Przejdź do treści

Szczęście – a może starasz się ZA BARDZO? 5 wskazówek, jak złapać równowagę

Któż z nas nie dąży do upragnionego szczęścia. Dla każdego zapewne oznacza to co innego, ale większość osób widzi je w kategoriach perfekcji. Idealny stan zdrowia, perfekcyjna praca, niepowtarzalny związek, cudowne życie towarzyskie. A może chcemy za bardzo?

Psycholog dr Meg Arroll podkreśla, że zbyt mocne koncentrowanie się na szczęściu samym w sobie, może paradoksalnie prowadzić do „braku satysfakcji, frustracji, czy nawet depresji” – mówi.  Zaznacza też, że nakładamy na siebie zbyt wiele presji i w pędzie po cel zwany „szczęściem” właśnie, nie zauważamy piękna, które dzieje się na co dzień. Nie umiemy cieszyć się życiem. „Bycie szczęśliwym stało się kolejną rzeczą na liście spraw do odhaczenia. Problem polega na tym, że szczęście nie jest czymś, co po prostu możemy zrobić, jest to produkt uboczny wszystkich innych pozytywnych działań” – słowa ekspertki cytuje „Daily Mail”.

Co pomoże nam poczuć więcej szczęścia w życiu? Psycholog podaje kilka ważnych wskazówek:

1. Czasami prostota jest najlepsza

Znajdź przyjemność w codziennych czynnościach. To najprostsze rzeczy potrafią dać najwięcej szczęściach – czas spędzany z najbliższymi, cieszenie się wieczornym spacerem, śmiech, czy opieka nad ukochanym zwierzakiem. Niby proste i „zwykłe” zadania, a jakże wiele sensu nadają codzienności.

2. Zadbaj o odpowiedni poziom witamin

Szczególnie istotny jest w tym kontekście poziom witaminy D. Jej niedobór może prowadzić do obniżenia nastroju, a niestety niski poziom tej witaminy jest wręcz wpisany w nasz klimat. Suplementacja jest bardzo ważna zwłaszcza zimą i jesienią, kiedy brakuje nam słońca. Latem starajmy się więc jak najwięcej korzystać z uroków naturalnej „ładowarki”, ale porozmawiajmy też z lekarzem lub farmaceutą o specyfikach, które mogą dodatkowo pomóc.

3. Weź urlop od komórki

Nie chodzi tu tylko o kontakt telefoniczny. Współcześnie komórka to przeważnie nasze „centrum dowodzenia wszechświatem” i źródło dostępu do przeróżnych aplikacji. Nieraz są one nie tylko rozrywką, ale też powodem do niepokojów, pojawienia się całej masy wątpliwości i obniżenia poczucia własnej wartości. Oglądając zdjęcia znajomych, czy fit modelek po imponujących przemianach, porównujemy się. A nie o to chodzi, bo bardzo trudno jest wtedy uciec od myśli: „tyle muszę w sobie zmienić”. Przerwa pozwoli na nowo skoncentrować się na sobie i znaleźć własny punkt odniesienia.

4. Bądź tu i teraz

Stało się to niezwykle popularne w ostatnim czasie stwierdzenie. Nie bez przyczyny, bowiem techniki mindfulness niosą za sobą wiele benefitów, także zdrowotnych. Pomagają poprawić obniżony nastrój, są sposobem na lepsze radzenie sobie z lękiem i stresem. Dają też przestrzeń na znalezienie w sobie kompasu – co jest DLA MNIE ważne, co JA chcę robić, jak JA się czuję. Goniąc za wyobrażeniem szczęścia nie zawsze zadajemy sobie pytanie, czy jest to rzeczywiście nasze pragnienie, czy tylko stworzona na potrzeby otaczającego nas świata mrzonka. Nic dziwnego, że trudno jest nam wtedy mówić o sobie „szczęśliwi”.

5. Małe cele

Wielu z nas ma wielkie marzenia, które wymagają nieraz miesięcy i lat starań. Jest to piękne, bo stanowi wskazówkę, w którą stronę podążać. Ważne jednak, by po drodze stawiać sobie mniejsze cele – o określonym czasie realizacji, konkretne, realne do wykonania i takie, których osiągnięcie możemy łatwo ocenić. Ich spełnienie będzie dawało nam poczucie, że nie stoimy w miejscu, pozwoli nie stracić dodatkowej motywacji i da frajdę z codzienności.

Łatwym do wyobrażenia przykładem jest zgubienie wagi. Jeśli naszym celem jest 25 kilogramów w ciągu roku, a po miesiącu zmagań ze sobą zobaczymy spadek 2 kilogramów, to nic dziwnego, że w perspektywie kolejnych 11 miesięcy może wydać się to nam frustrujące. Jeśli jednak spojrzymy szerzej, to każdy kolejny miesiąc z minus dwoma kilogramami oznacza tak naprawdę znakomitą realizację długoterminowego planu. Czemu więc nie podzielić go na mniejsze odcinki, z których każdy stanie się sukcesem, da kopa do dalszej walki i okazję do doceniania siebie?! 2 kg w miesiąc są zdecydowanie bardziej dostępne naszym wyobrażeniom, niż 30 kg w rok.

Stwórzmy sami sobie warunki do radości i poczucia szczęścia – mamy w tym ogromny udział.

Inspiracja: „Daily Mail”

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

Rok w ogrodzie czyli sposób na codzienną medytację

Rok w ogrodzie czyli sposób na codzienną medytację
Życie w harmonii z przyrodą sprzyja wyrwaniu się z uporczywego kołowrotka niechcianych myśli. – Fot. Pixabay

W dzisiejszych zabieganych czasach, kiedy godziny uciekają zdecydowanie za szybko, ogrodnictwo staje się jednym z zajęć, które choć trochę pomaga spowolnić ten zbyt szybki rytm. Grzebanie w ziemi    i czekanie na pojawienie się pierwszych oznak wiosny to nic innego jak rodzaj medytacji. I uprawia ją coraz więcej ludzi.

Szukamy sposobów na szczęście. Życie w harmonii z przyrodą sprzyja wyrwaniu się z uporczywego kołowrotka niechcianych myśli. Nieważne, czy mamy pod opieką ogród czy kilka doniczek na parapecie okiennym. W Stanach całe ekologiczne ogrody powstają na dachach apartamentowców lub domów, każdy kawałek trawnika wykorzystuje się do hodowania warzyw, owoców i kwiatów.

Zobacz też: Potrzebujesz wyciszenia? Postaw na odpoczynek w Manor House SPA

Zapomnieć o chorobie

Książka „Rok w ogrodzie” to nie tylko przewodnik po tym, jak zaplanować sobie sadzenie, pielęgnowanie i zbieranie, ale przepiękna opowieść o pasji.

Autor opowiada o projekcie, który stworzył dla londyńskiego centrum opieki onkologicznej Maggie’s Centre i pisze o tym, jak bardzo ekscytująca była to praca dla kogoś, kto tak jak on, wierzy w uzdrawiającą moc ogrodów i ogrodnictwa. Cytuje słowa jednej z pacjentek: „gdy dowiesz się, że masz raka, liczy się każda chwila.

Schwytać te chwile w kwiatach magnolii, których w przyszłym roku możesz już nie zobaczyć, natknąć się na niesiony wiatrem aromat mięty gniecionej w palcach – to wszystko staje się coraz bardziej pełne znaczenia”.

Te spotkania z pacjentami centrum, wzmocniły przekonanie Pearsona, że intymność, zmysłowość i sanktuarium ogrodu są kluczem do stworzenia poczucia dobrostanu, a silna więż z naturą może przynieść wielkie korzyści.

Zobacz też:Jak znaleźć szczęście? Radzi guru gwiazd

Sposób na codzienną medytację

Pod koniec tego miesiąca (marca) przestawimy zegarki, dzięki czemu ponurość dni łagodzi dodatkowa godzina na prace w ogrodzie . Nagle wszędzie widać życie: blade pierwiosnki bezłodygowe na zboczach i zapach fiołków schwytany na chwilę w cieple pierwszych wiosennych promieni słońca. Nie daj się jednak zwieść – marzec to miesiąc przeciwieństw”. Czy to nie czysta poezja?

Tak, musimy jeszcze moment poczekać na wiosnę, ale możemy już zaczynać pierwsze prace z pomocą tego podręcznika autorstwa Dana Pearsona. Uznany brytyjski architekt krajobrazu, publikuje w takich gazetach jak The Times, The Observer czy Daily Telegraph, a jego programy o ogrodnictwie zna cały świat. Jak sam mówi, spędzanie czasu w ogrodzie to czysty powrót do dzieciństwa i pewnego rodzaju sanktuarium – łączy przeżycia duchowe z fizycznymi. Warto spróbować!

Wydawnictwo Literackie

Iza Farenholc

Dziennikarka i redaktorka. Pracowała jako redaktor naczelna w magazynie dla rodziców Gaga oraz współpracowała m.in. z magazynami Zwierciadło, Twój Styl, Sens, Glamour - materiały psychologiczne, recenzje książkowe, muzyczne i filmowe, wywiady, reportaże z podróży.

Najzdrowszy produkt na świecie

Najzdrowszy produkt na świecie
Za najbardziej zdrowy uważa się miód manuka. – Fot. Pixabay

Aby wyprodukować łyżkę miodu, 12 pszczół musi pracować całe swoje życie (ponad miesiąc). To dlatego weganie rezygnują z jego jedzenia, chociaż być może nie wiedzą co tracą. Miód jest najzdrowszym naturalnym produktem na naszej planecie.

Badania naukowe potwierdzają, że miód zabija bakterie, wirusy i grzyby, obniża cholesterol oraz likwiduje stany zapalne – skład oraz wartości odżywcze zależą od liczby pszczół, które przekazują sobie nektar. Co jeszcze ma w sobie? Wiele witamin z grupy B, magnez, wapń i potas, dzięki czemu zapobiega przeziębieniom i wspomaga system odpornościowy.

To jednak, co możemy znaleźć na półce sklepowej bardzo różni się od tego, co „produkują” pszczoły. Producenci i dystrybutorzy miodu na całym świecie chcą sprzedawać dużo i mają swoje sposoby na powiększenie zysków. Badania wykazują, że miód pomaga zwalczyć objawy alergii nawet o 60 % – musi jednak być ekologiczny, czyli wolny od wszelkich zanieczyszczeń.

Zobacz też: Brudna 12 czyli co kupować w zieleniaku w 2019 roku

Najzdrowszy produkt na świecie

Większość miodu na sklepowych półkach nie ma nic wspólnego z prawdziwym, zdrowym produktem. To, co kupujemy, to czysty cukier, a ci, którzy go wytwarzają, otwarcie przyznają, że nie zawiera on żadnych wartości odżywczych oraz pyłków. Głównie z powodu braku pyłków ma dłuższą datę przydatności do spożycia i trudno zweryfikować, skąd pochodzi.

Klienci chętniej go kupują, bo jest przejrzysty i ma odpowiednią, płynną konsystencję przez cały czas. Co jest dodawane do takiego produktu? Przede wszystkim sztuczne słodziki, syrop kukurydziany lub ryżowy. Miód sprowadzany z Chin może zawierać antybiotyki.

Na szczęście na naszym rynku możemy znaleźć ten cud natury, musimy tylko wiedzieć, jak rozpoznać prawdziwy. Przede wszystkim kupujmy miód od ekologicznych dostawców, w ekologicznych sklepach, z odpowiednim certyfikatem – zapewnienia pana pszczelarza na ryneczku nic nie znaczą. Miód bez dodatków jest mętny i w temperaturze pokojowej – ma stałą konsystencję.

Zobacz też: Dieta, która pomoże nam zakwitnąć na wiosnę!

Który najzdrowszy?

Za najbardziej zdrowy uważa się miód manuka. Pochodzi z Nowej Zelandii, zawiera olbrzymie ilości methylglyoxalu (związek organiczny, uczestniczący w budowie komórek ).

Już w XIX wieku naukowcy odkryli jego antybakteryjne właściwości – uznawany jest za naturalny antybiotyk. Leczy zakażenia, niegojące się rany, odmrożenia, wpływa korzystnie na pracę przewodu pokarmowego, jest niezastąpiony w leczeniu przeziębień i grypy.

Łyżka ekologicznego miodu zjedzona po obiedzie – jeśli lubimy zjeść coś słodkiego – będzie idealna, ale nie przesadzajmy z ilością, bo nie da się ukryć, że miód to jednak cukier.

Źródła:

https://www.webmd.com

https://www.institutefornaturalhealing.com

http://wcinaj-miod.pl/

Iza Farenholc

Dziennikarka i redaktorka. Pracowała jako redaktor naczelna w magazynie dla rodziców Gaga oraz współpracowała m.in. z magazynami Zwierciadło, Twój Styl, Sens, Glamour - materiały psychologiczne, recenzje książkowe, muzyczne i filmowe, wywiady, reportaże z podróży.

Dlaczego zdecydowałam się na dziecko? Z pamiętnika młodej mamy

Dlaczego zdecydowałam się na dziecko?
W zależności od dnia tygodnia spacerujemy po osiedlu, idziemy po zakupy lub wsiadamy do autobusu i jedziemy na zajęcia – fot. Fotolia

Nigdy nie marzyłam o tym, aby zostać mamą. Wręcz przeciwnie – kojarzyło mi się to z niewolą domową, wiecznym niewyspaniem, ciągle płaczącym niemowlakiem i odmóżdżoną matką-wariatką. Zero radości z życia oraz wizji „lukrowanego” macierzyństwa. Nie marzyłam o słodkim dzidziusiu, a do dzieci koleżanek uśmiechałam się z obowiązku, aby świeżo upieczonym mamusiom nie było przykro. Obecnie jestem mamą 6-miesięcznej córeczki Larysy i stwierdzam, że bycie mamą wcale nie jest takie złe!

Pewnego dnia koleżanka zapytała mnie: – Jak się czujesz w roli mamy? – Dobrze, dziękuję – odpowiedziałam bez namysłu.

To z pozoru proste pytanie i moja grzecznościowa odpowiedź dały mi wiele do myślenia. Otóż, ja się wcale nie czuję! Nie czuję się matką, ale bardziej jak ktoś, kto dostał pod opiekę niemowlę i zajmuje się nim teraz przez 24 godziny 7 dni w tygodniu. Bycie mamą to nie jest jednorazowy akt, to jest długi proces stawania się, dzień po dniu.

Jak to się stało, że pomimo niechęci do dzieci zaszłam w ciąże i urodziłam dziecko? Chciane, planowane i kochane. Bez namawiania, nacisków rodziny (które oczywiście były, ale nie miały wpływu na moją decyzję), tykania zegara biologicznego itp.

Zobacz też: Rodzic idzie do lekarza, czyli kilka słów o zgubnych skutkach pośpiechu

Dlaczego zdecydowałam się na dziecko?

W pewnym momencie poczułam, że nadszedł TEN czas. Najlepszy na dziecko.

Czerpię z życia pełnymi garściami – pracuję, podróżuję, czytam książki (nałogowo), ćwiczę fitness (czasami), mam grono oddanych przyjaciół. W zeszłym roku wyszłam za mąż za Mariusza, którego znam od 10 lat; właśnie kupiliśmy własne mieszkanie na kredyt. Idealny moment.

Z drugiej strony – trudne relacje rodzinne, choroby i problemy finansowe. Każdy ma swoje ciemne strony i zakamarki, w które nie chce wpuszczać najbliższych.

Zapadła decyzja na TAK. Chcemy mieć dziecko. Chcę doświadczyć w życiu wszystkiego co jest potencjalnie dobre, a posiadanie dziecka takie jest; mimo wielu trudności i niedogodności po drodze. To stworzenie nowego człowieka. No i ta ciekawość jak wymieszają się nasze geny.

Teraz siedzę u ulubionej kawiarni na osiedlu „Słodkie Chwile”. Dziecko śpi smacznie w wózeczku, a ja piję ciepłą kawę i jem pyszne ciasto. Wzięłam ze sobą książkę „Mama wraca do pracy” Adeli Prochyry i najnowszy numer „Polityki”. Cudowne, spokojne chwile.

Przedtem byłam na spacerze dookoła pobliskiego jeziorka i obchodzie ulubionych miejsc na osiedlu, czyli żłobka i przedszkola. Od kiedy mam własne dziecko to lubię patrzeć na inne dzieci, aż sama się sobie dziwie, bo nigdy przedtem najmłodsi nie budzili we mnie takich emocji.

Jakiś czas temu poszłam na pocztę odebrać awizo. Przed wejściem stał wózek dziecięcy. Sam. Odruchowo zajrzałam do środka, aby zerknąć na dzidziusia śpiącego w środku. Po chwili z budynku poczty wybiegła zaniepokojona kobieta z pytaniem: – Co się stało? Czy obudził się?

Zawstydzona uśmiechnęłam się i odparłam, że nic. Chciałam tylko popatrzyć na dzidziusia – pomyślałam.

Zobacz też: A może by tak wyjść bez dziecka? „Ruszyliśmy bez obaw. Niesłusznie, oj jak niesłusznie…”

Jak wygląda mój dzień z dzieckiem?

To zależy od dnia tygodnia. We wtorki chodzimy na pilates do „Mama Ćwiczy”; klubu fitness na Kabatach, gdzie ja ćwiczę, a córeczka bawi się w sali obok pod okiem animatorki. W środy do Multikina na seanse dla mam z dziećmi. Czwartek to dzień w muzeum, dzięki darmowym wejściom zwiedziłyśmy m.in. Zachętę, Polin, Muzeum Etnograficzne i Pałac w Łazienkach. W piątki chodzimy na gordonki, zajęcia umuzykalniające dla najmłodszych, do Domu Kultury Kadr na Mokotowie oraz na kurs Pozytywnej Dyscypliny do Służewskiego Domu Kultury (aby przygotować się na tzw. bunt dwulatka i inne wyzwania rodzicielskie). Weekend spędzamy wspólnie z mężem na wizytach u rodziny i znajomych oraz spacerach po Warszawie z przewodnikiem.

Jak widać nasz każdy dzień, oprócz poniedziałku, jest zaplanowany i wypełniony ciekawymi zajęciami. Czy jest to potrzebne dziecku? Nie wiem. Na pewno jest to niezbędne mi. A dziecko nie narzeka, śpi w wózku kołysane spacerem niezależnie gdzie pójdziemy, lub z ciekawością rozgląda się dookoła. Zauważyłam, że córeczka jest o wiele spokojniejsza i mniej płacze, gdy wyjdziemy z domu; zaś ja jestem o niebo szczęśliwsza, gdy mogę uczestniczyć w zajęciach, robić coś konstruktywnego i spotkać się z innymi ludźmi.

A jak wygląda szara codzienność?

Każdego dnia przy dziecku trzeba wykonać szereg powtarzalnych czynności higienicznych, takich jak karmienie, przewijanie, mycie.

Rano wstajemy zwykle ok. godz. 6.00, czasami jest to 5.00, czasami 7.00, w zależności od „humoru” małego lokatora, który codziennie rano radosnym marudzeniem oznajmia mi, że się wyspał. Po przywitaniu i porannym obchodzie mieszkania, odkładam córeczkę na matę lub do bujaczka, a sama szybko ubieram się, ogarniam i szykuje śniadanie dla nas.

Po posiłku biorę wózek i wychodzimy z domu. W zależności od dnia tygodnia spacerujemy po osiedlu, idziemy po zakupy lub wsiadamy do autobusu i jedziemy na zajęcia – pilates, gordonki, do kina lub muzeum itd. Wracamy do domu ok. godz. 14:00 i czekamy, aż tatuś wróci z pracy. W międzyczasie karmię i przewijam dziecko.

W większości miejsc do których chodzę, jest dobra infrastruktura pro-dzieciowa, typu przewijak w toalecie, a w niektórych centrach handlowych takich jak Galeria Mokotów, Arkadia lub Blue City znajduje się nawet specjalny pokój dla matki z dzieckiem, gdzie można podgrzać butelkę z mlekiem w podgrzewaczu, obiadek w mikrofalówce, oraz nakarmić dziecko piersią w wygodnym fotelu.

Popołudnia spędzamy razem z tatą, w trójkę bawimy się, jemy obiad i oglądamy telewizję. Od czasu do czasu wychodzę sama z domu na dwie godziny do dentysty lub kosmetyczki. Czasami odwiedza nas babcia i pomaga przy dziecku.

O godz. 19:00 rozpoczynamy wieczorny rytuał – kąpiel, masaż oliwką i karmienie. O 20:00 dziecko zwykle już śpi w swoim łóżeczku. Wtedy mamy czas dla siebie, choć zazwyczaj nie trwa on długo, bo zaraz po 21:00 zbieram się do łóżka, gdzie czytam przed snem.

Weekendy wyglądają inaczej. Uwielbiam sobotnie i niedzielne poranki, ponieważ mąż wstaje wtedy rano razem z córeczką  i zabiera ją do drugiego pokoju, więc ja mogę wyspać się bez przeszkód, a następnie wziąć długą kąpiel, na co brakuje mi czasu w tygodniu.

Zobacz też: Podróż z dzieckiem. „Odkąd N. jeździ z nami bierzemy ze sobą kosmiczną ilość walizek”

Czy żałuję zostania mamą?

Na pewno nie! Pomimo ciężkich chwil, frustracji brakiem ciszy i spokoju, mocno ograniczonego czasu dla siebie; dziecko daje coś ważniejszego – sens istnienia i powrót do pierwotnych małych radości oraz zabawy.

Nie czuję się typową mamą, nie jestem kurą domową, nie spędzam czasu jedynie na bezcelowych spacerach i niańczeniu dziecka. Mam własne zainteresowania i pasje, dużo czytam i myślę o powrocie do pracy. Dziecko nie zabrało mi nic z siebie, a dało dużo od siebie. Kocham je i kocham cała moją trzy osobową rodzinę.

Mam nadzieję, że zawsze będziemy tacy szczęśliwi w naszej małej codzienności. 

Alina HRabina

Zawodowo związana z branżą HR. Obecnie na urlopie macierzyńskim. Mieszka w Warszawie, ale chętnie odbywa podróże małe i duże.

Dieta dla mózgu

Dieta dla mózgu
Spożywanie śmieciowego jedzenia może spowodować trwałe zmiany w mózgu. – Fot. Pixabay

Mózg nie wie, co to odpoczynek, pracuje 24 godziny na dobę, nawet wtedy, kiedy śpimy. Aby mógł dobrze funkcjonować, potrzebuje odpowiedniego „napędu”, który pozyskuje z pożywienia. Warto zadbać o odpowiednią dietę dla naszego systemu zarządzania. 

To, co wkładamy do ust, skutkuje tym, w jaki sposób pracuje nasz mózg i wpływa na nasz nastrój. Nie da się ukryć, że najlepiej nam się wiedzie – mentalnie i fizycznie – kiedy jedzenie, które spożywamy jest wysokiej jakości, napakowane witaminami, minerałami i antyoksydantami.

To właśnie te elementy sprawiają, że mózg najlepiej funkcjonuje, a wymienione składniki chronią go przed stresem oksydacyjnym – stanem zakłóconej równowagi wolnych rodników, który upośledza usuwanie ich z organizmu. Jednym słowem, jeśli organizmowi brakuje tych elementów, detoksykacja i naprawa powstałych szkód jest niemożliwa.

Złe jedzenie, złe myślenie

Nie da się ukryć, że spożywanie śmieciowego jedzenia może spowodować trwałe zmiany w mózgu –nie ma on zbyt dużych możliwości pozbywania się substancji, które mu dostarczamy z kolejnym plastikowym hamburgerem.

Dieta z dużą zawartością rafinowanego cukru jest bardzo szkodliwa dla mózgu – nie tylko może spowodować zaburzenia przemiany insuliny, ale także skutkować rozwijaniem się stanów zapalnych. Wiele badań dowodzi, że ilość cukru w diecie wpływa znacząco na pracę mózgu – może powodować choroby psychiczne, takie jak na przykład depresja.

Zobacz też: Zdrowa, roślinna i niebanalna. Poznaj dietę wege!

Jak to działa?

Serotonina jest neurotransmiterem, który reguluje sen i apetyt, wpływa na nasz nastrój i zarządza bólem. Około 95% przewodu pokarmowego wyłożone jest setkami milionów komórek nerwowych lub neuronów, dlatego to co jemy, wpływa nie tylko na trawienie, ale także na zarządzanie emocjami.

Jeśli dodamy do tego jeszcze to, że na prawidłowe funkcjonowanie serotoniny wpływają także miliony dobrych bakterii, które chronią jelita przed „złymi” bakteriami, zapobiegają zapaleniom, poprawiają wchłanianie substancji odżywczych i aktywują neuronowe połączenia pomiędzy jelitami i mózgiem – to zdajemy sobie sprawę, jak ważne jest „zarządzenie” naszym przewodem pokarmowym.

Dieta dla mózgu

Oto menu dla mózgu – okazuje się, że dieta „mózgowa” korzystna jest także dla serca i naczyń krwionośnych. Warto włączyć te produkty do codziennego jadłospisu – na efekty nie trzeba czekać długo.

Zielone warzywa – liściaste, zielone warzywa takie jak: szpinak, kapusta, brokuły są bogate w składniki odżywcze takie jak: witamina K, luteina, kwas foliowy i beta karoten. Badania wskazują, że dieta roślinna opóźnia procesy starzenia mózgu.

Ryby – tłuste, morskie ryby są bogatym źródłem kwasów omega 3 – zdrowych, nienasyconych tłuszczów, które obniżają poziom białka amyloid-beta 42 (odpowiedzialne za tworzenie złogów, które przyczyniają się do choroby Alzheimera). Spróbuj włączyć rybę do swojego menu przynajmniej 2 razy w tygodniu. Wybieraj niehodowlane, bez rtęci – łosoś, dorsz, tuńczyk (może być w puszce, bez oleju). Jeśli nie lubisz ryb, wybierz suplement omega 3 dobrej jakości lub jego roślinne zamienniki takie jak siemię lniane, awokado i orzechy włoskie.

Zobacz też: 5 porad dietetyczki: jedzenie, które uczyni cię szczęśliwym

 Jagody – coraz więcej mówi się o flawonoidach, które dotąd postrzegano głównie jako związki spełniające rolę barwników. Jak się okazało, znacząco wpływają one także na pracę mózgu.

Kawa i herbata – kofeina zawarta w tych napojach odpowiada nie tylko za wzrost koncentracji. Badania z 2014 roku wykazały, że osoby, którym podano kofeinę, lepiej radziły sobie z zadaniami logicznymi. Oprócz tego okazało się, że kofeina poprawia pamięć łagodzi ból i napięcie – ponadto wpływa na uwalnianie dopaminy, hormonu odpowiedzialnego za poczucie zadowolenia.

Kiszonki – warto wlączyć je do naszego menu, ponieważ to naturalny probiotyk – zawiera bakterie kwasu mlekowego – substancji, ktora wzmacnia system odpornościowy, reguluje florę bakteryjną w jelitach, wspomaga trawienie, zmniejsza poziom cholesterolu. Kapusta kiszona, ogórki i coraz mniej egzotyczne kimchi powinny pojawiać się codziennie na naszych stołach.

Źródło: Harvard Health Publishing

Iza Farenholc

Dziennikarka i redaktorka. Pracowała jako redaktor naczelna w magazynie dla rodziców Gaga oraz współpracowała m.in. z magazynami Zwierciadło, Twój Styl, Sens, Glamour - materiały psychologiczne, recenzje książkowe, muzyczne i filmowe, wywiady, reportaże z podróży.