Przejdź do treści

Używajmy wyobraźni czyli psychoterapia z Katarzyną Miller

Używajmy wyobraźni czyli psychoterapia z Katarzyną Miller
W terapii najlepsze jest to, że można zmieniać swoją przeszłość – Fot. Pixabay

Ci, którzy nie mają odwagi pójść na terapię mogą poszukać swojego problemu w najnowszej książce Katarzyny Miller. I znaleźć odpowiedź! Filozofka, poetka, psycholożka i psychoterapeutka z trzydziestoletnim doświadczeniem, dzieli się z czytelnikami historiami swoich pacjentów.

Nie do końca pacjentów, którzy siedzą u niej na kozetce, bo w książce „Droga Kasiu, jak żyć lepiej?” psycholożka odpowiada na listy kobiet i mężczyzn, którzy szukają u niej pomocy w trudnych sytuacjach życiowych, ale możemy sobie wyobrazić, że z takimi właśnie problemami trafiają do jej gabinetu.

Zobacz też: Samotność doskwiera też w wielkim mieście. Polska psycholożka znalazła na nią sposób

„Szukaj swojego psychoterapeuty tak długo, aż go znajdziesz, tak jak szukasz dobrego partnera” mówi w jednym z wywiadów jedna z najbardziej znanych psycholożek w naszym kraju, wulkan pozytywnej energii, którą dzieli się ze swoimi pacjentami i nie tylko z nimi. Uważa, że storytelling ma moc i dzieli się swoimi przeżyciami, doświadczeniami – wystarczy zajrzeć do jej książki „Bez cukru, proszę”, w której opowiada o swoim dzieciństwie, rodzicach, lękach i radzeniu sobie z życiem. To nie ekshibicjonizm, tylko chęć niesienia pomocy ludziom.

Możemy zmieniać przeszłość

W terapii najlepsze jest to, że można zmieniać swoją przeszłość – twierdzi psychoterapeutka. Pamiętać ją, szanować, to, co się wydarzyło, ale jednocześnie nadawać jej nowe znaczenie. Jak pisze w jednym z listów w książce „Droga Kasiu, jak żyć lepiej?”, psychoterapia polega na powrocie pamięcią do jakichś wydarzeń z przeszłości i próbie wyobrażenia sobie tego, czego człowiekowi wtedy zabrakło, na przykład osoby, której potrzebował, a jej wtedy nie było, a także tego, co chciałby, żeby ta osoba w tamtym momencie zrobiła, a nie zrobiła.

Ta książka to świetny poradnik, rady Katarzyny Miller pomogą czytelnikowi i czytelniczce odkryć i nazwać to, co boli. Co zrobić, kiedy spotkamy w pracy toksyczne osoby, czujemy się niespełnieni i rozczarowani, opuszczają nas przyjaciele, boimy się przyznać, że na co dzień nosimy maskę uprzejmości, boimy się wyjść ze swojej sfery komfortu, nasze dzieci się kłócą. I wiele innych problemów, które pomaga rozwiązać.

Zobacz też: Samotność doskwiera też w wielkim mieście. Polska psycholożka znalazła na nią sposób

Siła wyobraźni

Katarzyna Miller twierdzi, że wszystko jesteśmy sobie w stanie wyobrazić. Oczywiście nie możemy żyć tylko wyobraźnią, bo brakowałoby nam realności. Ale jeśli połączymy realność z wyobraźnią, to będziemy mieli świetny zestaw. Wyobraźnia pozwala bardzo kreatywnie radzić sobie z tym, na co nie mamy wpływu – pisze psychoterapeutka. I pamiętajmy że, jak pisze „zło zawsze mija, dobro zawsze wraca

Wydawnictwo Literackie

Iza Farenholc

Dziennikarka i redaktorka. Pracowała jako redaktor naczelna w magazynie dla rodziców Gaga oraz współpracowała m.in. z magazynami Zwierciadło, Twój Styl, Sens, Glamour - materiały psychologiczne, recenzje książkowe, muzyczne i filmowe, wywiady, reportaże z podróży.

Jak bronić się przed kosmetycznymi oszustwami

Czy parabeny są groźne
Spróbujmy mądrze dbać o urodę. – Fot. Pixabay

Podtytuł książki, w której dowiemy się czy rzeczywiście upiększamy się, używając kremów, odżywek, toników i wielu innych kosmetyków, na które wydajemy fortunę, brzmi „Jak bronić się przed kosmetycznymi oszustwami i mądrze dbać o urodę”.

Bezpośrednią inspiracja do napisania książki było znalezienie przez autorkę ekologicznego produktu o nazwie „Niemydło”. Dziennikarka naukowa, która ma dyplom w biotechnologii i doktorat z neurobologii, postanowiła prześwietlić parabeny, siarczany i inne składniki znajdujące się w centrum dyskusji o ich bezpieczeństwie i ocenić, na ile są one uzasadnione. Beatrice Mautino w swojej książce sprawdza także przepisy prawne, które pozwalają zrozumieć drogę, jaką musi przebyć kosmetyk, aby został dopuszczony do handlu.

Czy parabeny są groźne? 

Z chemicznego punktu widzenia parabeny są pochodnymi kwasu p-hydroksybenzoesowego. Mają działanie przeciwmikrobowe i od sześćdziesięciu lat wykorzystuje się je w przemyśle kosmetycznym, farmaceutycznym i spożywczym.

Istnieją różne rodzaje parabenów i różnie oddziaływują one na mikroorganizmy, ale ich funkcją jest przedłużanie życia produktom. Od dziesięcioleci dodawano je do większości kosmetyków i nikogo nie niepokoiła ich obecność.

Sytuacja zmieniła od momentu, kiedy w czasopiśmie naukowym „Journal Of Applied Toxicology” ukazał się artykuł „Stężenia parabenów w nowotworach piersi”. Philippa Darbre poddała badaniom dwadzieścia pacjentek chorujących na raka piersi. Na ich podstawie stwierdzono określone stężenia parabenów w komórkach rakowych. Odkryto, że parabeny naśladują działanie estrogenów w ludzkim organizmie, a to one mogą przyczyniać się do powstawania raka piersi.

Zobacz też: Najzdrowszy produkt na świecie

Jak się okazało, badanie obarczone było błędem, ponieważ u badanych pacjentek przebadano wyłącznie komórki rakowe, nie uwzględniając komórek zdrowych. Nie przedstawiono także dowodów na to, że parabeny wchłaniane są przez tkanki, następnie zdefiniować mechanizm komórkowy, który wiąże je z wystąpieniem choroby nowotworowej.

Kiedy publikacja badań Philippy Darbre ukazał się, wywołując prawdziwą burzę, biochemiczka oświadczyła: „Ale przecież nigdy nie mówiliśmy, że parabeny powodują raka piersi”. Jak pisze autorka książki –Historia pseudonauki, a raczej – nauki źle uprawianej, wybrakowana jest małym „ale”.

A jeśli chodzi o parabeny? Jak się okazało, nie ma wystarczających danych, które pozwoliłyby uznać je za bezpieczne bez żadnych wątpliwości. Jak na razie parabeny oczyszczono z oskarżeń o wywoływanie raka piersi, uznano za bezpieczne i zalecono dalsze monitorowanie.

 Co to jest kosmetyk?

To substancja lub mieszanina „przeznaczona do kontaktu z zewnętrznymi częściami ciała ludzkiego (…) lub z zębami oraz błonami śluzowymi”, której celem jest utrzymanie ich w czystości, perfumowanie, zmiana ich wyglądu, ochrona, utrzymywanie w dobrej kondycji”. Tyle definicja. Co robi z nami reklama i marketing, ile pieniędzy wyrzucamy codziennie na coś, co nie działa – na przykład kosmetyki na cellulit czy luksusowe kremy. Jednym słowem jak dajemy się nabić w butelkę, której zawartość nic nam nie daje poza przyjemnością. Książka Mautino to skarbnica wiedzy, dzięki której oszczędzimy nie tylko zdrowie, ale i pieniądze. 

Źródło: Bez parabenów. Jak bronić się przed kismetycznymu oszustwami i mądrze dbać o urodę. Wyd. Literackie

Iza Farenholc

Dziennikarka i redaktorka. Pracowała jako redaktor naczelna w magazynie dla rodziców Gaga oraz współpracowała m.in. z magazynami Zwierciadło, Twój Styl, Sens, Glamour - materiały psychologiczne, recenzje książkowe, muzyczne i filmowe, wywiady, reportaże z podróży.

Japiszebloga – dwoje maluchów, dwa inne światy!

Kinga od kilku lat tworzy na Instagramie ciepłą i pełną uśmiechu przestrzeń. Pokazuje tam swój świat. Świat kobiety, której jedną z ważnych ról jest bycie mamą dwójki maluchów. Japiszebloga – szczerze o podwójnym macierzyństwie, o jego blaskach i cieniach, w których zapewne wiele kobiet odnajdzie także i swoje doświadczenie. Poznajcie bliżej Kingę: “Niewątpliwym plusem bycia mamą po raz drugi jest doświadczenie, które pozwala w wielu kwestiach wrzucić na tzw. luz”.

Różnica wieku pomiędzy twoimi dziećmi to około 3 lat. Czy twoim zdaniem to dużo, czy mało – w sensie ich kontaktu i tego, co teraz pomiędzy nimi obserwujesz?

Kinga Rossa: Myślę, że taka różnica jest na pograniczu “jeszcze ok”, a już “dużo”. Planowaliśmy by była mniejsza, dwuletnia. Niestety los zdecydował za nas – poroniłam. Oscarek przyszedł na świat po 3 latach od kiedy urodziła się Zosia i już teraz można zaobserwować pomiędzy nimi fajną interakcję podczas zabawy. Chociaż wiadomo, nie są one jeszcze długotrwałe, ponieważ oboje szybko się nudzą.

Co zatem jest “jeszcze ok”, a co sprawia, że te 3 lata wydają się być “za dużo”?

Niewątpliwie plusem tej różnicy wieku są zabawy w opiekę nad dzidziusiem, co wręcz zachęca Zosię do interakcji z bratem. Pod tym względem jest on dla niej bardzo atrakcyjny. Córeczka odgrywa scenki z naszego codziennego życia, czyli karmi, przewija, czesze – oczywiście na niby. Poza tym Oscar uwielbia swoją starszą siostrę, naśladuje ją na każdym kroku, przez co szybciej się rozwija.

Z drugiej strony, Zosia sięgnęła już wieku, kiedy jej zajęcia są bardziej rozwojowe i kreatywne – kolorowanki, wyklejanki. Niestety w tym wypadku Oscar przeszkadza, zabierając i niszcząc jej twórczość.

 

Wyświetl ten post na Instagramie.

 

Post udostępniony przez 🌵Kinga Rossa🌵Rossiczka🌵 (@japiszebloga)


A jak to jest z podobieństwami i różnicami pomiędzy dziećmi w innych sferach?

Od kiedy urodził się Oscar, cały czas ich porównujemy. Nie da się inaczej, a różnic, tak jak i podobieństw, jest cała masa. Chociaż rzeczywiście, oprócz ogromnego podobieństwa w wyglądzie, to właśnie rozbieżności przeważają.

Co ciekawe, są to rzeczy, których się nie spodziewaliśmy. Przykładowo, już od samych urodzin można było zaobserwować, że jeśli chodzi o sen, Oscar jest przeciwieństwem siostry. Zosia bez problemu przesypiała całe noce, natomiast jej brat do tej pory budzi się na mleko. Inne mają też reakcje na stres, czy okazywanie takich emocji, jak złość. Oscar lubi wszystko gryźć – przede wszystkim mamę (śmiech). Zosia nigdy tego nie miała! Synek jest przy tym jednak bardziej wrażliwy, a do płaczu doprowadzają go chociażby ckliwe piosenki, czego nigdy nie zaobserwowaliśmy u jego siostry.

Inna sprawa to bliskość. Zosia nie należała i do tej pory nie należy do dzieci, które lubią się tulić. Wystarcza jej bycie np. w tym samym pomieszczeniu, natomiast Oski to taki mały miś koala. Już po tym widać, że Zosia to twarda babka i przysłowiowo, nie da sobie w kaszę dmuchać. Oski to zaś takie “ciepłe kluchy” – póki co 😉

Porównywałaś też rozwój maluchów?

Jest to nieuniknione, a jeśli ktoś twierdzi inaczej, to chyba trochę mija się z prawdą lub sam siebie oszukuje. Chociaż właściwie to nie jest nawet porównywanie, to raczej oczekiwanie takich samych efektów rozwojowych.  

Zosia zaczęła chodzić miesiąc po pierwszych urodzinach. Gdybaliśmy zatem przed pierwszymi urodzinami Oscara, czy u niego będzie tak samo. No i nie było, zaczął dzień po skończeniu roczku. Jedzenie – Zosia jadła i zje wszystko bez wybrzydzania. Przejście z mleka na pokarmy stałe nie było żadnym wyczynem. Oscar? To już inna bajka. Najpierw przejście z piersi na MM zajęło tygodnie, później wprowadzenie i rozszerzenie diety. Potrzebowałam naprawdę dużo czasu na dojście do momentu, w którym jesteśmy teraz, czyli zjadania obiadków bez wypluwania ich na podłogę. Sprawności ruchowe – Oscar już teraz potrafi sprawnie trzymać łyżkę i widelec. Pamiętam zaś, że Zosi zajęło to dużo więcej czasu. Myślę jednak, że pod tym względem to właśnie ona ma dużą zasługę. Oscar lubi ją podglądać i przez to szybciej się uczy.

 

Wyświetl ten post na Instagramie.

 

Post udostępniony przez 🌵Kinga Rossa🌵Rossiczka🌵 (@japiszebloga)

Gdybyś zatem miała ocenić macierzyństwo nr 1 i macierzyństwo nr 2 – a może są to tak odmienne doświadczenia, że zupełnie nie da się ich do siebie porównać?

Zdecydowanie macierzyństwo nr 1 było bardziej stresujące. Niewątpliwym plusem bycia mamą po raz drugi jest doświadczenie, które pozwala w wielu kwestiach wrzucić na tzw. luz. W kwestiach, które przy pierwszym dziecku były wręcz nie do pomyślenia.

Podam dość kontrowersyjny przykład, ale zapewne nie jestem w tym jedyna – sterylizacja butelki. Przy Zosi robiłam ją nawet parę razy dziennie, serio. To była jedna z tych rzeczy “top to do with newborn”. Teraz, przyznam się szczerze, że jeśli wysterylizuje ją raz na parę dni, to sukces. To idealny przykład, na to, że czasem nie ma co sobie zawracać głowy małymi rzeczami.

O ile więc macierzyństwo nr 2 jest o wiele bardziej pracochłonne i męczące – mam bowiem dwoje dzieci do wychowania – to jest o niebo mniej stresujące. A ciepłą kawę udaje mi się wypić nawet częściej, niż wtedy, gdy miałam tylko Zosię (śmiech).

A jakie ma w tym wszystkim miejsce Instagram – jest on dla ciebie źródłem inspiracji, czy może znajdujesz tam także pocieszenie w trudniejszych momentach?

Zarówno na początku, tak i teraz, Instagram jest dla mnie wielką inspiracją i źródłem ogromnej wiedzy. Kto, jak nie inne matki, doradzi w kwestii naturalnego leczenia katar u dzieci, zapobiegania kolkom, czy choćby poradzi, gdzie kupić najtańsze pieluszki? 80 proc. moich obserwujących to właśnie one, kochane mamuśki – do rany przyłóż!

Niestety często czas, a raczej jego brak, nie pozwala mi cieszyć się z tego portalu i korzystać z niego tak, jak kiedyś. Bez wątpienia jest to jednak skarbnica cudownych ludzi, których mam szczęście mieć obok siebie.

Zobacz też: O współczesnym rodzicielstwie z Moniką Mrozowską: „Ilość dzieci nie zwalnia z tego, żeby czujnie się im przyglądać”

 

Wyświetl ten post na Instagramie.

 

Post udostępniony przez 🌵Kinga Rossa🌵Rossiczka🌵 (@japiszebloga)

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

„Czy ktoś stosuje przemoc wobec mojego dziecka?” – jakie są sygnały ostrzegawcze i jak na nie reagować?

Przemoc może dotknąć każdego dziecka - bądźmy na nią uważni.

Świat każdego z nas w dużej mierze zbudowany jest na tym, jakie sygnały dostajemy z zewnątrz. Gdy ludzie są nam przychylni, czujemy się akceptowani, nasze granice są szanowane i mamy szansę na wyrażanie własnego zdania, dużo łatwiej jest nam budować zdrowe Ja. Niestety dzieci, które mierzą się z przemocą, często są tego wszystkiego pozbawione. Jak poznać, że nasze dziecko doznaje przemocy – także tej rówieśniczej – i co powinniśmy wtedy zrobić?

Radzenie sobie z emocjami jest bardzo trudne nawet dla dorosłych. Dzieci dopiero się tego uczą, co oznacza, że ich pełnym prawem jest nieumiejętność konstruktywnego z nich korzystania. Podobnie jak niewiedza dotycząca tego, gdzie przebiegają granice, których nikt nie powinien wobec nich przekraczać. Wiedzę zarówno o emocjach, granicach, jak i o samych sobie budują na bazie tego, co dostają od najbliższych im dorosłych, szczególnie rodziców, a później także od rówieśników i innych znaczących w ich środowisku osób. Stąd też bardzo łatwo jest postawić dziecko w pozycji ofiary, na co jednak my – dorośli – nie powinniśmy dawać przyzwolenia!

Co powinno mnie zaniepokoić?

Niepokojących sygnałów wysyłanych przez dziecko może być bardzo wiele. Zależą one zarówno od tego, jaki dziecko ma temperament, jak i chociażby od przekazów, które poznało. Jeśli chłopczyk od małego słyszy: „Chłopaki nie płaczą”, to trudno wymagać od niego, aby pozwolił sobie na sygnalizowanie w ten sposób bezradności, bezsilności, smutku, wstydu – a co ważne, w dużej mierze właśnie takie emocje mogą towarzyszyć najmłodszym, którzy są odrzucani, szykanowani lub ośmieszani przez kolegów z klasy, czy jakąkolwiek inną grupę.

Wiele dzieci nie przyjdzie do rodziców, wychowawców, czy innych opiekunów i nie powie wprost, że czują się odepchnięte lub ktoś z klasy robi im krzywdę. Dlatego też warto mieć szczególną uważność na tego typu objawy:

  • Brak chęci chodzenia do szkoły lub na dane zajęcia, na których pojawia się przemoc.
  • Objawy somatyczne – gorączka, ból brzucha, wymioty (np. przed wyjściem do szkoły), zmiany skórne etc.
  • Niechęć do robienia rzeczy, które dotąd sprawiały dziecku przyjemność.
  • Milczenie, częste przebywanie w samotności.
  • Niechęć do zabawy z innymi dziećmi, do korzystania z rozrywek, wychodzenia na imprezy urodzinowe.
  • Koszmary, trudności ze snem.
  • Brak apetytu.
  • To, co widać na pierwszy rzut oka: siniaki, zadrapania, rozerwane ubrania, ginące rzeczy.
  • Złość, frustracja, napięcie – lęk i wstyd często przykryte są właśnie złością!
  • Robienie sobie krzywdy, zachowania autodestrukcyjne.
  • Obniżenie ocen w szkole – pojawiają się trudności w koncentracji, co może wiązać się m.in. z tym, że w umyśle dziecka nie ma już miejsca na naukę i rozwój. Jego zdolności poznawcze skupione są raczej na przetrwaniu w danej grupie i wyszukiwaniu sygnałów, które mogłyby zwiastować kolejne akty przemocy. W związku z tym, mogą pojawiać się także tendencje unikowe. Przykładowa myśl: „Ostatnio, kiedy zgłosiłem się do odpowiedzi, na przerwie zabrali i porwali mi zeszyty. Lepiej nie będę się odzywał i udam, że mnie tu w ogóle nie ma”.

Pamiętaj!

Nie są to oczywiście wszystkie możliwe znaki, które mogą świadczyć o doznawanej przez dziecko przemocy. Co jednak należy pamiętać, zawsze sygnałem alarmowym powinna być nagła zmiana. Jeśli dziecko w krótkim czasie rezygnuje ze swoich przyzwyczajeń, odmienia zachowanie, czy środowisko, zawsze powinniśmy starać się poszukać przyczyny. Być może jest to tylko kolejny etap rozwoju i nie ma się o co martwić. W tak ważnych sprawach, nie powinno się jednak zachowywać bierności.

Co mogę zrobić?

Jak zatem reagować? Przede wszystkim rozmową – to ona jest podstawą wszystkiego. Co istotne, nigdy nie jest za późno na jej podjęcie. Owszem, jeśli wcześniej nie udawało nam się komunikować w bliski i otwarty sposób, może być to dużym wyzwaniem. Kiedy jednak dziecko znajduje się w kryzysie, nawet jeśli jest to dla nas trudne, powinniśmy podjąć szczerą rozmowę.

Ważne, aby dziecko czuło się w relacji z rodzicem, czyli osobą będącą dla niego bazą, bezpiecznie. Powinno móc powiedzieć rodzicowi o „słabości, porażce, byciu nie do zaakceptowania” – co nieraz czują osoby doświadczające przemocy – i nie musiało obawiać się z tego powodu odrzucenia ze strony mamy lub taty. Dziecko musi mieć przestrzeń na wyrażenie swoich emocji, na łzy i zakomunikowanie potrzeb, np. „przytul mnie”. Pokazanie dziecku, że jesteś obok, że przyjmujesz te wszystkie emocje i jak najbardziej je akceptujesz, uczy dziecko, że jego uczucia są ważne, zasadne i nie są one obojętne dla innych.

Dziecko musi dostać zapewnienie, że jest kochane i może na rodzica liczyć. Co ważne, powinno też usłyszeć, że nikt nie ma prawa stosować wobec niego przemocy, a to, czego doświadcza, nie powinno mieć miejsca. Dziecko musi dostać jasny sygnał, że nie zasłużyło na takie traktowanie oraz że nie ma w tym jego winy. Co więcej, musi wiedzieć, że rodzic ma siłę i sprawczość, które pozwolą mu tę sytuację rozwiązać. Dziecko może się na nim oprzeć i zaufać, że rodzic sobie z takim problemem poradzi.

Przemoc wobec dzieci? Akcja-reakcja!

Co istotne, w razie pojawienia się podejrzeń o przemocy, nie czekaj z reakcją! Po pierwsze, czasami nie wiesz, ile to już może trwać. Po drugie, trzeba to błędne koło, które ma tendencję do nakręcania się, jak najszybciej zatrzymać. Reaguj więc także na zewnątrz – porozmawiaj z innymi rodzicami z klasy twojego dziecka lub skonsultuj się z wychowawcą. A jeśli to nie pomoże, być może potrzebna będzie rozmowa z dyrektorem szkoły?

Jeśli jednak czujesz, że i ciebie ta sytuacja przerasta, a twoje dziecko być może potrzebuje także innego wsparcia, nie bój się prosić o pomoc. Od tego są psychologowie, aby ułatwić tego typu procesy – bo tak, radzenie sobie z przemocą jest procesem. Przeważnie bowiem zakończenie krzywdzących zachowań, wcale nie jest równoznaczne zakończeniu związanych z nimi emocji. Daj na to czas zarówno dziecku, jak i sobie.

Zobacz też: „Moje dziecko nie lubi swojego ciała!” Jak możemy pomóc dzieciom w samoakceptacji?

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

Adoptowali chłopca, który miał być tym „najtrudniejszym” – dwóch ojców, jedno ogromne szczęście!

Gavin ma dwóch ojców - uśmiech nie schodzi mu z twarzy.

Adopcja to doświadczenie, z którym wiąże się cała masa trudnych emocji, ogrom wyzwań i nie zawsze łatwe zakręty do pokonania. Oto mężczyźni, którzy mają w sobie na tyle odwagi, że bez wahania postanowili stworzyć rodzinę małemu Gavinowi – jak wyglądała ich droga, jakie są tego koszta i ile trzeba mieć w sobie miłości, by sprostać tak niebagatelnemu zadaniu?

Greg i Paul spotkali się w 2012 roku i po około trzech miesiącach zamieszkali wspólnie w Rhode Island (USA). Obaj wiedzieli, że chcą mieć dzieci, co oczywiście wywoływało w nich także wiele lęku. Pomimo tego, było to ich ogromne pragnienie. Pierwszą myślą, aby spełnić swoje marzenie, była surogacja. Kiedy jednak zaczęli szukać konkretnych informacji i odkryli, że będzie wiązało się to z kosztem około 75-150 tys. dolarów, zdecydowali, że za te same pieniądze mogą uczynić życie jednego dziecka naprawdę niesamowitym.

Tak wiele do przejścia…

Dowiedzieliśmy się, że Rhode Island prowadzi program pilotażowy o nazwie Become an Anchor [red. Zostań kotwicą/opoką]. Był to szybki kurs dla osób pragnących zostać rodziną zastępczą lub adoptować. Pozwala to w jeden weekend ukończyć wszystkie wymagane zajęcia, by móc to zrobić” – opowiada Paul i przyznaje, że było to wręcz „brutalne doświadczenie”. Zajęcia trwały nawet po kilkanaście godzin, ale dzięki nim dowiedzieli się o obowiązującym prawie, strukturach wsparcia etc. W ciągu szkolenia wylali też dużo łez i wiele razy śmiali się do rozpuku – ogrom emocji! Po ukończonym kursie spełnili wszystkie inne wymagania i w końcu mogli zająć się wybranym przez siebie dzieckiem… dokładnie – wybranym.

Agencja zastępcza połączyła ich z pięciorgiem dzieci, które według nich najbardziej pasują do rodziny. Z danej piątki mężczyźni mieli wybrać jedno: „Czuliśmy się surrealistycznie wobec takiego wyboru, to tak, jak wybieranie psa lub kota. Trochę niepokojąca była obserwacja, jak to działa” – z lekką goryczą przyznaje Paul. Nie zmienia to oczywiście faktu, że para podjęła się tego zadania.

Pierwszym dzieckiem był Gavin. Miał ciężką historię nadużyć pojawiających się na wielu płaszczyznach. Ma ADHD, ODD i PTSD. Na początku powiedziano nam, że będzie najtrudniejszym dzieckiem i będzie wymagał najwięcej czasu, uwagi i cierpliwości. Następnie przedstawiono nam fakty o pozostałych dzieciach. Nie sądzę, żebyśmy nawet teraz mogli powiedzieć, co to było. Coś w historii Gavina przemówiło do mnie, utknęło mi w głowie i nie mogłem się tego pozbyć – opowiada Paul w rozmowie z boredpanda.

Siła idzie w świat!

Ich historię świat poznał dzięki zdjęciu umieszczonym w sieci – byli na nim w koszulkach rodem z bajki Disney’a. Podbiło ono internet, czego mężczyźni zupełnie się nie spodziewali. Zrobili je zaraz po ukończeniu procesu, a jako że chwilę później wyjeżdżali do Disneyland’u, pomyśleli, że będzie to zabawny akcent.

Po publikacji fotki dostali ogromną ilość wsparcia dla tego, co zrobili. Nie obyło się też bez hejtu i bardzo negatywnych komentarzy, ale: „Nic nie zmieni tego, co robimy i zrobiliśmy już w tym względzie. Bardzo lubię myśleć, że być może jakiś dzieciak, który zmaga się ze swoją seksualnością lub ma rodziców tej samej płci, postrzeże tę historię, jako coś możliwego. Coś, co jest akceptowane i czego nie ma się co wstydzić” – podsumowuje Paul. Zarówno zdjęcie w koszulkach: „Dziś zostałem tatą” oraz „Dziś zyskałem dwóch ojców” jest dowodem na to, że mały Gavin w końcu odnalazł swoja rodzinę, jak i pozostałe fotografie, które prezentowane są filmiku:

Bez oceniania

Ich historia zapewne jest kolejną, która budzi wiele kontrowersji. Warto jednak w tym kontekście przytaczać sprawdzone informacje, a nie opierać się tylko i wyłącznie na opinii: „Jak pokazują badania, dzieci z rodzin homoseksualnych nie różnią się praktycznie niczym od dzieci z rodzin hetero. Ewentualna różnica polega na tym, że dzieci lesbijek lub gejów mają wyższy poziom dobrostanu psychicznego, a to na „zdrowy rozum” wydaje się być walorem. (*Fedewa, Black i Ahn, 2015)” – pisałam w portalu „Chcemy Być Rodzicami„.  Biorąc pod uwagę małego Gavina, jego uśmiech zdaje się potwierdzać owy „dobrostan”. Pamiętajmy więc, by czasami zbyt szybko nie wydawać sądów, zbyt wiele mogą one przynieść krzywdy.

Zobacz tCzy Polacy są homofobami? Raport nie pozostawia złudzeń

*Fedewa, A.L., Black, W.W., Ahn, S. (2015). Children and Adolescents With Same-Gender Parents: A Meta-Analytic Approach in Assessing Outcomes. Journal of GLBT Family Studie, 11 (5), 1-34.

Źródło: boredpanda

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.