Przejdź do treści

Wyrzuty sumienia po odstawieniu dziecka od piersi

Wyrzuty sumienia po odstawieniu dziecka od piersi
W ostatnich dwudziestu latach znacznie więcej kobiet karmi dzieci piersią niż w poprzednich pokoleniach. – fot.Pixabay

Trudno o bardziej emocjonujący temat niż karmienie piersią. Przynajmniej dla kobiet i przynajmniej na pewnym etapie życia. Bo karmienie piersią to fizjologia, emocje, ekonomia i polityka społeczna. To decyzje lub pozory decyzji. To duma  lub poczucie winy i porażki, które czasami trwa wiele lat. To skutki natychmiastowe i konsekwencje na lata.

Natura kontra społeczeństwo

Karmienie piersią zdaje się być czynnością naturalną, niemal fizjologiczną. Teoretycznie karmić piersią może każda kobieta. I większość kobiet rzeczywiście próbuje. Amerykańskie dane mówią, że ponad 80% kobiet ten rodzaj karmienia wybiera, ale już pół roku później piersią karmi jedynie 58%, a zaledwie 25% niemowląt jest karmionych wyłącznie piersią przez pierwsze pół roku życia, zgodnie z wytycznymi Amerykańskiego Towarzystwa Pediatrycznego (dane za Centres for Disease Control and Prevention). Wiadomo też, w ostatnich dwudziestu latach znacznie więcej kobiet karmi dzieci piersią niż w poprzednich pokoleniach.

Można się zastanawiać, dlaczego tak się dzieje. Wydaje się, że powodów jest wiele, nie tylko rosnąca wiedza na temat benefitów – dla dziecka, jak również dla matki – wynikających z tego sposobu karmienia. Jednak tyle, ile wiemy wystarczy, by temat karmienia piersią stał się niezwykle ważny, by każdy miał swoją opinię i głośną wypowiadał. Coraz cichszy natomiast staje się głos matek niemowląt, które podejmują decyzję i zmagają się z jej skutkami. Prawie niesłyszalne stają się wątpliwości, ponieważ mieć wątpliwości czy wahać się oznacza, że chce się dziecku podać butelkę. A jeśli się tę butelkę poda, trzeba zmierzyć się z myślą, że w najlepszym razie dostało ono substytut pokarmu. Czyli z sugestią, że źle opiekuje się swoim dzieckiem.

Zobacz też: Piękno i bliskość karmienia piersią. Kobiecość, czy kontrowersja?

Indywidualnia decyzja o karmieniu piersią

O karmieniu piersią trudno rozmawiać, trudno wyjść poza jednoznaczne „tak” lub „nie”. Trudno mieć wątpliwości, czy też zastanawiać się, co ono oznacza dla tej konkretnej kobiety, czym pierś może być dla jej dziecka. Teoretycznie karmienie piersią jest naturalne. Bo kobieta rzeczywiście wyposażona jest w piersi, w określonych warunkach mogą one wytwarzać pokarm. Jednak wystarczy mniejszy lub większy stres i ten naturalny proces przestaje być naturalny. Również ich fizjologia nie zawsze sprzyja kobietom. Wówczas karmienie jest doświadczeniem fizycznie bolesnym lub też pokarm pojawia się z pewnym opóźnieniem. Można by wówczas powiedzieć, że to również część karmienia – pewien etap, który wytrwała matka musi przetrwać.

Żeby jednak te wstępne trudności przetrwać, kobieta musi mieć odpowiednie zasoby. Karmienie piersią może rzeczywiście nie jest płatne, ale z pewnością nie jest bezkosztowe. Można sobie wyobrazić, że matka, która rodzi kolejne dziecko, potrzebuje wsparcia w zajmowaniu się „starszakami” w czasie, kiedy ona karmi piersią najmłodsze. Na początku tej pomocy trzeba wiele, bo i niemowlę może spędzać wiele godzin przy piersi.

Zobacz też: Masz wpływ na odporność swojego dziecka. Sprawdź, na co zwrócić uwagę! [INFOGRAFIKA]

Młode matki potrzebują pomocy

Kobieta potrzebuje też kogoś, kto zajmie się jej dzieckiem, kiedy ona będzie odpoczywała. Potrzebuje kogoś, kto powie jej, że ból kiedyś minie, kto pomoże dziecko właściwie przystawić do piersi. Potrzebuje też wiedzieć, że podanie dziecku butelki z jej mlekiem lub mieszanką nie zniszczy jego maleńkiego układu trawiennego.

To zadzwiające, jak wiele pomocy potrzebuje młoda matka w czynności tak naturalnej karmienie piersią. Bo decyzja o tym, w jaki sposób będziemy karmić nasze dzieci i w ogóle się nimi opiekować, na co będzie w nas zgoda, a co uznamy za zbyt trudne, rodzi się w kobiecie na długo przed pojawieniem się dziecka. Jeszcze w jej własnym dzieciństwie, kiedy patrzy na własną matkę opiekującą się jej rodzeństwem, ale też kiedy doświadcza bliskości. Bo karmienie piersią to przede wszystkim bliskość. Skrajna. Zależność, którą czasem trudno wytrzymać. Kobiety karmiące piersią, jak również te, które zdecydowały się na butelkę ten aspekt opieki wymieniają jako najtrudniejszy. Mówią czasem nawet o poczuciu uwięzienia. Dziecko zaczyna być przeżywane jak tyran, który chce zatrzymać matkę dla siebie. Jeśli dziecko długo ssie pierś, matka może czuć że staje się pusta, że nic w niej już nie ma.

Zobacz też: Jak karmić malucha, by nie groziły mu niedobory? Poznaj kalendarz żywienia dziecka!

Poczucie pustki wewnętrznej- nieświadome- lub poczucie, że to, co się daje jest niepełnowartościowe lub wręcz trujące może prowadzić do trudności w karmieniu piersią lub przedwczesne zakończenie.

Jeśli z kolei kobieta czuje, że ma niewiele do dania, że sama potrzebuje tych zasobów, które ma sobie lub też, że są one nieodnawialne (bo na przykład nie ma aktualnie lub nie miała w przeszłości) niezbędnego wsparcia emocjonalnego, dziecko będzie wraz z mlekiem zabierało to, czego i tak jest niewiele.

Wreszcie kolejnym powodem, dla którego matki szybko kończą karmienie piersią jest brak kontroli – nad dzieckiem, nad sobą, nad czasem. Matka może obawiać się, że jej dziecko je za mało albo za dużo, nie wiedzieć, czy je odpowiednią ilość, jakiej jakości jest jej pokarm. W gruncie rzeczy jednak może mieć trudność z utratą kontroli. Zamiast tego jednak będzie na przykład chodziła z dzieckiem na częste wizyty lekarskie, szukając potwierdzenia, że wszystko jest w porządku. Bo w karmieniu piersią trzeba jakoś dziecku zaufać. Widzieć, że ono sobie radzi, przyjmuje tyle i tak często, jak tego potrzebuje. I zaufać też sobie, że dajemy dziecku coś wartościowego.

Konsekwencje

To, co widzimy to przysłowiowy wierzchołek góry lodowej. Bywa prosto i bezboleśnie. Ale bywa też trudno i smutno na początku macierzyństwa. Widać to doskonale w dylematach związanych z karmieniem piersią. Prawdą jest to, co mówią osoby stojące po różnych stronach barykady „karmieniowej”, że „wszystko jest w głowie”. Ale to „wszystko” jest znacznie bardziej złożone, niż mogłoby się wydawać.

 

Katarzyna Mirecka

psycholożka i psychoterapeutka, absolwentka Uniwersytetu Nottingham. Ukończyła 4-letnie całościowe szkolenie psychoterapeutyczne w Instytucie Analizy Rasztów. Pracuje z osobami dorosłymi, dziećmi i młodzieżą, indywidualnie oraz grupowo. Od 2015 roku związana z magazynem Chcemy Być Rodzicami

Rodzice i terapia uzależnień dziecka – jak się w tym wszystkim odnaleźć?

Gdy dziecko zderza się z uzależnieniem, albo jakimkolwiek innym problemem, czasami wsparcie rodzica nie wystarcza. Nieraz jest on bowiem tak samo wystraszony, jak jego ukochany syn, czy córka. Terapia staje się wtedy przestrzenią, w której rodzina może poukładać się na nowo. O tym, że wcale nie jest to łatwy proces i dlaczego czasami „gorzej” tak naprawdę oznacza „lepiej”, mówi w rozmowie z nami psycholożka i psychoterapeutka Małgorzata Zembowicz-Kowalska.

Zobacz pierwszą część rozmowy„Czy moje dziecko jest uzależnione?!” – ten wywiad powinni przeczytać wszyscy rodzice!

Katarzyna Miłkowska: Bycie w terapii często samo w sobie jest trudne i nieraz wiąże się z kryzysami. Zastanawiam się, czy może pojawić się moment, w którym dziecko jest w trakcie terapii uzależnień, a ja jako rodzic czuję, że jest tylko gorzej?

Małgorzata Zembowicz-Kowalska: Myślę, że na pewno może się pojawić i co więcej, może mieć to jak najbardziej związek z realnością. Tak jak powiedziałaś, w terapii zdarzają się kryzysy. Raczej nigdy nie jest to historia o tym, że od momentu zgłoszenia się jest już tylko i wyłącznie lepiej. Terapia faktycznie, niezależnie od modalności, jest procesem dynamicznym i jak najbardziej mogą pojawiać się w niej bardzo skomplikowane etapy. Trzeba jednak wziąć pod uwagę, że jest to także proces długotrwały, więc jest czas, aby te kryzysy przepracować. Warto przy tym pamiętać, że każdy tego typu moment załamania, które udaje się w terapii ułożyć, przekłada się na trwalsze efekty po jej zakończeniu.

Czyli trzeba przygotować się na dłuższy czas, bo w miesiąc problem się nie rozwiąże, dziecko nie będzie zdrowe, a wszystko nie wróci do poprzedniego porządku?

Wiesz, raczej myślę sobie, że nawet dobrze by było, żeby nie wracało, bo rozumiem, że skądś się ten problem jednak wziął. Punkt wyjściowy lepiej więc zostawić już za sobą, ale oczywiście, zachodzące w całym systemie zmiany mogą być trudne. Na różnych ich etapach, różne osoby mogą czuć się niezadowolone i mogą chcieć się przeciwko nim buntować. Tak, z całą pewnością jest to też proces długotrwały.

Myślę sobie, że trudne może być dla rodziców, kiedy dziecko zaczyna np. wyrażać złość, a wcześniej nigdy tego nie robiło. Nic dziwnego, że może pojawić się wtedy myśl, że moje dziecko po terapii stało się trudniejsze i jest tylko gorzej. Rozumiem jednak, że wtedy jest to miejsce na pracę rodzica z samym sobą?

Tak, dlatego też najlepsze efekty dają te oddziaływania, w których bierze udział cały system. Niekoniecznie musi to być terapia rodzinna, ale np. każdy z członków rodziny chodzi na terapię własną. Każda z tych osób zyskuje dzięki temu możliwość opracowywania pojawiających się zmian pod własnym kątem. Jest to też przestrzeń na przeżywanie rożnych trudności, znajdowanie dla siebie nowych miejsc w tym zmienionym systemie, nowych środków wyrazu, czy też nowych sposobów reagowania.

Co zatem może być taką „nowością” w relacjach rodzic-dziecko?

Ważna, nie tylko jeśli chodzi o uzależnienie, ale w ogóle w konstrukcjach wychowawczych, jest przede wszystkim konsekwencja. Jeśli u rodzica pojawiają się różne niepokoje, to nieraz zaczyna on działać w panice i podejmuje różne nieprzemyślane ruchy. Może m.in. dużo grozić: „Nie wyjdziesz przez miesiąc z domu, zabiorę ci komórkę, odetnę internet„. Później de facto nigdy to się nie dzieje, albo zamiast miesiąca trwa tydzień i z czasem zupełnie się rozmywa.

Fundamentalne we współżyciu z osobą uzależnioną jest konsekwentne przestrzeganie tego, co mówimy, ale jest to też fundament, na którym w ogóle buduje się wychowanie człowieka.

Konkretniej mówiąc, chodzi o branie odpowiedzialności za własne słowa, a nieraz przecież zdarza się, że będąc w emocjach mówimy dużo za dużo. Dorośli, rodzice, opiekunowie muszą oduczyć się bezmyślnego rzucania słowami na lewo i prawo.

Lepiej zastanowić się trzy razy, co ja mam tak naprawdę do powiedzenia dziecku, żeby później miało to przełożenie na realność. Jeśli bowiem coś mówimy, a nigdy nie dotrzymujemy słowa, to dziecko po prostu przestaje nas traktować poważnie.

Wyobrażam sobie, że na początku może być płacz i krzyk: „Nie oddam telefonu, będę i tak wychodził/wychodziła„. Długoterminowo daje to jednak zapewne poczucie, że po pierwsze, faktycznie mogę liczyć na słowo rodzica i po drugie, czuję się bezpiecznie.

Tak, bo konsekwentna postawa jest kluczowa i to dotyczy zarówno sytuacji trudnych, jak i tych przyjemnych. Jeżeli obiecuję ci, że pójdziemy dzisiaj do kina, to po prostu to robimy. Nie chodzi tu zatem o znak plus, minus, czy jakkolwiek będziemy to rozumieć, tyko o sam fakt konsekwencji. Uczymy wtedy dziecko, że nasze słowo ma prawdziwą wartość i tak jak powiedziałaś, jest to tym samym budowanie poczucia bezpieczeństwa. To jest zaś podstawą dla zdrowego rozwoju.

Czyli i tak wracamy do tego, że rodzic musi popracować przede wszystkim sam ze sobą.

Musi być ze sobą dogadany i musi też wiedzieć, na co go stać. Musi być świadomy tego, co może powiedzieć, bo sam od siebie jest to później w stanie wyegzekwować. Jeśli jednak wie, że nie da sobie z czymś rady, lepiej żeby miał tego świadomość i nie rzucał słów na wiatr. Podkreślam po raz kolejny, tu nawet nie chodzi o to, żeby cokolwiek egzekwować od dziecka, tylko od samego siebie.

Myślę teraz o poczuciu bezsilności. Jeśli odczuwamy ją w takim momencie, to chyba po prostu trzeba to uznać i powiedzieć dziecku, że nie jestem w stanie czegoś zrobić.

Zgadza się, a jeśli do tego sytuacja jest intensywna, możemy też zakomunikować, że to jest dla mnie strasznie trudne, muszę chwilę pomyśleć i wrócę do ciebie. Wcale nie musimy reagować od razu.

Będę w takim razie adwokatem diabła – Ale jak to?! Przecież jestem rodzicem, jestem dorosły, więc nie mogę pokazać dziecku słabości. Muszę wszystko wiedzieć!

Podałaś właśnie idealny przepis na popełnienie całej masy błędów. Jeśli zaś pozwolimy sobie przez chwilę odetchnąć, do czego absolutnie mamy prawo, to jest to jak najbardziej okej. Szczególnie jeśli to nazwiemy i pokażemy, że jest to trudne i potrzebujemy czasu na zastanowienie. Jest to też przy okazji budowanie w dziecku zdrowych nawyków. Dajemy tym samym przykład, że warto jest być blisko siebie, myśleć i przewidywać skutki tego, co robimy.

Być może, kiedy dziecko zderzy się wtedy z zewnętrznymi zagrożeniami, będzie mu też łatwiej pozwolić sobie na taki moment zastanowienia.

Dokładnie, bo przecież wcale nie musi, jak ten koń z klapkami na oczach, iść bezmyślnie za innymi. Może dojść do wniosku, że wcale nie chce uciekać na wagary, czy sięgać po tę substancję.

Zastanawiałam się w trakcie naszej rozmowy, czy może jest jakiś kontrast pomiędzy pracą z rodzicem, który podejrzewa, że jego dziecko jest uzależnione, od pracy z rodzicem, który ma już co do tego pewność. Widzę teraz, że tak naprawdę w jego indywidualnej pracy nie robi to chyba żadnej różnicy.

Nie robi absolutnie żadnej. Nie chcę w żaden sposób oczywiście umniejszać problemowi realnego uzależnienia, bo w sferze faktów są to ogromne różnice. Podejrzenie może być bowiem związane z zupełnie czymś innym, np. zawodem miłosnym i dlatego dziecko schudło, słucha smutnej muzyki i zamyka się w pokoju, przy czym wtedy zupełnie nie ma to nic wspólnego z alkoholem, czy narkotykami. Realne uzależnienie jest bezsprzecznie inną historią. Natomiast jeśli chodzi o przeżycie rodzica, to w obu tych przypadkach musi on poradzić sobie ze stresem, z niepokojem, z lękiem.

Czyli wspólny jest fakt, że chcąc poradzić sobie z uzależnieniem dziecka, albo tak naprawdę jakimkolwiek jego problemem, rodzic powinien zacząć od siebie.

Zasada zawsze jest taka sama – wydolny, sprawdzający się rodzic to rodzic, który dba przede wszystkim sam o siebie. Tylko wtedy ma bowiem realnie coś do zaoferowania. Jeśli jesteśmy dobrze poukładani ze sobą, to mamy zasoby, którymi możemy obdzielać innych.

Zobacz też: Bo macierzyństwo po prostu jest trudne

Małgorzata Zembowicz-Kowalska
psycholożka, psychoterapeutka, specjalistka terapii uzależnień. Prowadzi konsultacje psychologiczne, terapię indywidualną, grupową, terapię par oraz terapię uzależnień. Zajmuję się również prowadzeniem zajęć treningowych, psychoedukacyjnych oraz działalnością szkoleniową i dydaktyczną – www.malgorzatazembowicz.pl

 

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

“Okresowa rewolucja” – film o miesiączce dostał Oscara

film o miesiączce dostał Oscara

“Okresowa rewolucja” dostała Oskara za najlepszy krótkometrażowy film dokumentalny. Film opowiada o indyjskiej wiosce, w której grupa kobiet zaczyna produkcję i sprzedaż tanich podpasek. W ich społeczności miesiączka to temat tabu, kobiet nie stać na środki higieniczne, menstruacja wyklucza je z życia społecznego i zmusza do rezygnacji z edukacji.

Film o miesiączce dostał Oscara

Reżyserka Rayka Zehtabchi oraz producentka Melissa Berton odbierając Oscara żartowały, że nie mogą uwierzyć, że film o miesiączce otrzymał najważniejszą nagrodę filmową na świecie. W prasie pojawiła się informacja o tym, że jeden z członków Akademii, mężczyzna, napisał:  “Okresowa rewolucja” to dobry film, ale raczej nie ma szans, bo to dla wielu mężczyzn ohydny (ang. icky – obrzydliwy, ohydny, lepki) temat. Okazuje się, że na szczęście nie miał racji.

Oryginalny tytuł filmu – “Period. End of Sentence” – dosłownie może znaczyć “Okres. Koniec wyroku”. Tak przetłumaczony, nawiązuje do stygmatyzacji kobiet z powodu miesiączkowania, z którą walczą bohaterki filmu. Dziewczynki i kobiety, którym Zehtabchi daje głos w swoim filmie nie rozmawiają o miesiączce z nikim – ani w domu, ani w szkole, ani z koleżankami. Postawione przed pytaniem o menstruację wstydzą się, chichoczą, odwracają wzrok.

Inne możliwe tłumaczenie tytułu to “Kropka. Koniec zdania”. W trakcie rozdania Oskarów padło stwierdzenie: A period should end a sentence, not a girls education – kropka kończy zdanie, a okres nie powinien kończyć edukacji dziewczynek (gra słów).

Zobacz też: Emoji w kształcie czerwonej kropelki – miesiączka przestaje być tabu?

Miesiączka to choroba?

– Okres? To jest choroba, która dotyka głównie dziewczyn. – uważa nastolatek zapytany o to, co wie na temat menstruacji.

Okres jest po to, żeby były dzieci – dojrzała kobieta odpowiada na pytanie skąd bierze się krew miesięczna.

Rayka Zehtabchi opowiada historię kobiet, które w małej społeczności indyjskiej wioski pod New Delhi rozpoczynają produkcję podpasek i edukację na temat miesiączki.

W Indiach tylko 10% kobiet używa w trakcie miesiączki gotowych produktów higienicznych, reszta korzysta z bawełnianych szmatek. Szmatki szybko przesiąkają, w trakcie lekcji lub pracy kobiety nie mają możliwości ich wymiany w komfortowych warunkach. Nasiąknięte krwią szmatki wyrzucają po kryjomu, żeby nie zauważył ich żaden mężczyzna. Kobiety w trakcie miesiączki są w Indiach uważane za nieczyste, nie wolno im się modlić i przebywać w świątyniach. W patriarchalnym indyjskim społeczeństwie kobiety najczęściej nie pracują, siedzą w domu, co tym bardziej pogłębia ich podległą pozycję.

Zobacz też: Brak miesiączki świadczy nie tylko o menopauzie! Może być objawem poważnych chorób

Podpaski dostępne dla wszystkich

Zehtabchi opowiada historię swoich bohaterek od momentu, kiedy w wiosce pojawia się maszyna do wytwarzania tanich podpasek z waty i papieru. Oprócz większej dostępności środków higienicznych dla wszystkich w okolicy, maszyna daje grupie kobiet możliwość zdobycia pierwszych w swoim życiu własnych pieniędzy, uzyskania większej niezależności. Z wyprodukowanymi podpaskami kobiety chodzą po domach i rozmawiają z na temat higieny w trakcie menstruacji.

Zarobione na produkcji podpasek pieniądze pozwolą jednej z bohaterek opłacić swoje czesne w szkole policyjnej w New Delhi. Inna kupuje młodszemu bratu garnitur. Kobieta, która zrezygnowała ze szkoły z powodu miesiączki cieszy się, że zaczęła dokładać się do domowego budżetu, bo dzięki temu mąż zyskał do niej szacunek.

Zobacz też: Transseksualny model w kampanii na temat miesiączki. „Musiałem co miesiąc radzić sobie z okresem”

Podpaski to nie luksus, to prawo

Maszyna do produkcji podpasek została sfinansowana przez studentów z Kalifornii w ramach Pad Project – projektu pozwalającego sfinansować dowolne urządzenie potrzebne w jakimś miejscu na świecie. Środki zostały zebrane dzięki sprzedaży wypieków, organizacji maratonów jogi i zbiórek w Internecie.

Filmy takie jak “Okresowa rewolucja” zwiększają świadomość, że problem z dostępem do środków higienicznych i edukacji dotyczącej funkcjonowania ludzkiego ciała jest wciąż aktualny. Oscar dla tego filmu – jak powiedziały na gali jego twórczynie – to wsparcie i siła dla kobiet, które w wielu miejscach na świecie walczą o równe prawa w kwestii dostępu do środków sanitarnych i równy dostęp edukacji.

Podobne problemy do tych przedstawionych w nagrodzonym filmie mają dziewczynki i kobiety w  Afryce. Tam okres jest najczęstszym powodem porzucenia szkoły, a używanie niehigienicznych środków takich jak liście, czy kawałki starych ubrań zamiast podpasek prowadzi do poważnych infekcji i trwale odbija się na zdrowiu kobiet.

 

Olga Plesińska

Bioetyk, dziennikarka. W wolnym czasie dużo czyta, najchętniej z kotem na kolanach, jeździ na wrotkach i fotografuje.

Depresja – choroba naszych czasów. Ogólnopolski Dzień Walki z Depresją

23 lutego to ustanowiony przez ministerstwo zdrowia Ogólnopolski Dzień Walki z Depresją. W całej Polsce odbywają się wydarzenia, których celem jest podnoszenie świadomości na temat tej choroby i przełamywanie tabu społecznego, jakim wciąż obarczone są problemy związane ze zdrowiem psychicznym. Fundacja Forum Przeciw Depresji stworzyła kampanię „(Nie)widzialna nastoletnia depresja” (wideo powyżej). 

Depresja – choroba naszych czasów. Ogólnopolski Dzień Walki z Depresją

Depresja – choroba naszych czasów. Ogólnopolski Dzień Walki z Depresją

Pobierz infografikę DEPRESJA W POLSCE I NA ŚWIECIE w formacie PDF.

Depresja może spotkać każdego

Depresja nie zna płci, wieku, rasy, statusu społecznego i majątkowego. Może zachorować na nią każda osoba.

Depresja u dzieci i młodzieży

Zdiagnozowanie depresji u dziecka jest trudne, ponieważ objawy towarzyszące depresji występują również w innych zaburzeniach, takich jak ADHD, zaburzenia odżywiania. W przypadku nastolatków depresja często brana jest za naturalne zachowanie osoby w okresie dojrzewania, tak zwaną “burzę hormonów”, którą charakteryzuje zmienność nastroju, potrzeba izolacji, emocjonalność. Spokojne, wycofane dzieci i nastolatki, podobnie jak te drażliwe, “zbuntowane”, mające problemy z nauką, często trafiają do specjalistów ze względu na “złe zachowanie”. W wielu przypadkach w wywiadzie psychologicznym ujawnia się podłoże obserwowanego przez nauczycieli i rodziców nieprzystosowania – depresja.

Zachorowanie na depresję u dzieci i nastolatków często związane jest z brakiem akceptacji w grupie rówieśników, poczuciem braku wsparcia ze strony ważnych dorosłych, osamotnieniem i niskim poczuciem własnej wartości. Izolacja w grupie rówieśniczej może wynikać z tego, że młoda osoba czuje się inna, nieakceptowana ze względu na swoje pochodzenie, status majątkowy rodziny, orientację seksualną, przynależność rodziny do mniejszościowej grupy etnicznej lub wyznaniowej.  

Zobacz też: Depresja to nie młodzieńczy bunt

Depresja u kobiet i mężczyzn

Badania epidemiologiczne wykazują, że kobiety chorują na depresję dwa razy częściej niż mężczyźni. Warto jednak wziąć pod uwagę, że dane te dotyczą osób, które zgłosiły się po pomoc do specjalisty. W naszej kulturze, gdzie dominuje wzorzec silnego, samowystarczalnego mężczyzny, a chłopcy są uczeni ukrywania emocji, proszenie o pomoc jest zdecydowanie trudniejsze dla mężczyzn. Skutkuje to niestety znacznie większym odsetkiem samobójstw wśród mężczyzn (80%) oraz zgłaszaniem się do specjalisty w zaawansowanym stadium choroby. Depresja u mężczyzn bardzo często współwystępuje z uzależnieniem od alkoholu, pornografii, seksu. Z tego powodu mężczyźni często zaczynają szukać pomocy w ośrodkach uzależnień.

U kobiet dodatkowo występuje depresja związana z ciążą i porodem, co ma znaczny wpływ na taką a nie inną proporcję zachorowań na depresję między płciami.  Przyjmuje się, że depresja ciążowa lub poporodowa dotyczy ok.7-13% kobiet w ciąży i we wczesnej fazie macierzyństwa.

Depresja u osób starszych

Około 15% osób po 65 roku życia doświadcza depresji. Symptomy depresji u osób starszych, które powinny być znakiem ostrzegawczym dla rodziny i przyjaciół to utrata masy ciała, zaburzenia snu, brak apetytu, zmiany nastroju w ciągu dnia, problemy z trawieniem, myśli samobójcze, spowolnienie psychiczne i fizyczne, dolegliwości bólowe niezwiązane z żadną chorobą, wycofanie się ze społeczeństwa. Prawdopodobieństwo, że u osoby po 65 roku życia pojawi się depresja zwiększają następujące czynniki: poczucie samotności, utrata partnera życiowego, zły stan fizyczny i finansowy, zaburzenia wzroku i słuchu, niskie wykształcenie, zmiana miejsca zamieszkania, zmniejszenie sprawności psychoruchowej.

Dobre rady to nie pomoc!

Depresja to choroba, która w znacznym stopniu związana jest z zaburzonym funkcjonowaniem biochemicznym mózgu. Wyobrażasz sobie, że ktoś mówi osobie z chorobą serca, żeby wzięła się w garść, poszła do lasu, albo przestała się lenić, a wtedy jej przejdzie? Dlaczego w takim razie ktoś miałby traktować tak osobę chorą na depresję?

Depresja to nie gorszy nastrój, melancholia, lenistwo, wymówki czy złe nastawienie. Depresja to przewlekła choroba, z powodu której codziennie na świecie umiera 3800 osób. Na depresję nie pomaga spacer w lesie, bieganie, czekolada czy gorąca kąpiel. Depresję leczy się farmakologicznie. Niektórzy pacjenci biorą leki antydepresyjne przez rok, dwa lata, inni 10, jeszcze inni będą je brać do końca życia. Depresję leczy się psychoterapią, która może ciągnąć się latami. Niektórzy pacjenci chorzy na depresję potrzebują hospitalizacji, tak samo, jak pacjenci kardiologiczni. Bagatelizowanie depresji, niedostrzeganie cierpienia chorej osoby prowadzi do jej jeszcze większej izolacji, poczucia niemocy i nieprzystosowania oraz dodatkowo obniża i tak niską samoocenę tej osoby.

Zobacz też: Uzależnienia, depresja, bezsilność – co jest po drugiej stronie gabinetu? Terapeuta:„To my sami jesteśmy narzędziem naszej pracy”

Czego z całą pewnością nie chce usłyszeć osoba w depresji:

  • Weź się w garść, wszystko będzie dobrze!
  • Śpisz do południa, przestań się lenić i zabierz się do roboty!
  • Mi na chandrę pomaga spacer w lesie i kakao.
  • Idź na basen albo pobiegać.
  • Nie przesadzaj.
  • Wyolbrzymiasz problemy, myśl pozytywnie!
  • Wszystkim jest trudno.
  • Jak byłam w Twoim wieku to miałam masę energii, dziś ta młodzież taka leniwa.
  • Ja też nie miałam koleżanek i jakoś sobie dałam radę.
  • Nie maż się i weź się za naukę.
  • Z takim podejściem nic nie osiągniesz.

Takie rady nie mobilizują, tylko powodują nadmierne poczucie winy i pogłębiają brak samoakceptacji. Nie udzielajmy ich, ani naszym dzieciom, ani rodzicom, ani przyjaciołom. Jeśli podejrzewamy, że problem nas dotyczy, do samych siebie też tak nie mówmy!  

TU DOWIESZ SIĘ GDZIE SZUKAĆ POMOCY

* Korzystałam między innymi z materiałów Forum Przeciw Depresji.

Olga Plesińska

Bioetyk, dziennikarka. W wolnym czasie dużo czyta, najchętniej z kotem na kolanach, jeździ na wrotkach i fotografuje.

Brudna 12 czyli co kupować w zieleniaku w 2019 roku

Brudna 12
Na pierwszym miejscu "czystej 12" znajduje się awokado. – Fot. Pixabay

Jak co roku w Stanach Zjednoczonych opublikowano listę warzyw i owoców skażonych pestycydami. Enviromental Working Group (EWG) „prześwietliło” najbardziej popularne produkty kupowane w „warzywniaku”. Warto się przyjrzeć obu listom, ponieważ u nas stosowane środki ochrony roślin są podobne lub identyczne do używanych w USA.

Niektóre z produktów zawierało 50 lub więcej różnego rodzaju pestycydów – mówi Olga Naidenko, ekspert do spraw nauki w EWG – przeanalizowaliśmy owoce i warzywa umyte w zimnej wodzie przez 15 do 20 sekund, część z nich po wcześniejszym obraniu.

Zobacz też: Dieta dla mózgu

Zaczniemy jednak od dobrych wiadomości i najpierw przedstawimy „czystą” dwunastkę. Na pierwszym miejscu znajduje się awokado, coraz popularniejsze ze względu na zawartość zdrowych tłuszczów. Jego naturalną ochroną przed pestycydami jest gruba skóra. Dzięki temu nie musisz kupować wersji ekologicznej, podobnie jeśli chodzi o wymienione poniżej warzywa i owoce.                                        Oto czysta 15:

  1. Awokado
  2. Słodka kukurydza
  3. Ananas
  4. Mrożony zielony groszek
  5. Cebula
  6. Papaja
  7. Bakłażan
  8. Szparagi
  9. Kiwi
  10. Kapusta
  11. Kalafior
  12. Melon
  13. Brokuły
  14. Grzyby

Jeśli chodzi o najbardziej zanieczyszczone warzywa i owoce na początku listy „brudnej 12” znajdują się truskawki. EWG tłumaczy to tym, że owoce często pryska się chemikaliami zarówno na farmie, jak i podczas transportu. To samo dotyczy jabłek, w których znaleziono difenyloaminę, dodawaną do owoców w celu uniknięcia brązowych plam, które pojawiają się w procesie przechowywania – w Unii Europejskiej została ona wycofana z powodu negatywnego wpływu na zdrowie.                                      Oto brudna 12: 

  1. Truskawki
  2. Szpinak
  3. Jarmuż
  4. Nektarynki
  5. Jabłka
  6. Winogrona
  7. Brzoskwinie
  8. Czereśnie
  9. Gruszki
  10. Pomidory
  11. Seler
  12. Ziemniaki

Zobacz też: 5 porad dietetyczki, jedzenie, które uczyni cię szczęśliwym

Na pewno lepiej wybrać ekologiczną wersję powyższych warzyw i owoców (przy okazji wspieramy lokalne rolnictwo), jednak jak zapewniają eksperci EWG, lepiej spożywać je z listy „brudnej dwunastki” niż sięgać po przetworzone produkty ze sklepowej półki. „Wiemy, że ekologiczne produkty nie są dostępne dla każdego, dlatego też stworzyliśmy ten przewodnik, aby wybór był łatwiejszy dla wszystkich kupujących”.

 

 

Iza Farenholc

Dziennikarka i redaktorka. Pracowała jako redaktor naczelna w magazynie dla rodziców Gaga oraz współpracowała m.in. z magazynami Zwierciadło, Twój Styl, Sens, Glamour - materiały psychologiczne, recenzje książkowe, muzyczne i filmowe, wywiady, reportaże z podróży.