Przejdź do treści

Tysiąc pierwszych dni. Czy Twoje dziecko ma szansę na sukces?

Tysiąc pierwszych dni
fot.123rf

Dlaczego jedni ludzie odnoszą w życiu w sukces, a inni porażkę? Dlaczego jeden człowiek dobrze zarabia, a inny ledwie wiąże koniec z końcem? Okazuje się, że do pewnego stopnia jesteśmy w stanie przewidzieć, jakie szanse na sukces ma dana osoba.

Szansa na sukces

Nathan Wallis, ekspert w dziedzinie neurobiologii, aktywnie wspierający rodziców na całym świecie w myśleniu o dziecku uważa, że jesteśmy w stanie przewidzieć, który 32-latek ma szanse odnieść sukces. Okazuje się, że jest jeden decydujący czynnik – doświadczenie bycia w wyłącznej relacji z dorosłym w pierwszych latach życia.

Opierając się na licznych badaniach Wallis uważa, że godziny spędzone w relacji jeden na jeden z najważniejszym opiekunem, zwykle matką, są bezcennym doświadczeniem, na którym można budować sukces i poczucie spełnienia. Co więcej, większe szanse na powodzenie mają starsze dzieci, właśnie dlatego, że mają więcej wyłącznej uwagi i zaangażowania ze strony rodzica niż młodsze rodzeństwo.

Wallis mówi o wadze pierwszego tysiąca dni w życiu dziecka jako najistotniejszych dla jego rozwoju, choć jednocześnie podkreśla, że jeśli coś pójdzie nie tak, jeśli z jakichś powodów relacja matki i dziecka nie przebiega tak, jak powinna to nie znaczy, że zostało ono bezpowrotnie uszkodzone. Życie stwarza wiele okazji, by coś naprawić, zmienić. O ile to możliwe, warto pamiętać, że potrzeby rodziców są ważne. Ale nie można zapominać o potrzebach i możliwościach bardzo małych dzieci.

Wioska

Kiedy myślimy o „głównym” opiekunie, naturalnie zwykle jest to matka. Na nią spada większość obowiązków, ona zmaga się ze zwiększonym poczuciem odpowiedzialności za dziecko. O tym, że bywa to wykańczające nie trzeba przekonywać żadnej kobiety. Z tym większą ulgą witamy powiedzenie, że żeby wychować dziecko, trzeba całej wioski.

Jednak co to właściwie znaczy? Jak zauważa Nathan Wallis nikt nigdy nie twierdził, że noworodek zostaje oddany na wychowanie „wiosce”, jakkolwiek byśmy ją rozumieli. Chodzi raczej o to, że w czasie, kiedy matka i niemowlę uczą się siebie, poznają i budują więź, „wioska” otacza tę parę.

Funkcję wioski mogą więc pełnić instytucje i przepisy prawa zapewniające matce zabezpieczenie finansowe, opiekę zdrowotną, rodzina i znajomi dbający o to, żeby miała ciepły posiłek, jeśli nie jest w stanie sama o to zadbać, osoby, które zadbają o starsze dziecko, kiedy matka skupiona jest na noworodku, które będą obok, kiedy będzie chciała porozmawiać lub wziąć niemowlę na spacer, żeby jego matka mogła odpocząć.

Podobnie myślał Donald Winnicott, wybitny psychoanalityk i pediatra brytyjski, podkreślający dodatkowo rolę ojca dziecka, który otacza opieką matkę tak, jak ona otacza opieką ich dziecko.

W takich warunkach dziecko uczy się siebie, dowiaduje się- patrząc w oczy matką, obserwując jej reakcje na siebie – jakie jest, że jest kochane i słuchane. I z tym wyposażeniem może budować kolejne relacje.

Relacje społeczne

Wallis słusznie zauważa, że żeby móc mieć wielu kolegów, najpierw trzeba mieć jednego dobrego. Zanim więc dziecko skorzysta z dobrodziejstw instytucji żłobka czy przedszkola, zanim rozwinie swoje umiejętności społeczne, musi je najpierw zbudować w intymnej, skrojonej na jego potrzeby relacji z głównym opiekunem.

Rodzice czasami sądzą, że oddanie dziecka do żłobka, dziecka czasem znacznie młodszego niż dwuletnie, pomoże mu rozwijać umiejętności społeczne, uczyć się zasad życia społecznego i zacząć budować relacje z innymi dziećmi. Tymczasem z różnych źródłem wiemy, że żeby mógł nastąpić rozwój społeczny, żeby móc korzystać z tego, co daje grupa rówieśnicza, najpierw potrzebna jest bezpieczna relacja z głównym opiekunem. To nie znaczy, że dziecko przedwcześnie oddane do żłobka na pewno sobie nie poradzi, ale można sobie wyobrazić, że będzie mu trudniej.

Kolejna trudność, z jaką muszą sobie poradzić bardzo małe dzieci w żłobku to zmiany. Z różnych powodów – ekonomicznych, lokalowych, zespołowych na przykład – różne osoby delegowane są do wykonywania różnych czynności przy dzieciach. Jedna z opiekunek zajmuje się karmieniem, inna na przykład przewijaniem.

Dzieci często jedzą posiłki w innej sali, w jeszcze innej śpią. Bardzo często praktyką są również zmiany opiekunek. Bywa, że dziecko co rok ma inną opiekunkę. Nadal jest to praktyka w wielu placówkach. Specyfika pracy w żłobku oraz przedszkolu wiąże się również z częstą zmianą pracujących w nich kobiet.

Młodsze dzieci oraz niemowlęta potrzebują stałości, rozumianej jako stałość osób, miejsca i czasu. Potrzebują też powtarzalności i rutyny. W takich warunkach rodzi się poczucie bezpieczeństwa. Tradycyjny żłobek osadzony w określonych realiach ekonomicznych nie stwarza dzieciom takich warunków.

Podwaliny na przyszłość

Pierwsze tysiąc dni życia człowieka, z perspektywy neurobiologii, ale też psychologii, to okres bardzo ważny. Cokolwiek się wówczas dzieje, relacje jakie się wówczas tworzy, czego się uczy o sobie i świecie zewnętrznym, stwarza podwaliny na przyszłość. Jednak, jak podkreśla również Wallis, nawet jeśli nie wszystko pójdzie w tym okresie, jeśli dziecko będzie chodziło do żłobka, będzie doświadczało różnych zmian, nie znaczy zostało bezpowrotnie „popsute”.

Człowiek ma niezwykłą umiejętność regeneracji. W sprzyjających warunkach dzieci rozkwitają. I jeśli rodzic poczuje, że coś chciałby zmienić, jeśli uzna, że coś w ogóle warte jest zmiany, dziecko na każdym etapie rozwoju może z tego skorzystać.

 

Katarzyna Mirecka

psycholożka i psychoterapeutka, absolwentka Uniwersytetu Nottingham. Ukończyła 4-letnie całościowe szkolenie psychoterapeutyczne w Instytucie Analizy Rasztów. Pracuje z osobami dorosłymi, dziećmi i młodzieżą, indywidualnie oraz grupowo. Od 2015 roku związana z magazynem Chcemy Być Rodzicami

Rodzina szczepionką na samobójstwo

Młodzi mężczyźni coraz częściej pełnią funkcję w rodzinie w sposób partnerski – fot. Pixabay

W Polsce codziennie odbiera sobie życie 15 osób, 12 z nich to mężczyźni. Na świecie w wyniku śmierci samobójczej co 60 sekund umiera mężczyzna. Dlaczego mężczyźni? Na to pytanie próbował odpowiedzieć dr hab. Adam Czabański podczas Wykładów Otwartych kampanii „Życie warte jest rozmowy”.

Samobójstwo ma ogromną moc rażenia – jest jak granat rzucony w tłum ludzi. Na początek garść statystyk:

W roku 2018 w Polsce samobójstwo popełniły 5182 osoby. To więcej niż łączna liczba śmiertelnych ofiar wypadków drogowych (2882) oraz ofiar zabójstw (513). W latach 2009-2018 samobójstwo w Polsce popełniło 58 721 osób. To jakby zniknęło z powierzchni ziemi średniej wielkości miasto takie jak np. Puławy, Bełchatów czy Ełk. Prób samobójczych jest 10 do 15 razy więcej niż samobójstw. W latach 2009-2018 w Polsce 500 000 – 750 000 prób samobójczych. To liczby odpowiadające mieszkańcom Poznania lub Krakowa. Jedno samobójstwo wiąże emocjonalnie, ekonomicznie i duchowo do 20 osób. Każdego roku w Polsce 100 000 ludzi cierpi z powodu samobójstwa bliskiej osoby.

W 2017 roku 86% samobójstw popełnili mężczyźni. Na jedną kobietę – statystycznie 6,15 mężczyzn popełnia samobójstwo. W Europie jest to stosunek 1:4.

Zobacz też: Na świecie co 60 sekund popełnia samobójstwo mężczyzna” [WIDEO]

Kryzys męskości?

Czy mamy do czynienia z kryzysem męskości? Niekoniecznie. Winne są tutaj wzorce kulturowe. Polacy mają bardzo mocno zakodowane tradycyjne role społeczne. Mężczyźni, którzy nie są w stanie im sprostać, nie wytrzymują.

Tradycyjne role społeczne zakładają, że mężczyzna pełni funkcję materialno-zabezpieczającą. Gromadzi środki na utrzymanie rodziny. Nie angażuje się w funkcje wychowawcze i emocjonalne. Zachowuje dystans od życia rodzinnego. Gdy nie pracuje, również nie zajmuje się dziećmi – odpoczywa. Kształtuje się obraz mężczyzny zdystansowanego, trochę obcego w środowisku rodzinnym

W momencie kryzysu ekonomicznego – utraty pracy, upadku biznesu – rola mężczyzny załamuje się. Istnieje wtedy ryzyko wejścia na równię pochyłą:

Problemy w pracy -> agresja lub apatia -> używki + incydenty z przemocą wobec rodziny -> separacja lub rozwód -> pogłębienie uzależnienia od używek + brak kontaktu z rodziną -> SAMOBÓJSTWO

Badania prowadzone nad mężczyznami długotrwale bezrobotnymi ukazują niepokojącą prawidłowość. Pomimo posiadania dużej ilości wolnego czasu, nie angażowali się w życie rodziny. Wstawali jak zawsze o 6 rano i cały dzień oglądali telewizję albo spacerowali.

Zobacz też: „Ludzie nie chcą umierać – nie mają siły, aby kontunuować życie” prof. Brunon Hołyst na konferencji 10 września 2019

Ratunek – zaangażowanie na rzecz rodziny

Konieczna jest zmiana statusu quo. Kobiety muszą angażować mężczyzn na rzecz rodziny, aby czuli się związani z nią. Konieczna jest praca organiczna u podstaw.

Niech wyniesie śmieci i odprowadzi dziecko do przedszkola – nawet, gdy nie ma czasu – przekonuje dr Czabański. To zaprocentuje w przyszłości. Przytacza również zatrważające dane akcji „Poczytaj mi tato” – Statystyczny ojciec rozmawia ze swoim dzieckiem średnio 7-8 minut dziennie!

W szkołach rodzenia powinny być obowiązkowe kursy typu „jak być fajnym ojcem”. Aby nie wstydzić się łez, żyć małymi sprawami, żyć na poziomie mikrostruktury społecznej.

Co może uratować mężczyzn przed samobójstwem?

  • partnerstwo w rodzinach
  • rewitalizacja komunikacji wewnątrzrodzinnej
  • wzmocnienie roli ojca w rodzinie

Mężczyzna skoncentrowany na rodzinie, w razie problemów, ma więcej lin ratunkowych.

Na koniec –  optymistyczna pointa – młodzi mężczyźni coraz częściej pełnią funkcję w rodzinie w sposób partnerski. Żyją życiem swojej rodziny. Na równi zarabiają, sprzątają i zajmują się dziećmi. Oby tak dalej!

Alina Windyga-Łapińska

Dziennikarka portalu Współczesna Rodzina. Absolwentka resocjalizacji na Uniwersytecie Warszawskim. Kilka lat pracowała w dziale HR zagranicznych firm produkcyjnych, po urlopie macierzyńskim postanowiła nie wracać i zajęła się pisaniem.

Alergia u dziecka – jak ją rozpoznać i jak z nią żyć?

Alergie nie odpuszczają. Coraz bardziej zanieczyszczone powietrze i śmieciowe jedzenie przyczyniają się do wzrostu zachorowań, a na jej objawy uskarża się ponad 40 % Polaków. Na jakie objawy zwrócić uwagę u małych dzieci, jakie są najczęstsze alergie i czy mamy dzisiaj szansę na jej wyleczenie, pytamy pediatrę Ewę Miśko-Wąsowską.

Co roku przybywa dzieci z alergią. Coraz ich więcej i tak od kilkunastu lat. Co specjaliści mówią dzisiaj o przyczynach?

No cóż, nadal nie do końca wszystko wiemy. Powiedziałabym, że ciągle mniej tej wiedzy niż więcej. Jakiś czas temu słyszeliśmy o tzw. przyczynach higienicznych tzn. że w zbyt sterylnych warunkach i środowisku wychowują się nasze dzieci i my, że nie mają kontaktu z ziemią. Żyjemy za czysto i nasz organizm nie może się zmierzyć z najróżniejszymi patogenami, pasożytami i zaczyna reagować nieprawidłowo na to, co jest prawidłowe, czyli na przykład na jedzenie. Jeżeli chodzi o inne przyczyny – i to wykazują badania – że stosowanie antybiotyków we wczesnym dzieciństwie zwiększa ryzyko alergii. Bardzo duże znaczenie ma karmienie piersią i jej ochronna rola zwłaszcza w okresie wyłącznego zapewnienia dziecka naturalnego pożywienia w sześciu pierwszych miesiącach życia. Być może – badania nie są jednoznaczne – zanieczyszczenie powietrza i jedzenia, które spożywamy. No i genetyka. Jeśli ktoś nie ma obciążenia genetycznego, to raczej nie będzie miał alergii, a jeśli na przykład rodzice mieli alergię pokarmową, to znaczy, że dziecko także może ją mieć. Na pewno procentowo jest to bardziej prawdopodobne niż ich rówieśnicy ze zdrowych rodzin.

Jakie są najczęstsze objawy, na które powinniśmy zwrócić uwagę?

Najczęściej są to objawy ze strony skóry i przewodu pokarmowego, a bardzo rzadko ze strony układu oddechowego. Jeśli chodzi o skórę, to najczęściej pojawia się atopowe zapalenie skóry, na policzkach, z łuszczącą się skórą. Jeśli chodzi o przewód pokarmowy, to może zacząć się od bolesnych kolek, wymiotów i biegunek. Nie zapominajmy tylko, że dziecko karmione piersią może wypróżniać się tyle razy, ile było karmione, więc jeżeli jest większa ilość wypróżnień niż karmień i jeżeli te kupki są wodniste, pieniste lub śluzowe i pojawia się w nich smużka krwi, to na 99 % mamy potwierdzenie, że to alergia.

I co wtedy?

Zdecydowana większość alergii w tym wieku (ponad 90%) to jest alergia na białka mleka krowiego, to mama, która karmi dziecko, powinna przejść na dietę bezmleczną, ścisłą. Powinna czytać etykiety, żeby uniknąć tego białka. Może pojawić się krzyżowa reakcja – alergia na cielęcinę i wołowinę. Dotyczy to 50 % dzieci. Co drugie dziecko uczulone na mleko krowie, uczula się także na wymienione mięso. I mama też powinna zrezygnować ze spożycia. Podobnie jest z alergią na jaja – możemy mieć do czynienia z alergią krzyżową na mięso kurze, ale to dotyczy 10 %.

Więc mama przechodzi na dietę bezmleczną.

Tak, a standardem tego postępowania, czyli sprawdzenie, że dziecko rzeczywiście ma uczulenie na to mleko krowie, jest tzw. próbę prowokacji, którą robi się po 3-4 tygodniach diety mamy. To metoda diagnostyczna i mama po tym okresie spożywa na przykład pół kubeczka jogurtu i jeżeli po kilku godzinach lub dniach dziecko ma biegunkę lub wymioty, to jest to dla nas potwierdzeniem, że mamy do czynienia z alergią.

Zobacz też: Alergia czy nietolerancja pokarmowa, jak je odróżnić?

Kiedy warto zrobić pierwsze badania?

Takie badania można już zrobić u dziecka 4- miesięcznego i są to najczęściej badania z krwi. Sprawdzamy tzw. przeciw ciała alergiczne IGe i możemy jednocześnie oznaczyć wrażliwość IGe na konkretne alergeny, czy na przykład dziecko ma podwyższone IGe na mleko – mogą nie wyjść dodatnie, co nie wyklucza alergii. Ale mogą już wyjść dodatnie. I dodatkowo reakcje alergiczne zachodzą w różnych mechanizmach – może być mechanizm IGe zależny i IGe niezależny. W badaniach z krwi sprawdza się tylko te IGe zależne. Może być tak, że dziecko ma biegunki z krwią, a IGe wychodzi ujemne. I tak może dziać się długo tzn. że to może trwać długo, co znaczy, że jest to reakcja w IGe niezależnym. I to są te alergie, z których dzieci częściej wyrastają.

Podobno nie me testu genetycznego, który dokładnie odkryje alergie naszego dziecka.

Nie ma. I podobnie badania w klasie IgG, za które można zapłacić kilkaset złotych. Nie ma jednoznacznego zdania, ale wedle wszelkich standardów, nie stosujemy ich w diagnostyce alergii. Za kilka lat może coś się zmienić w tej kwestii, ale często jest tak, że wynik dodatni takiego testu może świadczyć o kontakcie z danym produktem, a niekoniecznie o alergii na niego. Jest to ciągle w fazie badań, więc trudno mi jednoznacznie wyrażać swoją opinię na ten temat.

Czy to prawda, że robiąc testy na celiakię, powinno się przez miesiąc jeść produkty z glutenem?

Przez pół roku. Mieliśmy dużo pacjentów z celiakią i musieli oni przez ten okres spożywać produkty z glutenem – nie śladowe ilości, ale normalne porcje makaronu, chleba podczas każdego posiłku. Wyjaśnijmy od razu jednak, że celiakia nie jest alergią. U dziecka z tą chorobą wystarczą śladowe ilości glutenu, żeby nastąpiła reakcja, żeby te kosmki w jelitach zaczęły zanikać. W przypadku alergii jest tak, że objawy u dziecka mogą zależeć od ilości spożytego alergenu – im więcej go spożyje, tym bardziej nasilone objawy.

Zobacz też: Kwasy omega – sposób na odporność! Co musisz o nich wiedzieć i gdzie możesz je znaleźć?

Alergia jest nietolerancją, ale nie każda nietolerancja jest alergią. Nietolerancja to jakakolwiek nieprawidłowa odpowiedź organizmu na spożywany pokarm. Może być alergią, w przypadku, gdy mamy do czynienia z mechanizmem immunologicznym – nasz organizm produkuje przeciwciała albo wysyła komórki stanu zapalnego w odpowiedzi na dany alergen. Ale istnieje też nietolerancja niealergiczna, kiedy w różnych mechanizmach dochodzi do nietolerancji danego produktu i może to być na przykład nietolerancja laktozy, czyli cukru mlecznego. To znaczy, że w naszych jelitach jest za mała ilość białka, enzymu, który ma ten cukier rozłożyć. W alergii natomiast jest tak, że wysyłane są komórki stanu zapalnego, produkowane są przeciwciała w odpowiedzi na białka, które dostają się z jelit do organizmu.

Jakie są metody rozpoznania nietolerancji?

Jeżeli chodzi o nietolerancję laktozy czy innych cukrów mlecznych robi się testy wydechowe. Polega to na tym, że dziecko połyka dany cukier np. laktozę i co pół godziny, co godzinę, ocenia się wodór w wydychanym powietrzu.

Co jest największym alergenem?

Zdecydowanie białko mleka krowiego, a później jajo kurze. Najniebezpieczniejsza natomiast jest reakcja na orzeszki ziemne. Te trzy produkty wywołują natychmiastowe reakcje alergiczne, częściej niż inne produkty i bardziej nasilone, łącznie ze wstrząsem anafilaktycznym ­– w takim przypadku podaje się dziecku adrenalinę, żeby uratować mu życie. Podstawą diagnozy jest wywiad – obserwacja rodzica, jakie dziecko ma objawy i w następnej kolejności próba prowokacji. Czyli wyeliminowanie alergenu i po kilku tygodniach wprowadzenie alergenu w małej ilości, żeby obserwować, czy objawy nawracają.

A co z tym glutenem?

Nadmiar glutenu, tak jak każdego innego składnika, nie jest dla człowieka dobry. Natomiast zrobiono badania, które ewidentnie potwierdziły, że wykluczenie glutenu z diety osoby zdrowej, nieobciążonej żadnymi chorobami autoimmunologicznymi, może zwiększyć możliwość zachorowania na cukrzycę. Bardzo to dziwna korelacja, ale te badania jasno dowodzą, że dieta bezglutenowa jest odpowiednia dla ludzi, którzy są uczuleni, mają nietolerancję glutenu lub źle się czują po jego spożyciu. Na chwilę obecną stosowanie takiej diety, kiedy nie ma się żadnych dolegliwości, jest zwykłą fanaberią.

Jak powinien wyglądać jadłospis alergika?

Najlepiej, żeby był ułożony przez dietetyka zajmującymi się alergiami, aby dieta była zbilansowana, żeby nie brakowało w niej mikroelementów, żeby nie zabrakło w niej ważnych składników odżywczych takich jak wapń na przykład. Oczywiście najważniejsze, żeby dziecko jadło produkty świeże, ekologiczne – to byłoby idealne. I tutaj wspomnę o ciekawostce – są dzieci, które tolerują laktozę w postaci przetworzonej termicznie, na przykład pieczonego muffinka (pieczony 20 minut). Oczywiście to dobry przypadek, bo takie dziecko może jednak spożywać produkty bogate w wapń. Takie dzieci wyrastają też częściej z alergii.

Czy da się wyleczyć alergię?

Na chwilę obecną nie ma takiego leczenia. Z alergii dziecko może wyrosnąć. 15 % dzieci wyrasta około roku, kolejne 25% do trzeciego roku życia, natomiast 75% do szesnastego roku życia, do okresu dojrzewania. Trwają badania nad lekiem i być może w kolejnych 20-30 latach naukowcom uda się taki lek wynaleźć.

 

 

 

 

 

Iza Farenholc

Dziennikarka i redaktorka. Pracowała jako redaktor naczelna w magazynie dla rodziców Gaga oraz współpracowała m.in. z magazynami Zwierciadło, Twój Styl, Sens, Glamour - materiały psychologiczne, recenzje książkowe, muzyczne i filmowe, wywiady, reportaże z podróży.

5 EKO-sposobów, jak oszczędzać prąd

Jak oszczędzać prąd? Poznaj sposoby, które możesz wykorzystać w swoim codziennym życiu.

Popyt na energię elektryczną ciągle rośnie, a jednocześnie pojawia się coraz więcej doniesień, iż dostawcy mogą mieć problem z jej zapewnieniem. Co więcej, Polska niezmiennie znaczną większość prądu produkuje z węgla kamiennego. Tragicznie wpływa to na stan środowiska naturalnego, implikując negatywne skutki także dla człowieka – chyba nie trzeba tłumaczyć, że oddychanie zanieczyszczonym powietrzem nie działa na nas najlepiej? Stąd też tak ważne jest oszczędzanie prądu – poznaj 5 sposobów, jak możesz robić to na co dzień!

1. Zmień swoje nawyki!
    • Gaś światło, gdy nie przebywasz w danym pomieszczeniu – a już na pewno, gdy wychodzisz z domu!
    • Nie włączaj zmywarki, która zapełniona jest tylko w połowie – dotyczy to także pralki.
    • Zamiast suszyć ubrania w suszarce, rozwieś pranie – samo też wyschnie!
    • Odpowiednio zarządzaj ciepłem – zakręć kaloryfery, gdy jest zbyt ciepło, w trakcie wietrzenia mieszkania lub jeśli w nim nie przebywasz.
2. Wymień żarówki na energooszczędne

Tradycyjne żarówki muszą być znacznie częściej wymieniane oraz zużywają więcej energii niż żarówki halogenowe, CFL (kompaktowe lampy fluorescencyjne) czy żarówki LED – wymienione tu rodzaje potrafią żużyć o 25-80 proc. mniej energii i działać nawet o kilkadziesiąt razy dłużej!

Fakt, trzeba za nie zapłacić nieco więcej, lecz koszta szybko się zwrócą i co istotne, jest to ważny krok pod względem dbania o środowisko.

Zobacz też: Marnowanie żywności – problem, którego skala jest większa niż sądzimy

3. Zredukuj „obciążenia fantomowe”

Zastanawiasz się, cóż to takiego? Jest to energia zużywana przez urządzenia elektroniczne, które są wyłączone lub pozostają w trybie gotowości. Czy wiesz, że to właśnie w ten sposób w gospodarstwach domowych marnuje się najwięcej energii? Jest to m.in. telewizor lub laptop w trybie uśpienia – za tego typu „wampiry mocy” możemy płacić nawet kilkaset złotych rocznie!

Pamiętaj zatem o wyłączaniu sprzętów, których w danym momencie nie używasz oraz postaw na inteligentne listwy zasilające. Umożliwiają one m.in. odcięcie prądu od elektroniki, która w danej chwili nie jest używana oraz pozwalają planować uruchamianie lub dezaktywowanie urządzeń w konkretnym czasie.

4. Podróżuj odpowiedzialnie

„Podróżuj” to może za mocne słowo – jeżeli jednak jest to możliwe, zamiast samochodu wybierz rower, hulajnogę lub komunikację miejską. Możesz też zorganizować się z osobami z pracy, które mieszkają w Twojej okolicy i jeździć do niej wspólnie, jednym samochodem.

A jeśli w czasie jazdy zrobi się zbyt gorąco, postaw raczej na otworzenie okien niż włączenie klimatyzacji – zżera ona naprawdę dużo energii!

5. Uszczelnij okna

Owszem, jest to rozwiązanie z kategorii „poważna sprawa”, lecz to właśnie tego typu kwestie stanowią bazę do skutecznego oszczędzania energii. Zbyt słabo uszczelnione okna są bowiem znaczącym źródłem jej marnotrawstwa – szacuje się, że mogą dostarczać nawet 10-25 proc. wartości całkowitego rachunku za prąd. Nie tylko zatem środowisko Ci za to podziękuje, lecz także Twój portfel!

Zobacz też: 7 EKO-sposobów, jak oszczędzać wodę!

Źródła:dailylife.com / energysage.com

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

Hashtag #BABCING – czyli jak być babcią w XXI wieku!

#babcing

Chociaż czasy się zmieniają, instytucja babci nie traci na wartości. Owszem, inne mogą być dziś formy spędzania czasu z wnukami lub też rodzaj kontaktu (jeśli mieszkamy na drugim końcu świata z pomocą przychodzą social media i Skype), ale nic nie zmienia faktu, że relacja z babcią wciąż jest jednym z ważniejszych „parasoli ochronnych” roztaczanych nad dziećmi. Dlaczego #babcing jest aż tak istotny i czy w XXI wieku naprawdę wciąż go potrzebujemy?

Tak, zgadza się – #babcing! Jest to hashtag, który zdobywa w sieci coraz większą popularność, a dzieje się to za sprawą Beaty Boruckiej vel Mądra Babcia. Blogerka, autorka książki, no i przede wszystkim – co w tym kontekście odkrywcze zapewne nie jest – babcia trojga wnucząt. Jak pisze na swojej stronie:

Drogie Babcie, zorientowałam się, że w bezkresnej sieci nie ma nic dla nas! A To błąd! Jest nas rzesza i mamy niemałą rolę w kształtowaniu nowych „człowieków” – nie sposób się z nią nie zgodzić.

XXI wiek – czy nadąża za babciami?

Biorąc pod uwagę babcie w internecie, faktycznie tego typu przestrzeni brak. Blogi młodych mam, strony parentingowe, idealne Instagramowe stylizacje maluszków – tego mamy pod dostatkiem. Jeśli jednak szukamy źródeł odnoszących się do pokolenia wyżej, śmiało możemy porównać to do polowania na igłę w stogu siana. A szkoda, ponieważ dzisiejsze babcie to kobiety doskonale obeznane z siecią, które często odbiegają od stereotypu starszej pani siedzącej w fotelu i robiącej na drutach ciepły szalik dla wnucząt (żeby nie było – to też jest super!).

Współczesne babcie to w dużej mierze kobiety świadome swojej siły, nieustannie nastawione na rozwój i poszerzanie perspektyw. Wiedzą, jak wiele mogą wnieść w życie swoich dzieci oraz wnucząt, a przy tym mają też szansę jednoczesnej realizacji na wielu innych płaszczyznach. Dzisiejszy świat nie ogranicza ich już tylko do jednej roli, co sprawia, że mogą pełnić ją jeszcze głębiej i dojrzalej!

Zobacz też: Co nas uszczęśliwia? Relacje, relacje, relacje! – PSYCHOLOGIA

#Babcing – bajki na bok!

W porządku, brzmi to jak świat idealny, a przecież rzeczywistość może wyglądać zgoła odmiennie – trudne relacje z rodzicami często zniechęcają do wprowadzania ich w życie własnych dzieci. Zadry i żale z dzieciństwa, znikomy kontakt, rozpady związków etc. Co więcej, sama babcia może nie chcieć angażować się w swoją nową rolę i ma pełne prawo do podejmowania autonomicznych decyzji w tym zakresie! Warto jednak pamiętać, że dobrze jest robić to świadomie.

Nawet jeśli relacja babcia-rodzice-wnuki do najłatwiejszych nie należy, można nad nią pracować i szukać różnych form odnalezienia się w tej skomplikowanej rodzinnej rzeczywistości. Można stawiać granice i badać, czy to właśnie w tym miejscu są one okej. Można próbować, sprawdzać – jak najbardziej!

Relacje to w końcu przestrzeń, którą nieustannie kształtujemy i mamy na nią ogromny wpływ. Co jednak przy tym ważne, owy wpływ (w rozumieniu: odpowiedzialność) powinni mieć na swoich barkach tylko i wyłącznie dorośli, na co często wskazuje Beata Borucka. To w dużej mierze „układy” panujące pomiędzy nimi umożliwiają lub utrudniają budowanie związku babcia-wnuki. Związku, który jeśli jest stworzony na dojrzałych, silnych fundamentach, ugruntowuje bazę na całe życie.

Tak, Mądre Babcie potrzebne są nam wszystkim – nawet w XXI wieku! Czy Ty też tak to widzisz?

Inspiracja: Facebook Mądra Babcia

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.