Przejdź do treści

To zdjęcie mówi więcej, niż słowa – LĘK – tak wygląda naprawdę

Foto: Anya Anti Art Facebook

Stan kiedy natłok myśli zaczyna ogarniać twoją głowę, nie możesz nic zrobić, nie umiesz podjąć podstawowych decyzji, ciało odmawia ci posłuszeństwa – lęk. Są osoby, które odczuwają go za dużo, za długo, zbyt intensywnie. To zdjęcie w poruszający sposób pokazuje, jak wygląda lęk. Słowa tego nie przekażą!

Słowa to za mało

Ten przepiękny obraz powstał nie bez przyczyny. Stworzyła go 29-letnia artystka Anya Anti, która sama zmaga się z zaburzeniami lękowymi i depresją. Dzięki sztuce dzieli się ze światem swoimi emocjami oraz odczuciami pojawiającymi się w ciele, bowiem psyche i soma są ze sobą nierozerwalnie połączone.

Kiedy pracowałam nad tym projektem, nie myślałam o płynącej z niego nauce czy przekazaniu jakiejś wiadomości” – mówi twórczyni. „Chciałam po prostu podzielić się tym, o czym nie umiałam mówić, ale jednocześnie nie umiałam już dłużej trzymać tego w sobie” – jej słowa cytuje „Huffington Post„.

Przytaczane dane wskazują, że blisko 40 milionów Amerykanów doświadcza zaburzeń lękowych, które są tam najczęstszym problemem zdrowia psychicznego. Mogą towarzyszyć im ataki paniki, natrętne myśli, bóle głowy, problemy ze snem, ale też rozmaite fizyczne dolegliwości i doznania.

Obraz ten jest metaforą radzenia sobie ze stresem, lękiem i uwolnieniem moich wewnętrznych robaków. (…) Przez ostatnich parę lat miałam problemy z czarnymi myślami i depresją, a to zdjęcie reprezentuje moją próbę ponownego zastanowienia się nad swoim życiem i przemianę w nową osobę” – dodaje Anti. Podkreśla też, że chce zainspirować innych do obracania lęku w produktywną energię i pokazać, że w swoim doświadczeniu nie są sami. Tworzenie sztuki jest według niej jedną z najlepszych form radzenia sobie z trudnymi stanami. „Obróć swój lęk w coś pięknego” – podsumowuje.

Oto jak powstawało dzieło:

Zobacz też inne zdjęcia, które mówią więcej niż słowa:

7 ilustracji, które w brutalny sposób zmienią twoje spojrzenie na współczesny świat!

Księżniczki z bajek vs. brutalna rzeczywistość – mocne zdjęcia!

Te zdjęcia dają jasny przekaz – nasze ciała to nie są manekiny, piękno ma różną formę!

 

Źródło: „Huffington Post”

Foto: Anya Anti Art Facebook

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

„Bo to zła kobieta była”, czyli kolejny minister-wróg kobiet

minister-wróg kobiet
fot. Pixabay

Prognoza dotycząca realizacji praw reprodukcyjnych w Polsce w oparciu o publiczne wystąpienia nowego ministra zdrowia, premiera, prezydenta oraz prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego:

  1. Do końca stycznia 2018 zostanie uchwalony zakaz aborcji ze względu na trwałe i nieodwracalne uszkodzenie płodu.
  2. Zaraz po tym rząd wspierany przez zygotarian przepchnie całkowity zakaz aborcji.
  3. Pod hasłem “ochrony życia od naturalnego poczęcia do naturalnej śmierci” metody rozrodu wspomaganego (IVF, IUI, itp.) zostaną zdelegalizowane.
  4. Szybciej niż później zostanie wprowadzony zakaz sprzedaży i rozpowszechniania antykoncepcji.
  5. Każda kobieta wyjeżdżająca za granicę będzie poddana obowiązkowemu badaniu ginekologicznemu i testowi ciążowemu. Tak samo po przyjeździe, by upewnić się, że podczas pobytu za granicą nie poddała się aborcji, sterylizacji bądź nie skorzystała z antykoncepcji długoterminowej.
  6. Do czerwca zostanie wprowadzone karanie kobiet za poronienie, martwe urodzenia czy diagnostykę prenatalną.
  7. Wszystkie aktywistki (z kraju i zagranicy) zostaną aresztowane bądź umrą w niewyjaśnionych okolicznościach (“dajcie mi człowieka, a paragraf się znajdzie…”).
  8. Wszelkie zagraniczne przesyłki z lekami zostaną skonfiskowane – a nóż jest to misoprostol?
  9. W tzw. międzyczasie dojdzie do całkowitej zapaści publicznego systemu opieki zdrowotnej spowodowanego m.in. protestami i emigracją zarobkową personelu.
  10. Lekarze, pielęgniarki i położne zostaną zastąpione szpitalnymi kapelanami i uzdrowicielami.
  11. Nawet sprzątaczki zaczną korzystać z tzw. “klauzuli sumienia” i w świetle prawa będą odmawiać ścielenia łóżka roniącej pacjentki.
  12. Setki kobiet będą umierać z powodu bezpośrednich i pośrednich powikłań ciąży, gdyż lekarze będą odmawiać ich leczenia ze względu na potencjalne ryzyko uszkodzenia bądź obumarcia płodu.
  13. Śmiertelność okołoporodowa matek oraz śmiertelność perinatalna wzrosną w tempie logarytmicznym, ale “specjaliści” z Ministerstwa Zdrowia i instytucji podległych jak zawsze to zatuszują.

A jakie są Wasze przewidywania? Czekamy na Wasze komentarze i przemyślenia pod postem i na Facebook’u.

Karina Sasin

Lekarka, naukowczyni, aktywistka na rzecz praw reprodukcyjnych. Redaktor Naukowa Magazynu "Chcemy Być RODZICAMI". Wielokrotna stypendystka m.in. Organizacji Narodów Zjednoczonych, Rządu USA (NIH) i Krajowego Funduszu Na Rzecz Dzieci. Organizatorka konferencji International Meeting on MRKH Syndrome w Warszawie. Po godzinach miłośniczka cukiernictwa i dalekich podróży ;-)

UNICEF alarmuje: dla 48 mln dzieci codzienne życie jest koszmarem

Ubogie, kilkuletnie dzieci na wojnie
Fot. Pixabay.com

Niemal jedno na czworo dzieci żyje obecnie w kraju ogarniętym przez konflikt militarny lub dotkniętym katastrofą naturalną. Aby dotrzeć do nich z niezbędną pomocą humanitarną, konieczne jest pozyskanie aż 3,6 mld dolarów – alarmuje UNICEF.

Na całym świecie potrzeby humanitarne są generowane przede wszystkim przez konflikty zbrojne. Niektóre z nich trwają od lat, jak w Demokratycznej Republice Konga, Iraku, Nigerii, Sudanie Południowym, Syrii czy Jemenie. Niestety, konflikty te stają się coraz bardziej złożone, co powoduje nową falę przemocy i przesiedleń ludności, a tym samym – kolejne zagrożenia dla życia dzieci.

Dzieci na wojnie tracą wszystko

Tymczasem strony konfliktu wykazują często rażące lekceważenie dla życia dzieci. Najmłodsi są nie tylko celem bezpośrednich ataków, ale też nie mają dostępu do szkół, a infrastruktura cywilna jest niszczona lub burzona. Dochodzi do tego ograniczony dostęp do żywności, opieki medycznej, a nawet systemów wodno-sanitarnych. Szacuje się, że w wielu krajach, w których toczy się wojna, więcej dzieci umiera na skutek chorób wywołanych przez brudną wodę niż w następstwie bezpośrednich aktów przemocy.

–  Dzieci nie mogą czekać na zakończenie wojen. Już teraz, na ogromną skalę, kryzysy zagrażają ich życiu i przyszłości – mówi Manuel Fontaine, dyrektor UNICEF ds. programów humanitarnych. – Dopóki społeczność międzynarodowa nie podejmie pilnych działań w celu ochrony i ratowania tych dzieci, ich przyszłość będzie coraz bardziej ponura – dodaje.

UNICEF apeluje o środki na pomoc

UNICEF jest wiodącą organizacją w zapewnianiu dostępu do czystej wody i urządzeń sanitarnych podczas kryzysów humanitarnych na świecie. Współpracuje z organizacjami partnerskimi, aby jak najszybciej zmniejszyć ryzyko rozprzestrzeniania się chorób. Te działania polegają  m.in. na budowaniu latryn, dystrybucji zestawów sanitarnych, dostarczaniu codziennie tysięcy litrów wody do obozów dla osób przesiedlonych, wsparciu szpitali i ośrodków medycznych w leczeniu cholery. Ponadto działacze stowarzyszenia zajmują się naprawą systemów wodnych i sanitarnych.

W tym roku UNICEF – z pomocą organizacji partnerskich i darczyńców – chce pomóc 48 mln najmłodszych mieszkańców 51 krajów. Największa część środków ma zostać przeznaczona na pomoc dla dzieci i rodzin z Syrii i krajów ościennych.  Aby zapewnić im skuteczną pomoc dla dzieci na wojnie, konieczne jest pozyskanie 1,3 mld dolarów.

Źródło: UNICEF

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na UW. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

Rozpędzić czarne chmury

Smutny mim spogląda przez okno
Fot.: Pixabay.com

Każdego dnia aż 15 Polaków odbiera sobie życie. W skali roku umiera w ten sposób blisko 5500 osób – kilkakrotnie więcej niż w wypadkach komunikacyjnych. Wielu dramatom można byłoby zapobiec, zwiększając dostępność specjalistycznej opieki psychiatrycznej i edukując pacjentów na temat możliwości uzyskania pomocy.

Jak poinformowali naukowcy z Polskiego Towarzystwa Psychiatrycznego (PTP), w Polsce na leczenie psychiatryczne przeznacza się zaledwie 3,4% budżetu służby zdrowia, podczas gdy średnia europejska wynosi ok. 6%. Dodatkowym problemem jest utrudniony dostęp do lekarzy. Na 1 mln ludności mamy zaledwie 90 psychiatrów, a oczekiwanie na wizytę trwa często ponad miesiąc. Te wyniki plasują nas na przedostatniej pozycji w Unii Europejskiej. Rozdźwięk między Polską a innymi krajami UE jest ogromny – Finlandia ma 236 lekarzy tej specjalizacji na 1 mln obywateli, Szwecja – 231, a Holandia – 230.

– Najtrudniejsza sytuacja jest w psychiatrii dziecięcej, ponieważ mamy zaledwie 402 lekarzy tej specjalności. Na dodatek jest małe zainteresowanie tą dziedziną wśród lekarzy – zaznaczył prof. dr hab. n. med. Piotr Gałecki, konsultant krajowy w dziedzinie psychiatrii, podczas warszawskiej konferencji PTP.

Więcej jest w naszym kraju psychologów i psychoterapeutów, ale tylko część z nich oferuje swoje świadczenia w ramach umowy z NFZ. To sprawia, że na wizytę u nich oczekuje się nawet pół roku. Tymczasem w wielu kryzysach i zaburzeniach psychicznych niezwykle ważna jest szybka diagnoza, a tuż po niej – podjęcie odpowiedniego leczenia.

Depresja – (nie)męski problem

Czy fakt, że nie zawsze udaje się dotrzeć z pomocą do potrzebujących, wynika tylko ze zbyt małej dostępności specjalistów? Z pewnością nie. Dla wielu osób problemy natury psychicznej są wciąż tematem tabu. Pokutuje przeświadczenie, że osoba, która korzysta z pomocy psychiatry, to nieudacznik lub „wariat”. A w zasadzie – „wariatka”, bo w społecznej świadomości zaburzenia zdrowia psychicznego, w szczególności depresja, dotyczą tylko kobiet.

Najdramatyczniej w tym kontekście przedstawia się jednak sytuacja mężczyzn – to oni stanowią bowiem liczniejszą grupę wśród samobójców (ponad 80%). W 2016 r. targnęło się na życie 4 638 panów; aż 633 z nich było między 55. a 59. rokiem życia. Za wieloma z tych przypadków stały prawdopodobnie kryzysy psychiczne i depresja.

Wielu chorych nieumiejętność poradzenia sobie z życiowymi trudnościami określa jako „niemęską”. A gdy na horyzoncie pojawiają się poważne kłopoty osobiste, finansowe lub zawodowe, umiejętność zwrócenia się po pomoc jest niezwykle istotna.

– Rozmowa z osobą, której ufamy, jest pierwszym krokiem na ścieżce leczenia depresji. Podzielenie się swoimi przemyśleniami, obawami, że mamy depresję. Kolejnym krokiem jest poszukanie odpowiedniej pomocy specjalistycznej. Można zacząć do lekarza pierwszego kontaktu, skorzystania z rekomendowanych i certyfikowanych ośrodków pomocy psychologicznej czy psychoterapeutycznej – wyjaśnia nam Anna Krajewska, psycholożka i doradczyni zawodowa. – Przy większości depresji konieczne jest też podjęcie leczenia farmakologicznego. Niezbędna jest więc wizyta u lekarza specjalisty w celu doboru odpowiedniego leku przeciwdepresyjnego – dodaje.

Psychiatrzy podkreślają jednak, że coraz więcej pacjentów szuka rozwiązania „na skróty” i omija kroki, które są kluczowe, by uzyskać satysfakcjonujący efekt terapeutyczny.

– W latach 2008-2016 nastąpił znaczny wzrost sprzedaży leków antydepresyjnych – aż o 30%. Tymczasem leki i psychoterapia powinny być stosowane w procesie leczenia w zależności od indywidualnej sytuacji i potrzeb osoby leczonej, a nie zastępować psychoterapię w każdej sytuacji. Ich przyjmowanie zawsze musi odbywać się pod ścisłą kontrolą specjalisty – mówił podczas spotkania prof. Gałecki.

Psychiatra też lekarz

Eksperci z PTP podkreślają, że do poprawy sytuacji pacjentów ze schorzeniami psychicznymi konieczna jest zmiana społecznej świadomości – w odniesieniu do samych jednostek chorobowych, ale i łączącej się z nimi opieki lekarskiej.

– To, jak mówimy o psychiatrii i lekarzach psychiatrach, może mieć wpływ na to, czy chory zwróci się do nas o pomoc – podkreślają przedstawiciele PTP.

Jak zatem oswoić temat opieki psychiatrycznej? Z pewnością pomogą w tym działania edukacyjne – tych zaś, na szczęście, jest coraz więcej.

Jedną z ciekawych inicjatyw w tym zakresie jest kampania społeczna, która ma na celu destygmatyzację osób z rozpoznaniem schizofrenii paranoidalnej. W filmie, sfinansowanym ze środków samorządu województwa mazowieckiego i Mazowieckiego Centrum Polityki Społecznej, przedstawiono prawdziwe historie pacjentów.

Realny wkład w edukację w zakresie zdrowia psychicznego wnosi także poradnik „Nie bój się psychiatry. Jak wspierać zdrowie psychiczne dorastających dzieci”, wydany przez Instytut Psychiatrii i Neurologii w Warszawie. Publikację, sfinansowaną ze środków państwa w ramach kampanii społecznej „Nie bój się psychiatry”, otrzymały m.in. placówki edukacyjne dla młodzieży. To szczególnie ważna grupa odbiorców – Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) zwraca bowiem uwagę, że wiele zaburzeń zdrowia psychicznego rozwija się już przed 14. rokiem życia.

Przykładem dobrych praktyk są też dwa specjalistyczne poradniki: dla chorych na zespół natręctw oraz dla osób cierpiących na chorobę afektywną dwubiegunową i ich rodzin. Publikacje (w formacie PDF), autorstwa śląskiego specjalisty w dziedzinie psychiatrii, udostępniono bezpłatnie na stronie Centrum Psychiatrii w Katowicach.

Kiedy jeszcze nie wiemy, co nam dolega, we wstępnym rozpoznaniu problemu może nam pomóc internetowy test „Miej to z głowy”, opracowany przez zespół specjalistów m.in. z zakresu psychiatrii, psychologii i doradztwa zawodowego. Narzędzie to powstało z myślą o przedstawicielach grup zawodowych, które są najbardziej narażone na stres, wypalenie zawodowe, lęki i depresję, ale może skorzystać z niego każdy. Pamiętajmy jednak, że sam test nie zastąpi nam rzetelnej diagnozy lekarskiej.

Źródło: PTP, dziennik.pl, politykazdrowotna.com, krytykapolityczna.com, portalemedyczne.pl

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na UW. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

Sesja ślubna bez pana młodego. Zobacz poruszające zdjęcia narzeczonej

Sesja ślubna bez pana młodego
fot. Pixabay

Zakochali się w sobie, zaręczyli się i planowali ślub. Do ceremonii jednak nigdy nie doszło, ponieważ dwa miesiące przed zaplanowaną uroczystością mężczyzna zmarł w tragicznych okolicznościach. Po pewnym czasie kobieta postanowiła w oryginalny sposób uczcić pamięć ukochanego.

Nikki Salgot i Collin Rose z radością planowali swój ślub, który miał się odbyć 14. października 2017 roku. Do ceremonii nigdy jednak nie doszło. Kilka miesięcy po zaręczynach Collin – funkcjonariusz policji, został postrzelony podczas akcji. Zmarł w szpitalu 23. listopada 2016 roku.

Nikki długo nie mogła otrząsnąć się po tej tragedii. Aby uczcić pamięć zmarłego ukochanego postanowiła zrobić coś niesamowitego. Założyła białą suknię, wybrała miejsce i zaprosiła fotografa. Sesja ślubna bez pana młodego odbyła się 14. października 2017 roku, czyli w dniu zaplanowanego ślubu.

sesja ślubna bez pana młodego

Nikki i jej narzeczony Collin // fot. Facebook Nikki Salgot

sesja ślubna bez pana młodego

Nikki i jej narzeczony Collin // fot. Facebook Nikki Salgot

Zobacz także: Piękna sesja Sereny Williams na okładce „Vanity Fair” – nagość, ciąża, kobiecość!

Sesja ślubna bez pana młodego

Sesją zajęła się Rachel Heller – dawna koleżanka Nikki i profesjonalna fotografka. Na zdjęciach Nikki pozuje z czapką i policyjną odznaką Collina.

sesja ślubna bez pana młodego

fot. Facebook Nikki Salgot

sesja ślubna bez pana młodego

fot. Facebook Nikki Salgot

sesja ślubna bez pana młodego

fot. Facebook Nikki Salgot

sesja ślubna bez pana młodego

fot. Facebook Nikki Salgot

sesja ślubna bez pana młodego

fot. Facebook Nikki Salgot

– To obraz żalu, siły, wrażliwości i autentyczności – powiedziała prasie Heller.

– Był moment, w którym Nikki potknęła się lub nadepnęła niechcący na suknię i zaczęła się śmiać. Chciałam uchwycić również te momenty, żeby pokazać, że nadal potrafi się śmiać – dodała fotografka.

Źródło: Daily Mail, www.popularne.pl

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.