Przejdź do treści

Teoria przywiązania – czyli historia czterech stylów więzi

Należy pamiętać, że każde dziecko od urodzenia ma potrzebę przywiązania oraz bliskości – fot. Pixabay

Twórcą teorii przywiązania jest John Bowlby. Jego wyniki pracy dotyczące stylów więzi jakie możemy zaobserwować w relacji matka/opiekun – dziecko są wykorzystywane do dzisiaj. Bowlby twierdzi, że już w pierwszym roku życia dziecka tworzy się przywiązanie z opiekunem. A jakość więzi wpływa na przyszłe życie oraz budowanie relacji z innymi osobami.

Kontakt opiekuna z dzieckiem jest silnym fundamentem przyszłego zdrowia psychicznego dziecka. Ma również wpływ na to, jak będzie ono postrzegało siebie w dorosłym życiu. Teoria przywiązania ma również swoje zastosowanie w budowaniu relacji partnerskich. To, jak wyglądał nasz kontakt z opiekunem/matką w dzieciństwie, może w przyszłości rzutować na nasze relacje z partnerem.

Bowlby współpracował z Mary Ainsworth, która zainspirowana teorią przywiązania rozpoczęła badania nad stylami więzi między matką a dzieckiem. Opracowała tak zwaną „procedurę obcej sytuacji”, w której obserwowała reakcję dziecka odseparowanego od matki.  Dzięki przeprowadzonym badaniom udało się rozgraniczyć i wyróżnić style więzi: bezpieczny i pozabezpieczny (który dzieli się na lękowy, unikający i zdezorganizowany).

Zobacz też: Matki i córki – trudne relacje

Style więzi

  • Bezpieczny styl przywiązania,w którym opieka jest mocno skupiona oraz nakierowana na dziecko. Opiekun jest zaangażowany, empatyczny, swobodnie okazuje emocje. Respektuje autonomię dziecka. Potrafi dostosować swoje zachowanie do potrzeb dziecka. Relacje osoby dorosłej są adekwatne do sytuacji. Ważny jest moment oraz sposób zakończenia interakcji z malcem. To buduje bezpieczną relację, dzięki której dziecko czuje się dobrze w kontakcie z matką/opiekunem oraz z innymi osobami przebywającymi w jego otoczeniu.
  • Lękowy styl przywiązania, opiekun jest nieprzewidywalny. Nie prezentuje w swoim zachowaniu stałości własnego zachowania. Jest często niedostępny dla dziecka. Potrzeby dziecka nie są respektowane. Opiekun jest niedostatecznie zaangażowany w relacje, co budzi w dziecku silny lęk oraz poczucie braku stabilizacji.
  • Unikający styl przywiązania, charakteryzuje się przede wszystkim ograniczoną zdolnością empatii. Osoba dorosła unika kontaktu cielesnego z dzieckiem oraz prezentuje postawę odrzucającą. Nie potrafi dostosować swoich zachowań do potrzeb oraz oczekiwań malucha. Nie potrafi przyjmować perspektywy dziecka. Reakcje są niedostosowane do sygnałów, które wysyła dziecko. Dorosły ma również zahamowane okazywanie oraz rozpoznawanie emocji (sztywność emocjonalna).

Zobacz też: Jak mądrze chwalić dzieci? 

Czwarty styl więzi

Po wyodrębnieniu trzech stylów więzi, w 1990 roku Main i Salomon wyróżniły jeszcze jeden czwarty, który nazwano zdezorganizowanym. Styl ten charakteryzuje się nieprzewidywalnym zachowaniem osoby dorosłej. Dla dziecka przebywanie w otoczeniu opiekuna powoduje odczucie dużego niepokoju oraz stresu.

Dziecko w takiej relacji jest zaniedbane emocjonalnie, co może prowadzić do traum wczesnodziecięcych. Taki styl więzi  często obserwowany jest w rodzinie nadużywającej substancji psychoaktywnych i alkoholu. Również w rodzinach, gdzie występuje przemoc domowa lub choroba psychiczna jednego z opiekunów.

Należy pamiętać, że każde dziecko od urodzenia ma potrzebę przywiązania oraz bliskości. Osoby dorosłe powinny wypracować w swojej postawie umiejętność odpowiedniej komunikacji. To jaki styl więzi wypracujemy z maluchem będzie dla niego ważną podstawą w przyszłym życiu.

Respektujmy psychiczne i fizyczne potrzeby naszych dzieci.

Ekspert

Aleksandra Nosarzewska

Studentka V roku psychologii klinicznej na Uniwersytecie SWPS. Jej pasją jest pedagogika i psychologia dziecięca. Na co dzień współpracuje z dziećmi ze zdiagnozowanym autyzmem oraz zespołem Aspergera.

Redakcja

Portal o rodzinie.

Rozpocznie się sezon na nianie. Kto najchętniej pracuje w tym zawodzie?

Ile może zarobić niania?
fot.Pixabay

Z raportu Niania.pl wynika, że praca w charakterze niań jest bardzo popularna wśród studentek. Ponad połowa spośród wszystkich opiekunek, które założyły konto w serwisie, deklaruje, że ma mniej niż 25 lat. Warto zauważyć, że od 2017 roku średnie zarobki niań
w Polsce wzrosły o 1,65 zł za godzinę i wynoszą 12,73 zł netto.

Najwięcej rodziców poszukuje niań dla swoich pociech w sierpniu i wrześniu wynika z danych serwisu Niania.pl.

Wśród poszukujących są na pewno ci, których dzieci nie dostały się do żłobka lub przedszkola. W takiej sytuacji, jeśli rodzice chcą wrócić do pracy, a nie mogą liczyć na pomoc najbliższych, niania jest najlepszym rozwiązaniem – twierdzi Monika Perkowska, ekspert Niania.pl, psycholog i terapeuta dzieci oraz młodzieży.

Zobacz: „Karmisz piersią?” Następnym razem zastanów się, zanim zadasz to pytanie! STOP laktoterrorowi!

Najczęściej nianiami są studentki   

Średni wiek opiekunek w Polsce to 29 lat. Najstarsze nianie zajmują się dziećmi w Bydgoszczy (średnia 33 lata, kujawsko-pomorskie 29), Łodzi (32 lata, zaś w łódzkim 30) oraz Warszawie (31 lat, tak jak w mazowieckim). Najmłodsze są opiekunki pracujące w Rzeszowie (średnio 26 lat, tak jak w całym podkarpackim), Gorzowie Wielkopolskim (27 lat, tak jak w całym lubuskim) oraz w Kielcach (27 lat, tak jak w całym świętokrzyskim).

Choć średnia wieku na to nie wskazuje, ponad połowa niań to osoby w wieku studenckim. Może to oznaczać, że praca w charakterze opiekunki jest traktowana jako praca dorywcza, sposób na poprawienie swojej sytuacji finansowej podczas studiów – komentuje Monika Perkowska, psycholog i terapeuta dzieci i młodzieży, ambasadorka serwisu Niania.pl. Nianie w wieku do 25 lat stanowią 52% wszystkich, które na portalu założyły profil niani.

Należy zaznaczyć, że różnica w liczbie niań w poszczególnych przedziałach wiekowych może być spowodowana brakiem sprawności w posługiwaniu się internetem, a co za tym idzie serwisem Niania.pl przez osoby starsze. Być może emerytki szukają pracy w inny sposób, np. ogłoszenia w prasie, znajomi.

Rodzice często zastanawiają się, czy wiek opiekunki ma znaczenie.

Nie da się jednoznacznie wskazać, jaki wiek na bycie nianią jest najlepszy. Wszystko zależy od oczekiwań rodziców oraz cech charakteru niani. Oczywiście możemy próbować przypisać opiekunkom
w poszczególnym wieku określone cechy: studentki są bardziej kreatywne i mają więcej energii, natomiast emerytki dobrze sprawdzą się w roli niań-babć. Trzeba jednak pamiętać, że w jednej i drugiej grupie znajdą się wyjątki od reguły. Niekiedy emerytka może mieć więcej energii i pomysłów niż młoda dziewczyna
 – uważa Perkowska.

Zobacz też: “Łatwo jest przypiąć komuś łatkę lenia albo pustej lali” – Kaya Szulczewska i Ciałopozytyw! Czy soma już całkiem zgubiła psyche?!

Kto potrzebuje niani?

Rodzice najczęściej poszukują opiekunek dla dzieci w wieku 1-3 lat. Sytuacja ta ma miejsce
w każdym województwie, a co za tym idzie, również w skali całego kraju. Drugą grupą wiekową są dzieci mające mniej niż 12 miesięcy, co może świadczyć o tym, że matki decydują się na powrót do pracy po upływie urlopu macierzyńskiego i rodzicielskiego (łącznie rok), nie korzystają z urlopu wychowawczego. Z analizy danych wynika, że niektórzy rodzice nie zamieszczają informacji na temat wieku dziecka, dla którego poszukują niani. „Rodzice, po założeniu profilu w serwisie Niania.pl nie zamieszczają autorskiego ogłoszenia. Stawiają na przeglądanie profili niań i kontakt z wybranymi” – wyjaśnia Perkowska.

Ile może zarobić niania?

W 2018 roku stawka godzinowa niań w Polsce wynosiła średnio 12,73 zł netto (wzrost o 1,65 zł w stosunku do 2017 roku) wynika z raportu „Rynek niań w Polsce w 2018”. Była wyższa
o 2,97 zł od minimalnej stawki za godzinę w Polsce (w przypadku osób zatrudnionych
w oparciu o umowę zlecenie, gdy pracownik nie jest studentem poniżej 26. roku życia oraz nie odprowadza dobrowolnej składki na ubezpieczenie chorobowe). Zmiany w stawce godzinowej opiekunek są zbieżne ze wzrostem minimalnej stawki godzinowej w Polsce. Zależność ta została zaprezentowana na poniższym wykresie.

Z raportu serwisu Niania.pl wynika, że stawka godzinowa niań w kraju nad Wisłą od 2017 roku wzrosła średnio o 1,65 zł netto. Co więcej rodzice oferują opiekunkom wyższą stawkę, niż one same oczekują. W skali kraju różnica ta wynosi 4,17 zł netto (średnia stawka proponowana przez rodziców to 14,82 zł netto, zaś średnia stawka oczekiwana przez nianie to 10,65 zł netto).

Perkowska zwraca uwagę na to, że zarówno wybór niani, jak i praca w tym zawodzie to niezwykle odpowiedzialne i wymagające zadania. Warto poświęcić czas nie tylko na poszukiwania opiekunki, ale również okres adaptacyjny. „Pierwsze dni niani i dziecka to czas trudny zarówno dla dziecka i niani, jak również rodziców. Dobrze zorganizować się tak, by móc kilka pierwszych dni spędzić w komplecie. Wówczas wszyscy będą czuć się bezpieczniej, rodzice i niania będą mieć czas, by zadać sobie pytania, które pojawią się na pierwszym etapie współpracy” – podsumowuje ambasadorka serwisu Niania.pl.

Zobacz też: Olejek esencjonalny z rozmarynu poprawia pamięć

materiał prasowy

Materiał prasowy redakcja otrzymuje, gdy firmy, stowarzyszenia, fundacje i inne organizacje chcą poinformować naszych czytelników i czytelniczki o aktualnościach, wydarzeniach, eventach, nowych produktach czy konferencjach.

“Łatwo jest przypiąć komuś łatkę lenia albo pustej lali” – Kaya Szulczewska i Ciałopozytyw! Czy soma już całkiem zgubiła psyche?!

Ciałopozytyw i jego twórczyni Kaya Szulczewska - jak znaleźć spójność pomiędzy emocjami a ciałem?

Soma i psyche – rozstrzał, który stworzyła nie tylko terminologia medyczna, ale też kultura, panujące w społeczeństwie stereotypy, wszelkiego rodzaju lęki, obawy, nieustanne oceny. Nic więc dziwnego, że tak trudno jest nam połapać się we własnych emocjach względem ciała, ale i odwrotnie – jak to właśnie ciało wpływa na sferę psyche. Kiedy jednak napływają łzy, nie sposób dłużej unikać tematu: „Każdy ma za sobą swoją indywidualną, długą drogę i żadna z nich nie jest ani gorsza, ani lepsza” – o wspólnych poszukiwaniach najlepszej dla każdego z nas ścieżki, mówi Kaya Szulczewska, twórczyni Ciałpozytywu.

Katarzyna Miłkowska: Ciałopozytyw to siłą rzeczy głównie treści związane z cielesnością. Jednak tematy, o których w ostatnim czasie rozmawiała Pani ze swoimi obserwatorkami i obserwatorami, w dużej mierze przejął wątek emocji. Konkretnie mówiąc, pojawił się temat płaczu – skąd pomysł, a może właściwie potrzeba, żeby o tym mówić?

Kaya Szulczewska: Ciałopozytyw z założenia miał być miejscem do omawiania różnorodnych wątków. Wątków związanych zarówno z szeroko pojmowaną cielesnością, ale także i psychiką – w moim rozumieniu świata są to elementy nieodłączne. Idąc więc tym tropem, od początku wiedziałam, że Ciałopozytyw nie będzie ograniczał się tylko do kwestii wyglądu zewnętrznego, ale zajmę się również psychoedukacją, w tym właśnie normalizowaniem emocji. Są one naszą codziennością, ale te trudne – jak np. smutek i towarzyszący mu płacz – nieraz stanowią swego rodzaju tabu. Nie umiemy sobie z nimi radzić, często też ich po prostu nie akceptujemy – zarówno u siebie, jak i u innych.

Będę zatem „adwokatem diabła” – ale to przecież takie „nie-Instagramowe”!

To prawda, płacz i smutek to coś, czego raczej nie widzimy w medium takim jak Instagram. Stanowi ono raczej platformę, która nastawiona jest na kreowanie wyidealizowanych obrazów życia. Normalizowanie tej przestrzeni jest zatem kolejnym argumentem, wskazujący na potrzebę otwartej rozmowy o tak trudnych stanach.

No dobrze, w pewnym sensie tłumaczy to osobom zaskoczonym niektórymi tematami obecnymi na Ciałopozytywie, dlaczego tak wiele przestrzeni zajmują emocje, a nie stricte ciało – nie da się tych części od siebie oderwać. Mam jednak wrażenie, że współczesny świat postanowił działać zupełnie na przekór i mimo wszystko owo oderwanie wykreować, a następnie na siłę w nim żyć.

Być może coś w tym jest. W moim odczuciu, kultura, w której żyjemy, nie tylko mocno oddziela psychikę od ciała, ale też poddaje je wartościowaniu. Wiele piszących do mnie osób doświadcza czegoś w rodzaju bagatelizowania ich problemów psychicznych. Dostawałam też liczne wiadomości mówiące o tym, iż ludzie wstydzą się okazywania pełnego wachlarza emocji w obecności bliskich.

Co więcej, odbija się to także w drugą stronę – część osób przyznała, iż nie wie, jak radzić sobie w momencie, gdy to nie oni płaczą, ale za to są świadkami tego typu reakcji.

Skoro jesteśmy przy perspektywie płaczu jako reakcji – także tej z zakresu fizjologii – niewątpliwie wiele osób nauczonych jest, by łzy hamować (to przecież „wstyd i okazanie słabości!”). Jeżeli podobnie podejdziemy chociażby do wymagań względem wagi – musi być niska, bo tylko wtedy jest dobra – to w zasadzie okazuje się, że baza jest ta sama. „Przejmij kontrolę nad swoim ciałem i dopasuj je do potrzeb świata zewnętrznego!” – w tłumaczeniu: zatrzymaj łzy i pilnuj każdego kilograma. Widzę tu niesamowite podobieństwo!

Tak, na pewno jakiś rodzaj analogii istnieje. Bazuje na pewnych wzorcach narzuconych przez kulturę, które dotyczą zarówno wyglądu, jak i właśnie okazywania emocji, uczuć, słabości, mówienia o intymnych sprawach etc.

Co istotne, w dużej mierze schematy owych zachowań są też uzależnione od płci – mężczyznom nie wypada płakać, kobietom zaś okazywać agresji. Pewne cechy i zachowania kulturowo przypisujemy określonej grupie osób, a przez to zamykamy się na rozmaite, szerokie formy ekspresji. Czy słusznie?

Myślę, że jednak poza byciem jednostką dookreśloną przez konkretne kategorie, przede wszystkim jesteśmy ludźmi i warto poznać cały wachlarz dostępnych nam emocji. Dobrze jest nauczyć się z nimi mądrze pracować, co nie znaczy wyparcia, a raczej transformowanie ich w coś budującego lub – jak w przypadku płaczu – w coś, co nas po prostu rozładowuje i oczyszcza. 

Zobacz też: „Zostaw to ciało w świętym spokoju!” – Agata Ziemnicka i Kobiety bez diety! Dlaczego dla własnego dobra lepiej się w ogóle się odchudzać?

Czyli znów łączymy cielesność i psychikę w jedno – jeśli tłumimy uczucia i nie dajemy im żadnego zdrowego ujścia, to narastające napięcie musi przejąć ciało. Koniec końców odczuwamy różnego rodzaju bóle, pojawiają się choroby, mięśnie są w nieustannym dyskomforcie…

Zdecydowanie, wyuczone tłumienie uczuć, emocji i nieumiejętność radzenia sobie z nimi odbijają się na ciele w bardzo negatywny sposób. Problemy psychiczne mogą wpłynąć m.in. na postrzeganie ciała, na jego możliwości, a co za tym idzie – także na nasz wygląd i funkcjonowanie organizmu. Warto wspomnieć w tym momencie o randze samoświadomości, z czym nieodłącznie wiąże się znajomość własnych stanów psychicznych. Kiedy jesteśmy otwarte na swoje uczucia i dostrzegamy moment, gdy dzieje się z nami coś naprawdę złego, możemy sięgnąć po profesjonalną pomoc. Nie mając pełnego kontaktu ze sobą, łatwo jest przegapić punkt, w którym owa profesjonalna interwencja lekarska lub psychologiczna stają się niezbędne.

Dlatego też chciałabym, aby obserwujące mnie osoby mogły spróbować odnaleźć własną spójność pomiędzy tym, co cielesne, a tym, co psychiczne. Zaakceptować nie tylko to, jakie mają ciało, ale też towarzyszące im emocje i uczucia. Chciałabym, aby nauczyły się żyć z tym, co mają i jednocześnie traktowały siebie z troską oraz miłością – zarówno ciało, jak i psychikę, do których warto jest podejść bez presji osiągnięcia konkretnego celu, ale raczej z uważnością nastawioną na całościowe działanie na swoją korzyść.

Dojście do tego może by długą, mozolną i niezwykle bolesną drogą. Znów widzę przykład w płaczu – zdarza się przecież, że ludzie nie ronią łez latami, co może być związane z ogromnymi blokadami, ciężkimi przeżyciami i wieloletnimi wręcz traumami. Później – np. w trakcie terapii, czyli teoretycznie pracy nad psychiką – nagle zaczyna współpracować też ciało, a wieloletnie łzy znajdują ujście. W takich momentach zastanawiam się, co jest pierwsze – czy to ciało podąża za psychiką, czy jednak psyche za somą?

Na linii ciało-psychika zachodzi bardzo wiele reakcji i są one ze sobą powiązane w naprawdę skomplikowany sposób. Nie jest to prosty mechanizm, albo też taki, który do tego uproszczenia da się w ogóle sprowadzić. Nie jestem naukowczynią zajmującą się psychofizjologią, aby to wszystko objaśniać. Nie będę więc się w to zagłębiać – zostańmy przy tym, że owo połączenie po prostu jest.

Coś o czym warto jednak pamiętać, nawet z punktu widzenia laika, to fakt, iż część tłumionych emocji może odbijać się w ciele w bardzo nieoczywisty sposób, a nam zwykle zdarza się oceniać ludzi bardzo powierzchownie. Nie mamy jednak zazwyczaj pojęcia, jakie za danym wyglądem i ciałem stoją historie, emocje, być może problemy psychiczne. Często bagatelizujemy wpływ psychiki na wygląd, wydając mocne sądy. Nieraz widać to w przypadku krytyki wysyłanej w stronę grubych osób, czy też kobiet, które miały dużo operacji plastycznych. Łatwo jest przypiąć komuś łatkę lenia albo pustej lali. Kiedy jednak posłuchamy tych osób, okazuje się, że każda z nich ma za sobą długą, niepowtarzalną drogę i co najważniejsze, żadna z owych ścieżek nie jest ani gorsza, ani lepsza.

Cialopozytywność ma na celu uczenie właśnie tego rodzaju szacunku. Zachęca do pozostawania otwartym na rozmaite historie skrywane przez ciało, a także dawanie wolności i przestrzeni do wyborów, jakie ludzie podejmują względem ich własnej cielesności. Nawet jeśli te wybory są dla nas niezrozumiałe.

Zobacz też: Owłosione kobiece ciało – kontrowersja, czy natura? Te zdjęcia łamią tabu!

To ciekawe, kiedy stopień po stopniu schodzimy w dalsze części rozmowy, okazuje się, że od samego początku rozmawiamy o czymś znacznie głębszym, niż tylko widoczny na zewnątrz wizerunek. Mam wrażenie, że podobnie rozwija się też Ciałopozytyw. Krok po kroku prowadzi Pani swoich obserwatorów i obserwatorki do coraz głębszych zakamarków myślenia, czucia, konfrontacji z samymi sobą. Czy jest to jakiś zauważalny przez Panią proces?

Droga Ciałopozytywu to w zasadzie po części i moja prywatna podróż. Co więcej, myślę, że ta osobista strona Cialopozytywu, moja otwartość i szczerość, to ważny element sukcesu, jaki w tej przestrzeni odnoszę – widzę, że ludzie bardzo to doceniają. Za istotne uważam także to, że ukończyłam kursy coachingu i w taki też sposób staram się ten profil prowadzić. 

W taki, czyli jaki?

Staram się zadawać dużo pytań, a przy tym pomagać moim widzkom i widzom samodzielnie znaleźć na nie odpowiedź. Nikomu nie chcę narzucać jakiejś konkretnej drogi, czy wyglądu. Owszem, promuję zdrowe postawy, ale nie forsuję jedynej słusznej formy wizerunku zewnętrznego, czy też działań, jakie ostatecznie dany człowiek „powinien” podjąć w związku ze swoim ciałem. To właśnie dzięki temu kontakt robi się tak głęboki – cała ta przestrzeń staje się bowiem sumą wspólnej podróży do wnętrza. Staje się też miejscem, w którym możemy dzielić się z innymi odkryciami, jakich dokonaliśmy na przebytej przez nas drodze do samoakceptacji. Wszystko to napędza do jeszcze głębszych poszukiwań.

Razem zawsze raźniej.

Rzeczywiście mam wrażenie, że wiele osób czuje się w tym kontekście samotnymi – nie widzą w mediach emocji, ani też ciał podobnych do swoich. Wywołuje to w nich myśl, że są jedynymi osobami na świecie z danym kompleksem. Kiedy jednak okazuje się, że więcej osób ma podobne ciała i związane z nimi doświadczenia, coś pęka. Solidarność, wsparcie i brak oceniania sprawiają, że kompleksy powoli się rozpuszczają – to, co kiedyś budziło w nas niepokój, staje się czymś normalnym.

W zasadzie myślę, że to właśnie jest esencją akceptacji – jeśli coś akceptujemy, przestaje to budzić w nas napięcie. Staje się powszednie, naturalne i nie musimy już o tym myśleć. Póki co dostaję jednak codziennie kilkadziesiąt wiadomości i wiem, że jest ogromna potrzeba poruszenia jeszcze wielu tematów. Tematów, które owego napięcia nieustannie budzą zdecydowanie zbyt wiele.

Zobacz też: Nie da się zmierzyć WSZYSTKICH ciał jedną miarą – nie róbmy sobie tego!

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

Siedząc, marnujemy sobie zdrowie

Jak zniwelować skutki siedzenia?

Rozwój technologii spowodował, że naszym głównym fizycznym zajęciem jest siedzenie. Nawet jeżeli praca nie wymaga od nas ośmiogodzinnego tkwienia za biurkiem (co zdarza się coraz rzadziej), to po powrocie do domu zasiadamy przed komputerem czy telewizorem, kolejne godziny spędzając w bardzo niekorzystnej dla naszego organizmu pozycji. Zbyt długie siedzenie może prowadzić do bardzo poważnych schorzeń.

Badania jasno pokazują, że siedzenie nie jest zdrowe dla naszego kręgosłupa, krążenia i funkcjonowania wielu organów. Jak twierdzą naukowcy, siedzenie przez dłuższy czas może skracać niektóre grupy mięśni takich jak zginacz stawu biodrowego lub sprawiać, że niektóre mięśnie nie są aktywne – np. mięśnie pośladkowe. Czas spędzony na siedzeniu niewątpliwie przykłada się do zmian w zmianach w naszym kręgosłupie, jak np. skrzywienia w jego górnym odcinku.

1.KRÓTKIE SPACERY I COGODZINNE PRZERWY

Dzięki krótkiemu spacerowi aktywują się nasze mięśnie pośladkowe i przednia strona bioder – to szczególnie ważne, jeśli chodzi o odwrócenie fizjologicznych skutków siedzenia. Wyprawa do pracowniczej kuchni co godzinę nie zniweluje co prawda szkód powstałych podczas długiego siedzenia, ale zawsze powinniśmy myśleć o przerwaniu tej niezdrowej czynności.

Zobacz też: Wady postawy u dzieci – jak nie dopuścić do ich powstania?

2. ROZCIĄGANIE

Po długim dniu pracy, to co nam przychodzi do głowy, to rzucenie się na kanapie z książką lub serialem Netflixa. Proste ćwiczenia takie jak rozluźnianie zginacza stawu biodrowego znajdziecie w Internecie – warto je robić kilka razy w ciągu dnia.

3. AKTYWNOŚĆ PO DNIU PRACY

Aktywność fizyczna niweluje skutki siedzenia. Oczywiście częste wstawanie od biurka i rozciąganie się, mogą poprawić kondycję, ale nic nie zadziała tak jak docelowa aktywność. Wytyczne dotyczące ćwiczeń rekomendują 30-minutową aktywność co najmniej 5 razy w ciągu tygodnia. Oczywiście każdy ruch jest zdrowy i jeśli jedyne na co znajdziemy czas to spacery z psem – ważne, żeby nasza aktywność była systematyczna – robienie czegokolwiek jest ważniejsze niż tkwienie na kanapie.

Zobacz też: Sport od najmłodszych lat. Diablo Włodarczyk: „Powinniśmy dziecko wspierać, popychać do przodu i służyć mu pomocą”

5. WARUNKI PRACY

Jeśli chodzi o małe zmiany, które mogą przyczynić się do zniwelowania skutków pozycji siedzącej kluczowym elementem jest odpowiednie krzesło i pozycja przy siedzeniu.  Krzesło dedykowane długiej pracy przy biurko powinno być koniecznością. Jeśli jednak nie spełnia ono odpowiednich kryteriów, warto pomyśleć o specjalnej poduszce, która zabezpieczy lędźwiową część kręgosłupa. Pamiętajmy, że biodra powinny być nad poziomem kolan, a stopy znaleźć się na podłodze pod kolanami – taka pozycja jest najzdrowsza. Drewniane, metalowe, małe, wysokie – zawsze pamiętajmy o odpowiednim dostosowaniu krzesła do siedzącej pozycji.

6. RUCH! I JESZCZE RAZ RUCH

Tak, nie da się ukryć, że to jedyna droga do zmniejszenia skutków siedzenia. Kilka pozycji jogi po wstaniu z łóżka, krótki spacer do kolejnego przystanku po pracy, dłuższy spacer z psem – wszystko to powoduje, że czas spędzony na aktywności wydłuża się. Czujemy różnicę w naszym ciele i mózgu. Lepiej się czujemy. Pamiętajmy też o tym, ze im bardziej siedzący tryb życia prowadzimy, tym bardziej nasze ciało (i mózg!) przyzwyczaja się do tego stanu. Innymi słowy, niewystarczająca ilość fizycznej aktywności sprawia, ze czujemy się bardziej zmęczeni. Skutki długotrwałego siedzenia mogą być poważne – oprócz chwilowego bólu, siedzenie może powodować nieodwracalne zmiany w naszym ciele. Przy najmniejszym bólu warto wybrać się do fizjoterapeuty.

Iza Farenholc

Dziennikarka i redaktorka. Pracowała jako redaktor naczelna w magazynie dla rodziców Gaga oraz współpracowała m.in. z magazynami Zwierciadło, Twój Styl, Sens, Glamour - materiały psychologiczne, recenzje książkowe, muzyczne i filmowe, wywiady, reportaże z podróży.

Język żyrafy czy szakala? Zobacz, w jaki sposób warto rozmawiać z dzieckiem

Porozumienie bez Przemocy nie stosuje kar ani nagród – fot. 123 rf

Model Porozumienia bez Przemocy (ang. NVC – Nonviolent Communication) został stworzony  przez Marshalla Rosenberga. Wyróżnił on dwa języki – żyrafy i szakala. Czym się charakteryzują?

Twórca tej metody zajmował się zawodowo psychologią kliniczną. Był również mediatorem. W swojej pracy wykorzystywał doświadczenie, które przyniosło mu samo życie. Wychowywał się w Detroit, gdzie był świadkiem nierównego traktowania ludzi ze względu na pochodzenie oraz kolor skóry. Osobiście był piętnowany przez innych za swoje żydowskie korzenie. Jego zainteresowania oraz ciężar doświadczeń stały się inspiracją do szukania odpowiedzi na nurtujące go pytanie „Co prowadzi ludzi do zachowań nacechowanych przemocą w stosunku do drugiego człowieka?”. 

Zobacz też: Psychorysunek – by lepiej zrozumieć świat dziecka. Jak, dlaczego i po co?

Co było dalej…

Rosenberg opracował Porozumienie bez Przemocy. Jest to metoda stosowana i wykorzystywana w relacjach społecznych. Świetnie sprawdza się wśród osób dorosłych jak również w pracy z dziećmi.

Wiele żłobków, przedszkoli oraz szkół stosuje ten model w pracy z najmłodszymi. Prowadzone są szkolenia dla nauczycieli i rodziców. Porozumienie bez Przemocy przekazuje wartości związane ze zrozumieniem drugiej osoby. Opiekunowie uczą się komunikacji opartej na wzajemnym szacunku. Najważniejsze jest wypracowanie strategii, która będzie prowadziła do zaspokojenia potrzeb naszych oraz potrzeb drugiej osoby – dziecka.

Porozumienie bez Przemocy nie stosuje kar ani nagród. Skupia się na realnym kontakcie oraz wykazywaniu troski wobec dziecka. Kary i nagrody nie stawiają nikogo wyżej lub niżej. Każdego należy traktować równo. Wystrzega się również etykietowania dzieci. Jest to bardzo ważne, ponieważ pomaga uniknąć stygmatyzowania co zwiększa tolerancję.  W sytuacji konfliktów uczymy się stawiać granicę i poznawać granice innych.

Zobacz też: O zakazach w życiu dziecka

Porozumienie bez przemocy. Żyrafa czy Szakal?

Żyrafa oraz szakal zostały wykorzystane przez Rosenberga do porównania dwóch możliwości komunikacji. Wyróżniono język żyrafy i język szakala.

Inspiracją dla języka żyrafy jest budowa ciała tego ssaka. Żyrafa ma bardzo długą szyję, która może wydawać się nieproporcjonalna do reszty ciała. Natomiast daje temu zwierzęciu niesamowite możliwości zobaczenia świata z szerszej perspektywy. 

Język żyrafy –nazywany również językiem empatii lub serca. Pozwala nam dostrzec więcej. W komunikacji z drugą osobą kieruje się uczuciami i potrzebami. Stara się zrozumieć. Wystrzega się komunikatów ,,Ty”, zastępuje je słowem ,,Ja”. Przedstawia swoje argumenty, ale też chce wysłuchać drugiej strony. Nie generalizuje, nie zawstydza oraz nie obwinia.

Żyrafa poszerza horyzonty komunikacji!

Język szakala –jest nasycony krytycznym podejściem i z góry narzuca nam swoje poglądy. Nie słucha potrzeb. Nie zależy mu na konstruktywnej dyskusji. Stara się zakrzyczeć drugą stronę. Używa etykietowania dodatkowo obwiniając i zawstydzając. Jest przeciwieństwem komunikacji, którą stosuje żyrafa.

Szakal skutecznie ogranicza komunikację!

Jak wykorzystywać Porozumienie bez przemocy w praktyce?

Rosenberg w swojej metodzie wyodrębnił 4 elementy, które pomogą nam w komunikacji:

  • Obserwacja – dostrzegamy tylko to, co ma miejsce w danej chwili. Nie oceniamy, nie krytykujemy, nie wydajemy osądów.

Przykład: Tupiesz nogą i uderzyłaś moją rękę…

  • Uczucia – mówimy, co odczuwamy w danym momencie.

Przykład: jest mi przykro i jestem smutna….

  • Potrzeby – zaznaczamy czego oczekujemy. Czego chcę?

Przykład: zależy mi na spokojnej rozmowie z Tobą.

  • Prośby – odnosi się to do nas i do drugiej osoby.

Przykład: Czy możemy usiąść i wytłumaczyć sobie to, co się stało?

Pamiętajmy mamy wybór, który z języków przedstawionych przez Rosenberga jest nam bliższy i którym chcemy się posługiwać. Porozumienie bez Przemocy nie klasyfikuje. Daje jedynie możliwości i poszerza naszą świadomość wyboru.

Redakcja

Portal o rodzinie.