Przejdź do treści

Witaminy a zdrowie psychiczne – o czym musisz pamiętać w swojej diecie?

Witaminy a zdrowie psychiczne
Fot: ra2studio / 123RF

Powszechnie wiadomo, że niedobór witamin źle wpływa na organizm. Okazuje się jednak, że skutki tego niedostatku mogą negatywnie oddziaływać również na ludzką psychikę.

Witaminy vs. zdrowie układu nerwowego i psychiki

Warto zdawać sobie sprawę z tego, jak duże znaczenie dla funkcjonowania ludzkiego umysłu mają witaminy. Przykładowo, witamina D pozytywnie wpływa na ponad 1000 genów odpowiedzialnych za samopoczucie, sen, motywację oraz pamięć. Co więcej, wspomaga wydzielanie dopaminy i serotoniny w mózgu, czyli tzw. hormonów szczęścia. Łatwo stąd wysnuć wniosek, że niedostateczna ilość witaminy D w organizmie sprzyja depresji i poirytowaniu. Podobne, równie niepożądane skutki, wywołuje niedobór witaminy B12. Odgrywa ona ważną rolę przy powstawaniu czerwonych krwinek, które „transportują” tlen; gdy komórki otrzymują go zbyt mało, człowiekowi stale towarzyszy m.in. poczucie zmęczenia, nawet jeśli jest wyspany.

Witamina B6 także ma niebagatelne znaczenie dla prawidłowego funkcjonowania mózgu i układu nerwowego. Dzieje się tak, ponieważ bierze udział w tworzeniu wielu neuroprzekaźników, takich jak wspomniana już serotonina.

Oczywiście wpływ wszystkich wymienionych witamin na organizm jest znacznie większy. Gdy którejś brakuje – ciało zwykle nas o tym informuje. Wysypka, zmiany koloru skóry, wypadanie włosów, bóle mięśni, kości, pleców, obniżona odporność… objawów jest wiele. Zdrowa, zbilansowana dieta pozwala ich uniknąć i stanowi naturalną alternatywę dla suplementacji, której z kolei nie warto przeceniać. Fakt, że ktoś zmaga się z depresją, nie musi być spowodowany brakiem witamin. Kupiona w aptece multiwitamina nie jest cudownym remedium na wszelkie problemy z nastrojem, może jedynie wspomóc naturalne procesy zachodzące w ludzkim ciele. Te zaś w największej mierze zależą od trybu życia.

Minerały idą z pomocą!

Oprócz witamin istnieje jeszcze szereg minerałów niezbędnych do prawidłowego funkcjonowania organizmu. W kontekście zdrowia psychicznego warto wyróżnić chociażby magnez, który pomaga w redukcji stresu, obniża nerwowość, a także poprawia koncentrację. Z tego powodu zaleca się go osobom wykonującym pracę umysłową.

Również cynk sprawia, że łatwiej skupić się na wykonywanym zadaniu. Gdy człowiekowi brakuje tego pierwiastka, męczą go stany apatii. Trudniej mu też zapamiętywać nowe informacje, ponieważ cynk odgrywa ważną rolę w komunikacji zachodzącej między neuronami.

Żelazo z kolei – tak jak witamina B12 – jest niezbędne w procesie „dystrybucji” tlenu do poszczególnych narządów i komórek ciała. Przyczynia się także do powstawania wspomnianych już hormonów, serotoniny i dopaminy. Oprócz witamin i minerałów warto spożywać także kwasy Omega-3, wspomagające prawidłową pracę mózgu – na zdrowie!

Zobacz też: Kwasy omega-3 – sposób na odporność! Co musisz o nich wiedzieć i gdzie możesz je znaleźć?

Na podstawie: huffpost.com

Bartosz Jaster

Absolwent Uniwersytetu Warszawskiego, pasjonat i badacz historii, miłośnik literatury faktu. Członek Fundacji Rozszczepowe Marzenia, niosącej pomoc dzieciom z wadami wrodzonymi.

7 kont na Instagramie, które wspierają zdrowie psychiczne – sprawdź, kogo warto obserwować!

zdrowie psychiczne
Fotlisaalisaill/ 123RF

Określenie „wspierają zdrowie psychiczne” jest dość szerokie, dlatego też w ten właśnie sposób postanowiłam podejść do opisywanego tu tematu. Oto 7 instagramowych kont, które z różnych perspektyw pokazują troskę o sferę psyche, dają wiedzę oraz ogrom wsparcia.

O zdrowiu psychicznym mówi się coraz częściej i głośniej. W zasadzie nic dziwnego, ponieważ zapotrzebowanie w tym zakresie (niestety) cały czas rośnie. Biorąc jednak pod uwagę fakt, jak silnym tabu jeszcze kilka czy kilkanaście lat temu była sfera psyche – a dla wielu wciąż jest – można tylko przyklasnąć z zachwytem!

Dlaczego aż tak się tym „zachwycam”? Ponieważ – jak mówi to wielu ekspertów – absolutnie każdy z nas może zadać sobie pytanie o to, kiedy zmierzy się w swoim życiu z kryzysem psychicznym. Zgadza się, nawet nie tyle: „CZY się z nim zmierzy”, co właśnie: „KIEDY”.

Niestety, w wielu aspektach media społecznościowe potrafią wpływać na nas negatywnie. Jednocześnie są jednak znakomitym środkiem do przekazywania wiedzy psychologicznej i psychiatrycznej. Są też przestrzenią do dzielenia się indywidualnymi doświadczeniami, pozwalają toczyć trudne rozmowy oraz łamać niszczące nas od środka stereotypy.

Zdrowie psychiczne jest dla Ciebie ważne?
Oto 7 polskich kont na Instagramie, które warto obserwować:

1. maja_herman_amici

Sprawdzona wiedza psychiatryczna – EBM, czyli medycyna oparta na faktach. Dr Maja Herman mówi o wielu problemach psychicznych, ich przebiegu i sposobach na znalezienie wsparcia. Porusza też tematy społeczne, które w zasadzie same w sobie też mogą stanowić o naszym zdrowiu psychicznym. Co przy tym ważne, nieraz są to tematy opisywane „prosto z mostu”. Czasami z intensywnymi emocjami w tle i w ostrych słowach, ale to chyba dobrze, prawda? Bo nawet jeśli się ze sobą w czymś nie zgadzamy, to otwiera nam się pole do dyskusji.

 

Wyświetl ten post na Instagramie.

 

EBM MEDYCYNA OPARTA NA FAKTACH v. sprzedaż w MedSpol. Depresja, zaburzenia lękowe, zaburzenia dwubiegunowa, oraz inne choroby i zaburzenia(w całej medycynie) leczy się po POSTAWIONEJ Diagnozie przez lekarza. Czyli jeśli czujecie się żle, czujecie się inaczej, nie macie siły, wydarzyło się coś trudnego. To wasz pierszy krok to diagnoza u specjalisty. Woda z Grabarki nie wyleczy niepłodności, kamienie nie dają zdrowego serca, wątroby, zaburzeń psychicznych też nie normują, złote myśli „myśl pozytywnie” choremu” człowiekowi pogorszą stan, suplementy srood mrood, czy inne debilne nazwy sugerujące, że coś dają, NIC WAM NIE DAJĄ. NAJPIERW DIAGNOZA. A teraz prawda o firmach farmaceutycznych i badaniach klinicznych. Znam bardzo dobrze i jedno i drugie. Od środka i na zewnątrz. FIRMY FARMACEUTYCZNE TO REKINY A WŁAŚCIWIE ORKI BO ONE SA DRAPIEŻNE NAJBARDZIEJ. Jak zwęszą możliwość zarobku to gwarantuje wam, puszczają badanie kliniczne, a następnie na rynku pojawią się lek za które się płaci, którego REKLAMOWAĆ w Polsce nie wolno i który działa i jest zarejestrowaby przez FDA I DOPUSZCZONY jako LEK przez gis. Inne rzeczy są DODATKAMI. NIE ZASTĄPIĄ LECZENIA!!!! A mało tego,czasami w tym leczeniu szkodzą jak kozłek lekarski w psychozie. Więc to nie jest pierdzielone pitu pitu, tylko szkodzenie. SZANOWNE PANIE REKLAMUJĄCE PIERDOLY KTÓRE MAJĄ WYLECZYC WSZELKIE KRYZYSY EMOCJONALNIE I CHOROBY PSYCHICZNE, DO JASNEJ CHOLERY ZASTANÓWCIE SIĘ CZY ŻYCIE LUDZKIE JEST WARTE TEJ KASY JAKĄ DOSTAJECIE ZA REKLAMĘ???? Myślicie ze skala samobójstw rośnie,bo ludzie nie kupują tych waszych magicznych środków?JEST WRĘCZ ODWROTNIE. Macie ogromne grono fanów, na które pracowalyscie ciężko, nie pozwólcie im chorować, nie pozwólcie im UMRZEĆ W WYNIKU samobójstwa. CODZIENNIE GINIE 15 OSÓB, JESTEM PEWNA, ŻE POŁOWA Z NICH SŁUCHAŁA REKLAM CUDOWNYCH ŚRODKÓW I NIE CHODZIŁA DO SPECJALISTY. NIESTETY ODPOWIEDZIALNOŚĆ JEST PO WASZEJ STRONIE RÓWNIEŻ.#UWIERZWMEDYKA #STOPCELEBRYTOMWMEDYCYNIE. A wy ludzie internetu, nasi ludzie, musimy coś zrobić. Wystarczy wczoraj śród mrood, dzisiaj kolejna gwiazda reklamuje następny środek zastępczy. CHCECIE ŻEBY MNIE SZLAG TRAFIŁ? bo ja już mam dość.Pomóżci ⬇️komentarz reszta

Post udostępniony przez Maja Herman🧠🦢 (@maja_herman_amici)

2. mateusz_banaszkiewicz

Chcesz wiedzieć więcej z zakresu psychologii? Potrzebujesz wyjaśnienia różnego rodzaju zagadnień z obszaru radzenia sobie ze stresem, sposobów komunikacji. podejścia do ruchu, jedzenia etc.? Mateusz Banaszkiewicz to psycholog zdrowia, który – w nawet tak ograniczonym co do treści medium, jakim jest Instagram – bardzo rzetelnie (z wypisaną literaturą źródłową) opisuje nam przeróżne interesujące zjawiska. Dla wielu pewnie będą to „tylko” ciekawostki, ale części z nas zapewne pozwoli to bliżej przyjrzeć się swoim przekonaniom, schematom czy chociażby przyzwyczajeniom – warto!

 

Wyświetl ten post na Instagramie.

 

Chcesz przyspieszyć gojenie ran po operacji? Wykorzystaj techniki relaksacji. Elizabeth Broadbent, badaczka z Nowej Zelandii wraz z zespołem przeprowadziła badanie, w którym uczestniczyło 60 pacjentów, którzy przeszli zabieg chirurgiczny (cholecystektomię laparoskopową). Wszyscy pacjenci otrzymali standardową opiekę, a połowa uczestniczyła wcześniej w 45-min spotkaniu z psychologiem zdrowia. Podczas spotkania poznali korzyści wynikające z głębokiego oddychania, treningu neuromięśniowego i wizualizacji, otrzymali instrukcję do praktyki oraz 20-minutowe nagrania audio. Ich zadaniem było praktykować relaksację 3 dni przed i 7 dni po operacji. Tydzień po operacji badacze sprawdzali poziom hydroksyproliny w ranach pacjentów. Jest ona miarą poziomu odkładania kolagenu i gojenia rany. Wyniki wykazały, że pacjentów, którzy praktykowali relaksację charakteryzował zarówno niższy poziom dystresu jak i większa progresja w zakresie gojenia rany po operacji (poziom hydroksyproliny: 13.56 lg/cm vs 22.35 lg/cm). 🧘🏻‍♂️🌲 Broadbent, E., Kahokehr, A., Booth, R. J., Thomas, J., Windsor, J. A., Buchanan, C. M., Wheeler, B., Sammour, T., Hill, A. G. (2011). A brief relaxation intervention reduces stress and improves surgical wound healing response: A randomised trial. Brain, Behavior, and Immunity, 26, 212–217.

Post udostępniony przez Mateusz Banaszkiewicz (@mateusz_banaszkiewicz)

3. hania.es

Hania to studentka psychologii, a jednocześnie osoba, która ma za sobą intensywną pracę nad zdrowiem psychicznym (pracę, która ciągle trwa i zapewne trwać będzie przez całe życie – dotyczy to absolutnie każdego z nas!). Hania.es ma za sobą pobyt w szpitalu psychiatrycznym, a obecnie jest w psychoterapii – otwarcie o tych doświadczeniach opowiada, co pozwala zmniejszać związane z tymi obszarami tabu. Poza tym ilość obserwatorów i obserwatorek, a także dyskusje toczące się pod jej postami na IG czy filmami na YT pokazują, że bardzo potrzebujemy tak szczerych osób. Dzięki temu, że dzielą się swoimi przeżyciami, stają się inspiracją dla innych – tych, którzy być może dotąd obawiali się sięgnąć po profesjonalne wsparcie.

 

Wyświetl ten post na Instagramie.

 

Moim celem nie jest pozbycie się nieprzyjemnych myśli, bo to niemożliwe – po prostu taka jest natura umysłu. Tak jak zadaniem serca jest pompowanie krwi, tak rolą umysłu jest tworzenie myśli, interpretowanie zdarzeń i faktów. Medytacja rozwija umiejetność obserwowania tych myśli jak przepływających fal i nietonięcia w szalejącej wodzie (jak widzicie na zdjęciu: w tej wodzie może być całkiem fajnie!). Jak powiedział Jon Kabat-Zinn, profesor medycyny i twórca programu redukcji stresu opartego na uważności, nie możesz zatrzymać fal. Możesz jednak nauczyć się surfować. 🌊 I to właśnie robiłam na odosobnieniu medytacyjnym – wyjechałam na 4 dni do ośrodka w środku lasu i spędziłam ten czas w milczeniu, bez telefonu, bodźców ze świata zewnętrznego. Co robiłam? Praktykowałam mindfulness wiele godzin dziennie, siedząc w ciszy na poduszce medytacyjnej i rozwijając umiejetność nieoceniającego obserwowania swoich myśli, emocji, odczuć z ciała i akceptowanie ich takimi, jakie są. To wszystko po to, by automatycznie nie rzucać się w wir treści, które tworzy moja głowa. O całym doświadczeniu opowiadam w filmie na YouTube, na który Was zapraszam 🙂 czuję się spokojniejsza i jest mi z tym wspaniale, więc chętnie zarażę Was uważnością! ❤️ Zaprzyjaźniam się coraz bardziej ze sobą i swoim umysłem, medytacja zdecydowanie wspiera ten proces, uspokaja głowę i pomaga żyć bardziej świadomie. To co, kto się dziś pisze na praktykę? 🙋‍♀️

Post udostępniony przez Hania Sywula (@hania.es)

Zobacz też: Jak pomóc osobie z depresją? Na pewno nie tymi słowami!

4. mama_psycholog_dzieciecy

Ewa Sękowska-Molga to psycholog dzieci i młodzieży, stąd też jej konto instagramowe polecam przede wszystkim rodzicom. Specjalistka dzieli się w sieci m.in. cytatami, które zawsze stają się inspiracją do wyjaśnienia różnego rodzaju zjawisk. Pokazuje też wartościowe książki – zarówno dla psychologów, rodziców, jak i najmłodszych. Sama jest zaś mamą dwóch chłopców, a trzeci lada moment pojawi się na świecie! Warto zatem spojrzeć na tworzone przez mamę_psychologa_dzieciecego treści nie tylko przez pryzmat wiedzy psychologicznej, lecz także doświadczenia osobistego.

5. mamapsychiatra

Oto instagramowy profil psychiatrki dr Moniki Tucholskiej, której posty mogą wiele wnieść do Twojej wiedzy właśnie z zakresu psychiatrii. Co więcej, dzięki temu, że lekarze tej właśnie specjalizacji coraz częściej pojawiają się w social mediach, łatwiej jest społeczeństwu dostrzec, że są to tacy sami medycy, jak wszyscy inni. Owszem, brzmi to banalnie, lecz psychiatrzy sami często mówią, że zdarzają się osoby, które nie traktują tego obszaru medycyny poważnie. Dr Tucholska pokazuje na swoim koncie, że owo „poważne traktowanie” w ogóle nie powinno podlegać żadnej dyskusji. Specjalistka opisuje, jak wygląda jej praca, jakie wiążą się z nią wątpliwości i jakie towarzyszą temu wszystkiemu emocje. Pomaga też zrozumieć różnego rodzaju zaburzenia i choroby, a przy tym jasno podkreśla sytuacje, z którymi się nie zgadza (także społeczne). Wszystko to w otoczeniu historii z dnia codziennego, co tylko podkreśla, że psychiatrka… też człowiek!

6. obrazkoterapia

Jeśli nie znasz jeszcze tego konta, koniecznie musisz to nadrobić. Czasami bowiem brakuje nam słów, by opisać niektóre stany czy przeżycia – wtedy z pomocą przychodzi właśnie obrazkoterapia! Agnieszka Zapart to psychoterapeutka oraz rysowniczka, która od lat swoją terapeutyczną twórczością daje innym ogrom wsparcia, a jednocześnie zachęca do pochylenia się nad trudnymi tematami. Co jednak ważne, dzięki temu, że dzieje się to właśnie w takiej, a nie innej formie, nie mamy poczucia presji. Ciężar emocjonalny może dzięki temu stracić nieco na wadze, a my mamy przestrzeń na poszukanie nowych perspektyw. Tak, obrazki mają moc!

 

Wyświetl ten post na Instagramie.

 

„Ryj” „Pysk” „Paszcza” „Gęba” Takimi i podobnymi określeniami moje klientki, koleżanki, znajome mówią o swoich twarzach. Kiedy pytam je czemu siebie obrażają, początkowo nie rozumieją o czym mówię. Dopiero potem, aby uzasadnić ten opis słyszę, że się sobie nie podobają. A twarz to dopiero początek. Zapytaj kobietę o jej wygląd, a dostaniesz listę rzeczy, które są nie takie, do poprawy albo w ogóle nie powinno ich być. Żyjemy w kulturze, która uczy nas nienawidzić swoich ciał. I to już od najmłodszych lat (ile znasz nieidealnie wyglądających księżniczek Disney’a?). No więc nienawidzimy siebie i jeśli nie da się czegoś zmienić – ukrywamy. Tak rodzi się kultura narcyzmu. Bo Narcyz zupełnie przeciwnie niż w micie – wcale nie kocha siebie. Narcyz nienawidzi swojego prawdziwego ja, więc całą energię pakuje w wizerunek, non stop rozważając, jak chce się pokazać i jak chce być widziany. Nie ma miejsce na pytanie – jaki jest, bo nie chce tego wiedzieć. Podskórnie czuje, że bardzo, bardzo nie taki jaki „powinien”. Całe eseje napisano już o tych „powinnościach” i „standardach” jakie każemy sobie spełniać. Prawdziwe ja leży zaś skurczone, przerażone i odrzucone gdzieś w czeluściach psychiki. Wychodzi tylko czasem. Wieczorem, gdy zmyjemy makijaż i stajemy przed lustrem nagie nie mogąc poudawać, że mamy mniej lat, mniej zmarszczek, mniej kilogramów, ale za to bardzo dużo łez, bo ciągle ktoś nam mówi, że nie możemy pokazać tego, jakie jesteśmy. Na wielu polach, w bardzo wielu aspektach. I po co tak? I czemu? I co można z tym robić? Jak myślisz? Rozorujesz? Znasz? A może znasz jakieś fajne inicjatywy (bo jest tego coraz więcej) promujące pokazywanie kobiet, kobiecych ciał takimi jakie są? Z miłością i szacunkiem, bez obrażania, że pokazują swoje stare, brzydkie, grube ryje? . . #bezfiltra #bezfiltrów #autentyczność #selflove #akceptacja #akceptacjasiebie #narcystyczni #życie #życiowe #selfie #beyourself #byćsobą #kobieta #kobiecość #wolność #obrazkoterapia

Post udostępniony przez Obrazkoterapia (@obrazkoterapia)

7. zdrowaglowa

Jest to niewątpliwie jeden z najistotniejszych polskich profili opowiadających o zdrowiu psychicznym – nie mogło więc zabraknąć go w naszym zestawieniu! „Zdrowa głowa” to także nazwa strony internetowej, na której znaleźć można całą masę pomocnych artykułów. Ich baza jest całkiem spora, ponieważ ów projekt ma już kilka dobrych lat. Psycholożki, które są jego twórczyniami, rozpoczęły swoje działania jeszcze w czasie studiów. Obecnie są już na zupełnie innych etapach, lecz obszar zdrowia psychicznego wciąż jest im bliski – świadczy o tym chociażby fakt, że jedna z twórczyń, Joanna Gutral, została psychoterapeutką! „Zdrowa głowa” to bez wątpienia bezpieczna przestrzeń, w której najważniejsze jest to, jak się czujesz. Do tego merytoryka, rozmowy ze specjalistami i ogrom ciepła, jakie bije od zebranej wokół projektu społeczności – bo temat zdrowia psychicznego powinien nas do siebie zbliżać, a nie oddalać!

 

Wyświetl ten post na Instagramie.

 

Dziś obchodzimy Światowy Dzień Psychoterapii. Psychoterapia to metoda leczenia o udowodnionej naukowo skuteczności. Materią pracy terapeutycznej jest konfrontacja ze swoimi myślami, emocjami, zachowaniami, schematami, wspomnieniami i doświadczeniami. Każdy z nas jest w nie wyposażony i nabywa je z każdym kolejnym dniem swojego życia. Również każdemu z nas zdarza się, że nie zawsze zjawiska te są wspierające dla naszego funkcjonowania. Wówczas na arenę dbania o siebie i swoje zdrowie wkracza psychoterapia, niekiedy samodzielnie, innym razem wsparta farmakoterapią i innymi odziaływaniami. Psychoterapia nie jest łatwa, lekka, szybka i przyjemna. Jest to metoda leczenia, która wiąże się z konfrontacją z tym, co często jest dla nas niełatwe i nieprzyjemne. Po co? Czasem łykamy gorzkie tabletki, aby wyzdrowieć. Czasem musimy doświadczyć, przetrawić i przeformułować nieprzyjemne doznania i myśli, aby zapewnić sobie zdrowienie i lepsze funkcjonowanie. Jest to proces pełen wzlotów i upadków, ale także droga do poznania siebie i pełnego życia. Wszystkim psychoterapeutom_kom, superwizor_kom, ale przede wszystkim ich pacjentom_kom, życzymy pracy i współpracy – w zakresie osobistym i zawodowym, a przede wszystkim w realizacji celów terapeutycznych.

Post udostępniony przez Zdrowa Głowa (@zdrowaglowa)

Zobacz też: Ktoś, kto może pomóc – kim jest psycholog, psychoterapeuta, psychiatra?

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW (dziennikarstwo). Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS, jest też byłą słuchaczką studiów podyplomowych Gender Studies na UW. Współautorka książki "Kobiety bez diety".

Ewa Niespodziana – modelka czy Instamama? „Zawsze chciałam być młodą mamą”

Ewa Niespodziana
Fot. Instagram eniespodziana

Ewa Niespodziana to modelka, finalistka 6. edycji programu Top Model na TVN. Obecnie jest pełnoetatową mamą oraz Instagramerką. Sama siebie określa jako „infuencerka parentingowa”. Co robi na co dzień? Zajmuje się półtorarocznym synkiem Wiktorem oraz rozwija autorski projekt „Znani w szkole”.

Alina Windyga-Łapińska: Kim jesteś – modelką, fotomodelką, Instagramerką?

Ewa Niespodziana: Obecnie głównie mamą. Określiłabym siebie jako „influencerkę parentingową”. Modelką wybiegową już nie jestem. Nie wyobrażam sobie czekać 10 godzin na wyjście, podczas gdy synek tęskni za mną w domu. Nie jestem typem podporządkowanym i pokazy mi nie leżą. Już bliżej mi do fotomodelki.

Dlaczego zdecydowałaś się zostać młodą mamą? 19 lat to nie jest obecnie typowy wiek na myślenie o dziecku. Tym bardziej, gdy dopiero co zyskałaś rozgłos i szansę na światową karierę.

Zawsze chciałam być młodą mamą. Uwielbiam dzieci, mam o 9 lat młodszą siostrę, którą zajmowałam się od maleńkości. Moim zdaniem na decyzję o dziecku nie ma idealnego momentu, bo zawsze znajdzie się coś, co będzie odsuwać nas od myśli o zostaniu mamą. Praca, kariera, nauka…

Od kiedy pamiętam, obserwowałam młode mamy na placach zabaw. Podziwiałam ich zapał, energię i kreatywność. Myślałam: „Też chcę taka być”.

Przypomina mi się jeden weekend, gdy razem z partnerem siedzieliśmy w parku i rozmawialiśmy o przyszłości. Obserwowaliśmy rodziny z dziećmi i zastanawialiśmy się: „Nasz związek jest udany, ale czegoś nam brakuje…”. To cudowne, gdy decyzja o dziecku jest wspólna. Czułam, że to właśnie z tym facetem chcę stworzyć rodzinę. Oboje zapragnęliśmy dziecka i informacja o ciąży była spełnieniem naszych marzeń.

Jakie są zalety bycia młodą mamą?

Będąc młodą mamą bez problemu wstaje się w nocy do malucha – każda z nas pamięta zapewne, jak zarywała noce na naukę bądź imprezowanie. Młody organizm ma to do siebie, że regeneruje się bardzo szybko. Poza tym bycie młodym rodzicem to rzadkość w dzisiejszych czasach i to sprawia, że czuję się wyjątkowo zmotywowana.

Bycie młodą mamą ma mnóstwo zalet, ale również wad. Urodziłam synka w wieku 21 lat, kiedy większość młodych ludzi bawi się na imprezach, spotyka się ze znajomymi, pije wino i chodzi na randki. Ja w tym czasie miałam inne priorytety, takie jak – nakarmić malucha, zmienić pieluszkę, zrobić obiad, posprzątać, ugotować i wyprasować.

Zobacz też: Japiszebloga – dwoje maluchów, dwa inne światy!

 

Czy dostajesz dużo nieproszonych rad? Jak sobie z nimi radzisz?

Jako kobieta w ciąży, później już mama, dostawałam mnóstwo rad i ostrzeżeń – całą masę! Oto niektóre z nich: Nie trzymaj dziecka w ten sposób, bo zrobisz mu krzywdę; Jak będziesz tuliła, przytulała to maluch się przyzwyczai i nie da Ci żyć; Przez pierwszy rok musisz cały czas siedzieć z dzieckiem, żeby nie miało lęku separacyjnego.

I co? Trzymałam tak, jak podpowiada mi intuicja – tuliłam wtedy, kiedy mieliśmy obydwoje potrzebę bliskości, kiedy dziecko nie mogło zasnąć i wcale nie uważam, by to zabrało mi życie. Wręcz przeciwnie – trzymać swój mały skarb w rękach, wiedząc, że dla niego jesteś najważniejszą osobą to cudowne uczucie!

Jakim typem matki jesteś – wyluzowanej koleżanki czy Matki Polki?

Czasami słyszę, że mam odrobinę za luźne podejście do rodzicielstwa. Czasem jest to wręcz mylone z zaniedbaniem! Absolutnie się z tym nie zgadzam. Wydaje mi się, że rodzice często za bardzo pilnują swoich pociech i wszystkiego zabraniają. Ja staram się̨ nie ograniczać rozwoju dziecka. Wraz z partnerem chcemy dać mu możliwość budowania poczucia własnej wartości i poznawania świata, oczywiście w granicach rozsądku. Chcemy go nauczyć wszystkiego, ale przede wszystkim zależy nam, żeby nie bał się nowych rzeczy. Dziecko dużo czuje i rozumie, wyczuwa emocje. Gdy ja jestem spokojna, on też. Chcemy mu dać możliwość wyboru, popełniania błędów.

Myślę, że nie jestem typową Matką Polką. Uwielbiam spędzać czas ze swoim dzieckiem, ugotować obiad, posprzątać, wyprać, ale wiem, że nie potrafiłabym zrezygnować z pracy, aby siedzieć jedynie w domu z dzieckiem. Absolutnie. Na moim Instagramie chcę pokazać Wam siebie, ale również to, że mając dziecko, można założyć własną działalność i zacząć coś nowego – zadbać o siebie. Ja właśnie przy dziecku zupełnie się przeorganizowałam, np. zaczęłam pisanie e-booka, który mam nadzieję, ujrzy światło dzienne przed końcem roku.

Relacja z dzieckiem według mnie powinna być prosta, ale przepełniona miłością. Niektórzy ludzie wariują, skupiają się tylko na dziecku. Są również rodziny, które przez kilka lat nie wyjeżdżają nigdzie na wakacje ze względu na malucha – bo za małe, bo się boję, bo coś… i tak w kółko. Jak to się mówi – ten kto nie chce, znajdzie powód, ten kto chce, znajdzie sposób.

Chcesz dowiedzieć się więcej? Przeczytaj WYWIAD z Ewą Niespodzianą w magazynie Chcemy Być Rodzicami (styczeń 2020), str. 66

Alina Windyga-Łapińska

Dziennikarka portalu Współczesna Rodzina. Absolwentka resocjalizacji na Uniwersytecie Warszawskim. Kilka lat przepracowała w dziale HR zagranicznych firm produkcyjnych, podczas urlopu macierzyńskiego rozpoczęła przygodę z dziennikarstwem i social mediami.

Stewardessa, pilot i kot – wywiad z Dominiką i Filipem Kocurami

Stewardessa, pilot i kot - wywiad z Dominiką i Filipem Kocurami
Fot. archiwum prywatne - Dominika i Filip Kocur

Stewardessa i pilot, para z Warszawy. Mimo tego, że dużo wyjeżdżają (w końcu na tym polega ich praca) zdecydowali się zaadoptować kota z fundacji. Szarowłosa Zosia trafiła do nich kilka miesięcy temu. Z miejsca podbiła serca opiekunów – nie tylko Dominiki i Filipa, ale również sąsiadów i znajomych, którzy zajmują się nią podczas nieobecności opiekunów.

Alina Windyga-Łapińska: Ciekawi mnie Wasza historia – jak się poznaliście?

Dominika Kocur: Oboje pochodzimy z Gliwic. Poznaliśmy się w szkole średniej, chodziliśmy do jednej klasy. Parą zostaliśmy w klasie maturalnej – idąc razem na studniówkę. W szkole działaliśmy wspólnie w samorządzie, organizowaliśmy różnego rodzaju wydarzenia kulturalne, przedstawienia, koncerty charytatywne. Od początku mieliśmy wiele wspólnych pasji.

Czy dzieliliście również pasję do lotnictwa?

Filip Kocur: Nie. Lotnictwo od zawsze było moim głównym zainteresowaniem i celem, do którego chciałem dążyć. Dominika płakała, gdy mówiłem, że chcę zostać pilotem.

Dominika: To prawda. Filip marzył o zostaniu pilotem wojskowym. Rozpaczałam z tego powodu, ale on nie zważał na to i konsekwentnie dążył do celu. Już w wieku 16 lat latał szybowcem i robił licencję na samoloty. Mnie bardziej zajmowała muzyka, granie, śpiewanie. Nigdy nie leciałam samolotem i nie interesowało mnie to.

Potem już, będąc parą, poszliśmy na różne studia. Filip do Dęblina do szkoły lotniczej („szczęśliwie” nie dostał się na studia wojskowe, tylko cywilne), a ja na rusycystykę do Krakowa. 3,5 roku żyliśmy w związku na odległość.

Filip: Ubolewałem nad tym, że nie dostałem się do wojska, ale w końcu stwierdziłem, że studia cywilne też są ok. Po trzecim semestrze wybrałem specjalizację pilotaż. Bardzo trudno jest się na nią dostać, ponieważ z bardzo dużej liczby chętnych studentów uczelnia rekrutuje tylko 20 osób – przyszłych pilotów.

Jak to się stało, że oboje zaczęliście „pracę w przestworzach”?

Dominika: Nigdy wcześniej nie interesowało mnie latanie ani świat lotniczy. Jednak będąc ze studentem pilotażu, odwiedzając go regularnie w Dęblinie, poznawałam jego środowisko. Filip jest z natury małomówny, ze mnie za to niezła gaduła. Samoloty to jedyny temat, na który on lubił rozmawiać, byłam więc poniekąd zmuszona zacząć zgłębiać lotnicze tematy i nie ukrywam – wtedy narodziła się u mnie prawdziwa ciekawość przestworzy i latających maszyn.

Gdy ktoś pytał się mnie, co chcę robić po studiach – mówiłam, że zostanę tłumaczem albo asystentką w zagranicznej firmie. A jak nie, pójdę na stewardessę! Mówiłam to jako żart.

Moja praca w lotnictwie to szczęśliwy przypadek, który wszystko zmienił. Na czwartym roku studiów Filip wysłał do mnie ogłoszenie, że linia lotnicza z Warszawy poszukuje stewardess z językiem rosyjskim.

Filip: Wysłałem, bo byłem ciekawy, co to za firma. Chciałem, żeby Dominika poszła na rekrutację, spróbowała swoich sił i jednocześnie sprawdziła, z czym wiąże się mój świat i wizja na przyszłość.

Dominika: Dzień przed rozmową mówiłam, że chyba jednak nie pojadę, bo musiałam wstać o 4 rano na pociąg z Krakowa do Warszawy, ale zrobiłam to i… dostałam tę pracę! Moja firma obsługuje klientów VIP, oferuje loty dyspozycyjne samolotami klasy biznes.

A Ty, Filipie, kiedy rozpocząłeś pracę jako pilot?

Filip: Zaraz po studiach. Firma, dla której pracuje, współpracuje z uczelniami wyższymi i prowadzi rekrutację bezpośrednio w szkole. Wybrali kilka osób i ja byłem w tej szczęśliwej grupie.

Niestety, moja pierwsza baza była w Rumunii, w mieście Timisoara, co oznaczało rozstanie z rodziną. To był ciężki czas. Na szczęście po pół roku udało mi się przenieść do Anglii, a następnie do Warszawy, gdzie mieszkała Dominika.

Jak wygląda Wasz dzień pracy?

Filip: Ja, jako pierwszy oficer, przed lotem przygotowuję dokumentacje, następnie omawiam ją z kapitanem. Podejmujemy decyzje na podstawie informacji operacyjnych i pogodowych – ile potrzebujemy paliwa i jak podzielimy swoje role w danym dniu. Następnie mamy wspólny briefing pilotów i załogi pokładowej. Omawiamy trasę lotu, pogodę, możliwe turbulencje i ewentualne sytuacje niestandardowe bądź niebezpieczne. Przepisy bezpieczeństwa kładą nacisk na kooperacje w miłej atmosferze, oczywiście z zachowaniem hierarchii służbowej. Po briefingu idziemy do samolotu.

W lotnictwie low costowym, w którym pracuje, zawsze startujemy i wracamy do bazy macierzystej, latamy w tę i z powrotem. Jeżeli mamy lot poranny to wracamy do domu ok. 14:00, jeżeli wieczorny to ok. 22-23.

Moja firma ma jedną z najmłodszych flot na świecie. Filozofią lotnictwa niskokosztowego jest oszczędność na wszystkim poza bezpieczeństwem i flotą. To bardzo ważne, ponieważ nasi pasażerowie mogą być pewni, że swoją podróż do miejsca docelowego odbędą stosunkowo nowym samolotem oraz z zachowaniem najwyższych możliwych standardów bezpieczeństwa

Dominika: Moja praca diametralnie różni się od modelu przedstawionego przez Filipa. Obecnie jestem na dyżurze pod telefonem – taki dyżur trwa 14 dni. W przypadku wezwania mam dwie godziny na pojawienie się na lotnisku. Cały czas mam, a przynajmniej powinnam mieć, spakowaną walizkę.

Wykonujemy loty dyspozycyjne dla klientów prywatnym odrzutowcem. Firma ma kilka samolotów do wynajęcia. Klient płaci za godzinę lotu, nie za liczbę pasażerów, sam decyduje gdzie i o której godzinie chce polecieć.

Jak nie ma lotu powrotnego, nie wracam do bazy. Latamy wszędzie, głównie do Rosji, Stanów Zjednoczonych oraz do destynacji typowo wakacyjnych – na południe Europy, Malediwy, Seszele czy Karaiby. Muszę mieć ważny paszport i książeczkę szczepień. W przerwach firma zapewnia hotel 4-5 gwiazdkowy. W pracy używam głównie języka rosyjskiego, częściej niż angielskiego. Mogę więc praktykować wiedzę zdobytą podczas studiów, co jest dla mnie bardzo wartościowym atutem tej pracy.

Nasza firma czasami chwali się sławnymi pasażerami, czasami to oni sami wrzucają fotki na Instagrama z naszym samolotem. Latają z nami najważniejsi politycy, muzycy, celebryci.

Zobacz też: Miejsce wypełnione miłością. Wywiad z Magdaleną Różczką

Co lubicie w Waszej pracy, a czego nie?

Filip: Lubię, że nie chodzę do pracy za karę. Coś, co jest moją pasją, pozwala mi zarabiać na życie. Podoba mi się, że każdy dzień przynosi coś nowego. Przed lotem odczuwam stres – ale taki pozytywny. Do latania trzeba podchodzić z pokorą i respektem. Należy wierzyć w umiejętności swoje i kolegów, ale jednocześnie mieć też w głowie myśl, że jesteśmy tylko ludźmi popełniającymi błędy, które poprzez współpracę można zawsze naprawić.

Dominika: Mnie praca nie stresuje. Podczas pobytów za granicą mogę uporać się ze zwykłymi domowymi frustracjami, mam czas tylko dla siebie. Kiedy jestem w Warszawie uwielbiam zajmować się domem, gotować, dogadzać mężowi. Będąc na wylocie, mieszkając w hotelach, jedząc w restauracjach, mam wszystko podane, nie muszę gotować, ani sprzątać. To miła odskocznia od codziennych obowiązków.

Nienawidzę wstawać wcześnie rano i w nocy na loty. Najgorszy jest moment wyjścia z domu. Zostawienie męża w ciepłym łóżku i wyjście ze świadomością, że nie będzie mnie tydzień albo dwa, nigdy nie jest to łatwe. Czasami nie wiadomo, gdzie będziemy lądować, czy w mroźnej Moskwie, czy gorącej Nicei. Muszę mieć przygotowaną garderobę na każde warunki atmosferyczne.

Jak podczas wyjazdów radzicie sobie z rozłąką i samotnością? A może nie odczuwacie tego w negatywny sposób?

Filip: Nie do końca podoba mi się praca Dominiki. Dlaczego? Nie lubię, gdy Dominiki nie ma w domu. Jestem domatorem, ale nie samotnikiem. Słabo radzę sobie z jej nieobecnością, wolałbym, aby w naszym życiu nie było takich długich okresów nieobecności.

Dominika: Gdybym poszła do pracy biurowej, to wcale nie miałbym więcej czasu…

Na studiach to ja gorzej radziłam sobie z rozłąką. Obecnie czas spędzony za granicą maksymalnie wykorzystuje – zwiedzam sama albo wraz z załogą. Zawsze mam plan, nigdy się nie nudzę.

Różnimy się. Ja jestem pełna energii, cały czas coś planuje, staram się wykorzystać czas maksymalnie. Filip ma potrzebę bycia w domu, nie szuka tylu wrażeń. Jednak nadal lubimy razem podróżować i aktywnie spędzać czas – zimą na nartach, latem na kajcie.

Kotka Zosia

Kotka Zosia Fot. archiwum prywatne

Dlaczego zdecydowaliście się na adopcję kota z fundacji?

Filip: Ze mną koty były od zawsze, o czym świadczy moje nazwisko – Kocur. Od dziecka w moim domu były zwierzęta. Gdy wyjechałem na studia do Dęblina, wziąłem ze sobą mojego kota. Podróżowałem z nim tam i z powrotem – co weekend do Gliwic (do rodziców) lub do Krakowa (do Dominiki). Potem mieliśmy wspólnie z Dominiką dwa koty rasy brytyjskiej, niestety, już odeszły z powodu choroby. To była Handra (przez samo H) i Armani.

Po studiach, gdy wyprowadziliśmy się na stałe z domu rodzinnego, nie wyobrażałem sobie, aby nie było wokół nas szczęścia w postaci kociaka. Zaczęliśmy się zastanawiać i postanowiliśmy, że tym razem nie weźmiemy kota rasowego z hodowli, tylko takiego, którego szczęście opuściło.

Jak trafiła do Was Zosia?

Dominika: Zosię wzięliśmy z fundacji „Koty z Grochowa”. Koleżanka z pracy powiedziała mi o tej fundacji. Zaczęłam obserwować jej profil na Facebooku i dowiedziałam się, jak wygląda procedura adopcji. Pewnego dnia, przeglądając Facebooka, trafiłam na post ze zdjęciem Zosi – szary kot umaszczony jak nasze Brytyjczyki. Wysłałam zdjęcie Filipowi. Nie, żebym namawiała go na wzięcie kota, chciałam jedynie zobaczyć jego reakcje – a ona przerosła moje oczekiwania! Powiedział, żebym od razu (on akurat był na wyjeździe) pojechała ją zobaczyć. „Nie ma opcji, musimy mieć Zosię” – mówił. Tak więc pojechałam na pierwsze spotkanie sama.

Zosia była maleńka, miała 6-7 miesięcy. Została znaleziona na ulicy przy ośrodku dla bezdomnych mężczyzn. Była zima, a ona nie miała futerka zimowego. Miała hipnotyzujące oczy, w których od razu się zakochałam.

Zastanawialiśmy się, czy nie wziąć dwóch kotów, ale nie zdecydowaliśmy się na to ze względu na małe mieszkanie. Myślę, że dobrze zrobiliśmy, bo fundacja ostrzegała nas, że Zosia może mieć problem z aklimatyzacją, podczas mieszkania w azylu miała problem z posikiwaniem. Jednak jak przywieźliśmy ją do domu, od razu wiedziała jak trafić do kuwety. W azylu była wycofana, bała się innych kotów. U nas w domu rozkwitła.

Dlaczego, mimo swojego trybu życia, zdecydowaliście się na adopcję kota? Wiele osób mówi, że chciałoby mieć zwierzę w domu, ale nie ma dla niego czasu.

Dominika: Wiedzieliśmy, że kot będzie dużym ograniczeniem. Koty nie lubią nowych miejsc, są zwierzętami terytorialnymi. Początkowo nie mogłam uwierzyć kociej behawiorystce, że kotu samemu w domu będzie lepiej, niż ze mną na wyjeździe. Dla kota podróż to stres i może nawet się od tego rozchorować. Wierzyliśmy, że z odrobiną pomocy będziemy mogli zapewnić kotu właściwą opiekę na miejscu.

Zaangażowaliście wiele osób w opiekę nad Zosią, między innymi sąsiadów. Czy było to trudne zadanie?

Dominika: Pierwszy raz pomogła koleżanka z pracy, potem druga koleżanka z pracy. Jednak one też latają i ciężko je uchwycić. Trzeba było zaczerpnąć pomocy z zewnątrz. Narodził się więc pomysł, aby uwierzyć w ludzi i zaangażować społeczność sąsiedzką. „Na pewno nie jesteśmy jedyną parą z kotem w okolicy” – pomyśleliśmy: „Może ktoś nas zrozumie i pomoże!”

Nawiązaliśmy kontakt z trzema parami z osiedla i to oni pomagają nam podczas nieobecności. Niestety, póki co, nie mamy okazji się odwdzięczyć, ale okazuje się, że to wcale nie jest problem. Ludzie odwiedzają nas bezinteresownie.

Zosia daje nam wiele szczęścia. Rozmiękcza nasze serca – ma wdzięczność w oczach. To nic, że przybyło nam obowiązków – wizyty u weterynarza, zakup karmy. Uczy nas to organizacji dnia. Zosia nas scala, łączy, a obowiązki nad nią sprawiły, że staliśmy się sobie jeszcze bliżsi.

Filip: Kot to duża odpowiedzialność, nie na rok, ani dwa, ale na bardzo długi czas.

Dziękuję za rozmowę.

PS. Rozmowa ta odbyła się kilka miesięcy temu. W międzyczasie Państwo Kocurowie zostali rodzicami. Niedawno, razem z kotką Zosią, przeprowadzili się w rodzinne strony na Śląsk.

Zobacz też: Pies – najlepszy przyjaciel rodziny? Wywiad z trenerką psów

Alina Windyga-Łapińska

Dziennikarka portalu Współczesna Rodzina. Absolwentka resocjalizacji na Uniwersytecie Warszawskim. Kilka lat przepracowała w dziale HR zagranicznych firm produkcyjnych, podczas urlopu macierzyńskiego rozpoczęła przygodę z dziennikarstwem i social mediami.

Czy wiesz, jak gra na instrumencie wpływa na dzieci? To może zaskoczyć!

gra na instrumencie

Neurolodzy odkryli, że gra na instrumencie korzystnie wpływa na rozwój mózgu dziecka. Dzieci wyszkolone muzycznie mają lepszą pamięć, są uważniejsze i bardziej kreatywne. Wyniki przeprowadzonego badania zostały opublikowane w czasopiśmie Frontiers in Neuroscience.

Gra na instrumencie vs pamięć robocza dziecka

Zespół kierowany przez dr Leonie Kausel, skrzypaczkę i neurobiolog, przetestował uwagę i pamięć roboczą dzieci. W badaniu udział wzięło 40 chilijskich dzieci w wieku od 10 do 13 lat – 20 z nich przez co najmniej dwa lata grało na instrumencie – ćwiczyło co najmniej 2 godziny tygodniowo i regularnie grało w orkiestrze lub zespole. Z kolei dwadzieścia dzieci z grupy kontrolnej nie miało żadnego wykształcenia muzycznego poza szkolnym programem nauczania.

Ich uwagę i pamięć roboczą oceniono za pomocą wcześniej opracowanego i sprawdzonego „zadania bimodalnej (słuchowo-wizualnej) uwagi i pamięci roboczej”. Naukowcy monitorowali aktywność mózgu dzieci za pomocą funkcjonalnego rezonansu magnetycznego, wykrywając nawet niewielkie zmiany w przepływie krwi w mózgu.

Zobacz też: Zabawa lalkami Barbie aktywuje u dzieci obszary mózgu związane z… – sprawdź, co pokazują badania!

Jak przebiegało badanie?

Dzieci zostały poproszone, aby skupiły się na jednym, obu lub żadnym bodźcu z pary – abstrakcyjnej figurze i krótkiej melodii, które prezentowane były jednocześnie przez 4 s – była to tak zwana „faza kodowania”. Dwie sekundy później dzieci zostały poproszone o przypomnienie sobie tego co widziały i słyszały „faza odzyskiwania pamięci”.  Naukowcy zmierzyli również dokładność odpowiedzi i czas reakcji.

Co się okazało? Pomiędzy dziećmi z dwóch grup nie zaobserwowano różnicy pod względem czasu reakcji. Jednak dzieci wyszkolone muzycznie znacznie lepiej radziły sobie z zadaniem pamięciowym.

Zatem przeprowadzone badanie dowodzi, że powinniśmy zapisywać dzieci na zajęcia muzyczne?

Oczywiście, poleciłabym. Uważam jednak, że rodzice powinni zapisywać swoje dzieci na zajęcia muzyczne nie tylko dlatego, że oczekują, że pomoże im to w poprawie ich funkcji poznawczych, ale także dlatego, że jest to również aktywność, która zapewni im radość i możliwość uczenia się uniwersalnego języka muzyki – mówi dr Leonie Kausel, którą cytuje portal News Medical

Źródło: News Medical