Przejdź do treści

W oczekiwaniu na śnieg

Dwójka dzieci bawiących się w śniegu
fot. Pixabay

Czekamy na śnieg. Niedawno buchnęła wieść – to będzie zima! Śnieg, mróz, zawieje i… śnieg. Ja się ucieszyłem, bo lubię zimę. O prognozach powiedziałem N., ona też się ucieszyła. Stwierdziła, że też lubi. No to czekamy.

Wieczorem, w dniu kiedy z radia i portali internetowych sypały się kasandryczne zapowiedzi białego kataklizmu, z nieba przyprószył drobny śnieżny pyłek. Sterczeliśmy w oknie – N. stała na parapecie, ja asekurowałem, żeby nie zleciała – i przyglądaliśmy się opadom, snując plany, jak to jutro będziemy się bawić na podwórku. Rano śniegu już nie było.

Byliśmy trochę rozczarowani, więc znów zajrzałem do prognoz. I tak, owszem, no dzisiaj wszystko się stopiło, ale jutro, albo najdalej za dwa dni, to już ho, ho! Będzie mróz i śnieg. Prognozy pogody zrelacjonowałem N. Ucieszyła się i powiedziała, że zaczekamy. I czekaliśmy.

Zobacz także: Książę George napisał list do Świętego Mikołaja. Co chce dostać pod choinkę?

W oczekiwaniu na śnieg

Kolejnego wieczora znowu przyprószyło. Zajęliśmy nasze miejsce na parapecie. N. piszczała z radości, ja asekurowałem. Rano po chodnikach przewalały się kałuże, z nieba siąpił deszcz. Ja nie kryłem irytacji i złorzeczyłem mediom i meteorologom, N. mnie pocieszała: „Tata, zaczekamy”. Czekaliśmy.

To będzie drugi śnieg w życiu N., ale tak właściwie to pierwszy. Rok temu N. była jeszcze malutka i nie licząc kilku wyjątków, kiedy przeraczkowała kilkadziesiąt centymetrów wśród śnieżnych zasp, to zimowe spacery spędzała w wózku. Nie jestem pewien, czy ona w ogóle ten zeszłoroczny śnieg pamięta. N. chyba też nie jest pewna, kiedy jej o tym zeszłorocznym opowiadam. Za oknem czarna ziemia i mokre chodniki.

Czekając na śnieg na podwórku, zajmujemy się jego domowymi substytutami w domu. N. przejrzała wszystkie swoje książeczki i wybrała te, w których jest narysowany śnieg. Naznosiła je do pokoju, czytamy jedna za drugą. O dzieciach jeżdżących na łyżwach (książeczka jeszcze z mojego dzieciństwa), o kotkach lepiących bałwana, o zwierzątkach śpiących w zasypanych śniegiem norkach, wreszcie o dzieciach, kotkach i innych zwierzątkach śmigających na sankach.

Zobacz także: Gdy dziecko testuje cierpliwość rodziców. „N. odkryła, jak budzić skrajne emocje.

Pozostało wycinanie papierowych gwiazdek

Kiedy czytamy, N. co chwilę wtrąca, ze jak tylko spadnie śnieg, to ona też ulepi bałwana, będzie rzucać śnieżkami i „ziuuu”, zjedzie na sankach. Wieczorem nawet nie prószy.

N. nie chce się wychodzić z domu, bo po co, kiedy huśtawki są mokre od deszczu, a śniegu i tak nie ma. Razem z mamą wycięły papierowe śnieżne gwiazdki i poprzyklejały na okna. Na szafce przykleiły bałwana – też z papieru.

Kilkudniowe prognozy wieszczą deszcze i dodatnią temperaturę. W mediach nie znajduję już ani słowa o zimie, śniegach i zawiejach. Zapomnieli o wszystkim, co mówili, czy jak? N. mówi, żeby się nie martwił: „Tata, zaczekamy”.

Tata z Dzieckiem

Tata z dzieckiem. Pracuje, no i opiekuje się N. Pół tygodnia w pracy, pół tygodnia w domu z dzieckiem. W weekendy jedno i drugie.

A może by tak wyjść bez dziecka? „Ruszyliśmy bez obaw. Niesłusznie, oj jak niesłusznie…”

wyjść bez dziecka
fot. Pixabay

No i masz, kolejny skok rozwojowy. Tak mi się wydaje, bo w zachowaniu N. zaszły zmiany. Sytuacje i reakcje, które, zdawało się, mieliśmy przepracowane, stały się znów powodem do scysji. Te „dwa kroki wstecz” ponoć są syndromem nadchodzącego skoku rozwojowego właśnie, no to mamy syndromy.

Dość długo nie zostawialiśmy N. samej. O tym że długo, przekonywali nas inni, wyrażając zdziwienie, że… jeszcze nie. Ja i mama N. postanowiliśmy się nie spieszyć. Kiedy cała trójka – ja, N. i mama N. – uznamy, że jesteśmy gotowi N. zostawić samą (no z dziadkami, „samą” w sensie bez mamy i taty), dopiero wtedy my – ja i mama N. – pozwolimy sobie gdzieś wyskoczyć.

Nie wiemy z czyjego powodu bardziej to trwało rzekomo długo, zanim się zdecydowaliśmy. Faktem jest, że w końcu to zrobiliśmy. N. do dziadków, rodzice na koncert. Wyszło zaskakująco dobrze! Tak, N. nie usnęła dopóki nie wróciliśmy i chciała czekać pod drzwiami przez pół nocy, ale jakoś się udało.

Zobacz także: Pierwsze wyjście rodziców bez dziecka. „Mama N. miała obawy, ja byłem przerażony”

A może by wyjść bez dziecka?

Powtórzyliśmy eksperyment jeszcze trzy razy, za każdym razem z powodzeniem. Byliśmy pewni, że ten aspekt rodzicielstwa mamy przepracowany – zarówno ja i mama N., jak i sama N. Byliśmy pewni do wczoraj.

Zrobiliśmy wszystko tak, jak robiliśmy za każdym poprzednim razem. Rozmawialiśmy z N. odpowiednio wcześniej, żeby ją przygotować. Omówiliśmy szczegóły i wszyscy się zgodziliśmy, że w piątek jedziemy do babci, N. zostaje, a rodzice wychodzą na wieczór. Godzina powrotu nie została określona, możemy się bawić ile chcemy, pod warunkiem, że w ogóle wrócimy. Może być nad ranem, byle wrócić.

Wyjście nie było problemem. N. machnęła od niechcenia ręka na pożegnanie. Była zbyt zajęta zabawą rodziną gumowych kaczek, które dostała od babci. Kaczki taplały się w umywalce, wiec N. niespecjalnie nawet słuchała naszych zapewnień, że wrócimy, jak ona będzie już spać. Wszystko szło dobrze, więc ja i mama N. ruszyliśmy bez obaw. Niesłusznie, oj jak niesłusznie.

Zobacz także: „N. stworzyła świat równoległy”. Kilka słów o potędze dziecięcej fantazji

Niespodziewany finał imprezy

Niecałe dwie godziny, tyle właśnie czasu spędziliśmy na wspaniałej imprezie z wspaniałymi ludźmi, kiedy wśród hałasu rozmów i dźwięków muzyki dało się słyszeć dzwonek telefonu mamy N. Dzwoniła babcia, N. koniecznie chciała z nami rozmawiać, sprawa poważna. Włączyliśmy tryb głośnomówiący i…

Nie wiem, czy kiedyś mieliście okazję rozmawiać z dwulatką, która na całym świecie chce już tylko jednego – żeby mama i tata wrócili. N. wypowiedziała może ze trzy słowa, w jej głosie słyszeliśmy tytaniczny wysiłek, jaki musiała w to włożyć, aby się nie rozpłakać. Jakoś jej się udało, ale nam – kiedy usłyszeliśmy to jej „mama, tata, wrócicie?” – nie. Cztery minuty później siedzieliśmy w aucie.

Nasz powrót w kwadrans później N. powitała eksplozją szaleńczej radości, która trwała przez kilka następnych godzin. Zamiast imprezy, sobotnia nieprzespana noc z oszalałą ze szczęścia dwulatką.

W niedziele, słaniając się na nogach, chcieliśmy wrócić do domu. Nasz pomysł N. powitała awanturą. Stanowczo odmówiła ruszać się gdziekolwiek. Ona zostaje na noc u babci, my – ja i mama N. – możemy sobie jechać, gdzie chcemy.

Tata z Dzieckiem

Tata z dzieckiem. Pracuje, no i opiekuje się N. Pół tygodnia w pracy, pół tygodnia w domu z dzieckiem. W weekendy jedno i drugie.

Ferie w mieście? Zamień je w artystyczną przygodę!

Dziecko w stroju tygrysa
Fot.: Fotolia.pl

Ferie w mieście wcale nie muszą być nudne – szczególnie, gdy twoje dzieci mają twórczy potencjał. Chętni, by wyruszyć w podróż do artystycznego świata, mogą w te ferie odkryć nowe lądy podczas zimowych warsztatów organizowanych przez księgarnie Empik.

Tegoroczny program ferii z Empikiem jest niezwykle bogaty. Kreatywne warsztaty dla dzieci odbędą się w trzech miastach (Wrocławiu, Warszawie i Szczecinie) i przybiorą różne formy. Najmłodsi zyskają szanse na stworzenie własnego kalendarza, planu lekcji, a także dedykowanych kartek na Dzień Babci i Dzień Dziadka. Uczestnicy wykonają też wyjątkowe fotoalbumy, a nawet nauczą się rysować komiksy. – Zajęcia będą idealną okazją do stworzenia niepowtarzalnych pamiątek i prezentów dla najbliższych – zapewniają przedstawiciele grupy Empik.

Kreatywne zabawy dla małych klientów Empiku

Warsztaty dla dzieci przeznaczone są dla posiadaczy kart „Mój Empik”. Kartę programu można założyć bezpłatnie w dowolnej chwili – nawet w trakcie zajęć. Bazą do pracy warsztatowej jest produkt dostępny w salonie, wskazany przez prowadzącego. Aby przystąpić do pracy, należy się w niego zaopatrzyć.

Sprawdź, gdzie odbędą się zimowe warsztaty dla dzieci organizowane przez Empik:

Szczecin: Empik Kaskada, al. Niepodległości 36

Zacznij rok z własnym kalendarzem

15, 16, 17, 18 stycznia, godz. 12:00–14:00

Wiek 8+

Zrób prezent dla Babci i Dziadka

19, 20, 21, 22 stycznia, godz. 12.00–14:00

Wiek 8+

Czas zatrzymany na zdjęciach

23, 24, 25, 25, 26 stycznia, godz. 12:00–14:00

Wiek 5+

Zapisy na szczecińskie warsztaty: 603 112 134

Warszawa: Empik Arkadia, al. Jana Pawła II 82:

Kalendarze dla ciebie

15, 16 stycznia, godz. 11:00–12:00, 12:00–13:00, 13:00–14:00

Plan lekcji jak malowany

17, 25 stycznia, godz. 11:00–12:00, 12:00–13:00, 13:00–14:00

Fotopamiątka na lata

18 stycznia, godz. 11:00–12:00, 12:00–13:00, 13:00–14:00

Kartki na Dzień Babci

19 stycznia, godz. 11:00–12:00, 12:00–13:00, 13:00–14:00

Kartki na Dzień Dziadka

22 stycznia, godz. 11:00–12:00, 12:00–13:00, 13:00–14:00

Komiksowe postaci

23, 24 stycznia, godz. 11:00–12:00, 12:00–13:00, 13:00–14:00

Zapisy na warszawskie warsztaty: 607 940 292

Wrocław: Empik Renoma, ul. Świdnicka 40:

Zacznij rok z władnym kalendarzem

15 stycznia, godz. 11:00–12:00, 12:00–13:00

Wiek 8+

Quilling

16 stycznia godz. 11:00–12:00, 12:00–13:00

Wiek 10 +

Zostań wielkim malarzem

17 stycznia, godz. 11:00–12:00, 12:00–13:00

Wiek 5+

Czas zatrzymany na zdjęciach

18 stycznia, godz. 11:00–12:00, 12:00–13:00

Wiek 8 +

Prezenty dla Babci i Dziadka

19 stycznia, godz. 11:00–12:00, 12:00–13:00

Wiek 5+

Origami na wesoło

22 stycznia godz. 12:30–12:30, 13:30–14:30

Wiek 5+

Akcesoria do fotobudki

23 stycznia, godz. 10:30–11:30, 11:30–12:30

Wiek 8+

 Maski karnawałowe

24 stycznia, godz. 10:00–11:00, 11:00–12:00

Wiek 8+

Filcowe szaleństwo

23 stycznia, godz. 11:00–12:00, 12:00–13:00

Wiek 10+

Pacynkowo

26 stycznia, godz. 10:00–11:00, 11:00–12:00

Wiek 10+

Zapisy na wrocławskie warsztaty: 605 110 560

Twojego miasta nie ma na liście zimowych warsztatów dla dzieci? Dołącz do facebookowej grupy Czas na DIY.

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na UW. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

Twoje dziecko kłamie? To dobry znak

dziecko kłamie
fot. Pixabay

Mało który rodzic jest szczęśliwy, jeśli jego dziecko kłamie. Budzi to opiekunach niepokój i obawy o prawidłowy rozwój dziecka. Tymczasem okazuje się, że kłamanie jest cenną umiejętnością.

Kiedy tylko zauważymy przejawy nieuczciwości ze strony dziecka, staramy się je odpowiednio wychować, co zwykle oznacza zaszczepienie mu wartości moralnych, naukę uczciwości i w konsekwencji odpowiedzialności. Czytamy więc dzieciom na przykład historię Pinokia – opowieść o chłopca, który źle wyszedł na kłamstwie.

Kłamstwo pojawia się w narracji dzieci bardzo wcześnie i jest częścią ich naturalnego i prawidłowego rozwoju. W okresie drugich urodzin dzieci zaczynają mówić w sposób, który wyraźnie mija się z prawdą. Jednak jak pokazują badania, jest to nie tylko zdrowy element rozwoju, ale dowód na inteligencję dziecka.

Zobacz także: „Trudne” dziecko – czy jest w życiu skazane na porażkę?

Dziecko kłamie? To oznaka inteligencji i kreatywności!

W jednym z eksperymentów poproszono dzieci, żeby nie zaglądały w miejsce, gdzie ukryto zabawkę, kiedy badacz opuszczał pokój pod jakimś pretekstem. Kilka minut później badacz wracał do pokoju i pytał dziecko, czy podglądało.

Eksperyment ten zaprojektował w połowie lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku psycholog Michael Lewis i przeprowadził w rożnych formach na setkach dzieci, osiągając podobne rezultaty. Wnioski są dwa.

Po pierwsze zasadnicza większość dzieci podejrzy zabawkę w ciągu kilku sekund od chwili, kiedy zostanie sama w pokoju. Po drugie- większość będzie kłamać na ten temat. Im starsze dzieci, tym bardziej prawdopodobne, że skłamią. Co najmniej jedna trzecia dwulatków, połowa trzylatków i około 80 proc. czterolatków skłamie na temat swojego zachowania.

Co więcej badania pokazują, że dzieci są wytrawnymi kłamcami. Kiedy poproszono nauczycieli, pracowników społecznych, a nawet policjantów, żeby obejrzeli nagrania dzieci opowiadających różne historie. Zadanie polegało na tym, żeby określić, które z dzieci kłamało. Okazało się, że nikt z badanych nie był w stanie wskazać wszystkich kłamiących dzieci.

Dzieci sięgają po kłamstwo na różnych etapach swojego życia. Jednak to, co wyróżnia te, które kłamią najwcześniej, to inteligencja. Profesor Lewis, który zagadnieniu kłamstwa wśród dzieci poświęcił wiele lat swojego zawodowego życia doszedł do wniosku, że dwulatki, które kłamią na temat podglądania zabawki mają wyraźnie wyższe IQ niż ich „uczciwi” rówieśnicy.

Jeszcze inne badania pokazały, że dzieci, które kłamały umiały lepiej kontrolować swoje impulsy oraz potrafiły skupić się na zadaniu. Miały również lepiej rozwiniętą zdolność do widzenia rzeczywistości z perspektywy innych osób.

Zobacz także: Odporni i mazgaje – czy wychowujemy nadwrażliwców?

Nagroda działa lepiej niż kara

Na przeciwnym krańcu znajdują się dzieci będące na spektrum autyzmu, uznawane są za niezdolne do kłamstwa, ale również za mające ograniczoną zdolność do widzenia rzeczywistości z perspektywy innych osób. Badacze doszli więc do wniosku, że mali oszuści są znacznie lepiej dostosowani do świata zewnętrznego i żywiej czerpią z relacją społecznych.

Żeby móc kłamać, trzeba być wystarczająco inteligentnym i kreatywnym. Kłamstwa dzieci nie mają więc wiele wspólnego z moralnością dorosłych.

Są jednak takie sytuacje, kiedy dziecko musi powiedzieć prawdę w jak najbardziej dorosłym znaczeniu, wówczas kiedy chodzi o jego bezpieczeństwo lub zdrowie. W jaki więc sposób postępować, żeby dziecko było w stanie poinformować dorosłych o rzeczywistych wydarzeniach?

Przede wszystkim nie działa kara. Badania przeprowadzone na dzieciach w wieku przedszkolnym w zachodniej Afryce pokazały, że te dzieci, które były za kłamstwo karane bardzo surowo kłamały częściej i były w tym lepsze niż ich rówieśnicy, którzy za karę co najwyżej trafiali na dywanik dyrektora placówki.

Skuteczniejsze są sytuacje, w których dziecko widzi, jak ktoś inny jest nagradzany za uczciwość lub też zwyczajnie zobowiąże się mówić prawdę. We wspomnianym wcześniej eksperymencie, w którym poproszono dzieci o niepodglądanie częściej powstrzymywały się przed tym te, które wcześniej obiecały tego nie robić.

Co ciekawe, nawet jeśli nie do końca rozumiały, czym jest obietnica. Okazuje się, że krótko po ukończeniu pierwszego roku życia dzieci zaczynają rozumieć zręby komunikacji i słownych zobowiązań.

Na tej samej zasadzie nieskuteczne w nauce prawdomówności są bajki typu „Pinokio”. Nieznacznie skuteczniejsze są historie, w których promowana jest prawdomówność.

Zobacz także: Dlaczego rodzicielstwo jest trudne?

Kłamstwo ma inne znaczenie dla dzieci

O kłamstwie myślimy przede wszystkim w kategoriach moralnych. Myślimy szybko, automatycznie. W takim rozumieniu kłamstwo jest nieakceptowalne, budzi w dorosłych lęk przed utrwaleniem tego typu zachowania.

Nierzadko więc pojawia się w opiekunach myśl, że dziecko trzeba ukarać, a na pewno szybko naprawi błąd, który poskutkował kłamstwem. Tymczasem okazuje się, że kłamstwo ma zupełnie inne znaczenie dla dzieci. Jest umiejętnością, świadczącą o ich kreatywności i inteligencji.

Nie ma więc powodu załamywać rąk, kiedy dwu czy trzylatek patrząc rodzicowi w oczy mówi, że umył zęby, choć jego szczoteczka od wielu godzin nie miała kontaktu z wodą. Najwyraźniej jest wystarczająco inteligentny.

Katarzyna Mirecka

psycholożka i psychoterapeutka, absolwentka Uniwersytetu Nottingham. Ukończyła 4-letnie całościowe szkolenie psychoterapeutyczne w Instytucie Analizy Rasztów. Pracuje z osobami dorosłymi, dziećmi i młodzieżą, indywidualnie oraz grupowo. Od 2015 roku związana z magazynem Chcemy Być Rodzicami

„Trudne” dziecko – czy jest w życiu skazane na porażkę?

Dwójka dzieci bawi się zabawkami
Fot. fotolia – Dzieci w złobku

Rodzicielstwo to spore wyzwanie. Bycie rodzicem „trudnego” dziecka to wyzwanie podwójne. Choć nie ma jasnej definicji dziecka trudnego, to każdy rodzic ma na ten temat własne wyobrażenia.

Często już w niemowlęctwie wiadomo, że dziecko należy do bardziej wymagających. Dużo płacze, trzeba je nosić, niewiele śpi, trudno je ukoić, dobrze funkcjonuje jedynie w ściśle określonych warunkach. Rodzice mają poczucie przewlekłego zmęczenia. Próbują przetrwać niemowlęctwo swojego dziecka mając nadzieję, że z czasem będzie łatwiej. Trudno być rodzicem trudnego dziecka. Nie tylko dlatego, że nie do końca wiadomo, jak się nim zajmować, ale również z obawy o jego przyszłość. Tymczasem okazuje się, że to, czy i jak temperament dziecka wpłynie na jego przyszłość, jest w znacznej mierze zależne od opieki rodzicielskiej.

Trudne dziecko, a może bardziej wrażliwe?

Rodzic, który godzinami nosi swoje płaczące niemowlę, rodzic próbujący ulżyć niemowlęciu cierpiącemu z powodu kolki lub rodzic dziecka nieśpiącego może zastanawiać się, jaka przyszłość czeka jego dziecko. Czy w przyszłości również będzie tak wrażliwe i delikatne, czy zawsze będzie potrzebowało szczególnych warunków, żeby się uspokoić? Odpowiedź na to pytanie jest równie złożona, jak samo zagadnienie. Trudne dzieci to te, które mają szczególną trudność w regulowaniu swoich uczuć, emocji i potrzeb. Gorzej śpią, często lub nieustannie płaczą, mają kłopoty z jedzeniem. Prawdopodobnie część z tych trudności można przypisać temperamentowi, a więc cechom wrodzonym. Z drugiej jednak strony każde dziecko wyrasta w jakimś środowisku, zwykle w rodzinie i przede wszystkim w relacji. Te czynniki muszą mieć na nie wpływ.

Wyniki badań opublikowane w 2011 roku pokazały, że dzieci, które w niemowlęctwie uznawane były za trudne (według wymienionych wcześniej kryteriów), częściej w przyszłości cierpiały z powodu ADHD oraz przejawiały zachowania agresywne.

Gdyby tak było zawsze, byłaby to bardzo zła wiadomość dla dzieci oraz ich rodzin. Znaczyłoby to, że dzieci są skazane na trudności i że w zasadzie niewiele można zrobić. Jednak to, co pokazują inne badania, to znaczenie relacji oraz środowiska.

Po pierwsze: dobre relacje

Na uniwersytecie w Maryland przebadano 84 dzieci. Badania obejmowały dzieci od narodzin aż do drugich urodzin. Określono stopień wrażliwości każdego dziecka – w zależności od tego, w jaki sposób reagowało ono na dźwięk dzwonka lub rozbieranie. Następnie, kiedy dzieci ukończyły pierwszy rok życia, zbadano ich styl budowania nowych relacji. W wieku 18-24 miesięcy dzieci ponownie zostały zaproszone do laboratorium, żeby określić, jak reaguje na nieznane otoczenie. Zauważono, że te dzieci, które były bardziej drażliwe jako niemowlęta, częściej i łatwiej wchodziły w interakcje z nowym otoczeniem, jeśli zbudowały bezpieczny styl przywiązania z matkami.

Dzieci, które w niemowlęctwie były bardziej drażliwe, ale nie tworzyły z matkami bezpiecznego przywiązania, w wieku około dwóch lat były mniej towarzyskie. Co ciekawe, w przypadku dzieci, które w okresie niemowlęctwa nie były nadmiernie wrażliwe, rodzaj relacji z matką nie miał wpływu na ich zachowania społeczne.

Analizy te dowodzą, że dzieci, które w dzieciństwie są „trudniejsze”, mają większą wrażliwość i wymagają szczególnej opieki rodzicielskiej. Dobra opieka pozwoli im rozwijać umiejętności społeczne i eksplorować nieznane miejsca bez nadmiernego lęku. Z kolei dzieci, których rodzice nie potrafią się do nich dostroić i właściwie odpowiedzieć na ich potrzeby, mogą być bardziej wycofane i unikać kontaktów społecznych.

Trudne dziecko i jego trudny start w życie

Z badań tych płyną ważne wnioski i praktyczne wskazówki. Przede wszystkim przywykliśmy myśleć o temperamencie jak o stałej niezmiennej. Rozumiemy temperament jako trwałą cechę człowieka, niepodlegającą wpływom środowiskowym. Tymczasem okazuje się, że jest inaczej. Rodzice trudnych dzieci, nadwrażliwych, płaczliwych, trudnych do utulenia i sprawiających wrażenie, że nic nie jest w stanie ich ukoić, bardzo korzystają ze wsparcia rodziców.

Dzieci trudne są wrażliwe na środowisko zewnętrzne, ale również na swoich rodziców. Przy odpowiednim wsparciu mają szanse stać się dziećmi otwartymi, czerpiącymi z życia społecznego.

To dobra wiadomość dla rodziców; ich ogromne wysiłki nie idą nie marne. Nie służą jedynie doraźnemu uspokajaniu dziecka, ale również jego rozwojowi.

Zachowanie człowieka to skomplikowane zagadnienie, zależne od wielu czynników. Wierzymy w biologię, ponieważ daje nam twarde dowody. Jednak czynniki biologiczne, wrodzone, są silnie modyfikowane przez okoliczności. Można sobie wyobrazić przecież całkowicie zdrowe dziecko, które – wychowywane w skrajnie niekorzystnych warunkach – nie rozwinie  w sobie wiele więcej niż zdolność do przeżycia. Podobnie jest z wrażliwymi dziećmi, o których często mówimy, że są trudne. Też nie bez przyczyny, ponieważ rzeczywiście mają one trudniejszy start życiowy. Żeby móc się rozwijać (a potencjał mają przecież ogromny, jak pokazują badania), potrzebują wrażliwych i cierpliwych rodziców. Rodzice z kolei nie zawsze mają te umiejętności. Niczyja to wina. Warto wówczas, żeby rodzice najpierw zadbali o siebie, jeśli mają przez wiele miesięcy i lat dbać o drugiego, całkiem zależnego od nich człowieka.

Katarzyna Mirecka

psycholożka i psychoterapeutka, absolwentka Uniwersytetu Nottingham. Ukończyła 4-letnie całościowe szkolenie psychoterapeutyczne w Instytucie Analizy Rasztów. Pracuje z osobami dorosłymi, dziećmi i młodzieżą, indywidualnie oraz grupowo. Od 2015 roku związana z magazynem Chcemy Być Rodzicami