves i Sisterhood Network.

CZYTAJ TEŻ: Prawo do aborcji to prawo człowieka. Jak jest realizowane w Polsce?

Regulacje ws. aborcji w Polsce muszą być „proporcjonalne do zamierzonych celów”

Zgodnie ze wspomnianym konsensusem, kryminalizacja aborcji przyczynia się do wzrostu ryzyka niebezpiecznych aborcji. Negatywnie wpływa też na sytuację kobiet z grup szczególnie narażonych na przemoc i wykluczenie społeczne. Ponadto ogranicza prawa kobiet do nienaruszalności fizycznej i psychicznej, do poszanowania godności osoby ludzkiej oraz do bycia wolną od wszelkich form dyskryminacji – zauważają ekspertki. Dokumenty międzynarodowej ochrony praw człowieka wspierają stopniową dekryminalizację aborcji. Ma to przyczynić się do ochrony życia i zdrowia kobiet oraz poprawić jakość ich życia.

– Mając na względzie, że wszelkie działania państwa ograniczające dostęp do aborcji stanowią ingerencję w prawa kobiet (będące prawami człowieka), prawo międzynarodowe ustanawia restrykcje wobec wewnętrznych regulacji w zakresie kryminalizacji aborcji. Przepisy karne dotyczące aborcji powinny być opracowane tak, by były niearbitralne i proporcjonalne do zamierzonych celów – wskazują Women on Waves i Sisterhood Network.

Aby zagwarantować niearbitralność przepisów karnych dotyczących aborcji oraz ich proporcjonalność do celu, międzynarodowe akty prawne wymagają dekryminalizacji aborcji m.in. ze względu na zagrożenie poważnymi wadami rozwojowymi płodu. Niezbędne jest także ustanowienie zabezpieczeń proceduralnych, które w powyższej sytuacji zapewniałyby kobietom bezpieczny i godny dostęp do tej usługi medycznej.

– Sądy konstytucyjne w USA,Kanadzie i Wielkiej Brytanii, chcąc zapobiec łamaniu konstytucyjnych praw do życia prywatnego oraz ochrony przed torturami i nieludzkim traktowaniem, coraz silniej wspierają zarówno dekryminalizację aborcji, jak i ochrony proceduralne. Tymczasem polski Trybunał Konstytucyjny – jak na ironię – zdaje się wykorzystywać tę samą strategię, by ograniczyć prawa kobiet – piszą przedstawicielki Sisterood Network i Women on Waves.

ZOBACZ TAKŻE: Maria Skłodowska-Curie najbardziej wpływową kobietą w historii. Wyprzedziła Margaret Thatcher i Maryję

„Sytuacja Polek już dziś jest krytyczna”. Jaka decyzję podejmie TK ws. aborcji w Polsce?

Działaczki wskazują, że gdyby Trybunał Konstytucyjny uznał obowiązującą przesłankę do terminacji ciąży za niekonstytucyjną, doprowadziłoby to do jeszcze poważniejszych naruszeń praw kobiet w świetle przepisów międzynarodowych.

– Już teraz sytuacja jest krytyczna. Nawet kobiety, które spełniają ustawowe kryteria, nie mają możliwości wyegzekwowania przysługujących im świadczeń opieki zdrowotnej, do których należy aborcja  – zauważają przedstawicielki Women on Waves i Sisterhood Network.

Zwracają także uwagę, że polski rząd – jak dotąd – konsekwentnie ignoruje decyzje instytucji międzynarodowych.

– Warto przypomnieć, że Komisja Europejska, Europejski Trybunał Praw Człowieka, Trybunał Sprawiedliwości UE oraz Rada Europy wielokrotnie wzywały Polskę do natychmiastowego zapewnienia Polkom prawa i dostępu do legalnej aborcji. Obecnie pojawiają się liczne i poważne zastrzeżenia co do przestrzegania zasad praworządności przez aktualny rząd – czytamy w komunikacie prasowym.

Zdaniem działaczek, orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego w niniejszej sprawie będzie probierzem przestrzegania zasad praworządności w Polsce.

Źródło: Sisterhood Network

POLECAMY:

ONZ: Prawo do aborcji jest prawem człowieka. Polska musi je realizować

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na UW. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

Najzdrowszy produkt na świecie

Najzdrowszy produkt na świecie
Za najbardziej zdrowy uważa się miód manuka. – Fot. Pixabay

Aby wyprodukować łyżkę miodu, 12 pszczół musi pracować całe swoje życie (ponad miesiąc). To dlatego weganie rezygnują z jego jedzenia, chociaż być może nie wiedzą co tracą. Miód jest najzdrowszym naturalnym produktem na naszej planecie.

Badania naukowe potwierdzają, że miód zabija bakterie, wirusy i grzyby, obniża cholesterol oraz likwiduje stany zapalne – skład oraz wartości odżywcze zależą od liczby pszczół, które przekazują sobie nektar. Co jeszcze ma w sobie? Wiele witamin z grupy B, magnez, wapń i potas, dzięki czemu zapobiega przeziębieniom i wspomaga system odpornościowy.

To jednak, co możemy znaleźć na półce sklepowej bardzo różni się od tego, co „produkują” pszczoły. Producenci i dystrybutorzy miodu na całym świecie chcą sprzedawać dużo i mają swoje sposoby na powiększenie zysków. Badania wykazują, że miód pomaga zwalczyć objawy alergii nawet o 60 % – musi jednak być ekologiczny, czyli wolny od wszelkich zanieczyszczeń.

Zobacz też: Brudna 12 czyli co kupować w zieleniaku w 2019 roku

Najzdrowszy produkt na świecie

Większość miodu na sklepowych półkach nie ma nic wspólnego z prawdziwym, zdrowym produktem. To, co kupujemy, to czysty cukier, a ci, którzy go wytwarzają, otwarcie przyznają, że nie zawiera on żadnych wartości odżywczych oraz pyłków. Głównie z powodu braku pyłków ma dłuższą datę przydatności do spożycia i trudno zweryfikować, skąd pochodzi.

Klienci chętniej go kupują, bo jest przejrzysty i ma odpowiednią, płynną konsystencję przez cały czas. Co jest dodawane do takiego produktu? Przede wszystkim sztuczne słodziki, syrop kukurydziany lub ryżowy. Miód sprowadzany z Chin może zawierać antybiotyki.

Na szczęście na naszym rynku możemy znaleźć ten cud natury, musimy tylko wiedzieć, jak rozpoznać prawdziwy. Przede wszystkim kupujmy miód od ekologicznych dostawców, w ekologicznych sklepach, z odpowiednim certyfikatem – zapewnienia pana pszczelarza na ryneczku nic nie znaczą. Miód bez dodatków jest mętny i w temperaturze pokojowej – ma stałą konsystencję.

Zobacz też: Dieta, która pomoże nam zakwitnąć na wiosnę!

Który najzdrowszy?

Za najbardziej zdrowy uważa się miód manuka. Pochodzi z Nowej Zelandii, zawiera olbrzymie ilości methylglyoxalu (związek organiczny, uczestniczący w budowie komórek ).

Już w XIX wieku naukowcy odkryli jego antybakteryjne właściwości – uznawany jest za naturalny antybiotyk. Leczy zakażenia, niegojące się rany, odmrożenia, wpływa korzystnie na pracę przewodu pokarmowego, jest niezastąpiony w leczeniu przeziębień i grypy.

Łyżka ekologicznego miodu zjedzona po obiedzie – jeśli lubimy zjeść coś słodkiego – będzie idealna, ale nie przesadzajmy z ilością, bo nie da się ukryć, że miód to jednak cukier.

Źródła:

https://www.webmd.com

https://www.institutefornaturalhealing.com

http://wcinaj-miod.pl/

Iza Farenholc

Dziennikarka i redaktorka. Pracowała jako redaktor naczelna w magazynie dla rodziców Gaga oraz współpracowała m.in. z magazynami Zwierciadło, Twój Styl, Sens, Glamour - materiały psychologiczne, recenzje książkowe, muzyczne i filmowe, wywiady, reportaże z podróży.

„Czy moje dziecko jest uzależnione?!” – ten wywiad powinni przeczytać wszyscy rodzice!

Czy moje dziecko jest uzależnione

Kiedy na drodze rodzica staje wyzwanie, jakim jest uzależnienie dziecka, albo nawet samo jego podejrzenie, świat może zacząć przytłaczać z ogromną siłą. Pierwsze pytanie zapewne brzmi wtedy, jak mogę ratować swojego syna, swoją córkę?! Chwila, chwila… a może to najpierw ja potrzebuję pomocy? Co zrobić, kiedy pojawia się chociażby myśl o tym, że twoje dziecko może mieć problem z różnymi psychoaktywnymi substancjami, mówi psycholożka, psychoterapeutka oraz specjalistka terapii uzależnień, Małgorzata Zembowicz-Kowalska.

Katarzyna Miłkowska: Zacznijmy od scenariusza, w którym do twojego gabinetu wchodzi rodzic podejrzewający, że jego dziecko jest uzależnione. Co cię wtedy zastanawia – twarde dowody, które takie domysły wywołały, czy może coś zupełnie innego?

Małgorzata Zembowicz-Kowalska: Wiesz, przede wszystkim dopytuję jednak o to, co sprowadza tego rodzica w jego własnej sprawie. Od pierwszego spotkania staram się prowadzić rozmowę w taki sposób, żeby było jasne, że ten rodzic przychodzi do mnie właśnie w swoim temacie, a nie w temacie dziecka.

Treścią terapii, nawet jeśli jest to terapia wsparciowa rodziców, czy w ogóle bliskich osób uzależnionych, nie są porady, co należy zrobić z osobą mającą problem z alkoholem, czy narkotykami.

Myślę, że to wcale nie jest takie oczywiste.

Nie dla wszystkich, to prawda. Co więcej, jest to chyba najpotężniejszy stereotyp, w którym funkcjonujemy. Przychodzenie na własną terapię po to, aby uzyskać pomoc dla bliskiej nam uzależnionej osoby jest założeniem z gruntu nieprawidłowym i nierealistycznym.

Wsparcie może uzyskać bowiem tylko ten człowiek, który się po nie zgłasza. Od pierwszego spotkania skupiam się więc raczej na tym, jakie emocje budzi w siedzącej przede mną osobie to, co dzieje się z jej bliskim. Jak sobie radzi w niepokojących ją sytuacjach. Czy jest zadowolona z tego sposobu, czy może chciałaby nauczyć się robić to inaczej.

W czasie rozmowy oczywiście jest też miejsce, żeby pomówić o faktach. Jak najbardziej wysłuchuję tego, co zaniepokoiło przychodzącego do mnie rodzica. Nie jest to jednak nigdy praca „detektywistyczna”, bo też nie jest to rozmowa, która ma czegoś dowodzi. Jest to rozmowa o człowieku, który właśnie jest obok mnie. Jest to spotkanie dla tej i o tej osobie, nie o jego dziecku, czy kimkolwiek innym.

Wyobrażam sobie, że często mogą padać w tym kontekście zdania typu: „Ale przecież to nie ja mam problem, to nie ja muszę coś ze sobą zrobić”. 

Zdarza się to bardzo często. Wtedy warto jest zauważyć, że jednak musi to być w jakiejś mierze pana/pani problem, bo to pan/pani tutaj siedzi. Konfrontacja z taką perspektywą jest jedną z pierwszych rzeczy pozwalających ruszyć w pracy systemowej rodziny, w której pojawia się właśnie problem uzależnienia.

Chodzi o zobaczenie, że dla każdego być może ten problem jest czymś innym, ale dla każdego jest on jego własną, niezależną trudnością. Jeżeli więc dany człowiek jest właśnie w gabinecie psychologa, psychoterapeuty, specjalisty terapii uzależnień, to oznacza, że na tym etapie to on się z tym mierzy.

Może być tak, że sam uzależniony póki co w ogóle nie zdaje sobie sprawy z tego, że coś jest nie tak. Jest jeszcze w fazie prekontemplacji, a będąc w niej, nie ma absolutnie możliwości zmiany. Nie ma wtedy nawet w ogóle takiego pomysłu, że należałoby się nad czymkolwiek pochylić.

Wiadomo, że to nie jest obiektywna ocena. Cały czas odwołujemy się po prostu do pewnych przeżyć, a bardzo często jest tak, że dla samego używającego to znacznie dłużej nie jest problem, niż dla jego bliskich.

Zobacz też: 7 wskazówek, jak rozmawiać z dzieckiem o depresji

Zaczęłaś mówić o systemie i o tym, że uzależnienie dotyka całej rodziny. Jeśli patrzeć na to przez pryzmat choroby, to mam wrażenie, że znacznie częściej opisuje się w takiej perspektywie np. depresję, czy oczywiście choroby stricte somatycznych. Cała rodzina angażuje się wtedy w leczenie. Zastanawiam się, jak daleko jest od tego uzależnienie, które – nie ukrywajmy – budzi stereotypowe postrzeganie choroby właśnie jako problemu tej jednej osoby.

Myślę, że to budzi nie tyle nawet stereotyp, czy konkretny sposób myślenia, ale tak naprawdę pragnienie pójścia tym właśnie tropem: „To tylko z tą osoba jest coś nie tak”. Rzeczywistość jest jednak odwrotna, również nieprawdziwa, ale jednak odwrotna.

W terapii osób, które podejmują ją właśnie z powodu uzależnienia kogoś bliskiego, bardzo szybko dochodzimy do ogromnego poczucia winy. Rodzic uważa, że w jakiś sposób to przez niego dziecko sięgnęło po różne substancje i tak naprawdę to właśnie z tego poczucia winy płynie bardzo dużo trudności.

Mówiąc zaś o perspektywie choroby, warto w takim kontekście w ogóle odchodzić od kategorii „winy”. Fakty są takie, że uzależnienie jest chorobą, więc rozmawianie o czyjejś winie wydaje się tu być zupełnie bez sensu. Warto uzależnienie uznać właśnie jako chorobę i po prostu skupić się na tym, jak można ją leczyć.

Czy to właśnie poczucie winy jest głównym elementem, jaki pojawia się w takich sytuacjach w rodzicach? Zastanawiam się, jakie jeszcze emocje mogą temu towarzyszyć. To, co przychodzi mi na myśl, to także złość – na siebie, na dziecko…

Tak, jest to złość, ale też strach, przerażenie i właśnie poczucie winy. Z drugiej strony, często pojawia się także jego przeciwny kraniec, czyli obwinianie i szukanie winnych na zewnątrz. Bardzo często tworzy się narracja mówiąca, że dziecko w domu zawsze było grzeczne, zanim nie trafiło w dane środowisko, nie poszło do danej szkoły itd.

Warto jednak pamiętać, że uzależnienie jest chorobą wieloczynnikową i nigdy nie jest tak, że to jedna konkretna rzecz spowodowała sięgnięcie po substancje.

Te przyczyny mają swoje kotwice, swoje początki zawsze w kilku różnych źródłach, które musiały wystąpić w odpowiednim natężeniu i w odpowiednim czasie. Zawsze jest to kumulacja kilku trudnych, dysfunkcyjnych, niekorzystnych kawałków, które doprowadzają do tego, że dana osoba zaczyna przy użyciu substancji np. regulować swoje emocje.

Jak mówisz o tym, że tych czynników może być bardzo dużo i bliska osoba zaczyna to widzieć – w jednym miejscu coś się działo, w drugim nie było dobrze, trzecie było jeszcze gorsze i być może coś jeszcze za tym wszystkim stoi – to wyobrażam sobie, że taka konfrontacja prowadzi do jakiejś przeogromnej bezsilności.

Ogromnej, zgadza się.

I to właśnie bezsilność jest tematem do pracy na początku terapii? Jakaś próba wrócenia tej osobie samoskuteczności i poczucia, że może coś zmienić, wziąć na siebie jakąś odpowiedzialność? 

Praca nad bezsilnością jest bardzo ważna. Pomyślałam sobie jednak, że jest to raczej praca nad jej uznaniem, bo przywracanie poczucia skuteczności jest w takiej sytuacji jednak budowaniem fikcji.

Zależy oczywiście o czym dokładnie mówimy. Jeżeli osoba, która ma kogoś uzależnionego w rodzinie, chce jak najszybciej odzyskać poczucie sprawstwa w związku z tym, co się z nią samą dzieje, czyli np. żeby mogła przestać płakać po nocach – to tak. Natomiast jeżeli chcemy przywrócić jej poczucie sprawstwa, że w jakiś sposób może ona wpłynąć na to, by bliska jej osoba przestała używać, to absolutnie nie.

To jest właśnie jedna z najsilniejszych patologii występujących w tych systemach – złudzenie innych osób, że jeśli coś zrobią, lub jeśli coś przestaną robić, to będzie miało to realne przełożenie na uzależnienie bliskiego im człowieka. Tak naprawdę to przełożenie jest jednak niewielkie.

W skrócie, jest to więc praca nad uznaniem bezsilności wobec tej drugiej osoby i skupienie się na poczuciu sprawstwa dotyczącego mnie.

No tak, ale jeżeli weźmiemy pod uwagę, że uzależnione jest dziecko, które nie ma jeszcze 18 lat, to w dużej mierze to właśnie rodzic jest odpowiedzialny za to, co się z nim dzieje.

To są bardzo dramatyczne sytuacje, bo faktycznie rodzic jest odpowiedzialny, ale de facto jego wpływ jest mocno ograniczony.

Oczywiście odrobinę większe możliwości ma rodzic nieletniego dziecka, ale pamiętajmy, że w pełni może decydować on do 16-tych urodzin syna, czy córki. Pomiędzy 16, a 18 rokiem życia decyzję o leczeniu podejmuje rodzic wraz z dzieckiem. Powyżej 18 lat decyduje o sobie rzecz jasna tylko sam uzależniony.

Jest to dosyć trudne. Myślę sobie, że to, co ten rodzić może zrobić, to przekonywać, namawiać, pokazywać zyski, jakie ten młody człowiek może mieć ze zgłoszenia się do specjalisty. Może też oczywiście zmuszać go do tego, co wydaje się być umiarkowanie skuteczną strategią.

A czy nie jest tak, że jeżeli wcześniej w tej relacji coś szwankowało, to może być trochę za późno na pokazywanie zysków i tego typu rozmowy?

Jest i nie jest, szczególnie jeśli rodzic, czy też rodzeństwo, sami zgłosili się na terapię. W takiej sytuacji oprócz mówienia, także modelują.

Dzięki temu zaczyna to nabierać innego kształtu, przestaje być tylko czczym gadaniem: „To ty teraz pójdź i oni tam coś z tobą zrobią”. Nic dziwnego, że w takim wypadku jest to bardzo często przeżywane przez dziecko, jako chęć pozbycia się problemu, oddelegowanie go na zewnątrz.

Czyli coś, o czym rozmawiałyśmy na początku – to jest tylko problem tej osoby, to z nią jest coś nie tak.

Zgadza się, dochodzi do tego jeszcze myśl: „Pozbądźmy się go”. Natomiast jeżeli ta rozmowa jest toczona w sposób, który mówi: „Zobacz, mnie ta sytuacja zaczęła przerastać. Miałam w związku z tym różne trudne emocje, zgłosiłam się na terapię i bardzo mi to pomaga. Czuję, że sobie lepiej radzę i zależy mi na tym, żebyś ty też mógł się lepiej poczuć” – to jest to już przekaz wysyłany do dziecka z zupełnie innego poziomu.

Zobacz też: Uzależnienia, depresja, bezsilność – co jest po drugiej stronie gabinetu? Terapeuta: „To my sami jesteśmy narzędziem naszej pracy”

Małgorzata Zembowicz-Kowalska
psycholożka, psychoterapeutka, specjalistka terapii uzależnień. Prowadzi konsultacje psychologiczne, terapię indywidualną, grupową, terapię par oraz terapię uzależnień. Zajmuję się również prowadzeniem zajęć treningowych, psychoedukacyjnych oraz działalnością szkoleniową i dydaktyczną – www.malgorzatazembowicz.pl

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

Biżuteria antykoncepcyjna – pierwsze testy przeszła pomyślnie! Na jakiej zasadzie ma działać?

Nie są to kolczyki, na których przeprowadzano badania. Można jednak założyć, że odpowiednie zapięcie pasowało by także i do tej pary - biżuteria antykoncepcyjna to coś dla ciebie?

Co i rusz specjaliści ogłaszają wynalezienie nowej metody antykoncepcyjnej. I chociaż wybór teoretycznie jest dość spory, to w większości kończy się na tabletkach. Wiele kobiet z chęcią zrezygnowałaby z tego codziennego obowiązku. A jeśli dodatkowo będzie wiązało się to z ładną biżuterią – przyjemne z pożytecznym!

Naukowcy opracowują bowiem specjalne podkładki, właśnie np. pod kolczyki, czy zegarek, które umożliwią uwalnianie odpowiedniej ilości hormonów. Kontakt owej podkładki ze skórą pozwoli na wchłanianie się hormonów do organizmu.

Wstępne testy przeprowadzane w Stanach Zjednoczonych pokazują, że biżuteria antykoncepcyjna rzeczywiście może dostarczyć odpowiednich dawek niezbędnych substancji, co pozwoli skutecznie zabezpieczyć się przed ciążą. Co prawda nie przeprowadzono jeszcze testów na ludziach, ale zakłada się, że zdecydowanie może ułatwić to odpowiednie dawkowanie i regularność przyjmowania leków.

„Czy kobiety rzeczywiście…”

Metoda ta opiera się na działaniu plastrów transdermalnych, które wykorzystywane są np. we wspomaganiu rzucania palenia, czy też w zapobieganiu chorobie lokomocyjnej. Owszem, plastry antykoncepcyjne także są dostępne na rynku, ale nie były one dotąd łączone z biżuterią. Jakie stoją za tym argumenty? Ma to być z jednej strony dyskretniejsze, z drugiej zaś być może bardziej atrakcyjne dla niektórych kobiet, jak przytacza opinie ekspertów portal news.gatech.edu.

Jeśli tego typu biżuteria antykoncepcyjna przejdzie pomyślnie testy na ludziach, będzie musiała być zmieniana po upływie około tygodnia. Co ważne, ma być jednak na tyle uniwersalna, by można było założyć ją w różnych sytuacjach.

Nad czym jeszcze zastanawiają się obecnie badacze? „Musimy zrozumieć nie tylko skuteczność biżuterii antykoncepcyjnej, ale także czynniki społeczne i osobiste, które są istotne dla kobiet na całym świecie”- powiedział Mark Prausnitz, profesor z Georgia Institute of Technology. „Musielibyśmy upewnić się, że idea biżuterii antykoncepcyjnej jest czymś, czego kobiety rzeczywiście chcą i używają” – dodaje.

W poszukiwaniu złotej metody

Jak widać, sporo dzieje się w temacie antykoncepcji. Jedne pomysły są lepsze, inne gorsze – ocena zapewne będzie indywidualna. Co jednak istotne, coraz widoczniej angażuje się w ten temat także mężczyzn, czego przykładem jest męska tabletka antykoncepcyjna. Przeszła ona niedawno z sukcesem pierwszą fazę badań klinicznych. Cały proces pozostaje więc w toku: „Wejścia na rynek tabletek antykoncepcyjnych dla mężczyzn możemy spodziewać się za około 10 lat” – pisaliśmy w naszym portalu >>TUTAJ<<.

Zobacz też: Jak dobrać najlepsze tabletki antykoncepcyjne? Antykoncepcja na miarę twoich potrzeb

Źródło: news.gatech.edu

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

Dzieciaki do czytania! 10 książek na wiosnę

Dzieciaki do czytania
Chociaż zaczyna się wiosna i dzieci zaczną wreszcie spędzać więcej czasu na świeżym powietrzu, warto je przekonać, aby poświęciły 10 do 20 minut na codzienne czytanie. – Fot. Materiały prasowe

Chociaż zaczyna się wiosna i dzieci zaczną wreszcie spędzać więcej czasu na świeżym powietrzu, warto je przekonać, aby poświęciły 10 do 20 minut na codzienne czytanie. To pozwoli im na wyrobienie nawyku, który po krótkim czasie stanie się koniecznością. A książki, które polecamy, to nasz wiosenny wybór – świetne nowości!

I ty możesz zmienić świat. 42 inspirujące historie o niezwykłych dzieciach – Karolina Grabarczyk Wyd. Media Rodzina

Malala Yousafzai, Jan Mela, Jack Andraka, Bronisława Śmidowicz, Anna Frank, Thomas Edison.    To zaledwie kilkoro dzieci, spośród 42, które dokonały wielkich rzeczy, nie zważając na biedę, w której dorastały czy chorobę. W dzieciach tkwi olbrzymia siła, dlatego warto je inspirować od najmłodszych lat.

Gdy do domu przyszła za mną przyjaźń – Paul Griffin Wyd. Nasza Księgarnia

Niezwykła powieść, nagrodzona wieloma nagrodami. Historia Bena, chłopca który większość swojego dzieciństwa spędził w domu dziecka. Od życia ucieka w książki, uwielbia Gwiezdne Wojny i pewnego dnia przygarnia bezpańskiego psa, który odmieni jego życie. 8+

Zobacz też: Dzieciaki, jesteście wspaniałe! Poradnik dla dzieci (i nauczycieli)

Amelka Kieł – Laura Ellen Anderson Wyd. Literackie

Przygody niesfornej wampirzycy w świecie Nokturnii, w którym rządzi ciemność. Gdyby nie ten świat i charakterystyczne zęby, Amelka byłaby zwykłą dziewczynką, która nie lubi sprzątać pokoju, nie cierpi podłych potworów, ale uwielbia bawić się z przyjaciółmi i rozpieszczać Dyńkę. Pełna humoru gotycka opowieść o perypetiach trochę innej dziewczynki. Właśnie ukazał się 3 tom coraz bardziej lubianej opowieści. 7+

Widmo z Głogowego Wzgórza – Edward Fenton Wyd. Dwie Siostry

To książka dla wielbicieli kryminałów i historii o duchach, ukazująca się w serii Mistrz Ilustracji (tym razem Zbigniew Piotrowski). Tajemniczy list, który dostaje główny bohater James od swoich kuzynów Amandy i Obiego jest prośbą o pomoc. W domu na odludziu, do którego się przeprowadzili, dzieją się dziwne rzeczy, które oczywiście przydarzają się tylko dzieciom. To, co dzieci lubią najbardziej – wspaniale napisana historia z tajemnicą i dreszczykiem. +8

Sto godzin nocy – Anna Woltz Wyd. Dwie Siostry

Niemożliwe staje się możliwe dla Emilii December de Wit. Mimo tego, że ma dopiero 14 lat , po burzliwym skandalu związanym z ojcem, udaje jej się uciec z Amsterdamu do Nowego Jorku. Wymarzone miasto nie okaże się wybawieniem, tym bardziej, że uderzy w nie huragan Sandy – co złego może się jeszcze przytrafić niesfornej nastolatce? 10+

Sufrażystki i sufrażetki. Walka o równość – David Roberts Wyd. Egmont

Lektura obowiązkowa dla dziewczynek i chłopaków – równouprawnienie to gorący temat w naszym kraju, w którym 100 lat po przyznaniu praw wyborczych kobietom, ciągle niewiele zmienia się w myśleniu o ich samostanowieniu i prawie decydowania o własnym życiu. Te historie są dowodem na to, jak wielka była potrzeba wolności – i jak trudno było ją zdobyć. Dlatego trzeba ją chronić, a takie książki (wspaniałe wydanie!) przyczyniają się do tego. I wzmacniają. + 7

Zobacz też: Czytamy, czyli 10 rad jak wychować mola książkowego

Cześć Ziemio! – Anna Fiske Wyd. Dwie Siostry

Dzieci to uwielbiają! Wyszukiwanki uczą je spostrzegawczości i uważności, a do tego ćwiczą wzrok. Dużo się dzieje – to szalona podróż dookoła świata, która zaczyna się od listu w butelce, który wysyła Lajla z Dubaju. Czy komuś uda się go przeczytać? Kto kogo spotka? Co ważnego przytrafi się pewnym ludziom? Fascynujące! +3

Marzycielka – Jessie Burton Wyd. Literackie

Dwanaście księżniczek traci matkę, która ginie w wypadku samochodowym – jej pasją były szalone przejażdżki. To ona uczyła dziewczynki kochać naukę i cieszyć się wolnością. Kiedy jej zabrakło, ojciec król zakazuje księżniczkom oddychać pełną piersią, zamyka je w komnacie, aby oduczyły się żyć, tak jak chciały. Nie wie, że w pomieszczeniu jest przejście do innego świata. Co to za świat i co odnajdą w nim zagubione księżniczki? Przepiękna opowieść dla wszystkich, którzy wybierają własną drogę. Szczególnie dla dziewczynek. Mniejszych i większych. +7

No to gramy! Muzyczna awantura od Little Richarda do Björk – Marianna Oklejak Wyd. Egmont

Prawdziwa muzyczna encyklopedia dla małych wielbicieli muzyki – ciekawy zbiór ciekawostek. Zaczyna się od Bacha, a później jest już naprawdę rockandrollowo. Kogo tu nie ma! Rolling Stonesi, Beatlesi, Michael Jackson, Marianne Faithfull, Bob Dylan – jeśli przy okazji czytania będziemy puszczać dzieciom kawałki artystów, wyjdzie z tego niezła lekcja muzyki – na pewno lepsza niż w szkole! + 5

Paul, wychowany na paryskich przedmieściach zna tylko reguły miejskiej dżungli. Kiedy trafia na wieś przyroda go oczarowuje. Zajmuje się nim Borel, łowczy okręgu, ale chłopca bardziej fascynuje sprytny kłusownik, z którym się zaprzyjaźnia. Pewnego dnia spotyka potężnego jelenia. Pragnie ochronić go przed ludźmi i przypadkowo dowiaduje się prawdy o swoim pochodzeniu. Wspaniała historia nie tylko o miłości do natury. +8

Iza Farenholc

Dziennikarka i redaktorka. Pracowała jako redaktor naczelna w magazynie dla rodziców Gaga oraz współpracowała m.in. z magazynami Zwierciadło, Twój Styl, Sens, Glamour - materiały psychologiczne, recenzje książkowe, muzyczne i filmowe, wywiady, reportaże z podróży.