Przejdź do treści

Dla niektórych dzieci plecak to niejedyny ciężar w szkole. Możesz je odciążyć

SOS Wioski Dziecięce promuje tolerancję /Na zdjęciu: Anna Dereszowska i uczniowie uczestniczący w lekcji SOS Wioski Dziecięce
Fot.: Natalia Łyczko

Powrót do szkoły to czas radosnego gromadzenia kolorowych piórników, akcesoriów oraz pachnących nowością książek i zeszytów, które szczelnie wypełniają wnętrze tornistra. Ale dla niektórych dzieci wypełniony po brzegi plecak to niejedyny ciężar, z którym mierzą się przed przestąpieniem szkolnego progu. Znacznie trudniejszy do udźwignięcia jest ciężar emocjonalny, wynikający z trudnej sytuacji rodzinnej, nierównego startu w życie i strachu przed kolejnym ciosem: brakiem zrozumienia ze strony rówieśników. Takimi dziećmi są m.in. podopieczni Stowarzyszenia SOS Wioski Dziecięce, którzy – z naszą pomocą – mogą znaleźć w szkole bezpieczną przestrzeń.

Najtrudniejszy pierwszy krok

Kwestia wykluczenia rówieśniczego jest coraz częstszym problemem w polskich szkołach. Z objawami braku akceptacji spotykają się też dzieci z rodzin zastępczych oraz zagrożonych rozpadem. Wynika to najczęściej ze strachu przed innością, który towarzyszy ich klasowym kolegom, i niewiedzy, jak nawiązać kontakt z dzieckiem, którego historia jest trudniejsza od ich własnej.

Aby przeciwdziałać izolacji społecznej uczniów opuszczonych lub osieroconych przez rodziców, stowarzyszenie SOS Wioski Dziecięce uruchomiło wyjątkową kampanię informacyjną „Lekcję życia odrabiam sam”. Jej celem jest promowanie tolerancji i pokazanie, że mimo pewnych różnic, więcej nas łączy niż dzieli.

W  ramach akcji w jednej z warszawskich szkół podstawowych odbyła się wyjątkowa lekcja pokazowa „#JestemZSOS”, którą poprowadziła mama SOS Halina Kozacka oraz ambasadorka Stowarzyszenia Anna Dereszowska. W wydarzeniu wzięli udział młodzi uczniowie, którzy mieli szansę dowiedzieć się, jak wygląda praca stowarzyszenia SOS Wioski Dziecięce. Zrozumiały też, z jakimi trudnościami społecznymi spotykają się dzieci, które na wczesnym etapie życia musiały wziąć odpowiedzialność za swój los.

CZYTAJ TEŻ: Miejsca znane, a jednak obce. „Najlepsze buty na świecie” Michała Olszewskiego

Cenna lekcja (nowego) życia

Jak podczas spotkania zaznaczyły przedstawicielki SOS Wiosek Dziecięcych, dopiero pod opieką organizacji, w rodzinnym otoczeniu, pełnym ciepła, szacunku i uwagi, wiele takich dzieci odzyskuje szansę na spokojny rozwój i edukację. Przy wsparciu zastępczych rodziców SOS, a także specjalistów – pedagogów i psychologów, powoli odzyskują radość z dzieciństwa. Ale do właściwego wsparcia potrzebują też akceptacji rówieśników. Właśnie dlatego tak ważne jest, by w szkole wykazywać się wyrozumiałością i szukać w rówieśniku podobieństw, nie różnic.

‐ Zarówno maluchy będące pod opieką rodziców SOS, jak i te, których rodziny otrzymują wsparcie prowadzonego przez nas profilaktycznego „Programu umacniania rodziny”, niosą ze sobą ciężki bagaż emocjonalny. Chociaż robimy wszystko, by pomóc im się z nim uporać, proces odbudowy wiary w siebie jest bardzo długi. Każdego dnia nasze dzieci muszą stawiać czoła także nowym wyzwaniom, takim jak brak akceptacji ze strony rówieśników, poczucie samotności i niezrozumienia w szkole – podkreśla Barbara Rajkowska, dyrektor krajowa Stowarzyszenia SOS Wioski Dziecięce w Polsce.

Lekcje „#JestemzSOS” mogą odbyć się w każdej szkole na terenie kraju. Wystarczy wejść na stronę https://wioskisos.org/jestemzsos/ i zgłosić swoją placówkę do udziału w projekcie.


SOS Wioski Dziecięce to międzynarodowa organizacja dobroczynna. Jej działalność opiera się na dostarczaniu kompleksowego wsparcia opuszczonych i osieroconych dzieci, a także umacnianie rodzin zagrożonych rozpadem. Przedstawiciele polskiego oddziału SOS Wioski Dziecięce skutecznie realizują tę misję już od ponad 30 lat.

POLECAMY RÓWNIEŻ: Policjantka nakarmiła piersią głodne dziecko.”Nie wahałam się ani sekundy”

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na UW. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

Lekarze nie dawali kobietom wielkich szans na ciążę. Urodziły dzieci niemal w tym samym czasie

Para lesbijek zaszła w ciążę w tym samym czasie
fot. Fotolia

Kobiety były w długoletnim związku i bardzo pragnęły dziecka. Lekarze nie dawali im dużych szans na macierzyństwo, jednak los spłatał miłego psikusa. Tego nie spodziewał się nikt!

Anna i Renee McInarnay są ze sobą od 18 lat. W pewnym momencie podjęły decyzję o powiększeniu rodziny i zdecydowały się na in vitro. Lekarze nie mieli jednak dobrych wieści.

Ze względu na wiek kobiet (35 i 36 lat) szanse na ciążę sięgały 38 proc. Jeszcze mniejsze były w przypadku Renee, u której zdiagnozowano zespół policystycznych jajników. Z tego względu obie podeszły do zapłodnienia pozaustrojowego.

– Miałyśmy owulację w tym samym czasie, co było niesamowite. Okazało się, że ja mam trzy jajeczka a Renee jedno. Obydwie zdecydowałyśmy się na dziecko, bo miałyśmy świadomość, że prawdopodobieństwo zajścia w ciążę jest naprawdę małe. To mogła być ostatnia szansa na macierzyństwo dla Renee – wyjaśnia Anna.

Para całą historię relacjonowała na portalach społecznościowych.

Zobacz także: Czy Polacy są homofobami? Raport nie pozostawia złudzeń

Para lesbijek zaszła w ciążę w tym samym czasie

Pewnego dnia Anna i Renee otrzymały telefon z kliniki. – „Siedzicie? Anna, jesteś w ciąży. Ale Renee również” usłyszałyśmy w słuchawce – wspomina Anna.

Kobiety uznały, że to cud i razem zapisały się do szkoły rodzenia, a nawet planowały powitać na świecie swoje dzieci w tym samym dniu. Z powodu komplikacji musiały jednak mieć cesarskie cięcie i zdecydowały się na poród w odstępie dwóch dni.

– To była sugestia naszego lekarza, abyśmy nie rodziły tego samego dnia i mogły się wzajemnie wspierać – mówi Anna

13 października 2018 roku Renee urodziła Emmę Reese. 15 października na świat przyszła Avonlea Grace. – Porody były skomplikowane, obawiałyśmy się o los dziewczynek. Teraz czujemy się, jakbyśmy śniły na jawie – mówi wzruszona i szczęśliwa mama.

Źródło: Metro, Daily Mail

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

Gdy praca nie daje już satysfakcji. Wypalenie zawodowe czy zwykłe zmęczenie?

Wypalenie zawodowe: przyczyny, objawy, przeciwdziałanie /Na ilustracji: Dwójka pracowników (kobieta i mężczyzna) dyskutuje nad laptopem
Fot.: RawPixel/Unsplash.com

Wypalenie zawodowe to problem, który może dotknąć niemal każdego pracownika. Najczęściej jednak negatywne skutki tego stanu odczuwają osoby, które najsilniej angażują się w swoją codzienną pracę. Czy wiesz, jakie cechy predysponują do wypalenia zawodowego, które objawy powinny zwrócić twoją uwagę i jak z nimi walczyć?

Na wypalenie zawodowe wpływ ma wiele czynników. Najbardziej zagrożone są nim jednak osoby, które mają ku temu pewne predyspozycje, a dodatkowo pracują w miejscu, gdzie silna presja miesza się z niskim docenianiem pracownika.

– Do cech osobistych, które predysponują do efektu wypalenia, należą duże zaangażowanie, wysokie chęci, aktywność. Problem może pojawić się wtedy, gdy tego typu tendencje idą w parze ze słabo sprecyzowanymi celami i wartościami osobistymi, życiowym chaosem, słabym balansem między życiem zawodowym a pracą, perfekcjonizmem, stawianiem pracy na pierwszym miejscu – mówi Ilona Rajchel, trener w firmie szkoleniowej Effect Group.

Zaangażowanie wysokiego ryzyka

Wypaleniu zawodowemu sprzyjają także czynniki zewnętrzne. Trudności mogą pojawić się chociażby wtedy, gdy pracownik zderza się ze „szklanym sufitem”, tzn. czuje w sobie potencjał, jest dobrze zmotywowany, ale firma nie umożliwia mu ani rozwoju, ani awansu. Do tego dochodzi przedmiotowe traktowanie, nieakceptowanie przedstawianych pomysłów, brak tolerancji dla jakichkolwiek błędów, przesadna biurokracja. Jeśli organizacja stawia przed pracownikiem wyśrubowane cele, a jednocześnie nie pomaga mu w rozwijaniu kompetencji i lekceważy temat budowania dobrych relacji, takie okoliczności również będą sprzyjały wypaleniu zawodowemu.

– Najbardziej narażeni na wypalenie zawodowe są pracownicy, którzy ,,płoną”. To osoby, które wykazują inicjatywę, dużo pracują, nie zgadzają ze skostniałymi standardami, proponują coś od siebie. To nie znaczy, że wszystko robią najlepiej, ale zależy im, aby działać szybciej, lepiej, sprawniej – zauważa Ilona Rajchel. – Jednocześnie takie osoby często przenoszą swój autorytet na zewnątrz, tzn. szukają potwierdzenia swojej wartości u innych ludzi, nie dając wsparcia samym sobie – dodaje.

Bywa, że są to osoby, których życie osobiste nie jest satysfakcjonujące. Są pracoholikami, nie ,odreagowują” stresu po pracy, nie mają z kim porozmawiać, a równowaga pomiędzy ich życiem osobistym a zawodowym jest wyraźnie zaburzona. Wypalenie zawodowe nie grozi zwykle osobom biernym czy pracującym odtwórczo. Ale niewielkie jest też ryzyko, że problem taki dotknie osoby aktywne, o ile z równym zaangażowaniem spełniają się one w pracy i w sferze osobistej.

Jak rozpoznać wypalenie zawodowe?

Wypalenie zawodowe nigdy nie pojawia się nagle. Jeśli dość szybko, z dnia na dzień, zauważamy niepokojące objawy, najprawdopodobniej wynikają one z innych powodów (zazwyczaj trudności w życiu osobistym).

– Wypalenie zawodowe to długotrwały proces. Wielki stos zaangażowania, chęci, perfekcjonizmu płonie długo, ale niepodsycany, niewspierany przez firmę, szefa i samego pracownika, zaczyna wygasać. Proces ten trwa zazwyczaj wiele miesięcy, a czasem nawet lat. Narasta powoli, co jest o tyle korzystne, że mamy dużo czasu na zauważenie i stosowną reakcję. Ale co za tym idzie, odpowiedzialny szef nigdy nie powie, że wypalenie zawodowe pracownika było dla niego zaskoczeniem – podkreśla trenerka Effect Group.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Kultura nie tylko wzbogaca, ale też leczy. Wiesz jak? [WIDEO]

Objawy wypalenia zawodowego

Do objawów wypalenia zawodowego zaliczyć możemy:

  • zmęczenie i wyczerpanie,
  • poczucie bezsilności,
  • niemoc,
  • irytację,
  • stałe napięcie,
  • gniew,
  • frustrację.

Na to nakłada się jeszcze poczucie pędu, nadmiaru obowiązków, braku czasu. W efekcie osoba dotknięta syndromem wypalenia zawodowego ma problemy ze snem, nie potrafi się zrelaksować po pracy ani wypocząć (nawet w czasie urlopu). A ponieważ w życiu osobistym brakuje jej celów i priorytetów, wraca myślami do pracy – tak koło się zamyka i zarazem napędza. Narasta wyczerpanie fizyczne, emocjonalne i duchowe.

Według Ilony Rajchel zmiany można zauważyć w trzech wymiarach. Objawiają się:

  • wyczerpaniem – poczuciem nadmiernego obciążenia pracą (emocjonalne i fizyczne),
  • cynizmem, depersonalizacją i trudnościami w utrzymaniu więzi międzyludzkich – człowiek, który nie czuje się doceniany, staje się agresywny, cyniczny, krytyczny. To, co robił do tej pory z wielkim zaangażowaniem, zaczyna wykonywać pobieżnie, mechanicznie i z dystansem.
  • obniżoną oceną własnych dokonań i brakiem skuteczności – kiedy pracownik zaczyna tracić wiarę w siebie, czuje się nieskuteczny, rośnie jego poczucie niedopasowania. Każde nowe zadanie zdaje się go przerastać, czuje się osamotniony i niezrozumiany.

CZYTAJ TEŻ: Co nas uszczęśliwia? Relacje, relacje, relacje! PSYCHOLOGIA

Jak radzić sobie z wypaleniem zawodowym? Postaw na wypoczynek

Osoba, która zauważy u siebie powyższe objawy, powinna uznać je za ważny sygnał. Właściwie jest to podpowiedź ze strony buntującego się organizmu, wezwanie do tego, aby zwolnić tempo.

Jeśli możliwy jest dłuższy urlop, warto sobie na niego pozwolić. Najlepiej, jeśli będzie to nie tylko odpoczynek od pracy, ale fizyczna zmiana miejsca. Oczywiście, pracownik będący na takim urlopie nie powinien w czasie jego trwania prowadzić rozmów telefonicznych na temat pracy ani zajmować się firmowymi mailami (dotyczy to nie tylko odpowiadania na nie, ale także samego ich czytania). Chodzi o to, aby wypoczynek był przede wszystkim urlopem dla umysłu, który w ten sposób uwolni się od codziennej presji i nabierze zdrowego dystansu – tak wobec spraw zawodowych, jak i osobistych.

– Powinien być to czas na wyspanie się, wyciszenie, zadbanie o ciało, ale też o umysł i duszę.  Dobrym wykorzystaniem tego czasu będzie zadanie sobie ważnych pytań o istotne w życiu wartości, własne potrzeby, priorytety. Warto pomyśleć także o relacjach z innymi, rodzinie, związku oraz zainteresowaniach i pomysłach na ciekawe spędzanie czasu poza pracą. W takim momencie można w końcu na spokojnie przewartościować sprawy zawodowe i zastanowić się, czy nie nadszedł czas na zmiany również w tej sferze – podpowiada trenerka.

Jak sobie radzić z wypaleniem zawodowym? Zadbaj o pozytywne relacje z otoczeniem

Bardzo istotne w procesie ,,zdrowienia” jest także to, aby zadbać o pozytywne i głębokie relacje z innymi ludźmi. Znaczące, że nie wypalają się zawodowo osoby, które balans praca-życie osobiste traktują serio.

Jeśli jednak nasze wypalenie zawodowe doszło bardzo daleko lub nie czujemy się na tyle silni, by samodzielnie rozpocząć proces zmian, warto poszukać pomocy u specjalisty – np. psychologa lub terapeuty. Pomóc mogą też odpowiednie szkolenia. Przede wszystkim dają one fachową wiedzę o tym, co jest, a co nie jest wypaleniem zawodowym, co na nie wpływa, jak można mu zapobiegać, jak wychwycić pierwsze objawy i z nimi walczyć.

Szkolenie może dostarczyć pracownikowi również dużą dawkę pozytywnej energii do działania. Bardzo często okazuje się, że staje się ono pierwszym krokiem na drodze do poważnych zmian.

– Na moich szkoleniach uczestnicy mają szansę poczuć własną siłę wewnętrzną. Dowiadują się, że nie ma ,,cudownej tabletki” na wypalenie, ale istnieje coś cenniejszego – ich wewnętrzna moc, przekonania, wartości, talenty, uświadomione cele życiowe, rodzina i przyjaciele. Gdy czuje się tę moc i ma się świadomość możliwości, jakie ona daje, odpowiedzialność za własne szczęście, zdrowie czy sukces staje się wyzwaniem realnym i motywującym – mówi Ilona Rajchel.

Źródło: inf. prasowa

POLECAMY TAKŻE: Pracowali ze sobą od kilku lat. Nie wiedzieli, że są bliską rodziną

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na UW. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

Samotność najmocniej boli w święta. To wtedy wzrasta ryzyko śmierci samobójczej

Czarno-białe zdjęcie. Kobieca dłoń dotykająca szyby; widok na blok mieszkalny /Ilustracja do tekstu: Ryzyko samobójstwa wzrasta w święta. Jak pomóc bliskim, którzy doświadczają kryzysów psychicznych?
Fot.: Kristina Tripkovic /Unsplash.com

Co 40 sekund ktoś na świecie popełnia samobójstwo. W Polsce życie odbiera sobie średnio 15 osób dziennie. Światowa Organizacja Zdrowia szacuje, że każdego roku na ten dramatyczny krok decyduje się aż 800 tys. osób. Wiele z tych przypadków ma miejsce… w święta. Te bezwzględne statystyki wymagają od nas zdecydowanych działań i otwarcia serca na bliskich, którzy mogą doświadczać kryzysu psychicznego.

Chociaż święta większości z nas kojarzą się z ciepłą, rodzinną atmosferą, stołem pełnym przysmaków i wspólnym śpiewaniem kolęd, dla wielu osób to wyjątkowo przygnębiający czas. Ciężko im zmierzyć się z atmosferą powszechnej szczęśliwości – tak odległą od ich trudnej codzienności. Niemała grupa ludzi właśnie wtedy doświadcza dotkliwej samotności, kryzysu i ciężkiej depresji, co nierzadko kończy się podjęciem próby samobójczej.

CZYTAJ TEŻ: Dzieci rodziców „z problemami”. Gdy choroba psychiczna dotyka rodzinę

Ciemna strona świąt. Ryzyko samobójstwa rośnie w Boże Narodzenie

Ciężka świąteczna depresja nie jest zależna od wieku, pozycji społecznej czy miejsca zamieszkania – może dotknąć każdego z nas. Dlatego zamiast czekać biernie na niespodziewanego gościa, który w Wigilię zapuka do naszych drzwi, warto samemu rozejrzeć się wokół i dostrzec tych, dla których te dni mogą być szczególnie trudne.

– Owo tradycyjne dodatkowe miejsce przy stole nie musi wcale pozostać puste. Można – dosłownie lub w przenośni – zaoferować je komuś ze swojego otoczenia, kto inaczej pozostałby sam na sam ze swym cierpieniem – podkreślają przedstawiciele Instytutu Psychiatrii i Neurologii oraz Polskiego Towarzystwa Suicydologicznego, którzy we współpracy z Wydziałem Artes Liberales Uniwersytetu Warszawskiego zainicjowali kampanię pod hasłem „Życie warte jest rozmowy”.

W ramach tej ważnej akcji 9 grudnia br. w Klinice Psychiatrii Sądowej w Warszawie odbędzie się druga już odsłona dnia wykładów otwartych, które zostaną poświęcone przeciwdziałaniu śmierci samobójczej oraz zwiększaniu świadomości społecznej dotyczącej kryzysów psychicznych. Tłem dla wszystkich prelekcji eksperckich będzie idea pomocy tym, którzy w czasie świąt mogą doświadczać szczególnie dotkliwej samotności.

– Świadomość, że kryzys może napotkać każdego, to pierwszy krok do skutecznej prewencji samobójstw – podkreślają inicjatorzy kampanii.

Po każdym wykładzie słuchacze zyskają czas na zadawanie pytań i rozmowę z prelegentem. Równolegle do wykładów będzie można skorzystać z konsultacji i porad u specjalistów dyżurujących w pokojach wsparcia.

Kampania społeczna pod hasłem „Życie warte jest rozmowy” finansowana jest ze środków Narodowego Programu Zdrowia na lata 2016–2020. Z organizatorami współpracują m.in.: Fundacja Pogotowie Kryzysowe, Fundacja „Nagle Sami” oraz Centrum Wsparcia.


Dzień wykładów otwartych „Życie warte jest rozmowy”

7 grudnia 2018 r., godz. 10:00–16:30, Instytut Psychiatrii i Neurologii, Sobieskiego 9, Warszawa – Klinika Psychiatrii Sądowej (sale 3.30, 3.31)

  • Pokoje wsparcia – w salach 3.30, 3.31 – przez cały czas trwania wydarzenia

Harmonogram prelekcji w sali konferencyjnej KPS:

  • 10:00–10:15 Halszka Witkowska – otwarcie wydarzenia
  • 10:15–11:00 Małgorzata Łuba – wykład pt. „Jak wesprzeć rodzinę i przyjaciół po samobójczej śmierci bliskiej osoby”
  • 11:00–11:45 Marlena Stradomska – wykład pt. „Jak reagować w bezpośrednim kontakcie z osobą w kryzysie?”
  • 11:45–12:00 Przerwa
  • 12:00–12:45 Włodzimierz Adam Brodniak – wykład pt. „Erozja więzi społecznych jako jeden z czynników ryzyka suicydalnego”
  • 12:45–13:30 Anna Kieszkowska – wykład pt. „Udział młodego pokolenia w profilaktyce samobójstw seniorów”
  • 13:30–14:15 Przerwa na lunch
  • 14:15–15:00 ks. Witold Kawecki – wykład pt. „Rola duszpasterska w pomocy osobom myślącym o samobójstwie”
  • 15:00–15:45 Krzysztof Rosa – wykład pt. „O konsekwencjach zachowań samobójczych”
  • 15:45–16:30 kapelan Muzeum Żołnierzy Wyklętych i Więźniów Politycznych PRL, ks. Tomasz Trzaska – wykład pt. „Kościół jako wspólnota towarzysząca”

POLECAMY RÓWNIEŻ: Epidemii samobójstw można zapobiec. Nie lekceważ typowych sygnałów

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na UW. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

Ile powinien trwać odstęp między kolejnymi ciążami? Sprawdź!

odstęp między kolejnymi ciążami
fot. Pixabay

Eksperci są zdania, że szybkie zajście w kolejną ciążę po urodzeniu dziecka nie daje organizmowi szans na regenerację. Ile zatem powinien trwać odstęp pomiędzy kolejnymi ciążami?

Pary, które starają się o rodzeństwo dla swojego dziecka, powinny odczekać przynajmniej rok od poprzedniego porodu, pokazują badania.

Okazuje się, że 12-18 miesięczna przerwa pomiędzy ciążami jest najbezpieczniejsza zarówno dla matki, jak i dziecka – orzekli naukowcy z Harvardu. Eksperci zaznaczają, że te wytyczne są szczególnie ważne dla starszych matek, które w krótkich odstępach czasu starają się o kolejne dzieci.

Zobacz także: Odpowiedni wiek na ciążę? Nie ma takiego!

Odstęp między kolejnymi ciążami – co mówią badania?

Na przestrzeni dekady naukowcy przeanalizowali 148500 ciąż Kanadyjek. Okazało się, że przerwa poniżej 12 miesięcy była najbardziej niebezpieczna dla ciężarnych – zwiększała ryzyko śmierci matki, jak również podwyższała szanse na przedwczesny poród, martwy poród i niską masę urodzeniową noworodka.

– Nasze badanie wykazało zwiększone ryzyko powikłań zarówno dla matki, jak i niemowlęcia, gdy ciąże występowały szybko po sobie, a matka miała powyżej 35 lat – powiedziała dr Laura Schummer, prowadząca badania.

Zobacz także: Chciałabyś zaplanować czas porodu? Zapomnij! Dzieci najczęściej przychodzą na świat o TEJ godzinie

Ryzykowne ciąże

Naukowcy odkryli również, że czynniki ryzyka były odmienne w zależności od wieku matki. W przypadku kobiet powyżej 35. roku życia niewielka przerwa między kolejnymi ciążami była szczególnie niebezpieczna dla samej matki. Ryzyko zgonu u pań, które zaszły w ciążę sześć miesięcy po poprzednim porodzie, wynosiło 1,2 proc. Po 18-miesięcznej przerwie ryzyko to wynosiło już tylko 0,5 proc.

U młodszych ciężarnych sześciomiesięczna przerwa zwiększała ryzyko przedwczesnego porodu do 8,5 proc. Po 18-miesięcznej spadało do 3,7 proc.

– Taka optymalna roczna przerwa powinna być stosowana w przypadku większości kobiet. To warte zachodu, bo może zmniejszyć ryzyko powikłań – zaznaczyła dr Wendy Norman z University of British Columbia.

Źródło: Daily Mail

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.