Przejdź do treści

„Trudne” dziecko – czy jest w życiu skazane na porażkę?

Dwójka dzieci bawi się zabawkami
Fot. fotolia – Dzieci w złobku

Rodzicielstwo to spore wyzwanie. Bycie rodzicem „trudnego” dziecka to wyzwanie podwójne. Choć nie ma jasnej definicji dziecka trudnego, to każdy rodzic ma na ten temat własne wyobrażenia.

Często już w niemowlęctwie wiadomo, że dziecko należy do bardziej wymagających. Dużo płacze, trzeba je nosić, niewiele śpi, trudno je ukoić, dobrze funkcjonuje jedynie w ściśle określonych warunkach. Rodzice mają poczucie przewlekłego zmęczenia. Próbują przetrwać niemowlęctwo swojego dziecka mając nadzieję, że z czasem będzie łatwiej. Trudno być rodzicem trudnego dziecka. Nie tylko dlatego, że nie do końca wiadomo, jak się nim zajmować, ale również z obawy o jego przyszłość. Tymczasem okazuje się, że to, czy i jak temperament dziecka wpłynie na jego przyszłość, jest w znacznej mierze zależne od opieki rodzicielskiej.

Trudne dziecko, a może bardziej wrażliwe?

Rodzic, który godzinami nosi swoje płaczące niemowlę, rodzic próbujący ulżyć niemowlęciu cierpiącemu z powodu kolki lub rodzic dziecka nieśpiącego może zastanawiać się, jaka przyszłość czeka jego dziecko. Czy w przyszłości również będzie tak wrażliwe i delikatne, czy zawsze będzie potrzebowało szczególnych warunków, żeby się uspokoić? Odpowiedź na to pytanie jest równie złożona, jak samo zagadnienie. Trudne dzieci to te, które mają szczególną trudność w regulowaniu swoich uczuć, emocji i potrzeb. Gorzej śpią, często lub nieustannie płaczą, mają kłopoty z jedzeniem. Prawdopodobnie część z tych trudności można przypisać temperamentowi, a więc cechom wrodzonym. Z drugiej jednak strony każde dziecko wyrasta w jakimś środowisku, zwykle w rodzinie i przede wszystkim w relacji. Te czynniki muszą mieć na nie wpływ.

Wyniki badań opublikowane w 2011 roku pokazały, że dzieci, które w niemowlęctwie uznawane były za trudne (według wymienionych wcześniej kryteriów), częściej w przyszłości cierpiały z powodu ADHD oraz przejawiały zachowania agresywne.

Gdyby tak było zawsze, byłaby to bardzo zła wiadomość dla dzieci oraz ich rodzin. Znaczyłoby to, że dzieci są skazane na trudności i że w zasadzie niewiele można zrobić. Jednak to, co pokazują inne badania, to znaczenie relacji oraz środowiska.

Po pierwsze: dobre relacje

Na uniwersytecie w Maryland przebadano 84 dzieci. Badania obejmowały dzieci od narodzin aż do drugich urodzin. Określono stopień wrażliwości każdego dziecka – w zależności od tego, w jaki sposób reagowało ono na dźwięk dzwonka lub rozbieranie. Następnie, kiedy dzieci ukończyły pierwszy rok życia, zbadano ich styl budowania nowych relacji. W wieku 18-24 miesięcy dzieci ponownie zostały zaproszone do laboratorium, żeby określić, jak reaguje na nieznane otoczenie. Zauważono, że te dzieci, które były bardziej drażliwe jako niemowlęta, częściej i łatwiej wchodziły w interakcje z nowym otoczeniem, jeśli zbudowały bezpieczny styl przywiązania z matkami.

Dzieci, które w niemowlęctwie były bardziej drażliwe, ale nie tworzyły z matkami bezpiecznego przywiązania, w wieku około dwóch lat były mniej towarzyskie. Co ciekawe, w przypadku dzieci, które w okresie niemowlęctwa nie były nadmiernie wrażliwe, rodzaj relacji z matką nie miał wpływu na ich zachowania społeczne.

Analizy te dowodzą, że dzieci, które w dzieciństwie są „trudniejsze”, mają większą wrażliwość i wymagają szczególnej opieki rodzicielskiej. Dobra opieka pozwoli im rozwijać umiejętności społeczne i eksplorować nieznane miejsca bez nadmiernego lęku. Z kolei dzieci, których rodzice nie potrafią się do nich dostroić i właściwie odpowiedzieć na ich potrzeby, mogą być bardziej wycofane i unikać kontaktów społecznych.

Trudne dziecko i jego trudny start w życie

Z badań tych płyną ważne wnioski i praktyczne wskazówki. Przede wszystkim przywykliśmy myśleć o temperamencie jak o stałej niezmiennej. Rozumiemy temperament jako trwałą cechę człowieka, niepodlegającą wpływom środowiskowym. Tymczasem okazuje się, że jest inaczej. Rodzice trudnych dzieci, nadwrażliwych, płaczliwych, trudnych do utulenia i sprawiających wrażenie, że nic nie jest w stanie ich ukoić, bardzo korzystają ze wsparcia rodziców.

Dzieci trudne są wrażliwe na środowisko zewnętrzne, ale również na swoich rodziców. Przy odpowiednim wsparciu mają szanse stać się dziećmi otwartymi, czerpiącymi z życia społecznego.

To dobra wiadomość dla rodziców; ich ogromne wysiłki nie idą nie marne. Nie służą jedynie doraźnemu uspokajaniu dziecka, ale również jego rozwojowi.

Zachowanie człowieka to skomplikowane zagadnienie, zależne od wielu czynników. Wierzymy w biologię, ponieważ daje nam twarde dowody. Jednak czynniki biologiczne, wrodzone, są silnie modyfikowane przez okoliczności. Można sobie wyobrazić przecież całkowicie zdrowe dziecko, które – wychowywane w skrajnie niekorzystnych warunkach – nie rozwinie  w sobie wiele więcej niż zdolność do przeżycia. Podobnie jest z wrażliwymi dziećmi, o których często mówimy, że są trudne. Też nie bez przyczyny, ponieważ rzeczywiście mają one trudniejszy start życiowy. Żeby móc się rozwijać (a potencjał mają przecież ogromny, jak pokazują badania), potrzebują wrażliwych i cierpliwych rodziców. Rodzice z kolei nie zawsze mają te umiejętności. Niczyja to wina. Warto wówczas, żeby rodzice najpierw zadbali o siebie, jeśli mają przez wiele miesięcy i lat dbać o drugiego, całkiem zależnego od nich człowieka.

Katarzyna Mirecka

psycholożka i psychoterapeutka, absolwentka Uniwersytetu Nottingham. Ukończyła 4-letnie całościowe szkolenie psychoterapeutyczne w Instytucie Analizy Rasztów. Pracuje z osobami dorosłymi, dziećmi i młodzieżą, indywidualnie oraz grupowo. Od 2015 roku związana z magazynem Chcemy Być Rodzicami

Koń terapeuta – czemu nie? Okiełznaj emocje i ściągnij cugle z Karoliną Czarnecką! WYWIAD

Konie towarzyszą człowiekowi od zawsze. Służą do pracy, transportu, rozrywki oraz… terapii. O terapeutycznej mocy koni, ich podmiotowości i wpływie na nasz rozwój rozmawiałam z Karoliną Czarnecką, psycholożką i facylitatorką programów rozwojowych z końmi.

Alina Windyga-Łapińska: Kiedy zaczęła się Twoja przygoda z końmi?

Karolina Czarnecka: Wiele lat temu, gdy byłam kilkuletnią dziewczynką. Odwiedzając daleką rodzinę na wsi, zostałam posadzona na dużego pociągowego konia i tak już zostało, jak to się mówi „łyknęłam bakcyla”. Rodzice mówili, że mam „radar” na konie, gdyż wyczuwałam je z daleka i nie potrafiłam przejść obojętnie, musiałam chociaż popatrzeć, pogłaskać.

Stopniowo zdobywałam doświadczenie pod okiem trenerów w państwowych i prywatnych stadninach. Startowałam w zawodach i uczyłam młodych adeptów sztuki jeździeckiej.

Często, żeby jeździć konno, wstawałam bardzo wcześnie rano i jeszcze przed szkołą jechałam do stajni. Pomagałam tam wyrzucać gnój z boksów – co uważam za bardzo cenne, uczące doświadczenie. Zaufanie osób, z którymi współpracowałam, zaowocowało pracą polegającą na przygotowywaniu koni do pracy pod jeźdźcem.

Zobacz też: Jak blisko jest zbyt blisko. Czy rodzice i dzieci mogą się przyjaźnić?

Obecnie pracujesz również z tzw. trudnymi końmi. Na czym polega taka praca?

W żargonie jeździeckim „trudny koń” to koń stwarzający problemy, który np. kopie, gryzie, ucieka, atakuje, ponosi, zrzuca i myślę, że takich zachowań mogłabym wymieniać bardzo dużo, ale w głównej mierze możemy powiedzieć, że trudny koń to taki, który nie jest podporządkowany.

W pracy z końmi zauważyłam, że problem często nie jest w samym zwierzęciu, ale w doświadczeniach, jakie miało w kontakcie z człowiekiem. Pracę z końmi, które zostały zmuszone do stosowania wszystkich znanych im technik obronnych, można podzielić na części, fundamenty.

Pierwszym z nich jest czas – dużo czasu, po to, by zbudować relację opartą na wzajemnym szacunku i zaufaniu. Kolejnym fundamentem są umiejętności, znajomość środowiska, potrzeb, sposobu komunikacji koni. Aby być dobrym przewodnikiem koni, trzeba umieć dostosować siebie i swoje założenia treningowe do aktualnego stanu konia. Wchodząc w relację z koniem, poznając go, potrafimy określić, w jakiej jest formie, czego potrzebuje. Dla mnie jest to pierwsza czynność po przyjściu do stajni – sprawdzam jak koń się miewa, co chce mi powiedzieć.

Trzecim fundamentem jest znajomość siebie samego, swoich potrzeb, emocji, stanu, w jakim aktualnie jesteśmy. Konie od pierwszych chwil, gdy do nich wchodzimy, wiedzą co jest w nas autentyczne i na to reagują. Jeśli sami jesteśmy nerwowi, koń też staje się nerwowy. Często obserwowałam i w dalszym ciągu obserwuję jeźdźców, którym nie idzie trening i mówią, że to wina konia, bo jest trudny, krnąbrny. Wtedy zadaję im pytanie:  „A jak jest z Tobą?”

Dobre pytanie! Dlaczego jeszcze warto przebywać z końmi?

Konie są roślinożercami, zwierzętami stadnymi, posiadają niezwykle rozwiniętą chęć współpracy, wrażliwość oraz umiejętność komunikacji niewerbalnej. Podczas gdy ludzie mogą mówić, wyjaśniać i racjonalizować myśli, konie żyją w całkowicie społecznej strukturze, opartej na działaniu. Konie reagują i odzwierciedlają emocje osób, z którymi wchodzą w relacje; stają się ich lustrem. Dzieje się tak dlatego, że konie są znacznie bardziej świadome mowy ciała, niż ludzie, łatwiej rozpoznają i reagują na poziomy gniewu, niepokoju, lęku lub smutku, które są niedostrzegalne dla ludzi.

Z racji bycia w stadzie, konie mają jasną strukturę i hierarchię. Szukają poczucia bezpieczeństwa. W celu przetrwania wytworzyły precyzyjny podział ról, co umożliwia im szybkie podejmowanie decyzji w chwili zagrożenia.

Współpraca z końmi oparta na dobrowolności. Wymaga od nas jednoznacznej komunikacji, szczerości, zaufania oraz zorientowania na cel. Bezpośrednie obcowanie z końmi wyzwala własną inicjatywę i kreatywność, a także uczy opanowania. Tego typu doświadczenie umożliwia wzmocnienie swojej pozycji i uwolnienie ukrytych kompetencji.

Jak już wspominałam, często widziałam i nadal obserwuję jak osoby trenujące, przyjeżdżając na trening, przynoszą ze sobą emocje z całego dnia. W takich sytuacjach założenia treningowe nie są spełniane – koń stawał się nerwowy, płochliwy, nie chciał współpracować, pokazywał całym sobą to, co dzieje się z jeźdźcem w środku, z jego emocjami. Konie nie kwestionują motywów, reagują na podejmowane działania. Są obecne tu i teraz, nie w sytuacji, która wydarzyła się kiedyś czy przewidujemy, że się wydarzy.
Konie nie oceniają tego, kim jesteśmy, ani jak wyglądamy; są obecne w realnej sytuacji, realnej relacji na chwilę obecną, i reagują na nasze sygnały. Dzięki temu mamy informację zwrotną w czasie rzeczywistym.

Konie są szczere, nie znają naszego kodu zachowań, odpowiadają na to, co widzą, słyszą i odczuwają w danej chwili, tu i teraz. Przede wszystkim, dają nam szansę na zmianę…

W jaki sposób koń „mówi” do nas? Jak prowadzić efektowny dialog z koniem?

Konie w naturalnym środowisku, między osobnikami w stadzie porozumiewają się bezgłośnie. Komunikacja niewerbalna jest im to potrzebne do przetrwania, gdyż w razie niebezpieczeństwa stawiają na ucieczkę. W związku z tym w głównej mierze posługują się językiem ciała. My, jako drapieżnicy, każdym swoim ruchem oddziałujemy na konia, ale też tym, co mamy w środku, co przynosimy i wnosimy z dnia codziennego.

Mam poczucie, że my jako ludzie, często zapominamy o tym, że konie czują, mogą mieć, tak jak my, gorszy lub lepszy dzień, a my swoimi potrzebami czy ambicjami „zabijamy” ich osobowość, zamykamy się na dialog z nimi. Efektywna komunikacja z końmi to w pierwszej kolejności praca nad samym sobą, swoją samoświadomością.

Zobacz też: „Warto być drogowskazem, nie dyktatorem” – wywiad z ekspertką na temat Pozytywnej Dyscypliny w wychowaniu dzieci

Jak koń może pomóc nam pomóc w pracy nad sobą?

Myślę, że już po części odpowiedziałam na to pytanie. Już samo przebywanie z końmi daje nam wiele – wycisza, uspokaja, każdy z nas czerpie coś innego.

Pracując z klientami opieram się o HORSE ASISTED EDUCATION, w skrócie HAE, co tłumaczy się dosłownie: NAUKA W ASYŚCIE KONI. Jest to innowacyjna metoda rozwoju osobistego w bardzo szerokim zakresie, od samoświadomości po przywództwo, dążenie do celu, zmianę. W tej niezwykłej metodzie nauczycielami są konie. Metoda ta tworzy jedyną w swoim rodzaju przestrzeń, do przyjrzenia się sobie od środka.

Podczas warsztatów pracujemy na rzeczywistej relacji człowieka z koniem, co umożliwia przyglądanie się sobie w realnej sytuacji. Obszary, którymi zajmujemy się pracując na warsztatach HAE, to: emocje, relacje, postawy, przywództwo, potrzeby, granice, wewnętrzna siła.

Czy my też mamy wpływ na konia? Czy dzięki nam koń również się rozwija?

Jak najbardziej, wszystko opiera się na autentyczności, samoświadomości, ale też przywództwie, czyli na tym, czy jako prawdziwy lider będę w stanie przedłożyć dobro członków stada, w tym wypadku konia, z którym wejdę w relację, nad swoje potrzeby.

Konie nieustannie szukają poczucia bezpieczeństwa i zadają nam pytanie: Czy będziesz w stanie poświęcić się i mi służyć? Rozumiem, że może to brzmieć dziwnie, natomiast chodzi tu o to, czy sobą, swoimi emocjami, postawą, tym co komunikujemy, dajemy koniom poczucie bezpieczeństwa, czy zapewniamy podstawowe potrzeby.

Niejednokrotnie pracując z końmi, obserwuję ich zmiany. Pamiętam jednego wałacha, który był właśnie koniem trudnym, pracowałam z nim ponad rok. Z konia, który nie dawał się złapać, atakował, straszył, stał się koniem, który chętnie przebywa z człowiekiem, podąża za nim sam z nieprzymuszonej woli.

Konie, jak my ludzie, mają swoje osobowości. Ważne żeby je akceptować, oczywiście z uważnością na szacunek nie tylko do konia; mamy też prawo wymagać szacunku od konia. Niedopuszczalne jest używanie przemocy. Czas, uważność, znajomość komunikatów, jakie wysyła nam koń, znajomość siebie, potrafi działać cuda.

Co jeszcze warto wiedzieć na temat terapeutycznej mocy konia?

Myślę, że w pierwszej kolejności warto powiedzieć o tym, że aby czerpać terapeutyczną moc od koni, musimy się zastanowić, czy jesteśmy gotowi na to, żeby otworzyć się na uczenie od koni – zwierząt, które przez wieki stały dużo niżej od nas w hierarchii. Od tego wszystko się zaczyna… Dla mnie magia koni i ich terapeutyczna moc są nie do opisania, ich trzeba doświadczyć na różnych płaszczyznach.

Zobacz też: Coach czy psychoterapeuta – kto lepiej pomoże Ci się zmienić?

Słyszeliśmy, że ostatnio zaadoptowałaś półrocznego konia, który miał trafić do rzeźni. Opowiesz, jak to było?

Oczywiście. W głowie kiełkował mi pomysł, aby powoli zacząć rozglądać się za kolejnym koniem do teamu koni trenerów HorseSpirit. Oglądałam kilka koni z ogłoszeń z polecenia, na różnym etapie ich życia i rozwoju, ale coś nie zagrało. Postanowiłam jeszcze trochę poczekać, dać sobie czas. Po kilku tygodniach odebrałam telefon od bliskiej mi osoby, z zapytaniem, czy nie znam kogoś, kto by chciał młodego konia. Zaczęłam dopytywać, co to za koń, co się dzieje i czemu tak szybko poszukiwany jest nowy właściciel. Okazało się, że jest to młodziutki ogierek, który ma trafić do rzeźni. W moich poszukiwaniach nie brałam pod uwagę tak młodego konia i do tego tak dużego – Polski Koń Zimnokrwisty. Konie tej rasy wykorzystywane są do prac polowych, zrywki drewna, ale też są hodowane na mięso. Cena sprzedaży u handlarza to ok. 12 zł za kilogram. I tak też miało się stać z tym maluchem.

Kilka dni intensywnie myślałam, rozmawiałam z bliskimi i zapadła decyzja, że go wykupuję. Pojechałam zobaczyć konia. Przyznam, że z jednej strony głowa sprowadzała mnie na ziemię, mówiąc: Spokojnie, nie widziałaś konia, najpierw sprawdź, czy jest zdrowy itd., ale serce było już przy nim. Z tymi wieloma myślami w trakcie drogi dotarłam na miejsce i zobaczyłam uwiązanego na łańcuchu źrebaka, który był bardzo niepewny i patrzył, kim jestem i czego od niego chcę.

Po tygodniu udało mi się zorganizować transport. Chciałam, żeby pierwszą swoją podróż miał komfortową i bezpieczną. Zależało mi na konkretnej osobie, która miała go przewieźć i tak też się stało. Konik był zafascynowany tym, jaki świat jest różnorodny. Dotychczasowe życie spędził przywiązanym w jednym boksie dzielonym z mamą. Po około 15 minutach udało się bez większych trudności załadować konia do przyczepy i ruszyliśmy w drogę. Po godzinie dotarliśmy na miejsce.

Raban, bo tak się nazywa, bardzo się zmienił – rośnie, zmężniał, waży już około 500 kg. Ma kolegów, z którymi chodzi na padoku, bawi się. Jak przystało na dziecko poznaje wszystko poprzez częste branie do pyszczka różnych rzeczy,  jest ciekawski i odważny. Raban jest w końskim przedszkolu, ma czas na rozwijanie się, naukę relacji, spanie w dzień, jedzenie.

Mogę powiedzieć, że dołączył do naszego teamu młody koń, który będzie w przyszłości koniem trenerem – jeśli oczywiście będzie miał na to ochotę.

Ekspert

Karolina Czarnecka

Certyfikowany facylitator programów rozwojowych z końmi (certyfikat EAHAE), Dyplomowany psycholog, certyfikowany specjalista przeciwdziałania przemocy w rodzinie, certyfikowany specjalista pomocy ofiarom przemocy, specjalista pracy ze sprawcą przemocy według modelu Partner Plus oraz Rodzina, szkoleniowiec, właścicielka firmy Syntonia. Na co dzień związana z Ogólnopolskim Pogotowiem dla Ofiar Przemocy w Rodzinie „Niebieska Linia” Instytutu Psychologii Zdrowia i Ośrodkiem dla osób pokrzywdzonych przestępstwem, gdzie prowadzi konsultacje indywidualne, zajęcia grupowe, warsztatowe oraz szkolenia.

horsespirit.pl

Alina Windyga-Łapińska

Dziennikarka portalu Współczesna Rodzina. Absolwentka resocjalizacji na Uniwersytecie Warszawskim. Kilka lat pracowała w dziale HR zagranicznych firm produkcyjnych, po urlopie macierzyńskim postanowiła nie wracać i zajęła się pisaniem.

„Kończyłem bieg ze łzami w oczach!” – co dzieje się na trasie biegu ultra? Krystian Pietrzak wie to najlepiej! [PODCAST]

Krystian Pietrzak
Fot. archiwum prywatne Krystiana Pietrzaka

Zdaje się, że najbardziej mityczną odległością biegową jest maraton – zapewne wiesz, jak skończył posłaniec Filippides, który niósł Ateńczykom wieść o nadciągającej flocie perskiej? Zgadza się, padł nieżywy, chociaż ów mit głosi, że jego trasa miała „zaledwie” długość 42 km 195 m. Cóż, gdyby na jego miejscu był Krystian Pietrzak lub inni biegacze ultra… starożytna historia mogłaby potoczyć się zupełnie inaczej. Wracając jednak do teraźniejszości – posłuchaj II części PODCASTU ze sportowcem, który w trakcie jednych zawodów przebiega nawet… 350 km!

Jeśli na początku wykona się pewną pracę, później jest łatwiej. Później jest tylko łatwiej!

Krystian Pietrzak, biegacz ultra

Katarzyna Miłkowska: Odległości, jakie pokonujesz – chociażby 300 km w trakcie ostatnich zawodów w Portugalii (odbyły się w grudniu 2019 ) – przekraczają granice wyobraźni przeciętnego człowieka.

Krystian Pietrzak: Faktycznie, moje postrzeganie biegania jest inne, ale zależne jest to od perspektywy z jakiej patrzę – a znajduje się ona na dalszym już etapie. Nie zmienia to jednak faktu, że ja też stawiałem pierwsze kroki. Rozumiem więc, że dla wielu absolutnie niewyobrażalne wydaje się przebiegnięcie półmaratonu, maratonu, a następnie myśl o pokonaniu go w lepszym stylu – sam byłem w tym punkcie. Wszystko jednak zaczyna się w treningu, od tych małych kroków – „baby steps” – które codziennie wykonujesz.

Kiedyś opisałem to nawet w jednym z wywiadów, którego udzielałem w Niemczech, gdzie na co dzień mieszkam. Psycholożka sportu próbowała dociec, co pcha ludzi do takich wyczynów – bieg 300 km i spanie w jego trakcie przez zaledwie godzinę, dwie, czasem wcale… Zaznaczyłem wtedy, że to właśnie wspomniany trening stanowi bazę. To właśnie on jest symulacją zawodów – tylko co kluczowe, symulacją podawaną w małych porcjach, które są możliwe do przyjęcia.

Czyli mówisz o swego rodzaju „szczepionce”?

Dokładnie, ponieważ tak na dobrą sprawę, szczepionka jest aplikowaniem czegoś, co powoduje, że zachwiana zostaje nasza naturalna równowaga. Jednak to zachwianie podane w małych porcjach sprawia, że organizm adaptuje się do nowej sytuacji. Dlatego trzeba zdawać sobie sprawę, że o treningu mówimy wtedy, kiedy wychodzimy poza strefę komfortu. Kiedy doświadczamy owego „szczepionkowego” zachwiania.

Wysłuchaj podcastu z Krystianem Pietrzakiem! Dowiesz się z niego znacznie więcej:

  • o tym, co może wydarzyć się na trasie biegu ultra?
  • o emocjach pojawiających się na mecie – co czuje człowiek, który właśnie skończył 300-kilometrowy bieg?!
  • o granicach, których nawet tacy wyczynowcy jak on nie przekraczają!

 

 

Krystian Pietrzak

Fot. archiwum prywatne Krystiana Pietrzaka

Fot. archiwum prywatne Krystiana Pietrzaka

 

 

 

I część rozmowy:Biegi 300 km po górach? No problem! Krystian Pietrzak: „ Każdy jest w stanie zrobić coś podobnego” [PODCAST]

 

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

Nowy rok, nowe cele! Czyli kilka słów o ich SMART wyznaczaniu

Słowo smart w języku angielskim oznacza sprytny – fot. 123rf

Pożegnaliśmy 2019 rok, witając nowy rok 2020. Wiele osób wraz z nowym rokiem podejmuje pewne kroki związane ze zmianami. Wyznaczamy sobie nowe cele, które zamierzamy zrealizować i wprowadzić w nasze życie. Zmiany mogą dotyczyć różnych sfer naszego życia np. osobistego lub zawodowego. Mogą dotyczyć modyfikacji prowadzonego dotychczas stylu życia, zmiany naszego wyglądu, zmiany nakierowanej na rozwój osobisty czy zmiany dotyczące naszej pracy. Wyznaczanie sobie nowych celów jest świetnym motorem napędzającym. Dzięki temu wzmacniamy własną motywację do działania oraz kierujemy swoją uwagę na własny rozwój osobisty. Jest to bardzo ważne, ponieważ przez wzrost rozwoju osobistego wzmacniamy własne poczucie refleksyjności oraz rozumienia. Wzrasta w nas również zdolność empatii w relacjach interpersonalnych.

Jednocześnie wyznaczanie sobie celów oraz osiąganie ich powoduje poczucie sensu życia i tożsamości, dzięki temu wiem kim jestem, dokąd dążę i czego chcę.

Niezależnie od tego jakie cele zostaną przez nas wyznaczone istotne jest, abyśmy zastanowili się czy w odpowiedni sposób je formułujemy oraz czy prawidłowo planujemy działanie do ich osiągnięcia?

Co tak naprawdę oznacza metoda SMART?

Słowo smart w języku angielskim oznacza sprytny i tym właśnie charakteryzuje się ta metoda, aby wyznaczać sobie sprytnie cele, które wyrażone w odpowiedni sposób będą realnie i w prosty sposób osiągalne.

Jednocześnie SMART to skrótowiec, w którym kryje się pięć cech jakie powinny mieć założone przez nas cele.

Zobacz też: Pokonać prokrastynację? Tak, to możliwe!

Co kryje się w metodzie SMART?

 

  1. S – Specific, czyli Sprecyzowany: Cel musi być konkretnie określony, jednoznaczny bez możliwości innej interpretacji. Warto na samym początku zadać sobie trzy pytania, które ułatwią nam sprecyzowanie celu.
  • Co chcę osiągnąć?
  • Po co chcę to osiągnąć?
  • W jaki sposób chcę to osiągnąć?

 

  1. M – Measurable, czyli Mierzalny: Cel powinien być tak sformułowany, aby móc go określić liczbowo sprawdzające jego stopień lub możliwość postępów realizacji. Ważne jest również to po czym my sami poznamy, że nasz cel został osiągnięty.

 

  1. A – Attractive, czyli Atrakcyjny : Bardzo ważna jest atrakcyjność założonego celu, która będzie nas motywować do jego osiągnięcia. Tutaj możemy zastanowić się czy nasz cel jest łatwy czy trudny? Jak długo będzie trwała jego realizacja? Jak bardzo jest dla nas ważny? Im wyższy stopień atrakcyjności tym większa motywacja. Można zastanowić się nad sporządzeniem własnej tabeli zysków oraz strat, która pomoże nam zaznaczyć jakość atrakcyjności założonego celu.

 

  1. R – Realistic, czyli Realny: Należy pamiętać, ze cele powinno wyznaczać się indywidualnie w zależności od naszych możliwości. Realność osiągnięcia celów jest również bardzo ważna bo wpływa na naszą motywację. Aby przekonać się o tym czy dany cel jest realny do osiągnięcia należy zastanowić się ile czasu, ile naszej pracy oraz ile pieniędzy musimy włożyć w jego osiągnięcie. Zastanówmy się nad tym jakimi zasobami dysponujemy i ile faktycznie możemy osiągnąć.

 

  1. T – Time-based, czyli Określony w czasie: Każdy cel ma określony czas realizacji. Powinniśmy pamiętać, aby wyznaczony deadline był dla nas osiągalny. Konkretna data zakończenia pomoże nam w ustaleniu dokładnego planu działania lub harmonogramu pracy, który będziemy realizować aby osiągnąć założony cel.

 

Wyznaczanie oraz realizowanie założonych celów jest możliwe. Warto zwrócić uwagę i skoncentrować się na formułowaniu ich w odpowiedni sposób. Pamiętajmy, że wymagając od samych siebie wykonujemy najlepszą pracą samorozwojową. Osiąganie założonych celów wpływa na całościowe polepszenie naszego dobrostanu psychicznego.

Autorka: Aleksandra Nosarzewska

Zobacz też: Nowy rok, nowa ja

Aleksandra Nosarzewska

Studentka V roku psychologii klinicznej na Uniwersytecie SWPS. Jej pasją jest psychologia dziecka oraz pedagogika. Na co dzień współpracuje z dziećmi z zaburzeniami ze spektrum autyzmu.

Tożsamość płciowa – identyfikacja i rozwój płci u dzieci

rozwój płci u dzieci

Różnicowanie płciowe zależy od mechanizmów genetycznych, embrionalnych, hormonalnych, metabolicznych i receptorowych. Na ostatecznie ukształtowanie płci mają również wpływ czynniki kulturowe oraz społeczne. Co przy tym ważne, różnicowanie płciowe jest procesem, który przebiega etapami. Oznacza to, że powodzenie każdej kolejnej fazy zależy od pomyślnego zakończenia wcześniejszej.

Pojęcie identyfikacji wywodzi się z łaciny i w pierwotnym sensie oznacza: stwierdzenie, ustalenie tożsamości.

Wyróżnia się trzy główne składowe identyfikacji płciowej: płeć biologiczną, tożsamość płciową i płeć metrykalną.

Płeć biologiczna

U człowieka występuje zróżnicowanie płciowe na płeć męską i żeńską. W komórkach rozrodczych:

  • U płci żeńskiej znajdują się po dwa chromosomy płciowe X (XX)
  • U osób płci męskiej znajduje się jeden chromosom X i jeden Y (XY)

Obecność chromosomu X lub Y wyznacza dalszy kierunek rozwoju płciowego organizmu, głównie przez swój wpływ na przyszły rozwój gonad (jajników lub jąder). Następnie, w procesie drugorzędowym, występuje odrębność dróg płciowych (jajowody/nasieniowody). Dalsze różnicowanie zachodzi w procesie trzeciorzędowym w cechach zewnętrznych (wzrost, kształty oraz owłosienie).

Zobacz też: „Moje dziecko nie lubi swojego ciała!” Jak możemy pomóc dzieciom w samoakceptacji?

Tożsamość płciowa

  • Posiadanie poczucia męskości lub kobiecości, które kształtuje się w kilku pierwszych latach życia, pod wpływem oddziaływania czynników wewnętrznych i zewnętrznych.
  • Relacje między płcią biologiczną a cechami psychicznymi ujętymi w ramach danej kultury stereotypu męskości i kobiecości
  • Identyfikowanie się człowieka z osobnikiem danej płci, przez poczucie przynależności do danej płci.
  • Wzorce pewnych zachowań uważanych za odpowiednie dla mężczyzn i kobiet w danym społeczeństwie, które dostarczają definicji o męskości i kobiecości.
Tożsamość płciowa u dzieci
  • Tożsamość (1,5 – 2 lata) – Dziecko poprawnie określa siebie i innych jako będących rodzaju żeńskiego lub męskiego.
  • Stabilność (3 – 4 lata) – Dziecko rozumie, że ludzie zachowują tę samą płeć przez całe życie.
  • Stałość ( 6 – 7 lat) – Dziecko rozumie, że rodzaj płci nie zależy od zmian w wyglądzie (ubraniu).

Chcąc obserwować rozwój tożsamości płciowej u dziecka,  bardzo ważne jest m.in. zwrócenie uwagi na to, jak radzi sobie z emocjami, samokontrolą, zależnością oraz agresją. Istotnym czynnikiem, który można monitorować wśród dzieci jest preferowany przez nie styl zabawy oraz wybór zabawek.

Płeć metrykalna – prawna

Jest ustalana tuż po urodzeniu dziecka na podstawie budowy zewnętrznych narządów płciowych. Wyznacza później pełnienie roli męskiej lub żeńskiej.

Perspektywa kulturowa

  • Gender z ang. (rodzaj, płeć) – jest wrodzonym poczuciem siebie, określanym również jako tożsamość rodzajowa. Jest psychologiczną konstrukcją, z którą człowiek przychodzi na świat i która jest odrębna od genetycznych i cielesnych cech danej osoby.
  • Transgenderysta – to określenie osoby, której tożsamość nie pokrywa się z konwencjonalnymi poglądami na temat rodzaju męskiego i żeńskiego, ale łączy oba rodzaje lub przemieszcza się pomiędzy nimi.

 

Aleksandra Nosarzewska

Studentka V roku psychologii klinicznej na Uniwersytecie SWPS. Jej pasją jest psychologia dziecka oraz pedagogika. Na co dzień współpracuje z dziećmi z zaburzeniami ze spektrum autyzmu.