Przejdź do treści

Stop obrzezaniu kobiet! Dziś Międzynarodowy Dzień Zerowej Tolerancji dla Okaleczania Żeńskich Narządów Płciowych

Stop obrzezaniu kobiet
6 lutego obchodzony jest Międzynarodowy Dzień Zerowej Tolerancji dla Okaleczania Żeńskich Narządów Płciowych – fot. Unsplash - Mark Kucharski

Na świecie żyje obecnie co najmniej 200 mln dziewcząt i kobiet, które doznały okaleczenia narządów płciowych. Ofiarami procederu padają najczęściej dziewczynki od 1 do 15 roku życia. W celu podniesienia świadomości na temat brutalnego i zagrażającego życiu rytuału, 6 lutego ustanowiono Międzynarodowym Dniem Zerowej Tolerancji dla Okaleczania Żeńskich Narządów Płciowych.

Święto jest obchodzone od 2003 z inicjatywy pierwszej damy Nigerii – Stelli Obasanjo, proklamowane przez Światową Organizację Zdrowia (WHO) w 2006 roku.

Rytualne obrzezanie kobiet najczęściej spotykanie jest w krajach afrykańskich: Somalii, Gwinei, Dżibuti i Egipcie. Choć z roku na rok skala procederu maleje, wciąż utrzymuje się na niebezpiecznie wysokim poziomie – według szacunków w latach 2015-2030 ofiarami okaleczania może paść aż 68 mln dziewcząt.

Kobiety, które przeżyją obrzezanie, doświadczają silnego bólu, szoku, krwawień, infekcji i trudności w oddawaniu moczu, a w dłuższej perspektywie muszą mierzyć się z niebezpiecznymi i przykrymi konsekwencjami dla zdrowia psychicznego, reprodukcyjnego i seksualnego.

W ten dzień Zerowej Tolerancji wzywam do wzmożonych, skoordynowanych i globalnych działań, które położą kres okaleczaniu żeńskich narządów płciowych i będą chronić prawa człowieka wszystkich kobiet i dziewcząt – powiedział sekretarz generalny ONZ, António Guterres.

Zobacz też: 12 mln dziewczynek na świecie wychodzi za mąż w dzieciństwie. Czy uda się to zmienić?

Stop obrzezaniu kobiet

Okaleczenie żeńskich narządów płciowych zostało uznane przez WHO za szkodliwą praktykę i łamanie praw człowieka. Obecnie Światowa Organizacja Zdrowia skupia się m.in. na doradztwie dla pracowników służby zdrowia i systemów opieki zdrowotnej.

Do działań mających na celu ograniczenie procederu włączyła się również Unia Europejska. 24 marca 2009r. Parlament Europejski ogłosił rezolucję w sprawie walki z okaleczaniem żeńskich narządów płciowych praktykowanym w UE. Kolejna rezolucja z 14 czerwca 2012 r. dotyczyła położenia kresu barbarzyńskim praktykom.

Obecnie UNFPA wspólnie z UNICEF-em prowadzą największy globalny program mający na celu przyspieszenie eliminacji obrzezania kobiet. Program działa w 17 krajach w Afryce i na Bliskim Wschodzie, a także wspiera inicjatywy regionalne i globalne.

Źródło: www.un.org

Anna Wencławska

Koordynatorka treści internetowych. Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego, pasjonatka obcych kultur i języków orientalnych.

Sport od najmłodszych lat – Diablo Włodarczyk: „Powinniśmy dziecko wspierać, popychać do przodu i służyć mu pomocą”

Sport buduje charakter, w internecie dzieci tego nie znajdą – fot. Maciej Stankiewicz

Co daje sport, co zabiera i jak wspierać w nim dziecko już od najmłodszych lat? O swojej drodze do boksu na światowym poziomie i współczesnych zmaganiach z wirtualnym światem, który w sekundę tworzy idoli nastolatków – w przeciwieństwie do sportu będącego wieloletnimi zmaganiami uczącymi ludzi niesamowitej pokory – opowiedział w rozmowie z nami Krzysztof Diablo Włodarczyk.

Katarzyna Miłkowska: Zaczynając przygodę z boksem, przypuszczałeś, jak to wszystko się potoczy?

Krzysztof Diablo Włodarczyk : Nie, w ogóle nie przychodziło mi to do głowy. Po prostu pojawiłem się na sali – tyle. Pierwsze rękawice bokserskie miałem jednak wcześniej. Gdy miałem 8 lat, tata kupił je mi i mojemu starszemu bratu. Zupełny przypadek, że akurat był to sprzęt do tej właśnie dyscypliny sportu.

Pytanie, czy przypadki istnieją.

No właśnie… w każdym razie pamiętam, że kiedy wcześniej wariowaliśmy, tata zakładał nam na ręce po 3-4 pary skarpetek. Początkowo w ten właśnie sposób boksowaliśmy się z bratem. Jest on trochę wyższy ode mnie i nieraz miałem problem, żeby go dorwać. Byłem jednak odważniejszy do pewnych ruchów, w końcu więc go przełamywałem i wygrywałem. Potem oczywiście był płacz i krzyk: „tata”! (śmiech)

No tak, to rzeczywiście trzeba było iść na salę i coś z tą energią zrobić.

Dokładnie! Później, kiedy mieliśmy już pierwszą parę rękawic, to ja zakładałem prawą, on lewą, albo na odwrót, a na drugiej ręce wciąż mieliśmy skarpetki. W taki właśnie sposób tata kierował nas w stronę boksu.

Chociaż przyznaję, że też wykorzystywaliśmy to jako sposób na rozwiązywanie pomiędzy nami konfliktów. Uwierz mi, dla małego chłopca takie walki były niesamowitym przeżyciem i wywoływały ogromne emocje. W kryzysowych momentach tata oczywiście wchodził pomiędzy nas i ten nasz „boks” przerywał.

Prawdziwy sędzia – jak na ringu.

Zgadza się. Bardzo przy tym doceniam to, jak fajnie jest mieć starszego brata, albo w ogóle jakąkolwiek bliską osobę w życiu. Uważam, że ludzie zdecydowanie lepiej wtedy funkcjonują.

Patrząc chociażby tylko z perspektywy sportu, wsparcie jest ogromnie ważne. Wsparcie i obecność ludzi, którzy pomimo wszystko stoją za naszymi plecami.

Tak, jest to niezwykle ważne i pomaga nie załamywać się w trudnych chwilach. Swój największy knockdown dostałem od kolegi seniora – miałem jakieś 17 lat, kolega 20. W trakcie sparingu dostałem on niego cios w czoło, a ja w ogóle nie dałem rady nawet wstać. Zawieźli mnie do szpitala, zrobili wszystkie badania, łącznie spędziłem tam dwa tygodnie.

Najbardziej pamiętam jednak, kiedy na drugi dzień byli u mnie rodzice. Mama siedziała obok i głaszcząc mnie po głowie, powiedziała: „Krzysiu, czy ty musisz ten boks trenować”. Miała łzy w oczach, widziałem w nich ogromny smutek. Odpowiedziałem jednak: „Mamo, ja sobie inaczej nie wyobrażam”. Dostałem w zamian całkowite zrozumienie: „Okej, tylko proszę cię, ostrożnie…” – to bardzo ważne, jeżeli rodzice cię wspierają.

Nieważne co byś robiła, albo robił, potrafią dać ci pomoc i wysłuchać. Część rodziców powiedziałaby pewnie w podobnej sytuacji: „Nie, nie będziesz tego więcej robił”.

Albo od razu wyznaczyliby inną, konkretną ścieżkę dla swojego dziecka.

Zupełnie tego nie rozumiem! Wiadomo, że nam – rodzicom – wydaje się, że lepiej wiemy, co jest dobre dla naszych dzieci. Chociażby z racji doświadczenia, ale…

Do pewnego momentu tak jest, że trzeba wyznaczać granice, prowadzić.

Do pewnego momentu tak, kiedy jednak dziecko obiera już jakąś ścieżkę życia, to nie powinniśmy w nią ingerować. Powinniśmy dziecko wspierać, popychać do przodu i zapewniać, że jeśli czegoś potrzebuje, to służymy pomocą.

Powiedziałeś o trosce mamy, w której musiał być przede wszystkim ogromny strach o dziecko. Boks to ryzykowny sport – szachy to nie są – ale z tego co słyszę, ty sam tego ryzyka nie odczuwasz?

Teraz odczuwam, ale jako młody człowiek rzeczywiście tak nie było. Wydaje mi się to jednak dość jasne. Zobacz, gdy biorą młodego chłopaka do wojska i wystawiają go na front, to czy jest w nim jakiś strach? On nie analizuje, nie myśli o tym, co może się stać i jakie mogą być konsekwencje.

Zobacz też: Motywuj mnie mamo i wspieraj mnie tato. 5 pomysłów jak zmotywować rodzinę do aktywności fizycznej

Fot. Krzysztof Diablo Włodarczyk

Mówisz o tym, że potrzebne jest do tego doświadczenie?

Jak najbardziej. Kiedy taki chłopak wróci pierwszy raz z frontu, powie: „Zobaczcie, nic mi się nie stało!” Sęk w tym, że 20 innych kolegów nie żyje… Dopiero doświadczenie iluś takich wojen, pokazuje, co z czym się wiąże. Podobnie jest w boksie – jeśli człowiek jakieś doświadczenie już w tym sporcie ma i wie, co może się stać, to pojawia się analiza. Może nie jest to stricte strach, ale na pewno większe zastanowienie. Chociaż koniec końców, nie zawsze wpływa to pozytywnie na całość przebiegu walki.

Zapewne jakiejś części ryzyka wtedy nie podejmujesz.

Dokładnie, ale z tymi wszystkimi wnioskami wiąże się długa droga, z której przechodzeniem jest dzisiaj różnie. Tak z ciekawości, czy tobą owładnął internet?

Hmm… to zależy, jak to rozumieć. Jest wszechobecny, to na pewno.

Widzisz, mój szesnastoletni syn, kiedy jesteśmy gdzieś razem, przez większość czasu siedzi z nosem w telefonie. Kiedy mówię: „Czarek, może byś pobiegał, może pójdziemy pograć w piłkę”, to w odpowiedzi słyszę: „Tato, ja teraz gram, nie przeszkadzaj”. Strasznie ciężko jest mi się w tym odnaleźć. To zupełnie nie jest mój czas, to nie mój pociąg – wysiadam.

Jestem przerażony też ludźmi, którzy zrobią z siebie w internecie idiotę i uważają, że są gośćmi. Kiedyś na sukces, prawdziwy sukces, trzeba było zapracować. Wchodziłem do ringu, pokazywałem, co umiem, jak to robię, wygrywałem i tak budowałem swoją „markę”.

Myślę, że przede wszystkim ciężko jest pojąć tę szybkość. Tempo, w jakim można ten sukces w pewnym sensie „dostać”.

Tak, ta łatwość jest ogromna. Wszyscy mamy teraz telefon z kamerami, każdy może coś nagrać, wrzucić do sieci – jak to niektórzy mówią, jeśli nie ma cię w internecie, to nie ma cię na świecie. Mnie to przeraża.

Wydaje mi się, że jest to też kwestia tego, jak ktoś z internetowej popularności i sukcesu korzysta. Można to robić rozsądnie i mieć dystans, a można też tym po prostu żyć. Niewątpliwie w takim zestawieniu elementem, którego uczy sport, jest ogromna pokora.

Jak najbardziej – możesz być na dnie, a możesz być na samym szczycie. Na sporcie i trudnościach, które się na tej drodze spotyka, buduje się charakter. W internecie tego nie znajdziesz.

Zobacz też: Jak komórka, tablet i komputer wpływają na dziecko? Cyberchoroby plagą XXI wieku

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

Zakaz plastikowych słomek, reklamówek i… jednorazowych pieluch. Gdzie wprowadzono taki zakaz?

Mały, wyspiarski kraj położony w Oceanii jako pierwszy na świecie zakazał używania jednorazowych pieluch. Podyktowane jest to względami ekologicznymi. – pixabay.com

Mały, wyspiarski kraj położony w Oceanii jako pierwszy na świecie zakazał używania jednorazowych pieluch. Podyktowane jest to względami ekologicznymi.

Republika Vanuatu leży na 83 małych wysepkach, więc jej mieszkańcy są szczególnie wyczuleni na śmieci pływające w Oceanie. Najpierw władze państwa zakazały stosowania plastikowych słomek, szkodzących wielorybom, jak również groźnych dla ekosystemu reklamówek. Teraz przyszedł czas na jednorazowe pieluchy.

Wedle Guardiana stanowią one aż trzy czwarte odpadów generowanych w wyspiarskiej Republice. Będą się rozkładały nawet przez kilkaset lat, dlatego rząd postanowił interweniować.

Zobacz też: Jak wychować szczęśliwe dziecko?

Zakaz używania jednorazowych pieluch

Nie wszyscy popierają wprowadzenie zakazu – rodzice małych dzieci argumentują, że zastąpienie jednorazowych pieluch nie będzie łatwe. Zwolennicy proekologicznej polityki Vanuatu proponują z kolei, aby używać pieluch bawełnianych, nadających się do wielokrotnego użytku.

Zakaz zacznie obowiązywać od 2020 roku. Być może wkrótce kolejne kraje zdecydują się wprowadzić go na swoim terytorium.

Problemy ekologiczne Vanuatu nie kończą się jednak na śmieciach rozkładających się przez setki lat; kraj cierpi także z powodu globalnego ocieplenia oraz rosnącego poziomu wód.

Bartosz Jaster

Absolwent Uniwersytetu Warszawskiego, pasjonat i badacz historii, miłośnik literatury faktu. Członek Fundacji Rozszczepowe Marzenia, niosącej pomoc dzieciom z wadami wrodzonymi.

7 rzeczy, których nie wiesz o Islandii. Dlaczego warto pojechać z dzieckiem?

Islandia
Większość mieszkańców wyspy wierzy w istnienie „ukrytych ludzi” – fot. Pixabay

Skandynawia zawsze była bliska mojemu sercu. A szczególnie od 9 lat, od czasu mojego pobytu na wymianie studenckiej w Norwegii, w małym mieście za kołem podbiegunowym Bodø. Na tzw. Erasmusie przeżyłam najwspanialszy okres studiów, i chyba nie będzie przesadą, gdy napiszę – przygodę życia. Tęsknie do tego beztroskiego okresu, szczególnie teraz, podczas wczesnego macierzyństwa. Dlatego, gdy pojawiła się okazja wyjazdu na Islandię, od razu powiedziałam TAK.

Pierwsze wrażenie

Pojechaliśmy, oczywiście, razem z córeczką. Islandia to bardzo prorodzinny kraj i widać to od razu, tj. od lądowania na lotnisku w Reykjaviku. Zaraz po wyjściu z samolotu, przy wejściu na terminal stoją wózki dziecięce, także nie trzeba dźwigać słodkiego ciężaru przez kolejne kilkanaście minut do odbioru bagażu. Na mieście tak samo – Zapomniałeś wózka? Nie ma problemu! Już na ciebie czeka w pobliskiej Galerii Handlowej oraz w Ikei. Nawet nie musisz dawać w zastaw monety.

Inną rzeczą, która zadziwia i zachwyca podczas przylotu jest to, że ląduje się na błękitnym dywanie kwiatów, a przynajmniej tak to wygląda z góry. Te kwiaty to łubin alaskański, który jest tu uważany za chwast. W latach 70. XX wieku został sprowadzony z Ameryki Północnej w celu zapobiegania erozji gleby i… wymknął się spod kontroli, teraz rośnie absolutnie wszędzie.

Zobacz też: Podróże z niemowlakiem. „Pierwszy raz wyjechaliśmy, gdy córeczka miała 2 miesiące”

Pracujące dzieci

Kolejne zaskoczenie spotkało mnie podczas wizyty w lokalnej „Biedronce” z różową świnką w logo. Poraziła mnie wysokość rachunku, ale na to akurat byłam przygotowana. Otóż za kasą siedział chłopiec, na oko 12-letni i ochoczo skanował zakupy.

Jeden z najbogatszych krajów na świecie i niewolnicza praca dzieci?! Jak to? – pytałam zdziwiona mieszkających tam Polaków. Okazało się, że w Islandii jest całkowicie normalne i legalne, że młodzież już od 13 roku życia dorabia sobie po szkole. Dodatkowo ich praca nie jest opodatkowana, dzięki czemu otrzymują atrakcyjne stawki i często na 18. urodziny kupują sobie nowe Mercedesy. Sami, nie w prezencie od zapracowanych rodziców.

Także na Islandii jest naprawdę możliwe, aby skończyć szkołę i mieć 10 lat doświadczenia zawodowego.

Elfy tak, psy nie

Innym dowodem na to, że Islandia jest krajem nie z tej bajki są ELFY. Większość mieszkańców wyspy wierzy w istnienie „ukrytych ludzi”(a przynajmniej dopuszcza prawdopodobieństwo ich istnienia). A co poniektórzy nawet twierdzą, że widzieli je na własne oczy, i to nie podczas seansu Władcy Pierścieni. Co ciekawe wcale nie kłóci się to z wiarą chrześcijańską – zgodnie z legendą elfy to dzieci Adama i Ewy, których istnienie ukryli przed Bogiem, bo nie zdążyli ich wykąpać… Odtąd elfy żyją w ukryciu, co nie przeszkadza im w posiadaniu potężnego lobby, które potrafi nawet zablokować budowę drogi na Islandii.

Także elfy istnieją, ale takie pospolite istoty jak PSY nie mają prawa do życia w stolicy. W Reykjaviku psy były oficjalnie zabronione przez wiele lat. Pies jest traktowany jak zwierzę gospodarskie, na równi z owcą czy krową, a po co takie trzymać w mieście? Dopiero w 2006 roku zakaz został zniesiony i psa można mieć, ale najpierw trzeba zapłacić podatek od niego i uzyskać pisemną zgodę wszystkich sąsiadów. Nie wspominając o regularnych badaniach, szczepieniach i obowiązkowym sprzątaniu po pupilu.

Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło – z racji braku naturalnego wroga miastem rządzą koty! Mnie, zdeklarowanej kociarze, taki układ pasuje.

Zobacz też: Dzień, który zmienił moje życie – dobre pomysły Mam

Coca Cola i Prince Polo

Islandia jest krajem dziwnych rekordów. Pije się tu najwięcej Coca-Coli na głowę na świecie. Być może jest to zasługa krystalicznie czystej wody z lodowca, z której jest tu produkowana. Ja jednak podejrzewam, że może mieć to związek z pioruńsko drogim i mało dostępnym alkoholem. Jakieś używki muszą przecież być! Fakt faktem, że i ja podczas pobytu na wyspie wypijałam codziennie pół litra… Coca Coli oczywiście.

Islandia bije rekordy również w czytelnictwie. Islandczycy kochają czytać, a książka to tradycyjny prezent na Gwiazdkę. Co więcej, co 10 Islandczyk jest także autorem, także jeżeli spotkasz kogoś kto aktualne nie czyta, to z dużym prawdopodobieństwem właśnie coś pisze.

Brzmi fascynująco? Dla mnie tak. A to dopiero początek, zaledwie kilka ciekawostek. Mogłabym jeszcze długo opowiadać o tym np. że na Islandii nie ma McDonalds’a, a ulubioną słodką przekąską jest polski batonik Prince Polo. Ale po co? Warto pojechać i przekonać się samemu, do czego gorąco namawiam każdego.

Alina HRabina

Zawodowo związana z branżą HR. Obecnie na urlopie macierzyńskim. Mieszka w Warszawie, chętnie odbywa podróże małe i duże.

Dobre śniadanie na dobry początek dnia

Co lubią dzieci? – Fot. Pixabay

Śniadanie, wiadomo, najważniejszy posiłek dnia i symbol początku. Żaden plan dobrego żywienia stworzony przez dietetyka z prawdziwego zdarzenia, nie obędzie się bez posiłku jedzonego w ciągu godziny po wstaniu. Dotyczy to zarówno dorosłych, jak i dzieci. Książka „Śniadanka z czterech stron świata” dowodzi, że płatki śniadaniowe stają się przeżytkiem minionej cywilizacji i na szczęście zaczynamy wracać do tradycyjnych smaków.

To nie tylko przepiękny album, odkrywając tajemnicę śniadaniowych stołów dzieci z całego świata. Może też być inspiracją do zmiany smakowych przyzwyczajeń i odkrywania niezwykłych składników kuchni międzynarodowej.

Kto z nas nie pamięta smaku śniadania z dzieciństwa? Dla mnie był to twarożek z rzodkiewką, szczypiorkiem i ogórkiem, podany na pajdzie świeżego razowego chleba, obficie posmarowanego masłem. Wystarczy zrobić sobie taką właśnie kanapkę, zamknąć oczy i chociaż na chwilę przenieść się w beztroską przeszłość.

Zobacz też: 5 porad dietetyczki jedzenie, które uczyni cię szczęśliwym

Śniadania z różnych stron świata

Może niekoniecznie nasze śniadaniowe przyzwyczajenia to kanapka ze śledziem czy Pho (słynna wietnamska zupa), ale śniadań, które mogą wejść do codziennego repertuaru i zaspokoić nasze słodkie lub słone smaki jest mnóstwo, jak chociażby Muesli Birchera (płatki owsiane z jogurtem i jabłkiem ze Szwajcarii) , churros (ciasteczka smażone w głębokim tłuszczu z Meksyku), migdałowe biscotti (słodkie ciasteczka z Włoch) czy maltabella (słodowa, bezglutenowa owsianka z Republiki Południowej Afryki).

Vanessa Lewis, autorka książki, na potrzeby swojego projektu stworzyła niewielkie, miniaturowe zestawy, ułożyła je na stole i sfotografowała z tej samej perspektywy – „stworzyłam jeden długi stół, który ciągnie się przez całą książkę, a można nawet powiedzieć, że opasuje świat”. Nie było to łatwe zadanie, bo kazać się przebrać czterolatkom i siedzieć w spokoju w czasie trwania zdjęć, no wiadomo… to wyzwanie. Ale udało się świetnie.

Zobacz też: Dieta dla mózgu

Comfort food na każdą porę dnia

Ta niecodzienna książka kucharska to niewiarygodna podróż z Jamajki do Jordanii i z Islandii do Indii.

Przepisy rzeczywiście inspirowane są kuchniami narodowymi, ale to niekoniecznie najpopularniejsze potrawy w danym kraju. Dobrane są w taki sposób, by były to różnorodne propozycje do gotowania.

Znajdziemy tu przepisy na wypieki, jajka, ryby, dania z ryżem lub makaronem, śniadanie gotowe w pięć minut czy weekendową ucztę.

Jak pisze autorka: „ W tej książce zagłębiam się w świat potraw śniadaniowych i ukazuję je nie tylko w roli porannego posiłku, lecz także jako comfort food i przyjemność na każdą porę dnia”.

VanessaLewis. Śniadanka z czterech stron świata – WYD. ZNAK

Iza Farenholc

Dziennikarka i redaktorka. Pracowała jako redaktor naczelna w magazynie dla rodziców Gaga oraz współpracowała m.in. z magazynami Zwierciadło, Twój Styl, Sens, Glamour - materiały psychologiczne, recenzje książkowe, muzyczne i filmowe, wywiady, reportaże z podróży.