Przejdź do treści

„Tato, jak mam…?” – niechciany syn, którego kanał YouTube oglądają miliony

Traumatyczne dzieciństwo Roba Kenneya skłoniło go do założenia kanału na YouTube. Za jego pomocą pomaga dzieciom i nastolatkom potrzebującym wsparcia.

Rob dorastał w latach 70-tych w mieście Bellevue. Doskonale pamięta dzień, w którym jego ojciec oświadczył, że nie chce mieć nic wspólnego ze swoimi dziećmi. „Powiedział: <<Lepiej wykombinujcie, co ze sobą zrobić, bo inaczej oddam was do sierocińca>>” – wspomina Rob po latach. Gdy sam został tatą, postanowił pomóc kilkulatkom i nastolatkom wychowującym się bez ojca. Założył więc kanał „Tato, jak mam…?” („Dad, how do I?”) w najpopularniejszym internetowym serwisie video.

Piękno prostoty

Inicjatywa Roba jest o tyle ciekawa i nietypowa, że w swoich filmikach nie wdaje się w głębokie, psychologiczne przemyślenia na temat roli i obowiązków ojca. Wręcz przeciwnie, siłą nagrań jest prostota ich przekazu. Rob pokazuje przykładowo, jak zawiązać krawat, posługiwać się narzędziami, przetkać zapchany odpływ, właściwie się ogolić, sprawdzić poziom oleju, wymienić koło w samochodzie… niektórzy naśmiewają się z tych instruktarzy, ale każdy świadomy odbiorca prędko zorientuje się, co je łączy. Otóż społecznie utarło się, że to ojciec powinien nauczyć syna, jak wykonywać określone czynności.

Zobacz też: Porażka matką sukcesu! Dlaczego nie chcemy się dzielić tym, co nam nie wyszło?

Nie tylko dzieci

Filmiki Roba w krótkim czasie zyskały ogromną popularność: jego kanał ma już ponad 2 miliony subskrybentów! Oczywiście nie wszyscy widzowie pochodzą z ubogich, rozbitych rodzin. Wręcz przeciwnie, wielu niezaradnych mężczyzn dorastało w zamożnych domach, gdzie proste prace zlecano osobom z zewnątrz. Ponadto Amerykanie ogółem mają opinię – delikatnie mówiąc – mało operatywnych. Bo jaki inny naród trzeba przestrzegać przed tym, że kawa z automatu jest gorąca, a ubrań nie należy prasować bezpośrednio na ciele? Nie bez przyczyny tamtejsze instrukcje obsługi są takie zapobiegliwe.

Pozytywny przekaz

Inicjatywa Boba Kenneya przypadła do gustu także paniom, które z różnych przyczyn muszą zajmować się typowo „męskimi” obowiązkami. W mediach społecznościowych prędko zaroiło się od pozytywnych wpisów na temat kanału. To kolejny przykład na to, że proste pomysły bywają najlepsze, a doznana w przeszłości trauma może doprowadzić do czegoś dobrego, o ile tylko ktoś zechce przekuć swoje trudne doświadczenia w pozytywne działanie.

Zobacz też: Dlaczego tak trudno o ojca w domu? Wyznania pełnoetatowego taty

Źródła: shatteredmagazine.net / popsugar.co.uk / YouTube Dad, how do I?

Bartosz Jaster

Absolwent Uniwersytetu Warszawskiego, pasjonat i badacz historii, miłośnik literatury faktu. Członek Fundacji Rozszczepowe Marzenia, niosącej pomoc dzieciom z wadami wrodzonymi.

Rozwodowe ABC – co zrobić, żeby zakończyć małżeństwo

rozwód czy separacja - ABC
Fot deklofenak/ 123RF

Jak wiele innych życiowych projektów, również małżeństwo nie zawsze jest udane. W takiej sytuacji można zrobić jedno z dwojga: albo coś zmienić w związku, by go uratować (a przynajmniej podjąć starania w tym kierunku), albo się rozstać. Jeśli wiesz już na pewno, że to drugie rozwiązanie jest dobre, przystąp do działania, uwzględniając kilka etapów.

1. Zastanów się: rozwód czy separacja?

Po pierwsze dokonaj wyboru: rozwód czy separacja? Choć ostateczna decyzja należy do ciebie, bo to twoje życie, nie będę kryć, że jestem zwolenniczką rozwodów, czyli radykalnych cięć – bo skoro coś „chrzani” się na tyle, że podejmujecie formalne działania, by to uregulować, raczej nie jest wam już po drodze. Często bywa tak, że separacja – motywowana wolą naprawy małżeństwa – jednak tego celu nie realizuje, a para i tak po jakimś czasie kończy na sali sądowej w sprawie rozwodowej. Po co więc przedłużać agonię i dwukrotnie przechodzić przez sądową traumę?

Rozwód to rozwiązanie małżeństwa przez sąd, skuteczne z chwilą uprawomocnienia się wyroku rozwodowego. Z tą chwilą małżeństwo przestaje istnieć. Rozwód może zostać orzeczony przez sąd, jeżeli nastąpił zupełny i trwały (nieodwracalny) rozkład pożycia, czyli wówczas, gdy zaszły tzw. pozytywne przesłanki rozwodowe. Jednak nawet jeżeli wystąpiły przesłanki rozwodowe (nastąpił zupełny i trwały rozkład pożycia między małżonkami), sąd nie orzeknie rozwodu w następujących sytuacjach (negatywne przesłanki rozwodowe):

  • gdyby wskutek tego orzeczenia miało ucierpieć dobro wspólnych małoletnich dzieci małżonków,
  • jeżeli z innych względów niż dobro wspólnych małoletnich dzieci małżonków orzeczenie rozwodu byłoby sprzeczne z zasadami współżycia społecznego,
  • jeżeli rozwodu żąda małżonek wyłącznie winny rozkładu pożycia, chyba że:
  1. drugi małżonek wyrazi zgodę na rozwód albo
  2. odmowa jego zgody na rozwód jest w danych okolicznościach sprzeczna z zasadami współżycia społecznego.

Rozwiedzeni małżonkowie nie odpowiadają wzajemnie za swoje zobowiązania, tj. te, które powstały już po rozwodzie. W razie śmierci jednego z rozwiedzionych małżonków drugi z nich nie należy do kręgu spadkobierców ustawowych zmarłego.

Separacja to słowo często stosowane w języku potocznym i oznaczające faktyczne rozdzielenie małżonków „od stołu i łoża” – poprzez zaniechanie pożycia małżeńskiego, prowadzenie odrębnych gospodarstw domowych, często również obranie przez każdego z nich odrębnego miejsca faktycznego pobytu. Natomiast separacja jako instytucja prawna oznacza zawieszenie – w wyniku orzeczenia sądowego – niektórych skutków wynikających z zawarcia małżeństwa i powstanie w ich miejsce takich skutków, jakie wiążą się z orzeczeniem rozwodu. Jednak takie orzeczenie sądu nie rozwiązuje małżeństwa, a jego skutek powstaje z chwilą uprawomocnienia się wyroku (bądź postanowienia) separacyjnego.

W wyniku orzeczenia separacji przez sąd małżeństwo nadal istnieje (żaden z małżonków nie może zawrzeć kolejnego małżeństwa), jednak szereg kwestii – głównie majątkowych – jest rozwiązanych w taki sposób, jak gdyby małżeństwo zostało rozwiązane przez rozwód (np. ustaje wspólność ustawowa między małżonkami, małżonkowie nie odpowiadają wzajemnie za swoje zobowiązania, nie dziedziczą po sobie). Z natury separacji wynika ponadto, że jest to stan odwracalny – jeżeli obydwoje małżonkowie wyrażą na to zgodę, sąd orzeka o zniesieniu separacji i z tą chwilą ustają jej skutki.

Separacja może zostać orzeczona, gdy nastąpił zupełny rozkład pożycia, przy czym nie musi on być trwały (nieodwracalny) – są to tzw. pozytywne przesłanki separacyjne. Jeżeli małżonkowie mają wspólne małoletnie dzieci, sąd – nawet jeśli nastąpił zupełny rozkład pożycia – nie orzeknie separacji, jeżeli wskutek niej miałoby ucierpieć dobro tych dzieci albo jeżeli z innych względów orzeczenie separacji pozostawałoby w sprzeczności z zasadami współżycia społecznego (negatywne przesłanki separacyjne). Jeżeli jednak małżonkowie nie mają wspólnych małoletnich dzieci, sąd może orzec separację, jeśli obydwoje wyrażają na to zgodę. Oznacza to, że w takiej sytuacji sąd nie musi już gruntownie badać, czy wystąpiły przesłanki separacyjne (zupełny rozkład pożycia).

Małżonkowie pozostający w separacji nie odpowiadają wzajemnie za swoje zobowiązania. W razie śmierci jednego z małżonków pozostających w separacji drugi z nich nie należy do kręgu spadkobierców ustawowych zmarłego (art. 9351 k.c.).

2. Skonsultuj się z prawnikiem

Nawet jeśli sprawa jest ugodowa i jesteście w stanie wypracować zgodny scenariusz rozwodu, warto skonsultować się z prawnikiem, by – dysponując obiektywną wiedzą i oceną sytuacji –  rozważyć wszystkie za i przeciw planowanych rozwiązań. Rozwód to jedna z ważniejszych życiowych decyzji – tak z psychologicznego, jak i prawnego punktu widzenia. Warunki, na jakich się rozwiedziesz, mogą mieć wpływ na wiele lat naprzód. Skoro konsultujemy się z prawnikiem kupując mieszkanie, biorąc kredyt czy spisując testament, dlaczego nie mielibyśmy tego zrobić w sytuacji rozwodu?

Nie polecam polegania na informacjach, które garściami możemy czerpać z internetu bądź od mniej lub bardziej potrzaskanych w sprawach rozwodowych znajomych – to nie są obiektywne źródła informacji, nie uwzględniają twojej indywidualnej sytuacji, a niejednokrotnie są to po prostu wierutne bzdury, niemające wiele wspólnego z realiami prawnymi i sądowymi. Nie namawiam za wszelką cenę do korzystania z usług pełnomocnika zawodowego do prowadzenia całej sprawy – często nie ma takiej potrzeby. Ale sama konsultacja, której celem jest analiza twojej indywidualnej sytuacji, ma ogromny sens. Dowiesz się dzięki temu czy warto upierać się przy orzekaniu o winie, czy pozostawienie władzy rodzicielskiej nad dzieckiem czy dziećmi po stronie obojga rodziców będzie korzystne, jaka będzie rozsądna wysokość dochodzonych alimentów jak je w razie potrzeby udokumentować, czy kontakty z dzieckiem lepiej uregulować w wyroku czy porozumieniu rodzicielskim, wreszcie jak rozwiązać kwestię podziału majątku. Mając taką wiedzę, możesz w dojrzały sposób podjąć decyzję, na jakich warunkach rozstaniesz się ze współmałżonkiem.

3. A może mediacja?

O mediacjach warto pomyśleć w dwóch sytuacjach:

  1. kiedy są między nami nieporozumienia, które przeszkadzają nam normalnie, czyli harmonijnie funkcjonować, ale nie chcemy się rozstawać, chcemy dojrzale podejść do problemu, zmierzyć się z nim, podjąć próbę ratowania związku, a jednocześnie – przynajmniej na razie – nie jesteśmy gotowi na terapię małżeńską;
  2. kiedy jesteśmy zdecydowani na rozwód albo przynajmniej jedno z nas podjęło taką decyzję, a chcemy zgodnie ustalić wszelkie kwestie związane z rozstaniem, by postępowanie sądowe przeszło bez niepotrzebnej straty czasu i życiowej energii.

Jeżeli macie dzieci, właśnie w mediacjach możecie ustalić wszelkie związane z nimi kwestie – z kim będą mieszkać, czy władza rodzicielska będzie przysługiwać obojgu rodzicom, czy nie (tj. czy drugi rodzic będzie miał ograniczoną władzę rodzicielską), według jakiego harmonogramu będą odbywać się kontakty dzieci z tym rodzicem, z którym nie będą mieszkać na stałe (z reguły jest to ojciec), wreszcie jakie alimenty będzie płacić ten drugi rodzic. Zagadnienia dotyczące dzieci, uzgodnione w mediacjach, przybierają postać porozumienia rodzicielskiego (zwanego też planem wychowawczym), które podpisują strony oraz mediator.

W mediacji można też ustalić inne ważne kwestie: czy rozwodzimy się zgodnie, czyli bez orzekania o winie, jak podzielimy się wspólnym majątkiem, a jeśli nie będziemy go dzielić, jak będziemy nim zarządzać i z niego korzystać (np. jedna nieruchomość do korzystania dla jednego z małżonków, druga dla drugiego, albo jak będziemy korzystać z jednego wspólnego domu czy mieszkania).

Jeśli w mediacjach uda się wam wypracować porozumienie, rozwód przejdzie gładko – postępowanie przed sądem powinno się skończyć na jednej rozprawie.

Mediacje dzielimy na:

  1. a) prywatne – kiedy sami wybieramy mediatora,
  2. b) sądowe – kiedy na wniosek stron sąd (już w toku sprawy o rozwód) kieruje rozwodzących się małżonków do mediacji i wyznacza osobę mediatora.

4. Jakie zgromadzić dokumenty?

Liczba dokumentów bądź innych dowodów, które dołączysz do pozwu, zależy od stopnia skonfliktowania stron. W sprawach ugodowych wystarczające dokumenty to z reguły skrócony odpis aktu małżeństwa oraz skrócony odpis aktu każdego z małoletnich dzieci stron. Obecnie dokumenty te – dzięki elektronicznemu systemowi aktów stanu cywilnego – można uzyskać w dowolnym urzędzie stanu cywilnego, niezależnie od tego gdzie małżeństwo zostało zawarte czy urodziło się dziecko. Do pozwu warto też od razu dołączyć do pozwu potwierdzenie uiszczenia opłaty sadowej od pozwu o rozwód (600 zł), co przyspiesza procedurę. Jeśli strony mają małoletnie dziecko bądź dzieci, z pozwie należy od razu wskazać świadka, który zna sytuację opiekuńczo-wychowawczą potomstwa rozwodzącej się pary i którego zeznania przekonają sąd, że dobro dzieci nie ucierpi wskutek orzeczenia rozwodu.

Jeśli jednak sprawa jest konfliktowa, dokumenty załączane do pozwu mnożą się – mogą to być dokumenty dla wykazania winy współmałżonka (np. raport detektywistyczny, korespondencja stron), dla wykazania które z małżonków jest rodzicem pierwszoplanowym dla potomstwa (np. zaświadczenia ze szkoły, od psychologa, z przychodni), jaka powinna być wysokość alimentów (np. faktury, rachunki, potwierdzenia przelewów dokumentujące koszty utrzymania dzieci, zeznania podatkowe, umowy o pracę czy umowy cywilnoprawne wskazujące na zarobki stron), wreszcie jaki powinien być harmonogram kontaktów z dzieckiem tego z rodziców, który nie mieszka bądź nie będzie z dzieckiem mieszkał na stałe w wyniku rozwodu. W sprawach spornych nie tylko dowody z dokumentów mają znaczenie – warto również wnioskować o przesłuchanie świadków mających wiedzę na temat życia małżonków i ich dzieci.

5. Gdzie złożyć pozew i ile to kosztuje?

Sprawy o rozwód są rozpoznawane przez sądy okręgowe. Właściwy do rozpoznania takiej sprawy jest sąd, w którego okręgu małżonkowie mieli ostatnie wspólne miejsce zamieszkania, o ile chociaż jedno z nich w okręgu tym nadal przebywa. Jeśli nie, wówczas pozew należy złożyć do sądu właściwego ze względu na miejsce zamieszkania strony pozwanej.

Opłata sądowa od pozwu o rozwód to 600 zł. Warto od razu do pozwu załączyć potwierdzenie uiszczenia tej opłaty, gdyż przyspiesza to procedurę. Pozew możemy złożyć bezpośrednio w sądzie – w biurze podawczym, bądź też wysłać pocztą listem poleconym. Pozew składamy w dwóch egzemplarzach – jeden z nich to oryginał, drugi zaś odpis, który sąd doręczy drugiej stronie postępowania.

6. I co dalej?

Jak już złożysz pozew, sprowokujesz machinę wymiaru sprawiedliwości, by zaczęła przetwarzać twoją sprawę. Co to oznacza? W pierwszej kolejności zostanie wyznaczony sędzia do rozpoznania twojej sprawy – obecnie odbywa się to w drodze losowania. Następnie sędzia sprawdzi czy pozew nie ma jakiś braków formalnych (np. brakuje opłaty sądowej, podpisu na pozwie, czy aktu małżeństwa). Jeśli zauważy braki, wezwie stronę powodową do ich usunięcia i wyznaczy na to 7 dni od otrzymania wezwania. Jeśli pozew nie jest dotknięty brakami, sędzia zarządzi doręczenie odpisu pozwu drugiej stronie postępowania i wyznaczy jej termin, nie krótszy niż 14 dni, na wniesienie odpowiedzi na pozew. Po wpłynięciu odpowiedzi na pozew bądź bezskutecznym upływie wyznaczonego stronie pozwanej terminu sąd wyznaczy termin rozprawy. Czasami zanim to zrobi, kieruje strony do mediacji – by dać im szansę ugodowego wypracowania warunków rozwodu.

W sprawach ugodowych można rozwieść się na pierwszej rozprawie. Natomiast w sprawach, w których strony nie są w stanie dojść do porozumienia, może być wiele rozpraw rozłożonych w czasie na kilka lat. Gdy zapadnie wyrok, strona niezadowolona z tego rozstrzygnięcia bądź jego części, może wnieść apelację do sądu apelacyjnego. Wyrok sądu apelacyjnego jako sądu drugiej instancji zamyka sprawę – w sprawach rozwodowych nie przysługuje skarga kasacyjna do Sadu Najwyższego.

rozwód czy separacja okładka

 

Więcej dowiesz się z książki autorki artykułu, Joanny Hetman-KrajewskiejRozwód czy separacja? Poradnik praktycznyPortal Współczesna Rodzina jest patronem medialnym książki!

Nasi czytelnicy i czytelniczki mają szansę na wyjątkowy rabat 20% na tę publikację w księgarni Profinfo – aby skorzystać ze zniżki, wystarczy w formularzu zamówienia wpisać kod:
rodzina20 

Joanna Hetman-Krajewska

 

Joanna Hetman-Krajewska – adwokat i radca prawny w Kancelarii Prawniczej PATRIMONIUM w Warszawie; wykonuje zawód od 2003 r.; specjalizuje się w prawie rodzinnym i prawie autorskim. Ukończyła Studium Przeciwdziałania Przemocy w Rodzinie prowadzone przez Stowarzyszenie Niebieska Linia. Prowadziła wiele spotkań z kobietami na tematy prawne związane z funkcjonowaniem rodziny, m.in. w Centrum Praw Kobiet. Autorka licznych tekstów poradniczych na temat prawa rodzinnego, a także książki „Rozwód czy separacja. Poradnik praktyczny” (Wolters Kluwer, 2020).

 

Zobacz też: „Chcę się rozwieść!” – rozwód czy separacja? [EKSPERTKA]

Redakcja

Portal o rodzinie.

Ewa Niespodziana – modelka czy Instamama? „Zawsze chciałam być młodą mamą”

Ewa Niespodziana
Fot. Instagram eniespodziana

Ewa Niespodziana to modelka, finalistka 6. edycji programu Top Model na TVN. Obecnie jest pełnoetatową mamą oraz Instagramerką. Sama siebie określa jako „infuencerka parentingowa”. Co robi na co dzień? Zajmuje się półtorarocznym synkiem Wiktorem oraz rozwija autorski projekt „Znani w szkole”.

Alina Windyga-Łapińska: Kim jesteś – modelką, fotomodelką, Instagramerką?

Ewa Niespodziana: Obecnie głównie mamą. Określiłabym siebie jako „influencerkę parentingową”. Modelką wybiegową już nie jestem. Nie wyobrażam sobie czekać 10 godzin na wyjście, podczas gdy synek tęskni za mną w domu. Nie jestem typem podporządkowanym i pokazy mi nie leżą. Już bliżej mi do fotomodelki.

Dlaczego zdecydowałaś się zostać młodą mamą? 19 lat to nie jest obecnie typowy wiek na myślenie o dziecku. Tym bardziej, gdy dopiero co zyskałaś rozgłos i szansę na światową karierę.

Zawsze chciałam być młodą mamą. Uwielbiam dzieci, mam o 9 lat młodszą siostrę, którą zajmowałam się od maleńkości. Moim zdaniem na decyzję o dziecku nie ma idealnego momentu, bo zawsze znajdzie się coś, co będzie odsuwać nas od myśli o zostaniu mamą. Praca, kariera, nauka…

Od kiedy pamiętam, obserwowałam młode mamy na placach zabaw. Podziwiałam ich zapał, energię i kreatywność. Myślałam: „Też chcę taka być”.

Przypomina mi się jeden weekend, gdy razem z partnerem siedzieliśmy w parku i rozmawialiśmy o przyszłości. Obserwowaliśmy rodziny z dziećmi i zastanawialiśmy się: „Nasz związek jest udany, ale czegoś nam brakuje…”. To cudowne, gdy decyzja o dziecku jest wspólna. Czułam, że to właśnie z tym facetem chcę stworzyć rodzinę. Oboje zapragnęliśmy dziecka i informacja o ciąży była spełnieniem naszych marzeń.

Jakie są zalety bycia młodą mamą?

Będąc młodą mamą bez problemu wstaje się w nocy do malucha – każda z nas pamięta zapewne, jak zarywała noce na naukę bądź imprezowanie. Młody organizm ma to do siebie, że regeneruje się bardzo szybko. Poza tym bycie młodym rodzicem to rzadkość w dzisiejszych czasach i to sprawia, że czuję się wyjątkowo zmotywowana.

Bycie młodą mamą ma mnóstwo zalet, ale również wad. Urodziłam synka w wieku 21 lat, kiedy większość młodych ludzi bawi się na imprezach, spotyka się ze znajomymi, pije wino i chodzi na randki. Ja w tym czasie miałam inne priorytety, takie jak – nakarmić malucha, zmienić pieluszkę, zrobić obiad, posprzątać, ugotować i wyprasować.

Zobacz też: Japiszebloga – dwoje maluchów, dwa inne światy!

 

Czy dostajesz dużo nieproszonych rad? Jak sobie z nimi radzisz?

Jako kobieta w ciąży, później już mama, dostawałam mnóstwo rad i ostrzeżeń – całą masę! Oto niektóre z nich: Nie trzymaj dziecka w ten sposób, bo zrobisz mu krzywdę; Jak będziesz tuliła, przytulała to maluch się przyzwyczai i nie da Ci żyć; Przez pierwszy rok musisz cały czas siedzieć z dzieckiem, żeby nie miało lęku separacyjnego.

I co? Trzymałam tak, jak podpowiada mi intuicja – tuliłam wtedy, kiedy mieliśmy obydwoje potrzebę bliskości, kiedy dziecko nie mogło zasnąć i wcale nie uważam, by to zabrało mi życie. Wręcz przeciwnie – trzymać swój mały skarb w rękach, wiedząc, że dla niego jesteś najważniejszą osobą to cudowne uczucie!

Jakim typem matki jesteś – wyluzowanej koleżanki czy Matki Polki?

Czasami słyszę, że mam odrobinę za luźne podejście do rodzicielstwa. Czasem jest to wręcz mylone z zaniedbaniem! Absolutnie się z tym nie zgadzam. Wydaje mi się, że rodzice często za bardzo pilnują swoich pociech i wszystkiego zabraniają. Ja staram się̨ nie ograniczać rozwoju dziecka. Wraz z partnerem chcemy dać mu możliwość budowania poczucia własnej wartości i poznawania świata, oczywiście w granicach rozsądku. Chcemy go nauczyć wszystkiego, ale przede wszystkim zależy nam, żeby nie bał się nowych rzeczy. Dziecko dużo czuje i rozumie, wyczuwa emocje. Gdy ja jestem spokojna, on też. Chcemy mu dać możliwość wyboru, popełniania błędów.

Myślę, że nie jestem typową Matką Polką. Uwielbiam spędzać czas ze swoim dzieckiem, ugotować obiad, posprzątać, wyprać, ale wiem, że nie potrafiłabym zrezygnować z pracy, aby siedzieć jedynie w domu z dzieckiem. Absolutnie. Na moim Instagramie chcę pokazać Wam siebie, ale również to, że mając dziecko, można założyć własną działalność i zacząć coś nowego – zadbać o siebie. Ja właśnie przy dziecku zupełnie się przeorganizowałam, np. zaczęłam pisanie e-booka, który mam nadzieję, ujrzy światło dzienne przed końcem roku.

Relacja z dzieckiem według mnie powinna być prosta, ale przepełniona miłością. Niektórzy ludzie wariują, skupiają się tylko na dziecku. Są również rodziny, które przez kilka lat nie wyjeżdżają nigdzie na wakacje ze względu na malucha – bo za małe, bo się boję, bo coś… i tak w kółko. Jak to się mówi – ten kto nie chce, znajdzie powód, ten kto chce, znajdzie sposób.

Chcesz dowiedzieć się więcej? Przeczytaj WYWIAD z Ewą Niespodzianą w magazynie Chcemy Być Rodzicami (styczeń 2020), str. 66

Alina Windyga-Łapińska

Dziennikarka portalu Współczesna Rodzina. Absolwentka resocjalizacji na Uniwersytecie Warszawskim. Kilka lat przepracowała w dziale HR zagranicznych firm produkcyjnych, podczas urlopu macierzyńskiego rozpoczęła przygodę z dziennikarstwem i social mediami.

Bezsenność – czy powoduje depresję i inne zaburzenia nastroju?

Bezsenność a depresja
unsplash.com

Życie w szybkim tempie sprawia, że nie mamy czasu na sen. To duży błąd, ponieważ niedosypiając zwiększamy u siebie ryzyko wystąpienia zaburzeń nastroju.

Jeśli nie możesz poradzić sobie z natłokiem zajęć i coraz częściej odczuwasz drażliwość, bardzo możliwe, że nie dajesz swojemu organizmowi wystarczająco dużo czasu na odpoczynek. O tym, że brak snu powoduje dekoncentrację, wiadomo już od dawna. Niedawno naukowcy z Uniwersytetu w Iowa postanowili bliżej zbadać inne zagadnienie, mianowicie jak niedosypianie oddziałuje na nasze samopoczucie. Wyniki właściwie nikogo nie powinny zaskoczyć: im mniej czasu nasz umysł ma na regenerację, tym większa jest nasza podatność na stres i rozdrażnienie.

Zobacz też: Najlepsze, co możesz dać swojemu dziecku? Nuda! – sprawdź, dlaczego

Przebieg eksperymentu

„Królikami doświadczalnymi” byli studenci, którym zlecono proste zadanie. Uczestnicy eksperymentu mieli przez miesiąc notować informacje na temat swojego snu i samopoczucia, ze szczególnym uwzględnieniem momentów, w których ogarniała ich złość lub irytacja. Wstępne wyniki badań potwierdziły tezę przytoczoną na końcu poprzedniego akapitu. Naukowcy poszli jednak o krok dalej, co opisuje portal News Medical. Podzielili 147 ochotników na dwie grupy. Jedna z nich miała spać tak jak dotychczas, wedle swojego zegara biologicznego. Druga – nieregularnie, po pięć godzin przez dwie noce. Następnie sprawdzono, jak badani reagują na irytujące dźwięki. Członkowie pierwszej grupy szybko się zaadaptowali, tzn. przestali zwracać uwagę na rozpraszające odgłosy. Ochotnicy z drugiej grupy byli do tego niezdolni – łatwo i ciągle popadali w złość.

Długotrwała bezsenność

Uczestnicy eksperymentu niedosypiali zaledwie przez dwa dni, uzasadnione wydaje się więc pytanie o długofalowe skutki braku snu. Otóż – jak wykazują polscy specjaliści, z drem n. med. Dariuszem Wasilewskim na czele, którego słowa cytuje Puls Medycyny – zaniedbując odpoczynek przez długi czas, narażamy się na depresję i inne zaburzenia psychiczne. Co ciekawe, często towarzyszy im bezsenność, ale rzadko bywa ona postrzegana jako przyczyna tychże schorzeń. Schemat przypomina więc błędne koło: stale rozdrażniony i zestresowany człowiek ma problemy z zasypianiem, które w znacznej mierze odpowiadają za jego nastrój.

Jak wybrnąć z tej pułapki? Część osób sięga po środki nasenne, ale na dłuższą metę nie jest to najlepsze rozwiązanie i jedynie utrudnia „naturalne” zasypianie. W pierwszej kolejności warto po prostu uciec od codziennej rutyny – choćby medytując przez parę minut bądź „wyciszając się” w jakikolwiek inny sposób. Co więcej, możemy skorzystać też z terapii bezsenności, którą oferuje coraz więcej psychoterapeutów i psychiatrów – tak, jest o wiele głębszy problem, niż się wydaje.

Na podstawie: News Medical / Puls Medycyny

Zobacz też: Bezsenność vs koronawirus – jak spać spokojnie w czasach pandemii?

Bartosz Jaster

Absolwent Uniwersytetu Warszawskiego, pasjonat i badacz historii, miłośnik literatury faktu. Członek Fundacji Rozszczepowe Marzenia, niosącej pomoc dzieciom z wadami wrodzonymi.

Trudne odpowiedzi na równie trudne pytania – jak rozmawiać z dzieckiem o śmierci?

jak rozmawiać z dzieckiem o śmierci
fot. 123rf.com

Doświadczanie śmierci jest wpisane w nasz cykl życia. Trudne przeżycia, które towarzyszą nam po stracie bliskiej osoby są nieodzownym elementem straty. Dokładnie tak samo jak osoby dorosłe, dzieci zmagają się z ciężarem niełatwych emocji podczas żałoby – jak rozmawiać z dzieckiem o śmierci?

Pojęcie śmierci jest przez dzieci postrzegane na różne sposoby – w zależności od wieku. Młodsze dzieci postrzegają śmierć jako proces, który jest nierzeczywisty, który można zmienić. Natomiast dopiero w okresie nastoletnim śmierć jest postrzegana jako nieodwracalna zmiana, która prowadzi do wielu naprawdę trudnych i przykrych uczuć.

Nie istnieje gotowy scenariusz na przeprowadzenie z dzieckiem rozmowy dotyczącej śmierci. Bardzo istotne jest zaś to, aby pamiętać, że śmierć nie powinna być tematem tabu. To proces, który dotyczy wszystkich. Warto konfrontować się z nim, dając jednocześnie przestrzeń na emocje dziecka, jak również własne.

W rozmowach z dziećmi bardzo ważna jest szczerość i przedstawienie sytuacji w taki sposób, aby dziecko czuło spokój i zrozumienie. Nie należy jednak katastrofizować, aby nie stworzyć wyobrażenia, w którym dziecko będzie odczuwało zwiększony lęk (nie każda choroba oraz nie każdy odczuwany ból jest przecież związany ze śmiercią).

Jak rozmawiać z dzieckiem o śmierci – o tym warto pamiętać:
  • Dajmy przestrzeń na emocje – starajmy się je nazywać i opisywać. Odpowiadajmy na zadawane pytania. Owszem, jest to trudne doświadczenie, ponieważ wymaga od nas samych konfrontacji z dzieckiem oraz jego uczuciami. Koniec końców nas to jednak wzmocni, podobnie jak nasze pociechy. Co więcej, zbuduje w nich fundament do szerszego rozumienia pojęcia śmierci i przeżywanego stresu w czasie jej doświadczania.
  • Dobierzmy odpowiedni język do wieku dziecka – ważna jest zrozumiała forma wypowiedzi, czyli przede wszystkim odpowiednie dostosowanie ilości i rodzaju informacji do wieku naszego dziecka. Posługujmy się prostym językiem, który będzie w stanie wytłumaczyć dziecku sytuację.
  • Nie bójmy się powiedzieć „nie wiem” – rodzic nie musi znać odpowiedzi na wszystkie pytania. Czasami warto jest przyznać się do tego, że nie zna się wyjaśnienia. Wzajemne szukanie rozwiązań może zachęcić i ułatwić przebieg rozmowy.
  • Bądźmy szczerzy – od najmłodszych lat powinniśmy przekazywać wartości związane z konstruowaniem fundamentu, jakim jest wewnętrzny spokój dziecka. Dlatego kierując się takimi celami pamiętajmy, że nasze relacje z dzieckiem powinny opierać się na autentyczności. Wzmacnia to budowanie poczucia bezpieczeństwa.

 

Zobacz też: 10 rzeczy, których nauczyłem się po Twojej śmierci – wzruszający post brytyjskiego taty

Aleksandra Nosarzewska

Studentka V roku psychologii klinicznej na Uniwersytecie SWPS. Jej pasją jest psychologia dziecka oraz pedagogika. Na co dzień współpracuje z dziećmi z zaburzeniami ze spektrum autyzmu.