Przejdź do treści

Dzieci bardziej niż dorośli narażeni na szkodliwe działanie spalin. Niepokojące statystyki

spaliny groźne dla dzieci
fot. Pixabay

Dzieci w wózkach są aż o 60 proc. bardziej narażone na szkodliwe działanie spalin niż dorośli- alarmują lekarze.

Nie ma nic lepszego dla zdrowia dziecka niż codzienny spacer. Okazuje się jednak, że te przyjemne rytuały nie są aż tak zdrowe, jak nam się wydaje. Dlaczego?

Wszystko przez zanieczyszczenia powietrza. Ważące mniej niż 0,0025 mg pyłki ze spalin samochodowych osadzają się w płucach, skąd przedostają się do krwioobiegu. Te zanieczyszczenia mogą z kolei uszkadzać mózg dzieci, utrudniając ich rozwój poznawczy.

Jak pokazują badania, powietrze jest najbardziej zanieczyszczone na wysokości ok. metra od ziemi. Dziecięce wózki mają zazwyczaj wysokość od 55 cm do 85 cm, więc to właśnie najmłodsi są najbardziej narażeni na wdychanie trujących spalin.

Zobacz także: Smog może uszkodzić mózg dziecka

Spaliny groźne dla dzieci

Naukowcy z University of Surrey przeanalizowali ponad 160 badań dotyczących zanieczyszczenia powietrza. – W porównaniu do dorosłych, niemowlęta wdychają większe ilości cząsteczek unoszących się w powietrzu – wyjaśnia pofesor Prashant Kumar. Są to zdecydowanie niebezpieczne ilości dla delikatnego organizmu dziecka.

Jak mówi ekspert, dziecko w wózku jest aż dwa razy bardziej narażone na szkodliwe działanie zanieczyszczonego powietrza niż jego rodzice. – Jeśli do tego dołączymy wrażliwość tkanek, układu odpornościowego i mózgu dziecka na tak wczesnym etapie życia, jest to bardzo niepokojące – mówi Kumar.

Zobacz także: Smog a zdrowie dzieci. „To wpływa na całe późniejsze życie”

Zanieczyszczenia powietrza a ciąża

Życie w odległości 5 km od silnie zanieczyszczonego obszaru na miesiąc przed zajściem w ciążę sprawia, że u przyszłych matek aż o 20 proc. wzrasta ryzyko urodzenia dziecka z wadami wrodzonymi, takich jak rozszczep podniebienia lub wargi– wynika z badań przeprowadzonych przez University of Cincinnati.

Naukowcy są przekonani, że narażenie na zanieczyszczenia powietrza można zmniejszyć kontrolując emisję spalin z pojazdów, sadząc krzewy i drzewa między drogami oraz zachęcając ludzi do korzystania z transportu miejskiego.

Wyniki tych badań zostały opublikowane na łamach czasopisma „Environmental International”.

Źródło: Daily Mail

Anna Wencławska

Koordynatorka treści internetowych. Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego, pasjonatka obcych kultur i języków orientalnych.

Jak zmieniło się leczenie niepłodności w ciągu 30 lat? Konferencja z udziałem światowej sławy ekspertów medycyny rozrodu

Jak zmieniło się leczenie niepłodności w ciągu 31 lat
Polscy i zagraniczni wykładowcy opowiedzą o zmianach, jakich dokonano przez te 31 lat w sposobach leczenia niepłodności – fot. Fotolia

W maju 2019 r. odbędzie się 6 edycja konferencji „Development of Scientific Cooperation in Reproductive Medicine Research”. Najwybitniejsi polscy i zagraniczni eksperci będą dyskutowac na temat metod leczenia niepłodności oraz sposobach na ich udoskonalenie. 

Niepłodność to bardzo specyficzny problem, który w naszym kraju może obejmować 1,2- 1,5 mln par.

Chociaż funkcjonuje już kilkadziesiąt klinik stosujących procedury zapłodnienia pozaustrojowego, a od narodzin pierwszego polskiego dziecka z in vitro minęło 31 lat, wiedza na temat tej metody leczenia wciąż wymaga poszerzania, a przed zespołami zajmującymi się leczeniem niepłodności stoją nowe wyzwania.

Zobacz też: „Wszystko robiliśmy sami”. Wywiad z założycielem Kriobanku, profesorem Waldemarem Kuczyńskim

Jak zmieniło się leczenie niepłodności w ciągu 31 lat?

W czasie najbliższej Konferencji prof. dr hab. n. med. Marian Szamotowiczoraz jego ówczesny zespół, a dziś profesorowie: Waldemar Kuczyński i Sławomir Wołczyński, przy udziale znakomitych wykładowców zagranicznych opowiedzą o zmianach, jakich dokonano przez te 31 lat w sposobach leczenia niepłodności, ale przede wszystkim skupią się na tym, co należy zrobić, aby leczenie udoskonalić.

Wieczorem, po zakończeniu konferencji, odbędzie się gala z wyśmienitą muzyką i doskonałym jedzeniem.

Termin: 31 maja- 1 czerwca 2019
Miejsce obrad: MsMermaid, Wioślarska 8, 1 piętro, Warszawa
Zakwaterowanie: Hotel Holiday Inn, Twarda 52, Warszawa
Miejsce uroczystej gali: MsMermaid, Wioślarska 8, 1 piętro, Warszawa

Magazyn i serwis Chcemy Być Rodzicami jest patronem medialnym wydarzenia.

materiał prasowy

Materiał prasowy redakcja otrzymuje, gdy firmy, stowarzyszenia, fundacje i inne organizacje chcą poinformować naszych czytelników i czytelniczki o aktualnościach, wydarzeniach, eventach, nowych produktach czy konferencjach.

Japiszebloga – dwoje maluchów, dwa inne światy!

Kinga od kilku lat tworzy na Instagramie ciepłą i pełną uśmiechu przestrzeń. Pokazuje tam swój świat. Świat kobiety, której jedną z ważnych ról jest bycie mamą dwójki maluchów. Japiszebloga – szczerze o podwójnym macierzyństwie, o jego blaskach i cieniach, w których zapewne wiele kobiet odnajdzie także i swoje doświadczenie. Poznajcie bliżej Kingę: “Niewątpliwym plusem bycia mamą po raz drugi jest doświadczenie, które pozwala w wielu kwestiach wrzucić na tzw. luz”.

Różnica wieku pomiędzy twoimi dziećmi to około 3 lat. Czy twoim zdaniem to dużo, czy mało – w sensie ich kontaktu i tego, co teraz pomiędzy nimi obserwujesz?

Kinga Rossa: Myślę, że taka różnica jest na pograniczu “jeszcze ok”, a już “dużo”. Planowaliśmy by była mniejsza, dwuletnia. Niestety los zdecydował za nas – poroniłam. Oscarek przyszedł na świat po 3 latach od kiedy urodziła się Zosia i już teraz można zaobserwować pomiędzy nimi fajną interakcję podczas zabawy. Chociaż wiadomo, nie są one jeszcze długotrwałe, ponieważ oboje szybko się nudzą.

Co zatem jest “jeszcze ok”, a co sprawia, że te 3 lata wydają się być “za dużo”?

Niewątpliwie plusem tej różnicy wieku są zabawy w opiekę nad dzidziusiem, co wręcz zachęca Zosię do interakcji z bratem. Pod tym względem jest on dla niej bardzo atrakcyjny. Córeczka odgrywa scenki z naszego codziennego życia, czyli karmi, przewija, czesze – oczywiście na niby. Poza tym Oscar uwielbia swoją starszą siostrę, naśladuje ją na każdym kroku, przez co szybciej się rozwija.

Z drugiej strony, Zosia sięgnęła już wieku, kiedy jej zajęcia są bardziej rozwojowe i kreatywne – kolorowanki, wyklejanki. Niestety w tym wypadku Oscar przeszkadza, zabierając i niszcząc jej twórczość.

 

Wyświetl ten post na Instagramie.

 

Post udostępniony przez 🌵Kinga Rossa🌵Rossiczka🌵 (@japiszebloga)


A jak to jest z podobieństwami i różnicami pomiędzy dziećmi w innych sferach?

Od kiedy urodził się Oscar, cały czas ich porównujemy. Nie da się inaczej, a różnic, tak jak i podobieństw, jest cała masa. Chociaż rzeczywiście, oprócz ogromnego podobieństwa w wyglądzie, to właśnie rozbieżności przeważają.

Co ciekawe, są to rzeczy, których się nie spodziewaliśmy. Przykładowo, już od samych urodzin można było zaobserwować, że jeśli chodzi o sen, Oscar jest przeciwieństwem siostry. Zosia bez problemu przesypiała całe noce, natomiast jej brat do tej pory budzi się na mleko. Inne mają też reakcje na stres, czy okazywanie takich emocji, jak złość. Oscar lubi wszystko gryźć – przede wszystkim mamę (śmiech). Zosia nigdy tego nie miała! Synek jest przy tym jednak bardziej wrażliwy, a do płaczu doprowadzają go chociażby ckliwe piosenki, czego nigdy nie zaobserwowaliśmy u jego siostry.

Inna sprawa to bliskość. Zosia nie należała i do tej pory nie należy do dzieci, które lubią się tulić. Wystarcza jej bycie np. w tym samym pomieszczeniu, natomiast Oski to taki mały miś koala. Już po tym widać, że Zosia to twarda babka i przysłowiowo, nie da sobie w kaszę dmuchać. Oski to zaś takie “ciepłe kluchy” – póki co 😉

Porównywałaś też rozwój maluchów?

Jest to nieuniknione, a jeśli ktoś twierdzi inaczej, to chyba trochę mija się z prawdą lub sam siebie oszukuje. Chociaż właściwie to nie jest nawet porównywanie, to raczej oczekiwanie takich samych efektów rozwojowych.  

Zosia zaczęła chodzić miesiąc po pierwszych urodzinach. Gdybaliśmy zatem przed pierwszymi urodzinami Oscara, czy u niego będzie tak samo. No i nie było, zaczął dzień po skończeniu roczku. Jedzenie – Zosia jadła i zje wszystko bez wybrzydzania. Przejście z mleka na pokarmy stałe nie było żadnym wyczynem. Oscar? To już inna bajka. Najpierw przejście z piersi na MM zajęło tygodnie, później wprowadzenie i rozszerzenie diety. Potrzebowałam naprawdę dużo czasu na dojście do momentu, w którym jesteśmy teraz, czyli zjadania obiadków bez wypluwania ich na podłogę. Sprawności ruchowe – Oscar już teraz potrafi sprawnie trzymać łyżkę i widelec. Pamiętam zaś, że Zosi zajęło to dużo więcej czasu. Myślę jednak, że pod tym względem to właśnie ona ma dużą zasługę. Oscar lubi ją podglądać i przez to szybciej się uczy.

 

Wyświetl ten post na Instagramie.

 

Post udostępniony przez 🌵Kinga Rossa🌵Rossiczka🌵 (@japiszebloga)

Gdybyś zatem miała ocenić macierzyństwo nr 1 i macierzyństwo nr 2 – a może są to tak odmienne doświadczenia, że zupełnie nie da się ich do siebie porównać?

Zdecydowanie macierzyństwo nr 1 było bardziej stresujące. Niewątpliwym plusem bycia mamą po raz drugi jest doświadczenie, które pozwala w wielu kwestiach wrzucić na tzw. luz. W kwestiach, które przy pierwszym dziecku były wręcz nie do pomyślenia.

Podam dość kontrowersyjny przykład, ale zapewne nie jestem w tym jedyna – sterylizacja butelki. Przy Zosi robiłam ją nawet parę razy dziennie, serio. To była jedna z tych rzeczy “top to do with newborn”. Teraz, przyznam się szczerze, że jeśli wysterylizuje ją raz na parę dni, to sukces. To idealny przykład, na to, że czasem nie ma co sobie zawracać głowy małymi rzeczami.

O ile więc macierzyństwo nr 2 jest o wiele bardziej pracochłonne i męczące – mam bowiem dwoje dzieci do wychowania – to jest o niebo mniej stresujące. A ciepłą kawę udaje mi się wypić nawet częściej, niż wtedy, gdy miałam tylko Zosię (śmiech).

A jakie ma w tym wszystkim miejsce Instagram – jest on dla ciebie źródłem inspiracji, czy może znajdujesz tam także pocieszenie w trudniejszych momentach?

Zarówno na początku, tak i teraz, Instagram jest dla mnie wielką inspiracją i źródłem ogromnej wiedzy. Kto, jak nie inne matki, doradzi w kwestii naturalnego leczenia katar u dzieci, zapobiegania kolkom, czy choćby poradzi, gdzie kupić najtańsze pieluszki? 80 proc. moich obserwujących to właśnie one, kochane mamuśki – do rany przyłóż!

Niestety często czas, a raczej jego brak, nie pozwala mi cieszyć się z tego portalu i korzystać z niego tak, jak kiedyś. Bez wątpienia jest to jednak skarbnica cudownych ludzi, których mam szczęście mieć obok siebie.

Zobacz też: O współczesnym rodzicielstwie z Moniką Mrozowską: „Ilość dzieci nie zwalnia z tego, żeby czujnie się im przyglądać”

 

Wyświetl ten post na Instagramie.

 

Post udostępniony przez 🌵Kinga Rossa🌵Rossiczka🌵 (@japiszebloga)

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

„Czy ktoś stosuje przemoc wobec mojego dziecka?” – jakie są sygnały ostrzegawcze i jak na nie reagować?

Przemoc może dotknąć każdego dziecka - bądźmy na nią uważni.

Świat każdego z nas w dużej mierze zbudowany jest na tym, jakie sygnały dostajemy z zewnątrz. Gdy ludzie są nam przychylni, czujemy się akceptowani, nasze granice są szanowane i mamy szansę na wyrażanie własnego zdania, dużo łatwiej jest nam budować zdrowe Ja. Niestety dzieci, które mierzą się z przemocą, często są tego wszystkiego pozbawione. Jak poznać, że nasze dziecko doznaje przemocy – także tej rówieśniczej – i co powinniśmy wtedy zrobić?

Radzenie sobie z emocjami jest bardzo trudne nawet dla dorosłych. Dzieci dopiero się tego uczą, co oznacza, że ich pełnym prawem jest nieumiejętność konstruktywnego z nich korzystania. Podobnie jak niewiedza dotycząca tego, gdzie przebiegają granice, których nikt nie powinien wobec nich przekraczać. Wiedzę zarówno o emocjach, granicach, jak i o samych sobie budują na bazie tego, co dostają od najbliższych im dorosłych, szczególnie rodziców, a później także od rówieśników i innych znaczących w ich środowisku osób. Stąd też bardzo łatwo jest postawić dziecko w pozycji ofiary, na co jednak my – dorośli – nie powinniśmy dawać przyzwolenia!

Co powinno mnie zaniepokoić?

Niepokojących sygnałów wysyłanych przez dziecko może być bardzo wiele. Zależą one zarówno od tego, jaki dziecko ma temperament, jak i chociażby od przekazów, które poznało. Jeśli chłopczyk od małego słyszy: „Chłopaki nie płaczą”, to trudno wymagać od niego, aby pozwolił sobie na sygnalizowanie w ten sposób bezradności, bezsilności, smutku, wstydu – a co ważne, w dużej mierze właśnie takie emocje mogą towarzyszyć najmłodszym, którzy są odrzucani, szykanowani lub ośmieszani przez kolegów z klasy, czy jakąkolwiek inną grupę.

Wiele dzieci nie przyjdzie do rodziców, wychowawców, czy innych opiekunów i nie powie wprost, że czują się odepchnięte lub ktoś z klasy robi im krzywdę. Dlatego też warto mieć szczególną uważność na tego typu objawy:

  • Brak chęci chodzenia do szkoły lub na dane zajęcia, na których pojawia się przemoc.
  • Objawy somatyczne – gorączka, ból brzucha, wymioty (np. przed wyjściem do szkoły), zmiany skórne etc.
  • Niechęć do robienia rzeczy, które dotąd sprawiały dziecku przyjemność.
  • Milczenie, częste przebywanie w samotności.
  • Niechęć do zabawy z innymi dziećmi, do korzystania z rozrywek, wychodzenia na imprezy urodzinowe.
  • Koszmary, trudności ze snem.
  • Brak apetytu.
  • To, co widać na pierwszy rzut oka: siniaki, zadrapania, rozerwane ubrania, ginące rzeczy.
  • Złość, frustracja, napięcie – lęk i wstyd często przykryte są właśnie złością!
  • Robienie sobie krzywdy, zachowania autodestrukcyjne.
  • Obniżenie ocen w szkole – pojawiają się trudności w koncentracji, co może wiązać się m.in. z tym, że w umyśle dziecka nie ma już miejsca na naukę i rozwój. Jego zdolności poznawcze skupione są raczej na przetrwaniu w danej grupie i wyszukiwaniu sygnałów, które mogłyby zwiastować kolejne akty przemocy. W związku z tym, mogą pojawiać się także tendencje unikowe. Przykładowa myśl: „Ostatnio, kiedy zgłosiłem się do odpowiedzi, na przerwie zabrali i porwali mi zeszyty. Lepiej nie będę się odzywał i udam, że mnie tu w ogóle nie ma”.

Pamiętaj!

Nie są to oczywiście wszystkie możliwe znaki, które mogą świadczyć o doznawanej przez dziecko przemocy. Co jednak należy pamiętać, zawsze sygnałem alarmowym powinna być nagła zmiana. Jeśli dziecko w krótkim czasie rezygnuje ze swoich przyzwyczajeń, odmienia zachowanie, czy środowisko, zawsze powinniśmy starać się poszukać przyczyny. Być może jest to tylko kolejny etap rozwoju i nie ma się o co martwić. W tak ważnych sprawach, nie powinno się jednak zachowywać bierności.

Co mogę zrobić?

Jak zatem reagować? Przede wszystkim rozmową – to ona jest podstawą wszystkiego. Co istotne, nigdy nie jest za późno na jej podjęcie. Owszem, jeśli wcześniej nie udawało nam się komunikować w bliski i otwarty sposób, może być to dużym wyzwaniem. Kiedy jednak dziecko znajduje się w kryzysie, nawet jeśli jest to dla nas trudne, powinniśmy podjąć szczerą rozmowę.

Ważne, aby dziecko czuło się w relacji z rodzicem, czyli osobą będącą dla niego bazą, bezpiecznie. Powinno móc powiedzieć rodzicowi o „słabości, porażce, byciu nie do zaakceptowania” – co nieraz czują osoby doświadczające przemocy – i nie musiało obawiać się z tego powodu odrzucenia ze strony mamy lub taty. Dziecko musi mieć przestrzeń na wyrażenie swoich emocji, na łzy i zakomunikowanie potrzeb, np. „przytul mnie”. Pokazanie dziecku, że jesteś obok, że przyjmujesz te wszystkie emocje i jak najbardziej je akceptujesz, uczy dziecko, że jego uczucia są ważne, zasadne i nie są one obojętne dla innych.

Dziecko musi dostać zapewnienie, że jest kochane i może na rodzica liczyć. Co ważne, powinno też usłyszeć, że nikt nie ma prawa stosować wobec niego przemocy, a to, czego doświadcza, nie powinno mieć miejsca. Dziecko musi dostać jasny sygnał, że nie zasłużyło na takie traktowanie oraz że nie ma w tym jego winy. Co więcej, musi wiedzieć, że rodzic ma siłę i sprawczość, które pozwolą mu tę sytuację rozwiązać. Dziecko może się na nim oprzeć i zaufać, że rodzic sobie z takim problemem poradzi.

Przemoc wobec dzieci? Akcja-reakcja!

Co istotne, w razie pojawienia się podejrzeń o przemocy, nie czekaj z reakcją! Po pierwsze, czasami nie wiesz, ile to już może trwać. Po drugie, trzeba to błędne koło, które ma tendencję do nakręcania się, jak najszybciej zatrzymać. Reaguj więc także na zewnątrz – porozmawiaj z innymi rodzicami z klasy twojego dziecka lub skonsultuj się z wychowawcą. A jeśli to nie pomoże, być może potrzebna będzie rozmowa z dyrektorem szkoły?

Jeśli jednak czujesz, że i ciebie ta sytuacja przerasta, a twoje dziecko być może potrzebuje także innego wsparcia, nie bój się prosić o pomoc. Od tego są psychologowie, aby ułatwić tego typu procesy – bo tak, radzenie sobie z przemocą jest procesem. Przeważnie bowiem zakończenie krzywdzących zachowań, wcale nie jest równoznaczne zakończeniu związanych z nimi emocji. Daj na to czas zarówno dziecku, jak i sobie.

Zobacz też: „Moje dziecko nie lubi swojego ciała!” Jak możemy pomóc dzieciom w samoakceptacji?

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

Jak być miłym hejterem? Czyli konstruktywna krytyka zawsze w cenie!

Jak być miłym hejterem
Doradzając drugiej osobie, tak naprawdę doradzasz sam sobie będącym w podobnej sytuacji – fot. Fotolia

Mój ostatni artykuł o hejtujących mamach wywołał duże kontrowersje. Część czytelników zgodziła się z nim, część oburzyła, że jak to?! Widzę, że ktoś coś robi źle i naraża dziecko, trzeba reagować! I racja – znieczulica to jedna z najgorszych plag dzisiejszego społeczeństwa.

Dlatego postanowiłam napisać poradnik miłego hejtera, inaczej jak krytykować i doradzać, aby nie zostać posądzonym o hejt.

Dlaczego krytykuję?

Na początek – zacznij od siebie, tj. odpowiedz sobie na pytanie DLACZEGO? Jakie są moje motywy postępowania? Czy krytykuję, aby krytykować i pokazać, że wiem co najlepsze dla mojego dziecka (i wszystkich innych)? Czy też naprawdę zależy mi na tym, aby druga osoba zmieniła swoje postępowanie, dla JEJ dobra?

Jeżeli to pierwsze to zalecam nie odzywanie się i pracę nad samooceną, ewentualnie inwestycję w dobrego psychoterapeutę. A może założysz bloga, gdzie będziesz dzielić się swoją ekspercką wiedzą? Oczywiście tylko z tymi, którzy będą chcieli to przeczytać.

Jeżeli interesuje Cię druga opcja to mam dla Ciebie złą wiadomość – musisz pokonać GADA. Tak, dobrze czytasz. Małego, oślizłego, z łuskami, czasami nawet ziejącego ogniem. Mieszkającego głęboko w ludzkiej głowie.

Zobacz też: Dlaczego tak trudno o ojca w domu? Wyznania pełnoetatowego taty

Jak pokonać gada?

Wszyscy jesteśmy zwierzętami i o naszym przetrwaniu zadecydował nasz pierwotny gadzi mózg, który automatycznie podpowiada nam – wróg czy nie-wróg? Uciekać, atakować czy udawać martwego? Gad nienawidzi krytyki i uwielbia zjadać odważnych na drugie śniadanie. Jeżeli nie chcesz skończyć jak Daenerys w Grze o Tron to lepiej się go słuchać.

Najlepszy sposób na rozprawienie się ze smokiem to… uwierzenie w niego i danie mu prawa do istnienia. Musisz zaakceptować to, że ktoś może mieć inne zdanie niż Ty, a przede wszystkim musisz dać mu odczuć, że akceptujesz go w całości, taki jaki jest. To już połowa sukcesu, przepis na uśpienie czujności gada i dotarcie do mózgu człowieczego, zwanego też rozumem.

Ta część naszego ciała zwykle zdolna jest przyjmować logiczne argumenty. Chociaż walka na słowa też nie jest najlepszym pomysłem na ten moment. Aby przekonać kogoś do zmiany zdania warto na początku… przyznać mu rację! Na pewno jesteś w stanie znaleźć jakiś punkt wspólny, choćby to były „dobre chęci” lub ogólnie pojęta „troska o dziecko”. Jeżeli nie, możesz spróbować wczuć się w drugą osobę, aby stwierdzić, że „będąc na jej miejscu, mając taki, a nie inny bagaż doświadczeń i wiedzę, być może twierdziłbyś tak samo”. Przy okazji parafrazujesz argument drugiej osoby, upewniasz się, że dobrze rozumiesz i dajesz prawo do własnej opinii.

Zobacz też: Mama inna niż wszystkie – rzuciła pracę i otworzyła kawiarnie będąc w ciąży

Pozytywne zakończenie

Teraz, gdy opadły emocje i smok smacznie śpi w swojej jaskini, nadszedł czas na zdefiniowanie różnic – bo ogólnie zgadzacie się już i może nawet trochę lubicie, tylko różnicie się w jednym detalu. Przedstaw swoje stanowisko jasno i zaproponuj rozwiązanie. Zapytaj drugą osobę o zdanie.

Uff, dotarliśmy do końca rozprawy. Ale czy warto? Musisz sam ocenić. Doradzając drugiej osobie, tak naprawdę doradzasz sam sobie będącym w podobnej sytuacji. Czy jesteś w stanie wziąć pod uwagę wszystkie zmienne? A co z konsekwencjami działań? Może najlepszym rozwiązaniem jest po prostu wysłuchać i przytulić. „Dobre rady – zawsze w cenie”. Jednak to nie Ty zapłacisz rachunek.

Alina HRabina

Zawodowo związana z branżą HR. Obecnie na urlopie macierzyńskim. Mieszka w Warszawie, chętnie odbywa podróże małe i duże.