Przejdź do treści

„Przeproś!”, czyli jak uczyć dzieci empatii

Jak uczyć dzieci empatii
Jeśli dziecko „ma przeprosić”, zwykle wynika to stąd, że zawstydzony jest dorosły – fot. Fotolia

Znakomity psychoterapeuta dziecięcy, Peter Fonagy uważa, że wiele trudności psychicznych dzieci i młodzieży wynika z tego, że w kulturze zachodniej rodzice kładą nacisk na rozwój self, natomiast w innych kulturach priorytetem jest rozumienie innych. Mówi, że część dzieci wyrasta w przekonaniu, że są centrum wszechświata, co utrudnia im radzenie sobie z wyzwaniami życia codziennego.

Umiejętność myślenia o tym, co czują inni i reagowania na to jest ważna z kilku powodów. Na przykład ułatwia życie w grupie czy społeczeństwie. Ułatwia współpracę, planowanie, wspólne działania. Zjednuje przyjaciół, pomaga budować i podtrzymywać ważne relacje. Wrażliwość na potrzeby innych –  o ile nie jest przesadna – wiąże się też zwykle z umiejętnością rozpoznawania własnych uczuć i stanów psychicznych.

Większość rodziców czuje więc, że rozwijanie empatii u dzieci jest ważne. Tyle tylko, że sposób, w jaki często to robią przynosi skutki odwrotne od zamierzonych.

Zobacz też:  „Bo mamusi będzie przykro”. Wzbudzanie poczucia winy u dziecka, czyli kilka słów o okrutnej manipulacji

O co w tym tak naprawdę chodzi?

Przeproś kolegę.

Antoś nie będzie chciał się z tobą bawić, jeśli go nie przeprosisz.

Przeproś, nie udawaj.

Nie wstyd ci? Idź i ją przeproś.

Tak mniej więcej wyglądają reakcje dorosłych, kiedy dzieci są w konflikcie, powiedzą do dorosłej osoby coś lub w sposób, który ta uzna za obraźliwy, odburkną. Często wówczas w rodzicach czy opiekunach pojawia się potrzeba „korygowania” zachowania.

Jednak, jeśli się przyjrzeć, niekoniecznie wynika ona z myśli, że dziecko potrzebuje wsparcia w nabyciu bardziej konstruktywnych czy prospołecznych zachowań. Bardziej prawdopodobne, że to dorosły czuje się zawstydzony lub też na przykład:

  • Uważa, że zachowanie dziecka odzwierciedla jego umiejętności wychowawcze
  • Że zachowanie dziecka pokazuje, że jest zaniedbane lub dostaje zły przykład
  • Że to dorosły ma rację – w myśl zasady, że świat, w którym dzieci miałyby głos, stałby się chaosem
  • Że musi być zachowana hierarchia, w której dziecko powinno słuchać starszych
  • Że dorosły ma kontrolę nad sytuacją (i dzieckiem)

Ta lista mogłaby by dłuższa. Jeśli dziecko „ma przeprosić”, zwykle wynika to stąd, że zawstydzony jest dorosły. Nie ma to więc wiele wspólnego z możliwościami do oceny sytuacji przez dziecko czy tym bardziej jego autentyczną i szczerą chęcią, by przeprosić.

Co więcej, widzimy tylko fragment sytuacji, nie jesteśmy jej częścią. Może więc zagniewanie dziecka ma uzasadnienie? Może wydarzyła się sytuacja, którą przeżywa jako raniącą czy krzywdzącą i reaguje tak, jak zareagowałby każdy człowiek, niezależnie od wieku?

Zobacz też: Współczujące niemowlaki – czy empatia jest wrodzona?

Jak uczyć dzieci empatii?

Wielu dorosłych ma również doświadczenie bycia zawstydzanym i pouczanym w sytuacjach społecznych.  Nie mieli okazji dowiedzieć się, dlaczego postępowali w sposób, który spotykał się z krytyka i nakazem przeproszenia. Ale co ważniejsze, jako dzieci nie mieli okazji podjąć własnych decyzji, mających naprawić trudną sytuację.

Żeby „przepraszam” było szczere, musi być osobistą decyzją. Musi wypływać z wnętrza człowieka. Żeby przeprosić, trzeba mieć świadomość, własną, którą nabywa się z wiekiem i doświadczeniem, że kogoś się zraniło, czy też że ktoś na skutek naszych działań cierpi.

W przeciwnym razie jest to puste słowo. Dziecko przymuszane – niezależnie od tego, czy w łagodny, niemal niezauważalny sposób, czy też całkiem bezpośrednio – uczy się, że ktoś za nie podejmuje decyzje i że same sobie nie może ufać. Nie może też poznać swoich emocji.

Zobacz też: Empatia w rodzicielstwie. Skąd wynika nasze poczucie winy?

Co w zamian?

To, co najtrudniejsze, czyli modelowanie. Żeby dziecko mogło być empatyczne i szczerze przepraszać, samo musi tego doświadczać. Musi również widzieć, jak najważniejsi dla niego ludzie innych traktują z empatią.

Warto dziecku tłumaczyć sytuacje społeczne. Można je omawiać, opisywać i przede wszystkim nazywać, zarówno wydarzenia, jak i uczucia, które mogły się pojawić w dziecku.

Z czasem nauczy się ono reagować na uczucia innych ludzi. Nauczy się rozpoznawać ich stany psychiczne, podobnie jak własne.

Czy nazwiemy to uczeniem dziecka manier, czy rozwijaniem empatii, chodzi o budowanie relacji. Tej z dzieckiem, ale również dziecka z samym sobą. Rzecz w zaufaniu do dziecka.

Ważna jest również zgoda, jaką dorosły musi mieć w sobie na to, by postępować czasem inaczej niż większość. W wierze w to, że jego przekonania są słuszne, że jego relacja z dzieckiem wystarczająco silna i wspierająca.

Mogłoby się wydawać, że oczywista czynność związana z przypominaniem dziecku o tym, że trzeba przepraszać za wyrządzone szkody, nie powinna budzić wątpliwości. Nie ma powodu sądzić, ze jest czymś więcej niż zwykłym elementem wychowania. A jednak bez wątpienia jest.26

Katarzyna Mirecka

psycholożka i psychoterapeutka, absolwentka Uniwersytetu Nottingham. Ukończyła 4-letnie całościowe szkolenie psychoterapeutyczne w Instytucie Analizy Rasztów. Pracuje z osobami dorosłymi, dziećmi i młodzieżą, indywidualnie oraz grupowo. Od 2015 roku związana z magazynem Chcemy Być Rodzicami

Trauma we wczesnym dzieciństwie uszkadza mózg

Trauma we wczesnym dzieciństwie uszkadza mózg
Wspomnienia z dzieciństwa decydują o naszym charakterze. – Fot. Pixabay

Traumy w dzieciństwie, takie jak rodzicielskie zaniedbanie, molestowanie seksualne i przemoc powodują uszkodzenie mózgu i doprowadzają do depresji w dorosłym życiu.

Po raz pierwszy badacze połączyli zmiany w strukturze mózgu do traumatycznych wydarzeń we wczesnym dzieciństwie i problemów ze zdrowiem psychicznym w późniejszym życiu.

Już co czwarty Polak w dorosłym życiu cierpi na schorzenia psychiczne takie jak m.in. depresja.              W opublikowanych w piśmie medycznym „Lancet” badaniach odkryto, że kora przedczołowa jest mniejsza u tych dorosłych, którzy w dzieciństwie doświadczali złego traktowania.

Zobacz też: Depresja to nie młodzieńczy bunt

Traumatyczne doświadczenia są bardzo powszechne. 67 % populacji miało przynajmniej jedno doświadczenie tego typu, badania wykazały, że im więcej tego typu doświadczeń, tym gorsze zdrowie.

Jak się okazało, doświadczenia z dzieciństwa nie tylko wpływają na układ nerwowy, ale także przyczyniają się do jego zmiany. Także na poziomie neurologicznym. Wcześniejsze badania łączyły te uszkodzenia mózgu z obecnością nadmiernego stresu w codziennym życiu.

Według danych statystycznych policji w 2017 roku, w ramach działań podjętych w procedurze “Niebieska linia” ogólna liczba ofiar przemocy wynosiła 92 529, a liczba osób podejrzewanych o przemoc w rodzinie to 76 206. W tym samym roku konsultanci pogotowia “Niebieska linia”, odebrali 652 połączenia, od osób małoletnich. Według danych statystycznych GUS 8191 małoletnich, umieszczono po raz pierwszy rodzinnej w pieczy zastępczej, natomiast w instytucjonalnej pieczy zastępczej przebywało ich 16 900.

Zobacz też: Dieta dla mózgu

Do szpitala zostało przyjętych 110 ochotników, borykających się z zaburzeniami psychicznymi, głównie z depresją, którzy monitorowani byli przez kolejne 2 lata. Ich zadaniem było dokładne wypełnienie formularza – wywiad miał na celu wyłapanie incydentów takich jak: przemoc psychiczna i fizyczna, zaniedbanie emocjonalne i molestowanie seksualne. Następnym badaniem był rezonans magnetyczny – sprawdzano rodzaj i wielkość zmian w strukturze mózgu.

Dr Nils Opel, odpowiedzialny za badania powiedział: „Ponieważ zdajemy sobie sprawę, jak duże znaczenie na emocje ma kora przedczołowa, możliwe jest, że zmiany w jej wielkości powodują mniejszą reakcję na konwencjonalne leczenie u tej grupy pacjentów”.

To znaczące odkrycie rzuca nowe światło na choroby psychiczne wynikające z traum dzieciństwa. Przyszłe badania będą skierowane na to, w jaki sposób przełożyć te wyniki na pomoc, opiekę i leczenie ludzi z takimi zaburzeniami.

Jak się okazuje – wspomnienia z wczesnego dzieciństwa nie tylko decydują o charakterze i o tym, kim jesteśmy.  Mogą też trwale uszkodzić mózg.

 

Źrodło: Telegraph.co.uk

 

Iza Farenholc

Dziennikarka i redaktorka. Pracowała jako redaktor naczelna w magazynie dla rodziców Gaga oraz współpracowała m.in. z magazynami Zwierciadło, Twój Styl, Sens, Glamour - materiały psychologiczne, recenzje książkowe, muzyczne i filmowe, wywiady, reportaże z podróży.

Gigantyczne piersi na londyńskich dachach – powiedz STOP stygmatyzacji!

Fot. Twitter Elvie

Żyjemy w kulturze, w której kobiece ciała są nieustannie na celowników. Podobnie jak macierzyństwo – wszyscy wiedzą lepiej, jaka powinna być dana matka. Ma karmić piersią, ma nie karmić piersią, ma spać z dzieckiem, ma nie spać z dzieckiem, ma mieć taki wózek, ale za to nie używać takiego bujaczka – a gdyby powiedzieć temu wszystkiemu STOP i po prostu dać przestrzeń na to, by każda kobieta realizowała się w macierzyństwie w taki sposób, w jaki tylko chce?

Wracając do karmienia piersią, które to jest chyba największym tematem sporów. Wypowiadają się o nim niemalże wszyscy – inne matki, babki, sąsiedzi, piekarze, kucharze, taksówkarze. Wciąż jest to obszar budzący duże kontrowersje. Z jednej strony jest w ludziach świadomość tego, że mleko matki jest dla dziecka dużym potencjałem. Z drugiej zaś, karmienie piersią w miejscach publicznych wciąż gorszy wiele osób. Jest niezwykle mało zrozumienia zarówno dla potrzeb matki, jak i dziecka.

Tacy jesteśmy – tyle!

Dziecko jest głodne. Jest głodne tu i teraz. Niemowlak nie ma jeszcze umiejętności przetłumaczenia sobie: „Hmm, teraz nie jest najlepsza pora na jedzenie. Zaczekam.” – nie, on potrzebuje energii właśnie w tej chwili. Każdy z nas był na tym etapie. Wielu z nas zapewne także karmiono piersią. To jest biologia, to jest człowiek, tak zostaliśmy stworzeni. Czy zatem jest to coś gorszącego? Czy „normalność” powinna budzić wstyd i być pod ostrzałem nadmiernej pruderii?

Chcąc zawalczyć o przestrzeń dla matek karmiących, firma Elvie, która zajmuje się technologią dla kobiet, umieściła w marcu na różnych londyńskich dachach ogromne… piersi! Jest to część kampanii #FreetheFeed [tłum. red. ‚uwolnić karmienie’] skupiającej się właśnie na normalizacji karmienia piersią w miejscach publicznych. Podkreśla tym samym, że pora już skończyć ze stygmatyzacją, ocenianiem i obrażaniem matek, które właśnie opiekują się swoimi maluchami.

Fot. Twitter Elvie

Być matką, jaką się chce

Karmienie piersią to nie tylko pokarm, który buduje odporność dziecka. To także duże ułatwienie w budowaniu bliskości i tworzeniu z dzieckiem więzi. Pokazują to piękne zdjęcia, które publikowaliśmy na naszym portalu [TUTAJ]. Było to co prawda już kilka lat temu, ale jak widać, co i rusz trzeba ten temat poruszać: „Czy naprawdę chcemy walczyć z biologią? Czy nie potrafimy docenić macierzyństwa? A jeśli taki widok wprowadza nas w zakłopotanie, to dlaczego nie staramy się stworzyć matkom komfortowych przestrzeni, by mogły w nich karmić swoje maluchy?” – pisaliśmy.

Co ważne, należy też pamiętać, że do karmienia piersią nikt nie powinien kobiety zmuszać. Jest to indywidualna decyzja matki, która nie zawsze chce, albo nie zawsze może karmić. Idąc więc w drugą stronę, nie stygmatyzujmy mam karmiących swoje dzieci w inny sposób. Dajmy im samym zdecydować, przyjmujmy te decyzje z pełnym szacunkiem i stwórzmy przestrzeń, w której każda mama odnajdzie się w swojej roli w taki sposób, jaki jest jej i tylko jej najbliższy.

Fot. Instagram Elvie

Zobacz też: Wyrzuty sumienia po odstawieniu dziecka od piersi

Inspiracja: cafemom

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

Jak zmieniło się leczenie niepłodności w ciągu 30 lat? Konferencja z udziałem światowej sławy ekspertów medycyny rozrodu

Jak zmieniło się leczenie niepłodności w ciągu 31 lat
Polscy i zagraniczni wykładowcy opowiedzą o zmianach, jakich dokonano przez te 31 lat w sposobach leczenia niepłodności – fot. Fotolia

W maju 2019 r. odbędzie się 6 edycja konferencji „Development of Scientific Cooperation in Reproductive Medicine Research”. Najwybitniejsi polscy i zagraniczni eksperci będą dyskutowac na temat metod leczenia niepłodności oraz sposobach na ich udoskonalenie. 

Niepłodność to bardzo specyficzny problem, który w naszym kraju może obejmować 1,2- 1,5 mln par.

Chociaż funkcjonuje już kilkadziesiąt klinik stosujących procedury zapłodnienia pozaustrojowego, a od narodzin pierwszego polskiego dziecka z in vitro minęło 31 lat, wiedza na temat tej metody leczenia wciąż wymaga poszerzania, a przed zespołami zajmującymi się leczeniem niepłodności stoją nowe wyzwania.

Zobacz też: „Wszystko robiliśmy sami”. Wywiad z założycielem Kriobanku, profesorem Waldemarem Kuczyńskim

Jak zmieniło się leczenie niepłodności w ciągu 31 lat?

W czasie najbliższej Konferencji prof. dr hab. n. med. Marian Szamotowiczoraz jego ówczesny zespół, a dziś profesorowie: Waldemar Kuczyński i Sławomir Wołczyński, przy udziale znakomitych wykładowców zagranicznych opowiedzą o zmianach, jakich dokonano przez te 31 lat w sposobach leczenia niepłodności, ale przede wszystkim skupią się na tym, co należy zrobić, aby leczenie udoskonalić.

Wieczorem, po zakończeniu konferencji, odbędzie się gala z wyśmienitą muzyką i doskonałym jedzeniem.

Termin: 31 maja- 1 czerwca 2019
Miejsce obrad: MsMermaid, Wioślarska 8, 1 piętro, Warszawa
Zakwaterowanie: Hotel Holiday Inn, Twarda 52, Warszawa
Miejsce uroczystej gali: MsMermaid, Wioślarska 8, 1 piętro, Warszawa

Magazyn i serwis Chcemy Być Rodzicami jest patronem medialnym wydarzenia.

materiał prasowy

Materiał prasowy redakcja otrzymuje, gdy firmy, stowarzyszenia, fundacje i inne organizacje chcą poinformować naszych czytelników i czytelniczki o aktualnościach, wydarzeniach, eventach, nowych produktach czy konferencjach.

Jak nas zmienia macierzyństwo? „Powrót do życia” po urodzeniu dziecka

Jak nas zmienia macierzyństwo?
fot.Pixabay

Kilka tygodni temu będąca w zaawansowanej ciąży brytyjska modelka i piosenkarka, Myleene Klass, ogłosiła, że nie zamierza brać urlopu macierzyńskiego po porodzie. Nie brała go również po urodzeniu dwóch starszych córek. Zaraz po porodzie planuje wrócić do stacji radiowej, w której pracuje.

„Złe matki” porzucają dzieci w żłobkach?

Stany Zjednoczone proponują młodym matkom zaledwie kilka tygodni urlopu macierzyńskiego, nie zawsze płatnego. Kilku czy kilkunastotygodniowe niemowlęta w żłobkach i matki wracające do pracy chwilę po urodzeniu dziecka nie są niczym wyjątkowym.

Amerykańska piosenkarka, Amanda Palmer, zastanawiała się wspólnie ze swoimi fanami, jaką będzie artystką po narodzinach dziecka, jak macierzyństwo wpłynie na jej twórczość, czy nadal będzie kreatywna. Z kolei Adele, wówczas matka małego chłopca, doradzała innej piosenkarce, żeby nie spieszyła się z macierzyństwem, ponieważ będąc matką trzeba wszystko podporządkować dziecku.

To nie będzie o złych matkach, które przedwcześnie porzucają dzieci w żłobkach, ani o matkach skoncentrowanych wyłącznie na sobie. To będzie tekst o tym, w jaki sposób macierzyństwo zmienia kobietę. Wiele z tych zmian jest dostrzegalnych gołym okiem, są zewnętrzne, jak wówczas, kiedy zmienia się ciało, rytm dnia, codzienne czynności. Ale również o zmianach fundamentalnych – o ciągłym myśleniu o innym człowieku, odpowiedzialności, podporządkowaniu się potrzebom innej osoby. Zmianach, które czasami bardzo trudno zaakceptować.

Zmiany są nieuniknioną częścią życia. Chcemy tego, czy nie. Są, choć się ich obawiamy, nie jesteśmy przygotowani, nie wiemy, czy i jak się do nich zaadaptujemy. Macierzyństwo jest jedną z takich sytuacji. Zmiana, która następuje po narodzinach dziecka jest totalna, a jej skutki nie do przewidzenia. I właściwie nie wiadomo, czy jest to zmiana na lepsze, czy gorsze.

Zobacz też: Wiosenna miłość to nie mit – o zakochiwaniu się na wiosnę mówi psycholożka

Zmiana na lepsze?

Niedawne badania holenderskie pokazały, że podczas ciąży komórki płodu przenikają do ciała matki i zostają w nim po zakończeniu ciąży. Na razie wiadomo, że dotyczy to matek chłopców. To niezwykłe wnioski, ponieważ pokazują, że kobiety „noszą” w sobie dzieci na długo po tym, jak się z nimi rozstaną podczas porodu. Patrząc na to z innej perspektywy można by pomyśleć, że ciało nigdy już nie jest takie samo, że już zawsze należy do kogoś jeszcze.

Czy jest to perspektywa wzbogacająca, budząca w kobiecie fantazję o obfitości, niezwykłych zdolnościach, które posiada? Czy może raczej wywołuje lęk, ponieważ komórki dziecka wtargnęły w jej komórki? Nieustanne przypomnienie, że jest się matką, że na świecie jest drugi człowiek początkowo całkowicie od nas zależny, a potem patrzący w nasza stronę.

Mamy więc naukowy dowód na to, że zostając matką, kobieta nigdy nie jest już taka jak przedtem.

Zobacz też: Hejtujące matki na Facebooku. „Fotelik tego typu to dno, śmierć na miejscu”. Skąd ta zawiść?

Inne wartości

Jeśli zapytać matki, czy zmieniły się po porodzie, większość potwierdza. Wyraźne zmiany zachodzą w obszarze przekonań związanych z opieką nad dziećmi. Czasami zanim kobieta zostanie matką jest przekonana, że skorzysta z oferty żłobkach, że szybko wróci do pracy, by ostatecznie wybrać możliwie najdłuższy urlop wychowawczy. Lub odwrotnie – ma głębokie przekonanie, że będzie się zajmować wyłącznie dzieckiem przez pierwsze lata jego życia, by ostatecznie skrócić ten czas do niezbędnego minimum.

Kobiety, które zanim zostały matkami nie były szczególnie zainteresowane różnymi modelami opieki nad dziećmi, będąc na urlopie macierzyńskim chłoną wiedzę na ten temat, rozwijają się, zakładają blogi czy organizują spotkania dla matek małych dzieci.

Jak się zmienić, żeby się nie zmienić?

Podobno pod koniec wojny Katarzyna Kobro porąbała swoje rzeźby, by móc ugotować zupę córce. Trudno powiedzieć, czy ta sytuacja rzeczywiście się wydarzyła, czy jest to anegdota. Wiadomo natomiast, ze macierzyństwo miało silny wpływ na twórczość Kobro. Wielokrotnie potrzeba bycia z córką czy też zaopiekowania się nią wygrywała ze sztuką.

Macierzyństwo wprowadza zmiany fundamentalne. Jest to fakt, ale niekoniecznie fakt wyczekiwany i przyjmowany z ulgą, akceptowany bez wątpliwości. Często zmianom towarzyszy lek, niepewność, obawa, że się nie sprosta, nie odnajdzie w nowej rzeczywistości. Niechęć do zmian może przyjmować formę aktywnego im przeciwdziałania lub zaprzeczenia. Wydaje się, że tym właśnie jest takie działanie, które ma pokazać, że pojawienie się dziecka niczego właściwie nie zmieniło, że można pracować tak jak przedtem, w takim wymiarze jak przed dzieckiem i w takiej formie. Czasami w fantazjach przyszłych matek pojawia się obawa, że dziecko coś zabierze, zatrzyma (na przykład kreatywność). Dziecko może być wyczekiwane i chciane, ale może tez budzić różne obawy i wątpliwości.

Zobacz też: Pierwszy Dzień Matki – jaki prezent wybrać? Te słowa młodych mam nie pozostawiają złudzeń!

Powrót do pracy to ratunek?

Szybki powrót do pracy może być formą poradzenia sobie z napięciem, jaki towarzyszy wczesnemu macierzyństwu. Nie pozwala się z nim zatopić, zlać z dzieckiem, poczuć, jak wyłączna i ograniczająca jest relacja z dzieckiem. W tym sensie fantazje o tym, że po porodzie nic się nie zmieni, że życie będzie toczyło się jak dawniej, jedynie z maleńkim człowiekiem u boku, może mieć na celu redukcję napięcia i lęków związanych z tym, co ma si wydarzyć. Wzajemna zależność matki i niemowlęcia są w początkowych miesiącach wyjątkowe. Można tego w równym stopniu pragnąć, jak i się obawiać.

Katarzyna Mirecka

psycholożka i psychoterapeutka, absolwentka Uniwersytetu Nottingham. Ukończyła 4-letnie całościowe szkolenie psychoterapeutyczne w Instytucie Analizy Rasztów. Pracuje z osobami dorosłymi, dziećmi i młodzieżą, indywidualnie oraz grupowo. Od 2015 roku związana z magazynem Chcemy Być Rodzicami