Przejdź do treści

Wystarczająco dobry rodzic – co to właściwie oznacza?

Ilość materiałów i źródeł, z których mogą korzystać młodzi rodzice jest przytłaczająca. Teorie na temat rodzicielstwa proponują różne perspektywy, koncentrują na różnych aspektach wychowania, sięgają do różnych filozofii. Nie trudno się pogubić, zwłaszcza kiedy chce się jak najlepiej tak dla dziecka, jak i całej rodziny.

Myli się jednak ten, kto twierdzi, że mnogość teorii na temat teorii rodzicielstwa to wytwór współczesności. Debaty od tym, jak i kiedy karmić, czy i kiedy reagować na płacz niemowlęcia, co robić, kiedy dziecko się złości trwają od zawsze, a wnioski niezmiennie wywołują w rodzicach poczucie winy lub nieadekwatności. Bo chyba niewiele jest też obszarów życia poddawanych tak głębokiej i raniącej krytyce jak rodzicielstwo właśnie.

Wielka Brytania ratowała swoje dzieci w czasie drugiej wojny światowej między innymi w ten sposób, że zabierała je od rodziców mieszkających na terenach zagrożonych bombardowaniem i umieszczała na wiele miesięcy na obszarach, gdzie tego zagrożenia nie było. Było natomiast inne zagrożenie, którego wówczas z oczywistych powodów nie brano pod uwagę – dzieci trafiały często do przypadkowych osób i przede wszystkim były rozdzielane z rodzicami.

Być może dlatego w okresie powojennym na nowo zainteresowano się losem dzieci, wpływem rzeczywistości na ich psychikę, przenikaniem się dziecięcych fantazji i rzeczywistości oraz roli więzi pomiędzy dzieckiem a jego opiekunem. Nie bez przyczyny więc tak ważne i rewolucyjne stały się obserwacje Ainsworth, Bowlby’ego czy Winnicotta.

D.W. Winnicott był pierwszym, który połączył wiedzę medyczną (był pediatrą) i psychoanalizę dzieci. Szybko i nie bez racji stał się autorytetem. Choć sam nigdy nie doczekał się dzieci, wiedział o nich więcej niż ktokolwiek w jego czasach. Był otwarty na różne dziecięce trudności, natomiast matkom starał się przywracać poczucie wyjątkowości ich roli. Choć napisał wiele, zasłynął chyba przede wszystkim terminem „wystarczająco dobra matka”. To musiała być wtedy (i nadal jest) rewolucja w rozumieniu macierzyństwa. Jednak co dokładnie miał na myśli ten wybitny człowiek mówiąc o „wystarczająco dobrej matce”? I co tym samym mówił o dziecku?

1. Pamiętaj, że Twoje dziecko jest bardzo wrażliwe

Jest delikatne i wrażliwe nie tylko znaczeniu fizycznym. To wiemy od zawsze; niemowlę nie jest w stanie samo się nakarmić, przebrać, zadbać o swoją higienę. Jest również delikatne w znaczeniu psychologicznym. I to było myślenie rewolucyjne. Winnicott pokazywał perspektywę niemowlęcia, które nie wie, kiedy otrzyma posiłek, gdzie się znajduje, co oznaczają różne dźwięki, które do niego docierają, nie wie nawet, czy przeżyje. Jest więc przerażone i zagubione. Co gorsza, nie jest w stanie opowiedzieć o swoich bardzo realnych doświadczeniach.

Dlatego też, jak podkreślał Winnicott, rolą osób zajmujących się dzieckiem jest zaadaptować się do niego i jego potrzeb. Nie w drugą stronę. Dziecko w naturalny sposób nauczy się świata, ale najpierw świat musi zwolnić i przynajmniej spróbować przyjąć jego perspektywę.

Jest to główna rola najważniejszych osób w życiu dziecka – jego rodziców lub głównych opiekunów. Dziś wiemy również, że bez względu na wiek dziecka warto nazywać jego uczucia i doświadczenia: „masz mokrą pieluszkę, zaraz ją zmienię”, „przestraszył cię ten dźwięk”, „jesteś głodna, zaraz cię nakarmię”. Rodzic może się nawet mylić, nie musi zawsze wiedzieć, co próbowało mu zakomunikować dziecko, ale mówiąc do niego nawiązuje więź i nadaje przeżyciom dziecka znaczenie.

2. Pozwól dziecku się złościć

Boimy się agresji. Agresja kojarzy się z przemocą, wyzyskiem, nadużyciem, złym wychowaniem. Winnicott dostrzegał w niej przejaw normalnego, zdrowego rozwoju dziecka i jego wielki potencjał. Złoszczą się już przecież niemowlęta. Wpadają w złość i rozpacz, kiedy pierś lub butelka nie zjawiają się natychmiast. Płaczą, kiedy mają na sobie mokrą pieluszkę, choć matka stara się jak najszybciej je przebrać. Nic w tym dziwnego, mówił Winnicott. Niemowlę nie ma perspektywy czasowej, nie ma poczucia, że jest bezpieczne tu i teraz, każdy niedostatek, brak pożywienia rozumie jak katastrofę. Z czasem Melanie Klein dodała, że podobnie niemowlę widzi matkę: jeśli jest ciągle dostępna, jest kochana. Ale kiedy odchodzi, choćby na chwilę, przestaje istnieć na zawsze (w umyśle niemowlęcia). Trzeba więc czasu, żeby dziecko nauczyło się łączyć przyczynę i skutek, że nauczyło się radzić sobie z nieuniknioną frustracją. Rolą rodzica nie jest więc, zdaniem Winnicotta, chronić dziecko za wszelką cenę przed frustracją, ale wytrzymywać jego złość, nie czuć się przez nią zagrożonym, zranionym, nie podejrzewać dziecka o to, że nie kocha rodzica, nie jest do niego przywiązane lub też że jest w jakiś sposób zaburzone.

3. Twoje dziecko nie powinno być zbyt uległe

Winnicott  był przerażony tak zwanymi „grzecznymi dziećmi”. To również musiało być rewolucyjne podejście w chłodnej i zdystansowanej angielskiej kulturze. Uważał, że grzeczne dzieci wychowywane są przez rodziców, którzy nie są w stanie wytrzymać i tolerować różnych dziecięcych (ale też własnych) emocji. Zaprzeczanie emocjom i potrzebom prowadzi, zdaniem Winnicott, do wytworzenia tak zwanego fałszywego self,  a więc takiego sposobu widzenia siebie i funkcjonowania, który zaprzecza naturalnym potrzebom, unieszczęśliwia, znacznie ogranicza rozwój osobisty, nierzadko wiąże się z rozwojem różnorodnych zaburzeń psychicznych, takich jak choć by depresja. Ma jednak jedną zasadniczą „zaletę” – doskonale wpisuje się w wymagania otoczenia.

4. Pozwól dziecku” być

Pozwól mu być dzieckiem, pozwól mu rozwijać się naturalny sposób, kształtując otoczenie w taki sposób, żeby było przewidywalne, stabilne i pewne. W przeciwnym razie dziecko będzie musiało się dostosować zbyt wcześnie. Jeśli rodzice są zbyt chaotyczni, dziecko (nawet niemowlę) będzie musiało nauczyć się analizować sytuację i samo szukać sobie źródeł pocieszenia. Jeśli matka jest ciągle smutna, będzie próbowało ją pocieszyć. Może stać się dzieckiem wesołkowatym, ciągle radosnym, bezproblemowym. I być może rzeczywiście takie jest, ale może to też być skutek ogromnego wysiłku, żeby przetrwać psychicznie w niesprzyjających okolicznościach.

5. Nigdy nie zapominaj, jak ważna jest twoja rola i praca

Winnicott nie mówił, że „rolą matki jest…”, że matka czy ojciec mają porzucić swoje sprawy na zawsze i poddać się dziecku. Zwracał raczej uwagę na to, że początek wszystkiego – dobrego i sprawiedliwego społeczeństwa, dobrobytu, głębokich i mądrych relacji – jest w domu, w rodzicie. I że zanim ktoś stał się okrutnym dyktatorem, najpierw był małym chłopcem. I od tego, jaką opiekę uzyskał, zależały jego przyszłe losy. Winnicott mówił, że rzeczywiście jest taki moment, kiedy rodzic powinien dostosować się do dziecka, czasowo ograniczyć swoją aktywność, jeśli narusza ona w jakiś sposób poczucie bezpieczeństwa niemowlęcia. Ponieważ nie jest to łatwe, podkreślał również ogromne znaczenie jakie ma wsparcie dla rodziców zajmujących się niemowlętami.

A poza tym…baw się z dzieckiem i pozwalaj mu się bawić samodzielnie. Nie ma nic ważniejszego niż zabawa dziecka i lepszego okienka, przez które można zajrzeć do jego umysłu.

Katarzyna Mirecka

psycholożka i psychoterapeutka, absolwentka Uniwersytetu Nottingham. Ukończyła 4-letnie całościowe szkolenie psychoterapeutyczne w Instytucie Analizy Rasztów. Pracuje z osobami dorosłymi, dziećmi i młodzieżą, indywidualnie oraz grupowo. Od 2015 roku związana z magazynem Chcemy Być Rodzicami

Zdalne nauczanie w Polsce w czasie pandemii koronawirusa

zdalne nauczanie a koronawirus
fot. 123rf.com

Od 20 marca, zgodnie z rozporządzeniem ministra, obowiązuje w Polsce stan epidemii. Jest to niewątpliwie bardzo trudny czas, z którym wszyscy musimy się zmierzyć. Pandemia koronawirusa wywołała ogromne zmiany w każdej dziedzinie naszego życia. Również dotkliwie odczuła to edukacja.

Dzieci, młodzież oraz ich rodzice, nauczyciele, wykładowcy, przekształcili swoje dotychczasowe nauczanie. Od 25 marca został wprowadzony obowiązek realizowania podstawy programowej. Oznacza to, że nauczyciele prowadzą zajęcia z uczniami poprzez e – nauczanie. Mogą przeprowadzać lekcje, zadawać prace do wykonania, sprawdzać uczniów oraz wystawiać oceny. Nauczanie zdalne na tę chwilę ma potrwać do Świąt Wielkanocnych. Nie jest wykluczone, że ten czas zostanie jednak wydłużony.

Zobacz też: Działalność przedszkola w czasie epidemii. Czy w epoce koronawirusa trzeba płacić za przedszkole? [PRAWNIK]

Jak wygląda to w praktyce?

Zorganizowanie zdalnego nauczania w dość krótkim odstępie czasu okazało się niełatwym wyzwaniem. Nauczyciele oraz uczniowie zmagają się z wieloma problemami. Często są one nie do pokonania. Nauczanie online odbywa się w różnych programach, które są przyjęte przez daną placówkę oświatową. Najbardziej powszechnym komunikatorem jest elektroniczny dziennik – LIBRUS Synergia. Platforma umożliwia kontakt między nauczycielem, uczniem a rodzicem. Jednakże już pierwszego dnia zdalnej edukacji pojawiły się problemy związane z przeciążeniem serwerów, co uniemożliwiło kontakt i przeprowadzanie lekcji.

Kolejnym utrudnieniem w zdalnym nauczaniu okazuje się również dostęp do Internetu oraz sprzętu, który jest wymagany do takiej formy edukacji. Nie każda rodzina w Polsce posiada w swoim domu komputer, tablet bądź telefon, który umożliwiłby zdalną naukę dziecka. Trudności pojawiają się również w rodzinach, gdzie jest więcej niż jedno dziecko. Zbyt mała liczba sprzętu oraz lekcje kilkorga dzieci odbywające się w podobnym czasie – stanowią fizycznie duży problem. Dodatkowo biorąc pod uwagę sytuację rodziców, często forma wykonywanej przez nich pracy zmieniła się na zdalną. Przez co niejednokrotnie sami muszą wykorzystywać do niej posiadany komputer bądź tablet. Niestety tak powstaje błędne koło.

Zobacz też: Koronawirus – co należy o nim wiedzieć?

Czy możemy liczyć na pomoc?

W obecnej chwili trwają prace nad usprawnieniem platform, które umożliwiają kontakt i prowadzenie lekcji. Minister oświaty oraz cyfryzacji deklaruje pomoc, aby uczniowie i nauczycieli mieli lepszy dostęp do systemu. Również Związek Nauczycielstwa Polskiego apeluje o wsparcie dla dzieci, młodzieży oraz nauczycieli, którzy wykonują pracę zdalną o dostęp do bezpłatnego Internetu. Zgodnie z Konstytucją władze publiczne mają zapewnić obywatelom powszechny i równy dostęp do wykształcenia – w obecnym momencie wielu stawia to zdanie pod wątpliwość.

Czy nastąpią zmiany? O tym przekonany się w najbliższym czasie, gdyż sytuacja w naszym kraju zmienia się dynamicznie.

Źródło: tvn24.pl

Aleksandra Nosarzewska

Studentka V roku psychologii klinicznej na Uniwersytecie SWPS. Jej pasją jest psychologia dziecka oraz pedagogika. Na co dzień współpracuje z dziećmi z zaburzeniami ze spektrum autyzmu.

Toksyczna matka – po czym ją poznać?

Toksyczna matka
Toksyczna matka – po czym ją poznać?

Nieważne, który punkt widzenia przyjmiemy. Nieważne, która teoria psychologiczna stanie się punktem wyjścia – relacja z matką wyznacza rama wszystkich kolejnych relacji. Nawet w sytuacji, kiedy realnej matki nie ma.

Z czasem w życiu pojawiają się inni ludzie, związki z nimi stają się ważniejsze, matka zdaje się stopniowo znikać z umysłu i codzienności. Nie znika jednak całkiem.

„Cynkowi chłopcy” Swietłany Aleksijewicz to bardzo poruszająca książka. Jednak szczególnie w pamięć zapada opowieść jednej z osób zajmujących się rannymi oraz umierającymi żołnierzami. Ci mężczyźni, którzy chwilę wcześniej musieli radzić sobie w skrajnie trudnych warunkach, w chwili największej trwogi, w bólu lub na monet przed śmiercią wyzwali matki.

Matka na zawsze pozostaje w głowie i w uczuciach. Dlatego też jakość tej relacji jest taka ważna. Matki bywają różne. Chcemy wierzyć, że matka z zasady jest świątynią ogniska domowego, źródłem nieustającej miłości, oddana dzieciom, wyrozumiała, a przynajmniej dokłada wszelkie starania, by taką się stać. Jednak rzeczywistość pokazuje, że matki bywają dalekie od tego obrazu.

Być może dlatego nie tylko gabinety terapeutyczne pełne są czyichś matek. Również kultura popularna próbuje sobie poradzić z „kwestią” matki, skutkiem czego jest choćby pojawienie się terminu „toksyczna matki”.

„Toksyczna matka” to pojemny worek, w którym mieszczą się wszystkie matki w jakikolwiek sposób niewydolne, inne, zaburzone – matki nie potrafiące być blisko swoich dzieci, które w jakiś sposób niszczą i zatruwają swoje dzieci. Jednak, jak na kulturę popularną przystało, jest to znaczący skrót myślowy. Bo przecież rzeczywistość jest bardziej złożona.

Zobacz też: Brak dostrojenia między matka a dzieckiem. Jakie mogą być konsekwencje?

Peg Streep, dziennikarka i autorka książek z dziedziny psychologii, zainteresowana zwłaszcza relacją matka-córka uważa, że relację, którą można nazwać toksyczną, zawsze charakteryzuje kilka elementów.

1. Zawstydzanie i zrzucanie odpowiedzialności

Streep mówi, że czasami jest to proces postępujący stopniowo, od niewinnego zdawałoby się wypominanie błędów, aż do wiecznych „Bo ty zawsze” lub „Ty nigdy”. Streep przypomina w ten sposób bardzo ważną zasadę, zgodnie z którą to, co słyszymy od najwcześniejszych chwil życia, staje się naszym głosem wewnętrznym. Jeśli więc ktoś słyszy, że jest do niczego, nic nie umie, jest zawodem dla rodziców, to prędzej czy później w to uwierzy i będzie musiał włożyć wiele wysiłku, by ten wewnętrzny głos złagodzić. W tym sensie toksyczna matka uszkadza dziecko, znacznie ograniczając jego szanse na rozwój zdrowego poczucia własnej wartości.

2. Wywoływanie poczucia winy

Czasami dzieci traktowane są jak narcystyczne przedłużenie jednego lub obydwojga rodziców. Dziecko ma spełnić określoną funkcję, na przykład zrealizować to, czego nie zrobił rodzic. Lub też ma w jakiś sposób uratować rodzica, na przykład przed nieszczęśliwym związkiem lub bolesną przeszłości. Oczywiście, żadne dziecko nie jest w stanie tego zrobić, ani też nie powinno. Jednak zdaniem Peg Streep matka, która ma tego typu wymagania wobec dziecka, może być określana mianem toksycznej.

3. Lepsze i gorsze dziecko

Dzieci urodzone tej samej parze rodzicielskiej różnią się, podobnie jak różne jest bycie rodzicem każdego z nich. Jednak zdaniem Streep, toksyczne matki wybierają sobie dzieci, które łatwiej kontrolować, a odrzucają te, które próbują być niezależne. Bardziej „kochają” i wspierają również te dzieci, które spełniają ich nie zawsze świadome potrzeby.

4. Marginalizowanie i wyśmiewanie

Zawstydzanie to jedno z bardziej popularnych narzędzi „wychowawczych”, stosowane przez zaburzonych rodziców, również matki, o których mówimy, że są toksyczne. Jak bardzo owo zawstydzanie jest niszczące, wie niemal każdy. Unikamy w dorosłości różnorodnych sytuacji właśnie z powodu wstydu, z poczucia, że ktoś nas wyśmieje, uzna za głupiego czy słabego. Początki tych uczuć mogą zaczynać się bardzo wcześnie, na przykład kiedy dziecko ma zmienianą pieluszkę i słyszy, jak „bardzo śmierdzi”, jak bardzo jest „fuj” i jaką odrazę wzbudza to w opiekunie.

Zobacz też: Jak blisko to zbyt blisko? Czy rodzice i dzieci mogą się przyjaźnić?

5. Kozioł ofiarny

W grupach, podobnie jak w rodzinach, często ktoś jest delegowany do roli tzw. „kozła ofiarnego”. Staje się więc kimś, kto jest zbiornikiem na niechciane uczucia, emocje i fantazje. To, czego nie chce się zobaczyć w sobie, czego nie można uznać za część siebie, lokowane jest w owym koźle. Streep sugeruje, że narcystyczna matka często wybiera jedno dziecko, w którym umieszcza różne odszczepione, jak mówi psychoanaliza, niechciane części własnej osobowości. Takie dziecko będące konglomeratem cech, których matka nie toleruje w sobie, musi budzić jej niechęć. Trudno sobie wyobrazić, że można je kochać czy wspierać.

6. Cisza

Nadal w wielu domach nieodzywanie się do siebie, w tym również do dzieci, jest typową metodą radzenia sobie z konfliktem, nieposłuszeństwem czy po prostu metodą kontrolowania dzieci. Dziecko, do którego matka się nie odzywa całymi dniami i traktuje je jak przysłowiowe powietrze, wie, że taka właśnie „kara” spotka je za każde niemal przewinienie.

Katarzyna Mirecka

psycholożka i psychoterapeutka, absolwentka Uniwersytetu Nottingham. Ukończyła 4-letnie całościowe szkolenie psychoterapeutyczne w Instytucie Analizy Rasztów. Pracuje z osobami dorosłymi, dziećmi i młodzieżą, indywidualnie oraz grupowo. Od 2015 roku związana z magazynem Chcemy Być Rodzicami

Sens edukacji, czyli jak nie spieprzyć życia swojemu dziecku

Edukacja to ciągle gorący i kontrowersyjny temat. Nie ma pomysłu na zmianę, polska szkoła tkwi w XIX wieku – jest coraz gorzej, niezadowoleni są nauczyciele, dzieci i rodzice. „Jak nie spieprzyć życia swojemu dziecku. Wszystko, co możesz zrobić, żeby edukacja miała sens” to świetny podręcznik o zmianie systemu dla tych którzy marzą o lepszej szkole dla swoich dzieci. Nie mamy wątpliwości, że książka powinna trafić w ręce ministra edukacji.

Autor książki Mikołaj Marcela jest nauczycielem oraz wykładowcą akademickim, zajmującym się tematem edukacji i nowoczesnymi, kreatywnymi rozwiązaniami. Radzi, abyśmy zadali sobie pytanie: po co posyłamy dzieci do szkoły – czy po to, by nauczyły się pokory, czy aby rozwinęły swoje talenty i zdolności? Czy wychowuje się nasze dzieci na niewolników, uczestniczących później w wyścigu szczurów, czy jednak bardziej zależy nam, żeby szkołę opuszczali ludzie kreatywni, z głową pełną twórczych pomysłów?

Zobacz też: Najmniejsza szkoła na świecie. Zgadniesz, ilu ma uczniów?

Dialog i rozmowa zamiast dyscypliny

Jak dowodzą psychologowie (Jesper Juul) rygorystyczne wychowanie i przywiązanie do posłuszeństwa nie przekłada się na szczęśliwe, dorosłe życie. Ludzie wychowani w taki sposób nie wiedzą, jak brać na siebie odpowiedzialność – potrafią jedynie wykonywać polecenia. Uczniowie powinni samodzielnie konstruować wiedzę, a nie odtwarzać ją mechanicznie, a praktyka powinna często wyprzedzać teorię, która z kolei powinna wyrastać z doświadczeń.  Jak w fińskiej szkole – dlaczego jest najlepsza?

– liczy się jakość procesu uczenia (pełna autonomia fińskich szkół w zakresie edukacji), co oznacza, że dyrektor i nauczyciele decydują, co jest dobre dla dzieci w ich szkole,

– indywidualne potrzeby uczniów są jedynym wyznacznikiem dotyczącym wyboru podręczników, programów, sposobów oceniania i przekazywania wiedzy przez nauczycieli,

– ograniczenie biurokracji (nauczyciele 2 razy w roku wysyłają raport władzom oświatowym),

– likwidacja administracyjnego nadzoru pedagogicznego – oszczędność i uwolnienie kreatywności nauczycieli,

– wszystkie szkoły są darmowe (także prywatne) co oznacza, że są finansowane przez państwo i władze lokalne,

– zawód nauczyciela należy w Finlandii do najbardziej prestiżowych, co wiąże się z odpowiednimi zarobkami,

– przedmioty takie jak muzyka, etyka, plastyka są tak samo ważne jak matematyka i język fiński, a dodatkowo chłopcy i dziewczynki uczą się gotowania, obróbki drewna czy szycia,

– na każdym etapie nauczania dzieci uczą się ekologii, psychologii i edukacji zdrowotnej,

– oceny są wprowadzane dopiero w VII klasie i nie są miernikiem wartości ucznia, ale informacją dla niego o własnych kompetencjach i wskazówką do dalszej pracy,

– każdy uczeń dostaje potrzebną pomoc w ramach szkoły, płatne korepetycje są prawnie zabronione,

– słabe wyniki uczniów świadczą o błędach nauczycieli.

Zobacz też: Grając, dbasz o mózg

Czego uczyć dzieci?

Autor radzi, aby przede wszystkim słuchać młodych ludzi – nie tylko w domu, ale także na lekcjach – dzieci są szczere i kreatywne, wiedzą co dla nich dobre. Dajmy im wybór w obszarach, w których to jest możliwe.

Yuval Noah Harari, autor książek „Deus” czy „21 lekcji na XXI wiek”, twierdzi, że szkoły powinny przestawić się z „trzech Z” (zapamiętać, zdać, zapomnieć) na „cztery K” (krytyczne myślenie, komunikacja, kooperacja, kreatywność). Według niego powinniśmy rozwijać u dzieci następujące zdolności:

– ciekawość (zdolność do zadawania pytań i odkrywania, jak funkcjonuje świat)

– kreatywność (zdolność do generowania nowych pomysłów i wdrażania ich w życie)

– krytyczne myślenie (zdolność do analizowania informacji i myśli oraz formułowania uzasadnionych argumentów i ocen)

– komunikację (zdolność do jasnego i pewnego wyrażania myśli i uczuć za pomocą różnych form i środków)

– współpracę (zdolność do konstruktywnej pracy w grupie)

– współczucie (zdolność do identyfikowania się z uczuciami innych i do podejmowania adekwatnych do sytuacji działań)

– spokój (zdolność do połączenia się z wewnętrznym światem uczuć i rozwinięcia poczucia osobistej harmonii i równowagi)

A przede wszystkim – zaufajmy swoim dzieciom!

„Jak nie spieprzyć życia swojemu dziecku. Wszystko, co możesz zrobić, żeby edukacja miała sens” Mikołaj Marcela Wyd. Muza

 

Iza Farenholc

Dziennikarka i redaktorka. Pracowała jako redaktor naczelna w magazynie dla rodziców Gaga oraz współpracowała m.in. z magazynami Zwierciadło, Twój Styl, Sens, Glamour - materiały psychologiczne, recenzje książkowe, muzyczne i filmowe, wywiady, reportaże z podróży.

Koronawirus i karmienie piersią – co mówią eksperci?

karmienie piersią i koronawirus
Fot: Evgeny Atamanenko / 123RF

Początki macierzyństwa same w sobie obarczone są wieloma znakami zapytania. W momencie, kiedy pojawia się dodatkowe zagrożenie w postaci koronawirusa, owych obaw może być jeszcze więcej. Koronawirus i karmienie piersią – jak należy podejść do tego zagadnienia?

Niestety, wciąż względnie niewiele wiadomo o koronawirusie COVID-19, stąd też należy wziąć pod uwagę, że w miarę wzrostu wiedzy, mogą zmienić się wytyczne ekspertów. Póki co najważniejsze informacje w kontekście karmienia piersią są następujące:

1. Przeprowadzone badania wskazały, że nawet jeśli matka była zakażona, w jej mleku nie znaleziono wirusa.

2. Główne zagrożenie związane z karmieniem piersią przez matkę zakażoną koronawirusem odnosi się do faktu, iż patogen ten rozprzestrzenia się przede wszystkim drogą kropelkową.

Wirus może znajdować się np. w ślinie matki, z którą ryzyko zetknięcia jest znacznie większe podczas bliskiego kontaktu, z jakim wiąże się karmienie piersią.

„Ryzyka i korzyści karmienia piersią, w tym ryzyko trzymania dziecka w bliskim sąsiedztwie matki, powinny być z nią przedyskutowane” – podaje w tym kontekście brytyjskie stowarzyszenie Royal College of Obstetricians and Gynaecologists. W każdej indywidualnej sytuacji należy więc rozpatrzyć plusy i minusy karmienia, w tym także ewentualne czasowe odstawienie malucha od piersi.

3. Jeśli matka jest zakażona, najrozsądniejszym wydaje się odciąganie przez nią mleka, a następnie poproszenie zdrowego opiekuna o nakarmienie nim dziecka.

„Należy podkreślić przy tym fakt, iż karmienie piersią jest najlepszym sposobem ochrony noworodka i niemowlęcia przed infekcjami, a przeciwciała zawarte w mleku matki mogą uchronić dziecko przed zachorowaniem. W przypadku COVID-19 potrzeba co prawda dalszych badan, ale jest to dokładnie sprawdzone w odniesieniu do grypy sezonowej” – pisaliśmy na portalu Chcemy Być Rodzicami.

Podaje się przy tym, że bezwzględnie należy pamiętać o myciu rąk przed dotknięciem dziecka, laktatora czy butelki. Wskazane jest też założenie na ten czas maseczki.
Ekspertka w social mediach

O koronawirusie i karmieniu piersią pisała też na swoim Instagramie – lekarskim.okiem – Agnieszka Browarska, która jest lekarką w trakcie specjalizacji z pediatrii. Jej słowa potwierdzają wyżej przytoczone wskazówki:

Czy matka karmiąca piersią narażona na infekcje spowodowaną koronawirusem powinna zaprzestać karmienia? Odpowiedź brzmi: NIE! Jednak w momencie potwierdzonej infekcji o etiologii wyżej wspomnianej, mama powinna ograniczyć kontakt z dzieckiem i należy rozważyć podawane dziecku odciągniętego mleka matki przez osobę zdrową.

lekarskim.okiem

 

Wyświetl ten post na Instagramie.

 

#soskarmienia Jest duże zamieszanie i wiele strachu budzi wyżej wspomniany wirus. Czy matka karmiaca piersią narażona na infekcje spowodowaną koronawirusem powinna zaprzestać karmienia? Odpowiedź brzmi: NIE! Jednak w momencie potwierdzonej infekcji o etiologii wyżej wspomnianej mama powinna ograniczyć kontak z dzieckiem i należy rozważyć podawane dziecku odciągniętego mleka matki przez osobę zdrową. Czym ten wirus różni sie od innych? Głowie tym, że jest NOWY i NIEZNANY Jednak zasady postępowania z karmieniem piersią są podobne jak w przypadku innych infekcji. Środowisko matki i dziecka jest wspólne. Człowiek zaraża w wielu przypadkach często jeszcze przed wystąpieniem objawów infekcji. 🤔Co tu się dzieje pięknego? My jeszcze nie wiemy o infekcji a w mleku matki są już obecne czynniki odpornościowe, które mają za zadanie chronić dziecko🤱! Niezłą moc ma maleko kobiety, co?😉 Tych czynników jest bardzo dużo. Ciągle trwają badania i odkrywane są kolejne właściwości mleka kobiecego. Chcialabym rownież zaznaczyć, że NIEPRAWDĄ jest, że kobieta karmiąca piersią nie może przyjmować ŻADNYCH leków! Duża część dostępnych i znanych leków może być przyjmowana w trakcie karmienia piersią! Wielu przypadkach można tak dobrać terapię leczenia aby była możliwość kontynuowania karmienia piersią. Drogie mamy! Jeżeli w trakcie infekcji Wasz stan zdrowia na to pozwala NIE REZYGNUJCIE Z KARMIENIA PIERSIĄ! A jak jeszcze możesz sie chronić? Pamiętać o podstawowych zasadach higieny:📍jak najczęstszym myciu rąk, 📍zasłanianianiu nosa i ust zgięciem łokcia podczas kichania i kasłania, 📍po użyciu jednorazowych chusteczek higienicznych konieczne jest ich natychmiastowe wyrzucenie do śmieci i umycie rąk! Jest to złoty standard życia codziennego. 📍w trakcie karmienia piersią, kiedy mama ma infekcje powinna mieć założoną maseczkę Pamiętając o tych kilku prostych zasadach chronimy siebie i innych.

Post udostępniony przez Agnieszka Browarska (@lekarskim.okiem)

Źródło: RCOG.org.uk / Chcemy Być Rodzicamilekarskim.okiem Instagram

Konsultacja medyczna: lek. med. Karina M. Sasin

Zobacz też: Koronawirus – co należy o nim wiedzieć?

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.