Przejdź do treści

Rok w ogrodzie czyli sposób na codzienną medytację

Rok w ogrodzie czyli sposób na codzienną medytację
Życie w harmonii z przyrodą sprzyja wyrwaniu się z uporczywego kołowrotka niechcianych myśli. – Fot. Pixabay

W dzisiejszych zabieganych czasach, kiedy godziny uciekają zdecydowanie za szybko, ogrodnictwo staje się jednym z zajęć, które choć trochę pomaga spowolnić ten zbyt szybki rytm. Grzebanie w ziemi    i czekanie na pojawienie się pierwszych oznak wiosny to nic innego jak rodzaj medytacji. I uprawia ją coraz więcej ludzi.

Szukamy sposobów na szczęście. Życie w harmonii z przyrodą sprzyja wyrwaniu się z uporczywego kołowrotka niechcianych myśli. Nieważne, czy mamy pod opieką ogród czy kilka doniczek na parapecie okiennym. W Stanach całe ekologiczne ogrody powstają na dachach apartamentowców lub domów, każdy kawałek trawnika wykorzystuje się do hodowania warzyw, owoców i kwiatów.

Zobacz też: Potrzebujesz wyciszenia? Postaw na odpoczynek w Manor House SPA

Zapomnieć o chorobie

Książka „Rok w ogrodzie” to nie tylko przewodnik po tym, jak zaplanować sobie sadzenie, pielęgnowanie i zbieranie, ale przepiękna opowieść o pasji.

Autor opowiada o projekcie, który stworzył dla londyńskiego centrum opieki onkologicznej Maggie’s Centre i pisze o tym, jak bardzo ekscytująca była to praca dla kogoś, kto tak jak on, wierzy w uzdrawiającą moc ogrodów i ogrodnictwa. Cytuje słowa jednej z pacjentek: „gdy dowiesz się, że masz raka, liczy się każda chwila.

Schwytać te chwile w kwiatach magnolii, których w przyszłym roku możesz już nie zobaczyć, natknąć się na niesiony wiatrem aromat mięty gniecionej w palcach – to wszystko staje się coraz bardziej pełne znaczenia”.

Te spotkania z pacjentami centrum, wzmocniły przekonanie Pearsona, że intymność, zmysłowość i sanktuarium ogrodu są kluczem do stworzenia poczucia dobrostanu, a silna więż z naturą może przynieść wielkie korzyści.

Zobacz też:Jak znaleźć szczęście? Radzi guru gwiazd

Sposób na codzienną medytację

Pod koniec tego miesiąca (marca) przestawimy zegarki, dzięki czemu ponurość dni łagodzi dodatkowa godzina na prace w ogrodzie . Nagle wszędzie widać życie: blade pierwiosnki bezłodygowe na zboczach i zapach fiołków schwytany na chwilę w cieple pierwszych wiosennych promieni słońca. Nie daj się jednak zwieść – marzec to miesiąc przeciwieństw”. Czy to nie czysta poezja?

Tak, musimy jeszcze moment poczekać na wiosnę, ale możemy już zaczynać pierwsze prace z pomocą tego podręcznika autorstwa Dana Pearsona. Uznany brytyjski architekt krajobrazu, publikuje w takich gazetach jak The Times, The Observer czy Daily Telegraph, a jego programy o ogrodnictwie zna cały świat. Jak sam mówi, spędzanie czasu w ogrodzie to czysty powrót do dzieciństwa i pewnego rodzaju sanktuarium – łączy przeżycia duchowe z fizycznymi. Warto spróbować!

Wydawnictwo Literackie

Iza Farenholc

Dziennikarka i redaktorka. Pracowała jako redaktor naczelna w magazynie dla rodziców Gaga oraz współpracowała m.in. z magazynami Zwierciadło, Twój Styl, Sens, Glamour - materiały psychologiczne, recenzje książkowe, muzyczne i filmowe, wywiady, reportaże z podróży.

Jak pomóc osobie z depresją? Na pewno nie tymi słowami!

Jak pomóc osobie z depresją
Jak pomóc osobie z depresją? Na pewno nie na siłę, a z dużą dawką empatii i uważności.

Depresja to choroba niepatrząca na wiek, płeć, status społeczny – może dotknąć każdego. I coraz częściej dotyka. Dane są alarmujące, a świat nie nadąża z łataniem dziur, jakie w związku z tą chorobą powstają. Co jednak ważne, powinniśmy „łatać” je wspólnie, bo zapewne każdy z nas (nawet jeśli o tym nie wie) ma w swoim otoczeniu osobę chorą. Jak zatem pomóc osobie z depresją i owo „łatanie” wziąć w swoje ręce?

Co istotne, za określeniem „łatanie” stoi wspieranie bliskiej nam osoby, empatyczne reagowanie na jej problemy, pomoc w sytuacjach kryzysowych i po prostu bycie – bez oceniania, krytykowania, unieważniania jej stanu, emocji czy doświadczeń. W żadnym wypadku nie jest to równoznaczne z braniem pełnej odpowiedzialności za chorego/chorą, bowiem warto, aby to „reguła maski tlenowej” wiodła tu prym. Jak w samolocie – najpierw rodzic zakłada ją sobie, dopiero później dziecku. Analogicznie jest tutaj – osoba chcąca nieść wsparcie powinna mieć pod kontrolą przede wszystkim swój stan. Pomoc własnym kosztem nie będzie skuteczna tak, jak by mogła być. Rodzi zwykle o wiele więcej frustracji i zwiększa ryzyko wypowiedzenia słów, które pomocne na pewno nie będą.

Jak pomóc osobie z depresją? Tych słów unikaj!

1. Wszystko jest kwestią nastawienia.

2. Inni mają gorzej i jakoś sobie radzą.

3. Leki nie są rozwiązaniem – to sama chemia.

4. Musisz się rozruszać – poćwicz, wyjdź gdzieś, pojedź na wakacje.

5. Dlaczego wcześniej nie mówiłeś/aś, że coś się dzieje?

6. Z Tobą to zawsze jakiś problem…

7. Zobacz, jak mama cierpi, kiedy widzi Cię w takim stanie – nie rób jej tego.

Powyższe zdania mają ze sobą wiele wspólnego. Po pierwsze, kilka z nich ewidentnie przerzuca „winę” za depresję na chorego. Jeśli się nad tym zastanowić, żadnego sensu w tym oczywiście nie ma – czy naprawdę ludzie sami z siebie chcą doprowadzać się do stanu często związanego z niechęcią życia, smutkiem i brakiem jakichkolwiek sił?

Po drugie, część z nich ma w sobie całkowitą niewiarę w powagę sytuacji. Bagatelizuje cierpienie chorego – wręcz zabiera mu do niego prawo, a absolutnie każdy je ma! Po trzecie, pokazywanie osobie z depresją, jak jest dla świata trudna i ile bólu sprawia swoim cierpieniem innym jest niezwykle zagrażające.

Po czwarte, nie stygmatyzujmy leków, które jak najbardziej owym rozwiązaniem mogą być! Jeśli bliska nam osoba dostała receptę, raczej starajmy się dbać o to, by regularnie przyjmowała zaleconą farmakoterapię, a nie zasiewajmy w niej dodatkowe wątpliwości – i tak ma ich zbyt wiele.

Po piąte, nie narzucajmy na siłę swoich rozwiązań. Każdy jest inny, ma inne granice, potrzeby, upodobania, temperament. Radzenie introwertykowi, aby poprawiał sobie humor wyjściem na imprezę, może nie być pomocne… Co przy tym ważne, szanujmy „nie” i nie obrażajmy się, jeśli spotkamy się z odmową czy wręcz wybuchem trudnych do zniesienia emocji. Wcale nie muszą być skierowane przeciwko nam. Zły nastrój, drażliwość, smutek czy płaczliwość mogą być elementem choroby – miejmy to na uwadze.

Zobacz też: Pierwsza wizyta u psychoterapeuty – 3 pytania, których możesz się spodziewać

Przyjmując pomocną dłoń

Powyższe słowa tworzą zaledwie kilka zdań. Zastanawiając się jednak głębiej nad tym, jak pomóc osobie z depresją, powinniśmy stworzyć książkę – dwie, trzy, pięć, a najlepiej oddzielną publikacją dla każdego indywidualnego przypadku. Jest to bowiem na tyle skomplikowane, że naprawdę każdy z nas w zderzeniu z depresją – swoją czy bliskiego – ma pełne prawo odczuwać zagubienie. Jeśli nas ono przerasta lub po prostu czujemy, że potrzebujemy dowiedzieć się o opisywanej tu chorobie więcej, nie bójmy się prosić o pomoc specjalistów. Psycholog, psychoterapeuta czy psychiatra niosą wsparcie także bliskim osób chorujących – bo pytanie: „jak pomóc osobie z depresją” nie powinno pozostać bez odpowiedzi!

Zobacz też: Dlaczego tak trudno zdecydować się na terapię?

Inspiracja: forumprzeciwdepresji.plhuffpost.com

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

„Chcę się rozwieść!” – rozwód czy separacja? [EKSPERTKA]

rozwód czy separacja
Rozwód czy separacja? Sprawdź, co musisz o nich wiedzieć!

Decyzja o rozwodzie czy separacji to jedna z najpoważniejszych, jakie zdarza się nam podejmować. Według psychologów rozwód zajmuje drugie miejsce wśród zdarzeń wywołujących w życiu człowieka największe natężenie stresu. Na pierwszym miejscu plasuje się śmierć osoby najbliższej, na trzecim… remont lub budowa domu.

Decyzji o rozwodzie czy separacji nie można podejmować pochopnie. Warto najpierw podjąć kroki zmierzające do utrzymania małżeństwa, a przynajmniej rozważenia czy aby na pewno rozstanie będzie najlepszym wyjściem – można zasięgnąć porady psychologa czy psychoterapeuty, ewentualnie podjąć terapię rodzinną, bądź skorzystać z mediacji. Jeśli jednak postanowimy, że nie jesteśmy w stanie wytrwać w związku ze współmałżonkiem, a jednocześnie zamiarem naszym będzie zalegalizowanie tej sytuacji, trzeba podjąć kolejną decyzję – odpowiadając sobie na pytanie: rozwód czy separacja?

W jaki sposób ustaje małżeństwo?

Małżeństwo może ustać przez różne zdarzenia, które wywołają taki skutek prawny. Są to:

  1. śmierć jednego z małżonków,
  2. unieważnienie małżeństwa przez sąd,
  3. uznanie przez sąd jednego z małżonków za zmarłego,
  4. stwierdzenie przez sąd zgonu jednego z małżonków,
  5. orzeczenie przez sąd rozwodu.

Relacje pomiędzy małżonkami w wyniku orzeczenia przez sąd separacji są inne – wówczas małżeństwo nie ustaje, ale wyłączone zostają niektóre skutki związane z jego zawarciem (pomiędzy małżonkami powstaje rozdzielność majątkowa, małżonkowie nie odpowiadają wzajemnie za swoje zobowiązania, małżonkowie nie dziedziczą po sobie).

Co to jest rozwód?

Rozwód to rozwiązanie małżeństwa przez sąd, skuteczne z chwilą uprawomocnienia się wyroku rozwodowego. Z tą chwilą małżeństwo przestaje istnieć. Rozwód może zostać orzeczony przez sąd, jeżeli nastąpił zupełny i trwały (nieodwracalny) rozkład pożycia, czyli wówczas gdy zaszły tzw. pozytywne przesłanki rozwodowe. Jednak nawet jeżeli wystąpiły przesłanki rozwodowe (nastąpił zupełny i trwały rozkład pożycia między małżonkami), sąd nie orzeknie rozwodu w następujących sytuacjach (negatywne przesłanki rozwodowe):

1. gdyby wskutek tego orzeczenia miało ucierpieć dobro wspólnych małoletnich dzieci małżonków,

2. jeżeli z innych względów niż dobro małoletnich dzieci małżonków orzeczenie rozwodu byłoby sprzeczne z zasadami współżycia społecznego,

3. jeżeli rozwodu żąda małżonek wyłącznie winny rozkładu pożycia, chyba że:

a) drugi małżonek wyrazi zgodę na rozwód albo

b) odmowa jego zgody na rozwód jest w danych okolicznościach sprzeczna z zasadami współżycia społecznego.

Rozwiedzeni małżonkowie nie odpowiadają wzajemnie za swoje zobowiązania.W razie śmierci jednego z rozwiedzionych małżonków drugi z nich nie należy do kręgu spadkobierców ustawowych zmarłego.

Zobacz też: Rozwód czy trwanie w trudnym małżeństwie? Poznaj perspektywę dziecka

Co to jest separacja?

Separacja to słowo często stosowane w języku potocznym i oznaczające faktyczne rozdzielenie małżonków „od stołu i łoża” – poprzez zaniechanie pożycia małżeńskiego, prowadzenie odrębnych gospodarstw domowych, często również obranie przez każdego z nich odrębnego miejsca faktycznego pobytu. Należy jednak rozróżnić separację faktyczną (termin języka potocznego), czyli fizyczne rozdzielenie małżonków, rozstanie, od separacji formalnej (instytucji prawnej), orzekanej przez sąd i pociągającej za sobą określone skutki prawne.

Separacja jako instytucja prawna oznacza zawieszenie – w wyniku orzeczenia sądowego – niektórych skutków wynikających z zawarcia małżeństwa i powstanie w ich miejsce takich skutków, jakie wiążą się z orzeczeniem rozwodu, nie będące jednak rozwiązaniem małżeństwa, skuteczne z chwilą uprawomocnienia się wyroku separacyjnego. W wyniku orzeczenia separacji przez sąd małżeństwo nadal istnieje (żaden z małżonków nie może zawrzeć kolejnego małżeństwa), jednak szereg kwestii – głównie majątkowych – jest rozwiązanych w taki sposób, jak gdyby małżeństwo zostało rozwiązane przez rozwód (np. ustaje wspólność ustawowa między małżonkami, małżonkowie nie odpowiadają wzajemnie za swoje zobowiązania, nie dziedziczą po sobie).

Z natury separacji wynika ponadto, że jest to stan odwracalny – jeżeli obydwoje małżonkowie wyrażają na to zgodę, sąd orzeka o zniesieniu separacji i z tą chwilą ustają jej skutki.

Separacja może zostać orzeczona, gdy nastąpił zupełny rozkład pożycia, przy czym nie musi on być trwały (nieodwracalny) – są to tzw. pozytywne przesłanki separacyjne. Jeżeli małżonkowie mają wspólne małoletnie dzieci, sąd – nawet jeśli nastąpił zupełny rozkład pożycia – nie orzeknie separacji, jeżeli wskutek niej miałoby ucierpieć dobro tych dzieci albo jeżeli z innych względów orzeczenie separacji pozostawałoby w sprzeczności z zasadami współżycia społecznego (ujemne przesłanki separacyjne). Jeżeli jednak małżonkowie nie mają wspólnych małoletnich dzieci, sąd może orzec separację, jeśli obydwoje wyrażają na to zgodę. Oznacza to, że w takiej sytuacji sąd nie musi już gruntownie badać czy wystąpiły przesłanki separacyjne (zupełny rozkład pożycia).

Małżonkowie pozostający w separacji nie odpowiadają wzajemnie za swoje zobowiązania.W razie śmierci jednego z małżonków pozostających w separacji drugi z nich nie należy do kręgu spadkobierców ustawowych zmarłego (art. 9351 KC).

Joanna Hetman-Krajewska

 

Joanna Hetman-Krajewska – adwokat i radca prawny w Kancelarii Prawniczej PATRIMONIUM w Warszawie; wykonuje zawód od 2003 r.; specjalizuje się w prawie rodzinnym i prawie autorskim. Ukończyła Studium Przeciwdziałania Przemocy w Rodzinie prowadzone przez Stowarzyszenie Niebieska Linia. Prowadziła wiele spotkań z kobietami na tematy prawne związane z funkcjonowaniem rodziny, m.in. w Centrum Praw Kobiet. Autorka licznych tekstów poradniczych na temat prawa rodzinnego. Obecnie w trakcie przygotowywania książki „Rozwód czy separacja”.

 

Zobacz też: Czy separacja może pomóc rozwiązać konflikt? Tak, jeśli nie tracimy z oczu jej celu

Redakcja

Portal o rodzinie.

Koń terapeuta – czemu nie? Okiełznaj emocje i ściągnij cugle z Karoliną Czarnecką! WYWIAD

Konie towarzyszą człowiekowi od zawsze. Służą do pracy, transportu, rozrywki oraz… terapii. O terapeutycznej mocy koni, ich podmiotowości i wpływie na nasz rozwój rozmawiałam z Karoliną Czarnecką, psycholożką i facylitatorką programów rozwojowych z końmi.

Alina Windyga-Łapińska: Kiedy zaczęła się Twoja przygoda z końmi?

Karolina Czarnecka: Wiele lat temu, gdy byłam kilkuletnią dziewczynką. Odwiedzając daleką rodzinę na wsi, zostałam posadzona na dużego pociągowego konia i tak już zostało, jak to się mówi „łyknęłam bakcyla”. Rodzice mówili, że mam „radar” na konie, gdyż wyczuwałam je z daleka i nie potrafiłam przejść obojętnie, musiałam chociaż popatrzeć, pogłaskać.

Stopniowo zdobywałam doświadczenie pod okiem trenerów w państwowych i prywatnych stadninach. Startowałam w zawodach i uczyłam młodych adeptów sztuki jeździeckiej.

Często, żeby jeździć konno, wstawałam bardzo wcześnie rano i jeszcze przed szkołą jechałam do stajni. Pomagałam tam wyrzucać gnój z boksów – co uważam za bardzo cenne, uczące doświadczenie. Zaufanie osób, z którymi współpracowałam, zaowocowało pracą polegającą na przygotowywaniu koni do pracy pod jeźdźcem.

Zobacz też: Jak blisko jest zbyt blisko. Czy rodzice i dzieci mogą się przyjaźnić?

Obecnie pracujesz również z tzw. trudnymi końmi. Na czym polega taka praca?

W żargonie jeździeckim „trudny koń” to koń stwarzający problemy, który np. kopie, gryzie, ucieka, atakuje, ponosi, zrzuca i myślę, że takich zachowań mogłabym wymieniać bardzo dużo, ale w głównej mierze możemy powiedzieć, że trudny koń to taki, który nie jest podporządkowany.

W pracy z końmi zauważyłam, że problem często nie jest w samym zwierzęciu, ale w doświadczeniach, jakie miało w kontakcie z człowiekiem. Pracę z końmi, które zostały zmuszone do stosowania wszystkich znanych im technik obronnych, można podzielić na części, fundamenty.

Pierwszym z nich jest czas – dużo czasu, po to, by zbudować relację opartą na wzajemnym szacunku i zaufaniu. Kolejnym fundamentem są umiejętności, znajomość środowiska, potrzeb, sposobu komunikacji koni. Aby być dobrym przewodnikiem koni, trzeba umieć dostosować siebie i swoje założenia treningowe do aktualnego stanu konia. Wchodząc w relację z koniem, poznając go, potrafimy określić, w jakiej jest formie, czego potrzebuje. Dla mnie jest to pierwsza czynność po przyjściu do stajni – sprawdzam jak koń się miewa, co chce mi powiedzieć.

Trzecim fundamentem jest znajomość siebie samego, swoich potrzeb, emocji, stanu, w jakim aktualnie jesteśmy. Konie od pierwszych chwil, gdy do nich wchodzimy, wiedzą co jest w nas autentyczne i na to reagują. Jeśli sami jesteśmy nerwowi, koń też staje się nerwowy. Często obserwowałam i w dalszym ciągu obserwuję jeźdźców, którym nie idzie trening i mówią, że to wina konia, bo jest trudny, krnąbrny. Wtedy zadaję im pytanie:  „A jak jest z Tobą?”

Dobre pytanie! Dlaczego jeszcze warto przebywać z końmi?

Konie są roślinożercami, zwierzętami stadnymi, posiadają niezwykle rozwiniętą chęć współpracy, wrażliwość oraz umiejętność komunikacji niewerbalnej. Podczas gdy ludzie mogą mówić, wyjaśniać i racjonalizować myśli, konie żyją w całkowicie społecznej strukturze, opartej na działaniu. Konie reagują i odzwierciedlają emocje osób, z którymi wchodzą w relacje; stają się ich lustrem. Dzieje się tak dlatego, że konie są znacznie bardziej świadome mowy ciała, niż ludzie, łatwiej rozpoznają i reagują na poziomy gniewu, niepokoju, lęku lub smutku, które są niedostrzegalne dla ludzi.

Z racji bycia w stadzie, konie mają jasną strukturę i hierarchię. Szukają poczucia bezpieczeństwa. W celu przetrwania wytworzyły precyzyjny podział ról, co umożliwia im szybkie podejmowanie decyzji w chwili zagrożenia.

Współpraca z końmi oparta na dobrowolności. Wymaga od nas jednoznacznej komunikacji, szczerości, zaufania oraz zorientowania na cel. Bezpośrednie obcowanie z końmi wyzwala własną inicjatywę i kreatywność, a także uczy opanowania. Tego typu doświadczenie umożliwia wzmocnienie swojej pozycji i uwolnienie ukrytych kompetencji.

Jak już wspominałam, często widziałam i nadal obserwuję jak osoby trenujące, przyjeżdżając na trening, przynoszą ze sobą emocje z całego dnia. W takich sytuacjach założenia treningowe nie są spełniane – koń stawał się nerwowy, płochliwy, nie chciał współpracować, pokazywał całym sobą to, co dzieje się z jeźdźcem w środku, z jego emocjami. Konie nie kwestionują motywów, reagują na podejmowane działania. Są obecne tu i teraz, nie w sytuacji, która wydarzyła się kiedyś czy przewidujemy, że się wydarzy.
Konie nie oceniają tego, kim jesteśmy, ani jak wyglądamy; są obecne w realnej sytuacji, realnej relacji na chwilę obecną, i reagują na nasze sygnały. Dzięki temu mamy informację zwrotną w czasie rzeczywistym.

Konie są szczere, nie znają naszego kodu zachowań, odpowiadają na to, co widzą, słyszą i odczuwają w danej chwili, tu i teraz. Przede wszystkim, dają nam szansę na zmianę…

W jaki sposób koń „mówi” do nas? Jak prowadzić efektowny dialog z koniem?

Konie w naturalnym środowisku, między osobnikami w stadzie porozumiewają się bezgłośnie. Komunikacja niewerbalna jest im to potrzebne do przetrwania, gdyż w razie niebezpieczeństwa stawiają na ucieczkę. W związku z tym w głównej mierze posługują się językiem ciała. My, jako drapieżnicy, każdym swoim ruchem oddziałujemy na konia, ale też tym, co mamy w środku, co przynosimy i wnosimy z dnia codziennego.

Mam poczucie, że my jako ludzie, często zapominamy o tym, że konie czują, mogą mieć, tak jak my, gorszy lub lepszy dzień, a my swoimi potrzebami czy ambicjami „zabijamy” ich osobowość, zamykamy się na dialog z nimi. Efektywna komunikacja z końmi to w pierwszej kolejności praca nad samym sobą, swoją samoświadomością.

Zobacz też: „Warto być drogowskazem, nie dyktatorem” – wywiad z ekspertką na temat Pozytywnej Dyscypliny w wychowaniu dzieci

Jak koń może pomóc nam pomóc w pracy nad sobą?

Myślę, że już po części odpowiedziałam na to pytanie. Już samo przebywanie z końmi daje nam wiele – wycisza, uspokaja, każdy z nas czerpie coś innego.

Pracując z klientami opieram się o HORSE ASISTED EDUCATION, w skrócie HAE, co tłumaczy się dosłownie: NAUKA W ASYŚCIE KONI. Jest to innowacyjna metoda rozwoju osobistego w bardzo szerokim zakresie, od samoświadomości po przywództwo, dążenie do celu, zmianę. W tej niezwykłej metodzie nauczycielami są konie. Metoda ta tworzy jedyną w swoim rodzaju przestrzeń, do przyjrzenia się sobie od środka.

Podczas warsztatów pracujemy na rzeczywistej relacji człowieka z koniem, co umożliwia przyglądanie się sobie w realnej sytuacji. Obszary, którymi zajmujemy się pracując na warsztatach HAE, to: emocje, relacje, postawy, przywództwo, potrzeby, granice, wewnętrzna siła.

Czy my też mamy wpływ na konia? Czy dzięki nam koń również się rozwija?

Jak najbardziej, wszystko opiera się na autentyczności, samoświadomości, ale też przywództwie, czyli na tym, czy jako prawdziwy lider będę w stanie przedłożyć dobro członków stada, w tym wypadku konia, z którym wejdę w relację, nad swoje potrzeby.

Konie nieustannie szukają poczucia bezpieczeństwa i zadają nam pytanie: Czy będziesz w stanie poświęcić się i mi służyć? Rozumiem, że może to brzmieć dziwnie, natomiast chodzi tu o to, czy sobą, swoimi emocjami, postawą, tym co komunikujemy, dajemy koniom poczucie bezpieczeństwa, czy zapewniamy podstawowe potrzeby.

Niejednokrotnie pracując z końmi, obserwuję ich zmiany. Pamiętam jednego wałacha, który był właśnie koniem trudnym, pracowałam z nim ponad rok. Z konia, który nie dawał się złapać, atakował, straszył, stał się koniem, który chętnie przebywa z człowiekiem, podąża za nim sam z nieprzymuszonej woli.

Konie, jak my ludzie, mają swoje osobowości. Ważne żeby je akceptować, oczywiście z uważnością na szacunek nie tylko do konia; mamy też prawo wymagać szacunku od konia. Niedopuszczalne jest używanie przemocy. Czas, uważność, znajomość komunikatów, jakie wysyła nam koń, znajomość siebie, potrafi działać cuda.

Co jeszcze warto wiedzieć na temat terapeutycznej mocy konia?

Myślę, że w pierwszej kolejności warto powiedzieć o tym, że aby czerpać terapeutyczną moc od koni, musimy się zastanowić, czy jesteśmy gotowi na to, żeby otworzyć się na uczenie od koni – zwierząt, które przez wieki stały dużo niżej od nas w hierarchii. Od tego wszystko się zaczyna… Dla mnie magia koni i ich terapeutyczna moc są nie do opisania, ich trzeba doświadczyć na różnych płaszczyznach.

Zobacz też: Coach czy psychoterapeuta – kto lepiej pomoże Ci się zmienić?

Słyszeliśmy, że ostatnio zaadoptowałaś półrocznego konia, który miał trafić do rzeźni. Opowiesz, jak to było?

Oczywiście. W głowie kiełkował mi pomysł, aby powoli zacząć rozglądać się za kolejnym koniem do teamu koni trenerów HorseSpirit. Oglądałam kilka koni z ogłoszeń z polecenia, na różnym etapie ich życia i rozwoju, ale coś nie zagrało. Postanowiłam jeszcze trochę poczekać, dać sobie czas. Po kilku tygodniach odebrałam telefon od bliskiej mi osoby, z zapytaniem, czy nie znam kogoś, kto by chciał młodego konia. Zaczęłam dopytywać, co to za koń, co się dzieje i czemu tak szybko poszukiwany jest nowy właściciel. Okazało się, że jest to młodziutki ogierek, który ma trafić do rzeźni. W moich poszukiwaniach nie brałam pod uwagę tak młodego konia i do tego tak dużego – Polski Koń Zimnokrwisty. Konie tej rasy wykorzystywane są do prac polowych, zrywki drewna, ale też są hodowane na mięso. Cena sprzedaży u handlarza to ok. 12 zł za kilogram. I tak też miało się stać z tym maluchem.

Kilka dni intensywnie myślałam, rozmawiałam z bliskimi i zapadła decyzja, że go wykupuję. Pojechałam zobaczyć konia. Przyznam, że z jednej strony głowa sprowadzała mnie na ziemię, mówiąc: Spokojnie, nie widziałaś konia, najpierw sprawdź, czy jest zdrowy itd., ale serce było już przy nim. Z tymi wieloma myślami w trakcie drogi dotarłam na miejsce i zobaczyłam uwiązanego na łańcuchu źrebaka, który był bardzo niepewny i patrzył, kim jestem i czego od niego chcę.

Po tygodniu udało mi się zorganizować transport. Chciałam, żeby pierwszą swoją podróż miał komfortową i bezpieczną. Zależało mi na konkretnej osobie, która miała go przewieźć i tak też się stało. Konik był zafascynowany tym, jaki świat jest różnorodny. Dotychczasowe życie spędził przywiązanym w jednym boksie dzielonym z mamą. Po około 15 minutach udało się bez większych trudności załadować konia do przyczepy i ruszyliśmy w drogę. Po godzinie dotarliśmy na miejsce.

Raban, bo tak się nazywa, bardzo się zmienił – rośnie, zmężniał, waży już około 500 kg. Ma kolegów, z którymi chodzi na padoku, bawi się. Jak przystało na dziecko poznaje wszystko poprzez częste branie do pyszczka różnych rzeczy,  jest ciekawski i odważny. Raban jest w końskim przedszkolu, ma czas na rozwijanie się, naukę relacji, spanie w dzień, jedzenie.

Mogę powiedzieć, że dołączył do naszego teamu młody koń, który będzie w przyszłości koniem trenerem – jeśli oczywiście będzie miał na to ochotę.

Ekspert

Karolina Czarnecka

Certyfikowany facylitator programów rozwojowych z końmi (certyfikat EAHAE), Dyplomowany psycholog, certyfikowany specjalista przeciwdziałania przemocy w rodzinie, certyfikowany specjalista pomocy ofiarom przemocy, specjalista pracy ze sprawcą przemocy według modelu Partner Plus oraz Rodzina, szkoleniowiec, właścicielka firmy Syntonia. Na co dzień związana z Ogólnopolskim Pogotowiem dla Ofiar Przemocy w Rodzinie „Niebieska Linia” Instytutu Psychologii Zdrowia i Ośrodkiem dla osób pokrzywdzonych przestępstwem, gdzie prowadzi konsultacje indywidualne, zajęcia grupowe, warsztatowe oraz szkolenia.

horsespirit.pl

Alina Windyga-Łapińska

Dziennikarka portalu Współczesna Rodzina. Absolwentka resocjalizacji na Uniwersytecie Warszawskim. Kilka lat pracowała w dziale HR zagranicznych firm produkcyjnych, po urlopie macierzyńskim postanowiła nie wracać i zajęła się pisaniem.

Mamy TARG – targi w Łodzi, nie tylko dla mam

Mamy TARG

Targi rodzinne MAMY TARG to wydarzenie skierowane do kobiet w ciąży oraz przyszłych i obecnych rodziców, którzy cenią sobie najwyższą jakość, oryginalny design i dbałość o szczegóły. Jeżeli szukasz wyjątkowych produktów zaprojektowanych z wyobraźnią i myślą o dziecięcej wygodzie, to dobrze trafiłaś/trafiłeś!

Kolejna edycja targów rodzinnych  MAMY TARG już 29 marca 2020!

Ponad 100 wyselekcjonowanych wystawców zaprezentuje produkty zaprojektowane z wyobraźnią i myślą o wygodzie najmłodszych i ich rodziców. Będą to m.in.: niebanalne ubranka, piękne pościele i inne tekstylia, chusty i nosidła, wózki i foteliki samochodowe, kreatywne zabawki, książki, mebelki, artykuły wyposażenia wnętrz oraz odzież dla kobiet w ciąży i przydatne akcesoria dla mam.

Wszystko w jednym czasie, w wielofunkcyjnej przestrzeni łódzkiej hali EXPO.

Zobacz też: Helicopter parenting – dobre intencje, które prowadzą do kiepskich rezultatów

MAMY TARG to miejsce, w którym nie tylko zrobicie zakupy, ale także aktywnie spędzicie czas z rodziną. Na rodziców czeka wiele inspiracji i ciekawe warsztaty, a na najmłodszych liczne niespodzianki. Będą mogli smakować, poznawać, odkrywać i doświadczać wszystkimi swoimi zmysłami. Organizatorzy liczą na to, że spędzicie z nimi cały dzień. Obiecują strefę jedzenia uwzględniającą najbardziej wymagające gusta.

Ponadto czekają na Was:

➡ ciekawe prelekcje i warsztaty dla rodziców
➡ strefa animacji dla dzieci
➡ konkursy z nagrodami
➡ strefa z pysznym jedzeniem i kawą
➡ strefa dla karmiących mam

MAMY TARG vol. 9

HALA EXPO
POLITECHNIKI 4, ŁÓDŹ
29/03/2020, godz. 11 – 18
WSTĘP: 7 zł (1 os.), 10 zł (2 os.)
DZIECI do 12 roku życia GRATIS

Bilety do nabycia ONLINE ( https://evenea.pl/event/355580-93/) lub na miejscu w dniu wydarzenia.

Filmik z poprzedniej edycji targów pokazuje, jakim zainteresowaniem cieszyły się targi:

Zobacz też: „Dobra rada? Nie, dziękuję!” – okiem młodej mamy

Alina Windyga-Łapińska

Dziennikarka portalu Współczesna Rodzina. Absolwentka resocjalizacji na Uniwersytecie Warszawskim. Kilka lat pracowała w dziale HR zagranicznych firm produkcyjnych, po urlopie macierzyńskim postanowiła nie wracać i zajęła się pisaniem.