Przejdź do treści

Skazano gimnazjalistki, które brutalnie biły koleżanki. Psycholog: Uczmy dzieci, jak odreagowywać emocje

Smutna dziewczyna
Fot. Pixabay.com

Zapadł nieprawomocny wyrok w głośnej sprawie dotyczącej siedmiu gimnazjalistek z Gdańska, które dopuściły się serii brutalnych pobić koleżanek ze szkoły. Sędzia dodała, że ta skandaliczna sytuacja nie miałaby miejsca, gdyby rodzice nastolatek byli „wydolni wychowawczo”.

Przypomnijmy, że sprawa wyszła na jaw w maju ub.r., gdy znaleziono nagranie, na którym widać grupę nastolatek, które znęcają się nad koleżanką. Wkrótce jedna z uczennic zamieściła na portalu społecznościowym kolejny film, na którym widać, jak te same osoby dręczą inną nastolatkę. Zgodnie z ustaleniami sądu, małoletnich ofiar było więcej, a najmłodsza miała zaledwie 10 lat.

Gimnazjalistki z Gdańska usłyszały wyrok

Zgodnie z wyrokiem sądu, który ogłoszono 15 stycznia, trzy sprawczynie trafią do ośrodków wychowawczych, a wobec kolejnych trzech zostanie zastosowany nadzór kuratorski. Jednej ze dziewcząt grozi zakład poprawczy (karę warunkowo zawieszono na trzy lata). Wszystkie skazane gimnazjalistki z Gdańska będą musiały również wykonać po 30 godzin prac społecznych na rzecz szkół.

W uzasadnieniu do wyroku sędzia zwróciła uwagę na wyjątkową bezwzględność, z jaką działały nastolatki, a także wielokrotne powtórzenie swoich czynów.

– Sąd ustalił, że nieletnie nie dopuściły się jednego, incydentalnego pobicia małoletniej. Takich sytuacji było kilka – mówiła gdańska sędzia Izabela Żurek z Sądu Rejonowego Gdańsk-Południe, który prowadził sprawę.

Co więcej, każda z młodocianych przestępczyń już wcześniej miała na swoim koncie podobne incydenty. „Przemoc traktowała jako normalny sposób rozwiązywania problemów” – mówiła sędzia o jednej z nastolatek. Inna „jako niespełna 12-letnia dziewczynka miała grozić rówieśnikom nożem i trafić do poprawczaka”. Zdaniem sądu, ich demoralizacja stale postępowała.

Sędzia: Nie trudna młodzież, tylko beznadziejni rodzice

Sędzia Izabela Żurek podkreśliła, że grupa miała „znamiona gangu, który nie tylko zastraszał i stosował przemoc wobec pokrzywdzonych, ale również poniżał swoje ofiary”. Podkreśliła też, że winę za ich zachowanie ponoszą rodzice.

– Nie spotkalibyśmy się na tej sali, gdybyśmy mieli do czynienia z wydolnymi wychowawczo rodzicami. Nie ma pojęcia „trudna młodzież” – jest to synonim określenia beznadziejnych rodziców – podkreśliła w uzasadnieniu do wyroku sędzia Izabela Żurek.

Opiekunowie gimnazjalistek z Gdańska nie wykazali jednak skruchy. Sędzi odpowiedział głośny śmiech jednego z nich.

– To być może przykra i trudna do zaakceptowania prawda – dodała sędzia. Nieletnie mają po 14-15 lat i jest jeszcze czas na refleksję, na wprowadzenie radykalnych zmian w życiu waszym i waszych dzieci. Rozmawiajcie ze swoimi dziećmi – zaapelowała sędzia.

Psycholog: Agresja to błędne koło

To nieczęsta sytuacja, by sąd podczas orzekania kary zwrócił uwagę na psychologiczne aspekty agresji nieletnich. Czy rzeczywiście rodzice ponoszą tak dużą odpowiedzialność za zachowanie swoich dzieci?

– Myślę, że problem agresji jest bardziej złożony.  Zdarza się, że dzieci przejawiają agresję bardzo wcześnie, ponieważ nie umieją w inny sposób wyrażać emocji i odreagowywać stresu. Rodzice natomiast nie zawsze wiedzą, jak radzić sobie z takimi zachowaniami u dzieci. Próbują karać dziecięca agresję własną agresją wobec dzieci. To oczywiście błędne koło – w konsekwencji dzieci nie uczą się odreagowywać emocji w inny sposób niż właśnie przez agresywne zachowania wobec słabszych – mówi nam psycholożka i trenerka rozwoju osobistego Anna Białous-Griffiths.

Sposób na podniesienie swojej pozycji w grupie

Jak dodaje Białous-Griffiths, rodzice, którzy reagują agresją na agresję, często sami nie mają dobrych wzorców – taki model zachowania wynieśli jeszcze z własnego domu. Co jednak sprawia, że dzieci, które stosują brutalną przemoc, jest tak wiele, że ich grupę można określić gangiem?

– Dzieci agresywne bywają izolowane w grupie rówieśniczej, dlatego szukają podobnych sobie. W ten sposób  ich agresywne zachowania nasilają się z wiekiem. Agresja u nastolatków może być także sposobem na wyróżnienie się, zajęcie wyższej pozycji w grupie, zwiększenie samooceny i uzyskanie tytułu lidera. Jeśli młoda osoba nie wie, jak w inny sposób zbudować poczucie własnej wartości, może sięgać właśnie po przemoc – podkreśla psycholożka.

Jak zatem radzić sobie z przejawami przemocy, które dostrzegamy we własnych dzieciach? Czy są na to uniwersalne sposoby?

– Rozwiązaniem jest nauka empatii (np. warsztaty i treningi interpersonalne). Należy też uczyć dzieci, że istnieją inne sposoby na odreagowanie emocji oraz zbudowanie pewności siebie. To np. sport, muzyka, twórczość, rozwijanie pasji i zainteresowań, ale tez szukanie wsparcia u najbliższych – wyjaśnia Anna Białous-Griffiths.

Niezwykle ważne jest również, by dziecka po prostu wysłuchać. Okres dojrzewania wiąże się z wieloma trudnościami, z którymi wielu młodych ludzi nie potrafi sobie poradzić. To rodzi wiele frustracji – a te łatwiej pokonać, gdy mamy sojuszników.

– Obok wyciągnięcia konsekwencji za agresywne zachowania bardzo ważne jest także słuchanie i próba zrozumienia emocji młodej osoby, czyli wspólne szukanie zdrowych rozwiązań jej problemów – apeluje psycholożka.

Źródło: inf. własna, gazeta.pl, trojmiasto.pl

 

Przeczytaj również:

Dlaczego rodzicielstwo jest trudne?

Francuski ilustrator pokazuje, co to znaczy być tatą

 

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na UW. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

Nie chciał ustąpić miejsca ciężarnej. Dostał nauczkę, którą zapamięta na długo!

Nie chciał ustąpić miejsca ciężarnej
fot. Fotolia

Pasażer, który nie chciał ustąpić miejsca ciężarnej, dostał nauczkę i lekcję na przyszłość. Z pewnością nie spodziewał się tak zdecydowanej reakcji kobiety.

Australijska scenarzystka Brydie Lee-Kenned będąc w ósmym miesiącu ciąży, próbowała przedostać się na drugi koniec miasta autobusem. Niestety wszystkie miejsca siedzące były zajęte. Wszystkie z wyjątkiem jednego, na którym pewien pasażer położył swój bagaż. Brydie dawała mężczyźnie do rozumienia, że chciałaby usiąść na tym miejscu, jednak podróżujący pozostawał głuchy na prośby ciężarnej.

Zobacz także: Szef mówi im, kiedy mogą zajść w ciążę. Ciążowe grafiki są tam na porządku dziennym

Pasażer nie chciał ustąpić miejsca ciężarnej. Jej reakcja zaskoczyła wszystkich

Brydie postanowiła, że usiądzie mimo wszystko i nie namyślając się długo… usiadła na dłoni i bagażu niekulturalnego mężczyzny! Scenarzystka podzieliła się swoją historią za pośrednictwem Twittera:

No cóż, w końcu doszło do tego, że będąc w ósmym miesiącu ciąży, usiadłam na rękę i torbę mężczyzny, który nie chciał przesunąć bagażu, by zrobić mi miejsce. Podróżujemy teraz w ciszy. Zastanawiam się, jak to jest żyć w miejscu, w którym w komunikacji miejskiej nie obowiązują zasady rodem z „Igrzysk Śmierci” – napisała.

Wpis Brydie stał się hitem internetu i zdobył ponad 19 tys. polubień, udostępnień i komentarzy, a postawę ciężarnej poparło wiele osób. Część kobiet podzieliła się podobnymi historiami ze swojego życia.

Zobacz także: Rzucają prace w korporacjach, by urodzić trzecie dziecko

„Zwymiotowałam na niego”

„Kiedy byłam w czwartym miesiącu ciąży, spytałam mężczyznę, czy mógłby mi odstąpić swoje miejsce w pociągu. Miałam spore mdłości. Odpowiedział: „chciałyście równouprawnienia, to teraz stój”. Zwymiotowałam na niego. I na jego gazetę. I na jego torbę od laptopa. Widok jego zszokowanej twarzy był niezwykle satysfakcjonujący” – napisała jedna z internautek.

„Kiedy byłam w ósmym miesiącu ciąży, powiedziałam jednemu mężczyźnie w autobusie, że zaraz urodzę na jego nogach, jeżeli nie ustąpi mi miejsca. Wstał” – opowiedziała inna mama.

Historia australijskiej scenarzystki nie jest odosobnionym przypadkiem. Niedawno media obiegła wieść o ciężarnej z Krakowa, której nikt nie chciał ustąpić miejsca w tramwaju. Sytuacja zmieniła się dopiero po interwencji motorniczej, która zwróciła uwagę podróżującym. „Wrażliwość pasażerów na kobiety w ciąży i ustępowanie im miejsca należy do rzadkości – napisała w liście do MOK mieszkanka Krakowa.

Źródło: news.com.au, tvp.info, Onet Kobieta

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

Mama trojaczków pokazała niesamowite zdjęcia. Musisz je zobaczyć!

ciąża z trojaczkami
fot. Instagram: triplets_of_copenhagen

Chociaż dzieci Marii dopiero się urodziły, ich losy śledzą już tysiące osób. Mama trojaczków założyła na Instagramie profil, na którym uwieczniła chwile ciąży i narodzin dzieci. Jej zdjęcia stały się hitem internetu.

Maria Jorstad to 36-letnia Norweżka mieszkająca w Danii. Kobieta i jej mąż do tej pory wychowywali dwuletniego syna, jednak niedawno zapragnęli powiększyć swoją rodzinę. Kiedy Maria zaszła w ciążę, okazało się, że na świat przyjdzie nie jedno… a troje dzieci

Zobacz także: Jak wygląda ciało po porodzie? Mama czwórki dzieci obala mit i pokazuje swoje zdjęcia

Ciąża z trojaczkami hitem internetu

Na wieść o ciąży mnogiej kobieta podjęła decyzję o założenia profilu, na którym mogłaby się dzielić z internautami zdjęciami z przebiegu ciąży. Profil działa od 7 maja tego roku i obecnie [wrzesień 2018 r. – red.], Maria ma już 169 tys. obserwujących.

Fotografie Marii szybko stały się hitem internetu, a szczególnym zainteresowaniem cieszyły się zdjęcia brzucha kobiety w 35 tygodniu ciąży. Jak wynika z opisu zdjęć, w ostatnich dniach ciąży jej brzuch ważył ponad 20 kilogramów!!

Dzieci urodziły się 13 września. Iben, Agnes i Filip przyszli na świat poprzez cesarskie cięcie. Dalsze losy maluchów oraz ich mamy można śledzić na Instagramie triplets_of_copenhagen.

W 35 tygodniu ciąży brzuch Marii ważył ponad 20 kilogramów! // fot. Instagram triplets_of_copenhagen

 

ciąża z trojaczkami

Profil Norweżki śledzi już 169 tys. osób // fot. Instagram triplets_of_copenhagen

 

ciąża z trojaczkami

Iben, Agnes i Filip przyszli na świat 13 września 2018 r. // fot. Instagram triplets_of_copenhagen

Źródło: Yahoo, Instagram: triplets_of_copenhagen

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

Pracowali ze sobą od kilku lat. Nie wiedzieli, że są bliską rodziną

Pracownicy nie wiedzieli, że są bliską rodziną
fot. abc7ny.com

Chociaż ci dwaj mężczyźni pracowali w tej samej firmie od kilku lat, nie mieli pojęcia, że są spokrewnieni. Prawdy o sobie dowiedzieli się przez przypadek. 

Nathan Boos z Tilden (stan Wisconsin) jako małe dziecko został adoptowany i nigdy nie poznał swoich biologicznych rodziców. – Od zawsze wiedziałem, że jestem adoptowany, nigdy jednak nie pomyślałem, że mógłbym poznać biologicznych rodziców – powiedział Nathan.

Pewnego dnia matka Nathana przeglądając Facebooka zauważyła, że jej syn ma na swojej liście znajomych… biologicznego ojca. Po krótkiej rozmowie okazało się, że mężczyzna o imieniu Bob Degaro jest, tak jak Nathan, kierowcą ciężarówek. Bob pracował w Rock Solid Transport w Chippewa Falls. Panowie pracowali zatem w ten samej firmie od dwóch lat!

Po odkryciu tego faktu Nathan postanowił wysłać do biologicznego ojca wiadomość.

Pracownicy nie wiedzieli, że są bliską rodziną

Bob wraz ze swoją byłą żoną poza Nathanem mieli jeszcze dwoje dzieci. Jak tłumaczy, zdecydowali się oddać dziecko do adopcji, ponieważ borykali się z problemami finansowymi.

Nathan i Bob starają się teraz nadrobić stracone lata i próbują poznać się lepiej. – Wciąż jestem w szoku i bywają dni, w których nie do końca wiem, co powiedzieć i jak się zachować. To mój syn, ale nie rozwinęliśmy nigdy relacji na płaszczyźnie ojciec-syn. Zostaliśmy kolegami z pracy zanim jeszcze odkryliśmy o sobie prawdę – wyjaśnia Bob.

Mężczyźni przyznają, że spotkanie po latach przyniosło im ulgę. Wkrótce Nathan bierze ślub i nie wyobraża sobie, żeby w tym wyjątkowym dniu zabrakło Boba.

Źródło: weau.com

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

Przedszkole czy niania? Zobacz, która opcja jest korzystniejsza dla rozwoju dziecka

rozwój dziecka w przedszkolu
fot. Pixabay

Posłać dziecko do przedszkola czy wynająć nianię? To pytanie z pewnością zadaje sobie wielu rodziców, którzy pragną zapewnić swojemu maluchowi jak najlepszą opiekę. Naukowcy zbadali, która forma opieki jest najkorzystniejsza dla rozwoju dziecka. 

Badanie francuskich naukowców z Instytutu Epidemiologii i Zdrowia Publicznego im. Pierre’a Louisa w Paryżu dotyczyło 1428 dzieci w wieku od trzech lat. Eksperci porównali zachowanie trzylatków uczęszczających do żłobka i przedszkola z zachowaniem ich rówieśników, którymi zajmowały się opiekunki lub ktoś z rodziny.

Poprzednie analizy sugerowały już, że wczesna edukacja dziecka może rozszerzyć jego umiejętności językowe, jak również poprawić wyniki z nauce. Najnowsze badanie Francuzów miało na celu sprawdzenie potencjalnego wpływu formalnej formy opieki nad dzieckiem na zachowanie maluchów.

Zobacz także: Pierwszy dzień w przedszkolu – jak się do niego przygotować? Radzi ekspertka

Opiekunka czy przedszkole?

Rodzice dzieci zostali poproszeni o udzielenie odpowiedzi na serię pytań dotyczącą problemów emocjonalnych i behawioralnych u swoich dzieci, kolejno w wieku trzech, pięciu i pół oraz ośmiu lat. Problemy te dotyczyły m.in. trudności w nawiązywaniu przyjaźni, nadpobudliwości, słabej koncentracji i umiejętności społecznych. Rodzice zostali również zapytani o formę opieki, jaką dzieci miały zapewnione w czwartym, ósmym, dwunastym miesiącu życia oraz gdy skończyły dwa i trzy lata.

Okazało się, że w 44 proc. przypadkach dziećmi zajmowała się opiekunka, 26 proc. dzieci uczęszczało do placówek opieki dziennej, a 30 proc. maluchów było pod opieką rodziny bądź przyjaciół rodziców.

Jedno na sześć badanych dzieci miało problemy z zachowaniem, do których zaliczano nadpobudliwość i słabą koncentrację. Podobna liczba najmłodszych borykała się z problemami emocjonalnymi. Prawie 7 proc. miało trudności z nawiązywaniem przyjaźni, a 13 proc. miało słabe umiejętności społeczne.

Zobacz także: Kryminały dla przedszkolaków. Dreszczyk emocji, który rozpali wyobraźnię trzylatka

Rozwój dziecka w przedszkolu

Analiza wykazała, że dzieci pozostające pod opieką niani były najbardziej podatne na problemy behawioralne. Z kolei maluchy uczęszczające do żłobków i przedszkoli rzadziej doświadczały trudności emocjonalnych i problemów z zachowaniem.

Zgodnie z badaniami przedszkolaki w przyszłości zachowują się lepiej i mają mniej problemów emocjonalnych niż ich rówieśnicy, którymi zajmowały się opiekunki. Takie dzieci łatwiej nawiązują też przyjaźnie i mają lepsze umiejętności społeczne – pokazują badania.

Naukowcy są zdania, że zabawa, nauka przestrzegania zasad od najmłodszych lat i pochwały stymulują rozwój dzieci.

Źródło: Daily Mail

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.