Przejdź do treści

Słów kilka o objawieniu. „Cudowna” Piotra Nesterowicza

"Cudowna" Piotra Nesterowicza
fot. lubimyczytac.pl

Bogowie objawiają się zazwyczaj w zwrotnych momentach historii, a te niemal zawsze łączą się z cierpieniem i niewiadomą. O tym jest ta niesamowita opowieść – „Cudowna” Piotra Nestorowicza.

Ot, tak już jakoś jest, że wielkie chwile inaczej wyglądają na kartach podręczników, a inaczej, kiedy jest się w centrum wydarzeń.

Zobacz także: Komu wybuch urwie ręce, a kto na tym zarobi? „Długi marsz w połowie meczu”

„Cudowna” Piotra Nesterowicza

Czasem bogowie zlatują na ziemię (z góry, z dołu, z wody – w zależności, gdzie mieszkają na co dzień), kiedy Kościół danego bóstwa spiera się z władzą o… władzę. Wówczas bogowie przybywają ze wsparciem.

Kiedy w latach sześćdziesiątych władza nie chciała dzielić się władzą z Kościołem katolickim, na Podlasiu objawia się jedna z ważniejszych postaci w pozaziemskiej hierarchii bóstw w tejże akurat religii – matka samego Boga.

Zobacz także: Dziesięć kawałków o wojnie. Rosjanin w Czeczenii

O trudach bycia wybrańcem

Bycie wybrańcem, którego odwiedza bóstwo nie jest łatwym zadaniem. Oprócz nieziemskiego gościa trzeba poradzić sobie z czymś znacznie trudniejszym, a mianowicie ludem bożym, który cudowności również chce doświadczyć.

Wybraniec przestaje być autonomiczną jednostką – jego „dar” staje się udziałem ogółu wiernych i to wierni chcą decydować o charakterze i kształcie „daru” oraz obowiązkach i powinnościach wybrańca.

Bo lud boży ma swoją wizję wizji, z losem wybrańca może być potem różnie. Do tego dochodzi władza – ona też będzie bronić swojego stanu posiadania w rządzie dusz.

Kiedy to wszystko wydarzy się naprawdę, to na kartach książki wygląda to szalenie ciekawie, ale tam wtedy pewnie bywało różnie, nie zawsze „cudownie”.

Marcin Malesiński

Pisze, czyta, recenzuje. Współpracownik wydawnictw i agencji autorskich. Oprócz tego zwykły czytelnik.

Dieta, która pomoże nam zakwitnąć na wiosnę!

dieta na wiosnę

Zima jest trudnym okresem dla większości z nas. Przeciętny Polak w trakcie zimy zwiększa swoją masę ciała o 2 kg. Nie dziwi więc chęć powrotu do formy wiosną, gdy dni stają się dłuższe, a pierwsze promienie słońca dostarczą motywacji do działania. Jakich zmian zatem dokonać, aby zrobić to skutecznie? Dieta na wiosnę, zobacz, jak ją skomponować!

Organizm po zimie potrzebuje zastrzyku witamin, które ze względu na ograniczony dostęp do owoców i warzyw, były dostarczane w mniejszych ilościach niż wiosną i latem. Istotne są również zawarte
w nich składniki mineralne, a także błonnik i przeciwutleniacze, które pomagają nam w walce z wolnymi rodnikami.

Wiosna to idealny czas, aby wybudzić organizm z zimowego letargu, poprawić koloryt naszej skóry czy zadbać o odpowiednie nawilżenie po mroźnym powietrzu i codziennym ogrzewaniu. Pomóc nam mogą produkty, które określa się mianem superfoods.

Nie dajmy się jednak zwariować. Mało kto wie, że uprawiana w Polsce aronia zawiera bogactwo witamin C, B1, B2, B6, E, PP, mikroelementów oraz antyoksydantów. Tych ostatnich jest w niej kilkakrotnie więcej niż w owocach goji czy jagodach açai. Wykazuje również korzystne działanie na poziom glukozy we krwi i poziom insuliny.

Bogaty w witaminę C i inne aktywne składniki jest także rokitnik. Wykazuje on także istotną właściwość – podczas obróbki termicznej, witamina zawarta w owocach nie ulega rozkładowi. Warto więc skorzystać z bogactw natury w postaci tłoczonych, niesłodzonych soków lub suszonych owoców.

Zobacz także: Naśladuj innych i… zmieniaj ich nawyki żywieniowe

Dieta na wiosnę: jakie menu?

Należy pamiętać, że żadna radykalna dieta, a tym bardziej głodówka, nie jest dobrym sposobem na odchudzanie. Kluczowe jest wyznaczenie sobie realistycznego celu i stopniowe dążenie do jego realizacji. Wymaganie od siebie schudnięcia kilkunastu kilogramów w miesiąc nie jest dobrym podejściem. Może to jedynie wzbudzić naszą frustrację i rozdrażnienie.

„Zestresowany” organizm nie będzie dobrze funkcjonował. Popularne detoksy jednoskładnikowe także nie są dobrym rozwiązaniem. Zamiast tego lepiej włączyć do diety odpowiednie produkty o właściwościach oczyszczających organizm.

Wiosną warto skorzystać z tego, co oferuje nam natura. Nie decydujmy się jednak na dietę bazującą  na samych nowalijkach. Powinny one stanowić jedynie dodatek do potraw. Lepszym wyborem będą te, które rosną nad ziemią, np. szczypiorek, koperek, botwina w przeciwieństwie do warzyw korzeniowych. Po rzodkiewki, młodą marchewkę, pietruszkę czy buraczki warto sięgnąć w późniejszych miesiącach. Z czego to wynika? W początkowym okresie ich wzrostu kumuluje się w nich najwięcej pestycydów i nawozów, które są niekorzystne dla naszego organizmu.

Zobacz także: Zdrowa, roślinna i niebanalna. Poznaj dietę wege!

Dieta na wiosnę: na co zwrócić uwagę?

Przy wyborze warzyw i owoców wiosną warto zwrócić również uwagę na ich wygląd zewnętrzny. Możemy się też pokusić o wyhodowanie własnej zieleniny w domu. Koperek, pietruszka, szczypiorek czy rzeżucha dosyć szybko urosną na naszych parapetach. Ich włączenie do codziennego jadłospisu pobudzi przemianę naszej materii i zapewni podaż niezbędnych składników odżywczych.

Pamiętajmy również o tym, aby spożywać posiłki regularnie. Ta zasada powinna obowiązywać nas przez cały rok. Dobrze, żeby odstępy pomiędzy kolejnymi posiłkami były nie dłuższe niż 3-4 godziny. Dzięki temu zapewnimy sobie spalanie na najwyższych obrotach i szybciej wrócimy do formy.

Pilnujmy też wielkości porcji i stawiajmy na urozmaicony jadłospis. Zbilansowane i apetyczne posiłki dostarczą nam niezbędnych substancji odżywczych, dzięki czemu nie tylko stracimy zbędne kilogramy, ale także poprawi się wygląd naszej skóry, włosów i paznokci. To doda nam motywacji, aby wytrwać w nawykach żywieniowych.

Zobacz także: Boom na acai

Dieta na wiosnę: wróć do gry

Nie zapominajmy jednak o aktywności fizycznej. Wiosna sprzyja uprawianiu sportu na świeżym powietrzu, dlatego korzystajmy z tego i podejmujmy takie sportowe wyzwania, które po prostu sprawią nam przyjemność.

Może to być bieganie, jazda na rowerze, spacery z nordic walking czy cokolwiek, co przyjdzie nam do głowy. Spróbujmy znaleźć chociaż 30 minut dziennie na jakiś sport, a efekty mile nas zaskoczą. Tylko połączenie racjonalnego żywienia i regularnej aktywności fizycznej da nam gwarancję skutecznego powrotu do formy wiosną.

Autorka tekstu: dietetyk Monika Prześlakowska

materiał prasowy

Materiał prasowy redakcja otrzymuje, gdy firmy, stowarzyszenia, fundacje i inne organizacje chcą poinformować naszych czytelników i czytelniczki o aktualnościach, wydarzeniach, eventach, nowych produktach czy konferencjach.

Położny mężczyzna? „Pomyślałem: czemu nie?”. Grzegorz Chajdaś o wyzwaniach i trudach zawodu

położny mężczyzna
Grzegorz Chajdaś to pierwszy zarejestrowany w Polsce położny // FOT. ANDRZEJ BANAS / POLSKA PRESS

Są wyjątkiem. Zawód wykonują nie z przypadku, a z powołania. Mężczyźni – położni. W Polsce jest ich tylko 71 pośród 37 tysięcy położnych. Grzegorz Chajdaś to pierwszy zarejestrowany położny mężczyzna w Polsce, od 25 lat pracuje w szpitalu im. Stefana Żeromskiego w Krakowie na oddziale patologii ciąży. Dlaczego zdecydował się na taki zawód?

Podczas śniadania prasowego podsumowującego kampanię i konkurs “Położna na medal” Grzegorz Hajdaś opowiedział dziennikarzom o wyzwaniach, z jakimi spotyka się na co dzień położny mężczyzna.

Kiedy narodziła się u ciebie decyzja o wybraniu zawodu położnego?

Gdybym powiedział, że było to moje powołanie życiowe lub od dziecka chciałem być położnym, to nikt by mi nie uwierzył – i miałby rację.

Kiedy kończyłem szkołę, dowiedziałem się o istnieniu szkoły dla położnych i pomyślałem – dlaczego nie…? A że życie pisze różne scenariusze – postanowiłem to zrobić.

Jak się czułeś jako jeden z nielicznych mężczyzn na studiach?

Na początku było bardzo ciężko, ponieważ nie kończyłem szkoły średniej, a technikum mechaniczne. Przez 5 lat w ogóle nie miałem styczności z takimi przedmiotami jak biologia, anatomia czy fizjologia. Kiedy zdecydowałem się rozpocząć naukę na kierunku położniczym, musiałem bardzo dużo czasu poświęcić na przygotowanie się do egzaminów.

Bardzo ciężko było również zaaklimatyzować się, ponieważ nikt nie spodziewał się, że mężczyźni mogą wybrać taki kierunek. I raczej nikt ich tam nie chciał.

Mało kto wierzył, że będziemy w stanie skończyć studium i uzyskać dyplom położnego. Jak to w życiu bywa, z biegiem czasu sensacja mija i nasza obecność na tym kierunku zaczęła być rzeczą naturalną. Choć zdarzały się sytuacje, że niektórzy traktowali nas z uśmiechem niedowierzania.

Zobacz także: Gala finałowa kampanii i konkursu „Położna na medal”

Czy miałeś na studiach innych kolegów?

Mój kierunek liczył 37 osób w tym 3 mężczyzn (łącznie ze mną).

W trakcie nauki jeden z kolegów zrezygnował. Finalnie tylko ja i drugi kolega skończyliśmy studium i uzyskaliśmy dyplom położnego. Podczas śniadania prasowego kampanii Położna na medal dowiedziałem się, że otrzymałem ten tytuł jako pierwszy mężczyzna w Polsce!

Czy tak jak Ty, Twoi koledzy nadal pracują w zawodzie?

Przez kilka lat kolega Jacek pracował w zawodzie w szpitalu powiatowym w Wadowicach, jednak po kilku latach zdecydował się na zmianę zawodu i został ratownikiem medycznym. Obecnie pracuje w zespole wyjazdowym pogotowia ratunkowego.

Pracujesz w tym zawodzie 25 lat. Co się w tym czasie zmieniło?

Przede wszystkim postęp cywilizacyjny. Technika poszła szalenie do przodu, a co za tym idzie sposoby leczenia i diagnozowania. Zaczynając moją pracę pracowałem na sprzęcie wielorazowego użytku (strzykawki, igły, rękawiczki itp.). Aparaty monitorujące stan płodu (KTG) czy diagnostyka USG nie była na porządku dziennym, jak obecnie.

Zabiegi takie, jak np. cięcie cesarskie nie były tak powszechne jak dziś, a co za tym idzie było o wiele więcej urazów okołoporodowych, niezdiagnozowanych wad u dzieci, a nawet zgonów okołoporodowych czy w połogu.

Diametralnie zmienił się również model pacjentki. Obecnie, dzięki powszechnemu dostępowi do informacji, pacjentka posiada wysoką wiedzę na temat swoich schorzeń i dolegliwości. Fakt ten wymusza na nas nieustanne podnoszenie naszych kwalifikacji i bycie po prostu na bieżąco.

Jeśli chodzi o pracę położnej, to w dzisiejszych czasach jest ona znacznie łatwiejsza, choćby ze względu na powszechną obecność specjalistycznego sprzętu medycznego, który znacznie upraszcza wdrażanie procedur medycznych.

Zobacz także: Wybrano najlepsze położne w ramach kampanii społecznej „Położna na medal”

Co było dla Ciebie najtrudniejsze na początku pracy zawodowej?

Nie lada wyzwaniem było przełamanie bariery intymności. Ważnym aspektem mojej pracy było nawiązanie takich relacji z pacjentką, aby nie czuła ona dyskomfortu, że po drugiej stronie stoi położny, a nie położna. Stresujące były również myśli, że pozostając z pacjentką na dyżurze, odpowiadam za nią.

Bardzo często spotykam się z tym, że pacjentki nazywają mnie lekarzem. I choć za każdym razem powtarzam, że jestem położnym, pacjentki i tak mówią do mnie „panie doktorze”.

Od samego początku pracy w tym zawodzie najtrudniejszą sytuacją jest śmierć noworodka, do której nigdy nie można przywyknąć, nie ma na to klucza, jak zachować się w takiej sytuacji.

Czy mężczyzna pracujący jako położny spotyka się z wieloma problemami w swoim zawodzie?

Na pewno. Pamiętam, kiedy po otrzymaniu prawa wykonywania zawodu poszukiwałem pracy, usłyszałem od oddziałowej pewnego szpitala, że dopóki ona będzie oddziałową, mężczyzna położny nie ma tam miejsca.

Ponadto czasami daje się we znaki sfeminizowane środowisko i typowe tematy o dzieciach, gotowaniu, sprzątaniu i przepisach na sałatki. Zresztą – który mężczyzna zna przepis na sernik na zimno czy łazanki? Ja znam!

A pacjentki? Jak one reagują na Twoją obecność na oddziale?

Pracuję na oddziale patologii ciąży. Pacjentki tego oddziału bardziej skupiają się na swojej jednostce chorobowej niż na osobie, która wykonuje daną procedurę medyczną.

W momencie, kiedy kobieta widzi mój profesjonalizm i pewność w działaniu, nie jest dla niej problemem moja płeć.

Zdarzyło się, że pacjentka odmówiła współpracy z Tobą?

W mojej karierze zawodowej nie było takiej sytuacji, lecz niejednokrotnie spotykałem się z prośbą pacjentki, iż czułaby się bardziej komfortowo, gdyby dany zabieg intymny wykonywała kobieta.

W takim wypadku zawszę proszę o pomoc koleżankę, która jest razem ze mną na dyżurze.

Zobacz także: Położna na medal – jaka powinna być i czym się wyróżniać?

Czy nie czujesz, że nawiązanie współpracy z pacjentką jest dla ciebie trudniejsze niż dla położnej?

Z opinii koleżanek z pracy, jak również moich przełożonych wnioskuję, iż nie mam najmniejszych problemów z nawiązaniem współpracy z pacjentkami.

Jak wspomniałem wyżej, współpraca z niektórymi pacjentkami, biorąc pod uwagę moją płeć, jest utrudniona. W takim wypadku zawsze z pomocą przychodzą moje koleżanki.

Masz jakieś rady dla mężczyzn, którzy chcieliby zostać położnymi?

Panowie, do dzieła! Ja przetarłem wam szlaki!

Jest to piękny zawód, dający wiele satysfakcji, ale czasami dużo bólu. Niezmiernie dynamiczny i niezależnie od przepracowanych lat zaskakujący na każdym kroku i uczący dużo pokory.

Ruszyła właśnie piąta, jubileuszowa edycja kampanii „Położna na medal”. Co chciałbyś przekazać położnym, które będą brały udział w konkursie na najlepszą położną w Polsce? Czy zastanawiasz się nad tym, aby również wziąć w nim udział? J

Drogie koleżanki, trzymam za Was kciuki! Czasami warto udowodnić sobie i innym, że jest się dobrym w tym co się robi! Sam jeszcze nie wiem, czy będę brał udział w konkursie. Czas pokaże.

——————————————————————————————————————————–

 

Położna na Medal to prowadzona od 2014 roku kampania społeczno-edukacyjna zwracająca uwagę na kwestie związane z koniecznością podnoszenia standardów i jakości opieki okołoporodowej w Polsce poprzez edukację i promocję dobrych praktyk. Istotną kwestią kampanii jest również podnoszenie świadomości społecznej na temat roli położnych w opiece okołoporodowej.

Jednym z kluczowych elementów kampanii jest konkurs na najlepszą położną w Polsce. Zgłoszenia do tegorocznej, piątej edycji konkursu przyjmowane są od 1 kwietnia do 31 lipca 2018 r. Głosy na nominowane położne można oddawać od 1 kwietnia do 31 grudnia 2018 roku. Oddawanie głosów odbywa się na stronie www.poloznanamedal2018.pl

Patronat honorowy nad kampanią i konkursem objęła Naczelna Rada Pielęgniarek i Położnych. Patronat merytoryczny sprawują: Polskie Towarzystwo Położnych, Fundacja Rodzić po Ludzku oraz Stowarzyszenie Dobrze Urodzeni. Mecenasem kampanii jest marka Alantan Plus.

materiał prasowy

Materiał prasowy redakcja otrzymuje, gdy firmy, stowarzyszenia, fundacje i inne organizacje chcą poinformować naszych czytelników i czytelniczki o aktualnościach, wydarzeniach, eventach, nowych produktach czy konferencjach.

„Chłopiec z klocków” – wzruszająca opowieść o miłości ojca do autystycznego syna

"Chłopiec z klocków"
fot. materiały prasowe

By zrozumieć swoje dziecko, ten ojciec jest gotów przenosić góry. Keith Stuart, dziennikarz brytyjskiego Guardiana, kreśli wzruszającą opowieść o sile rodzicielskiej miłości, która może pokonać wszelkie przeciwności losu. Oto powieść „Chłopiec z klocków”.

Alex musi poskładać swoje życie od nowa. Jego małżeństwo z Judy się rozpada, co jeszcze bardziej komplikuje jego relacje z autystycznym synem, Samem. Coraz trudniejsza sytuacja w związku zmusza Alexa do wyprowadzki z domu. Gdy niedługo potem mężczyzna traci pracę, musi na nowo odnaleźć powód, by wstać rano z łóżka. Postanawia poświęcić czas, by lepiej poznać i zrozumieć swojego syna.

Gdy Sam zaczyna grać w Minecrafta, pojawia się obawa, że kontakt z nim stanie się jeszcze trudniejszy. Jednak, wbrew ojcowskim niepokojom, wyobraźnia syna rozkwita, a podczas wspólnych rozgrywek nawiązuje się między nimi nowy, unikalny kontakt. Rodzina Stuartów odkryje, że nawet jeśli wszystko się rozpadnie, zawsze można zbudować coś pięknego.

Zobacz także: „Co teraz? Moja ukochana została matką!” Pomóżmy Karolinie wydać książkę

„Chłopiec z klocków” czyli nauka o tym, co w życiu najważniejsze

„Chłopiec z klocków” to niezwykła opowieść o tacie, który chce nawiązać kontakt z synem. O tacie, który musi przypomnieć sobie najpierw, czym jest dziecięca zabawa. Okazuje się bowiem, że czasem najważniejsze rzeczy można zdobyć w dziecinnie prosty sposób.

Keith Stuart z dużą dawką uczucia, ale i humoru pokazuje siłę rodzicielskiej miłości, bezwarunkowej i bezgranicznej. Nie bez powodu książkę Stuarta można stawiać na równi z kultowymi powieściami autorstwa Nicholasa Sparksa.

Wydaje się, że historia taka jak ta może mieć miejsce jedynie w książkach i filmach. Jednak za powieścią kryją się prawdziwe wydarzenia z życia Keitha Stuarta, dziennikarza brytyjskiego dziennika The Guardian. W 2012 roku u jednego z jego dwóch synów, Zaca, zdiagnozowano autyzm.

Początkowo cała rodzina przeżyła wielki wstrząs. Potem jednak Keith zaczął grać z chłopcami w gry komputerowe, zwłaszcza w Minecrafta. Wspólna rodzinna twórczość, która pozwoliła im pogłębić kontakt, stała się podstawą historii opowiedzianej w powieści. Historii o tym, jak sobie odpuścić, jak znów poczuć się dzieckiem – bo właśnie dzięki temu Keith nauczył się, co jest w życiu najważniejsze.

Zobacz także: „Proste rzeczy” o rodzicielstwie

„To przyjemna odmiana od wszystkich moralnych wątpliwości”

„Chłopiec z klocków” to cudowna lektura. Myślę, że Keith Stuart napisze jeszcze wiele równie wyjątkowych powieści. Książka w mądry sposób przedstawia rytuał przejścia między wiekiem chłopięcym a męskim […] – Huffington Post.

Powieść Keitha Stuarta jest niczym powiew świeżego powietrza, przyjemną odmianą od wszystkich moralnych wątpliwości, które nas duszą na co dzień. To piękna ucieczka w świat, w którym jedynym ograniczeniem jest kres naszej wyobraźniForbes.

Pokochałam tę książkę. Jest napisana szczerze i prosto, dzięki czemu łatwo wczytujemy się we wzruszającą historię Alexa  – Jennifer Blankfein, Goodreads.com.

Wzięłam książkę do ręki i to by było na tyle. Zaczęłam wczesnym rankiem i nie zdołałam jej odłożyć, aż do pierwszych promieni słońca następnego dniaReadAlong With Sue, Goodreads.com.

Keith Stuart – zawsze lubił gry, a od 1995 roku o nich pisał, najpierw dla pism specjalistycznych, takich jak „Edge” i „Official Playstation”, a potem, przez ostatnich dziesięć lat, dla „Guardiana”, gdzie pracował jako redaktor do spraw gier. Ma żonę i dwójkę dzieci.

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

Dziewczynki opuszczają lekcje, bo nie mają dostępu do toalet. Zatrważający raport WaterAid

miesiączka tematem tabu
fot. Unsplash - Peter Hershey

Ponad jedna trzecia dziewczynek w Azji Południowej opuszcza zajęcia w szkole w czasie miesiączki. Często dzieje się tak z powodu braku dostępu do toalet i środków higienicznych. Wiele dziewcząt nie ma również wystarczającej wiedzy na temat miesiączki przed osiągnięciem dojrzałości płciowej – wynika z badania przeprowadzonego przez WaterAid i UNICEF.

Z badania wynika, że większość krajów tego regionu nie spełnia standardów WHO, zgodnie z którymi na 25 dziewcząt powinna przypadać co najmniej jedna toaleta.

Zobacz także: Powstała gra oswajająca dziewczynki z pierwszą miesiączką

Dramatyczne warunki w szkołach

Tymczasem w jednym z regionów Nepalu na 170 uczennic przypada tylko jedna toaleta. To utrudnia dziewczynkom uczestnictwo w zajęciach szkolnych podczas menstruacji.

– Dziewczynki mają niezaprzeczalne prawo do edukacji, które tracą, gdy nie mogą uczęszczać na zajecia z powodu braku produktów sanitarnych i czystych toalet w szkołach – powiedział Tim Wainwright, dyrektor generalny WaterAid.

– Rządy muszą zapewnić, że w każdej szkole będzie czysta woda, przyzwoite toalety i dobry poziom higieny – dodał.

Zobacz także: Użyła tamponu, straciła obie nogi. Poznaj dramatyczną historię modelki

Miesiączka tematem tabu

Braki edukacji na temat miesiączki są duże w tym regionie świata. Na Sri Lance aż dwie trzecie dziewcząt przyznaje, że nie miało żadnych informacji na temat menstruacji, zanim nie zaczęło miesiączkować.

– To może być szkodliwe w regionie, w którym istnieje tabu wokół menstruacji – uważa Therese Mahon, współautorka raportu. W kulturze niektórych krajów Azji Południowej kobiety podczas miesiączki są wykluczane z życia publicznego i nie mają wstępu do miejsc kultu.

Temat ten jest rzadko poruszany otwarcie, przez co dziewczęta utrzymywane są w niewiedzy i podlegają wykluczeniu. W konsekwencji wiele z nich cierpi na infekcje i choroby, ponieważ nie wie, w jaki sposób utrzymać higienę.

W kilku krajach Azji Południowej zaczęto już wprowadzać do szkół informacje na temat miesiączkowania, jednak, jak zaznaczają autorzy raportu, wciąż jest wiele do zrobienia.

Źródło: Reuters

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.