Przejdź do treści

“Szczepimy bo myślimy” – obywatelska inicjatywa na rzecz obowiązkowych szczepień

“Szczepimy bo myślimy” - obywatelska inicjatywa na rzecz obowiązakowych szczepień to reakcja na ruch antyszczepionkowy
fot.Pixabay

Inicjatywa obywatelska “Szczepimy bo myślimy” zrodziła się w odpowiedzi na rosnącą liczbę niezaszczepionych dzieci w publicznych żłobkach, przedszkolach i szkołach.

Rodzice i lekarze, którzy wyszli z projektem zmian w ustawach* chcą, by warunkiem przyjęcia dziecka do publicznej placówki było okazanie dokumentów potwierdzających, że dziecko było szczepione.  W opozycji do nich stoją osoby związane z ruchem antyszczepionkowym, które odmawiają szczepienia dzieci ze wzglądu na niebezpieczne konsekwencje szczepionek dla zdrowia i dalszego rozwoju dziecka. W Polskich mediach teoba te głosy są słyszalne dość wyraźnie, przez co wiele niezgodnych z prawdą twierdzeń jest powielanych.

* Projekt ustawy obywatelskiej znajdziecie tutaj. Zmiany miałyby dotyczyć następujących aktów prawnych: u. o podstawowej opiece zdrowotnej, r. o opiece nad dziećmi w wieku do lat 3, prawo oświatowe.

O komentarz na temat mitów, którymi obrosła kwestia szczepień poprosiłyśmy pediatrę z Centrum Medycznego Damiana, lek.med. Renatę Sękowską.

Chbr: Często słyszymy twierdzenie, że z powodu szczepień mamy “epidemię autyzmu”. Ile w tym prawdy?

RS: Liczne badania kliniczne nie potwierdziły związku przyczynowo-skutkowego między szczepieniami, w tym skojarzoną szczepionką przeciw odrze, śwince, różyczce a ryzykiem wystąpienia zaburzeń ze spektrum autyzmu. W 2019 roku opublikowano badanie przeprowadzone z udziałem ponad 600 tys. Dzieci, które porównujące częstość występowania zaburzeń ze spektrum autyzmu u dzieci szczepionych i nieszczepionych. Autorzy badania wysunęli wniosek, że szczepienie MMR nie zwiększa ryzyka rozwoju autyzmu i zaburzeń ze spektrum autyzmu u dzieci, w tym również u dzieci z grup ryzyka rozwoju tych zaburzeń.

Szersze omówienie wspomnianego badania opublikowałyśmy tutaj: Szczepionka MMR nie powoduje autyzmu – nowe dowody naukowe

Chbr: Rodzice przeciwni szczepieniom mówią, że ich dziecko nie zaszkodzi innym dzieciom, bo one są zaszczepione. Czy te choroby w ogóle jeszcze istnieją?

RS: Dziecko, które nie zostało poddane szczepieniom jest narażone na zachorowanie na chorobę zakaźną. Tym samym jest źródłem zakażenia dla dzieci z  jego otoczenia, które mają realne przeciwwskazania do wykonywania szczepień, np. dzieci z niedoborami odporności, dzieci po leczeniu przeciwko nowotworom.

Czy te choroby istnieją? Dzięki wysokiemu odsetkowi wyszczepialności, na szczęście obserwujemy je bardzo rzadko. Ale niestety nadal występują. Najlepiej świadczy o tym zwiększona w ostatnich miesiącach ilość dzieci i dorosłych, którzy zachorowali na odrę. Potwierdzone przypadki zachorowań dotyczą dzieci i dorosłych, którzy nie otrzymali szczepionki przeciw odrze.  Również częstsze występowanie krztuśca tłumaczy się m.in. rezygnacją ze szczepień w niektórych środowiskach.

Zobacz też: Depresja – choroba naszych czasów. Ogólnopolski Dzień Walki z Depresją

Według przeciwników szczepień, wiele dzieci po szczepieniach doznaje wstrząsów i zapaści, niewydolności oddechowej, paraliżu. Zdarzają się przypadki śmiertelne.

NOP niepożądany odczyn poszczepienny – to wg definicji WHO medyczny objaw czasowo związany ze szczepieniem, który może być spowodowany wieloma przyczynami. Do najczęstszych niepożądanych odczynów poszczepiennych należy reakcja miejscowa (obrzęk, zaczerwienienie, bolesność), gorączka, wysypka po szczepieniu przeciwko odrze, śwince, różyczce.

Po podaniu każdej szczepionki może wystąpić reakcja anafilaktyczna (zagrażająca życiu, uogólniona reakcja nadwrażliwości na kontakt z podanym czynnikiem). Najcięższą postacią anafilaksji jest wstrząs anafilaktyczny. Średnie ryzyko wystąpienia anafilaksji po najczęściej stosowanych szczepionkach wynosiło 0,65 na milion podanych dawek. Najczęstszą przyczyna anafilaksji są pokarmy i leki.

Zobacz też: Jak rozmawiać z dzieckiem o seksie?

A co z argumentem, że szczepionki zawierają rtęć i inne metale ciężkie, które odkładają się w organizmie dziecka?  

Tiomersal, czyli etylen rtęci wykorzystywany był przy produkcji szczepionek jako substancja hamująca namnażanie bakterii. W latach 90. wysunięto podejrzenie, że związki te mogą kumulować się w organizmach niemowląt, powodując zaburzenia neurologiczne. W związku z tą hipotezą producenci szczepionek zastąpili etylen rtęci innymi konserwantami. Tiomersal jest wydalany z organizmu w ciągu 7 dni. Aktualne badania nie potwierdzają toksycznego działania tiomersalu, ani też jego kumulacji w organizmie. Obecnie spośród szczepionek stosowanych w Polsce etylen rtęci zawiera jedynie szczepionka DTPw (przeciwko krztuścowi). Nie wchodzi jednak w skład szczepionek wysoko skojarzonych (tzw.  „5 w 1” i „6 w 1”).

Na liście badań naukowych przytaczanych przez przeciwników szczepień znajdują się dane rzekomo dowodzące wpływu szczepień na zwiększenie ryzyka wystąpienia chorób alergicznych i autoimmunologicznych.

Nie stwierdzono wpływu szczepień na zwiększenie ryzyka wystąpienia chorób alergicznych.

Nie potwierdzono negatywnego wpływu szczepień na rozwój neuropsychologiczny dzieci. Badania obejmowały również szczepionki zawierające tiomersal.

Brak również danych potwierdzających hipotezę o wpływie szczepionek na występowanie chorób autoimmunologicznych. Wykluczono negatywny  wpływ szczepień na występowanie cukrzycy typu 1. Ostatnie doniesienia wskazują na zmniejszoną częstość rozpoznawania cukrzycy typu 1 u dzieci, które otrzymały szczepionkę przeciw rotawirusom. Wykluczono hipotezę o zwiększeniu  ryzyka zachorowań na stwardnienie rozsiane po szczepieniu przeciw WZW typu B.\

Czy w skład szczepionek wchodzą tkanki pochodzące od ludzkich płodów?

W Polsce zarejestrowane są szczepionki (MMRVax-Pro, Priorix i Priorix Tetra)  do produkcji których wykorzystuje się jedną z zarodkowych linii komórkowych. Linię te pobrano z płodu poddanego aborcji z przyczyn społecznych. Wykorzystuje się ją do namnażania wirusa różyczki przy produkcji szczepionki przeciwko odrze, śwince, różyczce.

Linie komórkowe stworzono w latach 60 XX wieku. Aborcji nie dokonano bezpośrednio w celu pobrania komórek, lekarze wykorzystali płody uprzednio usunięte z przyczyn pozamedycznych.

Zobacz też: Standardy edukacji seksualnej WHO to zagrożenie dla dzieci?

Czy szczepionki łączone (np. Infanrix hexa) powodują nagłą śmierć niemowląt?

Analiza przypadków nagłej śmierci łóżeczkowej i badania kontrolne szczepionki Infanrix hexa nie wykazały związku przyczynowo-skutkowego pomiędzy podaniem szczepionki a nagłym zgonem dzieci.

Czy wprowadzenie w życie założeń projektu “Szczepimy bo myślimy” jest w stanie skutecznie chronić dzieci przez chorobami zakaźnymi?

Gdy rozważamy temat szczepień u dzieci i rezygnacji ze szczepień musimy pamiętać, że decyzje podejmują rodzice, ale konsekwencje tych decyzji ponoszą dzieci. Gdy w mojej praktyce lekarskiej spotykam się z rodzicami, którzy odmawiają szczepień swojego dziecka wiem, że kierują się jego dobrem. Tak akurat to dobro pojmują. Takie informacje uzyskali – z Internetu czy od znajomych.

Zobacz też: Szczepionka przeciwko HPV będzie refundowana w Warszawie

Czy rozmowa Pani, jako lekarza, z niechętnymi wobec szczepień rodzicami przynosi efekty?

Moją rolą jest przekazać rodzicom rzetelną wiedzę na temat bezpieczeństwa szczepień. Rodzice muszą wiedzieć, dlaczego uważamy, że szczepienia są tak ważne i  przed jakimi chorobami zakaźnymi chronią. Jakie jest ryzyko wystąpienia tych chorób, jakie są następstwa zachorowania, oraz, że nie ma innych dostępnych metod, które mogłyby zapobiec zakażeniom.  

Edukacja i przekonanie tej grupy rodziców dałoby szansę na skuteczną ochronę ich dzieci i dzieci z otoczenia. Są bowiem dzieci, które ze względów medycznych nie mogą być szczepione. Na poziomie samorządów, władz państwowych powinny być podejmowane działania, które zapewnia tym dzieciom ochronę. Takim rozwiązaniem może być weryfikacja realizacji szczepień przy przyjmowaniu do publicznych placówek edukacyjnych.

 

Ekspert

lek.med. Renata Sękowska

Pediatra, Centrum Medyczne Damiana

Olga Plesińska

Bioetyk, dziennikarka. W wolnym czasie dużo czyta, najchętniej z kotem na kolanach, jeździ na wrotkach i fotografuje.

Rok w ogrodzie czyli sposób na codzienną medytację

Rok w ogrodzie czyli sposób na codzienną medytację
Życie w harmonii z przyrodą sprzyja wyrwaniu się z uporczywego kołowrotka niechcianych myśli. – Fot. Pixabay

W dzisiejszych zabieganych czasach, kiedy godziny uciekają zdecydowanie za szybko, ogrodnictwo staje się jednym z zajęć, które choć trochę pomaga spowolnić ten zbyt szybki rytm. Grzebanie w ziemi    i czekanie na pojawienie się pierwszych oznak wiosny to nic innego jak rodzaj medytacji. I uprawia ją coraz więcej ludzi.

Szukamy sposobów na szczęście. Życie w harmonii z przyrodą sprzyja wyrwaniu się z uporczywego kołowrotka niechcianych myśli. Nieważne, czy mamy pod opieką ogród czy kilka doniczek na parapecie okiennym. W Stanach całe ekologiczne ogrody powstają na dachach apartamentowców lub domów, każdy kawałek trawnika wykorzystuje się do hodowania warzyw, owoców i kwiatów.

Zobacz też: Potrzebujesz wyciszenia? Postaw na odpoczynek w Manor House SPA

Zapomnieć o chorobie

Książka „Rok w ogrodzie” to nie tylko przewodnik po tym, jak zaplanować sobie sadzenie, pielęgnowanie i zbieranie, ale przepiękna opowieść o pasji.

Autor opowiada o projekcie, który stworzył dla londyńskiego centrum opieki onkologicznej Maggie’s Centre i pisze o tym, jak bardzo ekscytująca była to praca dla kogoś, kto tak jak on, wierzy w uzdrawiającą moc ogrodów i ogrodnictwa. Cytuje słowa jednej z pacjentek: „gdy dowiesz się, że masz raka, liczy się każda chwila.

Schwytać te chwile w kwiatach magnolii, których w przyszłym roku możesz już nie zobaczyć, natknąć się na niesiony wiatrem aromat mięty gniecionej w palcach – to wszystko staje się coraz bardziej pełne znaczenia”.

Te spotkania z pacjentami centrum, wzmocniły przekonanie Pearsona, że intymność, zmysłowość i sanktuarium ogrodu są kluczem do stworzenia poczucia dobrostanu, a silna więż z naturą może przynieść wielkie korzyści.

Zobacz też:Jak znaleźć szczęście? Radzi guru gwiazd

Sposób na codzienną medytację

Pod koniec tego miesiąca (marca) przestawimy zegarki, dzięki czemu ponurość dni łagodzi dodatkowa godzina na prace w ogrodzie . Nagle wszędzie widać życie: blade pierwiosnki bezłodygowe na zboczach i zapach fiołków schwytany na chwilę w cieple pierwszych wiosennych promieni słońca. Nie daj się jednak zwieść – marzec to miesiąc przeciwieństw”. Czy to nie czysta poezja?

Tak, musimy jeszcze moment poczekać na wiosnę, ale możemy już zaczynać pierwsze prace z pomocą tego podręcznika autorstwa Dana Pearsona. Uznany brytyjski architekt krajobrazu, publikuje w takich gazetach jak The Times, The Observer czy Daily Telegraph, a jego programy o ogrodnictwie zna cały świat. Jak sam mówi, spędzanie czasu w ogrodzie to czysty powrót do dzieciństwa i pewnego rodzaju sanktuarium – łączy przeżycia duchowe z fizycznymi. Warto spróbować!

Wydawnictwo Literackie

Iza Farenholc

Dziennikarka i redaktorka. Pracowała jako redaktor naczelna w magazynie dla rodziców Gaga oraz współpracowała m.in. z magazynami Zwierciadło, Twój Styl, Sens, Glamour - materiały psychologiczne, recenzje książkowe, muzyczne i filmowe, wywiady, reportaże z podróży.

Pokonać prokrastynację? Tak, to możliwe!

Jak pokonać prokrastynację?
Na patologiczne odkładanie pracy na później zwane naukowo prokrastynacją cierpi wiele osób. – Fot. Pixabay

Okna umyte, trzydaniowy obiad ugotowany, mieszkanie lśni, pranie wstawione, porządki wiosenne zrobione. Na patologiczne odkładanie pracy na później zwane coraz częściej prokrastynacją cierpi wiele osób. Prokrastynację już od końca ubiegłego wieku traktowano jako jedno z zaburzeń psychicznych, takich jak na przykład depresja.

Uznawana za konflikt wewnętrzny między stroną racjonalną a nieracjonalną. Ta pierwsza rozumie, że uporanie się z obowiązkami powoduje lepsze samopoczucie, ale nieracjonalna nie lubi obowiązków, woli przyjemności natychmiast.

Z odkładaniem wszystkiego na później możemy sobie poradzić, jeśli zrozumiemy mechanizm jego działania i spróbujemy zmienić ten uprzykrzający życie nawyk. „Już samo zrozumienie działania nawyków – poznanie struktury pętli nawyku – pozwala je łatwiej kontrolować” – pisze Charles Duhig, autor książki „Siła nawyku”.

Zobacz też: Jak rozpoznać wampira energetycznego?

Pokonać prokrastynację? Tak, to możliwe!

Gdy rozłożysz nawyk na jego składowe, możesz zacząć się nim bawić. Problem polega na tym, że twój mózg nie umie rozróżnić między nawykami dobrymi i złymi, więc jeśli wykształciłeś jakiś nawyk niekorzystny, będzie się o wiecznie gdzieś tam czaił, czyhając na właściwe wyzwalacze i nagrody”.

To pozwala zrozumieć, dlaczego tak trudno wyrobić nawyk na przykład biegania czy praktykowania jogi. Nasz wykształcony przez lata zwyczaj kanapowego spędzania wieczoru i chrupania przekąsek jest wzorcem, który na zawsze zostaje w naszej głowie. Jeśli jednak nauczymy się wykształcać nowe neurologiczne zwyczaje, to możemy zmusić te niekorzystne przyzwyczajenia do zmiany. Kiedy uda nam się wytworzyć nowy wzorzec – joga lub bieganie stanie się tak samo automatyczne jak nawyk siedzenia na kanapie.

Chyba nie ma ludzi całkowicie wolnych od odkładania na później – robimy to kiedy jesteśmy przytłoczeni nawałem pracy, mierzymy się z jakimś problemem czy zwyczajnie nie mamy energii,         żeby się skupić.

Zobacz też: Jak się nie starzeć?

Jedną z metod „wyplenienia” złego nawyku są dzienne sesje (najlepiej kilka) wypracowywania nowego nawyku:

  1. Na Facebooku lub Twitterze napisz post – #porzucam nawyk# – jeśli oczywiście wierzysz w siłę mediów społecznościowych.
  2. Ustaw czas na zegarze. Chcesz zacząć pracę na przykład rano o 7. Budzik o tej godzinie pomoże ci zacząć pracę. Kartka z przypomnieniem też nie zaszkodzi.
  3. Stwórz swoją listę. Będziesz nad nią pracować cały miesiąc. W zależności od tego, co zamierzasz, wypisz w punktach: pisanie książki, projekt do pracy, nowy kierunek studiów, malowanie lub nauka gry na pianinie.                                      Niech to będą rzeczy duże lub małe, ważne czy mniej ważne. Najważniejsze rzeczy wpisz na początek listy. Twoja zasada jest następująca w czasie codziennych sesji wykonujesz właśnie tę pracę – później robisz kolejne rzeczy. W ten sposób nie odkładasz na później najważniejszej rzeczy. Nie musisz się martwić – w końcu to tylko 20 minut dziennie.
  4. Każda sesja trwa 20 minut. Nastawiasz minutnik na 20 minut i skupiasz się tylko na wybranym zadaniu. Jeśli to za długo, zacznij od 10 minut.
  5. Powtarzaj praktykę każdego dnia, rób kilka sesji aż skończysz jedno zadanie (także w weekend!) – dopiero później możesz przejść do kolejnego. To świetne ćwiczenie, pozwalające wyrobić nawyk – twój mózg przyzwyczai się do codziennej pracy, a ty zaczniesz wierzyć w siebie i w to, że poradzisz sobie nawet z najtrudniejszymi zadaniami.

Iza Farenholc

Dziennikarka i redaktorka. Pracowała jako redaktor naczelna w magazynie dla rodziców Gaga oraz współpracowała m.in. z magazynami Zwierciadło, Twój Styl, Sens, Glamour - materiały psychologiczne, recenzje książkowe, muzyczne i filmowe, wywiady, reportaże z podróży.

Standardy edukacji seksualnej WHO to zagrożenie dla dzieci?

Czy standardy edukacji seksualnej WHO to zagrożenie dla dzieci?
fot.Pixabay

Standardy Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) dotyczące edukacji seksualnej dzieci i młodzieży powodują w naszym kraju wiele emocji. Przeznaczenie standardów oraz założenia, które za nimi stoją obrosły licznymi mitami, które powielane są przez czołowych polskich polityków, w tym osoby reprezentujące MEN. Czy faktycznie WHO chce, żebyśmy “uczyli czteroletnie dzieci masturbacji” i stosowali “zabiegi socjotechniczne”, by “zmieniać człowieka i niszczyć rodzinę”?*

W jakim celu zostały stworzone standardy edukacji seksualnej WHO?

Biuro regionalne WHO dla Europy w przedmowie do standardów edukacji seksualnej deklaruje, że dokument jest odpowiedzią na problemy i wyzwania związane ze zdrowiem seksualnym. Do tych wyzwań zaliczane są między innymi wzrost liczby zakażeń HIV i występowanie innych chorób przenoszonych drogą płciową, niechciane ciąże nastolatek, przemoc seksualna, procesy globalizacyjne i związane z nim mieszanie się kultur, rozwój nowych mediów czy narastające problemy związane z wykorzystywaniem seksualnym dzieci i młodzieży.

Z punktu widzenia WHO, który podzielają rządy wielu Europejskich krajów, istotne jest, żeby młodzież miała opartą na źródłach naukowych wiedzę na temat własnej seksualności. Celem edukacji seksualnej opartej na standardach WHO  jest rozwinięcie u młodych ludzi pozytywnego i odpowiedzialnego stosunku do seksualności, świadomości zagrożeń i ryzyka. Ta wiedza, zdaniem ekspertów, ma pozwolić młodym ludziom na bycie odpowiedzialnym wobec siebie i innych osób, które żyją w społeczeństwie. Dokument ma również na celu wprowadzenie do edukacji holistycznego podejścia do seksualności.

Zobacz też: Anja Rubik na czele rewolucji. Szykuje rzetelną edukację seksualną dla młodzieży

Co to jest holistyczna edukacja seksualna?

Holistyczna edukacja seksualna traktuje seksualność jako wymiar człowieczeństwa i potencjalnie pomaga młodzieży w rozwinięciu podstawowych umiejętności umożliwiających im samookreślenie ich seksualności i ich związków na różnych etapach rozwoju. Takie podejście pomaga im “w przeżywaniu swojej seksualności oraz partnerstwa w sposób satysfakcjonujący i odpowiedzialny. Te umiejętności są też niezbędne w celu ochrony przed potencjalnymi czynnikami ryzyka”.

W dokumencie czytamy, że tylko tak pojmowana edukacja seksualna “zapewnia dzieciom i młodym osobom bezstronne, zgodne pod względem naukowym informacje dotyczące wszystkich aspektów seksualności, a równocześnie pomaga im rozwinąć umiejętności radzenia sobie z tymi informacjami”(s.5).

Mity o standardach edukacji seksualnej WHO

Standardy prowadzą do wczesnej „seksualizacji” dzieci

Wszystkie osoby rodzą się jako istoty seksualne i rozwijają swój potencjał seksualny w ten czy w inny sposób. Edukacja seksualna pomaga w przygotowaniu młodych ludzi do życia, a zwłaszcza do zbudowania i utrzymania satysfakcjonujących związków, a także przyczynia się do rozwoju osobowości i samookreślenia (s. 22).

Holistyczne podejście do edukacji seksualnej zakłada, że nie powinna ona dotyczyć tylko sfery fizycznych i emocjonalnych kontaktów seksualnych z innymi osobami.  “Od momentu urodzenia dzieci uczą się wartości i przyjemności wynikających z kontaktów cielesnych, ciepła i bliskości. Później uczą się rozróżniać mężczyzn i kobiety, a także serdecznych przyjaciół i obcych. Kwestia polega zatem na tym, iż od momentu urodzenia rodzice (w szczególności) przekazują swoim dzieciom informacje dotyczące ludzkiego ciała i intymności. Innymi słowy angażują się i są włączeni w proces edukacji seksualnej” (s.13).

Dzieci od urodzenia eksplorują swoje ciało. Zajmują się wszystkimi jego częściami: rękami, nogami, genitaliami. Dotykanie genitaliów jest przejawem prawidłowego rozwoju psychoseksualnego dziecka. Małe dzieci uczą się ciała, porównują swoje ciało z ciałem rodziców i innych dzieci, prezentują swoje narządy płciowe innym osobom. Pytania o seksualność pojawiają się już około 3 roku życia, kiedy dziecko dostrzega różnice między kobietami i mężczyznami. Wtedy też zaczyna rozwijać swoją tożsamość płciową. Ważne jest to, by odpowiednio na te pytania reagować.

Autorzy standardów edukacji seksualnej podkreślają, że informacje na temat seksualności i seksu, które trafiają do dziecka muszą być dostosowane do jego/jej wieku i poziomu rozwoju psychicznego. Inaczej odpowiemy na pytanie 3, 6, 8 i 10 latkowi. Jak dokładnie odpowiadać? Tej informacji nie znajdziemy w dokumencie. Znajdziemy natomiast informację o tym, które zachowania są prawidłowe na określonym etapie rozwoju, z czego wynikają i z jakimi wiążą się emocjami oraz w jakim wieku dzieci i młodzież powinny zdobyć wiedzę o określonych zagadnieniach. Matryce zawierające te dane  prezentują również wartości i przekonania, które mogą z tej wiedzy wynikać dla młodej osoby.

Jedną z rekomendacji dla osób zajmujących się edukacją seksualną dzieci i młodzieży jest to, żeby dostarczać młodym ludziom wiedzy na temat określonych zjawisk, jeszcze zanim wystąpią one u konkretnej osoby. Dobrym przykładem jest miesiączka, owłosienie łonowe, czy mutacja: dziecko ma prawo wiedzieć, czego może się spodziewać po swoim ciele w najbliższym czasie. Ta wiedza pozwala na psychiczne przygotowanie się na nadchodzące zmiany.

WDŻ wystarczy, tam dzieci dowiadują się wszystkiego, co muszą wiedzieć

Podstawa programowa Wychowania do Życia w Rodzinie nie wywiązuje się z co najmniej trzech ujętych w standardach kwestii, mianowicie: akceptacja różnorodności, wolność od ideologii oraz zgodność z obecnym stanem wiedzy naukowej.

W standardach WHO szczególny nacisk kładzie się na kompetencje nauczycieli.

Kompetentny nauczyciel musi być przeszkolony w zakresie edukacji seksualnej, ale powinien być także otwarty w stosunku do swoich uczniów i posiadać wysokiego stopnia motywację, by uczyć. Nauczyciele powinni głęboko wierzyć w przedstawione zasady dotyczące edukacji seksualnej (…). Nauczyciele powinni konsekwentnie stosować neutralny język w sytuacjach, kiedy omawiają zagadnienia dotyczące seksu, aby nie obrażać uczniów, a także respektować ustanowione przez nich granice. W trakcie zajęć z edukacji seksualnej nauczyciele powinni zarówno uwzględniać prawa człowieka, jak i akceptować różnorodność – w ten sposób edukacja seksualna będzie rozumiana jako edukacja w obszarze praw człowieka i różnorodności (s.31).

Edukacja seksualna według standardów uczy homoseksualizmu

Homoseksualizm został wykreślony z klasyfikacji zaburzeń psychicznych Amerykańskiego Towarzystwa Psychiatrycznego (DSM). Homoseksualizmem nie można się zarazić, nie można się go też nauczyć. W świetle aktualnej wiedzy naukowej, orientacja seksualna rozwija się już w fazie prenatalnej, jest on cechą wrodzoną i niepolegającą świadomemu wyborowi. Edukacja seksualna oparta na standardach uczy akceptacji homoseksualizmu, jako przejawu różnorodności.

W świetle statystyk dotyczących depresji i myśli samobójczych wśród nastolatków LGBT+ (aż 63% młodzieży miało myśli samobójcze) doniesień o udanych próbach samobójczych (głośna sprawa Kacpra z Gorczyna) oraz dyskryminacji i agresji wobec młodych osób LGBT+ ze strony rówieśników (44% doświadczyło przemocy w szkole), lekcje na temat akceptacji różnorodności i praw człowieka wydają się koniecznością.

W standardach czytamy, że celem poruszania tematu homoseksualizmu na lekcjach edukacji seksualnej jest wykształcenie w uczniach postawy “akceptacji, szacunku i rozumienia różnorodności w odniesieniu do seksualności i orientacji seksualnej (seks powinien odbywać się za zgodą obu osób, być dobrowolny, równy, stosowny do wieku i kontekstu, zapewniający szacunek dla samego siebie)” (s.47). Zmiana orientacji seksualnej uczniów i uczennic nie jest uwzględniona w omawianym dokumencie.

Zobacz też: Jedno samobójstwo to tragedia aż 135 osób. Zwykle można jej zapobiec

Jak wygląda edukacja seksualna w innych krajach Europy?

Sposób wykorzystania standardów zależy w dużej mierze od tego, w jaki sposób edukacja seksualna jest zorganizowana i prowadzona. Różnice pomiędzy poszczególnymi krajami europejskimi są ogromne, choćby biorąc pod uwagę wiek uczniów: w Portugalii edukację seksualną zaczyna się w wieku 5 lat, w Hiszpanii, Włoszech i na Cyprze w wieku 14 lat. W Szwecji edukacja seksualna jest przedmiotem obowiązkowym, w Niemczech nie.

W dokumencie WHO wyznaczone są jedynie ramy, szczegółowy program nauczania wymaga dostosowania do konkretnego kontekstu społeczno-kulturowego. Wspomniane matryce pełnią rolę bazy, na podstawie której można stworzyć plan nauczania, uwzględniając potrzeby określonego społeczeństwa, czy konkretnej grupy młodzieży, która ma uczestniczyć w zajęciach.

*Cytaty pochodzą z wypowiedzi polityków publikowanych w mediach

Zobacz też: Skarga Ordo Iuris na wątek homoseksualny w kreskówce Harmidom

Olga Plesińska

Bioetyk, dziennikarka. W wolnym czasie dużo czyta, najchętniej z kotem na kolanach, jeździ na wrotkach i fotografuje.

Nie bójmy się menopauzy

M jak menopauza
Menopauza to ustanie miesiączkowania w wyniku nieodwracalnej utraty aktywności jajników. – Fot. Pixabay

Menopauza. Ciągle temat tabu w naszym kraju, chociaż to naturalna faza cyklu życia. Objawy towarzyszące mogą być uciążliwe, jednak wcześniejsze zadbanie o siebie może je zmniejszyć lub zupełnie wyeliminować.

Menopauza to ostateczne ustanie miesiączkowania w wyniku nieodwracalnej utraty aktywności jajników. Jest to ostatnia w życiu kobiety miesiączka, po której nie obserwujemy krwawienia przez kolejne 12 miesięcy. Średni wiek to 50 – 52 lata, ale wczesna menopauza u kobiet około 45 roku życia, występuje u prawie 10% kobiet.

Zobacz też: Wypadanie włosów. Problem mężczyzn i kobiet. Jakie mogą być przyczyny?

Tyle statystyka, jednak kobiety bardziej interesuje indywidualna strona tego etapu. Poznanie własnego ciała, odpowiednie badania czyli przede wszystkim wiedza, pozwolą na przejście menopauzy bez objawów uprzykrzających życie takich jak: uderzenia gorąca, brak snu, depresja czy inne  dolegliwości. Właśnie ukazały się dwie książki na ten temat.

„Czy mnie się wydaje, czy tu jest bardzo gorąco. Nie bój się menopauzy” napisały dwie Hiszpanki, dziennikarki, – Charo Izquierdo i Laura Ruiz de Galarreta.

„Pora, by każdy z nas zrozumiał, że nic złego się z nami nie dzieje i nie jesteśmy histeryczkami. Każdą z nas czeka nowe życie. Owszem, czasem może być wyzwaniem, ale za to otworzy przed nami bramy do niepowtarzalnego okresu dojrzałości i bogactwa przeżyć. I nie jest to pocieszenie, ale prawda. Bo podczas menopauzy można cieszyć się życiem” – piszą. Nic dodać, nic ująć, chociaż zamiast „można”, zamieniamy na „trzeba” lub „powinnyśmy”. To poradnik, w którym kobiety dowiedzą się, że menopauza nie wiąże się z podupadaniem na zdrowiu, chociaż „profil zdrowotny ulega pewnym zmianom”, tylko z zawirowaniem hormonalnym, które przy odpowiednim podejściu i przy właściwej wiedzy, można uspokoić. Jak się odżywiać, dlaczego warto się ruszać i uprawiać seks, a nie warto pić alkoholu, zbyt dużo kawy i palić papierosów. I jak powtarzają autorki – brak menstruacji nie oznacza starości i końca życia.

Zobacz też: Ciemna strona kawy

„Menopauza. Zmiana na lepsze” to poradnik, który został napisany przez Henpicked, internetową społeczność brytyjskich kobiet. Wykorzystano w nim porady i informacje uzyskane od ekspertów w dziedzinie zdrowia kobiet oraz menopauzy. Jak piszą autorki – „naszym celem jest obiektywne przedstawienie szerokiego wachlarza opcji i opinii. Wybór należy do ciebie i gorąco zachęcamy, abyś dodatkowo poszerzyła wiedzę na wszystkie tematy, które cię zainteresują. Opinie i porady poszczególnych ekspertów mogą się niekiedy różnić – to ty musisz zdecydować, którą drogę wybrać”. Co to znaczy? Czytelniczki tej książki (podobnie jak poprzedniej) poznają różne rodzaje wsparcia – od HTZ (hormonalna terapia zastępcza) po naturalne metody – i dzielą się swoimi doświadczeniami. Wiadomo – w grupie raźniej.

Iza Farenholc

Dziennikarka i redaktorka. Pracowała jako redaktor naczelna w magazynie dla rodziców Gaga oraz współpracowała m.in. z magazynami Zwierciadło, Twój Styl, Sens, Glamour - materiały psychologiczne, recenzje książkowe, muzyczne i filmowe, wywiady, reportaże z podróży.