Przejdź do treści

Wady postawy u dzieci – jak nie dopuścić do ich powstania?

Wady postawy u dzieci – jak nie dopuścić do ich powstania?

Postawa ciała naszych dzieci kształtowana jest głównie w domu i szkole. Dlatego troska o zdrowy kręgosłup powinna się zaczynać już w okresie wczesnego dzieciństwa.

Niestety obecnie nie jest to takie proste – długotrwałe korzystanie z komputera, wielogodzinne oglądanie telewizji i związane z tym przebywanie dziecka w nienaturalnej dla kręgosłupa wymuszonej pozycji siedzącej (np. z podwiniętą nogą) w znacznym stopniu ma wpływ na pogorszenie się postawy ciała.

Jeśli do tego ma ono nadwagę i nie jest aktywne fizycznie – to sygnał, że zagrożenie pojawienia się skoliozy czy pogłębionej lordozy jest naprawdę duże. Jak rozpoznać wadę postawy i co zrobić, by nie dopuścić do pogłębienia się problemu – odpowiada Sylwia Wójciak, fizjoterapeuta z Centrum Medycznego Damiana.

Zobacz też: Nadwaga i otyłość u dzieci to plaga współczesnych czasów? Zobacz, gdzie leży źródło problemu

Profilaktyka jako najważniejsze zalecenie specjalistów

Wadami postawy nazywamy występowanie nieprawidłowości (wrodzonych lub nabytych) w układzie mięśniowo szkieletowym, które w konsekwencji mogą prowadzić do trudnych w leczeniu chorób zwyrodnieniowych, dyskopatii czy zespołów przeciążeniowych. Najczęściej jednak są one wynikiem niewłaściwych nawyków, pielęgnowanych już od najmłodszych lat (np. noszenie plecaka na jednym ramieniu, garbienie się), nadwagi czy braku aktywności fizycznej, która pozwalałaby wzmacniać mięśnie pleców oraz nóg.

Dlatego w myśl zasady, że lepiej zapobiegać niż leczyć, każdy rodzic powinien zwrócić uwagę na prawidłowy rozwój sylwetki i motoryki swojego dziecka. Profilaktyka ma ogromne znaczenie na kształtowanie harmonijnej i postawy u dzieci, jak i zapobieganie nieprzyjemnym konsekwencjom, które mogą pojawić się w przyszłości – nieprawidłowości, które nie zostaną skorygowane w porę, najpewniej „odezwą się” po latach, powodując ból, trudności w poruszaniu się czy dyskomfort związany z mniej estetycznym wyglądem.

Zobacz też: Gdy dziecko jest niejadkiem. Czym jest neofobia żywieniowa?

Wady postawy u dzieci – skąd się to bierze?

Gdy kości i mięśnie rozwijają się są najbardziej podatne na pojawianie się zaburzeń i nieprawidłowości. Dlatego tak ważna jest właściwa edukacja rodziców, ale także nauczycieli w tym zakresie. Opiekunowie powinni być świadomi, że większość wad postawy spowodowana jest wyrobieniem niewłaściwych  nawyków w dzieciństwie.

Problemu często nie widać od razu, narasta on stopniowo, a ograniczenia ruchowe, ból i dyskomfort mogą się pojawić dopiero po latach – gdy dziecko już dorośnie. Nie zastanawiając się nad długofalowymi konsekwencjami występowania skrzywień kręgosłupa, możemy łatwo zbagatelizować problem.

Z tego powodu kluczowe znaczenie ma szybka diagnostyka i podjęcie ewentualnej rehabilitacji jak najwcześniej. Poprzez trafne rozpoznanie, konsekwentne leczenie, a przede wszystkim przez umiejętne dbanie o postawę ciała można zapobiegać wadom i chorobom kręgosłupa. A co głównie szkodzi sylwetkom naszych pociech?

  • Siedzący tryb życia – obecnie dzieci bardzo dużo czasu spędzają przed telewizorem lub grając w gry komputerowe. Spędzając w ten sposób wolny czas, często siedzą w sposób nieprawidłowy, zapominając o utrzymywaniu prostych pleców, uniesionej głowy czy ściągniętych łopatek.
  • Nieodpowiednie wymiary mebli (w szkole czy w domu) – czyli zbyt wysokie lub zbyt niskie krzesełka czy stoliki. Dzieci spędzają w szkołach kilka godzin dziennie, dlatego tak ważna jest świadomość, że niewłaściwy sposób siedzenia podczas pisania, gdy np. jedna ręka jest na biurku, a druga opuszczona, może być jedną z przyczyn pojawienia się wad postawy.
  • Brak aktywności ruchowej – zapewnienie dziecku odpowiedniej dla niego ilości ruchu, umożliwiającego wszechstronny i harmonijny rozwój fizyczny to sposób, by kości i mięśnie rozrastały się równomiernie. Często zalecaną formą ćwiczeń jest pływanie (szczególnie na plecach), dlatego warto rozważyć zapisanie dziecka na basen. Taki trening wzmacnia mięśnie grzbietu, które stabilizują korpus, a także minimalizuje występowanie przykurczy (redukuje napięcia mięśniowe).
  • Nadwaga – ortopedzi od lat powtarzają, że nadwaga ma fatalny wpływ na kręgosłup, kolana czy kostki. Jest to szczególnie niebezpieczne dla dzieci i młodzieży będącej w fazie dynamicznego wzrostu. Jeśli dziecko będzie ważyło za dużo, może to skutkować skrzywieniami kręgosłupa, koślawością kolan i pięt czy problemami z biodrami – zbyt duży ciężar ciała i słabo rozwinięte mięśnie to niemal gwarancja pojawienia się lub pogłębienia  wad postawy. Dlatego tak ważne jest, aby dziecko uczyło się prawidłowego odżywiania i także w przyszłości przestrzegało zasad zdrowej diety.
  • Zaniedbane inne wady, np. wzroku – nasze dziecko, gdy źle widzi pochyla się nienaturalnie do przodu, przechyla głowę, co w dłuższej perspektywie może doprowadzić do rozwinięcia się wady postawy.

Zobacz też: Współczesne trendy w pediatrii – zapobieganie lepsze od leczenia

Co jako rodzice możemy zrobić dla naszych dzieci?

Niestety, bardzo często zdarza się, że rodzice przychodzą z dzieckiem do specjalisty dopiero wtedy, gdy wada postawy jest już zaawansowana, a powstałych w układzie mięśniowym i kostnym zmian nie da się już cofnąć (można wtedy już tylko hamować ich rozwój). A przecież istnieje prosty sposób, by tego uniknąć. 

Liczy się czujność. Pierwszą i wstępną diagnozę rodzice mogą postawić sami, wykonując szybki test – obserwując czy łopatki dziecka są równe i nie odstają, czy barki i ramiona nie pochylają się w którąś ze stron. Tak samo patrzy się na biodra – jeśli któreś wystaje bardziej do przodu, może to oznaczać, że mamy do czynienia z wadą postawy.

Warto również poddać obserwacji obuwie dziecka i sprawdzić, z której strony i jak bardzo jest zniszczona podeszwa, co z kolei może nam zasygnalizować wystąpienie np. koślawości kolan i/lub pięt. W razie zauważenia jakichkolwiek nieprawidłowości, asymetrii, konieczne będzie wdrożenie odpowiednich ćwiczeń i zaleceń lekarza ortopedy lub fizjoterapeuty – komentuje Sylwia Wójciak, fizjoterapeuta w Centrum Medycznym Damiana.

Pamiętajmy, jeśli jako rodzic/nauczyciel obserwujemy jakąkolwiek asymetrię ciała dziecka, garbienie się czy stawianie stóp do środka – nie zwlekajmy z wizytą u specjalisty. Im wcześniej wykryta wada, tym łatwiej jest ją leczyć. Miejmy też na uwadze kształtowanie prawidłowych nawyków już od najmłodszych lat, by uniknąć negatywnych konsekwencji w przyszłości.

Zobacz teżImmunoterapia, czyli jak uchronić się przed rakiem

materiał prasowy

Materiał prasowy redakcja otrzymuje, gdy firmy, stowarzyszenia, fundacje i inne organizacje chcą poinformować naszych czytelników i czytelniczki o aktualnościach, wydarzeniach, eventach, nowych produktach czy konferencjach.

Język żyrafy czy szakala? Zobacz, w jaki sposób warto rozmawiać z dzieckiem

Porozumienie bez Przemocy nie stosuje kar ani nagród – fot. 123 rf

Model Porozumienia bez Przemocy (ang. NVC – Nonviolent Communication) został stworzony  przez Marshalla Rosenberga. Wyróżnił on dwa języki – żyrafy i szakala. Czym się charakteryzują?

Twórca tej metody zajmował się zawodowo psychologią kliniczną. Był również mediatorem. W swojej pracy wykorzystywał doświadczenie, które przyniosło mu samo życie. Wychowywał się w Detroit, gdzie był świadkiem nierównego traktowania ludzi ze względu na pochodzenie oraz kolor skóry. Osobiście był piętnowany przez innych za swoje żydowskie korzenie. Jego zainteresowania oraz ciężar doświadczeń stały się inspiracją do szukania odpowiedzi na nurtujące go pytanie „Co prowadzi ludzi do zachowań nacechowanych przemocą w stosunku do drugiego człowieka?”. 

Zobacz też: Psychorysunek – by lepiej zrozumieć świat dziecka. Jak, dlaczego i po co?

Co było dalej…

Rosenberg opracował Porozumienie bez Przemocy. Jest to metoda stosowana i wykorzystywana w relacjach społecznych. Świetnie sprawdza się wśród osób dorosłych jak również w pracy z dziećmi.

Wiele żłobków, przedszkoli oraz szkół stosuje ten model w pracy z najmłodszymi. Prowadzone są szkolenia dla nauczycieli i rodziców. Porozumienie bez Przemocy przekazuje wartości związane ze zrozumieniem drugiej osoby. Opiekunowie uczą się komunikacji opartej na wzajemnym szacunku. Najważniejsze jest wypracowanie strategii, która będzie prowadziła do zaspokojenia potrzeb naszych oraz potrzeb drugiej osoby – dziecka.

Porozumienie bez Przemocy nie stosuje kar ani nagród. Skupia się na realnym kontakcie oraz wykazywaniu troski wobec dziecka. Kary i nagrody nie stawiają nikogo wyżej lub niżej. Każdego należy traktować równo. Wystrzega się również etykietowania dzieci. Jest to bardzo ważne, ponieważ pomaga uniknąć stygmatyzowania co zwiększa tolerancję.  W sytuacji konfliktów uczymy się stawiać granicę i poznawać granice innych.

Zobacz też: O zakazach w życiu dziecka

Porozumienie bez przemocy. Żyrafa czy Szakal?

Żyrafa oraz szakal zostały wykorzystane przez Rosenberga do porównania dwóch możliwości komunikacji. Wyróżniono język żyrafy i język szakala.

Inspiracją dla języka żyrafy jest budowa ciała tego ssaka. Żyrafa ma bardzo długą szyję, która może wydawać się nieproporcjonalna do reszty ciała. Natomiast daje temu zwierzęciu niesamowite możliwości zobaczenia świata z szerszej perspektywy. 

Język żyrafy –nazywany również językiem empatii lub serca. Pozwala nam dostrzec więcej. W komunikacji z drugą osobą kieruje się uczuciami i potrzebami. Stara się zrozumieć. Wystrzega się komunikatów ,,Ty”, zastępuje je słowem ,,Ja”. Przedstawia swoje argumenty, ale też chce wysłuchać drugiej strony. Nie generalizuje, nie zawstydza oraz nie obwinia.

Żyrafa poszerza horyzonty komunikacji!

Język szakala –jest nasycony krytycznym podejściem i z góry narzuca nam swoje poglądy. Nie słucha potrzeb. Nie zależy mu na konstruktywnej dyskusji. Stara się zakrzyczeć drugą stronę. Używa etykietowania dodatkowo obwiniając i zawstydzając. Jest przeciwieństwem komunikacji, którą stosuje żyrafa.

Szakal skutecznie ogranicza komunikację!

Jak wykorzystywać Porozumienie bez przemocy w praktyce?

Rosenberg w swojej metodzie wyodrębnił 4 elementy, które pomogą nam w komunikacji:

  • Obserwacja – dostrzegamy tylko to, co ma miejsce w danej chwili. Nie oceniamy, nie krytykujemy, nie wydajemy osądów.

Przykład: Tupiesz nogą i uderzyłaś moją rękę…

  • Uczucia – mówimy, co odczuwamy w danym momencie.

Przykład: jest mi przykro i jestem smutna….

  • Potrzeby – zaznaczamy czego oczekujemy. Czego chcę?

Przykład: zależy mi na spokojnej rozmowie z Tobą.

  • Prośby – odnosi się to do nas i do drugiej osoby.

Przykład: Czy możemy usiąść i wytłumaczyć sobie to, co się stało?

Pamiętajmy mamy wybór, który z języków przedstawionych przez Rosenberga jest nam bliższy i którym chcemy się posługiwać. Porozumienie bez Przemocy nie klasyfikuje. Daje jedynie możliwości i poszerza naszą świadomość wyboru.

Redakcja

Portal o rodzinie.

Siedząc, marnujemy sobie zdrowie

Jak zniwelować skutki siedzenia?

Rozwój technologii spowodował, że naszym głównym fizycznym zajęciem jest siedzenie. Nawet jeżeli praca nie wymaga od nas ośmiogodzinnego tkwienia za biurkiem (co zdarza się coraz rzadziej), to po powrocie do domu zasiadamy przed komputerem czy telewizorem, kolejne godziny spędzając w bardzo niekorzystnej dla naszego organizmu pozycji. Zbyt długie siedzenie może prowadzić do bardzo poważnych schorzeń.

Badania jasno pokazują, że siedzenie nie jest zdrowe dla naszego kręgosłupa, krążenia i funkcjonowania wielu organów. Jak twierdzą naukowcy, siedzenie przez dłuższy czas może skracać niektóre grupy mięśni takich jak zginacz stawu biodrowego lub sprawiać, że niektóre mięśnie nie są aktywne – np. mięśnie pośladkowe. Czas spędzony na siedzeniu niewątpliwie przykłada się do zmian w zmianach w naszym kręgosłupie, jak np. skrzywienia w jego górnym odcinku.

1.KRÓTKIE SPACERY I COGODZINNE PRZERWY

Dzięki krótkiemu spacerowi aktywują się nasze mięśnie pośladkowe i przednia strona bioder – to szczególnie ważne, jeśli chodzi o odwrócenie fizjologicznych skutków siedzenia. Wyprawa do pracowniczej kuchni co godzinę nie zniweluje co prawda szkód powstałych podczas długiego siedzenia, ale zawsze powinniśmy myśleć o przerwaniu tej niezdrowej czynności.

Zobacz też: Wady postawy u dzieci – jak nie dopuścić do ich powstania?

2. ROZCIĄGANIE

Po długim dniu pracy, to co nam przychodzi do głowy, to rzucenie się na kanapie z książką lub serialem Netflixa. Proste ćwiczenia takie jak rozluźnianie zginacza stawu biodrowego znajdziecie w Internecie – warto je robić kilka razy w ciągu dnia.

3. AKTYWNOŚĆ PO DNIU PRACY

Aktywność fizyczna niweluje skutki siedzenia. Oczywiście częste wstawanie od biurka i rozciąganie się, mogą poprawić kondycję, ale nic nie zadziała tak jak docelowa aktywność. Wytyczne dotyczące ćwiczeń rekomendują 30-minutową aktywność co najmniej 5 razy w ciągu tygodnia. Oczywiście każdy ruch jest zdrowy i jeśli jedyne na co znajdziemy czas to spacery z psem – ważne, żeby nasza aktywność była systematyczna – robienie czegokolwiek jest ważniejsze niż tkwienie na kanapie.

Zobacz też: Sport od najmłodszych lat. Diablo Włodarczyk: „Powinniśmy dziecko wspierać, popychać do przodu i służyć mu pomocą”

5. WARUNKI PRACY

Jeśli chodzi o małe zmiany, które mogą przyczynić się do zniwelowania skutków pozycji siedzącej kluczowym elementem jest odpowiednie krzesło i pozycja przy siedzeniu.  Krzesło dedykowane długiej pracy przy biurko powinno być koniecznością. Jeśli jednak nie spełnia ono odpowiednich kryteriów, warto pomyśleć o specjalnej poduszce, która zabezpieczy lędźwiową część kręgosłupa. Pamiętajmy, że biodra powinny być nad poziomem kolan, a stopy znaleźć się na podłodze pod kolanami – taka pozycja jest najzdrowsza. Drewniane, metalowe, małe, wysokie – zawsze pamiętajmy o odpowiednim dostosowaniu krzesła do siedzącej pozycji.

6. RUCH! I JESZCZE RAZ RUCH

Tak, nie da się ukryć, że to jedyna droga do zmniejszenia skutków siedzenia. Kilka pozycji jogi po wstaniu z łóżka, krótki spacer do kolejnego przystanku po pracy, dłuższy spacer z psem – wszystko to powoduje, że czas spędzony na aktywności wydłuża się. Czujemy różnicę w naszym ciele i mózgu. Lepiej się czujemy. Pamiętajmy też o tym, ze im bardziej siedzący tryb życia prowadzimy, tym bardziej nasze ciało (i mózg!) przyzwyczaja się do tego stanu. Innymi słowy, niewystarczająca ilość fizycznej aktywności sprawia, ze czujemy się bardziej zmęczeni. Skutki długotrwałego siedzenia mogą być poważne – oprócz chwilowego bólu, siedzenie może powodować nieodwracalne zmiany w naszym ciele. Przy najmniejszym bólu warto wybrać się do fizjoterapeuty.

Iza Farenholc

Dziennikarka i redaktorka. Pracowała jako redaktor naczelna w magazynie dla rodziców Gaga oraz współpracowała m.in. z magazynami Zwierciadło, Twój Styl, Sens, Glamour - materiały psychologiczne, recenzje książkowe, muzyczne i filmowe, wywiady, reportaże z podróży.

Jak ważne są kolejne kroki rozwojowe dziecka?

kroki rozwojowe dziecka
Badania przeprowadzone na zlecenie Mead Johnson Nutrition pokazały, że 54% matek ma obawy, czy ich dzieci osiągają kolejne stadia rozwojowe zgodnie z normą – fot. 123rf

Wizyta szczepienna, a jeszcze bardziej bilans dwulatka mogą przyprawić rodzica – zwykle matkę – niemal o zawał. Dziecko mówi pojedyncze słowa, ale nie zdania. Reaguje na swoje imię, ale nie zawsze. Ma 4 miesiące i jeszcze nie przewraca się na brzuszek, nie chodzi, choć skończyło już 13 miesięcy. Długo można by wymieniać, co powinny umieć i robić dzieci, kiedy osiągną określony wiek. I zwykle osiągają, choć w różnym tempie.

Jednak ten moment, kiedy rodzic nie może twierdzącą odpowiedzieć na pytanie na przykład pediatry, czy dziecko tworzy już dwuwyrazowe zdania, albo czy jego niemowlę już raczkuje, kiedy widzi, że syn sąsiadów młodszy o dwa tygodnie samodzielnie chodzi, podczas kiedy jego jeszcze przytrzymuje się mebli, może być bardzo stresujący.

Zobacz też: Szybciej nie znaczy lepiej. Czy warto przyspieszać rozwój dziecka?

Kroki rozwojowe dziecka

Jednym ze źródeł stresu może być niepokój o rozwój dziecka. Normy są potrzebne właśnie dlatego, żeby można było wychwycić nieprawidłowości i pomóc dziecku. Są swego rodzaju miernikiem, wzorem, do którego można się odnieść i z tego powodu są ważnym narzędziem oceny stanu rozwoju dziecka.

Ale…bo jednak jest ale. Normy są umową i są dość szerokie. Dlatego też dzieci różnie się na nich plasują i trudno powiedzieć, co na pewno jest problemem, a co jedynie przypuszczeniem. Jednak to, co w rozwoju dziecka nie jest dokładnie po środku lub dziecko nie jest czymś wyraźnie dobre, budzi w rodzicu niepokój. Bywa też, że dzieci są odsyłane na ewaluację do specjalisty, na przykład psychologa czy logopedy.

Lęk o rozwój dzieci jest bardzo częsty wśród rodziców, zwłaszcza matek. Badania przeprowadzone na zlecenie Mead Johnson Nutrition pokazały, że 54% matek ma obawy, czy ich dzieci osiągają kolejne stadia rozwojowe zgodnie z normą.

Można się jednak zastanawiać, czy jest to lęk uzasadniony. Rozwój bowiem przebiega dynamicznie i jest sprawą subiektywną. Dziecko na przykład ma dużo czasu na opanowanie nauki chodzenia, bo aż do 18 miesiąca życia, choć rzeczywiście większość maluchów chodzi całkiem pewnie mając 13 czy 14 miesięcy. Norma rozwojowa związana z chodzeniem mówi, że większość dzieci zrobi pierwsze samodzielne kroki przed ukończeniem roku. W szczególnej sytuacji są dzieci urodzone przedwcześnie, ich „norma” jest jeszcze szersza i zindywidualizowana.

Zobacz też: Przedszkole czy niania? Zobacz, która opcja jest korzystniejsza dla rozwoju dziecka

Od punktu A do punktu B?

Rozwój dzieci – być może jak każdy inny rodzaj rozwoju – nie przebiega linearnie. Wydaje się, że kiedy dziecko osiągnęło jakąś umiejętność, będzie z niej chętnie korzystało i rozwijało ją.

A bywa różnie, bo na przykład dziecko, które całkiem sprawnie chodzi, może w nieoczekiwanym momencie chcieć jednak wrócić do raczkowania.

Co ciekawe, wielu rodziców potwierdzi na podstawie obserwacji, że kiedy ich dzieci rozwiną umiejętności w jednym obszarze, zdają się tracić w innym. Na przykład dziecko, które nagle zaczyna mówić, nagle staje się bardziej niezdarne w czynnościach fizycznych, które od dłuższego czasu nie sprawiały mu kłopotu.

Perspektywa

Pomocna z radzeniu sobie z rodzicielskim stresem jest świadomość, że normy rozwojowe są pewnego rodzaju umową i często mają szeroki zakres.

Na dziecko natomiast trzeba patrzeć całościowo. Być może rozwija się wolniej w jednym obszarze, ponieważ koncentruje się na innym? Być może generalnie potrzebuje więcej czasu, by osiągać kolejne etapy rozwoju, ale ostatecznie dociera wszędzie tam, gdzie dotrzeć powinno? Być może jest nieśmiałe lub ostrożne i potrzebuje więcej czasu, by swobodnie wspinać się po drabinkach na placu zabaw lub poczuć dobrze w przedszkolu? Przyglądanie się wyjętym z kontekstu elementom rozwoju dziecka nie pokaże prawdziwych postępów.

Zobacz też: Tysiąc pierwszych dni. Czy Twoje dziecko ma szansę na sukces?

Przyszłość

Wielu rodziców obawia się, że jeśli ich dzieci rozwijają się wolniej niż ich rówieśnicy lub jeśli według norm później osiągają kolejne etapy rozwoju, jest to zapowiedź generalnych trudności rozwojowych.

Pojawia się obawa, że dziecko, które na przykład nauczy się czytać w ósmym roku życia, gorzej będzie sobie radziło w szkole. Czasami rzeczywiście jest tak, że dziecko, które bardzo wcześnie przejawia wyjątkowe zdolności, potem będzie je rozwijało do mistrzowskiego poziomu. Ale wiemy też, że nawet Einstein nawet jako dorosły człowiek uznawany był człowieka całkiem przeciętnego.

Być może czasami obawy o rozwój dzieci bardziej wiążą się rywalizacją po stronie rodziców?

Choć normy są umową, którą nie należy się przesadnie przejmować, są też ważną umową. Ważną, ponieważ pomagają wychwycić sytuacje, kiedy dziecku trzeba pomóc. Pozwalają zapobiegać zaniedbaniom, tym celowym i niezamierzonym. Jeśli dziecko przestaje mieścić się w normie lub rodzic po prostu jest zaniepokojony, warto porozmawiać ze specjalistą.

Na szczęście dzieciom można pomóc na wiele sposób. Często jest to pomoc dająca szybkie efekty.

Dzieci rozwijają się w swoim tempie, niezależnym od czyichkolwiek pragnień i planów. Ich rozwój jest osobistą, bardzo indywidualną drogą, nie odzwierciedlającą umiejętności rodzicielskich. To jak rozwija się dziecko nie świadczy o rodzicu. Co więcej, o ile dziecko nie jest zaniedbywane, w ogóle ma z rodzicem niewiele wspólnego. I czasami właśnie to trudno zaakceptować.

Katarzyna Mirecka

psycholożka i psychoterapeutka, absolwentka Uniwersytetu Nottingham. Ukończyła 4-letnie całościowe szkolenie psychoterapeutyczne w Instytucie Analizy Rasztów. Pracuje z osobami dorosłymi, dziećmi i młodzieżą, indywidualnie oraz grupowo. Od 2015 roku związana z magazynem Chcemy Być Rodzicami

„Karmisz piersią?” Następnym razem zastanów się, zanim zadasz to pytanie! STOP laktoterrorowi!

Mówią, że karmienie zaczyna się w głowie – jednak nie jest to kwestia decyzji, a fizjologii na którą nie zawsze mamy wpływ – fot. 123 rf

Karmienie piersią jest jednym z najbardziej kontrowersyjnych tematów związanych z macierzyństwem. Wystarczy rzucić hasło, wyrazić odmienną opinię, aby zostać zjedzonym na drugie śniadanie przez tzw. laktoterrorystki. To te matki, którym się udało – karmią życiodajnym pokarmem z własnej piersi. Mają monopol na zdrowie i prawdę. Nie karmisz, nie udało ci się? Za mało się starałaś!

Po drugiej stronie trucicielki karmiące mm – mlekiem modyfikowanym. Czasem z wyboru, częściej z przymusu. Bo karmienie piersią nie jest proste, przyjemne, ani nie przychodzi naturalnie. To bardzo indywidualna sprawa, intymne przeżycie zarezerwowane dla nielicznych. A jak było ze mną?

W teorii wiedziałam wszystko. Przeczytałam poradniki, odbyłam szkołę rodzenia, przeczesałam fora internetowe. Jednak nadal to, że po porodzie z moich piersi będzie płynąć mleko, a dziecko będzie je pić, wydawało mi się czymś dziwnym, nieprawdopodobnym i… magicznym. Ale skoro tak obiecują! To tak będzie. Wiedziałam, że po cesarskim cięciu mogę nie mieć od razu mleka. Zaopatrzyłam się w laktator, aby od razu stymulować laktację w razie problemów.

Nadszedł dzień porodu. Po wszystkim położyli mi noworodka na piersi. Dwie godziny kontaktu skóra do skóry. Dziecko nie szuka piersi, przystawiane nie ssie. Położna na sali pooperacyjnej patrzy i mówi: „Z tych piersi nic nie będzie”. Zachowuję spokój – czytałam na ten temat, położne w szpitalu nie znają się. Choć słyszałam też, że jednym zdaniem można zabić laktację. Ale spokojnie, mam czas.

Zobacz też: Wyrzuty sumienia po odstawieniu dziecka od piersi

Laktoterror ze wszystkich stron

Jest północ, przewożą nas na salę docelową. Od razu wyciągam laktator. Dostałam ulotkę według której powinnam odciągać mleko metodą 7-5-3. Tak też robię. Przychodzi położna i mówi: „Niech pani lepiej idzie spać”. Kładę się, całą noc nie zmrużę oka. Obok dziecko smacznie śpi w plastikowym łóżeczku na kółkach. W nocy przywożą dwie inne mamy, ich dzieci krzyczą, one karmią. Moja nic, śpi.

Rano przychodzi inna położna i gani mnie od progu: „Czemu nie karmię dziecka i nie odciągam laktatorem”. Także maszyna w ruch. Rana na brzuchu tak mnie boli, że nie mogę wziąć dziecka na ręce. Cały dzień walczę z bólem i laktatorem. Dziecko śpi. Kilka razy proszę położne o pomoc – nic, mówią żeby czekać, mleko będzie. W razie pytań czytać ulotkę – czytam, oglądam zdjęcia, wszystko pięknie.

Mijają 24 godziny od porodu, dziecko nadal nic nie jadło. Jest spokojne, może za spokojne, może z głodu nie ma siły płakać? Idę do dyżurki pielęgniarek, krok po kroku, zgięta w pół jak staruszka. Przynoszą butelkę z mlekiem modyfikowanym, dziecko wypija i śpi dalej. Ja dalej walczę z laktatorem; mówią, że nawał pokarmu przychodzi na 2-3 dzień. Na razie nie mogę wycisnąć ani kropelki.

Zobacz też: Hejtujące matki na Facebooku. „Fotelik tego typu to dno, śmierć na miejscu”. Skąd ta zawiść?

Karmienie nie zawsze jest „w głowie”

Próbuję dostawiać dziecko. Przychodzi położna i widząc moje nieporadne próby krzyczy: „Dwa dni po porodzie i jeszcze nie potrafi pani karmić piersią!”. Szybko instruuje mnie, jak przystawić dziecko. Dziecko łapie. Cud! Jednak na ulotce pisali, że warunkiem efektywnego karmienia jest wygoda, nie da się wysiedzieć długo w niekomfortowej pozycji. Mnie wszystko boli, siedzę nienaturalnie wykręcona i trzymam dziecko jedną ręką ze wszystkich sił.

Kolejny dzień nie przynosi laktacyjnego sukcesu. Za to dziecko zaczyna być bardziej aktywne i płacze z głodu. Trzymam je na rękach i też płaczę. Na korytarzu łapię panią ze szpitalnej poradni laktacyjnej. Mówi, że nie ma czasu; pochlipując błagam o pomoc… Wpada do mnie na 5 minut przed końcem zmiany. Daje kilka dobrych rad, dzięki którym udaje mi się potem karmić przez kilka miesięcy. Nie bez trudu, z dużym wysiłkiem i koniecznością dokarmiania mlekiem modyfikowanym.

Także następnym razem zanim zapytasz młodą mamę – czy karmisz? – dobrze się zastanów. Przecież nie głodzi. A sposób karmienia jest jej indywidualną sprawą. Faktem naukowym jest, że karmienie piersią jest najlepsze dla dziecka. Faktem jest również, że człowiek do prawidłowego funkcjonowania potrzebuje snu i odpoczynku. Mówią, że karmienie zaczyna się w głowie – jednak nie jest to kwestia decyzji, a fizjologii na którą nie zawsze mamy wpływ.

Alina HRabina

Zawodowo związana z branżą HR. Obecnie na urlopie wychowawczym. Mieszka w Warszawie, chętnie odbywa podróże małe i duże.