Przejdź do treści

Twoje dziecko kłamie? To dobry znak

dziecko kłamie
fot. Pixabay

Mało który rodzic jest szczęśliwy, jeśli jego dziecko kłamie. Budzi to opiekunach niepokój i obawy o prawidłowy rozwój dziecka. Tymczasem okazuje się, że kłamanie jest cenną umiejętnością.

Kiedy tylko zauważymy przejawy nieuczciwości ze strony dziecka, staramy się je odpowiednio wychować, co zwykle oznacza zaszczepienie mu wartości moralnych, naukę uczciwości i w konsekwencji odpowiedzialności. Czytamy więc dzieciom na przykład historię Pinokia – opowieść o chłopca, który źle wyszedł na kłamstwie.

Kłamstwo pojawia się w narracji dzieci bardzo wcześnie i jest częścią ich naturalnego i prawidłowego rozwoju. W okresie drugich urodzin dzieci zaczynają mówić w sposób, który wyraźnie mija się z prawdą. Jednak jak pokazują badania, jest to nie tylko zdrowy element rozwoju, ale dowód na inteligencję dziecka.

Zobacz także: „Trudne” dziecko – czy jest w życiu skazane na porażkę?

Dziecko kłamie? To oznaka inteligencji i kreatywności!

W jednym z eksperymentów poproszono dzieci, żeby nie zaglądały w miejsce, gdzie ukryto zabawkę, kiedy badacz opuszczał pokój pod jakimś pretekstem. Kilka minut później badacz wracał do pokoju i pytał dziecko, czy podglądało.

Eksperyment ten zaprojektował w połowie lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku psycholog Michael Lewis i przeprowadził w rożnych formach na setkach dzieci, osiągając podobne rezultaty. Wnioski są dwa.

Po pierwsze zasadnicza większość dzieci podejrzy zabawkę w ciągu kilku sekund od chwili, kiedy zostanie sama w pokoju. Po drugie- większość będzie kłamać na ten temat. Im starsze dzieci, tym bardziej prawdopodobne, że skłamią. Co najmniej jedna trzecia dwulatków, połowa trzylatków i około 80 proc. czterolatków skłamie na temat swojego zachowania.

Co więcej badania pokazują, że dzieci są wytrawnymi kłamcami. Kiedy poproszono nauczycieli, pracowników społecznych, a nawet policjantów, żeby obejrzeli nagrania dzieci opowiadających różne historie. Zadanie polegało na tym, żeby określić, które z dzieci kłamało. Okazało się, że nikt z badanych nie był w stanie wskazać wszystkich kłamiących dzieci.

Dzieci sięgają po kłamstwo na różnych etapach swojego życia. Jednak to, co wyróżnia te, które kłamią najwcześniej, to inteligencja. Profesor Lewis, który zagadnieniu kłamstwa wśród dzieci poświęcił wiele lat swojego zawodowego życia doszedł do wniosku, że dwulatki, które kłamią na temat podglądania zabawki mają wyraźnie wyższe IQ niż ich „uczciwi” rówieśnicy.

Jeszcze inne badania pokazały, że dzieci, które kłamały umiały lepiej kontrolować swoje impulsy oraz potrafiły skupić się na zadaniu. Miały również lepiej rozwiniętą zdolność do widzenia rzeczywistości z perspektywy innych osób.

Zobacz także: Odporni i mazgaje – czy wychowujemy nadwrażliwców?

Nagroda działa lepiej niż kara

Na przeciwnym krańcu znajdują się dzieci będące na spektrum autyzmu, uznawane są za niezdolne do kłamstwa, ale również za mające ograniczoną zdolność do widzenia rzeczywistości z perspektywy innych osób. Badacze doszli więc do wniosku, że mali oszuści są znacznie lepiej dostosowani do świata zewnętrznego i żywiej czerpią z relacją społecznych.

Żeby móc kłamać, trzeba być wystarczająco inteligentnym i kreatywnym. Kłamstwa dzieci nie mają więc wiele wspólnego z moralnością dorosłych.

Są jednak takie sytuacje, kiedy dziecko musi powiedzieć prawdę w jak najbardziej dorosłym znaczeniu, wówczas kiedy chodzi o jego bezpieczeństwo lub zdrowie. W jaki więc sposób postępować, żeby dziecko było w stanie poinformować dorosłych o rzeczywistych wydarzeniach?

Przede wszystkim nie działa kara. Badania przeprowadzone na dzieciach w wieku przedszkolnym w zachodniej Afryce pokazały, że te dzieci, które były za kłamstwo karane bardzo surowo kłamały częściej i były w tym lepsze niż ich rówieśnicy, którzy za karę co najwyżej trafiali na dywanik dyrektora placówki.

Skuteczniejsze są sytuacje, w których dziecko widzi, jak ktoś inny jest nagradzany za uczciwość lub też zwyczajnie zobowiąże się mówić prawdę. We wspomnianym wcześniej eksperymencie, w którym poproszono dzieci o niepodglądanie częściej powstrzymywały się przed tym te, które wcześniej obiecały tego nie robić.

Co ciekawe, nawet jeśli nie do końca rozumiały, czym jest obietnica. Okazuje się, że krótko po ukończeniu pierwszego roku życia dzieci zaczynają rozumieć zręby komunikacji i słownych zobowiązań.

Na tej samej zasadzie nieskuteczne w nauce prawdomówności są bajki typu „Pinokio”. Nieznacznie skuteczniejsze są historie, w których promowana jest prawdomówność.

Zobacz także: Dlaczego rodzicielstwo jest trudne?

Kłamstwo ma inne znaczenie dla dzieci

O kłamstwie myślimy przede wszystkim w kategoriach moralnych. Myślimy szybko, automatycznie. W takim rozumieniu kłamstwo jest nieakceptowalne, budzi w dorosłych lęk przed utrwaleniem tego typu zachowania.

Nierzadko więc pojawia się w opiekunach myśl, że dziecko trzeba ukarać, a na pewno szybko naprawi błąd, który poskutkował kłamstwem. Tymczasem okazuje się, że kłamstwo ma zupełnie inne znaczenie dla dzieci. Jest umiejętnością, świadczącą o ich kreatywności i inteligencji.

Nie ma więc powodu załamywać rąk, kiedy dwu czy trzylatek patrząc rodzicowi w oczy mówi, że umył zęby, choć jego szczoteczka od wielu godzin nie miała kontaktu z wodą. Najwyraźniej jest wystarczająco inteligentny.

Katarzyna Mirecka

psycholożka i psychoterapeutka, absolwentka Uniwersytetu Nottingham. Ukończyła 4-letnie całościowe szkolenie psychoterapeutyczne w Instytucie Analizy Rasztów. Pracuje z osobami dorosłymi, dziećmi i młodzieżą, indywidualnie oraz grupowo. Od 2015 roku związana z magazynem Chcemy Być Rodzicami

„Nie musisz rozumieć kobiet, wystarczy, że je zaliczysz”. Kontrowersyjny poradnik dla nastolatków

Książka "Za hajs matki baluj"

„Jeśli po melanżu budzisz się na kupie szmalu, to może oznaczać tylko jedno… Powinnaś szybko zrobić test na HIV” – tego typu „błyskotliwe” porady znalazły się w kontrowersyjnym poradniku młodzieżowym „Za hajs matki baluj” wydanym przez Edipresse Polska. Internauci są oburzeni, a wydawnictwo się tłumaczy.

Na początku lutego do sprzedaży trafiła książka „Za hajs matki baluj”. Z opisu książki wynika, że jest to „przewodnik dla lanserów”, których głównym celem w życiu jest „fejm, melanż, fejs i snap”.

Książka ma formę obrazkową. Jest to zbitka stock’owych fotografii opatrzonych hashtagami oraz seksistowskimi, wulgarnymi poradami i uwagami. Przykład?

Przystojniaka na imprezie nie wyrywa się na ładne oczy, musisz mieć także niezłe cycki.

Superlaski ograniczają się tylko w jedzeniu, dlatego są super.

Nie musisz rozumieć kobiet, wystarczy, że je zaliczysz.

Zobacz też: Kontrowersyjna bluza H&M. Akt rasizmu, czy rozdmuchana afera?

Książka „Za hajs matki baluj”

Szokujący poradnik liczy 224 strony. Zamieszczone w nim fotografie przedstawiają w głównej mierze młodych, imprezujących ludzi. Próżno tu doszukiwać się autora publikacji, ponieważ książka jest efektem pracy zbiorowej. A może autor wstydził się wyjawić swoje nazwisko?

„Za hajs matki baluj” to oryginalnie nazwa fanpage’a, na którym od kilku lat można śledzić relacje z imprez w różnych miastach Polski. Znajdują się tam zdjęcia z imprez i informacje o nadchodzących wydarzeniach.

Książka o tym samym tytule miała być z pewnością nawiązaniem do popularnego w mediach społecznościowych fanpage’a. Jaki cel przyświecał autorom? Z pewnością nie doszukali się go oburzeni internauci, którzy w dobitnych słowach wyrazili swoje zdanie na temat treści zawartych w młodzieżowym poradniku. Głos postanowił zabrać również wydawca publikacji.

Zobacz też: Mansplaining – czyli panowie, którzy objaśnią nam świat. Uff bez nich byśmy zginęły!

Edipresse się tłumaczy

Książka „Za hajs matki baluj” to eksperyment wydawniczy, w którym podjęliśmy dość odważną próbę przeniesienia współczesnej komunikacji elektronicznej w świat tradycyjny, by nie powiedzieć konserwatywny, za jaki uchodzi dzisiaj książka w tej grupie odbiorców, czyli młodych ludzi w wieku 18-25 lat. Tą publikacją chcieliśmy też zwrócić uwagę na język i zachowanie obecne w tej grupie wiekowej – tłumaczy się Edipresse. Jak podkreśla wydawca, książka nie jest poradnikiem edukacyjnym dla młodzieży, a testy w niej zawarte „nie są niczym nowym”.

„Jesteśmy zaskoczeni, choć z drugiej strony też zadowoleni, że książka o tak śladowym nakładzie wywołała dyskusję” – czytamy dalej. Poradnik można było kupić m.in. w Empiku i Smyku (!).

Internauci nie pozostawili suchej nitki na wydawcy seksistowskiego czytadła.

„Hmmm… 18-25 to docelowa grupa odbiorców? Wydaje mi się, że zarówno w internecie, jak i na półkach Empika te teksty trafiają do dużo młodszych osób i wywołują dużo większe szkody, niż niektórzy myślą” – napisała jedna z użytkowniczek Facebooka.

„Ta książka narobi wiele nieodwracalnych szkód wśród młodych ludzi a wydawnictwo uważa, że to jest ok. Co nie zmienia faktu, że bardzo zawiodłam się na empiku i zastanowię się dwa razy zanim tam wejdę – stwierdziła inna internautka.

Po skandalu wywołanym publikacją młodzieżowego poradnika wydawca zdecydował o wycofaniu książki ze sprzedaży.

Źródło: ASZdziennik, Wirtualne Media, NOIZZ

Anna Wencławska

Koordynatorka treści internetowych. Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego, pasjonatka obcych kultur i języków orientalnych.

Wyrzuty sumienia po odstawieniu dziecka od piersi

Wyrzuty sumienia po odstawieniu dziecka od piersi
W ostatnich dwudziestu latach znacznie więcej kobiet karmi dzieci piersią niż w poprzednich pokoleniach. – fot.Pixabay

Trudno o bardziej emocjonujący temat niż karmienie piersią. Przynajmniej dla kobiet i przynajmniej na pewnym etapie życia. Bo karmienie piersią to fizjologia, emocje, ekonomia i polityka społeczna. To decyzje lub pozory decyzji. To duma  lub poczucie winy i porażki, które czasami trwa wiele lat. To skutki natychmiastowe i konsekwencje na lata.

Natura kontra społeczeństwo

Karmienie piersią zdaje się być czynnością naturalną, niemal fizjologiczną. Teoretycznie karmić piersią może każda kobieta. I większość kobiet rzeczywiście próbuje. Amerykańskie dane mówią, że ponad 80% kobiet ten rodzaj karmienia wybiera, ale już pół roku później piersią karmi jedynie 58%, a zaledwie 25% niemowląt jest karmionych wyłącznie piersią przez pierwsze pół roku życia, zgodnie z wytycznymi Amerykańskiego Towarzystwa Pediatrycznego (dane za Centres for Disease Control and Prevention). Wiadomo też, w ostatnich dwudziestu latach znacznie więcej kobiet karmi dzieci piersią niż w poprzednich pokoleniach.

Można się zastanawiać, dlaczego tak się dzieje. Wydaje się, że powodów jest wiele, nie tylko rosnąca wiedza na temat benefitów – dla dziecka, jak również dla matki – wynikających z tego sposobu karmienia. Jednak tyle, ile wiemy wystarczy, by temat karmienia piersią stał się niezwykle ważny, by każdy miał swoją opinię i głośną wypowiadał. Coraz cichszy natomiast staje się głos matek niemowląt, które podejmują decyzję i zmagają się z jej skutkami. Prawie niesłyszalne stają się wątpliwości, ponieważ mieć wątpliwości czy wahać się oznacza, że chce się dziecku podać butelkę. A jeśli się tę butelkę poda, trzeba zmierzyć się z myślą, że w najlepszym razie dostało ono substytut pokarmu. Czyli z sugestią, że źle opiekuje się swoim dzieckiem.

Zobacz też: Piękno i bliskość karmienia piersią. Kobiecość, czy kontrowersja?

Indywidualnia decyzja o karmieniu piersią

O karmieniu piersią trudno rozmawiać, trudno wyjść poza jednoznaczne „tak” lub „nie”. Trudno mieć wątpliwości, czy też zastanawiać się, co ono oznacza dla tej konkretnej kobiety, czym pierś może być dla jej dziecka. Teoretycznie karmienie piersią jest naturalne. Bo kobieta rzeczywiście wyposażona jest w piersi, w określonych warunkach mogą one wytwarzać pokarm. Jednak wystarczy mniejszy lub większy stres i ten naturalny proces przestaje być naturalny. Również ich fizjologia nie zawsze sprzyja kobietom. Wówczas karmienie jest doświadczeniem fizycznie bolesnym lub też pokarm pojawia się z pewnym opóźnieniem. Można by wówczas powiedzieć, że to również część karmienia – pewien etap, który wytrwała matka musi przetrwać.

Żeby jednak te wstępne trudności przetrwać, kobieta musi mieć odpowiednie zasoby. Karmienie piersią może rzeczywiście nie jest płatne, ale z pewnością nie jest bezkosztowe. Można sobie wyobrazić, że matka, która rodzi kolejne dziecko, potrzebuje wsparcia w zajmowaniu się „starszakami” w czasie, kiedy ona karmi piersią najmłodsze. Na początku tej pomocy trzeba wiele, bo i niemowlę może spędzać wiele godzin przy piersi.

Zobacz też: Masz wpływ na odporność swojego dziecka. Sprawdź, na co zwrócić uwagę! [INFOGRAFIKA]

Młode matki potrzebują pomocy

Kobieta potrzebuje też kogoś, kto zajmie się jej dzieckiem, kiedy ona będzie odpoczywała. Potrzebuje kogoś, kto powie jej, że ból kiedyś minie, kto pomoże dziecko właściwie przystawić do piersi. Potrzebuje też wiedzieć, że podanie dziecku butelki z jej mlekiem lub mieszanką nie zniszczy jego maleńkiego układu trawiennego.

To zadzwiające, jak wiele pomocy potrzebuje młoda matka w czynności tak naturalnej karmienie piersią. Bo decyzja o tym, w jaki sposób będziemy karmić nasze dzieci i w ogóle się nimi opiekować, na co będzie w nas zgoda, a co uznamy za zbyt trudne, rodzi się w kobiecie na długo przed pojawieniem się dziecka. Jeszcze w jej własnym dzieciństwie, kiedy patrzy na własną matkę opiekującą się jej rodzeństwem, ale też kiedy doświadcza bliskości. Bo karmienie piersią to przede wszystkim bliskość. Skrajna. Zależność, którą czasem trudno wytrzymać. Kobiety karmiące piersią, jak również te, które zdecydowały się na butelkę ten aspekt opieki wymieniają jako najtrudniejszy. Mówią czasem nawet o poczuciu uwięzienia. Dziecko zaczyna być przeżywane jak tyran, który chce zatrzymać matkę dla siebie. Jeśli dziecko długo ssie pierś, matka może czuć że staje się pusta, że nic w niej już nie ma.

Zobacz też: Jak karmić malucha, by nie groziły mu niedobory? Poznaj kalendarz żywienia dziecka!

Poczucie pustki wewnętrznej- nieświadome- lub poczucie, że to, co się daje jest niepełnowartościowe lub wręcz trujące może prowadzić do trudności w karmieniu piersią lub przedwczesne zakończenie.

Jeśli z kolei kobieta czuje, że ma niewiele do dania, że sama potrzebuje tych zasobów, które ma sobie lub też, że są one nieodnawialne (bo na przykład nie ma aktualnie lub nie miała w przeszłości) niezbędnego wsparcia emocjonalnego, dziecko będzie wraz z mlekiem zabierało to, czego i tak jest niewiele.

Wreszcie kolejnym powodem, dla którego matki szybko kończą karmienie piersią jest brak kontroli – nad dzieckiem, nad sobą, nad czasem. Matka może obawiać się, że jej dziecko je za mało albo za dużo, nie wiedzieć, czy je odpowiednią ilość, jakiej jakości jest jej pokarm. W gruncie rzeczy jednak może mieć trudność z utratą kontroli. Zamiast tego jednak będzie na przykład chodziła z dzieckiem na częste wizyty lekarskie, szukając potwierdzenia, że wszystko jest w porządku. Bo w karmieniu piersią trzeba jakoś dziecku zaufać. Widzieć, że ono sobie radzi, przyjmuje tyle i tak często, jak tego potrzebuje. I zaufać też sobie, że dajemy dziecku coś wartościowego.

Konsekwencje

To, co widzimy to przysłowiowy wierzchołek góry lodowej. Bywa prosto i bezboleśnie. Ale bywa też trudno i smutno na początku macierzyństwa. Widać to doskonale w dylematach związanych z karmieniem piersią. Prawdą jest to, co mówią osoby stojące po różnych stronach barykady „karmieniowej”, że „wszystko jest w głowie”. Ale to „wszystko” jest znacznie bardziej złożone, niż mogłoby się wydawać.

 

Katarzyna Mirecka

psycholożka i psychoterapeutka, absolwentka Uniwersytetu Nottingham. Ukończyła 4-letnie całościowe szkolenie psychoterapeutyczne w Instytucie Analizy Rasztów. Pracuje z osobami dorosłymi, dziećmi i młodzieżą, indywidualnie oraz grupowo. Od 2015 roku związana z magazynem Chcemy Być Rodzicami

Rok w ogrodzie czyli sposób na codzienną medytację

Rok w ogrodzie czyli sposób na codzienną medytację
Życie w harmonii z przyrodą sprzyja wyrwaniu się z uporczywego kołowrotka niechcianych myśli. – Fot. Pixabay

W dzisiejszych zabieganych czasach, kiedy godziny uciekają zdecydowanie za szybko, ogrodnictwo staje się jednym z zajęć, które choć trochę pomaga spowolnić ten zbyt szybki rytm. Grzebanie w ziemi    i czekanie na pojawienie się pierwszych oznak wiosny to nic innego jak rodzaj medytacji. I uprawia ją coraz więcej ludzi.

Szukamy sposobów na szczęście. Życie w harmonii z przyrodą sprzyja wyrwaniu się z uporczywego kołowrotka niechcianych myśli. Nieważne, czy mamy pod opieką ogród czy kilka doniczek na parapecie okiennym. W Stanach całe ekologiczne ogrody powstają na dachach apartamentowców lub domów, każdy kawałek trawnika wykorzystuje się do hodowania warzyw, owoców i kwiatów.

Zobacz też: Potrzebujesz wyciszenia? Postaw na odpoczynek w Manor House SPA

Zapomnieć o chorobie

Książka „Rok w ogrodzie” to nie tylko przewodnik po tym, jak zaplanować sobie sadzenie, pielęgnowanie i zbieranie, ale przepiękna opowieść o pasji.

Autor opowiada o projekcie, który stworzył dla londyńskiego centrum opieki onkologicznej Maggie’s Centre i pisze o tym, jak bardzo ekscytująca była to praca dla kogoś, kto tak jak on, wierzy w uzdrawiającą moc ogrodów i ogrodnictwa. Cytuje słowa jednej z pacjentek: „gdy dowiesz się, że masz raka, liczy się każda chwila.

Schwytać te chwile w kwiatach magnolii, których w przyszłym roku możesz już nie zobaczyć, natknąć się na niesiony wiatrem aromat mięty gniecionej w palcach – to wszystko staje się coraz bardziej pełne znaczenia”.

Te spotkania z pacjentami centrum, wzmocniły przekonanie Pearsona, że intymność, zmysłowość i sanktuarium ogrodu są kluczem do stworzenia poczucia dobrostanu, a silna więż z naturą może przynieść wielkie korzyści.

Zobacz też:Jak znaleźć szczęście? Radzi guru gwiazd

Sposób na codzienną medytację

Pod koniec tego miesiąca (marca) przestawimy zegarki, dzięki czemu ponurość dni łagodzi dodatkowa godzina na prace w ogrodzie . Nagle wszędzie widać życie: blade pierwiosnki bezłodygowe na zboczach i zapach fiołków schwytany na chwilę w cieple pierwszych wiosennych promieni słońca. Nie daj się jednak zwieść – marzec to miesiąc przeciwieństw”. Czy to nie czysta poezja?

Tak, musimy jeszcze moment poczekać na wiosnę, ale możemy już zaczynać pierwsze prace z pomocą tego podręcznika autorstwa Dana Pearsona. Uznany brytyjski architekt krajobrazu, publikuje w takich gazetach jak The Times, The Observer czy Daily Telegraph, a jego programy o ogrodnictwie zna cały świat. Jak sam mówi, spędzanie czasu w ogrodzie to czysty powrót do dzieciństwa i pewnego rodzaju sanktuarium – łączy przeżycia duchowe z fizycznymi. Warto spróbować!

Wydawnictwo Literackie

Iza Farenholc

Dziennikarka i redaktorka. Pracowała jako redaktor naczelna w magazynie dla rodziców Gaga oraz współpracowała m.in. z magazynami Zwierciadło, Twój Styl, Sens, Glamour - materiały psychologiczne, recenzje książkowe, muzyczne i filmowe, wywiady, reportaże z podróży.

Najlepsze, co możesz dać swojemu dziecku? Nuda! – sprawdź dlaczego

co robić, gdy dziecko się nudzi

Owszem, nuda może budzić lęk. Może też budzić złość i frustrację. Nie tylko u dzieci, ale także i u dorosłych. Zapewne zatem zadajesz sobie pytanie: „Dlaczego mam skazywać na nią swoje dziecko?!”. Uwierz, nie jest to kara, a ogromna nagroda dla jego rozwoju!

Nuda – czymże ona właściwie jest? Często jest to myśl: „Zrobiłabym coś, ale...”. Jest to zatem niejednokrotnie milion wymówek i de facto chęć pójścia na łatwiznę. Bo każde „ale” wymaga przeważnie jednak jakiegoś wysiłku.

Co więcej, nuda może kryć się także za stwierdzeniami: „Nic ciekawego się nie dzieje, on jest nieciekawy, nie ma dobrego filmu, nie interesuje mnie ta książka”. Tutaj dla odmiany słyszymy więc trochę złości, czy wręcz „obrażenia się” na wszystko i wszystkich dookoła. Nic jednak dziwnego, za nudą idą nieraz niezbyt przyjemne emocje, takie właśnie jak chociażby zdenerwowanie, zrezygnowanie, utrata motywacji.

Z nudą często wiąże się też narzekanie i wprost mówiąc – jęczenie. Szczególnie mogą odczuwać to rodzice, bo czyż zdanie: „Mamo, nudzę się” , nie jest jednym z najgorszych?! Za nim bowiem idzie obowiązek zajęcia się dzieckiem, nawet jeśli właśnie miałaś odpisać na ważnego maila. Może to być także konieczność ruszenia własnej wyobraźni. Ale, ale! Czy tutaj przypadkiem oby nie wyręczysz swojego malucha za bardzo?

Zobacz też: Twoje dziecko kłamie? To dobry znak

Co robić, gdy dziecko się nudzi

U lekarki i pisarki, Alison Escalante, panuje zasada, iż rano dzieci nie mogą korzystać z tabletów. Oczywiście usilnie o to proszą i testują granice swoich rodziców – a nuż uda im się ich złamać! Kluczem jest jednak konsekwencja.

Jeśli bowiem dzieci zobaczą, że rzeczywiście urządzenia nie dostaną, chwila moment i same zaczną szukać sobie zajęcia. Największym plusem nudy jest bowiem konieczność poruszenia kreatywności, wyobraźni oraz wzięcie na siebie odpowiedzialności za własną… no właśnie, nudę.

Dr Ecalante przywołuje w swoim artykule na stronie „PsychologyToday” ciekawe badania, które pokazują, iż osoby nudzące się przed tym, zanim miały wykonać kreatywne zadanie, wykonały je później lepiej, niż osoby nienudzące się wcale.

Nuda bowiem pobudza nasze myślenie, wyobrażamy sobie np. różne sytuacje, co często pomaga nam odnaleźć się lepiej w momencie, kiedy rzeczywiście się one dzieją. Z drugiej zaś strony, nie obciąża naszego mózgu informacjami, które w skrócie mówiąc „zapychają system roboczy”. Pomimo więc tego, że szare komórki pracują na pełnych obrotach, to w tym samym czasie poddajemy się też niezwykłemu relaksowi.

Zobacz też: Jak komórka, tablet i komputer wpływają na dziecko? Cyberchoroby plagą XXI wieku

Dlaczego zatem nuda jest super i jak możesz ją wprowadzić w życie dziecka?

Zrób na nią przestrzeń. Warto pozwolić dziecku mieć moment, w którym nie będzie otaczało je zbyt wiele bodźców. Nie będzie też miało żadnych pilnych zadań, a wręcz przeciwnie, nadmiar wolnego czasu. Zobaczysz, jak szybko dojdzie wtedy do głosu wyobraźnia malucha. Za chwilę kłębek włóczki okaże się być wyprowadzanym na spacer psem, a z kanapy w salonie powstanie statek kosmiczny.

Przede wszystkim należy jednak uwierzyć w siebie i swoje dzieci. W siebie na płaszczyźnie poradzenia sobie z frustracją, że lepiej dziecku czegoś nie dać, nie wymyślać mu zabawy, nie dawać smartfona i mierzyć się jednocześnie z jego złością i być może płaczem. Zaś jeśli chodzi o dziecko, uwierzyć trzeba w jego ogromną moc tworzenia, bowiem to właśnie „potrzeba jest matką wynalazku” – powiedzenie trafiające idealnie w punkt!

Zastanów się nad tym, do czego dobrego doprowadziła nuda właśnie ciebie. Być może znudziła ci się standardowa szarlotka i postanowiłaś poeksperymentować z przyprawami. Tak, pobudziłaś w sobie kreatywność! Skutek? Stworzyłaś przepis, który chcą od ciebie wszyscy znajomi. A może znudziła cię trasa, którą codziennie pokonujesz do pracy i tym razem postanowiłaś pojechać inną drogą? Okazało się, że odkryłaś dzięki temu fantastyczną knajpkę, w sam raz na kolację z przyjaciółmi. U dziecka nuda także może stać się ogromną inspiracją!

Zostawiając dziecko z nudą, dajesz mu też możliwość poczucia odpowiedzialności za siebie. Dziecko bowiem dowiaduje się, że są sytuacje, w których musi radzić sobie samo. Jest to na tyle bezpieczna „lekcja” konieczności zadbania o siebie i zachęta do działania, że chyba lepszej nie możemy sobie wymarzyć.

Co więcej, poradzenie sobie z nudą da dziecku poczucie ogromnej satysfakcji! Zobaczy, że dało radę. Że umie. Poczuje, że może mieć wpływ na to, co się z nim dzieje i jak się czuje. Jeśli bowiem nuda zamieniła się w świetną zabawę, to być może następnym razem uda mi się zrobić coś, co spowoduje, że jak będę smutny, szybciej znów się uśmiechnę? Tak, nuda uczy też dbania o siebie.

To co? Na kolejne pytanie znajomych, co robicie w weekend z dziećmi, odpowiesz teraz: „Nudzimy się”? Oby!

Zobacz też: O współczesnym rodzicielstwie z Moniką Mrozowską: „Ilość dzieci nie zwalnia z tego, żeby czujnie się im przyglądać”

Inspiracją do artykułu był tekst ze strony „PsychologyToday”

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.