Przejdź do treści

„Tłuścioch” – jaki jest twój związek z jedzeniem?

Olek był przeciętnym niemowlakiem. Nie za dużym, nie za małym. Jadł tyle, ile chciał. Miał trochę fałdek, które wszystkich rozczulały. Potem, przez dwa, trzy lata był bardzo szczupły. To się skończyło w przedszkolu. Stało się jasne, że lubi jeść, zwłaszcza słodycze, co z kolei spotykało się z entuzjazmem babci. Dokarmiała, kolejnym batonikiem sprawiała wnukowi przyjemność, kiedy tylko mogła, do tego serwowała kolejny obiad po przedszkolu bez zważania na to, ile dziecko już zjadło.

Pierwszy raz usłyszał, że jest „świnią” i „tłuściochem” na początku podstawówki. Im częściej to słyszał, to gorzej się czuł. A im gorzej się czuł, tym częstsze były jego wyprawy do sklepiku przy domu po ciastka lub cukierki. Mama próbowała utrzymywać w domu jakiejś zasady żywieniowe, ale u babci wszystko było po staremu.

Nagroda, kara, schemat

Kiedy skończył liceum, postanowił to uczcić dużą pizzą. Podobnie było przy okazji zrobienia prawa jazdy.

Życie studencie otworzyło przed Olkiem całkiem nowe możliwości. Już nie było ograniczeń. Kebab o północy lub dwa- nie ma problemu. Nie ma czasu na gotowanie – zawsze dobra wymówka – to również nie problem. Mógł się żywić pizzą całymi tygodniami. Do tego imprezy studencie, nie tylko pełne dobrego jedzenia, ale również nie mniej kalorycznych napoi.

Zaskakujące było jedynie to, że wieku dwudziestu pięciu lat miał jedynie 15 kilogramów nadwagi. Nie stanowiło to wielkiego problemu, ponieważ cały czas był aktywny. Uprawiał rekreacyjnie sport, lubił to. Co więcej, co jakiś czas miał okresy, kiedy się starał. Przechodził na dietę, dbał o siebie, zwracał uwagę na to, co je i ile waży.

Pierwszy dzwonek usłyszał, kiedy miał 27 lat i jego babcia zmarła na zawał. Również była otyła i to przyczyniło się do jej przedwczesnej śmierci. Wytrzymał dwa tygodnie, podczas których dbał o swoją dietę. Kolejny dzwonek odezwał się kilka lat później, kiedy zobaczył w oczach ówczesnej narzeczonej coś na kształt obrzydzenia, kiedy się przebierał. Zrozumiał, że jego ciało może odrzucać innych, że nie jest atrakcyjny.

Kontrola bez kontroli

Olek miał wyraźną nadwagę, ale zwykło udawało się to ukryć, ponieważ był też bardzo wysoki. Miał więc opinię „dużego faceta”. To, że miał jedynie 15 kilogramów nadwagi było zasługą tego, że generalnie potrafił się kontrolować. Chwilę obżarstwa przeplatały się okresami diety. Jedzenie było w zasadzie jego jedyną słabością, jedynym obszarem, w którym tracił kontrolę. W każdej innej sferze uchodził za człowieka, który miał kontrole i na którego można było liczyć.

Jedzenie było wentylem. Pomagało kontrolować rzeczywistość. Podobnie diety pomagały odzyskać kontrole i odbudować poczucie własnej wartości. W którymś momencie zdał sobie też sprawę, że dzięki swojemu wyglądowi i nadwadze podtrzymuje kontakt z ludźmi, nie można o nim zapomnieć. Nawet jeśli była to uwaga negatywna, nawet jeśli wiązała się z interwencjami typu: „zobacz jak wyglądasz”, „szkodzisz sobie”, „zachorujesz, jeśli nie zrzucisz wagi”.

Z czasem Olek zaczął zauważać powtarzalność, schematyzm nabierania i tracenia wagi, zaczął dostrzegać, kiedy staje się bardziej widzialny dla bliskich i co wtedy dzieje się w jego życiu. Pogodził się też w myślą, że tak jak każdy człowiek wraz z wiekiem stopniowo będzie przybierał na wadze. Powoli, ale że jest to proces nieuchronny.

Relacja, jaką człowiek ma z jedzeniem, jest jedną z pierwszych i najważniejszych. Najpierw całkowicie zależymy od jedzenia, które jest nam dostarczane. A to przecież sztuka nakarmić drugiego człowieka, dać to i tyle, ile rzeczywiście potrzebuje, nawet jeśli ów człowiek ma kilka miesięcy.

Dlatego też relacja z jedzeniem jest odpowiedzią na to, co się dzieje w życiu człowieka. Jedzeniem można manipulować, wywołując określone reakcje otoczenia. Czasami odmawianie jedzenia jest jedynym sposobem na zwrócenie na siebie uwagi. Nie jest działaniem świadomym, ale celowym.

Psychika pod lupą

Uzależnienie od jedzenia z kolei rozumiane jest tak jak każde inne uzależnienie. Pustka, samotność, poczucie utraty kontroli nad własnym życiem można wypełnić jakąś substancją. Jedzenie jest najbardziej dostępne i stosunkowo najmniej kosztowne. A przy tym jest społecznie akceptowalne. Trzeba być w poważnych tarapatach – cierpieć na przykład z powodu nadwagi lub niedowagi, binge eating. Dopiero wówczas problem zaczyna być zauważany przez otoczenie.

Nie ma chyba człowieka, który co jakiś nie zastanawia się nad swoją wagą. Nie rozważa tego, jak wygląda, jak wyglądać powinien, jak się czuje. Wydaje się nam, że kolejna dieta coś zmieni. Podejmujemy więc wysiłek. Albo karzemy się za rzekomą nadwagę, odmawiając sobie jedzenia, jego wartości odżywczych oraz przyjemności, jaką daje. A przecież nasze decyzje i starania maja silne ograniczenia w postaci naturalnych biologicznych procesów. Można spędzić całe życie starając się i nawet przez chwilę nie zbliżyć się do figury modelki. Powrót do wagi sprzed ciąży – jeśli w ogóle możliwy – zajmuje znacznie więcej czasu niż to, co widzimy w kolorowych magazynach.

Jaki jest Twój związek z jedzeniem?

 

Katarzyna Mirecka

psycholożka i psychoterapeutka, absolwentka Uniwersytetu Nottingham. Ukończyła 4-letnie całościowe szkolenie psychoterapeutyczne w Instytucie Analizy Rasztów. Pracuje z osobami dorosłymi, dziećmi i młodzieżą, indywidualnie oraz grupowo. Od 2015 roku związana z magazynem Chcemy Być Rodzicami

Współczujące niemowlaki – czy empatia jest wrodzona?

Współczujące niemowlaki
Niemowlęta, zanim nauczą się chodzić czy mówić, potrafią ocenić postępowanie innych – Fot. Pixabay

Niemowlęta, zanim nauczą się chodzić czy mówić, potrafią ocenić postępowanie innych jako dobre lub złe, odczuwają empatię i współczucie, pocieszają i odczuwają coś, co nazywa się elementarnym poczuciem sprawiedliwości.

Do takich wniosków doszli naukowcy  z Uniwersytetu Yale analizując wyniki badań z udziałem małych dzieci. Profesor Paul Bloom, psycholog rozwojowy, badał moralność niemowląt i małych dzieci poprzez obserwację ich zachowań.

Jego książka „To tylko dzieci. Narodziny dobra i zła” jest teorią rozwoju moralności, próbą wyjaśnienia wpływu genów i środowiska na to, jakim człowiekiem się stajemy. Kilkudniowe noworodki nie lubią słuchać płaczu innych, najczęściej same wtedy zaczynają płakać. Jak się okazało, nie jest to bezsensowna reakcja na sam dźwięk – niemowlęta płaczą mocniej, kiedy słyszą płacz innego dziecka. Podejrzewa się, że jest to odruch empatii, współodczuwania z dzieckiem, które przeżywa negatywne emocje.

Zobacz też: Twoje dziecko kłamie? To dobry znak

Wrodzona moralność

Wielu naukowców już wcześniej podzielało zdanie Blooma, że zmysł moralny stanowi element naszego naturalnego wyposażenia. Thomas Jefferson pisał: „Zmysł moralny, czyli sumienie, to taka sama część człowieka, jak noga czy ręka. Jest dany wszystkim ludziom, choć u jednych jest silniejszy, a u innych słabszy, tak jak siła członków bywa większa lub mniejsza”.

Czym więc obdarza nas natura od najwcześniejszych lat?

  • zmysłem moralnym – pewną zdolnością do odróżniania dobra i zła,
  • empatią i współczuciem – doświadczaniem cierpienia w obliczu bólu doznawanego przez osoby z naszego otoczenia i pragnienia ulżenia im w tym bólu,
  • elementarnym poczuciem sprawiedliwości – skłanianiem się ku równemu podziałowi zasobów,
  • podstawowym poczuciem prawości – pragnieniem, by dobre uczynki były nagradzane, a złe – karane.

Ta nasza wrodzona dobroć ma jednak swoje granice – bywamy obojętni , czujemy wrogość wobec obcych, często jesteśmy małostkowi i nietolerancyjni. Nasze emocjonalne, instynktowne reakcje, szczególnie wstręt, mogą spowodować straszliwe czyny.

Jak nauczyć dzieci empatii?

Martin Hoffman, amerykański psycholog proponuje rodzicom prosty sposób na rozbudzenie w dziecku empatii. Tę praktykę nazywa indukcją. Polega ona na tym, że jeśli dziecko kogoś skrzywdziło lub niebezpiecznie zbliża się do wyrządzenia komuś krzywdy, rodzic zachęca do przyjęcia roli tej osoby – to empatyczne kuksańce, dzięki którym młodzi ludzie wdrażani są do nawykowego przyjmowania punktu widzenia innych osób. Komunikat, który otrzymują brzmi: nie masz żadnych moralnych przywilejów.

Zobacz też: Przedszkole czy niania? Zobacz, która opcja jest korzystniejsza dla rozwoju dziecka

Często wydaje nam się, że jesteśmy niewolnikami naszych emocji, a nasze moralne sądy i działania są skutkiem mechanizmów, których nie jesteśmy świadomi i nad którymi nie jesteśmy w stanie zapanować. A prawda jest taka, że nasza moralność działa zgoła inaczej – wiemy o tym na podstawie naszego codziennego doświadczenia oraz naukowych odkryć psychologii rozwojowej – twierdzi Paul Bloom.

Iza Farenholc

Dziennikarka i redaktorka. Pracowała jako redaktor naczelna w magazynie dla rodziców Gaga oraz współpracowała m.in. z magazynami Zwierciadło, Twój Styl, Sens, Glamour - materiały psychologiczne, recenzje książkowe, muzyczne i filmowe, wywiady, reportaże z podróży.

Trauma we wczesnym dzieciństwie uszkadza mózg

Trauma we wczesnym dzieciństwie uszkadza mózg
Wspomnienia z dzieciństwa decydują o naszym charakterze. – Fot. Pixabay

Traumy w dzieciństwie, takie jak rodzicielskie zaniedbanie, molestowanie seksualne i przemoc powodują uszkodzenie mózgu i doprowadzają do depresji w dorosłym życiu.

Po raz pierwszy badacze połączyli zmiany w strukturze mózgu do traumatycznych wydarzeń we wczesnym dzieciństwie i problemów ze zdrowiem psychicznym w późniejszym życiu.

Już co czwarty Polak w dorosłym życiu cierpi na schorzenia psychiczne takie jak m.in. depresja.              W opublikowanych w piśmie medycznym „Lancet” badaniach odkryto, że kora przedczołowa jest mniejsza u tych dorosłych, którzy w dzieciństwie doświadczali złego traktowania.

Zobacz też: Depresja to nie młodzieńczy bunt

Traumatyczne doświadczenia są bardzo powszechne. 67 % populacji miało przynajmniej jedno doświadczenie tego typu, badania wykazały, że im więcej tego typu doświadczeń, tym gorsze zdrowie.

Jak się okazało, doświadczenia z dzieciństwa nie tylko wpływają na układ nerwowy, ale także przyczyniają się do jego zmiany. Także na poziomie neurologicznym. Wcześniejsze badania łączyły te uszkodzenia mózgu z obecnością nadmiernego stresu w codziennym życiu.

Według danych statystycznych policji w 2017 roku, w ramach działań podjętych w procedurze “Niebieska linia” ogólna liczba ofiar przemocy wynosiła 92 529, a liczba osób podejrzewanych o przemoc w rodzinie to 76 206. W tym samym roku konsultanci pogotowia “Niebieska linia”, odebrali 652 połączenia, od osób małoletnich. Według danych statystycznych GUS 8191 małoletnich, umieszczono po raz pierwszy rodzinnej w pieczy zastępczej, natomiast w instytucjonalnej pieczy zastępczej przebywało ich 16 900.

Zobacz też: Dieta dla mózgu

Do szpitala zostało przyjętych 110 ochotników, borykających się z zaburzeniami psychicznymi, głównie z depresją, którzy monitorowani byli przez kolejne 2 lata. Ich zadaniem było dokładne wypełnienie formularza – wywiad miał na celu wyłapanie incydentów takich jak: przemoc psychiczna i fizyczna, zaniedbanie emocjonalne i molestowanie seksualne. Następnym badaniem był rezonans magnetyczny – sprawdzano rodzaj i wielkość zmian w strukturze mózgu.

Dr Nils Opel, odpowiedzialny za badania powiedział: „Ponieważ zdajemy sobie sprawę, jak duże znaczenie na emocje ma kora przedczołowa, możliwe jest, że zmiany w jej wielkości powodują mniejszą reakcję na konwencjonalne leczenie u tej grupy pacjentów”.

To znaczące odkrycie rzuca nowe światło na choroby psychiczne wynikające z traum dzieciństwa. Przyszłe badania będą skierowane na to, w jaki sposób przełożyć te wyniki na pomoc, opiekę i leczenie ludzi z takimi zaburzeniami.

Jak się okazuje – wspomnienia z wczesnego dzieciństwa nie tylko decydują o charakterze i o tym, kim jesteśmy.  Mogą też trwale uszkodzić mózg.

 

Źrodło: Telegraph.co.uk

 

Iza Farenholc

Dziennikarka i redaktorka. Pracowała jako redaktor naczelna w magazynie dla rodziców Gaga oraz współpracowała m.in. z magazynami Zwierciadło, Twój Styl, Sens, Glamour - materiały psychologiczne, recenzje książkowe, muzyczne i filmowe, wywiady, reportaże z podróży.

Złota jesień w rytmie baby blues – z pamiętnika mamy

W rytmie baby blues
fot.Pixabay

Chciałabym opowiedzieć Wam o najdziwniejszym dniu w moim życiu. To było dokładnie 7 miesięcy i 24 dni temu. W tym dniu wszystko się zaczęło, a wiele skończyło. To był początek nowego istnienia oraz pierwszy dzień reszty mojego życia.

TEN dzień

TEN dzień rozpoczął się o godz. 6 rano, kiedy to stawiłam się na Izbie Przyjęć szpitala położniczego w Warszawie w celu porodu. Miałam zaplanowane cesarskie cięcie ze względu na miednicowe ułożenie dziecka. Skubana była tak leniwa, że do końca nie chciała obrócić się główką w dół, nawet pomimo namów lekarzy specjalistów.

Przyjechaliśmy z mężem do szpitala o bladym świcie, a na operację czekałam do późnego popołudnia, w międzyczasie było dużo nagłych przypadków. Czekałam rozebrana w koszuli szpitalnej, na czczo, bez picia i jedzenia, podłączona do kroplówki z elektrolitami.

Podekscytowanie mieszało się ze strachem, a strach z przerażeniem, gdy pielęgniarka, mimo wielu prób, nie mogła wkłuć mi wenflonu w rękę, a moja krew kapała na posadzkę. Machina ruszyła i już nic nie mogło jej zatrzymać. Pozostawała nadzieja na pozytywne zakończenie.

Zobacz też: Czy stać mnie na dziecko?

Poza kontrolą

Zostałam przewieziona na salę operacyjną. Dookoła ludzie w zielonych kitlach, na środku stół operacyjny na którym zostałam położona, nade mną ogromna lampa jarzyła jasnym światłem. Wtedy to przywitała się ze mnie pani anestezjolog – pierwsza miła i sympatyczna osoba, którą spotkałam w szpitalu od rana.

Następnie młody lekarz rozciął mój brzuch. W międzyczasie żartował i mówił, że to jego ostatnia operacja przed urlopem. Pytał o imię dziecka i wiedział, że imię Larysa pochodzi z Grecji, czym zaimponował mi, bo nikt przedtem nie wiedział.

Nie czułam bólu, nic nie czułam. Oprócz totalnej bezbronności i poczucia, że życie moje i dziecka jest w ich rękach. Bogowie.

Zobacz też: Dlaczego zdecydowałam się na dziecko? Z pamiętnika młodej mamy

Złota jesień

Po chwili usłyszałam pierwszy krzyk. Wszystko dobrze, dziecko zdrowe, 10 na 10 w skali Apgar – orzekł lekarz. Zobaczyłam ją. Była piękna, biała i czysta. Patrzyła na mnie małymi oczkami, a jej wściekła mina mówiła: – Dlaczego mi to zrobiłaś?! Chyba za dobrze jej było po drugiej stronie brzucha.

Kolejne dni w szpitalu upływały mi w rytmie baby bluesa. Nie mogłam spać, ruszać się, wstać z łóżka bez bólu, wyjść poza oddział na świeże powietrze. Nie potrafiłam karmić dziecka piersią i znikąd nie widziałam możliwości pomocy. Mimo uczestnictwa w dwóch szkołach rodzenia, przeczytania tony poradników – nic nie przygotowało mnie na takie emocje. Trzymałam na rękach córeczkę, a moje łzy kapały na jej malutką główkę.

Rodzina i znajomi przychodzili w odwiedziny, a ja powoli uczyłam się opieki nad noworodkiem. Odżyłam dopiero po powrocie do domu, wtedy też mogłam w spokoju nakarmić córeczkę i wyjść z nią na spacer. Była piękna, złota jesień – wiosna mojego macierzyństwa.

Alina HRabina

Zawodowo związana z branżą HR. Obecnie na urlopie macierzyńskim. Mieszka w Warszawie, chętnie odbywa podróże małe i duże.

Pierwszy Dzień Matki – jaki prezent wybrać? Te słowa młodych mam nie pozostawiają złudzeń!

Pierwszy Dzień Matki to ważne wydarzenie. Pokażmy młodym mamom, że widzimy ich potrzeby.

Dzień Matki zbliża się wielkimi krokami. Dla niektórych kobiet jest to pierwszy tak wyjątkowy dzień. Zastanawiając się zatem nad prezentem dla nich – tak, nie tylko dziecko może tego dnia obdarować mamę – warto zwrócić uwagę na zdania, które padły z ust świeżo upieczonych rodziców. Co sprawiłoby im w tym dniu największą radość?

Pierwszy Dzień Matki w odmiennej niż dotychczas roli, to ważne przeżycie. To jasny sygnał, że jest się już w zupełnie innym miejscu. Przeistoczenie z dziecka w rolę mamy – z beztroski w odpowiedzialność, z bycia osobą obdarowującą w osobę, która tego dnia będzie prezenty otrzymywać. Oczywiście ładne pakunki i piękne bukiety to tylko dodatek do docenienia, które jest znacznie głębsze. Wcale nie oznacza to jednak, że nawet małym drobiazgiem nie można uszczęśliwić młodej mamy.

Dlaczego warto to zrobić? W dużej mierze życie świeżo upieczonej mamy podporządkowane jest teraz dziecku, dobrze jest zatem zwrócić uwagę także na jej potrzeby i pokazać, że one wciąż są równie ważne.

Jakie prezenty chciałyby otrzymać młode mamy?

Kilka zdań cytuje huffpost:

  • Coś, co „zastąpi” sen, albo przynajmniej sprawi, że będzie się wyglądało, jakby było się wyspaną.
  • Coś, co ułatwi zniesienie zmian, które pojawiły się w ciele po ciąży.
  • Coś, co pozwoli odzyskać wolne ręce.

 

Czy takie wypowiedzi mogą dziwić? Chyba niekoniecznie: „Codzienność nieraz może przytłaczać. Bycie mamą często nie ułatwia sytuacji. Płacz, zarwane noce, bałagan i konieczność posiadania oczu dookoła głowy, które pracować powinny z prędkością światła” – pisaliśmy na naszym portalu, o tutaj: >>KLIK<<

Nic zatem dziwnego, że zdania te odnoszą się tak naprawdę do podstawowych potrzeb. Za nimi kryje się jednak coś znacznie więcej – odzyskanie swojego ciała, poczucie niezależności, chwila tylko dla siebie. Pokażmy młodym mamom, że jesteśmy owych potrzeb świadomi.

Drobiazg tylko dla niej

Krem, witaminy, zdrowe oleje, kosmetyki, balsamy, peelingi, chusta do noszenia malucha – to tylko niektóre z rzeczy, jakie pierwsze przychodzą na myśl po przeczytaniu wspomnianych zdań. Nie, celem nie jest tu wskazanie konkretnych produktów, marek, czy sklepów. Chodzi raczej o podkreślenie faktu, że powyższe odpowiedzi mówią o potrzebie otrzymania czegoś, co będzie „indywidualnym” prezentem. Nie jest to mikser, poduszka do salonu, czy zestaw ręczników. Jest to raczej drobiazg, który młoda mama będzie mogła wykorzystać tylko dla siebie.

Warto o tym pamiętać – świeżo upieczona mama to wciąż kobieta, która potrzebuje przestrzeni, troski i docenienia. Nawet jeśli w tej chwili nie trzyma malucha w ramionach.

Zobacz też: Dlaczego zdecydowałam się na dziecko? Z pamiętnika młodej mamy
Źródło pytania i odpowiedzihuffpost

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.