Przejdź do treści

Uważaj na leki i alkohol, są toksyczne dla wątroby!

Wątroba odpowiada za wiele przemian zachodzących w ludzkim organizmie. Odbywają się w niej zarówno procesy syntezy, magazynowania i metabolizowania różnych związków, jak też ich detoksykacja. Część z tych związków może być dla niej zabójcza.

Dotyczy to zarówno związków produkowanych w organizmie (endogennych), do których należą amoniak, bilirubina, produkty powstające w jelitach oraz niektóre hormony, jak dostarczanych z zewnątrz (egzogennych), takich jak leki, narkotyki, trucizny, alkohole, parafarmaceutyki i zioła. Znanych jest około 1 tys. substancji toksycznych dla wątroby.

Najczęstszą przyczyną zatruć tego narządu są:

  • antybiotyki, leki neurotropowe, immunosupresanty, leki kardiologiczne i przeciwbólowe (głównie paracetamol);
  • środki odurzające (ekstazy, amfetamina, kokaina) i chemikalia – (m.in. chlorek winylu, czterochlorek węgla, związki fosforoorganiczne – herbicydy i insektycydy);
  • zatrucia pokarmowe (alkohol etylowy, grzyby (toksyczna jest zawarta w nich amanityna), orzeszki ziemne, migdały (zawierają toksyczną dla wątroby aflotoksynę);
  • parafarmaceutyki (zioła chińskie, alkaloidy, pieprz metystynowy znany też pod nazwą kava kava, efedryna, kamfora).

Hepatotoksyczność leków związana jest głównie z ich metabolitami powstającymi w wyniku przemian w wątrobie. Zwykle jest następstwem przedawkowania leku lub nadwrażliwości immunologicznej, czyli reakcji alergicznej lub nadwrażliwości metabolicznej na dany lek” – wyjaśnia dr n. med. Iwona Kozak-Michałowska, zastępca dyrektora medycznego laboratoriów Synevo.

Cztery postaci uszkodzenia wątroby

Uszkodzenie wątroby może przybrać jedną z czterech postaci.

Postać ostrą rozpoznaje się, kiedy zmiany w badaniach laboratoryjnych utrzymują się do trzech miesięcy.

W przypadku postaci przewlekłej zmiany w badaniach laboratoryjnych utrzymują się dłużej niż trzy  miesiące.

Postać ciężką cechują zmiany w badaniach laboratoryjnych oraz żółtaczka i zaburzenia świadomości.

Postać piorunująca charakteryzuje się ciężkimi zaburzeniami krzepnięcia i zaburzeniami świadomości pojawiającymi się w okresie 1-30 dni od wystąpienia objawów zatrucia.

Każda z tych postaci jest groźna, bo może prowadzić do poważnych powikłań: ostrej niewydolności wątroby, encefalopatii wątrobowej, stłuszczenia, marskości.

Ostra niewydolność wątroby (ALF)

Jest zespołem objawów związanych z pierwotną, ciężką niewydolnością wątroby. Towarzyszą jej zaburzenia świadomości (encefalopatia wątrobowa) pojawiające się nie później niż w ciągu ośmiu tygodni od początku choroby. Jest jednym z najtrudniejszych i skomplikowanych wyzwań zarówno dla hepatologów, jak i specjalistów anestezjologii i intensywnej terapii oraz toksykologów. Objawy ostrej niewydolności wątroby zwykle ustępują po 1-2 miesiącach od odstawienia leku, który do niej doprowadził, ale może też prowadzić do niewydolności wątroby wymagającej przeszczepu. Śmiertelność w tym schorzeniu jest wysoka.

W ostrej niewydolności wątroby dochodzi bowiem do masywnego uszkodzenia komórek (hepatocytów), natomiast pozostałe, nieuszkodzone komórki, nie są w stanie przejąć wszystkich funkcji wątroby, w tym syntezy i detoksykacji. Pomimo dużej zdolności do regeneracji wątroby, większość pacjentów umiera z powodu powikłań, zanim komórki podejmą swoje funkcje.

Do wystąpienia ciężkiego uszkodzenia wątroby predysponuje wiele czynników. Wśród nich wymienia się m.in.:

  • wiek (powyżej 50. roku życia);
  • płeć żeńską;
  • pracę w narażeniu na toksyny przemysłowe;
  • nadużywanie alkoholu;
  • predyspozycje genetyczne;
  • współistniejące choroby wątroby (wirusowe zapalenie wątroby typu B i C);
  • autoimmunologiczne zapalenie wątroby;
  • choroby ogólnoustrojowe (niewydolność nerek, cukrzyca, sepsa, nowotwory, AIDS, wstrząs i inne).

W celu rozpoznania ostrej niewydolności wątroby wykonuje się badania laboratoryjne, do których należą przede wszystkim poziomy aminotransferazy AST i ALT. W stanach ostrych są one znacznie podwyższone. Zwykle towarzyszy temu również wzrost stężenia bilirubiny całkowitej (żółtaczka), a także enzymów cholestatycznych, takich jak fosfataza alkaliczna ALP i gamma-glutamylotransferaza GTP” – mówi dr Iwona Kozak-Michałowska..

Encefalopatia wątrobowa

Pod tą nazwą kryje się zespół zaburzeń czynności ośrodkowego układu nerwowego w przebiegu ciężkich, ostrych lub przewlekłych chorób wątroby. Dochodzi do nich prawdopodobnie w wyniku działania endogennych neurotoksyn: amoniaku, merkaptanów, krótko- i średniołańcuchowych kwasów tłuszczowych oraz fenoli. Encefalopatia wątrobowa charakteryzuje się postępującymi zaburzeniami świadomości, które mogą prowadzić do śpiączki, zaburzeń funkcji intelektualnych, zaburzeń osobowości oraz zaburzeń zachowania. Wśród wielu czynników, które mogą doprowadzić do wystąpienia encefalopatii wymienia się m.in. leki antydepresyjne, uspokajające i nasenne.

W badaniach laboratoryjnych obserwowane jest podwyższone stężenie amoniaku (u 90 proc. chorych), obniżone stężenie albumin i narastające gammaglobulin, zmiany parametrów krzepnięcia, wzrost aktywności aminotransferaz ALT i AST, wzrost stężenia bilirubiny (żółtaczka), a także zmiany w morfologii krwi obwodowej, zaburzenia elektrolitowe i kwasowo-zasadowe” – informuje dr Kozak-Michałowska.

Alkoholowa choroba wątroby (ang. alkoholic liver disease, ALD)

Jest następstwem nadmiernego spożycia alkoholu. Rozwija się pod postacią stłuszczenia, zapalenia i marskości wątroby. Próg toksyczności alkoholu jest cechą indywidualną i trudną do ustalenia. Wiadomo jednak, że kobiety są bardziej wrażliwe na uszkodzenie wątroby przez alkohol.

Działanie hepatotoksyczne alkoholu u kobiet występuje już przy dawce 20-40 g/dobę, podczas gdy u mężczyzn przy spożyciu 60-80 g/dobę. Za „bezpieczną” dla prawidłowego funkcjonowania wątroby u zdrowych mężczyzn uważa się wypicie około 4 l piwa, 1,75 l wina lub 0,5 l napojów wysokoprocentowych tygodniowo. U kobiet „bezpieczna” dawka tygodniowa jest o co najmniej jedną trzecią mniejsza. Wiele zależy jednak od predyspozycji genetycznych.

Poalkoholowe uszkodzenie wątroby to wynik działania metabolitu alkoholu etylowego –  aldehydu octowego. Choroba rozwija się zwykle etapami, choć równie dobrze mogą one wystąpić jednocześnie. Te etapy to:

  1. Alkoholowe stłuszczenie wątroby – przewlekłe uszkodzenie wątroby z nagromadzeniem kropli tłuszczu w hepatocytach. Często przebiega ono bezobjawowo lub z towarzyszącymi pobolewaniami w okolicach wątroby. U pacjentów pijących nadal alkohol prowadzi do zapalenia i marskości wątroby.
  2. Alkoholowe zapalenie wątroby – towarzyszą mu zwykle żółtaczka, nudności, wymioty, zmęczenie, bóle w okolicy wątroby. U około 70 proc. chorych po całkowitym zaprzestaniu picia alkoholu objawy alkoholowego zapalenia wątroby cofają się.
  3. Alkoholowa marskość wątroby – choroba, która postępuje szybciej u osób zakażonych wirusem zapalenia wątroby, otyłych oraz stosujących niektóre leki. Efekty leczenia uzyskuje się u chorych, którzy zdecydowali się na całkowitą abstynencję.

Laboratoryjnym wskaźnikiem nadużywania alkoholu jest transferyna desialowana (CDT). Dla alkoholowej marskości wątroby charakterystyczne jest też umiarkowane podwyższenie aktywności aminotransferaz z przewagą AST. W czynnym alkoholizmie stwierdza się znaczne podwyższenie aktywności enzymu gamma-glutamylotransferazy (GTP), przy prawidłowej aktywności fosfatazy alkalicznej ALP. Na skutek niedoborów kwasu foliowego oraz uszkodzenia przez etanol błony komórkowej krwinek czerwonych występuje niedokrwistość makrocytowa. W morfologii krwi obwodowej może być także podwyższona liczba leukocytów, a obniżona liczba płytek krwi – mówi dr Iwona Kozak-Michałowska. – W zapaleniu wątroby dodatkowo wzrasta aktywność fosfatazy zasadowej (ALP), podwyższa się stężenie bilirubiny, wydłuża czas protrombinowy i dochodzi do zaburzeń elektrolitowych” – dodaje.

Do oceny zmian histologicznych, włóknienia, stłuszczenia i aktywności zapalnej wątroby wykorzystywane są testy laboratoryjne FibroTest i FibroMax. Badanie wykonuje się na czczo z próbki krwi, a polega ono na analizie określonych parametrów biochemicznych i opracowanie wyniku przy użyciu specjalnego algorytmu. Oba testy stanowią alternatywę dla inwazyjnego badania jakim jest biopsja wątroby.

Zobacz więcej w zakładce ZDROWIE >>KLIK<<

materiał prasowy

Materiał prasowy redakcja otrzymuje, gdy firmy, stowarzyszenia, fundacje i inne organizacje chcą poinformować naszych czytelników i czytelniczki o aktualnościach, wydarzeniach, eventach, nowych produktach czy konferencjach.

Samotne matki, czy samodzielne matki? O rodzicielstwie w pojedynkę

Samotne matki, czy samodzielne matki? O rodzicielstwie w pojedynkę
fot.Pixabay

Dopóki patrzymy z dystansu, wydaje się, że w sumie to nic strasznego – mama samotnie wychowująca dzieci. Albo samotny tata. Jeden rodzic na jedno lub kilkoro dzieci. Tak bywa w życiu. Spojrzymy, zatrzymamy się na chwilę, jakaś myśl przebiegnie przez głowę, ale potem wracamy do swoich spraw. Może też z tego powodu, że samotne rodzicielstwo wydaje się być sprawą marginalną. A nie jest, ponieważ wiadomo, że w Stanach Zjednoczonych samotne matki wychowują 22 miliony dzieci. Można sobie wyobrazić, że w Europie proporcje są podobne. To sporo. Całe społeczeństwa wychowywane są przez jednego rodzica.  Czy Ci rodzice faktycznie powinni być nazywani „samotnymi”, czy może bardziej adekwatne określenie to „samodzielni”?

Samotne rodzicielstwo może mieć wiele przyczyn

Samotne rodzicielstwo zwykle nie jest wyborem. Wiąże się z rozwodem, rozpadem związku, porzuceniem lub śmiercią partnera. W rodzicielstwo jest więc wpisane jakieś dramatyczne wydarzenie lub nawet trauma. W tle samotnego rodzicielstwa jest więc zwykle strata. A skoro strata, to też żałoba, którą trzeba przeżyć. Świadkami tego procesu są dzieci, zmagające się własną stratą.

Wydaje się, że trudności, z jakimi zmagają się samotne matki – statystycznie jest ich znacznie więcej niż samotnych ojców – są niewidoczne dla innych osób lub bagatelizowane. Bywa, że matki są postrzegane jako silne, radzące sobie i dla innych wygodniej jest nie widzieć ich trudności. Byłoby najlepiej, gdyby samotna matka nie niszczyła tego idealnego obrazu swoimi trudnościami.

Są też matki samotne z wyboru. Jednak to, że świadomie zdecydowały się na dziecko nie znaczy jeszcze, że nie jest im trudno i nie potrzebują wsparcia.

Zobacz też: Czy można żałować macierzyństwa?

Znaczenie wsparcia i dbania o siebie

Wiadomo, że o zranioną dłoń trzeba zadbać i ją odpowiednio zabezpieczyć. Wiadomo, że dłoń jest nam potrzebna i że musi być sprawna. Nie mamy tyle wyrozumiałości dla swoich emocji. Wydaje się, że można dobrze funkcjonować nie myśląc o swoich potrzebach, możliwościach, ograniczeniach. Samotne macierzyństwo może bardzo sprzyjać nadmiernym wymaganiom wobec siebie, ale też wobec dzieci. Wymaganiom związanym z szybkim „braniem się w garść”, z przekonaniem, że jeśli zacznie się myśleć o swojej sytuacji, analizować ją, nie da się dłużej normalnie funkcjonować. Tama, która dotąd powstrzymywała emocje, rozpadnie się.

Paradoksalnie energia, którą samotni rodzice wkładają w nieczucie, mogłaby zostać spożytkowana na poradzenie sobie z uczuciami, które mogą się pojawić. I tak na przykład zupełnie naturalnym i adekwatnym wydaje się, że samotna matka, która odeszła od przemocowego męża musi uznać, że była ofiarą nadużyć, zmierzyć się z bezsilnością czy gniewem. Natomiast wdowiec, który samotnie wychowuje dzieci musi zmierzyć się z uczuciami związanymi z żałobą. Trzeba uznać to, co się wydarzyło, zobaczyć swoją rolę w przeszłych wydarzeniach.

Jeśli kobieta zakończyła związek z agresywnym mężczyzną może zmagać się z zaniżonym poczuciem własnej wartości, wątpić w swoje możliwości w pracy, obawiać się, że sama sobie nie poradzi (pewnie słyszała to wiele razy podczas trwania związku), że nie będzie w stanie pogodzić pracy oraz opieki nad dziećmi. Z kolei wdowiec może zmagać z poczuciem, że na nic w życiu nie ma kontroli, że największe nieszczęście może zdarzyć w każdym momencie. I że na nic nie można się przygotować.

Zobacz też: „Bo mamusi będzie przykro”. Wzbudzanie poczucia winy u dziecka, czyli kilka słów o okrutnej manipulacji

Dlaczego to takie trudne?

Jeśli rodzicielstwo w ogóle jest wyzwaniem, to samotne rodzicielstwo jest codzienną wyprawą na Mount Everest. Niezależnie od pogody, bez raków, czasem bez możliwości kontaktu ze służbami ratowniczymi. Nietrudno sobie wyobrazić, że taka właśnie wizja czasami trzyma ludzi w przemocowych lub w inny sposób krzywdzących związkach. Perspektywa samotnej odpowiedzialności za dzieci wydaje się gorsza niż znane skutki uzależnienia czy przewidywalne kłótnie.

Samotne rodzicielstwo to nie tylko konieczność zapewnienia dzieciom bytu czy codzienne kładzenie dzieci spać, bez chwili odpoczynku dopóki nie zasną. Samotne rodzicielstwo to również często konieczność wytłumaczenia dzieciom, dlaczego nie ma drugiego rodzica, dlaczego nie dzwoni albo dzwoni rzadko, dlaczego związał się z kimś innym, dlaczego wydarzył się wypadek. To też samodzielne rozmowy o dojrzewaniu, seksie, wspieranie dzieci w ich kłopotach, czyli sprawy które nie zawsze są łatwe i oczywiste. Trzeba podejmować decyzje, których skutki mogą być dalekosiężne.

Zobacz też: Jak przetrwać wczesne macierzyństwo? Poznaj kilka sposobów

Doświadczenie samotnego rodzicielstwa

Bycie samotnym rodzicem to doświadczenie nie związane jedynie z fizycznym brakiem drugiej osoby na co dzień. To również samotność emocjonalna. To codzienna odpowiedzialność, której nie można podzielić na dwa. To brak przestrzeni wewnętrznej, w której można spokojnie pomyśleć o swoich sprawach, zadbać o swoje potrzeby, bo przecież obok są dzieci, które nie mają nikogo innego, do kogo mogą się zwrócić. To wreszcie poczucie winy, że życie potoczyło się inaczej niż by się chciało i co gorsza inaczej, niż życie większości bliskich i znajomych.

Samotne rodzicielstwo to doświadczenie intensywne pod względem jakości i ilości codziennych zmagań. Nie ma nikogo, kto rodzica odciąży, ale też odciąży dziecko. Rodzic, który ma dorosłą, wyłączną relację z drugim człowiekiem będzie mógł w niej bezpiecznie radzić sobie ze swoimi trudnościami. Nie będzie choćby oczekiwał od dziecka partnerstwa.

Oczywiście, samotne rodzicielstwo wymaga niezwykłych umiejętności, zmusza do nieprzewidzianych działań i podejmowania trudnych decyzji. Tak jest, nikt nie ma wątpliwości. Ale samotnym rodzicu ciąży jeszcze jedna odpowiedzialność, być może najważniejsza –  zadbania o siebie. Bez tego prawdopodobnie będzie mu bardzo trudno w relacji z dziećmi.

Zobacz też: Twoje dziecko kłamie? To dobry znak

Katarzyna Mirecka

psycholożka i psychoterapeutka, absolwentka Uniwersytetu Nottingham. Ukończyła 4-letnie całościowe szkolenie psychoterapeutyczne w Instytucie Analizy Rasztów. Pracuje z osobami dorosłymi, dziećmi i młodzieżą, indywidualnie oraz grupowo. Od 2015 roku związana z magazynem Chcemy Być Rodzicami

Ciemne i jasne strony poczucia winy u matek

Jeśli jest coś, co jest wspólne dla wszystkich matek, to jest to poczucie winy. Wszędzie na świecie żyją kobiety, które czują, zawiodły swoje dzieci. 
fot.Pixabay

Jeśli jest coś, co jest wspólne dla wszystkich matek, to jest to poczucie winy. Wszędzie na świecie żyją kobiety, które czują, zawiodły swoje dzieci, że nie zadbały o nie wystarczająco. 

Czego nie mogą sobie wybaczyć matki?

Czasami nie mogą sobie wybaczyć, że ich dorosłe już dzieci nadużywają alkoholu, wiążą się z nieodpowiednimi ludźmi, że nie potrafią o siebie zadbać. Albo o tego, że dziecko nie zjadło ciepłego posiłku danego dnia, że nie spędziło się z nim wtorkowego popołudnia, nie przeczytało bajki na dobranoc, choć się obiecało. Albo też, że niemowlę zajmuje jej tyle czasu, że niemal nie widuje się ze swoim starszym dzieckiem.

Poczucie winy może być niszczące. Może odbierać jakąkolwiek radość z macierzyństwa. Podsyca wątpliwości i ambiwalencje, które ma w sobie matka. Żywi się jej niepewnością. Odbiera spokój nocą, nie pozwala zasnąć, odpocząć. Może tak być. Ale poczucie winy może też pełnić funkcje rozwojowe, ponieważ pozwala zobaczyć i zmienić to, co zmiany wymaga.

Poczucie winy nie pojawia się w próżni. Pojawia się wewnątrz człowieka i między ludźmi. Według badań poczucie winy może wzmacniać więź społeczną, ponieważ pomaga wczuć się w stan psychiczny innych osób, pomaga poczuć to, co mogą czuć inni. Dlatego też może być cenną wskazówką dotyczącą funkcjonowania społecznego, źródłem rozwoju osobistego i moralnego, wzmacniaczem empatii.

Zobacz też: Jak “zasada trzech minut” może wpłynąć na Twoją relację z dzieckiem?

Pozytywne skutki poczucia winy

Nie ma wątpliwości, że takie istnieją! Poczucie winy może wskazać matce obszary funkcjonowania lub relacji z dziećmi, które wymagają przyjrzenia się, albo naprawy. Czasami po prostu mamy powody, by  odczuwać poczucie winy. W tym rozumieniu poczucie winy jest jak alarm, który startuje, kiedy coś się dzieje w relacji z dzieckiem. Może się pojawiać, kiedy mniej lub bardziej świadomie je krzywdzimy, kiedy w jakiś sposób je zaniedbujemy. To też się przecież zdarza.

Poczucie winy wspiera też matki w ciągłym doskonaleniu się, w stawaniu się coraz lepszymi rodzicami. Poczucie winy motywuje. Jest nieprzyjemnym uczuciem, którego pozbyłybyśmy się z radością. Ale jest też uczuciem, wobec którego nie można pozostać obojętną. Zaczynamy się przyglądać i zastanawiać, co i jak mogłybyśmy zrobić inaczej wobec naszych dzieci.

Może wreszcie pomóc naprawić relację z dziećmi – naszymi najwierniejszymi i najbardziej spostrzegawczymi obserwatorami. O ile nie jest zalana uczuciami, nad którymi nie ma kontroli, matka może przyznać, że popełniła błąd.

Dziecko widzi wówczas, że rodzic jest niedoskonały, co jemu samemu pozwala być niedoskonałym. Widzi również, że błędy można naprawiać. Widzi wreszcie, że ludzie podlegają emocjom i że są to tylko emocje, których nie trzeba się bać. To lekcje, których wartość jest nie do przecenienia.

Zobacz też: Biżuteria antykoncepcyjna – pierwsze testy przeszła pomyślnie! Na jakiej zasadzie ma działać?

Ciemna strona poczucia winy

Poczucie winy ma też drugą, ciemną, niszcząca stronę. Może być uczuciem bardzo dotkliwym, możemy mieć wielką potrzebę pozbycia się go. Ciężko wówczas nam znaleźć w sobie przestrzeń na to, by zobaczyć, czego tak naprawdę dotyczy to uczucie.

Bywa też tak, że poczucie winy jest używane jako broń, można dojść w tej dziedzinie do mistrzostwa. Rodzic może podejmować próby zmiany swoich zachowań, może zachowywać się tak, jakby dobro dziecka było dla niego najwyższą wartością, gdy tymczasem otoczenie widzi zupełnie coś innego. Dlatego też poczucie winy może być orężem używanym w celu realizacji potrzeb rodzica, nie dziecka.

Matka, która:

  • jest szczególnie wrażliwa na krytykę,
  • mocno wątpi w swoje kompetencje rodzicielskie,
  • tkwi w nieudanym związku z ojcem dziecka lub
  • ma nie najlepszą więź z własna matką,
  • widzi swoją winę w sytuacjach, na które nie ma wpływu

 

Matka może mieć „skłonności” do tkwienia w poczuciu winy. Może też sięgać po poczucie winy w celu ukarania siebie, wychodząc z założenia, że jeśli nie może rzeczy naprawić albo chociaż poprawić, jeśli czuje się bezsilna, słaba, uwikłana w nieprzyjemne sytuacje, przynajmniej może w swoim mniemaniu „ponieść konsekwencje”.

Jeśli matka ma poczucie, że nie spełnia oczekiwań – własnych lub cudzych – może sięgać po poczucie winy, jako po dowód na to, że się stara, że jest zaangażowana.

Zobacz też: Dlaczego zdecydowałam się na dziecko? Z pamiętnika młodej mamy

Dążenia matek

Rodzicielstwo jest ciągłym dążeniem do lepszego. Poradniki, które zalewają rynek wydawniczy, docierają też do rodziców. Mówią, jak należy postępować, by wychować szczęśliwe, kompetentne, asertywne, ambitne dziecko.

Te poradniki wyznaczają pewien, mniej lub bardziej niedościgniony, standard. Po poradniki sięgają zwykle osoby, które mają poczucie, że sobie nie radzą. Schemat działania jest prosty: jeśli nie można posługiwać się własnymi, uwewnętrznionymi przekonaniami (ponieważ na przykład wątpi się w ich słuszność), trzeba szukać ich na zewnątrz (na przykład w poradnikach).

Rodzice zaczynają dążyć do określonego celu, chcąc dać swoim dzieciom to, co jest dla nich najlepsze, to, co najlepiej wyposaży je na resztę życia. A kiedy to się nie udaje, kiedy okazuje się, że mimo wysiłków dziecko średnio sobie radzi, kiedy wpada w kłopoty, jest nieszczęśliwe, w rodzicach budzi się poczucie winy.

Fantazja o byciu idealnym rodzicem idealnych dzieci – jak z poradnika lub rad koleżanek – rozbudza poczucie winy. Nie tylko w rodzicach, w dzieciach również. One także czują, że nie spełniają oczekiwań, zawodzą rodziców, są niewystarczające.

Nie możemy mieć kontroli nad każdym aspektem życia, nad przeszłością, genetyką. Nawet najbardziej wrażliwa matka nie może sprawić (na szczęście!), żeby jej niemowlę nigdy nie płakało. A dzieci będą miały swoje kłopoty i trudności, niezależnie od tego, jak bardzo rodzice będą się starać. Będzie się tak działo, choćby dlatego, że są odrębnymi ludźmi, ze swoją osobowością i swoim prawem do błędów.

Zobacz też: Własne komórki macierzyste pomagają dzieciom chorym na autyzm

 

 

 

Ekspert

Katarzyna Mirecka

psycholożka i psychoterapeutka, absolwentka Uniwersytetu Nottingham. Ukończyła 4-letnie całościowe szkolenie psychoterapeutyczne w Instytucie Analizy Rasztów. Pracuje z osobami dorosłymi, dziećmi i młodzieżą, indywidualnie oraz grupowo. Od 2015 roku związana z magazynem Chcemy Być Rodzicami

Katarzyna Mirecka

psycholożka i psychoterapeutka, absolwentka Uniwersytetu Nottingham. Ukończyła 4-letnie całościowe szkolenie psychoterapeutyczne w Instytucie Analizy Rasztów. Pracuje z osobami dorosłymi, dziećmi i młodzieżą, indywidualnie oraz grupowo. Od 2015 roku związana z magazynem Chcemy Być Rodzicami

Własne komórki macierzyste pomagają dzieciom chorym na autyzm 

Własne komórki macierzyste pomagają dzieciom chorym na autyzm 
fot.Pixabay

Obchodzony na całym świecie 2 kwietnia Światowy Dzień Autyzmu to okazja by okazać solidarność z osobami cierpiącymi na autyzm i ich bliskimi. Na jej znak coraz więcej osób przypina tego dnia niebieskie wstążeczki i bierze udział w imprezach integracyjnych. Jednak wsparcie dla osób zmagających się z autyzmem to nie tylko akceptacja, ale też innowacyjne podejście do leczenia jego skutków i poprawy jakości życia.

Zobacz też: „Chłopiec z klocków” – wzruszająca opowieść o miłości ojca do autystycznego syna

Światowy Dzień Autyzmu

Światowy Dzień Autyzmu został powołany w 2008 roku z inicjatywy Jej Wysokości Mozah, małżonki emira Kataru Hamada ibn Chalifa as-Sani, popartej przez Zgromadzenie Ogólne ONZ. Jego celem jest powszechne podnoszenie świadomości na temat autyzmu i znoszenie barier, na jakie napotykają osoby ze spektrum autyzmu i ich rodziny.

Sukcesem ostatnich lat jest „odczarowanie” autyzmu i zdjęcie z niego mylącej łatki „choroby psychicznej”. Do opinii publicznej przedarł się pogląd, że autystycy to „nadwrażliwi artyści i geniusze”. Jest w nim sporo prawdy, niemniej jednak każda z osób cierpiących na autyzm oraz ich bliscy zmagają się na co dzień z wieloma problemami  i lękami związanymi z komunikacją ze światem zewnętrznym, zachowaniami społecznymi, nauką nowych (często podstawowych czynności), czy zaburzeniami neurologicznymi.

Lęk wywołany kontaktem fizycznym, otwartą przestrzenią, zaburzenia mowy czy równowagi nie są sprawami błahymi – to kwestie, które często burzą życie nie tylko osoby cierpiącej na autyzm, ale również jej otoczenia. Dlatego tak ważne jest wspieranie ich rehabilitacji i terapii pomagających je zniwelować.

Zobacz też: “Szczepimy bo myślimy” – obywatelska inicjatywa na rzecz obowiązkowych szczepień

Komórki macierzyste a autyzm

Jedną najbardziej obiecujących – w świetle wyników badań klinicznych, również tych prowadzonych w polskich szpitalach – metod jest podanie własnych komórek macierzystych. Od ponad 30 lat zastosowanie komórek macierzystychkrwi pępowinowej w ratowaniu życia chorych na nowotwory i schorzenia hematologiczne jest powszechne. Opublikowane badania pokazują również, że mogą mieć zastosowanie w chorobach neurologicznych i właśnie w autyzmie.

W roku 2017 opublikowano wyniki badań nad zastosowaniem komórek macierzystych krwi pępowinowej w leczeniu autyzmu. Ich wyniki pokazują, że zastosowanie własnej krwi pępowinowej może przynieść korzystne efekty kliniczne.

Komórki macierzyste pochodzące ze sznura pępowinowego i krwi pępowinowej zaskakują swoją uniwersalnością. Już dziś wiemy, że  możemy je wykorzystywać w leczeniu tak wielu chorób oraz to, że nie wiemy jeszcze wszystkiego, o ich zdolnościach – mówi prof. Krzysztof Kałwak z Kliniki Transplantacji Szpiku Onkologii i Hematologii Dziecięcej Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu.

Zobacz też: Szczepionka MMR nie powoduje autyzmu – nowe dowody naukowe

Eksperymentalna terapia autyzmu

Prof. Krzysztof Kałwak prowadzi eksperymentalną terapię autyzmu, o której było głośno w ostatnich tygodniach. Jego pacjentem jest pięcioletni Allan Linger, który został poddany terapii komórkami autologicznymi – jego rodzice w dniu jego narodzin zdecydowali się na pobranie krwi pępowinowej.

To właśnie te komórki macierzyste dziś leczą stan zapalny w centralnym ośrodku nerwowym, czyli autyzm Allana. Chłopiec nie mówił, a na sytuacje stresowe reagował agresją. Jednak już po dwóch podaniach rodzice Allana widzą wyraźną poprawę – Allan zaczął się przytulać, wchodzić w interakcje z najbliższymi czy zachowywać empatycznie. Zaczął też samodzielnie korzystać z nocnika.

W leczeniu chorób neurologicznych dzieci bardzo istotny jest wiek pacjenta – im młodsze dziecko, tym lepsze efekty terapii. Nie możemy się jednak łudzić, że wyleczymy całkowicie porażenie dziecięce czy autyzm. Podanie komórek macierzystych (z krwi pępowinowej lub ze sznura pępowiny) ma na celu polepszenie jakości życia i zniwelowanie objawów.

I proszę mi wierzyć, że w przypadku naszych pacjentów nawet pozornie drobna zmiana to wielki krok na przód dla chorego i jego rodziny. Te „drobiazgi”, które uzyskujemy czasem już pod dwóch podaniach oznaczają np. wielkie postępy w rehabilitacji, zmniejszenie napięcia mięśniowego, poprawę widzenia, mowy czy koncentracji. To bardzo wiele mówi dr hab. Magdalena Chrościńska-Krawczyk z Kliniki Neurologii Dziecięcej Uniwersyteckiego Szpitala w Lublinie.

Zobacz też: Komórki macierzyste pomogą leczyć autyzm? „Nawet drobna zmiana to krok naprzód”

Terapia komórkami macierzystymi w chorobach neurologicznych realizowana jest w ramach procedury medycznego eksperymentu leczniczego, ale ponieważ wykorzystuje się własne komórki pacjenta (pobrane przy porodzie i zdeponowane w banku komórek macierzystych) nie ma konieczności ani oczekiwania na materiał (jest dostępny dla pacjenta właściwie od ręki), ani ponoszenia wysokich kosztów.  Bankowanie krwi pępowinowej daje możliwość zabezpieczenia komórek macierzystych na przyszłość.

 

materiał prasowy

Materiał prasowy redakcja otrzymuje, gdy firmy, stowarzyszenia, fundacje i inne organizacje chcą poinformować naszych czytelników i czytelniczki o aktualnościach, wydarzeniach, eventach, nowych produktach czy konferencjach.

Dlaczego musimy sprzątać?

Dlaczego musimy sprzątać?
Co roku chcemy zaczynać coś od nowa. Dlatego zaczynamy od sprzątanie najbliższego świata. – Fot. Pixabay

Dlaczego ciągle męczy nas przymus sprzątania i to szczególnie na wiosnę? Czy uporządkowanie przestrzeni jest ważne i czy warto stać się minimalistą? Psycholog Bianca Beata Kotoro odpowiada na pytania.

Dlaczego tak bardzo zależy nam na posprzątaniu naszej przestrzeni na wiosnę?

Co roku chcemy zaczynać coś od nowa. Dlatego zaczynamy od sprzątanie najbliższego świata czyli przestrzeni, w której przebywamy. Jest to głęboko zakorzenione i bardzo potrzebne. Pytanie tylko, czy robimy to umiejętnie, ponieważ nie chodzi tylko o posprzątanie, tylko takie uporządkowanie tej przestrzeni, żeby mobilizowało nas do tego,, żeby to utrzymywać”.

Żeby za rok znowu nie obudzić się w tym samym miejscu – z nadmiarem rzeczy i podobnym bałaganem.

Nie jest to wbrew pozorom takie łatwe, ponieważ jesteśmy nauczeni sprzątania, gdzie musimy coś odkurzyć, poprzekładać, wytrzeć kurze, a nie bardzo umiemy świadomie pozbywać się rzeczy, których nie potrzebujemy. Dużo osób ma syndrom zbieracza, a panuje przecież kult dobrobytu, że dobrze jest mieć. Dużo.

Czasy i przebywanie w galeriach handlowych sprzyjają obrastaniu w rzeczy.

Tak, nabywamy je pod wpływem impulsu emocjonalnego, pod hasłem, że inni to mają, to i my musimy to mieć. Nie zastanawiamy się nad energetycznością przedmiotu, który kupujemy. Nie zadajemy sobie nawet pytania, czy on nam się podoba, czy wywołuje w nas radość. Wymieniamy stare, a dobre – na nowe, bo coś nam się znudziło albo zobaczyliśmy w reklamie. Z jednej strony mówi się o kwestiach dbania o środowisko, a z drugiej znikają usługi najróżniejszego typu – szewc, poprawki krawieckie, naprawy sprzętu – są na wymarciu.

Taniej kupić.

Nie staramy się nawet naprawiać, a jeśli nie dbamy o przedmioty, to jednocześnie uczymy się też, że nie ma co naprawiać innych rzeczy, na przykład relacji, skoro możemy je wymienić na nowe.

Przebija się skandynawski czy japoński minimalizm. Niektórzy chcą tak żyć.

Byłabym daleka od minimalizmu, skoro uwielbiamy płyty, zdjęcia, książki, figurki z podróży…

30 książek wg Marie Kondo?

Marie Kondo mówi w swoich programach i pisze w książkach –co jest mi bardzo bliskie – żeby posegregować przedmioty i zostawiać te, które lubimy, które są nam potrzebne, ale do których mamy także pozytywne nastawienie . Przedmiot wywołuje dane konotacje emocjonalne – na przykład od kogo i kiedy go otrzymaliśmy, lub dlaczego go nabyliśmy, przypominamy sobie, w jakiej wtedy byliśmy sytuacji życiowej, co z nami się działo.

Ale jak nam się zbije później ta filiżanka, którą dostaliśmy od brata, to rozpacz i bardziej boli.

Tak, ale mamy w swoim otoczeniu też inne rzeczy, które sprawiają nam radość. I to absolutnie nie chodzi o ich wyjątkowość . To nie muszą być luksusowe dary od prababci czy pradziadka. Ten komplet od kawy lubię, korzystam z niego, ale te dwa inne stoją i się kurzą. Mogę przecież zapytać znajomego, czy nie potrzebuje. Jest dużo miejsc, gdzie można to oddać – niech to trafi do ludzi, którzy się ucieszą tym drobiazgiem. Więc jeśli nasze myślenie idzie torem – robimy porządki wiosenne i musimy koniecznie wyrzucić dużo rzeczy – to nic dobrego z tego nie wyniknie.

No tak, bo wtedy wchodzimy do garderoby i musimy wyrzucić sukienkę, której nie miałyśmy na sobie dwa lata… I robi nam się smutno.

Niektórzy głoszą tę metodę, że jeśli jakiejś rzeczy nie nosiliśmy rok czy dwa, a jeżeli już trzy, to absolutnie się jej pozbywamy. Ale jeżeli to jest taka rzecz, którą lubimy i może jest szansa, że ją przerobimy albo schudniemy czy przytyjemy za moment, to jej nie wyrzucajmy. Tylko odłóżmy na górną półkę i przy segregowaniu stosujmy zasadę – zostawiam rzeczy, które sprawiają mi szeroko rozumianą radość. I mam przyjemność w ich posiadaniu. Wtedy pozbywamy się całej reszty – wyrzucamy na przysłowiowy śmietnik, ale niech to będzie miejsce, z którego ktoś, kto potrzebuje będzie mógł sobie te rzeczy wziąć, skorzystać z nich. Nam to nie jest potrzebne, ale innym może się bardzo przydać.

To jak sprzątać?

Na początku warto posegregować rzeczy tematycznie. Na przykład wszystkie ręczniki niech leżą w jednym miejscu, czy to będzie łazienka, sypialnia czy przedpokój. Wszystkie buty, wszystkich domowników w jednym miejscu. W danej szufladzie będą rzeczy tylko papiernicze – kredki, farby, długopisy.

Ułatwiamy sobie życie.

Tak, później łatwiej będzie je znaleźć, nie stracimy energii na szukanie. Te nasze metody sprzątania „po troszeczku” nie za bardzo się sprawdzają. Powinniśmy raczej przed rozpoczęciem skupić się na myśli – dzisiaj zajmuję się tylko bielizną, segreguję ją i umieszczam w jednym miejscu – najlepiej wyrzucić wszystko na łóżko, bo wtedy mamy ogląd całości i jestem w stanie dać sobie z tym radę. To na początku wydaje się trudne, ale ludzie, którzy zaczęli to robić i przeszli ten etap, zdecydowanie lepiej potrafili skupić się na relacjach i pracy. Ponieważ każdy z nas pewnie, a przynajmniej dobre 90% ma taki objaw, że kiedy mamy coś ważnego do zrobienia – mam do napisania artykuł, muszę przygotować się do egzaminu…to zaczyna sprzątać i nie zajmuje się tym co ważne na dana chwilę. A tak nie będzie wymówki i ucieczki.

Muszę zapłacić rachunki i nie robię tego teraz. A kiedy to już za mną, przychodzi ulga…

Właśnie. Uzależniamy się od adrenaliny i potrzebujemy tego ciśnienia. Jest jeszcze grupa ludzi, która odkładając coś ważniejszego na później, przykrywa to myśleniem: „teraz tego nie zrobię, bo muszę posprzątać, okna przetrzeć…”

Ugotować zupę…

I kiedy uda nam się zrobić tę ważną rzecz, to już odchodzi się od sprzątania i innych rozpraszaczy. To tylko pokazuje, jakim to jest kamuflażem. Ludzie, którzy nauczyli się porządkować swoją przestrzeń, zdają sobie sprawę, że muszę skupić się na jednej rzeczy. Czyli napisać artykuł czy zapłacić te rachunki, bo już nie mają innej wymówki.

Czyli jak mam bałagan i przez niego nie mogę się skupić, to nie jest to dobre?

Nie, bo musisz go uporządkować. I jak to zrobię, że chętnie usiądę do pisania? Nie chodzi o chętnie, tylko nie będziemy mieć tej alternatywy, co możemy innego „ważnego” zrobić. W praktyce znaczy to tyle, że możemy zmierzyć się z tym, że robimy sobie takie skoki adrenalinowe, od których się uzależniamy, w przesuwaniu pewnych czynności i maskowaniu tego.

Jak to zaplanować?

Wbić do kalendarza czy zapisać, w jakich godzinach pracujemy – a potem co dziennie 3 godziny, a w weekend nawet 7-8 godzin to segregowanie i porządkowanie. Każdy ma swój sposób, swoją metodę, ale zdecydowanie musi być plan, którego powinniśmy się trzymać. Musimy odczarować mit, bo kiedy usłyszymy hasło „wiosenne porządki” to widzimy kolejne 3-5 dni wypełnione sprzątaniem. A prawda jest taka, że jeżeli chcemy 50-60 metrowe mieszkanie posprzątać i posegregować to zajmie to nam około miesiąca. Trzeba sobie dać tę przestrzeń, że to nie będzie tak szybko. Z tym porządkowaniem to jest tak, że jeśli sobie zaplanujemy segregowanie przestrzeni zewnętrznej, żeby skupić się na tej wewnętrznej, to musimy przyjrzeć się swoim przekonaniom, które mamy na temat rzeczy, dbania o przedmioty, porządkowania. Bo oczywiście ta granica, w której traktuje się dom jak muzeum, jest bardzo cienka. Żeby była jasność – ten dom ma być do mieszkania. Zastanowić się, skąd mamy nawyki dotyczące sprzątania – czy przejęliśmy je od mamy czy od babci. Jak to przekonanie, że w sobotę zawsze trzeba sprzątnąć mieszkanie.

A najlepiej zacząć od piątku.

Tak, a jeśli tego nie zrobię, to mam wyrzuty sumienia. Bez zajrzenia w głąb siebie nie ruszymy do przodu, bo będzie to blokada, która na to nie pozwoli. Warto, tak jak przyroda się odradza, iść za tym cyklem, abyśmy mogli zrobić nasze wewnętrzne odrodzenie. Żebyśmy nie mówili sobie: teraz muszę posprzątać – i to jest okropne, straszne i wisi nade mną, to kara za bycie dorosłym. Z takim nastawieniem to się nie uda. Powinniśmy je robić z myślą, że są one do zrobienia, i będziemy mieli z tego korzyść, a nie uciemiężenie.

Jednym słowem to krok do dalszej drogi. A jak nauczyć nasze dzieci radzenia sobie ze sprzątaniem, żeby nie miały traumy.

Jeśli dzieci wychowują się w domu, w którym dba się o porządek, to będą umiały go utrzymać. Ja bym nie mówiła do 3-latka „ale masz tutaj bałagan, trzeba posprzątać”, tylko raczej, „kiedy wstajemy i idziemy myć ząbki, to tak samo powinniśmy wygładzić pościel, ułożyć ją”. Po zabawie mówimy: „a teraz bawimy się w układanie w pudełku, na półce”. Wszelkie badania pokazują, że jeśli było to zaszczepione od najmłodszych lat, to ten nawyk zostaje. Nawet jak w okresie nastoletnim mamy wrażenie jako rodzice, że nie. Modelowania poprzez naszą postawę jest kluczowe. Ważne jest, żeby dzieci dostawały dobry przekaz dotyczący sprzątania czy segregowania. To nie ma być kara.

Ekspert

Bianca Beata Kotoro
Psychoseksuolog, psychoonkolog, terapeuta, psycholog społeczny. Wykładowca na uczelniach wyższych i Uniwersytetach III Wieku. Dyrektor Instytutu Psychologiczno- Psychoseksuologicznego Terapii i Szkoleń „Beata Vita” w Warszawie, gdzie prowadzi terapię oraz szkolenia. Autorka m.in. programu ogólnopolskiego dla młodzieży: „100 % MNIE BEZ ZAGŁUSZACZY” oraz projektu dla kadry i rodziców „Ważne Sprawy Przedszkolaka” czy „Trudne tematy dla mamy i taty”.

 

 

 

Iza Farenholc

Dziennikarka i redaktorka. Pracowała jako redaktor naczelna w magazynie dla rodziców Gaga oraz współpracowała m.in. z magazynami Zwierciadło, Twój Styl, Sens, Glamour - materiały psychologiczne, recenzje książkowe, muzyczne i filmowe, wywiady, reportaże z podróży.