Przejdź do treści

Tysiąc pierwszych dni. Czy Twoje dziecko ma szansę na sukces?

Tysiąc pierwszych dni
fot.123rf

Dlaczego jedni ludzie odnoszą w życiu w sukces, a inni porażkę? Dlaczego jeden człowiek dobrze zarabia, a inny ledwie wiąże koniec z końcem? Okazuje się, że do pewnego stopnia jesteśmy w stanie przewidzieć, jakie szanse na sukces ma dana osoba.

Szansa na sukces

Nathan Wallis, ekspert w dziedzinie neurobiologii, aktywnie wspierający rodziców na całym świecie w myśleniu o dziecku uważa, że jesteśmy w stanie przewidzieć, który 32-latek ma szanse odnieść sukces. Okazuje się, że jest jeden decydujący czynnik – doświadczenie bycia w wyłącznej relacji z dorosłym w pierwszych latach życia.

Opierając się na licznych badaniach Wallis uważa, że godziny spędzone w relacji jeden na jeden z najważniejszym opiekunem, zwykle matką, są bezcennym doświadczeniem, na którym można budować sukces i poczucie spełnienia. Co więcej, większe szanse na powodzenie mają starsze dzieci, właśnie dlatego, że mają więcej wyłącznej uwagi i zaangażowania ze strony rodzica niż młodsze rodzeństwo.

Wallis mówi o wadze pierwszego tysiąca dni w życiu dziecka jako najistotniejszych dla jego rozwoju, choć jednocześnie podkreśla, że jeśli coś pójdzie nie tak, jeśli z jakichś powodów relacja matki i dziecka nie przebiega tak, jak powinna to nie znaczy, że zostało ono bezpowrotnie uszkodzone. Życie stwarza wiele okazji, by coś naprawić, zmienić. O ile to możliwe, warto pamiętać, że potrzeby rodziców są ważne. Ale nie można zapominać o potrzebach i możliwościach bardzo małych dzieci.

Wioska

Kiedy myślimy o „głównym” opiekunie, naturalnie zwykle jest to matka. Na nią spada większość obowiązków, ona zmaga się ze zwiększonym poczuciem odpowiedzialności za dziecko. O tym, że bywa to wykańczające nie trzeba przekonywać żadnej kobiety. Z tym większą ulgą witamy powiedzenie, że żeby wychować dziecko, trzeba całej wioski.

Jednak co to właściwie znaczy? Jak zauważa Nathan Wallis nikt nigdy nie twierdził, że noworodek zostaje oddany na wychowanie „wiosce”, jakkolwiek byśmy ją rozumieli. Chodzi raczej o to, że w czasie, kiedy matka i niemowlę uczą się siebie, poznają i budują więź, „wioska” otacza tę parę.

Funkcję wioski mogą więc pełnić instytucje i przepisy prawa zapewniające matce zabezpieczenie finansowe, opiekę zdrowotną, rodzina i znajomi dbający o to, żeby miała ciepły posiłek, jeśli nie jest w stanie sama o to zadbać, osoby, które zadbają o starsze dziecko, kiedy matka skupiona jest na noworodku, które będą obok, kiedy będzie chciała porozmawiać lub wziąć niemowlę na spacer, żeby jego matka mogła odpocząć.

Podobnie myślał Donald Winnicott, wybitny psychoanalityk i pediatra brytyjski, podkreślający dodatkowo rolę ojca dziecka, który otacza opieką matkę tak, jak ona otacza opieką ich dziecko.

W takich warunkach dziecko uczy się siebie, dowiaduje się- patrząc w oczy matką, obserwując jej reakcje na siebie – jakie jest, że jest kochane i słuchane. I z tym wyposażeniem może budować kolejne relacje.

Relacje społeczne

Wallis słusznie zauważa, że żeby móc mieć wielu kolegów, najpierw trzeba mieć jednego dobrego. Zanim więc dziecko skorzysta z dobrodziejstw instytucji żłobka czy przedszkola, zanim rozwinie swoje umiejętności społeczne, musi je najpierw zbudować w intymnej, skrojonej na jego potrzeby relacji z głównym opiekunem.

Rodzice czasami sądzą, że oddanie dziecka do żłobka, dziecka czasem znacznie młodszego niż dwuletnie, pomoże mu rozwijać umiejętności społeczne, uczyć się zasad życia społecznego i zacząć budować relacje z innymi dziećmi. Tymczasem z różnych źródłem wiemy, że żeby mógł nastąpić rozwój społeczny, żeby móc korzystać z tego, co daje grupa rówieśnicza, najpierw potrzebna jest bezpieczna relacja z głównym opiekunem. To nie znaczy, że dziecko przedwcześnie oddane do żłobka na pewno sobie nie poradzi, ale można sobie wyobrazić, że będzie mu trudniej.

Kolejna trudność, z jaką muszą sobie poradzić bardzo małe dzieci w żłobku to zmiany. Z różnych powodów – ekonomicznych, lokalowych, zespołowych na przykład – różne osoby delegowane są do wykonywania różnych czynności przy dzieciach. Jedna z opiekunek zajmuje się karmieniem, inna na przykład przewijaniem.

Dzieci często jedzą posiłki w innej sali, w jeszcze innej śpią. Bardzo często praktyką są również zmiany opiekunek. Bywa, że dziecko co rok ma inną opiekunkę. Nadal jest to praktyka w wielu placówkach. Specyfika pracy w żłobku oraz przedszkolu wiąże się również z częstą zmianą pracujących w nich kobiet.

Młodsze dzieci oraz niemowlęta potrzebują stałości, rozumianej jako stałość osób, miejsca i czasu. Potrzebują też powtarzalności i rutyny. W takich warunkach rodzi się poczucie bezpieczeństwa. Tradycyjny żłobek osadzony w określonych realiach ekonomicznych nie stwarza dzieciom takich warunków.

Podwaliny na przyszłość

Pierwsze tysiąc dni życia człowieka, z perspektywy neurobiologii, ale też psychologii, to okres bardzo ważny. Cokolwiek się wówczas dzieje, relacje jakie się wówczas tworzy, czego się uczy o sobie i świecie zewnętrznym, stwarza podwaliny na przyszłość. Jednak, jak podkreśla również Wallis, nawet jeśli nie wszystko pójdzie w tym okresie, jeśli dziecko będzie chodziło do żłobka, będzie doświadczało różnych zmian, nie znaczy zostało bezpowrotnie „popsute”.

Człowiek ma niezwykłą umiejętność regeneracji. W sprzyjających warunkach dzieci rozkwitają. I jeśli rodzic poczuje, że coś chciałby zmienić, jeśli uzna, że coś w ogóle warte jest zmiany, dziecko na każdym etapie rozwoju może z tego skorzystać.

 

Katarzyna Mirecka

psycholożka i psychoterapeutka, absolwentka Uniwersytetu Nottingham. Ukończyła 4-letnie całościowe szkolenie psychoterapeutyczne w Instytucie Analizy Rasztów. Pracuje z osobami dorosłymi, dziećmi i młodzieżą, indywidualnie oraz grupowo. Od 2015 roku związana z magazynem Chcemy Być Rodzicami

Gdy maluch idzie do przedszkola, czyli przepis na szybką adaptację w nowym miejscu

Gdy maluch idzie do przedszkola, czyli przepis na szybką adaptację w nowym miejscu
fot.Pixabay

Od pierwszych chwil życia dziecko każdy moment spędza pod czujnym okiem rodziców. Ich obecność jest zatem naturalna. Dzieci rzadko mają okazję przebywania dłużej bez opieki rodziców lub w obcym miejscu. Kiedy przychodzi im zmierzyć się nowym otoczeniem, jakim jest żłobek lub przedszkole, mogą czuć lęk. Reakcje malucha bywają problematyczne nie tylko dla rodziców, ale również opiekunów w placówkach edukacyjnych. Jaki jest zatem skuteczny sposób, aby pomóc dziecku szybko zaaklimatyzować się i zaadaptować do nowej rzeczywistości?

Dziecko obserwuje reakcję rodzica

Choć z całych sił pragniemy, aby nasze dziecko szybko dostosowało się do nowych realiów, okazuje się, że problem może tkwić w… nas samych. Maluch obserwując emocje, z jakimi rodzic mierzy się w momencie dłuższej rozłąki dostaje jasny sygnał, że to powód do zmartwień. Dziecięca wyobraźnia może podpowiadać, że np. rodzic zostawi go w przedszkolu na zawsze.
Wysyłając dziecko do przedszkola lub żłobka, skup się na swoich emocjach. Sprecyzuj wątpliwości i obawy. Jeżeli martwisz się o to, czy dziecko będzie jadło w przedszkolu pożywne, domowe dania, zapoznaj się z ofertą żywieniową placówki. Jeśli twoje obiekcje wzbudza oferta edukacyjna lub jakikolwiek z elementów opieki przedszkolnej, porozmawiaj z dyrektorem placówki.
Przed takim spotkaniem przygotuj sobie listę pytań, aby mieć pewność, że poruszysz każdy wątek, który może budzić w tobie wątpliwości. Im prędzej je rozwiejesz, tym szybciej dziecko dostrzeże twoje pozytywne nastawienie do nowego miejsca, do którego będzie chodziło z przyjemnością – jeżeli rodzic uważa, że jest tam fajnie, to z pewnością tak jest!

Zobacz też: “Obywatel Jones” Agnieszki Holland – zapomniana lekcja historii

Zdarza się, że rodzic po pożegnaniu z maluchem, zostaje na korytarzu, aby móc przyglądać mu się podczas zabawy – tak, jakby chciał napatrzeć się na zapas. Gdy dziecko, które zdążyło już poradzić sobie z rozłąką i zająć się zabawą, zauważa rodzica, zaczyna płakać i chce, aby mama czy tata natychmiast zabrali go ze sobą. Opiekunom w placówce jest wtedy ciężko zapanować nad jego emocjami.

Dlatego ważne jest szybkie pożegnanie, bez zbędnych, silnych emocji. Staramy się również, aby rodzice nie przebywali na co dzień w salach zajęć. Ich obecność może okazać się kojąca tylko dla konkretnego malucha, zaś cała grupa stresuje się obecnością obcych im osób. Przestrzeganie tego typu zasad pozwala dzieciom uporządkować w ich głowach czas i przestrzeń, co pozwala osiągnąć im spokój i polubić przedszkole czy żłobek, które stają się ich nowym ulubionym środowiskiem – mówi Anna Kowalska, pedagog i dyrektor regionalny ogólnopolskiej sieci dwujęzycznych przedszkoli oraz żłobków KIDS&Co.

Najczęstsze błędy w momentach rozłąki

  • długie pożegnania – im krótsze i bardziej konkretne, tym lepiej. Odprowadzając dziecko, ucałuj je na do widzenia, zapewnij o swojej miłości i powiedz, że wrócisz po niego np. już po obiedzie;
  • zaburzanie rytmu dnia dziecka – warto, aby w trakcie pożegnania określić maluchowi moment, w którym rodzic wróci po niego. Jeżeli nastawisz malucha, że przyjdziesz po leżakowaniu, nie zmieniaj tej pory bez jego wiedzy – nie spóźniaj się, ani nie przychodź przez. Dziecko w kolejnych dniach może emocjonalnie reagować na pożegnania, a twoje zapewnienia będą już dla niego bezpodstawne;
  • siedzenie na korytarzu i zaglądanie do sali – gdy dziecko zauważy rodzica, nawet najlepsza zabawa może zostać natychmiast przerwana, a maluch ze łzami w oczach zacznie domagać się kontaktu z rodzicem i zabrania go z placówki;
  • zaglądanie przez okno – rodzice, zwłaszcza w pierwszych dniach przebywania dziecka w nowym miejscu, bardzo przeżywają cały proces jego aklimatyzacji i martwią się. Jeżeli maluch zauważy zaglądającego przez okno rodzica, może odebrać to jako sygnał braku zaufania do miejsca, w którym się znajduje oraz opiekunów. Im prędzej rodzic zaufa nauczycielom, tym szybciej dziecko weźmie z niego przykład i polubi miejsce, w którym spędza tak dużo czasu w ciągu dnia;
  • przesadnie radosne powitanie dziecka – nadmierne emocje jak np. łzy szczęścia, mogą być dla dziecka niejasne i budzić niepokój. Postaraj się przywitać dziecko z uśmiechem na twarzy, zapewnić je, że dobrze znów się widzieć, zapytaj, jak dzień. Dziecko zajmie się opowiadaniem i zapomni o emocjach, jakie towarzyszyły mu gdy rano zostawał w przedszkolu.

Zobacz też: Złota jesień w rytmie baby blues – z pamiętnika mamy

Przyzwyczajaj malucha do swojej nieobecności

Staraj się częściej uniezależniać dziecko od swojej obecności. Konfrontując malucha z pozornie obcymi osobami, którymi mogą być dla niego nawet ciocia czy sąsiadka, sprawisz, że towarzystwo innych nie będzie stanowić dla niego źródła stresu. Zanim dziecko zacznie uczęszczać do nowego miejsca – przedszkola lub żłobka – staraj się kilka razy w tygodniu organizować dla niego opiekę u kogoś z rodziny lub sąsiadów.
Podobny skutek osiągniesz stwarzając dziecku więcej okazji do bawienia się z nieznajomymi dziećmi, np. na placu zabaw czy w ogródkach jordanowskich. Nowe twarze oraz miejsca pojawiające się w jego życiu będą stawać się dla niego naturalnym doświadczeniem, dzięki czemu przestawienie się na nową, przedszkolną rzeczywistość odbędzie się bez większych utrudnień.

Wprowadzaj dziecko w nowe otoczenie stopniowo

Niezależnie od tego, czy twoje dziecko zacznie swoją przygodę ze żłobkiem lub wraz z początkiem roku szkolnego, czy w samym środku sezonu, postaraj się już kilka tygodni wcześniej stopniowo oswajać malucha z nowym miejscem. Niektóre przedszkola umożliwiają adaptację, udostępniając placówkę dla dzieci i ich rodziców przez cały rok, np. w weekendy, aby wspólnie mieli szansę na sprawdzenie nowego otoczenia, oswojenie się z nim i przełamanie poczucia niepewności przed nadchodzącymi zmianami.
Podczas pierwszych dni w przedszkolu czy żłobku, dziecko będzie już kojarzyło miejsce, w którym przyjdzie mu spędzać dzień. Dopiero w tym momencie doświadczy faktycznej adaptacji – bez rodzica u boku. Znajomość otoczenia pomoże mu jednak przełamać strach i zniweluje stres do minimum. W rezultacie, zaufanie do opiekunek oraz kolegów z grupy stanie się dla niego łatwiej i prędzej osiągalne.
Nawet spędzając czas z dzieckiem w domu, możesz wprowadzać je w nowe środowisko i oswajać z myślą, że będziecie widywać cię rzadziej w ciągu dnia. W rozmowach przedstawiaj przedszkole czy żłobek w superlatywach, zachęcaj do zwracania się ze sprawami do przedszkolanki, która będzie mogła rozwiązać każdy problem czy wątpliwość malucha. Widząc twój spokój i pozytywne nastawienie do nowych okoliczności, adaptacja będzie szybsza i bardziej owocna.

Dni Otwarte w KIDS&Co.

Aby wraz z maluchem przekonać się, jak wygląda dobrze spędzony dzień w jednej z placówek sieci przedszkoli i żłobków dwujęzycznych KIDS&Co., weź udział w Dniach Otwartych, podczas których będziesz mieć szansę na rozmowę z nauczycielami i dyrektorem oraz poznanie placówki, a dziecko będzie mogło uczestniczyć w pokazowych zajęciach i zabawach, aby poznało nowe środowisko i sprawdzić, że przedszkole nie jest wcale takie złe.

Zobacz też: Problemy z nauką u dzieci. Kilka słów o tym, czym jest SZRUS

materiał prasowy

Materiał prasowy redakcja otrzymuje, gdy firmy, stowarzyszenia, fundacje i inne organizacje chcą poinformować naszych czytelników i czytelniczki o aktualnościach, wydarzeniach, eventach, nowych produktach czy konferencjach.

Zobacz, jaka przyszłość nas czeka – tak będzie wyglądał pracownik biurowy za 20 lat!

praca w biurze
Foto: Screen Youtube Fellowes Brands

Wiele godzin spędzonych za biurkiem, tysiące wysłanych maili, mało ruchu, niezdrowa dieta, ograniczony odpoczynek – wszyscy niby wiedzą o tym, że nie pozostaje to bez wpływu na nasze zdrowie. Ile jednak osób tak naprawdę stara się coś z tym zrobić? Po tym, co zobaczysz, szybko wstaniesz sprzed komputera!

Drodzy Państwo, poznajcie Emmę – waszą koleżankę z przyszłości. Jest to żywych rozmiarów figura, która powstała na bazie przewidywań ekspertów. Stworzyli oni postać, która przedstawia to, jak za 20 lat będzie wyglądało i jaki stan zaprezentuje ciało pracownika biurowego.

Pracownik biurowy = zawód wysokiego ryzyka?

Emma charakteryzuje się ziemistą cerą, do czego doprowadziło ją wieloletnie przebywanie w pomieszczeniach oświetlanych sztucznym światłem. Co więcej, zwykle klimatyzowane lub ogrzewane biura wypełnione są suchym, złej jakości powietrzem, czego skutkiem może być obrzęk zatok, częste infekcje dróg oddechowych oraz zaczerwienione oczy. Na ramionach Emmy występują zaś wypryski, które powstały w związku z codziennym stresem. Stres wiąże się też z większym napięciem mięśni, a jeśli dochodzi do tego ból pleców – ile w końcu można siedzieć wygiętym niczym precel, pochylając się nad świecącym ekranem komputera?! – trwałe przygarbienie murowane. Niewątpliwie wiąże się ono także z brakiem ruchu, co jak widać u naszej „koleżanki z przyszłości” doprowadziło m.in. do spuchniętych kostek.

Emma stanowi część raportu zleconego przez firmę Fellowes Brands. Współpracowali z nimi liczni eksperci, m.in. futurysta behawioralny William Higham. Mieli oni na celu ustalenie, jakie poniesiemy skutki zdrowotne, jeśli nie zaangażujemy się we wprowadzanie zmian w miejscach pracy. Trzeba przyznać – projekt robi ogromne wrażenie!

Jak żyć?!

Eksperci podkreślają, że w trakcie pracy biurowej powinniśmy znacznie więcej chodzić – podczas rozmów telefonicznych, w trakcie różnego rodzaju spotkań etc. Powinniśmy postawić także na naturalne światło oraz poprawę jakości powietrza. Ustrzegą nas one nie tylko przed daleko idącymi konsekwencjami, lecz także bieżącymi trudnościami, jak np. bóle głowy.

Co ważne, dzięki temu zwiększy się nasza produktywność, co jest istotną wskazówką dla pracodawców – zdrowie pracownika warte jest inwestycji, to się po prostu opłaca! Dla Emmy jest już odrobinę za późno, bowiem wiele jej kłopotów przybrało stały charakter. Na szczęście dla tych, którzy wciąż jeszcze pracują lub dopiero rozpoczynają swoją biurową ścieżkę, można wiele zrobić!

 


Źródła: huffpost.com / Fellowes

Zobacz też: Gdy praca nie daje już satysfakcji. Wypalenie zawodowe czy zwykłe zmęczenie?

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

Zajady – czym właściwie są i jak z nimi walczyć?

zajady
Zajady - co jest przyczyną ich powstawania i jak z nimi walczyć?

Któż z rodziców nie martwił się pojawiającymi się u dzieci zajadami? U niektórych maluchów występują one rzadko, inne zmagają się z nimi względnie często, co szczególnie zwraca uwagę. Co ważne, zajady wystąpić mogą także u dorosłych, bowiem podłoże ich powstawania zwykle jest niezależne od wieku. Co zatem warto wiedzieć o zajadach, jakie są przyczyny ich występowania oraz sposoby zwalczania?

Zajady to nic innego jak stan zapalny pojawiający się w kącikach ust, który występuje pod postacią zmiany ułożonej w promieniste, szczelinowe, zaczerwienione pęknięcia. Towarzyszy im ból i dyskomfort, który związany jest m.in. z dużą ruchomością owego obszaru – mówienie, kaszel,jedzenie etc. Co więcej, kąciki ust mają częsty kontakt ze śliną, napojami,pożywieniem, które nie ułatwiają gojenia, a do tego nieustannie narażone są na czynniki zewnętrzne.

Przyczyny powstawania zajadów

Źródła tego typu należą do kilku kategorii, stąd też w trakcie ich obserwacji lub idąc dalej – diagnostyki – należy wziąć pod uwagę różne hipotezy. Za przyczyny występowania zajadów uważa się:

  • Infekcje – za zakażenie odpowiadają najczęściej grzyby Candida albicans lub bakterie, np. gronkowiec złocisty (Staphylococcus aureus). Ich namnażanie ułatwia środowisko panujące w kącikach ust, które cechuje się dużą wilgotnością.
  • Niedokrwistość – występuje przede wszystkim na podłożu niedoborów żelaza (Fe), inaczej nazywamy ją anemią. Zwykle dochodzi do niej z powodu zbyt niskiego poziomu Fe w pożywieniu lub zaburzeń w jego wchłanianiu. Poza zajadami anemii może towarzyszyć też suchość, szorstkość i bladość skóry, zły stan włosów i paznokci (łamliwość), ogólne zmęczenie, obniżona odporność, zawroty głowy, zaburzenia rytmu serca. Stan ten wymaga odpowiedniej diagnostyki (badania z krwi) oraz podawania preparatów żelazowych, których dawki powinny być ustalane pod okiem lekarza.
  • Niedobory witamin – głównie dotyczy to witamin z grupy B. Przede wszystkim warto zwrócić uwagę na witaminę B2 oraz B9 (kwas foliowy). Zbyt niski poziom pierwszej z nich to m.in. pękające i łuszczące się wargi czy właśnie stany zapalne zlokalizowane w jamie ustnej lub na wargach i języku. Jeśli zaś poziom kwasu foliowego jest zbyt niski, objawy mogą obejmować różne układy organizmu, m.in. powodować opisaną wyżej niedokrwistość.
  • Nieodpowiednia higiena jamy ustnej – należy pamiętać nie tylko o myciu zębów, lecz także regularnych przeglądach dentystycznych. Stany zapalne zębów mogą bowiem prowadzić do poważnych powikłań, np. zakażenia zatok.
  • Osłabienie odporności – dużą rolę odgrywają tu zarówno pierwotne niedobory odporności, jak i wtórne. Co więcej, zaburzenia w pracy układu immunologicznego nieraz wiążą się z większą częstotliwością antybiotykoterapii, które mogą zaburzać florę bakteryjną jamy ustnej, czym przyczyniają się do rozwoju m.in. wspomnianej wyżej grzybicy.

Zobacz też: Jak wzmocnić odporność dziecka? Oto 5 naturalnych produktów – czy znasz je wszystkie?

Jak walczyć z zajadami?

Podstawą jest rozpoznanie przyczyny powstawania zajadów i zajęcie się jej leczeniem. Na pewno ważna jest w tym kontekście odpowiednia dieta, która nie tylko wesprze odporność, lecz także uzupełni ewentualne niedobory witamin, zwłaszcza z grupy B (wskazana może być suplementacja). Warto przy tym pamiętać, że jeśli chodzi o rozwój kandydozy, sprzyja jej spożywanie dużej ilości węglowodanów. W celu łagodzenia stanów zapalnych pomocne są także płukanki z ziół, np. z rumianku, który dodatkowo zadziała antyseptycznie.

Jeśli zaś mamy podejrzenie, że nas lub nasze dziecko dotknęła infekcja czy anemia, konieczna jest diagnostyka w tym kierunku oraz leczenie przyczynowe. Wszelkie wątpliwości powinien więc rozwiać lekarz – zajadów lepiej nie bagatelizować!

Źródła:

Jarosz, M. [red. nauk.], Normy żywienia dla populacji polskiej – nowelizacja, Instytut Żywności i Żywienia, 2012 [dostęp: 03.12.2019] LINK

Wacińska-Drabińska, M., Gajdzik-Plutecka, D., Olczak-Kowalczyk, D. Grzybica jamy ustnej, diagnostyka i leczenie. Nowa Stomatologia 3/2009, s. 74-81 [dostęp: 03.12.2019] LINK

Gajdzik-Plutecka, D., Wacińska-Drabińska, M., Olczak-Kowalczyk, D. Grzybica jamy ustnej – patogeneza, obraz kliniczny. Nowa Stomatologia 1-2/2009, s. 17-20 [dostęp: 03.12.2019] LINK

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

Piersi są sztuką! A jak Ty widzisz kobiece ciało? – „Żywicielki, litograficzna kolekcja piersi”

Żywicielki
Żywicielki, litograficzna kolekcja piersi || Fot. Dawid Ścigalski

Jak traktujesz swoje piersi, jak je postrzegasz, czym dla Ciebie są? Czujesz dla nich podziw, czy raczej wolałabyś ich w ogóle nie widzieć? Czy lubisz ich kształt? Czy odczuwasz ich ciężar? Piersi to jeden z symbolicznych, bazowych wręcz atrybutów kobiecości, a mimo wszystko tak rzadko się nad nimi zastanawiamy. Wystawa „Żywicielki, litograficzna kolekcja piersi” jest do tego znakomitą okazją!

Litografia to technika graficzna, której podstawą jest druk płaski wykonywany na kamieniu litograficznym. Służy on za swego rodzaju matrycę, dzięki czemu powstały obraz można później wielokrotnie powielać.

Kamień i piersi? Owszem, okazało się, że technika ta pozwala znakomicie odwzorować naturalne kobiece kształty – blisko 40 kobiet zostawiło ślad swojego biustu na kamieniu litograficznym. Jak napisała Justyna Mazur, autorka projektu: „Kamień był matką obrazu piersi konkretnej kobiety, służył do odbijania na papier takich samych odbitek” – wynikiem tej pracy jest kolekcja prawie 400 printów, które zobaczyć i zakupić będzie można już 24. listopada w Galerii Sztuki OFF FRAME w Krakowie.

Przestrzeń na cielesność

Wydawać by się mogło, że właściwie nie ma o czym mówić! Ot, kawałek ciała i tyle – czy oby na pewno? Ten „kawałek ciała” towarzyszy nam przez całe życie, nieustannie ulega zmianom, na różnych etapach pełni różne funkcje, podlega wielu presjom, działaniom, komentarzom, oczekiwaniom. Wyjątkowość całego tego procesu podkreśla w opublikowanym na Facebooku opisie wystawy pisarka Anna Ciarkowska:

Nosimy swoje piersi, tak, jak się nosi ciężar, obowiązek, odznakę; jak się nosi bieliznę, dziecko na rękach, znamię, torbę podróżną, elegancką kopertówkę; jak się nosi imię. Nosimy nie myśląc o nich i zapominamy, że istnieją, aż do chwili, kiedy dotykamy ich ukradkiem i jest w tym dotyku czułość albo lęk, niepewność albo miłość. Teraz ten dotyk jest pieśnią. Jeśli więc śpiewamy ciało, to piersi śpiewamy tym samym głosem, którym śpiewamy łono; głosem zmiennym, którego nie umie zapisać żadna nuta, żaden znak, który nie pochodzi z ciała.

Te grafiki zdecydowanie z ciała pochodzą. Są odwzorowaniem różnorodności, jaka wiąże się z kobiecymi piersiami, tak jak i z każdym innym aspektem kobiecości, aspektem człowieczeństwa. Warto te różnice widzieć, rozumieć, podkreślać, podziwiać i jednocześnie doceniać. Tym bardziej, że wystawa dedykowana jest bliskim autorce kobietom, które zmagają się z rakiem piersi. Zgadza się, pamiętajmy o tym – nie wszystkie ciała da się zmierzyć jedną miarą.

Żywicielki, litograficzna kolekcja piersi

 

Źródło: Facebook wydarzenia

Zobacz też: Gigantyczne piersi na londyńskich dachach – powiedz STOP stygmatyzacji!

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.