Przejdź do treści

Jak wygląda ciało po porodzie? Mama czwórki dzieci obala mit i pokazuje swoje zdjęcia

ciało po porodzie
fot. Pixabay

Rozstępy, obwisła skóra, niechciane fałdki. Choć to nie reguła, tak zazwyczaj wygląda ciało po porodzie. Pewna blogerka postanowiła podzielić się zdjęciami swojego ciała po urodzeniu czwórki dzieci.

Kult ciała widoczny jest wszędzie. Szczupłe modelki spoglądają na nas z billboardów, gazet i reklam. „Chcesz schudnąć po ciąży? Przecież to nic trudnego!” – przekonują nas wszędzie blogerki, które wyretuszowanymi zdjęciami potęgują narastająca frustrację u części kobiet, którym schudnąć wcale nie jest tak łatwo.

Tak było też w przypadku mamy czwórki dzieci – Mel Watts z Central Coast w południowej Walii. Po każdej ciąży kobieta próbowała przestrzegać diety, aby wrócić do formy sprzed ciąży.

Zobacz także: 42-latka urodziła… dwudzieste dziecko!

Ciało po porodzie – czyli jak wygląda rzeczywistości

W czerwcu 2017 roku po urodzeniu czwartego dziecka przekonała się, że powrót do dawnej figury jest praktycznie niemożliwy. Największym problemem był w jej przypadku nadmiar skóry, który pozostał po odchudzaniu.

Jak przyznała, im bardziej chudła, tym więcej obwisłej skóry się pojawiało. Mel postanowiła podzielić się zdjęciami swojej sylwetki na Facebooku.

ciało po ciąży

fot. facebook Mel Watts – The Modern Mumma

ciało po ciaży

fot. facebook Mel Watts – The Modern Mumma

ciało po ciąży

fot. facebook Mel Watts – The Modern Mumma

Jeśli jesteś taka jak ja, bądź dla siebie miła. I dziękuj Bogu za spodnie z wysokim stanem. Albo nie przejmuj się i pokazuj wszystko w bikini. Mamy tylko jedno życie! – wyznaje Mel.

I choć wciąż nie podoba jej się obecna sylwetka, Watts zdradza, że nie walczy już o idealne ciało. Obecny wygląd wiąże się z tym, że wydała na świat czworo pięknych i zdrowych dzieci.

Źródło: WP Kobieta

materiał prasowy

Materiał prasowy redakcja otrzymuje, gdy firmy, stowarzyszenia, fundacje i inne organizacje chcą poinformować naszych czytelników i czytelniczki o aktualnościach, wydarzeniach, eventach, nowych produktach czy konferencjach.

Pozwalają słuchać muzyki, a przy tym mierzą temperaturę i tętno dziecka. Inteligentne słuchawki wkraczają na rynek

Mały, uśmiechnięty chłopczyk w słuchawkach
Fot.: Alireza Attari /Unsplash.com

Rynek medycznych urządzeń wearables, czyli inteligentnych akcesoriów do noszenia na ciele, rośnie bardzo dynamicznie. Coraz więcej urządzeń do monitorowania parametrów życiowych projektuje się dziś w formie… słuchawek.

Innowacyjne słuchawki poza standardową funkcją odsłuchu muzyki pozwalają także na bieżąco kontrolować temperaturę ciała, tętno, a nawet natlenienie organizmu. Wyniki wyświetlane są na smartfonie. Wykorzystanie do tego celu właśnie słuchawek nie jest przypadkowe. Eksperci wskazują, że pomiary w wewnętrznym przewodzie słuchowym są niezwykle dokładne.

Co ciekawe, takie rozwiązania dedykowane są nie tylko dorosłym. Wkrótce na rynku pojawią się wielofunkcyjne słuchawki przeznaczone dla dzieci. Nad takim modelem pracuje obecnie firma Cosinuss.

– Umieszczając urządzenie wewnątrz kanału słuchowego możemy uzyskać wyższą precyzję monitorowania tętna w sposób ciągły i wygodny – mówi dr Johannes Kreuzer, prezes zarządu firmy Cosinuss, w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje podczas targów CEBIT 2018 w Hanowerze.

Ciekawym rozwiązaniem będzie opcja ciągłego monitorowania temperatury podczas snu w sytuacji gdy dziecko jest chore i gorączkuje.

–  W przypadku chorego dziecka możemy obserwować, czy gorączka spada, czy wzrasta, a także czy zastosowane leczenie jest skuteczne W przypadku przekroczenia ustalonej wartości otrzymamy powiadomienie. Jednocześnie na smartfonie możemy obserwować barwną prezentację mierzonego zakresu temperatur – informuje prezes zarządu Cossinuss.

Słuchawki będzie można podłączyć przez Bluetooth do niemal każdego smartfona. Mają zadebiutować na rynku we wrześniu br.

CZYTAJ RÓWNIEŻ: Niebezpieczna zabawka, którą kochają dzieci. Lepiej ją wyrzuć, zanim będzie za późno!

Nie tylko douszne słuchawki. Co jeszcze oferuje rynek?

Badanie parametrów życiowych poprzez urządzenia douszne od lat zyskuje na popularności. W ofercie sklepów z elektroniką możemy znaleźć też m.in. termometry douszne oraz czujniki tętna, składające się z klipsa na ucho (wraz z przewodem) oraz modułu odbiornika. Wyniki pomiarów wyświetlane są na monitorze po uprzednim podłączeniu narzędzia przez port szeregowy. Nabyć można również m.in. douszny czujnik saturacji, czyli nasycenia hemoglobiny tlenem.

Jak zauważają eksperci, urządzenia wearables są najszybciej rozwijającym się segmentem rynku. To efekt coraz większej liczby chorób cywilizacyjnych, a także rosnącej świadomości konsumentów w zakresie kondycji i zdrowia.

Źródło:innowacje.newseria.pl

POLECAMY TEŻ: Innowacyjna maskotka wesprze sen dziecka i odciąży rodzica. Wymyśliły ją Polki

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na UW. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

Pearl Jam wspiera Ogólnopolski Strajk Kobiet. Niezwykły gest muzyków podczas koncertu w Krakowie

Pearl Jam wspiera Ogólnopolski Strajk Kobiet
fot. Facebook - Pearl Jam

3 lipca w Krakowie zagrał kultowy grunge’owy zespół Pearl Jam. Oprócz świetnego show i dawki znakomitych dźwięków, muzycy zaskoczyli Polaków w nietypowy sposób.

Pearl Jam znany jest ze swojego zaangażowania w życie polityczne. 1 lipca podczas koncertu w Pradze wokalista Eddie Vedder pokazał plakat zapraszający do udziału w proteście przeciwko zaostrzeniu prawa aborcyjnego w Polsce.

Zobacz także: Grozi nam nie tylko zakaz aborcji. Czy przed nami też koniec in vitro i badań prenatalnych?

Pearl Jam wspiera Ogólnopolski Strajk Kobiet

Dwa dni później podczas występu w Krakowie na scenie pojawiło się logo Ogólnopolskiego Strajku Kobiet. – Nie można się poddawać, trzeba walczyć – mówił ze sceny Vedder.

To nie jedyne odniesienie do polityki, jakie padło tamtego dnia. Na scenie pojawił się również transparent z napisem „F*ck Trump” (co oznacza „Pie*rzyć Trumpa”).

Zobacz także: Kaja Godek: in vitro powinno być zabronione, to patologia

Projekt ustawy „Zatrzymaj aborcję”

W poniedziałek 2 lipca posłowie zajęli się obywatelskim projektem ustawy pt. „Zatrzymaj aborcję”, której autorką jest Kaja Godek.

Projekt zakazuje m.in. usuwania ciąży w przypadku nieuleczalnych wad płodu. Sejmowa Komisja Polityki Społecznej i Rodziny zdecydowała, że projektem zajmie się nadzwyczajna podkomisja.

Kaja Godek jest znaną działaczką pro-life. W ostatnich dniach aktywistka była gościem programu „Tłit” Marka Kacprzaka. Podczas rozmowy krytycznie wypowiadała się m.in. na temat in vitro.

– Uważam, że in vitro nie powinno być finansowane. Uważam, że procedura, w wyniku której giną ludzie, bo to są mali ludzie, nigdy nie powinna być finansowana z pieniędzy podatnika, powinna być w ogóle zabroniona. To dotyczy i szczebla lokalnego, i szczebla parlamentarnego – powiedziała Godek w rozmowie z Markiem Kacprzakiem.

Źródło: tokfm.pl, krakow.wyborcza.pl

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

Diagnostyka boreliozy: jakie badania wykonać po ugryzieniu kleszcza [+RABAT!]

Kleszcz na krzaku w lesie. Ilustracja do tekstu: Diagnostyka boreliozy
Fot.: Fotolia.pl

Borelioza to najbardziej znana choroba odkleszczowa i postrach wielu osób, które w ciepłych miesiącach spędzają czas na łonie natury. Choć nie każde ugryzienie kleszcza wiąże się z rozwojem boreliozy, nie warto ryzykować: groźne konsekwencje mogą pojawić się nawet po wielu latach! Jakie objawy powinny zatem wzbudzić twoją czujność i jak zadbać o prawidłową diagnostykę boreliozy? Przeczytaj!

Borelioza – co trzeba o niej wiedzieć?

Borelioza to zakaźna, wieloukładowa choroba wywoływana przez bakterie z gatunku Borrelia (m.in. Borrelia burgdorferi). Zakażenie następuje przez kontakt ze śliną lub wymiocinami kleszcza, który jest nosicielem tej bakterii. Oznacza to, że nie każde ugryzienie przez kleszcza jest równoznaczne z zakażeniem boreliozą. Sama choroba zaś – przy szybkim rozpoznaniu i właściwej antybiotykoterapii – jest wyleczalna. 

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Jak skompletować naturalną apteczkę? Podpowiada farmaceutka

Objawy boreliozy: nie tylko rumień

Warto mieć na uwadze, że borelioza to choroba bardzo trudna w diagnozowaniu. Wynika to z kilku przyczyn. Przede wszystkim każdy organizm reaguje na zakażenie w odmienny sposób, przez co symptomy choroby często są nieswoiste i bywają mylone z innymi schorzeniami. Ponadto krętki Borrelia mogą osiąść w różnych miejscach w organizmie człowieka, co prowadzi z kolei do rozwoju różnorodnych postaci boreliozy (m.in. neuroboreliozy, boreliozy kostnej, zanikowego zapalenia skóry).

Istnieje jednak szereg wczesnych objawów boreliozy, które pojawiają się u wielu chorych:

  • rumień wędrujący – może wystąpić w dowolnym miejscu na ciele (nie tylko w miejscu wkłucia kleszcza!) i jest objawem potwierdzającym zakażenie boreliozą. Nie u każdego jednak uda się zdiagnozować chorobę na tej podstawie. Zgodnie z szacunkami, rumień pojawia się tylko u co 2-3 chorego na boreliozę. A to oznacza, że większość chorych na boreliozę może nawet nie wiedzieć o zakażeniu.
  • objawy grypopodobne – samopoczucie i symptomy kojarzone ze zwykłą infekcją: bóle mięśniowo-stawowe, gorączka i dreszcze lub zwykła ospałość i brak energii, mogą być również objawami boreliozy. Jeśli pojawiają się wkrótce po ugryzieniu kleszcza, niezbędne jest wdrożenie diagnostyki.

Borelioza: rumień wędrujący na nodze

Tak może wyglądać rumień wędrujący. Pojawia się u 30-50% chorych i jest objawem potwierdzającym boreliozę

Co zrobić po wyciągnięciu kleszcza i jak zdiagnozować boreliozę?

Gdy prawidłowo usuniesz kleszcza i zdezynfekujesz miejsce wkłucia, przez kolejne tygodnie dokładnie obserwuj swoje ciało. Szukaj rumienia wędrującego i pamiętaj, by skojarzyć ewentualne objawy grypopodobne z ukąszeniem kleszcza. Jeśli któryś z tych symptomów się pojawi, konieczne jest przeprowadzenie diagnostyki serologicznej. To rodzaj diagnostyki, w której nie szuka się samej bakterii, lecz przeciwciał, które organizm produkuje przeciwko niej.

Przeciwciała pojawiają się po określonym czasie od ugryzienia przez kleszcza.  Aby wynik badania był miarodajny, trzeba z nim poczekać ok. 4-6 tygodni. Diagnostykę utrudnia jednak fakt, że każdy organizm inaczej walczy z patogenem, dlatego poziom przeciwciał wskazujących na boreliozę może być u każdego z nas inny. Zdarzają się też wyniki fałszywie dodatnie i pozornie ujemne.

Innym sposobem, by ocenić zagrożenie boreliozą, jest zbadanie kleszcza, który nas ukąsił. Jeśli okaże się, że nie był on nosicielem bakterii Borrelia Burgdorferi, nie musimy obawiać się zakażenia. Natomiast wykrycie wspomnianego drobnoustroju w owadzie, który nas ugryzł, nie oznacza automatycznie, że osoba, którą kleszcz ugryzł, zachoruje na boreliozę.

Pamiętaj, że diagnostykę boreliozy przeprowadza zawsze lekarz – na podstawie objawów klinicznych oraz wyników badań laboratoryjnych. Co istotne, same pozytywne wyniki testów na boreliozę, gdy nie towarzyszą im objawy choroby, nie są jednoznaczne z rozpoznaniem boreliozy. Zdarza się bowiem, że zakażenie Borrelią (lub inną podobną bakterią) nie rozwija się w chorobę.

Dalsza diagnostyka boreliozy: jakie są procedury?

Standardowa diagnostyka boreliozy jest dwuetapowa. Na obu tych etapach można ją przeprowadzić dla dwóch klas przeciwciał: IgG  i IgM.

Etap pierwszy to testy przesiewowe w kierunku boreliozy: test ELISA lub CLIA (borelioza – p/c IgM i borelioza – p/c IgG). Kolejny etap – potwierdzający – wykorzystuje metodę Western Blot (badania: borelioza p/c IgM met. Western Blot i borelioza p/c IgG met. Western Blot). Pełna zalecana diagnostyka obejmuje wszystkie cztery badania.

Schemat diagnostyki boreliozy: wstępna diagnostyka, testy potwierdzenia, trudności diagnostyczne, monitorowanie leczenia

Poglądowy schemat diagnostyki boreliozy (źródło – www.alablaboratoria.pl)

CZYTAJ TEŻ: UOKiK: 1/3 dziecięcych mebli i artykułów nie spełnia norm bezpieczeństwa. TE cechy powinny cię zaalarmować [INFOGRAFIKA]

Diagnostyka boreliozy: test przesiewowy ELISA/CLIA 

Ten test zaliczany jest do tak zwanej diagnostyki wstępnej, przesiewowej. Oznacza to, że jego pozytywny wynik wymaga jeszcze potwierdzenia kolejnym badaniem – zwykle opisaną niżej metodą Western Blot.

Test przesiewowy ELISA/CLIA w kierunku boreliozy przeprowadza się z krwi, najwcześniej 4-6 tygodni po ukąszeniu. W przypadku negatywnego wyniku czasem zaleca się powtórzenie badania po kilku tygodniach, kiedy liczba przeciwciał we krwi wzrośnie.

Warto mieć świadomość, że jest to test nadczuły – jego celem jest wykrycie wszystkich przypadków boreliozy. To sprawia, że pojawiają się też wyniki fałszywie dodatnie – np. u osób, które nie mają boreliozy, ale cierpią na inne schorzenia.

Zaletą testu jest jego stosunkowo niewysoka cena. Koszt dla obu przeciwciał to ok. 100 zł (50 zł za każde z nich.

Diagnostyka boreliozy: test Western Blot 

Wyniki: pozytywny i wątpliwy wymagają potwierdzenia bardziej precyzyjnym testem w kierunku boreliozy: Western Blot. Wykorzystuje on inną metodykę badania niż test przesiewowy, ale również szuka charakterystycznych przeciwciał w dwóch klasach IgG i IgM.

Niestety, jest też znacznie droższy od testu ELISA/CLIA. Badanie Western Blot dla każdej klasy przeciwciał kosztuje ok. 150 zł (czyli w przypadku obu przeciwciał – ok. 300 zł).

Diagnostyka boreliozy: ELISA/CLIA i Western Blot. Teraz taniej o 25%!

Jeśli w te wakacje ugryzł cię kleszcz, nie zwlekaj z diagnostyką w kierunku boreliozy. Wykorzystaj atrakcyjny KOD RABATOWY od ALAB Laboratoria i Pan Tabletka, a cena pakietu diagnostycznego obniży się łącznie o 25%. Jak to zrobić?

KOD RABATOWY jest ważny do końca lipca 2018 roku (dodatkowe warunki promocji znajdują się w regulaminie sklepu ALAB).


Artykuł powstał na podstawie informacji z bloga Pan Tabletka (we współpracy z ALAB). Więcej informacji: tutaj.


 

POLECAMY TEŻ: Diagnostyka nieprawidłowości w pracy tarczycy. Dlaczego warto się badać?

 

materiał prasowy

Materiał prasowy redakcja otrzymuje, gdy firmy, stowarzyszenia, fundacje i inne organizacje chcą poinformować naszych czytelników i czytelniczki o aktualnościach, wydarzeniach, eventach, nowych produktach czy konferencjach.

W sieci nie jesteś anonimowy. Cyfrowy ślad zdradza, ile zarabiasz, i zawyża ceny produktów

Męskie dłonie na klawiaturze laptopa /Ilustracja do tekstu: Browser fingerprinting. Wie o nas wiele i pozawala zawyżać ceny lotów
Fot.: Glenn Carstens-Peters /Unsplash.com

Narzędzia do śledzenia aktywności w internecie są coraz bardziej wyrafinowane. Dziś mamy do czynienia nie tylko z popularnymi ciasteczkami (plikami cookies), ale też potencjalnie niebezpiecznym browser fingerprintingiem. To „odcisk palca” przeglądarki, dzięki któremu można zidentyfikować samo urządzenie, ale i konkretnego użytkownika. Pozyskane w ten sposób dane mogą skutkować tym, że za tę samą usługę zapłacimy nawet 30% więcej niż inny użytkownik sieci. Jak to możliwe?

Dziś nikt nie ma już chyba wątpliwości, że internet potrafi śledzić nasze działania.

– Tak naprawdę nie sam internet, tylko skrypty i pliki śledzące, które są umieszczane na naszym urządzeniu czy w witrynach internetowych. Bardzo wyrafinowaną formą śledzenia nas w internecie jest tzw. browser fingerprinting, czyli odcisk palca przeglądarki, którego nie da się usunąć. Nawet jeżeli wejdziemy na jakąś stronę, usuniemy pliki cookies, to ta strona w dalszym ciągu jest w stanie śledzić nasze poczynania w sieci – ostrzega Karolina Rut z firmy Sparkbit w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje.

CZYTAJ TAKŻE: Osobisty kurator cyfrowy zamiast strażaka? Te 8 zawodów już wkrótce mogą wybrać nasze dzieci!

Browser fingerprinting. W sieci nikt nie jest anonimowy

Co ciekawe, browser fingerprinting, czyli odcisk palca przeglądarki, zbiera informacje nawet przy wyłączonych plikach cookies. Do odwiedzanej witryny przesyłane są informacje o naszej przeglądarce i na podstawie różnych danych tworzą portret użytkownika. Z tego powodu nasza obecność w sieci nigdy nie jest anonimowa – choć jeszcze do niedawna panowało takie przekonanie.

Kopalnią informacji o użytkownikach są też media społecznościowe (wystarczy wspomnieć choćby nielegalne użycie danych 50 mln użytkowników Facebooka) i historia przeglądarki. Wiele witryn ustala IP komputera, który na nie wchodzi, a tym samym – jego lokalizację. Dane najczęściej są sprzedawane i trafiają na czarny rynek.

– Nasze ślady w sieci są przedmiotem handlu. Wszystkie dane, które zostawiamy – historia przeglądania stron, nasz adres IP, czyli to skąd używamy przeglądarek internetowych – trafiają na aukcje internetowe. Wszystkie te informacje są bardzo cenne, bo dla firmy, która ma świadomość, jakie są nasze dochody, jakie są nasze preferencje, jakie są nasze marzenia, jesteśmy bardzo łatwym łupem pod kątem oferowanych usług – podkreśla Karolina Rut.

Zawyżone ceny lotów? To nie przypadek

Pojedyncze dane nie mają większego znaczenia. Dopiero w połączeniu z innymi informacjami tworzą pełny obraz użytkownika sieci, którego preferencje można poznać i dopasować do nich określone reklamy. Dostawcy treści internetowych przekazują dane (o płci, wieku, sytuacji finansowej czy historii zakupowej) platformom popytu, które zaprogramowane są na wyszukanie użytkowników z określonego segmentu, ustalanego przez agencje mediowe.

– Firmy marketingowe dostają od swoich klientów szczegółowe preferencje dotyczące tego, jakiego klienta poszukują. Załóżmy, że wcześniej wyszukiwaliśmy wycieczki – prawdopodobnie wchodząc na kolejną stronę internetową, wyświetli nam się reklama kolejnej wycieczki, bo jesteśmy preferowanym klientem dla potencjalnej agencji marketingowej, której to z kolei klientem może być firma oferująca różnego rodzaju wyjazdy wakacyjne – mówi ekspertka Sparkbit.

ZOBACZ TEŻ: Przestrzeń od Facebooka wesprze rozwój kompetencji cyfrowych Polaków. Już działa!

Browser fingerprinting odpowiada za bardziej dopasowane reklamy, ale i zawyżanie cen

Wydaje się, że wyszukiwanie danych o użytkownikach sieci jest sytuacją, w której każdy wygrywa. Internauta widzi w sieci reklamy produktów czy usług, którymi jest zainteresowany, a same firmy mogą oferować mu takie produkty, które mogą być mu przydatne. To jednak tylko teoria. Osoby wyszukujące bilety lotnicze wiedzą to najlepiej – po kilku sprawdzeniach połączeń do danego miejsca na stronie pojawiają się znacznie wyższe ceny biletów.

– Na podstawie wszystkich danych, które zostawiamy, firmy są w stanie stwierdzić, jakie są nasze dochody. Niektóre firmy, prowadząc analizy, dowiedziały się, że użytkownicy komputerów Mac z reguły zostawiają o 30 proc. więcej swoich środków w różnego rodzaju sklepach, przez to też mogą oferować dużo wyższe ceny za swoje produkty. Nie jest niczym dziwnym teraz, że za ten sam produkt osoba, która korzysta ze zwykłego komputera PC, będzie miała niższą cenę, niż osoba, która korzysta z komputera Mac – twierdzi Karolina Rut.

Ochrona prywatności w internecie stała się zatem pilną potrzebą wielu użytkowników. Istnieją skuteczne rozwiązania, by chronić się przed wyciekiem danych. To m.in. korzystanie z sieci TOR i szyfrowanie VPN (czyli tworzenie tzw. wirtualnej sieci prywatnej). Można też korzystać ze specjalnych rozszerzeń i aplikacji. Pamiętajmy jednak, że żadna nie gwarantuje nam pełnego bezpieczeństwa i prywatności.

Źródło: newseria.pl

POLECAMY RÓWNIEŻ: UNICEF: Jeden na trzech użytkowników internetu to dziecko

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na UW. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.